Najnowsze odkrycia archeologiczne

Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 8093
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 19
x 222
Podziękował: 13448 razy
Otrzymał podziękowanie: 11173 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany postautor: grzegorzadam » piątek 23 cze 2017, 12:31

Bogowie To Nie Fikcja 3
Strach w 52-letnim cyklu


O czym pisze Erich von Daeniken
Kalendarz Majów dostarczył nauce nie lada sensacji. Stwierdzono, że istniały równolegle dwa kalendarze tzolkin i haab. Tzolkin to rok boski liczący 260 dni (20 miesięcy po 13 dni), natomiast haab traktowano jako kalendarz „roboczy” liczący 18 miesięcy po 20 dni, na którego końcu dokładano 5 dni uznawanych za „feralne” otrzymując w sumie 365 dni. Oba kończyły jednocześnie każdy 52-letni, niezrozumiały cykl zamykający się datą 4-Ahau 8-Cumhu.
Erich von Daeniken w swojej książce „Dzień, w którym przybyli Bogowie” opisuje swoją korespondencję z dr. Kisslingiem. Pozwolę sobie zacytować obszerny fragment jego książki.

Tzolkin i haab składają się na „calendar-round”, liczący 18980 dni albo 52 lata. Koło tzolkin obejmujące 260 dni jest mniejsze od koła haab, mającego 365 sektorów na 365 dni. W ciągu 52 lat koło haab obraca się tylko 52 razy, gdy tymczasem koło tzolkin musi wykonać 73 obroty, żeby nie wypaść z gry. Ale w ciągu 52 lat każdemu z kół udaje się jakoś wypełnić plan:


52 × 365 = 18980 dni 73 × 260 = 18980 dni

Tzolkin był kalendarzem świętym, boskim, bez jakiejkolwiek wartości praktycznej – 73 lata boskie odpowiadały 52 latom ziemskim. W okresie tych 52 lat, zgodnie z odczytanymi hieroglifami, na firmamencie dziesięć razy ukazywali się określeni bogowie o nader skomplikowanych imionach – co 52 lata obawiano się powrotu tych „strasznych istot”. Jeżeli w trakcie owych 52 lat (18980 dni) bogów było widać na firmamencie dziesięć razy, to logiczne jest, że w ciągu 5,2 roku (1898 dni) tylko raz.

Dr Kiessiing zadał sobie pytanie: Co pojawiało się więc co 5,2 roku (albo co 1898 dni) na niebie? Kometa? Statek kosmiczny? Boska planeta Wenus? Zaciekawiony badacz skrupulatnie sprawdził wszystkie dane orbit planet Układu Słonecznego i poczynił zadziwiające spostrzeżenie:

Nazwa planety obieg Słońca w dniach ziemskich obieg Słońca w latach ziemskich
Merkury 88 0,24
Wenus 225 0,62
Ziemia 365 1,00
Mars 687 1,88
Planeta X 1898 5,20
Jowisz 4329 11,86
Jeśli spojrzymy na schemat Układu Słonecznego, od razu rzuci nam się w oczy wielka luka między Marsem a Jowiszem. Porusza się tam dokoła Słońca zgodnie z prawami Keplera olbrzymia, widoczna tylko przez teleskop gromada niewielkich ciał niebieskich zwanych planetoidami. Jeżeli założymy, że planetoidy te są szczątkami jakiejś planety, to będzie można obliczyć, że planeta owa, w czasie kiedy stanowiła całość, wykonywała jeden obrót wokół Słońca w ciągu 1898 dni, czyli dokładnie 5,2 roku ziemskiego! Z tego punktu widzenia kombinacja kalendarza tzolkin i haab byłaby nieprzypadkowa – określałaby dokładny okres obiegu Planety X wokół Słońca. Określałaby zarazem nie tylko to – 1898 dni razy 10, równa się 18980 dni (52 lata), a co 52 lata Planeta X znajdowała się najbliżej naszej planety. Tego właśnie dnia dzieci Ziemi obawiały się przybycia bogów i dlatego przed upływem cyklu kalendarzowego narastało wśród Majów takie napięcie. Z tego powodu co każde 52 lata ze strachem i ze szczególną uwagą obserwowano niebo – oczekiwano pojawienia się boga Kukulcana albo Quetzalcoatla. Zbieganie się dat boskiego kalendarza tzolkin i ziemskiego haab w 18980 dniu zwiastowało niebezpieczeństwo. Istoty pozaziemskie i Ziemianie przygotowywali się do spotkania na najwyższym szczeblu.

Tu chyba pana Daenikena trochę poniosła fantazja. Sądzę, że wyciągnął zbyt daleko idące wnioski. Dlaczego? Wydaje się, że nie chodzi o spotkanie z Bogami, a raczej o spotkanie z czymś gorszym – z kosmiczną śmiercią. Ale po kolei.

Kłopoty z kalendarzem Majów
…a właściwie z kalendarzem całej Mezoameryki, gdyż jak twierdzą uczeni, kalendarza tego używały wszystkie ludy od Meksyku po Jukatan. Odkrycie go było wielką sensacją, która niebawem zamieniła się w wielki kłopot. Jak oni go używali?

Do dnia dzisiejszego zdania uczonych są podzielone. Bardzo mała, wręcz uznawana za skąpą ilość materiału spowodowana konkwistą ówczesnej Hiszpanii oraz szczególnym działaniem „naziemnego personelu” Najwyższego, zaowocowała zniszczeniem tubylczej „bazy danych” – spisanych dziejów liczących setki, jeśli nie tysiące lat. Materiały, na których opiera się dzisiejsza nauka, to kilka tzw. „kodeksów” oraz zapiski mnichów hiszpańskich, którzy opamiętawszy się po początkowym szale niszczenia raczyli zauważyć, że zniszczyli kulturę, która pod pewnymi względami, przewyższała nawet ich własną. Powód tej kulturowej restauracji był zapewne bardziej prozaiczny – mnisi chyba doszli do wniosku, że w orgii niszczenia mogli spalić też cenne informacje o miejscach bajecznych skarbów Indian, ale to tylko mój domysł.

