Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 28 mar 2015, 15:34

Mamy wyjątkową by nie powiedzieć, nepowtarzalną okazję do zamiany Pałacu Kultury w coś, co przyda się nie tylko Polakom i ich potomstwu ale i wszystkim Słowianom, również Rosjanom, którzy są półsłowianami ;) - uważam, ze gra warta jest świeczki:

Białczyński pisze:PKiN – wizualizacja Ośrodka oraz Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski! Głosowanie na stronie Internetowego Systemu Zarządzania.
23 Marzec 2015

Na stronie Internetowy System Zarządzania odbywa się głosowanie w sprawie Pałacu Kultury jako Muzeum Słowian i Polaków. zachęcam do oddania głosu. To próba Demokracji Bezpośredniej. Na razie bez konsekwencji obligatoryjnych dla rządzących Polską, ale w przyszłości kto wie?

Obrazek Wizualizacja Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie,

jako Ośrodek Słowiańszczyzny i Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski.

czytaj:


https://bialczynski.wordpress.com/slowianie-tradycje-kultura-dzieje/kultura/01-11-2014-muzeum-osrodek-slowianszczyzny-i-polski-palac-kultury-i-nauki-propozycja-dla-wszystkich-slowian-polakow/

Na stronie:

http://www.iszk.pl/?limit=-1
odbywa się miedzy innymi głosowanie w sprawie:
Czy jesteś za przekształceniem całego „Pałacu Kultury i Nauki” w Warszawie (PKiN im. J. Stalina) w „Muzeum historii i kultury Słowian i Polaków”? (opis na dole strony: http://dgwiarygodni.pl/).

188.

https://bialczynski.wordpress.com/
https://bialczynski.wordpress.com/2015/ ... ii-polski/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 28 mar 2015, 15:39

Białczyński pisze:01. 11. 2014 – Muzeum-Ośrodek Słowiańszczyzny i Polski – Pałac Kultury i Nauki! (Propozycja dla wszystkich Słowian – Polaków)
Obrazek Pałac Dziejów Słowian – Polaków

Kilka dni temu (dokładnie 28 października 2014) Rafał Orlicki zgłosił w jednym z wpisów na naszym blogu, w związku z otwarciem Muzeum Historii Żydów Polskich oraz ślimaczącym się od 25 lat brakiem organizacji takiego muzeum jak Muzeum Historii Polski i Dziejów Polaków, projekt przekształcenia Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w gigantyczne Muzeum Polski i Słowiańszczyzny.

Jest to oczywiście proponowana nazwa robocza, która ma oddać ideę oraz zarysować koncepcję zawartości wnętrza gmachu. Stworzyć ramy dyskusji jakie konkretnie galerie powinny się tam znaleźć. Od lat nie wiadomo jak traktować ten gmach. Jedni chcą go burzyć inni go bronią, różne pomysły na jego zagospodarowanie już były, różne projekty przekształcenia także. Rzeczywiście jest tak, że III RP cierpi na niemożność powołania do życia Muzeum Historii Polski.


Obrazek Muzeum Słowiańszczyzny i Polski

Na początek proszę zapoznajcie się z propozycją Rafała Kopko Orlickiego, czyli z jego roboczym wpisem na naszym blogu i jego argumentacją:


MUZEUM HISTORII SŁOWIAN I POLSKI – PKiN

Zamiast dzielić Polaków powinniśmy się dzisiaj zgodnie zająć tematem braku „Muzeum Historii Słowian i Polski”, gdy otwarto właśnie „Muzeum Historii Żydów Polskich – Polin”. Żaden inny naród poza naszymi prasłowiańskimi przodkami, nie zbudował naszej państwowości, tylko My sami! Z udziałem wielu przybyszów, ale w oparciu o nasz wiodący, etnos słowiański! I to znacznie wcześniej niż miał miejsce chrzest Mieszka. To jest temat, wymagający wielkiej zgody i zjednoczenia. Inaczej, dla Świata, będzie wyglądało to tak, jakby Polska narodziła się dzięki tej czy innej nacji, co będzie kłamstwem z winy naszego zaniedbania i przemilczenia oraz celowej niechęci polityków.

Dlatego uważam, że w centrum Warszawy, powinno stanąć Wielkie Muzeum Historii Słowian i Polski! Jedni bez drugich nie zaistnieli. Jesteśmy wielką, słowiańską rodziną i państwowość każdego narodu słowiańskiego wywodzi się z tej wspólnoty. Aby takie Muzeum przebiło liczne kłamstwa, musi być wielkie, bo mamy znacznie większą historię i jeszcze więcej milionów zgładzonych współplemieńców, przez najazdy; Franków, Rzymu, Germanów, niestety i Rosjan, w tym obozy zagłady dla Polaków i Rosjan, zsyłki milionów na Sybir.

Proponuję, aby w tym celu przekształcić Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Cały, na taki właśnie cel! Np. Jest tam muzeum techniki. Niech to będzie Muzeum wynalazczości i odkryć Słowian, z podziałem na narodowości. I tak dalej. Sal ledwo wystarczy w tym dużym gmachu, na wszystkie wystawy i tematy! Nie potrzebne jest nam osobne Muzeum II wojny światowej, tylko podobnie, w tym jednym budynku. Po to, aby wszyscy cudzoziemcy odwiedzający Warszawę, mieli to, co jest ważne dla naszej historii, na miejscu! Zjednoczmy się teraz, chociaż w tym jednym celu!
Kto jest za?!

Rafał Kopko – Orlicki
adres kontaktowy: wiarygodni@op.pl

Zapraszam do odwiedzenia ciekawych stron i zapisywania się:

https://pl-pl.facebook.com/RedutaDobregoImienia
https://www.facebook.com/RedutaDobregoI ... 03/?type=1
http://reduta-dobrego-imienia.pl/
http://www.eprudnik.pl/spotkanie-reduta ... lawieniom/
http://www.eprudnik.pl/wp-content/uploa ... _PLAD1.jpg


Obrazek Muzeum Słowiańskie – Muzeum Historii Polski

Ja osobiście podpisuję się pod tym projektem obiema rękami, ale zaznaczam – na razie tylko ja osobiście.

Wydaje mi się, że ten pomysł rozwiązuje wszystkie problemy PKiN i staje się Osią Łączącą nie tylko Polaków w Jedność, ale także ma szansę zaspokoić oczekiwania innych Słowian, w tym również na przykład Rosjan względem tego budynku. Przecież był to prezent ZSRR i jego Narodów, a więc nie tylko Rosjan ale i innych narodów które były częściami ZSRR, takich jak Ukraina, Białoruś, Mołdawia, Litwa, Łotwa, Estonia, Gruzja, Kirgizja. Był ich darem dla zrujnowanej Warszawy i dla Polski.

Sam w sobie budynek ten musi się kojarzyć polskim patriotom z upokarzającym stanem 45 letniej zależności od ZSRR po II Wojnie Światowej. Ale kiedy jego wnętrze wypełni Muzeum Słowian i Polaków, Muzeum Słowiańszczyzny i Polski, w tym galerie takie jak Słowiańskiej Nauki i Wynalazczości, Kultury Słowiańskiej i Polskiej, Polskiej i Słowiańskiej Sztuki Ludowej, czy inne muzea, dla których obecnie ani nie ma lokalizacji, ani nie ma budynków, ani często nawet koncepcji, to jestem pewien, że ten ładunek koncepcyjny zawarty w Idei i Wnętrzu budowli tchnie w nią zupełnie innego ducha, Ducha Słowiańszczyzny XXI Wieku, Ducha Słowiańszczyzny i Polski Nowoczesnej, wreszcie Ducha Słowiańszczyzny Zjednoczonej.


Obrazek Muzeum Słowiańskie i Polskie

Jest to idealne miejsce na odbywanie kongresów, prezentacji zdobyczy słowiańskiej i polskiej nauki i techniki, kultury i sztuki. Posiada PKiN Salę Kongresową i sale kinowe, posiada zaplecze magazynowe i niezbędną infrastrukturę. To wszystko wymaga odnowienia, a nowoczesne myślenie o muzealnictwie pozwoli stworzyć z tego obiektu w Sercu Warszawy Ośrodek promieniujący na wszystkie kraje Słowian. Tak był ten pałac pomyślany i tak był nazwany: Pałacem Nauki i Kultury. Niech pełni swoje funkcje w Nowy Sposób i niech będzie teraz nazywany Pałacem-Muzeum Słowiańszczyzny i Polski.

Rozważcie proszę bardzo starannie ten projekt, jest on bowiem pomysłem dla uczczenia Wszystkich Pokoleń Słowian i Polaków. Z tego powodu składamy przed Wami ten projekt w dniu Święta Pamięci Naszych Przodków – 1 listopada 2014 roku.



Jesteśmy winni szacunek naszym Przodkom , naszym Dziadom.Wyrażanie owego szacunku nie może polegać na pustych deklaracjach ludzi rządzących obecnie Polską. Do nas należy zmusić ich do działania zgodnie z Wolą Narodu Polskiego, zgodnie z Naszą Wolą, jeżeli im samym takiej woli brakuje.

W przeddzień Święta Zmarłych, Święta Pamięci Naszych Przodków – POLAKÓW, zgłaszam pod rozważenie ten projekt wszystkim Słowianom i wszystkim Polakom w Polsce i zagranicą. Postawię też tę sprawę na najbliższym Pierwszym Zjeździe i Pierwszym Wiecu Zrzeszenia Słowian, zaraz po jego formalnej rejestracji. Mam nadzieję, że uczyni to ze mną w imieniu Wiarygodni.pl pomysłodawca Rafał Kopko Orlicki i inni, którzy się przyłączą.



Warszawa-Kraków 01. 11. 2014 roku


ObrazekPałac Dziejów – Kultury i Nauki Słowian


Uzupełnienie – 1. listopada 2014

1. Droga do Unii Słowiańskiej, do Polski Nieśmiertelnej, Wolnej i Sprawiedliwej jest tak długa, że niejeden z nas jej ziszczenia nie dożyje. Ta droga wymaga pracy wielu osób, bo to jest – jak wszyscy chyba widzą – praca u podstaw, która zaczyna się od oczyszczenia pamięci. Dla mnie ta droga trwa odkąd pamiętam, odkąd stałem się dorosłym facetem. Dzielenie Polaków zapalonych do idei Słowiańskiej i wykopywanie rowów z powodu różnic światopoglądowych między nimi zupełnie kładzie ideę tworzenia takiej Polski o jakiej marzymy – Która Jest Domem Dla Każdego Kto Ma Polskę w Sercu.

2. Walczmy z Kalifatem Watykańskim który ZAWŁASZCZA ale nie z wyznawcami chrześcijaństwa, czy judaizmu, czy islamu , czy buddyzmu czy ateistami, którzy chcą Wolnej Polski dla Wolnych Polaków i są Słowianofilami, chcącymi tejże Unii Słowian. Warunkiem by było Nam po drodze z Nimi i Im po drodze z Nami – jest Wolna Polska dla Wolnych Ludzi – czyli Polska Wolnych Plemion Światopoglądowych – Miejsce dla Wszystkich Polaków i w perspektywie dla Wszystkich Wolnych Słowian w jednej Słowiańskiej Unii. Tę Wolność Słowiańską możemy roznieść po całym Świecie wszędzie gdzie żyją Polacy – bo Naszą Ojczyzną i Macierzą jest teraz cała Matka Ziemia i cały Ojciec Kosmos, którego sięgamy.

3. Trzeba by wokół tej idei – tak jak wokół idei Muzeum/Ośrodka – jednoczyć Polaków, a nie dzielić. Muzeum – jak mam nadzieję dosyć jasno napisałem – nie ma być skansenem, jak np. Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest nowoczesne i żywe, i buduje wokół siebie postawy patriotyczne poprzez różne akcje i pomysły ożywiające, ale jest klasycznym choć nowoczesnym muzeum.

<strong>4. To co proponuje Rafał Orlicki z Grupy Wiarygodni to ma być w zasadzie Ośrodek Słowiański, ma być bardziej Pałacem Kultury i Nauki Słowian, a w tym Polaków, ale też być Muzeum Dziejów Słowian i Polski i Polaków. Pałacem Kultury i Nauki, czyli Ośrodkiem Kultury i Nauki jakim miał być według nazwy, a jakim nigdy nie był! </strong>

A więc ma być miejscem współczesnym, zawsze żywym, miejscem kongresów, spotkań Słowian i Myśli Słowiańskiej, miejscem prezentacji współczesnych osiągnięć czy też przeglądów w różnych dziedzinach nauki i kultury, np. miejscem wystawy AKTUALNYCH osiągnięć i Kongresu Słowian w sprawie Wolnej Energii i Energetyki Przyszłości. Czy np. Zjazdu Genetyków Genealogicznych ze świata i przeglądu idei na jej obecnym etapie rozwoju.

5. NOWOCZESNOŚĆ i WSPÓŁCZESNOŚĆ oraz PRZESZŁOŚĆ i PRZYSZŁOŚĆ w Jednym Ośrodku Słowiańskim. To wymaga zupełnie nowego podejścia. Bo np. pojęcie „zjazdu” dzisiaj nie tyle wymaga fizycznej obecności ludzi z tej dyscypliny ze świata – co Inicjacji w Ośrodku Słowiańskim i spotkania na wielu liniach telekomunikacyjnych w jednym czasie.

6. Pałac Kultury jest dosyć duży by można było na jednym piętrze pomieścić Muzeum Dziejów Słowiańszczyzny, czyli wszystkich słowiańskich narodów, także tych których już między nami nie ma, na innym Muzeum Dziejów Polski i Polaków. Jest dosyć duży by pomieścić np. siedziby Wspólnoty Polskiej i Kongresu Kongresów Polonii z poszczególnych państw świata, czy innych związków słowiańskich, czyli działających teraz i dla przyszłości organizacji społeczności Słowiańskiej i Polskiej.

7. Nawet jeżeli mamy świadomość że to się stanie za trzy pokolenia to trzeba to zacząć i działać. Nie ma na co czekać. Inni nie czekają.