Co można powiedzieć o tym kalendarzu? Jest tak skomplikowany, że do dziś nie ustalono jednolitego poglądu na sposób liczenia czasu. Jego interpretacja odbywa się na wałęsowskiej zasadzie: „jestem za, a nawet przeciw”. Nie ustalono ani początku, ani końca kalendarza, a co za tym idzie brak jest punktu zaczepienia z naszym dzisiejszym kalendarzem i naszą chronologią. Jeśli zaś nie można tego ustalić, to wprowadza się teorię zabobonu. Mówi się, że jest to „kalendarz bosko-astrologiczno-astronomiczny z elementami matematyki w systemie dwudziestkowym uwzględniającym cyfrę zero, służący do odmierzania czasu pozostałego do śmierci Matki-Ziemi ze wskazaniem terminów modlitw do Boga aktualnie dominującego na firmamencie”. Żarty, żartami, ale co tak naprawdę można o nim powiedzieć. Jest kalendarzem posiadającym trzy, a właściwie cztery elementy:

Liczbę dni, jaka upłynęła od jakiegoś określonego wydarzenia będącego początkiem kalendarza.

Kalendarz „boski” nazywanym przez twórców „tzolkin” lub „tonalpohualli”, co tłumaczy się jako „rachunek dni” lub „rachunek losu”. Składa się z 20 elementów podzielonych jeszcze na 13 składowych dających razem 260 jednostek nazwanych przez nas dniami. Nazwy „dni” to: Imix, Ik, Akbal, Kan, Chicchan, Cimi, Manik, Lamat, Muluc, Oc, Chuen, Eb, Ben, Ix, Men, Cib, Caban, Eznab, Cauac i Ahau. Nazwy przetłumaczone na język narodowy nie dają w zasadzie nic, a tylko gmatwają sprawę.

Kalendarz „ziemski” nazywany haab – 18 „miesięcy” po 20 „dni” dającym w rezultacie 360 dni, po upływie których dodawano 5 dni feralnych (nemontemi). Wyróżnia się tu w zasadzie dwa terminy: „tun” – liczący 360 dni oraz „haab” liczący 365 dni. Czy Majowie znali rok przestępny? Chyba tak. Mnich hiszpański, Sahagun, pisze: „… istniały określone lata, które posiadały 6 nemontemi.” co wskazywałoby na to, że Majom nieobce były niedoskonałości kalendarza. Nieznany jest także sposób kończenia roku. Czy po 360 dniach kalendarz zatrzymywał się na 5 dni, czy koła czasu obracały się przez całe 365 dni? Nazwy „miesięcy” to: Pop, Uo, Zip, Zotz, Tzec, Xul, Yaxkin, Mol, Chen, Yax, Zac, Ceh, Mac, Kankin, Muan, Pax, Kayab i Cumhu.

Kalendarz, o którym się prawie nie wspomina, nazywany „xiuhamatl” – księga lat. Składał się z 4 elementów podzielonych na 13 części, które w kombinacji (13 × 4) dawały liczbę 52.

Jak ich używano, do dziś toczą się spory. Najczęściej wspomina się o trzyczęściowym kalendarzu, składającym się z liczby dni, kalendarza tzolkin i kalendarza haab. Każdy cykl kalendarza (boskiego i ziemskiego współdziałających razem) trwał 52 lata. W tym okresie nie powtarzała się żadna kombinacja złożona z liczby i nazwy elementu „tzolkin” oraz liczby i nazwy elementu „haab”. Przykładowo data „12-Men 18-Mac” nie mogła się powtórzyć w jednym cyklu 52-letnim. Na potrzeby nauki stworzono dwa systemy liczenia dni: krótkie i długie liczenie. Daty w tych systemach wyglądają następująco:

krótkie – 4-Ahau 8-Cumhu, albo długie – 13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu.

Wprowadzony przykład kalendarza Majów z trzema obracającymi się kołami całkowicie, według mnie, zaciemnił sprawę. Nigdzie, w żadnym miejscu Mezoameryki, nie znaleziono czegoś takiego i raczej wprowadzono go dla udowodnienia „naukowości” tej teorii. Majowie czy Aztekowie nie obracali kółkami, a mozolnie dzień po dniu zapisywali daty i wydarzenia z nimi związane. Co więcej, z opisów (Naród Słońca, Dawni Meksykanie) wynika, że daty zapisywano w trzech księgach: rachunku dni „tonalpohualli”, rachunku lat „xiuhpohualli” i księdze lat „xiuhamatl”. Ponadto nauka jest zgodna co do tego, że istniejąca ówcześnie cywilizacja tego kalendarza nie stworzyła. Ten kalendarz został im dany. Z tego względu, sądzę, musiał być prosty w użyciu i zawierać tylko niezbędne elementy pozwalające ostrzegać przed niebezpieczeństwami z przyszłości. Sprawa wplątania w to Bogów była chyba sprawą wtórną i obliczoną na łatwiejsze „zapamiętanie” zdarzeń przez ludzi.

Nie spodziewaj się ode mnie gotowej recepty na kalendarz Majów. Gdybym ją znał, to zapewne i ty znałbyś mnie od dawna z imienia i nazwiska jako wielkiego odkrywcę. Niestety brak mi gruntownej wiedzy matematycznej i astronomicznej, a ta leży zapewne u podstaw kalendarza. Chcę tylko zwrócić uwagę na najważniejsze, moim zdaniem, elementy oraz postawić trochę kłopotliwych pytań.

Na początek dwie daty odczytane w ruinach Mezoameryki i trzy odpowiedzi:

Autor obliczeń (rok) / Data

13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu

0.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu

Makemson (1946)

11 luty 3373 r. pne

2 październik 8499 r. pne

Spinden (1930)

15 październik 3373 r. pne

5 czerwiec 8498 r. pne

Thompson (1935)

13 sierpień 3113 r. pne

2 kwiecień 8238 r. pne

Jak na ilość lat, prócz „drobnych” rozbieżności, można przyjąć, że nauka jest zgodna. Nie spotkałem pełnego opisu zastosowanych metod, oprócz tego, że były skomplikowane, mozolne, praco i czasochłonne. Dość ścisły i naukowy opis metody, ale nie pozwalający na sprawdzenie prawidłowości obliczeń. Czy wynika z tego, że wspomniani badacze też pisali księgi dni i lat, lecz do tyłu? Ta sama nauka przekazała nam także, że „Majowie” określili długość roku z zadziwiającą precyzją – 365,2422 doby. Czemu więc nie wykorzystać tej informacji do określenia upływu lat? Zbyt prostackie i mało „naukowe”?

Zanim spróbuję coś policzyć trzeba jeszcze wspomnieć, że nauka określa zapis liczb Majów jako podobny do naszego dziesiętnego (wielkość liczby zależna jest od pozycji cyfry) ale nie jest zgodna co do mnożników, wykonam więc dwa rodzaje obliczeń dotyczące wieku początku kalendarza. Jako datę przyjmiemy – 19.19.19.19.19.12-Ahau.19-Cumhu – ostatniego dnia cyklu poprzedzającego początek kalendarza przy jednoczesnym założeniu, że rok ma 365 dni i nieuwzględnieniu lat przestępnych.

Liczba

Mnożnik logiczny

Wynik I

Mnożnik naukowy

Wynik II

19

20 × 20 × 20 × 20

3 040 000

baktun=144 000

2 736 000

19

20 × 20 × 20

152 000

katun=7 200

136 800

19

20 × 20

7 600

tun=360

6 840

19

20

380

unial=20

380

19

1

19

kin=1

19

12-Ahau

19-Cumhu

340

340

W obliczeniach nie uwzględniłem kalendarza Tzolkin, gdyż liczył on ilość dni w innym, „boskim” roku, a w zasadzie był chyba tylko potrzebny do utworzenia jednej niepowtarzalnej nazwy daty w cyklu 52 lat. Tak mi się przynajmniej wydaje. Policzmy zatem ilość dni i zamieńmy na lata trwające po 365,2422 dnia.

Ilość dni

3 200 339

2 880 626

Ilość lat

8762,24

7886,89

Wynik zbliżony, choć z rozrzutem szrapnela. Jedno co jest pewne – było to bardzo dawno temu. Pozostają dwa problemy: Który sposób oddaje właściwe obliczenie liczby dni, a co za tym idzie lat oraz jaką naszą datę należy przyjąć za „zerową”? Nadto nic nam nie wiadomo kiedy powstał ten kalendarz i jakie wydarzenie jest jego początkiem. Trudności z uzyskaniem materiału badawczego (czytaj – nie umieją odczytać hieroglifów, bo materiału badawczego jest ogromna ilość) nie posuwają sprawy naprzód.

Następne pytanie, bardziej już retoryczne. Dlaczego uczeni unikają objaśnienia istoty trzeciego kalendarza zwanego „ksiegą lat”? Po co używano by dwóch kalendarzy mających wspólną liczbę 52? Kalendarz (tzolkin i haab) był stworzony dla 52-letniego cyklu. Maiści twierdzą, że jedna data mogła się powtórzyć najwyżej dwa razy w cyklu jednego pokolenia Indian, a i to byłby przypadek, bo ci nie żyją zbyt długo, ale zastosowanie trzeciego kalendarza w systemie „bardzo długie liczenie” wykluczyło by powtórzenie się daty przez okres bez mała 2700 lat. W kalendarzu tym używano 4 „kwartałów” podzielonych na 13 części. Były to: Acatl (trzcina), Tecpatl (krzemień), Calli (dom) i Tochtli (królik). Czy spotkano już datę zapisaną w takim formacie?:

13.0.0.0.0. 4-Ahau 8-Cumhu 1-Acatl.

I kolejne: skąd uczeni posiadają pewność, że liczba dni poprzedzająca nazwę w 52-letnim cyklu składała się tylko z pięciu pozycji? Czy nie mogła składać się z sześciu? Chyba mogła. Majowie mogli równie łatwo jak my dopisywać liczby z przodu. Co to może oznaczać? Na przykład to, że data 19.19.19.19.19.19.12-Ahau.19-Cumhu oznaczała by wydarzenie z przed 175 227 lat! Tylko co wtedy mogło być wydarzeniem wyznaczającym „start” kalendarza?

Czy przypadkiem sami naukowcy nie skomplikowali sprawy, by dodać sobie powagi? Pomyśl logicznie: skoro pierwsza część daty zawiera liczbę dni od początku kalendarza, to wystarczy podzielić ją przez 365,2422 i otrzymujemy liczbę lat z dokładnością do jednego roku. Ale stawiam pytanie: czy przypadkiem licznik ten nie „przeskakiwał” o 1 dopiero po upływie 52-letniego cyklu? Jeśli tak, to liczba z przodu winna wskazywać ilość cykli po 52 lata każdy i wszystkie dzisiejsze wyliczenia można spokojnie wyrzucić.