8. Zaczyna się czas w którym możemy Odzyskać Polskę. Co to znaczy? Dam przykład z wczoraj. Polacy przestali kupować w portugalskiej sieci – Biedronce. Była warta na giełdzie 10 miliardów euro a w ciągu roku straciła 5 miliardów wartości jako sieć globalna, z powodu kłopotów w Polsce. Powinniśmy myśleć o jej wykupieniu przez Polaków. PKO BP wykupił bank który był w obcych rękach bodajże Nordea, czy jakiś inny. Włosi chcą zamknąć fabrykę samochodów, czy jedną czy drugą linię produkcyjną – trzeba by to wykupić i zacząć produkować te nostalgiczne własne samochody, które się projektuje (nowe Warszawy, nowe Syreny i co innego) – bo mamy linie produkcyjne których tamci nie chcą a postawili je u nas – dali nam know how, wiedzę i narzędzie, którego nie mieliśmy, zbudowali to od podstaw. NA TYM POLEGA PROCES ODZYSKIWANIA POLSKI DLA POLAKÓW. TO WYMAGA WSPARCIA PAŃSTWA POLSKIEGO.

9. Wytyczanie DRÓG PRZYSZŁOŚCI i WIZJI ROZWOJU Technologii – To jest zajęcie dla Działu tego Muzeum-Pałacu-Ośrodka, który już tam jest i nazywa się Muzeum Techniki i Wynalazczości. To kwestia nowoczesnego podejścia do funkcji tzw „muzeum” które nie ma być skansenem, ale żywą instytucją mającą przegląd tego co było, gdzie jesteśmy teraz i tworzącego wizję co robić dalej! TO MUSI WESPRZEĆ PAŃSTWO POLSKIE.

10. To wszystko co napisałem to są cele dla nas Wszystkich – dla Starych i Młodych, przede wszystkim dla Młodych. Czas żeby brali sprawy w swoje ręce, bo na co tu czekać. Na pewno Zrzeszenie Słowian też nie zrobi wszystkiego tylko może zainicjować procesy. Jak choćby proces odzyskiwania dla wiary przyrody Świętych Gór, proces odkłamywania przeszłości, proces budowania wspólnoty międzynarodowej kultury i nauki Słowian.

11. Pod Wzgórzem Wawelskim stoi kopia Świętowita – przyjdzie czas że przeniesiemy go na Święte Wzgórze i tam na placu obok katedry odbędą się obrzędy uświęcenia tego Palwanu według Słowiańskiej Wiary, tak jak widzieliśmy na filmie u Południowych Przyjaciół, a jednocześnie odbędą się Postrzyżyny i Zapleciny tysięcy polskich dzieci i pójdzie w miasto Wiosenny Pochód z Jaryłą i Jaruną.

12. Nie wchodzimy w konflikt z wyznawcami chrześcijaństwa i nigdy w taki konflikt nie wejdziemy (chyba że oni zaczną nas nawracać i odbierać nam prawo do życia w zgodzie z naszymi zasadami), ale będziemy pokazywać czym jest chrześcijaństwo i katolicyzm, czym było w dziejach i jakie jest obecnie wszędzie tam gdzie czyni ono szkody, choćby poprzez rozpasanie swoich pośredników korporacyjnych Kościoła Katolickiego i ich uzurpację np. wpływania na politykę państwa w myśl ich krucjaty. W Polsce nie będzie się odbywać żadna krucjata przeciw innowiercom czy niewierzącym, ale ktoś (MY) musi tego dopilnować, zadbać o to by była równowaga. My robimy swoje, a chrześcijanie którzy zrozumieją, że światopogląd naukowy jest bardziej racjonalny niż ten chrześcijański i tak odejdą od Pośredników, którzy pędzą żywot pasożytniczy ich kosztem.

13. Pokazujmy ludziom prawdę i zakłamanie tam gdzie ono występuje, ale przecież to oni wybierają w co wierzą a w co nie. Tak ma być. Na tym polega Wolność, bycie Wolnym Człowiekiem, na tym polegać ma Wolna Polska.

Niech Pałac Kultury i Nauki w Warszawie stanie się Oś-RODkiem, Osią RODu Słowian, prawdziwym twórczym Ośrodkiem Kultury i Nauki Słowian i Polaków, w którym Przeszłość połączy się w Teraźniejszości z Przyszłością!

WARSZAWA – KRAKÓW 1 . 11. 2014 r.




Niniejszy artykuł znajdzie się w Zimowym numerze Kwartalnika „Słowianić nr 7″.[/b]
http://bialczynski.wordpress.com/2014/1 ... skim-pkin/[/quote]
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

baba
x 116

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: baba » sobota 28 mar 2015, 18:42

Dzięki. Aaaale sobie pogłosowałam. :D
Ci "wiarygodni" to trochę pokrętne pytania zadają moim zdaniem. Wyglądają nie jak pytania tylko forsowanie swoich poglądów. Kilka "usunęłam". :D
0 x



Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 12950
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 900
x 319
Podziękował: 12879 razy
Otrzymał podziękowanie: 19591 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: songo70 » sobota 28 mar 2015, 19:00

ok, nie przeczytałem wszystkiego, ale jaką moc prawną ma to głosowanie?,-
bo oddałem głos tylko na MDSiHP.
0 x


panta rhei

baba
x 116

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: baba » sobota 28 mar 2015, 19:13

Moim zdaniem żadnej. Na razie to są tylko takie eksperymentalne próby w kierunku demokracji bezpośredniej. Ale od nas i naszego zainteresowania nimi zależy czy się rozwiną w jakieś skuteczne narzędzie. 8-)
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 20 cze 2015, 20:57

Co prawda owo muzeum jeszcze nie powstał ale takie okazy, jak w poniższym artykule powinny się w nim znaleźć:

Niezwykłe znalezisko archeologiczne na budowie S7. Diadem sprzed 3 tys. lat
marc 2015-06-15

Obrazek

Rzadki diadem sprzed co najmniej 3 tys. lat odnaleźli archeolodzy przy okazji przygotowań pod budowę siódemki od Chęcin do Jędrzejowa.

Wykonany z brązu diadem drogowcy z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zaprezentowali w poniedziałek podczas uroczystości podpisania umowy z wykonawcą wartej 585,7 mln zł inwestycji. Jak informowała "Wyborcza", inwestor jeszcze przed rozstrzygnięciem przetargu na budowę zlecił wykonanie badań archeologicznych w miejscach wytypowanych przez wojewódzki urząd ochrony zabytków.

W poniedziałek poinformowano, że do najciekawszego znaleziska doszło w Brzegach koło Sobkowa, gdzie odkryto diadem z wczesnej epoki brązu. Jest on wykonany z szerokiej na ok. 15 centymetrów taśmy z brązu zdobionej metodą puncowania, czyli wyciskania tzw. puncą. Widać m.in. krzyż równoramienny.

Jeden z trzech

- Nosiła go osoba o wysokim statusie społecznym. Zdaniem archeologów prowadzących badania diadem należy łączyć z kulturą trzciniecką datowaną na okres 1750-1200 lat przed naszą erą. Jest bardzo rzadki, to jeden z trzech diademów z tego okresu znalezionych na świecie - mówi Małgorzata Pawelec, rzeczniczka kieleckiego oddziału GDDKiA. Zapowiada, że diadem będzie poddany jeszcze szczegółowym badaniom, a potem trafi w miejsce wskazane przez wojewódzkiego konserwatora zabytków. - Może być ozdobą niejednej kolekcji muzealnej - mówi rzeczniczka.
http://m.kielce.gazeta.pl/kielce/1,1065 ... e_S7_.html
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 05 mar 2016, 14:18

Kolejne info, które w tytułowym muzeum winno się znaleźć:

Białczyński pisze:Wielki cmentarz wojenny sprzed 3.500 lat w województwie lubuskim (Górzyca)!
29 Luty 2016

Odkrycia archeologiczne z czasów starożytności sypią się ostatnio w Polsce jak asy z czarodziejskiego rękawa. Mamy oto kolejne, z okresu początków kultury łużyckiej z około 1.600 roku p.n.e. W treści artykułu podano, że nadodrzański lud rolniczy został zaatakowany przez koczowników. Trzeba od razu stwierdzić sceptycznie, że każda atakująca armia sprawia wrażenie koczowniczej. Długotrwały, kilku pokoleniowy pobyt oddziałów wraz z rodzinami wskazuje zaś na obecność wojska jako przedstawicieli zorganizowanej władzy, jako grupy nadzorującej dany okręg lub terytorium, ściągającej trybuty, kontrolującej produkcję, spełniającej misję z polecenia jakiejś władzy centralnej.Taka obecność wojska wskazuje na istnienie dużego państwa, na czele którego stał władca lub konkretna grupa plemienna, przy pomocy wojska dyscyplinująca podległe jej regiony. Odkrycie miecza z brązu jest kapitalne i nawiązuje do innego artykułu, który niebawem omówię – mianowicie do bitwy z tego samego okresu jaką stoczono pod Szczecinem, nad jeziorem Dołęże i rzeką Dołężą (dzisiaj Tolense i Tolensesee).

Tym razem trzeba powiedzieć, że szeroko zakrojone badania są wreszcie finansowane obficie przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Idzie ku lepszemu? CB


Obrazek Krzysztof Socha opowiedział o badaniach archeologicznych przeprowadzonych w Górzycy oraz pokazał najważniejsze znaleziska, które wszyscy goście mogli oglądać. Wśród nich znajdowały się przedmioty pochodzące z okresu wpływów rzymskich (I w n.e.-IV w. n.e.), przedmioty ludności kultury łużyckiej (1300-400 p.n.e.) oraz przedmioty ludności mogiłowej (1600-1300 p.n.e.) znalezione w trakcie wykopalisk prowadzonych w Górzycy.

Na trasie łączącej Kostrzyn n. Odrą ze Słubicami, leży stara miejscowość pochodzenia słowiańskiego zwana Gorzycą Odrzańską. Archeologia odkrywa dawne dzieje tego osiedla.

Według twierdzeń archeologów istniał tu ośrodek życia ludzi kultury łużyckiej już w latach 1200-800 p. n.e.. To tutaj już w okresie przedhistorycznym krzyżowały się drogi z południa na północ i ze wschodu na zachód. W V wieku p.n.e. ziemia ta znana jako obszar, gdzie stosowano ceramikę łużycką, typu tzw. górzyckiego. W następnym wieku po najeździe nadmorskiego odłamu Prasłowian, nastąpił okres młodszej ceramiki łużyckiej o typie podobnym do powyższego. W czasie prowadzonych poszukiwań archeologicznych na terenie przyległym do miejscowości Górzycy w latach 1957-1962 znaleziono w glinianym naczyniu ok tysiąc monet. Są to w większości tzw. denary krzyżowe, które zostały ukryte w warstwach gleby w połowie XI wieku. Także inne znaleziska świadczą o zasiedleniu tych terenów przez ludność od kilku tysięcy lat.

Miejscowość leży na terenie historycznym, tzw. Ziemi Lubuskiej. Jej obszar rozciągał się po obu stronach koryta rzeki Odry w jej środkowym biegu. Stolicą tej ziemi (późniejszej kasztelanii) był gród Lubusz. W późniejszym czasie został ten gród miastem i stolicą biskupstwa lubuskiego. Dzisiaj jest małym osiedlem.

Nazwa osady Górzyca przyjęła się od wzniesienia, które rozciąga się od strony południowej i wschodniej zwane Górą. Najdawniejsze miano osiedla znane z przekazów źródłowych to Gorizia, a także Goriza.


Cmentarzysko elity sprzed tysiącleci pod lupą naukowców

28.02.2016 Archeologia

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/ ... owcow.html

Obrazek Podwójny pochówek wraz z wyposażeniem. Fot. K. Socha

To tutaj odkryto najstarszy na ziemiach polskich miecz. Spoczywał w jednym z grobów należących do awangardy społeczności zamieszkującej dolinę środkowej Odry 3600 lat temu. Teraz, dzięki szeroko zakrojonemu projektowi badawczemu, bliżej poznamy jej życie codzienne.

Zdaniem archeologów w połowie II tysiąclecia p.n.e. w rejonie środkowej Europy nastąpiły duże przemieszczenia ludności. Przypuszcza się, że miejscowe społeczności, które trudniły się rolnictwem i hodowlą zostały zaatakowane przez ludy koczownicze. Ślady po tych wydarzeniach odkrywane są w czasie badań osad z tego okresu – w postaci zniszczeń i spalenizny. Z tego samego okresu pochodzą licznie znajdowane skarby, które zapewne ukryto w pośpiechu i obawie przez najeźdźcami.



W Górzycy (woj. lubuskie) w 2008 roku archeolodzy rozpoczęli badania ratownicze w związku z planowaną inwestycją budowlaną. Natrafili na obszerne cmentarzysko, na którym spoczęli wojownicy społeczności koczowników, która niepokoiła w poł. II tysiąclecia mieszkańców Europy. Archeolodzy określają tą społeczność mianem kultury mogiłowej.



Dotychczas ze Środkowego Nadodrza znanych było tylko kilka cmentarzysk oraz pojedynczych grobów łączonych z tą ludnością. Dlatego odkrycia z Górzycy są bardzo ważne dla badaczy. W latach 2008-2010, podczas trzech sezonów ratowniczych badań archeologicznych, odkryto 35 grobów.



„Cmentarzysko jest wyjątkowe nie tylko ze względu na liczbę pochówków. Odnotowaliśmy też bardzo różnorodne formy konstrukcji grobowych, które mogą świadczyć o różnym statusie społecznym pogrzebanych w nich zmarłych” – wyjaśnia PAP Krzysztof Socha, archeolog, który kierował wykopaliskami w Górzycy.