Kalendarz Majów jest podobny do kalendarza egipskiego, ale tylko w miejscu gdzie jest mowa o roku składającym się z 360 dni i dodatkowych 5 dniach. Mam niejasne przeczucie, że w liczbie 360 dni zawiera się także jakaś informacja o kole i kącie pełnym. Coś w rodzaju mitologicznego – „koło się zamknęło” lub „cykl się zakończył”, bogowie udali się na 5-dniowy wypoczynek. Czy nie oznaczało to, że koło czasu należy zatrzymać i puścić w ruch ponownie dopiero po upływie 5 dni feralnych? Nie mam żadnego pomysłu.

W sumie, wydaje mi się, że dla Majów naistotniejszy był kalendarz o 52-letnim cyklu oraz data 4-Ahau 8-Cumhu, która pojawiała się na 19 dni przed jego zakończeniem. Dlaczego? O tym niżej.

Pierścień z dużym kamiennym oczkiem
Będąc niejako poza naukowym gremium i laikiem w dziedzinie astronomii mogę pozwolić sobie na wszystko to spojrzeć z boku i zarazem inaczej. Nie zwalnia to wszakże od jednego. Moja hipoteza nie może urągać logice. Przesłanki naukowe dopuszczają, że w miejscu, gdzie dziś rozciąga się pas planetoid, po ich orbicie kiedyś krążyła planeta. Została rozbita lub wybuchła. Z teorią wybuchu planety byłbym ostrożny więc pozostańmy przy kosmicznej katastrofie.

Obrazek

Potężnie uderzona planeta bądź cała rozpadła się na kawałki, bądź wierząc Sumerom została rozbita na dwie części. Jedna część stała się naszą Ziemią, pozostałość krąży wokół Słońca w kawałeczkach po jej dawnej orbicie. Kolizja spowodowała wyrzucenie w przestrzeń ogromną ilość gruzu kosmicznego. Część uleciała bezpowrotnie w kosmos, część zapewne opadła na Słońce, część pochłonął Jowisz, część spadła na inne planety, część oglądamy jako widowiskowe komety, a reszta zaś w postaci planetoid w dalszym ciągu okrąża naszą gwiazdę.

Niektórzy wręcz twierdzą, że żadnej katastrofy nie było. Pokażcie nam „winowajcę”, który spowodował rozbicie! Nie ma takiego! Takie rozumowanie prowadzi do paradoksu – jeżeli jest trup, a nie ma mordercy, to czy mamy prawo twierdzić, że nieboszczyk jest żywy?

To jednak nie wszystko. Nie myślmy, że planetoidy to rząd koralików, gęsiego okrążający Słońce w równym i karnym rządku. Nie. Zamiast o pasie winno się mówić raczej o rurze planetoid i to rurze o zmiennej średnicy. W moim przekonaniu w miejscu dawnej kolizji gruz utworzył zapewne wielką chmurę odłamków planety, stanowiących coś w rodzaju „oczka” w tym pierścieniu planetoid (na rysunku oznaczyłem to jako X).

Czy co 10 okrążeń Słońca pozostałość po Planecie X zbliżała się i zbliża w dalszym ciągu do Ziemi na najmniejszą odległość? Co 52 lata Majowie oczekiwali w trwodze na przybycie Bogów. Jakich Bogów? Przecież Bogowie byli ich stworzycielami, dali im ziarna kukurydzy i nauczyli uprawy roli, polewali pola życiodajnym deszczem, codziennie dawali ciepło i światło. Jak można bać się dobroczyńców? Czego więc Majowie się obawiali?

Chyba tego, że Ziemia co 52 lata zbliżała się i zbliża w dalszym ciągu do wielkiego „oczka” pierścienia planetoid, do miejsca tworzącego „chmurę” kamieni, miejsca w którym kiedyś istniała planeta. Grawitacja zbliżającej się Ziemi być może jest zdolna do „wyrwania” z tej chmury jednej lub kilku planetoid i spowodować ich upadek na Ziemię. Bernardin de Sahagun (1500-1590), mnich hiszpański w „Historii ogólnej spraw Nowej Hiszpanii” pisze:

Powiadano, że kiedy nadeszła noc, bardzo się bano, oczekiwano, że gdy świder ognisty nie spadnie szczęśliwie, wówczas wszystko zginie, wszystko się skończy, nastanie zupełna noc. […] A wszyscy byli owładnięci wiarą w czary do tego stopnia, że każdy starał się mieć na baczności przed niebem, przed gwiazdami, których imiona to wielu i świder ognisty.

Majowie nie bali się Bogów. Majowie obawiali się kosmicznego „przybłędy”, owego świdra ognistego, który może przynieść tylko śmierć wszystkim i wszystkiemu. Bogowie, wiedząc o takiej możliwości, poinformowali ich o takiej ewentualności i przekazali kalendarz, który będzie im o tym przypominał co 52 lata. Być może pouczenie brzmiało: Jeśli chcecie przeżyć, oglądajcie pilnie niebo szczególnie pod koniec cyklu, jeśli zauważycie zbliżające się niebezpieczeństwo chowajcie się pod ziemię, w grotach, ale nie pozostawajcie bierni.

Widać naszym uczonym jak zwykle coś umknęło. Może popełnili błąd w tłumaczeniu lub w interpretacji tekstów. Być może jest prawdą stwierdzenie, że:

nasz Armagedon nazywa się 4 Ahau 8 Cumhu
Obrazek

Może my, cywilizowana społeczność, także powinniśmy zacząć się obawiać i rozpocząć dokładniejsze badania pasa planetoid, a w szczególności określić położenie tej „chmury” odłamków, rozmiar tego „oczka” pierścienia i obliczyć, czy takie zdarzenie jest możliwe. Musimy jeszcze raz sprawdzić, kiedy nastapi zakończenie 52-letniego cyklu Majów i zacząć dokładniej przypatrywać się niebu.

Na zdjęciu obok można zobaczyć jak wygląda jeden „Bogów” Majów, których tak się obawiali. To planetoida Eros, jedna z mniejszych. Ma tylko 35 km średnicy i porusza się po orbicie, której średnia odległość od Słońca wynosi około 213 mln km, a więc bliżej niż Mars! Dotychczas zidentyfikowano około 400 tys. planetoid, ale orbity tylko około 2000 są nam znane. Największe z nich mają średnicę: Ceres – 768 km, Pallas – 492 km a Juno – 204 km, ale te raczej nam nie zagrażają gdyż krążą w dalszym ciągu pomiędzy Marsem a Jowiszem. Ponadto uczeni od dawna zastanawiają się nad księżycami Marsa. Twierdzą, że Dejmos i Fobos, to przechwycone planetoidy, ale nie wiedzą jak to się stało. Czy przypadkiem Mars nie dokonał tego w dalekiej (lub nie) przeszłości przechodząc przez „oczko” pierścienia?

Może my, cywilizowana społeczność, także powinniśmy zacząć się obawiać i rozpocząć dokładniejsze badania pasa planetoid, a w szczególności określić położenie tej „chmury” odłamków, rozmiar tego „oczka” pierścienia i obliczyć, czy takie zdarzenie jest możliwe. Musimy jeszcze raz sprawdzić, kiedy nastapi zakończenie 52-letniego cyklu Majów i zacząć dokładniej przypatrywać się niebu.

Na zdjęciu obok można zobaczyć jak wygląda jeden „Bogów” Majów, których tak się obawiali. To planetoida Eros, jedna z mniejszych. Ma tylko 35 km średnicy i porusza się po orbicie, której średnia odległość od Słońca wynosi około 213 mln km, a więc bliżej niż Mars! Dotychczas zidentyfikowano około 400 tys. planetoid, ale orbity tylko około 2000 są nam znane. Największe z nich mają średnicę: Ceres – 768 km, Pallas – 492 km a Juno – 204 km, ale te raczej nam nie zagrażają gdyż krążą w dalszym ciągu pomiędzy Marsem a Jowiszem. Ponadto uczeni od dawna zastanawiają się nad księżycami Marsa. Twierdzą, że Dejmos i Fobos, to przechwycone planetoidy, ale nie wiedzą jak to się stało. Czy przypadkiem Mars nie dokonał tego w dalekiej (lub nie) przeszłości przechodząc przez „oczko” pierścienia?

Zauważyłem też pewną rzecz, która zaczyna napawać mnie niepokojem. Od 2-3 lat w prasie zaczynają pojawiać się notatki o mijaniu Ziemi przez meteoryty różnej wielkości i to w coraz mniejszej odległości od naszej planety. Czy nie jest to oznaką, że Ziemia zbliża się do jakiegoś skupiska „gruzu kosmicznego”, owego „oczka pierścienia”, o którym pisałem wyżej? Jak do tej pory astronomowie zauważają „gości” z kosmosu dopiero w pobliżu Ziemi lub tuż po jej minięciu. Czy na takim poziomie stoi wykrywanie niebezpieczeństwa, czy też astronomowie nie chcą siać paniki wśród ludzi? Czy w drodze już są „wielu” i „świder ognisty”? Na pewno są i na pewno nie będą czekały na nasz rozwój nauki i techniki, ale priorytetem ziemskiej cywilizacji jest w dalszym ciągu wyścig zbrojeń.

A co nas może czekać? Asteroida o średnicy sięgającej 400 metrów zagraża Ziemi. Mniejsza niż 65 mln lat temu, ale większa on meteorytu tunguskiego. Jak obliczyli astronomowie, może ona uderzyć w naszą planetę 13 kwietnia 2029 roku (Piątek!!! I jak tu nie być zabobonnym?). Naukowcy uspokajają jednak, że na razie nie ma powodów do obaw. Prawdopodobieństwo, że dojdzie do katastrofy, jest w tej chwili szacowane na 1:300. Ponadto dalsze dokładniejsze obserwacje mogą skorygować prognozy i – jak to się zdarzyło już wiele razy – będziemy o tej asteroidzie mogli całkowicie zapomnieć. Asteroida, która astronomowie oznaczyli kryptonimem 2004 MN4 obiega słońce w czasie nieco krótszym od ziemskiego roku, prawie w płaszczyźnie orbity naszej planety. Podobno NASA ogłosiła nawet „alarm żółty”, ale po odnalezieniu starych zdjęć, odwołała go.