Cześć grobów miało formę kamiennych skrzyń, część wyłożono brukiem kamiennym. Archeolodzy znaleźli też obszerne domy zmarłych – konstrukcje kamienno-drewniane, które odwzorowywały ówczesne domy mieszkalne. Co ciekawe, różny był też obrządek pogrzebowy – zmarłych znalezionych w Górzycy ihumowano lub kremowano. Zapewne w późniejszym okresie preferowano ciałopalenie.

więcej: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/ ... owcow.html




https://www.youtube.com/watch?v=qExop2nZtdI

Opublikowany 05.02.2016



Myśląc „miecz” zazwyczaj przed oczami mamy obraz typowej średniowiecznej broni o długim ostrzu. Zanim jednak miecz zyskał tak kształt, potrzeba było setek lat pracy przeróżnych rzemieślników i konstruktorów. W serii „Co Za Historia” rozpoczynamy krótką serię dotyczącą ewolucji tej niezwykłej broni.

Polecamy ksiązkę Igora Górewicza – „Miecze Europy”

KONIECZNIE SPRAWDŹ NASZEGO FACEBOOKA: https://www.facebook.com/Tylko-Histor


Tylko Historia powstała z połączenia programów „Co za Historia” oraz „Hardkor History”. Jeśli lubisz niecodzienną wiedzę historyczną, chcesz usłyszeć o krwawywch bitwach, poznać brutalną stronę historii, a także usłyszeć o największych dowódcach wojskowych, dobrze trafiłeś.


http://www.mediakraft.pl/
https://www.facebook.com/mediakraftpo

https://instagram.com/mediakraftpolska
https://twitter.com/mediakraftpl
https://www.youtube.com/user/mediakra


Film wyprodukowany przez:
Mediakraft PL Sp. z o.o.
ul. Nowy Świat 60/8, 00-357 Warszawa
Managing Directors: Levent Gültan, Ryan Socash
Mediakraft PL Sp. z o.o. is a subsidiary of Mediakraft Networks GmbH
O tych reklamach
https://bialczynski.wordpress.com/2016/ ... more-56890
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » środa 09 mar 2016, 23:23

0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » środa 16 mar 2016, 21:36

Białczyński pisze:Pod Szczecinem i Kołobrzegiem odkryto kilkadziesiąt megalitycznych grobowców KPL sprzed 7000 lat!
21 Luty 2016

KPL – Kultura Pucharów Lejkowatych znana z Piramid Kujawskich w Wietrzychowicach i Sarnowicach. Tym razem odkrycia dotyczą Pomorza Zachodniego – Dolic pod Szczecinem, Skrońskiego Lasu pod Kołobrzegiem i Płoszkowej.

Obrazek Grobowce w Wietrzychowicach nazywane Kujawskimi Piramidami


„Polskich piramid” jest jeszcze więcej – nowe znaleziska archeologów

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Numeryczny model terenu wygenerowany na podstawie danych z lotniczego skaningu (ALS), przedstawiający grobowce megalityczne w rejonie Dolic, (Oprac. M. Schiller).
Kilkanaście nieznanych do tej pory monumentalnych grobowców megalitycznych odkryli szczecińscy archeolodzy w okolicach Dolic (woj. zachodniopomorskie). Mowa o tzw. grobowcach kujawskich, często określanych mianem „polskich piramid” ze względu na monumentalny charakter.

Te konstrukcje ziemne wznoszono w kształcie wydłużonego trójkąta i obwarowywano dookoła wielkimi blokami kamiennymi. Szerokość podstawy wynosiła od 6 do 15 metrów, a długość – nawet do 150 m. Konstrukcje osiągały wysokość 3 m. Pod nasypami znajdowały się z reguły pojedyncze pochówki. Grobowce wznosiła społeczność kultury pucharów lejkowatych od V do III tysiąclecia p.n.e. Zdaniem archeologów składano w nich osoby związane z starszyzną plemienno-rodową.



Odkrycia dokonano w ramach programu badawczo-konserwatorskiego, dotyczącego grobowców megalitycznych na terenie Pomorza Zachodniego, który realizowany jest w Katedrze Archeologii Uniwersytetu Szczecińskiego przez dr. Agnieszkę Matuszewską przy współpracy z Markiem Schillerem z Dębna.


.

„Najciekawszym jest niewątpliwie rejon Dolic, gdzie wytypowaliśmy co najmniej kilkanaście potencjalnych grobowców megalitycznych. W wyniku weryfikacji terenowej bezspornie stwierdziliśmy obecność 18 grobowców megalitycznych typu kujawskiego, która to liczba jest znacznie wyższa niż znane dotychczas z literatury” – przekonuje dr Matuszewska. Podobne konstrukcje zlokalizowano w Skrońskim Lesie niedaleko Kołobrzegu. Kolejne 4 grobowce megalityczne odkryto w rejonie Płoszkowa – tutaj również archeolodzy wybrali się w teren, gdzie potwierdzili swoje przypuszczenia.




Konstrukcje megalityczne na terenie Polski zachowały się wyłącznie na terenach leśnych, gdyż uniknęły zniszczenia pod wpływem działalności rolniczej. Najbardziej znane „polskie piramidy” można obejrzeć w Sarnowie i Wietrzychowicach, gdzie po badaniach archeologicznych zrekonstruowano ich dawny kształt. Wszystkie konstrukcje tego typu wpisują się w ogólnoeuropejski trend wznoszenia w tym czasie (V-III tysiąclecie p.n.e.) wielkich budowli megalitycznych, z czego najsłynniejsze jest brytyjskie Stonehenge.

PAP – Nauka w Polsce

szz/ krf

więcej: www.naukawpolsce.pap.pl

Obrazek Wietrzychowice na Kujawach
https://bialczynski.wordpress.com/2016/ ... more-56638
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 17 mar 2016, 00:50

Białczyński pisze:Megality, dokumentacja. Dolmen z Borkowa (pinholeandphotodocument.blogspot.com).
23 Styczeń 2016

http://pinholeandphotodocument.blogspot.com/2011/06/megality-dokumentacja-dolmen-z-borkowa.html#uds-search-results

Obrazek

Najstarsza budowla w Polsce to liczący 5000 lat, potężny, megalityczny grobowiec w Borkowie (gmina Malechowo), chyba jedyny dolmen w Polsce. Obok niego znajduje się, obłożona kamieniami polnymi, kilkudziesięciometrowa zbiorowa mogiła. Jest to wyjątkowy przykład grobowca komorowego.

Obrazek

Borkowskie zabytki, pochodzą z okresu kultury pucharów lejkowatych (KPL), neolitycznej kultury istniejącej między 6 do 4,5 tys. lat temu. Są to prawdopodobnie groby starszyzny plemiennej, kapłanów i miejsce sakralne dawnych mieszkańców Pomorza Środkowego.

Obrazek

Jak podaje pan Adam Bryl z Borkowa, do 1896 r. stał tutaj jeszcze jeden grobowiec podobnego typu ale rozebrali go poszukiwacze skarbów, „które – jak głosiły stare legendy – miały się znajdować wewnątrz. Po wydobyciu prehistorycznych kamiennych i krzemiennych narzędzi oraz kruchej ozdoby bursztynowej rozczarowani poszukiwacze skarbów zaniechali swojej działalności. Badania archeologiczne prowadzone w latach 30. XX w. potwierdziły, że dolmen w Borkowie musiał powstać około 3 tys. lat p.n.e. Komora grobowa składa się z 12 olbrzymich głazów narzutowych, przykrytych 4 głazami stanowiącymi strop. Do dziś nie wyjaśniono tajemnicy transportowania potężnych głazów i konstruowania z nich komór grobowych. Niewykluczone, że grobowiec zbudowano dla wyjątkowego zmarłego – wodza, dostojnika czy kapłana. Mogło to być także miejsce kultowe. Prochy zmarłych składano w dolmenie wielokrotnie, uprzątając poprzednie pochówki pod ściany komory.”

Obrazek

Istnieją różne koncepcje dotyczące megalitów. edne opowiadają się za niezależnym powstawaniem kultur megalitycznych w różnych częściach świata. Według innych teorii kultura ta powstała w jednego miejscu i rozprzestrzeniła się na całym świecie. Popularne są hipotezy o istnieniu „religii megalitycznej”. Megality nawiązywać miały do jaskiniowych mieszkań człowieka. Miały to być sztuczne jaskinie-mieszkania dla zmarłych, bardzo odporne na działanie czasu i sił przyrody. Nasi neolityczni przodkowie chcieli zapewnić zmarłym okazałe pomieszczenie. Odległą analogią do grobów megalitycznych są egipskie piramidy.
Z kolei Leszek Matela, przedstawia tezę, jakoby „dolmeny były kapsułami do podróży w czasie, które umożliwiała koncentrację energii kosmicznej we wnętrzu kamieni oraz odpowiednie rytuały. Badania radiestezyjne wykryły linię promieniowania „sprilit Line” (linia duchową), która wychodzi z wnętrza dolmenu.” Wyniki tych badań są zbieżne z teoriami kontrowersyjnego, angielskiego archeologa Paula Devereux, który uważa, że linie takie „służyły do szamańskich podróży, w których kapłan mógł przekroczyć granice czasu i przestrzeni i w swym ciele astralnym docierał do świata przodków”.

W Europie Zachodniej megality są zupełnie unikatowe i traktowane jako największe atrakcje turystyczne, a co za tym idzie, od lat zadeptywane są przez tabuny turystów. Obok megalitycznych budowli we Francji i Irlandii wybudowano parkingi, restauracje, kawiarnie i sklepy z suwenirami


Neolityczne cmentarzysko w Borkowie to zabytek archeologiczny, bez żadnej przesady, na miarę europejską. Jeszcze do niedawna dolmen w Borkowie był zupełnie nieznany. Jednak za sprawa miłośników kamiennych kręgów ta sytuacja się zmienia. We wsi pojawiła się tabliczka wskazująca drogę do megalitu i lepiej aby na tym się skończyło. To miejsce jest, przede wszystkim, starożytnym cmentarzem, a zmarłym, choćby i przed 5 tysiącami lat należy się spokój.

Obrazek Borkowo. 05.06.2011 r.


18 marca 2012 r. dodałem film. Dolmen z Borkowa 2011 r. Materiał filmowy (2 minuty), który schował się w zakamarkach twardego dysku. Film jest dość statyczny ale kamienie, same z siebie, niechętnie się przemieszczają.



W Anastazji jest dokładnie opisana rola dolmenów. W 3cim tomie. Mianowicie to miejsca gdzie ludzie posiadający wiedze o Praźródle udawali się i oddawali wiecznej medytacji, tak że nawet po śmierci ciała mogli dzielić się wiedzą z przyszłymi pokoleniami. Innymi słowy, poświęcali swoje przyszłe życie przyszłym pokoleniom. Tylko ze my tego nie doceniamy i oni nadal tam oczekują w samotności na ludzi którym mogliby przekazać tą wiedze
Może dlatego krążyła legenda ze w środku jest „skarb” jest nim pradawna niezwykle cenna wiedza

https://bialczynski.wordpress.com/2016/ ... gspot-com/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 17 mar 2016, 14:58

Poniżej o dolmenach z książki Anastazja III, czyli wg Anastazji (na tych kilku stroonach znajduje się znacznie więcej informacji niż tylko dolmeny, więc jeśli kogoś coś zainspiruje to ma okazję utworzyć nowy temat lub pisać w istniejących już wątkach):

DUCH PRAMATKI


— Któregoś ranka zrozumiałam... – rzekła cicho Anastazja i jej wzrok jakby zagłębił się w przeszłość. – Tego
ranka Władimira nie było w domu, w mieszkaniu, które chwilowo wynajmował. Nie mogłam szukać go swoim
Promieniem. Zaczynał się bowiem dzień, w którym wiele wieków temu umierała w dolmenie moja pramateńka.
W ten dzień zawsze ją wspominam. Staram się rozmawiać z nią ona rozmawia ze mną. Wy też idźcie
na cmentarz w rocznicę śmierci swoich bliskich, żeby o nich pomyśleć, porozmawiać z nimi. Ja robię to, nie
opuszczając polany. Mój Promień pomaga mi rozmawiać i widzieć na odległość, i zmarli czują mój Promień.
W ten dzień wspominałam moją pramateńkę, próbowałam z nią porozmawiać jak zawsze, lecz nie czułam jej
odpowiedzi, zupełnie nie czułam. Nie reagowała na mnie. Nigdy wcześniej nic takiego się nie zdarzało. Wówczas
zaczęłam szukać Promykiem jej dolmenu. Znalazłam. Świeciłam na niego z całych sił, ale pramateńka
nie reagowała. Zdarzyło się coś, o czym nie wiedziałam. W dolmenie nie było Ducha mojej pramateńki.
— Pani Anastazjo, proszę mi wyjaśnić, czym jest Duch człowieka? Z czego jest zrobiony?
— Ze wszystkiego niewidzialnego, co jest w człowieku, włącznie z niektórymi przyzwyczajeniami, nawykami,
odczuciami nabytymi w czasie istnienia ciała.
— Czy Duch posiada jakąkolwiek energię porównywalną ze znanymi nam?
— Tak. Jest to kompleks energetyczny składający się z mnóstwa energii. Po skończeniu cielesnego bytu
oddzielnej ludzkiej osobowości niektóre z tych kompleksów energii podlegają rozpadowi na pojedyncze energie,
wykorzystywane następnie w roślinnych i zwierzęcych układach, niezbędnych zjawiskach przyrody.
— Jaka jest ich siła? Jaki energetyczny potencjał ma kompleks nie podzielonych energii?
— U każdego jest inny. Najsłabszy nie może nawet przezwyciężyć siły grawitacji. Zresztą potem i tak się
rozpada.