Jaki jest cel całego zamieszania? Przypomina to dziecięcą zabawę w „wilka i owce”, w której czasem krzyczy się „wilk” a wilka nie ma. Może i tu chodzi o zobojętnienie ludzi na takie komunikaty. Własną indolencję można przecież zasłonić zobojętnieniem społeczeństwa.

https://treborok.wordpress.com/about/bo ... -fikcja-3/
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 8093
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 19
x 222
Podziękował: 13448 razy
Otrzymał podziękowanie: 11173 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany postautor: grzegorzadam » piątek 23 cze 2017, 15:21

Bogowie To Nie Fikcja 1
viewtopic.php?f=71&t=52&p=18402&hilit=Bogowie+To+Nie+Fikcja#p18402

Bogowie To Nie Fikcja (2) Co łączy Hapgood’a z Naui Ollin ?
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... aui-ollin/
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 5979
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 18
x 256
Podziękował: 12893 razy
Otrzymał podziękowanie: 11001 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany postautor: janusz » wtorek 27 cze 2017, 23:00

W Etiopii odnaleziono mityczne "miasto gigantów"

https://www.youtube.com/watch?v=jW24EVqaTSY

Opublikowany 26 cze 2017

Zespół archeologów dokonał sensacyjnego odkrycia w Etiopii. Odnaleziono zakopane ruiny zaginionego miasta, które według lokalnych legend, było kiedyś zamieszkane przez gigantów.
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 8093
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 19
x 222
Podziękował: 13448 razy
Otrzymał podziękowanie: 11173 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany postautor: grzegorzadam » piątek 07 lip 2017, 16:05

W Peru w pobliżu płaskowyżu Nazca znaleziono dziwną mumię

Doktor nauk technicznych, profesor Narodowego Uniwersytetu Badawczego w Petersburgu Konstantyn Korotkow i Natalia Załoznaja, rentgenolog, specjalista w dziedzinie tomografii komputerowej Międzynarodowego Instytutu Systemów Biologicznych niedawno powrócili z Peru, gdzie byli świadkami i uczestnikami nieprawdopodobnego wydarzenia.

Obrazek

W ramach międzynarodowej ekspedycji badali zagadkową mumię, znalezioną w jaskini niedaleko słynnego płaskowyżu Nazca.

Trzy długie palce u nóg, jakby potrzebne do czepiania się

Obrazek

Na rękach również po trzy palce

Obrazek

Proporcje ciała przy mumii ogólnie ludzkie. W stanie wyprostowanym wzrost wynosiłby 168 centymetrów. Bardzo dziwna głowa z wydłużoną, wyciągniętą do tyłu czaszką. Nos — malutki, uszu — brak. Zamiast nich ledwo widoczne otwory w czaszce.

Całkowicie nieludzki wygląd kończyn. Na rękach i nogach mumii wyrastają po trzy bardzo długie palce.

Proporcje ciała mumii
Obrazek


Mumia wyglądem przypomina rzeźbę gipsową, obsypana jakimś białym proszkiem. Ale jak wykazały rentgen i tomografia komputerowa nie jest rzeźbą. Wewnątrz — szkielet i pozostałości organów wewnętrznych. Poprzez badanie metodą radiowęglową ustalono, że tkanki mumii liczą 2300 — 2500 lat. Proszek, zdaniem naukowców, posiada właściwości balsamujące. Mumię obsypano im w celach ochronnych.

Obraz mumii, otrzymany za pomocą tomografu

Obrazek

– Nie mam wątpliwości, że kiedyś ta istota była żywa, – powiedział profesor Korotkow. – Pobraliśmy próbki tkanek, które się zachowały. Teraz analizowane są one przez genetyków w dużym centrum medycznym w Sankt- Petersburgu.

Wstępne wyniki świadczą, że istota była płci żeńskiej. Wnioski dotyczące tego kim ona była — czy nieznaną odmianą ludzi, mutantem lub przedstawicielem rasy pozaziemskiej, można będzie stwierdzić dopiero po rozszyfrowywaniu genomu.

Zamiast uszu prawie niewidoczne otwory

Obrazek

Zdjęcie rentgenowskie czaszki mumii

Obrazek

Miejsca gdzie znaleziono mumie, specjaliści nie określają ale informują, że obok znaleziono kamienie z rysunkami. Na rysunkach widnieje istota z trzema palcami.

Obraz trójpalczastej istoty na kamieniach w pobliżu płaskowyżu Nazca

Obrazek

Badania mumii trwają. Profesor Korotkow spodziewa się uzyskania sensacyjnych wyników, które być może pozwolą inaczej spojrzeć na historię ludzkości.

Zaciemnia historię tylko jedno: zapoznanie się z mumią zorganizował meksykański ufolog prowadzący program telewizyjny „Trzecie tysiąclecie” Jamie Maussan, który w 2015 roku uznał za obcego przybysza, mumię dwuletniego dziecka przechowywaną w muzeum.

Ale kto wie, może teraz w końcu „zdobył” kosmitę? Podobno Maussan kupił go za duże pieniądze od miejscowego, który znalazł mumię.
https://youtu.be/xZPDhPeQnRY

https://treborok.wordpress.com/w-peru-w ... iew=true--
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 221
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 23
Podziękował: 416 razy
Otrzymał podziękowanie: 726 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany postautor: Piter1974 » czwartek 27 lip 2017, 15:13

Archeolodzy odkryli w Pakoszówce cmentarzysko Wandalów. Groby są bogato wyposażone w broń, biżuterię i przedmioty codziennego użytku (FILM, ZDJĘCIA)

https://youtu.be/_ajYiUcT18o

PAKOSZÓWKA / GM. SANOK. Dzięki Tomaszowi Podolakowi, pochodzącemu ze Srogowa Górnego miłośnikowi historii, archeolodzy natrafili na wyjątkowe cmentarzysko z przełomu II i III wieku naszej ery. Badacze od 2011 roku informacje o nim trzymali w ukryciu, by nie zostało spenetrowane przez poszukiwaczy skarbów. To dopiero drugie odkryte cmentarzysko Wandalów w całej strefie podkarpackiej.
Dorota Mękarska

Cmentarzysko pochodzi z czasów wpływów rzymskich. Archeolodzy w trakcie trzech sezonów wykopaliskowych natrafili na 10 pochówków, w większości mężczyzn, bogato wyposażonych. Znaleziska to broń, przedmioty codziennego użytku i biżuteria.
– Nie spodziewaliśmy się, że będą w takiej ilości – podkreśla Piotr Kotowicz, archeolog z Muzeum Historycznego w Sanoku .
Cmentarzysko związane jest przypuszczalnie z migracją Wandalów w czasie wojen markomańskich (II wiek n.e), czyli konfliktu zbrojnego między Cesarstwem Rzymskim a plemionami germańskimi.

Wandalowie żyli na ziemiach polskich ponad sześć wieków
Wandalowie znani są głównie ze zdobycia Rzymu w 455 r. n.e, ale plemiona wandalskie przybyły na tereny dzisiejszej Polski dużo wcześniej, bo na przełomie III i II w. p.n.e. Zamieszkiwali południową i zachodnią część Wielkopolski, Kujawy, Dolny Śląsk, Świętokrzyskie, Małopolskę i dzisiejsze Podkarpacie. Znana jest ich nekropolia w Prusieku, którą rozpoczęto badać archeologicznie ponad 10 lat temu.
Na ziemiach dzisiejszej Polski Wandalowie żyli przez ponad sześć wieków. Byli ludem odpowiadającym tzw. kulturze przeworskiej. W czasie wędrówki ludów część plemion wandalskich idąc na południe zasiedlała właśnie tereny południowo- wschodniej Polski.
Jedno cmentarzysko, dwie osady
Ciała zmarłych palili na stosach. Prochy składano do grobów wraz z uzbrojeniem i wartościowymi przedmiotami. Te pochówki nazywa się ciałopalnymi.
– Takie groby mają zazwyczaj dwie podstawowe formy. Jedna to grób popielnicowy, gdzie do zdobionego naczynia wkładano szczątki zmarłego razem z jego wyposażeniem. Jeżeli był to wojownik to często były to części jego broni, czyli tarcza i mecz lub ulubiona broń barbarzyńców, włócznia i oszczep. Drugą formą był grób jamowy, gdzie ciało wkładano do worków organicznych, czy skrzyneczek – tłumaczy Jan Bulas z Instytut Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
Prawdopodobnie cmentarzysko związane było z jedną z dwóch pobliskich osad. Pierwsza mieściła się w okolicy dzisiejszego Srogowa Górnego, druga w rejonie wsi Pakoszówka. Dzisiaj trudno wskazać do której osady cmentarzysko należało.
– To nie była uboga ludność – o jej mieszkańcach mówi Piotr Kotowicz.
Świadczą o tym znaleziska, wśród których są trzy przypuszczalnie rzymskie miecze. Trudno dzisiaj stwierdzić, jak broń trafiła w ręce wandalskich wojowników, gdyż w Rzymie istniał zakaz handlu bronią z barbarzyńcami. Nie mniej jednak ich obecność na cmentarzysku świadczy o kontaktach pomiędzy Wandalami a Cesarstwem Rzymskim.
– Miecze są niezwykle ciekawe – podkreśla Piotr Kotowicz. – W czasie lub przed rytuałem pogrzebowym zostały intencjonalnie zniszczone. Są pogięte i nie mają swojej formy pierwotnej.


Obrazek
Miecz rzymski pogięty w rytuale pogrzebowym


Niektóre groty włóczni mają również zgięte czubki.
Jak zaznacza archeolog, badacze w różny sposób interpretują te zachowania pogrzebowe. Niektórzy uważają, że zniszczenie broni miało zapobiegać szkodzeniu żyjącym, inni interpretują to jako przypieczętowanie własności broni, która po śmierci właściciela nie mogła należeć do innego wojownika, a jeszcze inni twierdzą, że dzięki temu zabiegowi broń miała szybciej dostać się w zaświaty.
To jest cecha charakterystyczna dla całej kultury przeworskiej i dotyczy szczególnie przedmiotów bojowych.
Unikatowy złoty wisiorek
Wśród zabytków są również umba, czyli środkowe okucia tracz, chroniące dłonie wojowników, groty włóczni i oszczepów, fibule, czyli zapinki do szat, a także biżuteria.


Obrazek
Złoty wisiorek odnaleziony w jednym z grobów


– Jednym z najciekawszych znalezisk jest złoty wisiorek, który stanowi całkowity unikat na ziemiach polskich i w Europie – zaznacza Jan Bulas. – To pierwszy zabytek tego typu i niezwykle cenny dla nas.

Obrazek

Obrazek

Źródło: http://esanok.pl/2017/archeolodzy-w-pakoszowce-odkryli-cmentarzysko-wandalow-groby-sa-bogato-wyposazone-w-bron-bizuterie-i-przedmioty-codziennego-uzytku-film-zdjecia-00e13dm-00e8mc.html
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".

Awatar użytkownika
Piter1974
Moderator
Posty: 221
Rejestracja: niedziela 28 cze 2015, 23:26
x 1
x 23
Podziękował: 416 razy
Otrzymał podziękowanie: 726 razy

Re: Najnowsze odkrycia archeologiczne

Nieprzeczytany postautor: Piter1974 » sobota 12 sie 2017, 12:10

Ukarani przez Mieszka I, odkopani ponad tysiąc lat później na Śródce

Obrazek

W X wieku na cmentarzu na Śródce chowano nie tylko bogobojnych chrześcijan - także złoczyńców, osądzonych i ukaranych przez księcia Mieszka I. Kilku z nich - jednego poćwiartowanego, innych zdeformowanych - odkryli niedawno archeolodzy.