13


— Siły grawitacji? Najsłabszy... Czy jego przejaw istnienia można zobaczyć? Odczuć? Poczuć?
— Oczywiście. Na przykład trąbę powietrzną.
— Trąbę? Trąbę, która wyrywa z korzeniami drzewa, wywraca je... Więc jaką energią dysponuje najsilniejszy
z nich?
— Najsilniejszą? To wszak On. Nie umiem do końca pojąć siły Jego energii.
—To powiedzmy jakiś średni?
— W kompleksie energii wielu średnich Duchów istnieje już wyzwolona energia myśli.
— Jaki potencjał energetyczny posiada taki średni kompleks?
— Przecież już panu odpowiedziałam: jest nim uwolniona energia myśli.
— Co to znaczy? Z czym to można porównać? Jak określić?
— Z czym? Jak określić? A jaką pański umysł, pańska myśl najmocniejszą energię jest sobie w stanie wyobrazić?
— Energię wybuchu jądrowego, albo nie... energię procesów zachodzących na Słońcu.
— To, co pan wymienił, jest zaledwie równe sile maleńkiej cząsteczki wyzwolonej energii myśli. Co zaś się
tyczy określenia, to wy sami je wymyślacie i wykorzystujecie przy kontaktach słownych z innymi. Nie pasuje
tutaj żadne z wymyślonych przez was określeń. Możecie się posługiwać tym, co wiecie, pomnożonym do nieskończoności.
— Jaka jest siła Ducha pani pramatki?
— Jest w nim obecna wyzwolona energia myśli.
— Jak się pani dowiedziała o swojej pramatce? Jak i gdzie umarła? Przecież to się zdarzyło dziesięć tysię-
cy lat temu!
— Rodzice moi przekazywali sobie o niej informację z pokolenia na pokolenie – o mojej pramateńce, która
odeszła, by umrzeć w dolmenie. – Matka pani o niej opowiadała?
— Gdy moja mamusia zginęła, byłam mała, niezdolna zrozumieć takiej informacji. Dziadek i pradziadek
opowiedzieli wszystko o moich mateczkach.
— Czy można zobaczyć Ducha zwykłym ludzkim wzrokiem?
— Częściowo. Jeśli zmienić spektrum, widzialność barw, zmienić wewnętrzny rytm.
— Czy jest to w ogóle możliwe?
— Znane wam zjawisko daltonizmu sugeruje, że to możliwe. Uważacie, że zachodzi ono pomimo woli człowieka,
że to tylko choroba, ale to nie tak.
— Powiedziała pani, że prarodzicielka, pani matka jest godna, by przekazywano o niej informację z pokolenia
na pokolenie przez tysiąclecia. Na czym polega wartość tej informacji?
— Pramateńka była ostatnią z przodków, która posiadała zdolność i wiedziała, jak i o czym powinna myśleć
kobieta podczas karmienia piersią niemowlęcia. To wiedza ludzi żyjących dziesięć tysięcy lat temu, która
zaczęła zanikać w cywilizacji. Obecnie wiedza ta w zasadzie całkowicie została utracona. Pramateńka nie by-
ła jeszcze całkiem stara, ale poszła umierać do dolmenu, żeby zachować całą wiedzę Praźródeł. I gdy do ludzi
zacznie powracać uświadomienie... obudzi się w nich potrzeba... by przekazać tę wiedzę kobietom karmiącym.
Następnie wiedzę tę będą przekazywać sobie nawzajem. Poprzez śmierć w dolmenie pramateńka
poznała jeszcze inne Prawdy niezbędne kobietom.
— Dlaczego odeszła właśnie do dolmenu? Czym różni się dolmen od zwykłego kamiennego grobowca?
Dlaczego, nie doczekawszy starości, postanowiła umrzeć w dolmenie? Czy kierowała nią świadomość celu,
czy przesąd?
— Już wówczas przywiązywano coraz mniejsze znaczenie do karmienia matczyną piersią niemowląt, a kobietom
nie oddawano na ich życzenie dolmenów. Stary wódz szanował moją pramateńkę i rozumiał, że jeśli
nie spełni prośby, nowy wódz nawet nie będzie chciał jej wysłuchać i wszystkie jej zamiary uzna jedynie za kaprys.
Stary wódz jednak nie zdołał zmusić mężczyzn, by zbudowali dolmen dla mojej pramateńki, i wtedy oddał
on swój dolmen mojej pramateńce. Mężczyźni nie zgodzili się z decyzją wodza. Odmówili zdjęcia pokrywy
dolmenu, by mogła do niego wejść moja pramateńka. Wszystkie kobiety przez całą noc próbowały same podnieść
ciężką kamienną płytę, ale ona ani drgnęła. O brzasku przyszedł stary wódz. Nie chodził już samodzielnie,
a jednak przyszedł, podpierając się kosturem. Stary wódz uśmiechnął się do kobiet, powiedział słowa zach
ęty i kobiety podniosły ciężką kamienną płytę, i pramateńka do dolmenu weszła...
— Czym różni się dolmen od zwykłego kamiennego grobowca?
— Zewnętrznie niewiele, ale do kamiennego grobowca, jak się u was nazywa dolmen, szli umierać żywi ludzie.
Dolmeny to nie tylko zwykłe, kultowe kamienne budowle, jak myślą współcześnie. To pomnik mądrości

14


i wielkiej samoofiary Ducha na rzecz przyszłych pokoleń. On i dzisiaj spełnia swoją ważną funkcję. Również
śmierć w takim dolmenie nie całkiem była zwyczajna. Słowo “śmierć” w ogóle tu nie pasuje.
— Wyobrażam sobie. żywy człowiek zamurowany w kamiennej celi... To rzeczywiście niezwykle męczeńska
śmierć.
— Wchodzący do dolmenu ludzie nie męczyli się wcale. Niezwykłość ich śmierci polegała na tym, że medytowali.
Medytowali wieczność w Duchu, na zawsze pozostając na Ziemi i zachowując niektóre ziemskie
uczucia. Ale Dusza została wtedy na wieki pozbawiona możliwości wcielania się na Ziemi w materialne ciało.
— Jak medytowali?
— Wiecie obecnie, co to jest medytacja. Zwłaszcza w religiach Dalekiego Wschodu. Są nauki pomagające
poznać małą część zjawisk medytacji, lecz niestety nie jej prawdziwe przeznaczenie. I dziś są ludzie, którzy
umieją medytować: oddzielić od swego ciała na pewien czas Ducha, a potem wrócić. Z pomocą medytacji
w dolmenie jeszcze za życia ciała Duch oddzielał się całkowicie i powracał wiele razy, dopóki żyło ciało, by
potem pozostać na zawsze w dolmenie. Duch, samotnie, czekać będzie wieczność całą, aż zbliży się ktoś
i podejdzie, by ten mógł przekazać mu mądrość źródeł. Ciało, jeżeli nawet mogło żyć jakiś czas, i tak było
uwięzione. Ale dopóki żyło, Duch mógł bywać w różnych wymiarach i powracać. Dawało to możliwość analizowania
z nieprawdopodobną szybkością naszej wyobraźni, precyzowania posiadanej Prawdy. Zmarły, czy też
ten, który odszedł w wieczną medytację poprzez dolmen, wiedział – jego Dusza, Duch nigdy już nie zdołają
się zmaterializować. Nigdy już nie będą mogły wcielić się w żadne ziemskie ciało, materię. Nigdy nie zdołają
na dłuższy czas i na większą odległość oddalić się od dolmenu, będą jednak zdolne kontaktować się z cząstką
Duszy podchodzącego do dolmenu, żyjącego człowieka. Jeśli już mowa o cierpieniach śmierci, o cierpieniu
w ogóle, to w tym przypadku polegają one na tym, że całymi tysiącleciami nikt do ciebie nie przychodzi, żeby
wziąć tę wiedzę. Brak tej potrzeby u ludzi – to ich wielka tragedia. Potrzeby, w imię której...
— Anastazjo, czy uważa pani za bardzo ważne dla kobiety – matki karmiącej piersią niemowlę, posiadanie
tej wiedzy, umiejętności?
— Bardzo ważne.
— Ale dlaczego? Przecież mleko matki żywi tylko ciało niemowlęcia.
— Nie tylko ciało. Może być ono nośnikiem ogromu informacji i wrażliwości. Powinniście przecież wiedzieć,
że każda substancja ma swoją informację, promieniowanie, wibrację...
— Tak, wiem. Ale jak pokarm matki może przekazywać wrażliwość?
— Może. On jest niezwykle wrażliwy. Jest nierozerwalnie związany z uczuciami matki. W zależności od
nich zmienia się nawet smak pokarmu. A od stresu, jeśli dosięgnie karmiącą matkę, mleko w piersiach może
nawet zaniknąć, może się zwarzyć.
— Tak, może, rzeczywiście... Może... Więc do pani prarodzicielki nikt nie przychodzi? Nie przychodzi od
wielu tysiącleci?
— Na początku przychodzili. Głównie pokolenia z rodziny i mieszkający w pobliżu ludzie. Potem Ziemię zacz
ęły nawiedzać kataklizmy, migracje. Dolmen ocalał. Ale przez ostatnie tysiąclecia do dolmenu mojej pramateńki
nie przyszedł nikt, żeby się dowiedzieć... W ogóle teraz niszczone są dolmeny... gdyż ludzie nie wiedzą...
Gdy opowiadałam Władimirowi w tajdze o dolmenach, o pramateńce, powiedział, że możliwe, iż pojedzie
do jej dolmenu. Wyjaśniłam mu wówczas, że nie zdoła zrozumieć, poczuć Ducha, Duszy pramateńki i przyjąć
od niej informacji. Mężczyzna nie zna uczuć, odczuć karmiącej kobiety – matki. I moja pramateńka oczekuje
tysiącami lat kobiet, nie mężczyzn. Jednak kobiety nie przychodzą do dolmenu. Tylko ja jedna raz do roku
kontaktuję się z nià, z moją pramateńką. I tego dnia chciałam się skontaktować, powiedzieć jej coś dobrego.
Jednak nie zdołałam.
Nie było Ducha pramateńki obok dolmenu. Nie rozumiejąc dlaczego, zaczęłam szybko wodzić Promieniem
wokół dolmenu, wciąż większe zataczając kręgi. I nagle... Ujrzałam! Ujrzałam! W niewielkim wąwozie, na kamieniach...
Na kamieniach leży zemdlony Władimir. A moja pramateńka, jej Duch, pochyla się nad nim pod
postacią zagęszczenia niewidzialnych energii. Zrozumiałam. Już wcześniej wiedziałam, że Władimir szukał
przewodników, żeby w górach przejść do dolmenów stojących dalej od drogi, ale nie znalazł. Nikt nie zgodził
się z nim iść za darmo, więc Władimir poszedł w góry sam. Spadł ze ścieżki do wąwozu. Miał zwykłe buty, nie
do chodzenia po górach. Nie miał w ogóle żadnego górskiego wyposażenia. Chciał się przekonać o istnieniu
dolmenów, dotknąć ich. Sam poszedł w góry. Szedł w rocznicę śmierci mojej pramatki do dolmenów oddalonych
od dróg.
Pramateńka nie wiedziała, dlaczego znalazł się w górach ten zupełnie nieprzygotowany do chodzenia po

15


górskich ścieżkach czΠowiek. Patrzyła na niego. I gdy poślizgnął się, runął i zaczął staczać się w dół, nagle
ona... Jej Duch sprężoną kulką powietrza rzucił się w dół. Pramateńka uratowała Władimira. Nie rozbił głowy
o kamienie, tylko stracił przytomność od wielu uderzeń, gdy się staczał. Pramateńka trzymała jego głowę na
sprężonym powietrzu niczym w dłoniach i czekała aż odzyska świadomość. Dlatego nie rozmawiała ze mną.
Gdy Władimir odzyskał świadomość, nie wróciła do dolmenu. Została w dole, w wąwozie. Została i patrzy-
ła, jak Władimir wspina się do góry, ku ścieżce.
Zrozumiałam potem, że to pramateńka znalazła się na ścieżce, bo zaczęły się z niej staczać kamyczki. To
ona sama, niby sprężony wietrzyk, zrzucała kamyki z górskiej ścieżki. Chciała pomóc Władimirowi zejść z góry.
I ja bardzo tego pragnęΠam. Zaczęłam więc bardzo szybko wodzić Promykiem po ścieżce, żeby nie była taka
mokra i śliska, żeby Władimir dał radę dojść do swojej kwatery i opatrzyć rany. Ale Władimir wyszedł z wąwozu,
usiadł na ścieżce i oglądał szkic, który nakreślił mu archeolog z noworosyjskiego muzeum. Następnie
wstał i, utykając, poszedł. Ale nie w dół po suchej już i bez kamyków ścieżce, lecz z powrotem – w górę. Zamarłam
z zaskoczenia i myślę, że pramateńka też nie od razu zrozumiała jego zamiary, bo nagle zupełnie
zboczył ze ścieżki i polazł przez kolczaste krzaki... Zrozumiałam: brnął do dolmenu pramateńki. Dotarł do niego.
Usiadł na portalu dolmenu, na skraju kamiennej płyty. Zaczął rozpinać kurtkę. Bolała go ręka. Bardzo długo
ją rozpinał. Gdy rozpiął, zobaczyłam... pod kurtką były kwiaty. Trzy różyczki. Łodyżki dwóch były złamane.
Różyczki połamały się, gdy staczał się do wąwozu, uderzając o kamienie. Niektóre kolce były we krwi. Położył
połamane różyczki na portal dolmenu. Zapalił i powiedział: “Szkoda, że kwiaty się połamały. Te kwiaty to dla
ciebie, piękna. Z pewnością byłaś piękna jak Anastazja. Mądra i dobra. Chciałaś naszym kobietom opowiedzieć
o karmieniu dzieci piersią. Tyle że nikt o tobie nie wie, bo twój dolmen stoi zbyt daleko od drogi, kobietom
ciężko jest tu dojść”.
Władimir wyjął malutką, płaską flaszeczkę z koniakiem i dwa małe, metalowe kieliszeczki. Z kieszeni wyjął
garść pogniecionych cukierków, kieliszeczki napełnił koniakiem. Wypił z jednego, a drugi postawił na portalu
dolmenu, położył na nim cukierek i powiedział: “To dla ciebie, piękna”.
Władimir robił wszystko to, co obecnie ludzie [w Rosji – przyp. tłum.] robią na cmentarzu, gdy przychodzą
do swoich bliskich z rodziny czy przyjaciół. A pramateńka... Jej Duch kulką niewidocznych energii miotał się
wokół niego. Była zdezorientowana, nie wiedziała, jak ma się zachować. Próbowała odpowiedzieć na słowa
Władimira i formowała powietrze w swoją cielesną postać, lecz jej zarys był przezroczysty i ledwie widoczny.
Władimir jej nie zauważył. A ona jemu, który nie widział ani nie słyszał, nadal próbowała coÊ wyjaśnić. Denerwowała
się z tego powodu i miotała. Fala powietrza lekko zaczepiła o kieliszek, który się przewrócił. Władimir
pomyślał, że to wietrzyk niechcący go wywrócił, i zażartował:
— Coś ty taka niezdarna, czemu wylałaś taki drogi koniak?
I Duch pramateńki nagle zamarł w kącie dolmenu. Władimir nalał od nowa koniak do jej kieliszka, położył
na nim kamyk, a na kamyku cukierek. I znów jakby do siebie zagadał: “Trzeba by chociaż ścieżkę normalną
ułożyć do twego dolmenu. Zaczekaj jeszcze trochę, będzie dróżka. Przyjdą po niej do ciebie kobiety. Opowiesz
im, o czym trzeba myśleć, gdy się karmi maleńkie dziecko piersią. Pewnie miałaś bardzo ładne piersi...”.
Potem Władimir zaczął schodzić z góry. Późną nocą dotarł do swojej kwatery. Siedział samotnie na kanapie,
w zimnym pokoju, bandażował rany i oglądał kasetę wideo, którą ludzie z różnych miast przegrywali
i przekazywali jeden drugiemu.
Na ekranie telewizora słuchała występującego człowieka duża grupa osób, głównie kobiety. Mówił o Bogu
i sile Ducha prawego człowieka. Następnie zaczął mówić o mnie. O tym, że jestem ideałem kobiety, do którego
należy dàżyć. Siła mego Umysłu i Ducha jest ogromna i pomagają mi siły światła, i obecnie, kiedy bardziej
poznaję ludzi zwykłego świata, mogę im pomóc.
Mówiono o mnie dużo dobrego. I nieoczekiwanie... stwierdzono, że nie spotkałam jeszcze prawdziwego
mężczyzny, a ten, z którym obcuję, nie jest prawdziwym mężczyzną... A wcześniej jeszcze mówili, że w Australii
jest młody człowiek wart mnie, że spotkam się z nim, spotkam się z prawdziwym mężczyzną...
A Władimir, a on... Pan rozumie... Siedział sam... Słuchał tych słów... I próbował jedną ręką przewiązać rany
na nogach. Druga r´ka, obita, bolała. WyrwaΠam si´ Promykiem do WΠadimira. ChciaΠam mu ogrzaç rany,
ukoić ból i powiedzieć... Wyrazić jakoś to, co czuję... Ale on nigdy nie słyszy, gdy do niego mówię na odległość.
Tym razem jednak udałoby mi się, jestem tego pewna... Na pewno udałoby się, ponieważ bardzo mocno
pragnęłam, żeby usłyszał. Usłyszał, jak go kocham!
Tylko jego. I jest tylko on, mój ukochany, on – prawdziwy mężczyzna.
Lecz coÊśmnie oparzyło i odrzuciło na trawę. Coś nie dopuszczało mego Promyka do Władimira. Znów

16


szybko skierowałam Promień do pokoju, gdzie siedział przed telewizorem, i zobaczyłam. Przed Władimirem
w formie zagęszczenia niewidzialnej energii klęczy Duch mojej pramateńki. Władimir nie mógł jej widzieć ani
słyszeć. Oglądał i słuchał kasety wideo. A moja pramateńka swoim oddechem ogrzewała rany na jego nogach,
gdy ten lał na ranki okropnie palącą wodę kolońską. Usiłowała coś mu powiedzieć, ale jej nie słyszał.
Pramateńka ma tak silnego Ducha, że nic niewidzialnego nie może się przebić przez jej energię. Nawet
broń psychiczna się rozpadnie, jeżeliby ją na nią skierować. Nawet nie zwróci uwagi na nią, wszystko zostanie
odrzucone. W żaden sposób więc nie mogłam się wtrącać, mogłam tylko patrzeć... Patrzyłam i bardzo szybko
myślałam. Co się wydarzyło? Dlaczego to się dzieje? Dlaczego w ten sposób mówił ten człowiek na filmie?
Czy chciał mi pomóc? Coś wytłumaczyć? Co? Dlaczego mój Promyk tak się wyrywał do Władimira? Oczywiście,
że się przestraszyłam, że zrobi mu się przykro po słowach: “Nieprawdziwy mężczyzna’” – i że będzie zazdrosny
o innego. I nagle... Och, jak to bolało... jak mi było przykro... Władimir wysłuchał wszystkiego, westchnął
i powiedział: ,,Prawdziwy mężczyzna. Jest w Australii? Spotkają się. Może wtedy oddadzą mi syna”.
Mój Promyk zadrżał. Jakby wszystko zaszło mgłą. Czy pan to rozumie?... Władimir nie był zazdrosny. Zazdrość
– to oczywiście niedobre uczucie. Ale ja chciałam, żeby choć odrobinę był zazdrosny. Władimir jakby
oddawał mnie z obojętnością innemu. Nie mogłam już tego znieść i krzyknęłam. Prosiłam, błagałam pramateńk
ę, żeby powiedziała, co zrobiłam źle. Gdzie się pomyliłam? Czym zgrzeszyłam? Nie odpowiadała, aż
Władimir opatrzył ostatnią ranę. Dopiero wtedy stwierdziła ze smutkiem: “Trzeba było po prostu kochać, córeńko.
Myśleć o najlepszym dla ukochanego, nie wywyższać się przed nim”.
Usiłowałam wyjaśnić, że chciałam jedynie dobra. Lecz pramateńka powiedziała: ,,Dla siebie chciałaś, córeńko,
obrazów, muzyki, wierszy i piosenek. Wszystko to się spełni, bo twoje marzenie jest mocne. Wiem, ono
jest dla wszystkich ludzi i dla twego ukochanego, ale tobie będzie ciężej otrzymać teraz ziemską miłość. Stajesz
się gwiazdą, córeńko. Gwiazdą można się zachwycać i kochać gwiazdę jak gwiazdę, ale nie jak kobiet´”.
Pramama już więcej nic nie powiedziała. Traciłam kontrolę nad sobą, krzyknęłam, próbując wyjaśnić czy
udowodnić, że nie chcę być gwiazdą, że chcę po prostu być kobietą i być kochaną! Jednak nikt mnie nie słyszał.
Pomóżcie mi! Teraz wiele zrozumiałam. Nie o siebie się boję, dam sobie sama ze sobą radę. Ale Władimirowi
zrozumienie tego zajmie dużo więcej czasu, bo taka informacja oddala go od Prawdy.
Niech zostanie wstrzymane rozpowszechnianie tej kasety. Wmawia ona Władimirowi i ludziom, że jestem
ideałem, gwiazdą, że nie on, ale inny powinien być ze mną.
Nie jestem gwiazdą. Jestem kobietą. Chcę kochać tego, kogo sama zechcę.
Nie tylko ja określam moją drogę.
Pomyliłam się. Marzyłam, że będzie się o mnie mówiło, będzie się poświęcać piosenki i wiersze, malarze
będą mnie malować... Tak się też dzieje.
Zawsze się wszystko spełnia, gdy zamarzę. I to się wydarzyło. Dziękuję za wiersze i piosenki, dziękuję poetom.
To był błąd, że tak zamarzyłam. Wiersze są potrzebne! Ale nie powinnam być gwiazdą.
Chciałam tego wszystkiego po to, żeby Władimir patrzył i słuchał, żeby wspominał. żeby wspominał mnie.
Ale nie wiedziałam, gdy marzyłam. Teraz zrozumiałam, że staję się gwiazdą. Wszyscy podziwiają gwiazdy,
ale kochają zwykłą kobietę.
– Anastazjo, co pani! Zatrzymać rozprzestrzenianie kasety, na dodatek takiej, którą ludzie sami kopiują, nie
da rady. To proces niekontrolowany i nikt tego nie jest w stanie zrobić.
– Widzi pan, wy nie możecie, ale Władimir... On jest przecież przedsiębiorcą. No to co, że to niekontrolowany
proces. On i tak coś by wymyślił, tyle że on tego nie chce, pogodził się z tym, że nie jestem dla niego partią.

...

17
1 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 22 mar 2016, 22:06

SŁOWIANIE LECHICI SCYTOWIE ŚWIĘTA MITOLOGIA OZDOBY WYGLĄD POCHODZENIE
Jedyny praktyczny poradnik Słowiański. Miejsce wszystkich tych co chcą powrotu do dawnych filozofii własnych, rdzennych.

mojazadruga pisze:Haplogrupa R1a1. Jak wyglądali Słowianie na przestrzeni dziejów. Scytowie I Sarmaci. Family genealogy of ancient Slavs.

Czytając dużo o halpogrupie R1a1a zastanawiałem sie jak wygladali, jak sie ubierali, jakie ozdoby byly w uzyciu przez naszych przodków Słowian. Mówiąc o przodkach mam na mysli tych wszystkich ktorych geny, pobrane ze starych grobowcow scytyjskich czy skolotckich, nosza w sobie głownie Polacy.

Wszystkie czarne kropki to miejsca gdzie obecnie znajduja sie spadkobiercy Skolockiego ( scytyjskiego ) DNA Jak widac jest to glownie Polska i Byle NRD

Obrazek

Skoro Scytyjski ( Skolockie) DNA to R1A to gdzie jest go najwiecej?

Obrazek

Wiemy iż ostatnie wykopaliska w okolicach obecnego Turkiestanu dostarczyly dowodów na to ze nasi przodkowie ( halpogrupa R1a1a7 ) wytworzyli wspaniałą kulturę. Pelna misternych pieknych w szczególe bizuterie czy wspaniale miasta ( kanalizacja i doprowadzona woda ). Czy wreszcie technika bojowa, która pozwalała stawić czoła Persji, podbić północne Indie i Pakistan, zdominować środkowa Eurazje.

Jak wyglądali? Jakie były rysy twarzy? Dzięki stronie rosyjskojezycznej : wejdź tu: wreszcie wiemy jak wyglądali oni: wynalazcy słowa pisasnego, wynalazcy rydwanu, wynalazcy luku podwujnie giętego, wynalazcy topora wojennego, udomowiciele konia, ludzie uszlachetniający dzikie: jablonie, grusze, morele, czy wielbiciele ogórków?

Tyle wiemy jak dotąd w wielkim ogóle. Więcej pewnie wkrótce na mojazadruga.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obecnie ludowe stroje Bialoruskich kobiet stosuja niemal identyczne nakrycia glowy.

Obrazek

Obrazek

Pan Wołodyjowski z "Potopu" Sienkiewicza jak wymalowany.... Slavic face

Obrazek

Some of other slavic people

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tutaj kilka zdjęć z procesu odbudowy twarzy z czaszki Sarmatow

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Europejczycy pośrodku Iransko -Indyjsko-Mongolskiego oceanu .


INNI CZYTAJĄ

Obrazek WEDY A SŁOWIANIE
http://mojazadruga.blogspot.com/2011/06 ... my-na.html
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 27 mar 2016, 18:53

Kolejny materiał do wzbogacenia zasobów naszego przyszłego muzeum:

Białczyński pisze:Gigantyczne znaki scytyjskie i sarmackie odkryte przez NASA w Kazachstanie (Rafał Kopko Orlicki)
9 Listopad 2015

Tajemnicze struktury na kazachskim stepie. Mogą liczyć nawet 8 tysięcy lat

NASA opublikowała fotografie przedstawiające tajemnicze struktury, które swoim wyglądem przypominają ogromne figury geometryczne. Obiekty zostały zauważone na polach w Kazachstanie. Jak podaje agencja, mogą one liczyć nawet 8 tysięcy lat i prawdopodobnie są śladem działalności dawnych ludów przemieszczających się przez kazachskie stepy.

Obrazek Foto: NASA via Getty Images / Getty Images

Na zdjęciach satelitarnych widać tajemnicze koła, krzyże i prostokąty. Łącznie naliczono około 260 ogromnych struktur, które zostały zarejestrowane po raz pierwszy przez Google Earth w 2007 roku. Wszystkie widoczne są jedynie z lotu ptaka, dlatego były wcześniej trudne do zaobserwowania – podaje „New York Times”.

Wzory na stepach zajmują olbrzymią powierzchnię i wydają się być celowo utworzonymi strukturami. Największe pole kształtem przypomina duży prostokąt otoczony kopcami, w środku którego znajduje się krzyż. Na uwagę zasługuje również struktura przypominająca trójramienną swastykę.

Obrazek

Z pomocą nowoczesnej technologii udało się określić wiek obiektów. Okazuje się, że najstarsze z nich liczą około 8 tys. lat. Zdaniem kazachskiego archeologa Dmitrija Deya, „obiekty nie były tworzone z myślą o podziwianiu ich z powietrza”. Jak twierdzi naukowiec, zaobserwowane struktury powstawały horyzontalnie, co może wskazywać, że budowniczy śledzili ruchy wschodu słońca.

Badacze nie są na razie w stanie określić po co stworzono tajemnicze kształty, jednak podejrzewają, że jednym z plemion odpowiedzialnym za ich powstanie może być dawny lud Mahandzhar, który zamieszkiwał północny Kazachstan w regionie Turgai. Nomadowie, którzy osiedlili się w tym miejscu mogli zbudować kopce i wały.

Obecnie trwają prace nad wpisaniem tajemniczych struktur do rejestru UNESCO, co pozwoli na ochronę obiektów i kontynuację dalszych prac archeologicznych.

Zobaczcie tajemnicze struktury sfotografowane przez NASA.

(DK)

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/tajemni ... lat/c33sfb

Obrazek


Rafał Kopko Orlicki – ZNAKI SCYTYJSKO – SAARIMACKIE?

Wszystko przyspiesza. Odkrycie za odkryciem, jedna skrywana dotąd tajemnica za kolejną. I tak, sami Amerykanie ujawniają niektóre. Ciekawe, że Rosjanie tego nie zrobili, skoro to tuż obok nich. Kazachstan, to Azaria-stan a wcześniej As-Arja. ‚Stan’, termin od słowiański, czyli ‚sta-an’, od ‚stoi on’, ‚umocowane, ustanowione, postawione, coś nieruchomego – stałego’, z kolei od ‚is-ti’ ; ‚tu – jest’, oznacza dawne państwo. Ta część podlodowcowej Arii jaką dziś jest Kazachstan, była również częścią państwa/stanu ‚Scytio – Sa-Ari – mati/Sarmacji’. Scytia, to właśnie ‚stałość, scalenie, nieruchome ziemie’, czyli państwo! Sarmacja, to oznaczenie istotnego jej obszaru, centrum, kolebki Scytów królewskich. Ich ziemie ciągnęły się od Adriatyku do Bajkalu – Azja. Cały ten stepowy obszar, przemierzali szybko. Po wyschnięciu polodowcowych bagien, był doskonałą, konną autostradą, pełną paszy i wody dla ich pojazdów. Dla mnie, odkryte, rzekome budowle, to znaki pisma, spotykane w Europie; jak trójramienna swastyka, (zapewne głoska ‚Si’ / ‚Ś’ ; światło, jasność), koło (‚O’ / ‚kO’ ; rodzenie), krzyż (‚kRAs/Kris ; moc życia i śmierci, krew), krzyż w kwadracie z czterema trójkątami (‚An’ / ‚On’ / ‚Ał/Ałła’ ; władca, han, wojownik, mąż/mężczyzna, moc w koronie). Nie wiem, jak są te znaki ułożone, i czy tylko są cztery
Mogą byc tak: Si – kO – Ra – An/Ał . Troche podobnie to by brzmiało do naszego ‚skonał’. Może wiec jest to oznaczenie miejsca pochowania władcy? Po cóż tak wielkie, wyraźnie dla kogoś patrzącego z góry? Byłby to pierwszy w historii napis, nie ryte runy, nie pisane, tylko wybudowane! W dodatku prasłowiańskie, BY PRZETRWALY TYSIACE LAT, MIMO ICH PALENIA OGNIEM I MIECZEM. Może dlatego, Rosjanie, którzy sami niszczyli (mongolscy, niemieccy i turko – khazarscy władcy Moskowii oraz Rusi), ślady przedchrześcijańskiej kultury piśmienniczej Rusi, doszli do wniosku, żeby nie ujawniać takiego napisu? To tylko moje spekulacje. Coś w tym jest! Rosjanie już dawno wykonują takie zdjęcia. Lecz ich nie ujawnili. To jednak wolni, amerykańscy naukowcy z kilku uniwersytetów, ujawniają w swoich badaniach pochodzenia języków, że język polski wywodzi się od Arjów, i jego starszeństwo przed językiem rosyjskim i innymi językami słowiańskimi, nie mówiąc o zachodnioeuropejskich czy nawet greckim.

Wielkość znaków potwierdza teksty z Wed, o przybyciu ludzi spoza Ziemi. Z kosmosu. Może była wiec to wskazówka dla naszych ojców z gwiazd, że tutaj pochowano ich wielkiego wysłannika, założyciela Ariów, Scytów, Sarmatów? Pierwszego Lecha? No to Rosjanie by tego na pewno nie chcieli. Tak czytelnego znaku. Bo zaczęłoby się przypominanie Nestora, dziejopisarza staroruskiego, który budowę Moskwy przypisywał Lechitom. Praojcom Słowian. Datowanie tych znakow na 8000 lat, to wręcz wyraźne pokrycie się z bytnością R1a na tych terenach. RKO
https://bialczynski.wordpress.com/2015/ ... o-orlicki/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » poniedziałek 04 kwie 2016, 01:49

Białczyński pisze:Racjonalista.pl: Mariusz Agnosiewicz – Pomorska Troja
3 Kwiecień 2016

Bardzo polecam ten tekst, jako ważną analizę do tematu Bitwy nad rzeką Dołężą. Nie wiem dlaczego autor użył zniemczonej nazwy Tolęża (jeśli już to Tolenza), skoro plemię mieszkające nad tą rzeką i jeziorem nazywało się Dołężanie. Poza tym w pewnym momencie Mariusz Agnosiewicz ulega germanofilskiej narracji i wywodzi Ludy Morza z germańskiej Skandynawii – to takie drobne czepiactwo, ponieważ zdecydowanie w tym artykule plusy przeważają nad słabościami. Bardzo podoba mi się szeroko namalowane tło dotyczące wydobycia bursztynu i cyny oraz produkcji narzędzi, czy broni z brązu, a także handlu zbożem – bez holistycznego podejścia jakie tutaj widać, obecnie ani rusz w rozbiorze takich trudnych zagadek z przeszłości. Pozwolimy sobie jednak na bardziej wizyjne, mniej materialistyczne podejście do tajemniczej Bitwy nad Dołężą, ponieważ ścisły materializm naukowy nie sprawdza się najlepiej, gdy trzeba odwagi w kreowaniu obrazu przeszłości. Postaram się pokazać wam, że można wyciągnąć z tego ważnego odkrycia niemieckich i duńskich archeologów nieco odmienne, znacznie bardziej odważnie prosłowiańskie wnioski niż w tym artykule.
Powody obiektywne nie pozwoliły mi niestety napisać mojego artykułu o Dołęży wcześniej. Musiałem go odłożyć, lecz mam nadzieję, że zabiorę się za dokończenie tego tematu niedługo. Widocznie tak miało być. Praca Mariusza Agnosiewicza ma nieocenioną wartość koncepcyjną, także z punktu wiedzenia tego co sam zamierzałem napisać. Zdradzę tylko, że historię Bitwy nad Dołężą należy zdecydowanie cofnąć wstecz, trzeba ją połączyć z Kulturą Lendzielską jako punktem wyjścia, z Bronocicami, które dowodzą produkcji wozów i rydwanów wśród Prasłowian/Scytów, a także z wyprawą Hetytów przeciw Egiptowi, tak jak to zrobił w tejkście na Onet.pl Waldemar Szczepankiewicz. Tutaj zdradzę tylko tytuł tego co napisałem: Bitwa sprzed 3.300 lat, nad Dołężą na Wenedyjskim Połabiu, częścią „inwazji” Prasłowiańskich Hariów na Euroazję!. CB


Obrazek


Pomorska Troja [1]

Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz

Dołęża (Tollense) http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9989

W magazynie naukowym „Science” ukazał się tekst Slaughter at the bridge: Uncovering a colossal Bronze Age battle, w którym Andrew Curry przedstawia wnioski z badań archeologicznych w dolinie Tollense (Tolęża) na Pomorzu Zachodnim.

W dolinie rzeki Tollense czyli Tolęży [ 1 ] zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od dzisiejszej granicy polsko-niemieckiej, odkryto ślady po wielkiej bitwie sprzed 3300 lat, o której nie tylko nic nie wiedziała historiografia, ale która generalnie nie powinna się tam rozegrać. Zgodnie bowiem z aktualną wiedzą w okresie tym ten region Europy miałby by peryferiami cywilizacji, gdzie żyły sobie luźne i proste społeczności rolnicze. Tymczasem archeologia (molekularna) ujawnia, że w tej części Pomorza ok. 1250 r. p.n.e. mogła się rozegrać największa bitwa starożytności, którą duńska archeolog prof. Helle Vandkilde porównuje do bitwy o Troję.

Tam gdzie należało się spodziewać jedynie drobnych potyczek lokalnych szczepów rolniczych, rozegrała się może największa starożytna bitwa Europy. Badacze przypuszczają, że była to bitwa o skali europejskiej, choć jak dotąd badania DNA zębów poległych, ujawniły materiał genetyczny z Włoch, z Polski oraz ze Skandynawii.

Obrazek Miejsce bitwy pod Tollense

Podkreślmy ten niezwykle ważny fakt: badacze nie ujawnili, że uczestnicy bitwy pochodzili z ziem współczesnej Polski, ujawnili że uczestnicy bitwy nad Tołężą mieli DNA podobne do współczesnych Polaków!

Helle Vandkilde wskazuje, że była to armia tak złożona jak ta opisana w eposie Homera, w bitwie o Troję. Badania tego stanowiska archeologicznego jest jeszcze dalekie do końca, lecz z tego, co ustalono na dziś można przyjąć, że „implikacje będą dramatyczne”, tzn. trzeba będzie ponownie napisać historię Europy tego okresu.

Porównania do Troi nie są tutaj przypadkowe, gdyż w tym okresie historiografia zna tylko jeden konflikt tej skali: półlegendarna bitwa o Troję, która jednak według aktualnie dominujących przekonań odbyła się na terenie dzisiejszej Turcji.

Wykopaliska z bitwy tołęskiej sprzed 3300 lat warto zestawić z wykopaliskami z bitwy grunwaldzkiej sprzed 600 lat, która uważana jest za największą bitwę średniowiecznej Europy, w której udział miało wziąć wedle szacunków między 50-100 tys. wojska, spośród których według szacunków miało polec 10-16 tys. ludzi. Badania archeologiczne na polach grunwaldzkich prowadzi się już ponad pięćdziesiąt lat, lecz jak dotąd odnaleziono jedynie szczątki 200 wojowników, 10 grotów bełtów (pocisków do kuszy), 5 grotów strzał, 1 grot oszczepu, 2 fragmenty broni siecznej, 2 kule działowe, 6 fragmentów rękawic pancernych oraz 2 pociski do procy lub broni ręcznej.

Tymczasem z bitwy nad Tołężą przez kilka lat odkopano 10 tys. kości należących do minimum 130 wojowników, szczątki 5 koni bojowych oraz więcej elementów uzbrojenia. I to wszystko po przekopaniu zaledwie 450 m2, a jak wskazuje archeolog Detlef Jantzen może to stanowić zaledwie 3-4%, góra 10% tego, co zostało jeszcze do odkopania.

Odkrycie to może mieć wielkie znaczenie dla badania naszej historii. Nie tylko dlatego, że wśród trzech wzmiankowanych profili genetycznych jakie odnaleziono wymienia się profil dzisiejszych mieszkańców Polski, ale przede wszystkim dlatego, że w okresie, kiedy rozegrała się bitwa nad Tołężą, ziemie te były pograniczem kultur nordyckich i unietyckiej/łużyckiej, czyli kultury obejmującej dzisiejszą Polskę (Wisła i Odra), wraz z fragmentem wschodnich Niemiec, od Pomorza Zachodniego do Saksonii (chodzi o te części Niemiec, gdzie sięgała później kultura słowiańska), na wschodzie sięgając części Wołynia.

Obrazek Na zielono kultura łużycka

Teoretycznie rzecz biorąc, ziemie polskie — umiejscowione w samym środku Europy, szczególnie zasobne w surowce naturalne i korzystne warunki przyrodnicze – są naturalną areną dla najważniejszych wydarzeń w skali całego kontynentu, a jednak fakt braku niepodległości i suwerenności kraju w okresie rozwoju największych badań archeologicznych, ukształtował historiografię przekonaną, że centrum Europy to peryferie Europy.

Obecnie coraz wyraźniej wyłania się zupełnie nowe spojrzenie.

więcej: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9989
https://bialczynski.wordpress.com/2016/ ... more-57466
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 26 maja 2016, 12:46

Kolejny eksponat do naszego muzeum:

Białczyński pisze:Winicjusz Kossakowski: Złota moneta bita w Wolinie
17 maja 2016

Obrazek

Strażnik Wiedzy (wedy) Sławian Czesław Białczyński, autor monumentalnej pracy, „Mitologia Słowian”, drogą elektroniczną podesłał mi wpis Dragomiry z „Forum na Jawii” tyczący numizmatu opisanego runami z adresem publikacji – mhtml: http://bialczynski.pl/2016/05/17/winicj ... nie/moneta z Ukrainy runami opisana mht

z sugestią, abym spróbował odczytać napisy.

Moneta jest własnością Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Rozpracowaniem monety zajął się naukowiec tego Zakładu dr Adam Degler.

Podaję cytaty: „Identyfikację napisu jako wykonanego w alfabecie runicznym futharku starszym potwierdziło kilku ekspertów”.

Futhark starszy, czy młodszy jest alfabetem rozczytanym.

Czemu zatem owi eksperci nie rozczytali napisów?

Co dało im podstawy do twierdzenia, że jest to moneta germańska?

W czym mają problem?

Wyjaśniają to „odkrycia naukowe” dr Deglera.

Cytat: „
.w legendzie rewersu , w której rozpoznawana wyraźnie część”IOVI” ułatwia identyfikację typu pierwowzoru (monety) natomiast znaczna część mniej udanie naśladuje znaki alfabetu łacińskiego, pisze Adam Degler”.

Końcowe wnioski naukowca z Ossolineum: „Jej (monety) ogromna wartość naukowa polega na tym, że przesuwa ona początki mennictwa germańskiego o dwa wieki wstecz i wiąże je najściślej z Germanami z południowo wschodniego Barbaricum. Dalsze badania nad monetą i technologią jej wykonania pozwolą zapewne lepiej zrozumieć związki pomiędzy Skandynawią a obszarem nadczarnomorskim w III i IV wieku – tłumaczy znaczenie monety dr Degler”.

– Coś z tymi „badaniami naukowymi” jest nie tak.

Dr Degler ustala wraz z gronem mitycznych ekspertów, że to runy germańskie – starszy furthak, a niżej, że to „nieudane naśladownictwo alfabetu łacińskiego” co nie przeszkadza mu w postawieniu końcowego wniosku, że Ukraina – wschodnie Barbaricum w III i IV wieku była zamieszkiwana przez Germanów – w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.

Paweł Szydłowski o takich naukowcach ma wyrobione zdanie i twierdzi, że „szybciej świnia nauczy się czytać niż „nałukowiec” przyzna się do pomyłki”.

Ja takich naukowców postrzegam jako „służbę nauki polskiej polityce niemieckiej”. Oni się nie mylą, oni celowo sieją niemiecką propagandę.

Pan dr Degler najwyraźniej łże, a co gorsze, łże nieudolnie.

W dobie internetu każdy może w googlach wystukać hasło „Furthark starszy” i porównać napisy na monecie z sugerowanym alfabetem.

Czyżby nauka polska tego nie przewidziała?

– Wracając do monety.

Na monecie zwykle są umieszczone:

1) Portret i imię władcy, lub bohatera narodowego.

2) Nazwa państwa.

3) Wartość monety.

4) Rok wybicia.

Z datowaniem na starych monetach może być różnie, chociaż na denarze Mieszka I jest cyfra, runami zapisana – 964.

Ważnym elementem jest również symbolika.

Władcy zazwyczaj siedzą na tronie trzymając w ręku symbole władzy.

Na zachowanej miniaturze król Polski Mieszko II siedzi na tronie w lewym ręku dzierży jabłko królewskie z polskim równoramiennym krzyżem a w prawej laskę z ptakiem. Na głowie rogata korona – pierwowzór polskich rogatywek żołnierskich.

Identyczną laskę trzyma postać na naszej monecie, co sugeruje, że mamy do czynienia z królem polskim.

W czasach przedchrześcijańskich Polska miała inną nazwę, ale zachowała się ciągłość symboliki.

W drugim ręku, wysoka postać z monety, trzyma łuk – co sugeruje, że mamy do czynienia z wojownikiem.

Wielkość króla przedstawiona symbolicznie, przez umieszczenie obok malutkiej postaci.

Na awersie głowa władcy.

Resztę wyjaśnia napis polskimi runami uczyniony.

„Óli Lieciwoz Duż(y) – Óli Leciwy (Stary), Wielki.

Po drugiej stronie , przed twarzą, napis – „Dżigit glrii” – wojownik chwały, a z tyłu głowy napis „Iwiu Wln” – ziemia Wolin i symboliczny Polski Krzyż Solarny taki sam jak na monecie Mieszka I.

W języku staropolskim słowem „ziemia” określano kraj pochodzenia.

Runy świadczą, że monetę wybito w Wolinie przed chrystianizacją Polski. Kronikarze rzymscy, frankońscy a nawet niemiecki Helmold z XII wieku napisał, że Wolin – Julin był największym miastem Europy, zamieszkiwanym nie tylko przez Sławian, ale i przez „mnogie inne ludy”, między innymi przez Greków i Rzymian.

„Mnogie ludy” – mnogie i słowa.

Stąd Dżigit kaukaski – bohaterski i sprawny wojownik, oraz łacińskie gloria – chwała.

Według kronik , rzeka Odra, zwana wówczas Gotalem, była centralną rzeką Polski a Wolin. zwany również Julinem, był jej stolicą. Plemiona były, zgodnie ze słowiańską tradycją, nazywane od świętych rzek nad którymi mieszkali. Goci od Gotalu – Odry. Wandale od Wandalu – Wisły. Od nazwy Gotów wziął również imię ich bóg zwycięstwa Gotal. Nazwa zachowała się u naszych braci Węgrów, chrześcijaństwo przerobiło go na demona morderców – jego imię Wikingowie kuli na swych mieczach.

Część ludności węgierskiej, która nie przyjęła mowy Madziarów, od czasu I wojny światowej nazwała się Słowakami a państwo Słowacją.

W tym miejscu warto przypomnieć uczonym, typu dr Degler, świadectwo cesarza rzymskiego Porfirogenety, że „Germanie (Górmanie – Horwati) mówili po słowiańsku” i zamieszkiwali tereny pomiędzy Renem a Wisłą. Uczonemu najwyraźniej się mylą pojęcia współczesne z historycznymi.

W języku łacińskim słowo Germanus oznacza brata. Jedni dowodzą, że tak nazwali nas Etruskowie, piszący naszym alfabetem i po słowiańsku. Inni natomiast kojarzą nazwę z Pompiliuszem – Popielem zrodzonym z siostry cesarza rzymskiego.

W moim pojęciu najbliższe prawdy jest pomylenie podobnie brzmiących słów przez Rzymian. Herodot, na swej mapie, nazwał nas Scythią.

Alfabet łaciński jest mocno spaczoną kopią pisma Etrusków, dowodzi to, że Rzymianie nie znali tajemnicy tworzenia i czytania run słowiańskich. Alfabet etruski niektóre runy pisze w innym ustawieniu. Po niewielkiej korekcie „naukowego alfabetu etruskiego” napisy Etrusków czytają się w języku słowiańskim, zbliżonym do języka serbsko – chorwackiego.

Dziwi mnie nieco, że naukowiec zatrudniony w Narodowym Instytucie im. Ossolińskich udaje, że nie ma o tym zielonego pojęcia. W zbiorach biblioteki Instytutu jest praca „Polskie Runy Przemówiły”.

Warto wyjaśnić znaczenie zapomnianego już słowa Jawia.

Według WED słowiańskich świat porównywano do Drzewa Życia. Koronę drzewa stanowił duchowy świat bogów – niebo widziane za dnia, nazwany PRAWIĄ. Pniem owego drzewa był świat materialny na którym żyjemy, nazwany JAWIĄ . Korzeniami dającymi początek światu było niebo widziane nocą, zwane NAWIĄ.

Zatem JAWIA to ziemia. Jeszcze w I RP używano nazw, Ziemia Mazowiecka, Ziemia Podlaska itp, stąd nazwa JAWIA rozumiana jako – Ziemia Wolin.

Treść napisu

Óli Leciwy (Stary) – Wielki

Ziemia Wolin

Wojownik Chwały



Napis „Dżigit glorii – wojownik chwały”, zapisany makaronizmami z dwóch języków, jednak w gramatyce polskiej.

Imię Óli kojarzę z polskim skrótem Olek – Aleksander.

Niżej podaję cały artykuł z „Forum na Jawii” na podstawie którego wykonałem to opracowanie.

http://forum.jawia.pl/thread-78.html

Najstarsza na świecie moneta z runicznym napisem znalazła się w zbiorach Ossolineum. Wybity najpewniej na terenie dzisiejszej Ukrainy złoty numizmat był naśladownictwem rzymskiego aureusa Aleksandra Sewera.

Obrazek

Awers i rewers wyjątkowej imitacji. Runiczny napis znajduje się na awersie z lewej strony. Fot. Andrzej Niedźwiecki, Ossolineum

– Historia z tą monetą to prawdziwa przygoda numizmatyczna. Oglądało ją wielu specjalistów, ale – jakby pod magicznym zaklęciem – nikt nie zauważył, że to runy
– opowiada dr Adam Degler z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu.

Ossolineum kupiło monetę na 58. Aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego w listopadzie 2014 roku. Była tam wystawiona jako indyjskie naśladownictwo rzymskiego aureusa z I wieku n.e., a widoczne litery identyfikowano po prostu jako imitację napisu. W oczy rzucał się otwór przy brzegu monety.

Okazało się jednak, że była to imitacja gocka, wykonana w obrębie kultury czerniachowskiej, najpewniej gdzieś na terenie Ukrainy. W dodatku w trakcie bliższych oględzin Adam Degler nabrał podejrzeń, że jeden z napisów składa się z germańskich runów. Identyfikację napisu, jako wykonanego w alfabecie runicznym, futharku starszym, potwierdziło kilku ekspertów. Co istotne, znaki nie są wyryte na monecie, ale są elementem jej kompozycji umieszczonym przez twórcę już na matrycy, z której wybito numizmat.
Adam Degler ustalił również, że wzorem dla gockiej monety był dość rzadki typ aureusa Aleksandra Sewera bity w 228-231 r. n.e. W ocenie badacza imitacja powstała prawdopodobnie w latach 271-332, co czyni ją najstarszym takim zabytkiem z napisem runicznym. Dotąd prymat dzierżyły skandynawskie brakteaty z V w.

Niestety, nie udało się ustalić pochodzenia monety. Nic jednak nie wskazuje na to, aby była falsyfikatem. Prawdziwość potwierdza już to, że wystawiono ją na aukcji jako indyjską imitację z ceną wywoławczą 2400 zł, podczas gdy sprzedanie jej jako monety z runami przyniosłoby potencjalnemu oszustowi zdecydowanie większy zysk.

Autentyczność zabytku potwierdzają również badania mikroskopowe powierzchni. Obserwacje odpowiadają innym wschodniogermańskim imitacjom rzymskich monet, a w zagłębieniach wciąż były widoczne trudne do usunięcia zabrudzenia.

Obrazek Zbliżenie na napis, który należy czytać od prawej strony. Fot. Andrzej Niedźwiecki, Ossolineum

Oględziny ujawniły także ślady we wnętrzu otworu świadczące, że zabytek długo noszono jako wisior. Przerabianie monet w wisiory poprzez zrobienie w nich otworów było szczególnie popularne wśród Gotów pod koniec III w. n.e. Wydaje się też, że wykonywanie przez nich imitacji monet należy raczej traktować jako produkcję ozdób niż emisję pieniądza.
Moneta waży 6,3 g i ma 22 mm średnicy. Wykonano ją ze stopu, który w 75 proc. składa się ze złota, a w ponad 20 proc. ze srebra.
Przedstawienia oraz część napisów skopiowano z rzymskiego oryginału, choć niezbyt dokładnie i w dodatku w lustrzanym odbiciu. „Stopień zbarbaryzowania nie jest bardzo duży. Barbaryzacja objawia się przede wszystkim w szczegółach wizerunków: kształcie oka, szyi, a zwłaszcza kształcie wstążek wieńca laurowego na awersie; proporcjach postaci Jowisza, błędnym odwzorowaniu wiązki błyskawic, fałd płaszcza i ramienia małego cesarza oraz w legendzie rewersu, w której rozpoznawalna wyraźnie część „IOVI
” ułatwiła identyfikację typu pierwowzoru, natomiast dalsza część znacznie mniej udanie naśladuje znaki alfabetu łacińskiego” – pisze Adam Degler.

Oględziny monety sugerują, że jej produkcja zaczęła się od modelu, który był najwyraźniej wyrzeźbiony w miękkim tworzywie, być może drewnie. Następnie twórca odbił go w glinie, wykonał matryce i w końcu za ich pomocą wybił monetę.

Runiczny napis składa się z ośmiu znaków. Jego początek jest trudny do odcyfrowania w sposób nie budzący wątpliwości. Kłopotów nie sprawia tylko końcówka brzmiąca „stis”. Znaczenie napisu nie jest znane, ale najwyraźniej był on ważny dla osoby noszącej monetę, co sugeruje chociażby sposób zawieszenia numizmatu na szyi. Widoczna na awersie twarz była zwrócona w dół, ale za to napis był widoczny „w linii” (choć trzeba było go czytać od prawej ze względu na efekt lustrzanego odbicia).
„Jej ogromna wartość naukowa polega na tym, że przesuwa ona początki mennictwa germańskiego o dwa wieki wstecz i wiąże je najściślej z Germanami z południowo-wschodniego Barbaricum. Dalsze badania nad monetą i technologią jej wykonania pozwolą zapewne lepiej zrozumieć związki między Skandynawią, a obszarem nadczarnomorskim w III–IV w.” – tłumaczy znaczenie monety dr Degler.

Wyjątkowy numizmat jest jedną z 302 monet opisanych w wydanej właśnie szóstej części „Katalogu starożytnych monet w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich”. Pierwsza część ukazała się trzydzieści lat temu, a piąta przed dwunastoma laty; całość była opracowana przez kustosz Gabrielę Sukiennik i obejmowała okres Republiki Rzymskiej i Cesarstwa Rzymskiego do panowania Kommodusa.

Najnowsza część katalogu nosi podtytuł „Monety Cesarstwa Rzymskiego. Pertynaks–Aleksander Sewer” i obejmuje lata 193–235 po Chrystusie. Jej autorem jest Adam Degler. Zaprezentowano w nim monety bite w mennicach oficjalnych w Rzymie i w Azji Mniejszej, monety nieoficjalne i naśladowcze, które bito poza tymi mennicami, oraz monety nowożytne w typie seweriańskim.

Obrazek

Szczególnie interesujące są egzemplarze nieoficjalne: hybrydy, czyli monety bite stemplami z różnych czasów; subaeraty, czyli starożytne fałszerstwa wykonywane przez pokrywanie rdzenia miedzianego cienką warstewką srebra; monety ze stopów metali nieszlachetnych, które dzięki zawartości cyny i ołowiu w stopie imitowały gorszej jakości srebro, a wreszcie barbarzyńskie naśladownictwa monet rzymskich.

Po raz pierwszy katalog ukazuje się z kolorowymi ilustracjami. „To ważne szczególnie dla tych Czytelników, którzy nie mają na co dzień do czynienia z monetami antycznymi. Złoto, srebro, mosiądz, miedź, wszelkie odcienie patyny monet ze zbiorów dziewiętnastowiecznych, a także pisane tuszem lwowskie numery inwentarzowe – czarno-białe ilustracje nie mogły dać pełnej wiedzy o wyglądzie eksponatów.”

Adam Degler, East Germanic imitation of an aureus of Severus Alexander with runic legend: the newest acquisition to the collection of ancient coins in the Ossolineum, Wiadomości Numizmatyczne, R. LIX, 2015, z. 1–2 (199–200) Polish Numismatic News IX (2015)

http://archeowiesci.pl/2016/01/28/zlota-
-cesarzem/
http://bialczynski.pl/2016/05/17/winicj ... more-58310
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15575
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 827
Podziękował: 29127 razy
Otrzymał podziękowanie: 23435 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 04 cze 2016, 17:23

Niezwykłe odkrycie w Mołtowie koło Gościna. Artefakty na dzikim wysypisku

Obrazek Alicja Wirwicka - Dziennikarka Onetu

To może być historyczne odkrycie. W Mołtowie koło Gościna (Zachodniopomorskie) przypadkowy poszukiwacz natknął się na artefakty sprzed kilku tysięcy lat. Cenne przedmioty zostały ukryte przez Niemców w czasach II wojny światowej podczas ewakuacji zasobów z ówczesnego szczecińskiego muzeum.

W niewielkiej wsi Mołtowo koło Gościna od zeszłego tygodnia panuje atmosfera podekscytowania. Mieszkańcy mówią o znalezionym na dzikim wysypisku skarbie. A wszystko to za sprawą amatora poszukiwań, który trafił na kilka niezwykłych przedmiotów. Srebrne monety, które znalazł mężczyzna, pochodzą sprzed kilkuset lat.

Wszystkie miały numery ewidencyjne, więc poszukiwacz postanowił zanieść je do muzeum w Koszalinie. Szybko okazało się, że sygnatura wskazuje na przedwojenne muzeum szczecińskie, a artefakty zostały z niego wywiezione w czasie II wojny światowej.

– Udało się odnaleźć listy ewakuacyjne z ówczesnego szczecińskiego muzeum – mówi podkom. dr Marek Łuczak, policjant z referatu ds. przeciwdziałania przestępstwom przeciwko zabytkom i dziedzictwu narodowemu – I potwierdziło się, że faktycznie w trakcie wojny chcąc uchronić artefakty, przeniesiono do Mołtowa cześć zbiorów muzeum. Udaliśmy się tam w piątek. We wskazanym miejscu znaleźliśmy jeszcze kilka przedmiotów, w tym jedną fibulę, czyli zapinkę z V wieku naszej ery – dodaje.

Przez weekend niezwykłe odkrycie musiało poczekać na archeologów, którzy na miejsce przyjechali w poniedziałek. Do tego czasu zabytków pilnowały patrole straży gminnej i policji oraz strażacy. – Na miejscu cały czas pracują archeolodzy z Muzeum Narodowego w Szczecinie, trwają oględziny oraz inwentaryzacja znaleziska – mówi Daniel Źródlewski, rzecznik Muzeum Narodowego w Szczecinie. Wszystkie działania odbywają się pod nadzorem policji oraz wojewódzkiego konserwatora zabytków – dodaje.

Według najnowszych informacji archeologom udało się odnaleźć już około stu srebrnych monet i kilkadziesiąt niewielkich przedmiotów, jak m.in. wspomniane zapinki, które mogą mieć nawet kilka tysięcy lat. – Tego znaleziska nie da się wycenić – mówi podkom. Łuczak. – Przedmioty archeologiczne są wyłączone z obrotu handlowego. Jednak pod względem historycznym jest znalezisko cenne. Są to przedmioty pochodzące m.in. z wędrówek ludów, czyli niezwykłe znalezisko jak na nasz teren – dodaje.

To, jak cennym odkryciem jest odnalezienie zbiorów, potwierdza również rzecznik Muzeum Narodowego w Szczecinie. – Odnalezienie muzealnego skarbu w Mołtowie to kolejne ważne wydarzenie w powojennej historii Muzeum Narodowego w Szczecinie – mówi Daniel Źródlewski. – Z zasobów dawnego muzeum w Szczecinie udaje się nam odzyskać kolejne eksponaty. Do naszych zasobów wrócił już "Bursztynowy niedźwiadek", czy znana szczecinianom rzeźba Johanna Gottfrieda Schadowa przedstawiająca Fryderyka II Wielkiego – dodaje.

Wciąż nie wiadomo jednak, jak cenne przedmioty znalazły się dzikim wysypisku w Mołtowie. Wiadomo, że część zasobów niemieckiego Muzeum Miejskiego w Szczecinie w obawie przed nalotami w trakcie II wojny światowej została ewakuowana do pałacu w Mołtowie, gdzie zabezpieczano muzealia. Zgodnie ze spisami inwentarzowymi muzeum do Mołtowa mogły trafić zabytki archeologiczne, numizmatyczne oraz część bogatego księgozbioru. – Być może znajdują się tam także zabytki sztuki średniowiecznej – mówi Źródlewski.

Zobaczcie, jak przebiegają prace archeologiczne prowadzone w miejscowości Mołtowo.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

http://wiadomosci.onet.pl/szczecin/niez ... sku/vg382g
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15575
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 827
Podziękował: 29127 razy
Otrzymał podziękowanie: 23435 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 04 cze 2016, 17:25


https://www.youtube.com/watch?v=eeTJrQsvFE4

Opublikowany 12.04.2016

Bursztynowa komnata, złoty pociąg, a może nawet doczesne szczątki błogosławionej Doroty. To wszystko może znajdować się w tajemniczym tunelu odkrytym przez eksploratorów z KSSK Gward u stóp Gdaniska. Z kamerą byliśmy na miejscu sensacyjnego znaleziska. To może być odkrycie na miarę Biskupina albo Ostrowa Lednickiego. O tajemniczym tunelu pod kwidzyńskim zamkiem od dawna krążyły legendy. Teraz, dzięki odkryciu Andrzeja Zdunowicza i kolegów, jego istnienie zostało potwierdzone. Pozostaje tylko pytanie, co tunel ów skrywa. Gwałtowny zawał sklepienia uniemożliwił dalszą eksplorację, a odkrywcy tunelu uszli z życiem tylko dzięki szybkiej interwencji straży pożarnej. Na odpowiedź na pytanie, jakie skarby skrywa jego wnętrze, trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale pewne przesłanki wskazują na dwie możliwości. Tunel może być reliktem legendarnego przejścia pod dnem Wisły do zamku w Gniewie. Druga, znacznie bardziej nęcąca możliwość, to umieszczenie w nim celi błogosławionej Doroty, w której dokonała żywota i w której znajdują się jej doczesne szczątki. To właśnie byłaby sensacja archeologiczna na skalę światową. Poszukiwania celi kwidzyńskiej rekluzy prowadzono już w przeszłości, ale bez powodzenia. W ich efekcie odkryto tylko pochówki 3 mistrzów Zakonu Krzyżackiego, miejsce wiecznego spoczynku i męczeńskiej śmierci Doroty są nadal nieznane. Teraz, dzięki odkryciu eksploratorów Andrzeja Zdunowskiego oraz przytomności kwidzyńskich strażaków, ponownie otwiera się szansa na odnalezienie Doroty. Szczegóły w załączonym materiale.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15575
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 827
Podziękował: 29127 razy
Otrzymał podziękowanie: 23435 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 04 cze 2016, 17:26

Odkrycie koło Kłodzka
Opublikowane przez wds dnia śr., 06/01/2016

Obrazek

W pobliżu Kłodzka na Dolnym Śląsku, podczas budowy obwodnicy autostradowej, wykopano szczątki dwóch osad ludzkich. Prace odkrywkowe odsłoniły ślady powstałej w kulturze przeworskiej wioski rolniczej, datowanej na III–IV wiek naszej ery, oraz osady łużyckiej z IX wieku przed narodzeniem Chrystusa.

Standardowo przed rozpoczęciem prac ziemnych związanych z budową obwodnicy archeolodzy zbadali teren i właśnie wtedy natrafiono na te interesujące znaleziska.

Największe zainteresowanie archeologów wzbudziła dosyć gęsto zaludniona osada przeworska, zbudowana na palach. Ich ślady do dzisiejszego dnia widoczne są w ziemi. Licznie zamieszkała osada o charakterze otwartym sięgała aż do znajdującego się w pobliżu lasu, natomiast wykopaliska świadczą o tym, że jej mieszkańcy zajmowali się głównie rolnictwem.

Wykonane prace odkrywkowe pozwoliły na znalezienie cennych z punktu widzenia archeologicznego przedmiotów codziennego użytku. Są to między innymi fragmenty ceramiki, czerpaków oraz dzbanów czy też talerzy. Wiele spośród nich mimo upływu wieków zostało zachowanych w doskonałym stanie. Wydobyty talerz z okresu rzymskiego świadczy o tym, że już wtedy prowadzono wymianę handlową z Rzymem. Odnaleziono również fragmenty żelaznych okuć niezbędnych do narzędzi rolniczych.

Wszystkie zabezpieczone przedmioty trafią do muzeum w Kłodzku, gdzie zostaną starannie zabezpieczone, potem poddane pracom konserwatorskim, następnie zaś zostanie zorganizowana specjalna wystawa.

źródło: http://online.pl/381-odkrycie-kolo-klodzka
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15575
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 827
Podziękował: 29127 razy
Otrzymał podziękowanie: 23435 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 04 cze 2016, 17:28

Odkrycia archeologiczne w Warzymicach

Na początku marca przy ulicy Turkusowej w Warzymicach doszło do dwóch ważnych odkryć archeologicznych. Przy głównej drodze, vis-a-vis gminnych działek budowlanych odkryto relikty osady wczesnosłowiańskiej. Kilka metrów wcześniej natknięto się na fragmenty chaty neolitycznej która może pochodzić nawet sprzed 5000 lat. Na miejscu prowadzone są dalsze badania mające na celu dokładne określenie ich wieku.

Obrazek

Obrazek

Drugiego lutego w trakcie okolicznego spaceru odkryłem na skraju pola przy drodze w świeżo przeoranych bruzdach ciemne warstwy zawierające kamienie oraz ceramikę naczyniową - mówi archeolog Marcin Dziewianowski, mieszkaniec Przecławia. Okazuje się że jest to osada pierwszych Słowian z okolic VII wieku. 100 lat później założono tu osadę. W tym miejscu była jedna chata.

Kilka metrów wcześniej natknięto się na jeszcze starsze szczątki - fragmenty domostwa z neolitu. Na początku nie wiadomo było jaka to jest kultura – mówi M. Dziewianowski. W poszukiwaniach dokładnych okazało się że mamy do czynienia z kulturą hawelańską z przedziału od 3200 do 2800 p.n.e. Już po odsłonięciu stropu w obrębie pola już było wiadomo, że mamy tutaj coś fajnego. Jest tutaj krąg kamienny, w obrębie potłuczone naczynia.

Obrazek

Na potrzeby dalszych badań zabezpieczono kilkaset kawałków ceramiki, które będą poddane dalszym badaniom. Zdaniem archeologów jest to wyjątkowe odkrycie, które dowodzi że na terenie Pomorza Zachodniego już wtedy było rozwinięte osadnictwo.

Pan Marcin Dziewianowski, który jest doktorantem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, zdążył już zrekonstruować kilka naczyń z warzymickiego odkrycia. Obecnie pisze książkę o historii zagospodarowania gminy Kołbaskowo w okresach od późnego Paleolitu do XVII wieku naszej ery. Ślady różnych kultur są obecnie praktycznie w każdej z naszych miejscowości.

http://www.przeclaw24.pl/tu-mieszkamy/n ... icach.html
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 05 cze 2016, 21:58

Za >Przebiśnieg'iem< z innego tematu: viewtopic.php?f=22&t=205&start=50#p52756

Ewa Gorczyca pisze:Cztery miecze z brązu znalezione pod Jasłem. Sensacyjne odkrycie archeologiczne
1 czerwca 2016

Obrazek

Cztery miecze z brązu znaleźli mieszkańcy Jasła. O odkryciu opowiedziano dzisiaj na konferencji prasowej zorganizowanej w Karpackiej Troi.

Dwaj młodzi mieszkańcy Jasła dokonali odkrycia przypadkowo. Na leśnej drodze natknęli się na wystający z ziemi przedmiot, który okazał się zdobioną głowicą miecza. Była to część skarbu, który znaleźli, bo okazało się, że w tym samym miejscu zostały zakopane cztery miecze z brązu. Archeolodzy datują je na lata pomiędzy 1200, a 1050 p.n.e. Skarb przynieśli do skansenu Karpacka Troja w Trzcinicy. To wyjątkowe znalezisko na ziemiach polskich. Więcej informacji wkrótce.
http://www.nowiny24.pl/wiadomosci/jaslo ... ,10058636/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » piątek 10 cze 2016, 23:46

Choć to doniesienia z Ukrainy to myślę, że tu pasuje wszak owe tereny onczas były nesze wspólne:

Białczyński pisze:Świątynia sprzed 6000 lat w Nebieliwce na Ukrainie.
10 czerwca 2016

Grupa archeologów ukraińskich pod kierunkiem doktora Mykhaiło Widejki z Kijowskiego Instytutu Archeologii odkryła pozostałości po liczącej około 6000 lat świątyni zbudowanej przez przedstawicieli Kultury Tripoije/Trypolskiej, w pobliżu współczesnej osady Nebieliwka.

Obrazek

W regionie Kirowgradzkim w obwodzie Nebieliwka odkryto świątynię sprzed ponad 6000 lat zbudowaną przez przedstawicieli kultury trypolskiej (Tripolije) zdjęcie Natalija Burdo / Mykhaiło Widejko.

_______________________________________________________________________________________________

Kultura trypolska wzięła swą nazwę od miejscowości Tripolije w regionie Kijowskim na Ukrainie. Pierwsze artefakty tej starożytnej kultury odkryto w 1896 roku.

Wykopaliska wskazują, że Trypolczycy żyli od około 5400 do 2700 p.n.e., na rozległym obszarze rozciągającym się od Pogórza Karpackiego, aż do rzeki Dniepr na wchodzie, i do wybrzeża Morza Czarnego na południu.

Kulturę tę charakteryzuje zaawansowane rolnictwo, hutnictwo metali, ceramika, wyrafinowana architektura i wysoki stopień organizacji społecznej, w tym budowa pierwszych miast na terenie Europy.
Czy waszym zdaniem to wszystko co znajdujemy w opisie kultury trypolskiej jest charakterystyczne dla barbarzyńców i nomadów, ludów koczowniczych – jak opisuje się w historii mieszkańców tych regionów aż do VI wieku n.e.?

Obrazek Duży garnek i miseczki znaleziono wewnątrz południowej sali świątyni. Foto: Natalija Burdo / Mychajło Widejko.

Społeczeństwo Trypolija było matriarchalne, z wysoką pozycją kobiet. Wykonywały one prace