Na poznańskiej Śródce trwają prace archeologiczne w miejscu, w którym powstanie budynek mieszkalny. W X wieku było tu cmentarzyska – jeden z najstarszych chrześcijańskich cmentarzy w Polsce. Cmentarz powstał prawdopodobnie w X wieku – wraz z potężnymi inwestycjami księcia Mieszka I, takimi jak rozbudowa grodu na Ostrowie, budowa katedry czy mostu, łączącego gród książęcy z Ostrówkiem i Śródką.

Wykopaliska archeologiczne w Poznaniu. Na placu Kolegiackim ślady po dawnych luksusach: muszle ostryg i łaźnia miejska

– Cmentarz na Śródce był demonstracją nowej wiary i nowych zwyczajów pogrzebowych. Na wydzielonym terenie nawieziono białego piasku i wysypano go na placu, pod pochówki – opowiada Paweł Pawlak, archeolog i kierownik ekipy badawczej. Cmentarz funkcjonował do przełomu XII i XIII wieku.

Osada stara jak gród
– Nasze badania trwają tutaj od 23 lat. W 1994 r., gdy nadzorowaliśmy zakładanie wodociągów na Śródce, odkryliśmy pierwsze 23 groby. Potem sukcesywnie poszerzaliśmy nasze wykopy. Do tej pory udało nam się odkryć prawie pół tysiąca pochówków.

Zanim Mieszko w końcu X wieku założył na stoku Cybiny cmentarz, w miejscu tym funkcjonowała osada, która powstała równolegle z grodem poznańskim (datowanym na IX wiek). To jej pozostałości odkrywają w tym roku archeolodzy. – Książę prawdopodobnie przeniósł jej mieszkańców na Zagórze, gdy rozbudowywał gród – wyjaśnia Pawlak.

Osada leżała przy wczesnośredniowiecznym trakcie, prowadzącym w stronę grodu poznańskiego, a także w dwóch kierunkach: w stronę Giecza-Kalisza i Gniezna. – Rejestrujemy tu bardzo dużo śladów pobytu kupców z różnych rejonów świata. Mamy fragmenty monet arabskich, monetę bizantyjską – relacjonuje Paweł Pawlak.

W wykopie spotykamy Ewę Pawlak, żonę pana Pawła. Wybiera łopatą ziemię wokół pozostałości pieca sprzed ponad tysiąca lat. Widać resztki tzw. polepy oraz kamiennego bruku. – Z naszych badań wynika, że w osadzie stały długie budynki mieszkalne, a nie pojedyncze domki – wyjaśnia Ewa Pawlak.

Nieopodal badacze odkryli pozostałości budowli słupowych większych rozmiarów. – Podejrzewamy, że mogły tu stać ówczesne hale handlowe – mówi Paweł Pawlak. – Mógł tu być rynek handlowy, bo w grodzie poznańskim na handel nie było miejsca.


Zagadka rzekomego wampira
W lipcu archeolodzy odkryli... szczątki ludzkie, przepołowione. Ułożenie kości, a zwłaszcza czaszki – z fragmentem ceramiki między szczęką a żuchwą, sugerowały, że pochowany mógł być ofiarą kaźni – albo osobą podejrzewaną o bycie wampirem (takim zmarłym wsadzano w zęby różne przedmioty, aby „nie kąsał”).

Zobacz-Galerię zdjęć

Po konsultacji z dr Dorotą Lorkiewicz-Muszyńską z zakładu medycyny sądowej archeolodzy skłaniają się ku tezie, że pochowany został poćwiartowany w ramach strasznej kary. – Ceramika w zębach ofiary wskazuje, że był to wyjątkowy pochówek – wyjaśnia Ewa Pawlak. – Pochówek miał charakter haniebny. Takich pochówków mamy tu zresztą kilka: w jednym była ucięta kość ramieniowa, w innym przewiercona kość udowa. Wszystkie te znaleziska kierują nas w stronę ówczesnego wymiaru sprawiedliwości. Na cmentarzu tym chowano także ludzi, którzy ponieśli karę. Bo na Ostrowie Tumskim wykonywano także wyroki na konkretnych ludziach.

Niewykluczone, że szkielet we fragmentach to szczątki skazańca, którego osądził sam Mieszko I.


Ofiary dżumy?
Ciekawym odkryciem było też odnalezienie trzech nowożytnych pochówków, które są najprawdopodobniej śladem po epidemii dżumy z 1709 roku. Na tę okoliczność naprowadziła badaczy srebrna moneta z początków XVIII wieku. Epidemia zabiła dwóch na trzech ówczesnych mieszkańców Poznania (w sumie 8-9 tys. osób). Zwykle chowano ich pospiesznie, owiniętych w płótno. Jeden z odkrytych pochówków został jednak dokonany w trumnie – spoczywała w nim kobieta w starszym wieku.

W mieszkaniu w pobliskiej kamienicy znajduje się baza archeologów. W niej – setki wydobytych z ziemi zabytków, skrytych w folii i tekturowych pudełkach. Część z nich pojechała już do konserwacji, inne oczekują na swoją kolej. Archeolodzy odkryli m.in. srebrny pierścionek, paciorki z kryształu górskiego i karnolu, wreszcie paciorek z bursztynu. Wrażenie robi też niewielka gliniana figurka Jezusa z XV wieku. Chrystus trzyma w ręce ptaka, być może gołębia – symbol Ducha Świętego. Takie figurki stały w czasach renesansu w domowych ołtarzykach.

Badacze będą prowadzić swoje prace na Śródce do końca września. Efekty ich prac trafią do Muzeum Archeologicznego w Poznaniu.


Żródło: Wyborcza.pl Poznań
0 x


"ARS LONGA VITA BREVIS".


Wróć do „Archeologia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości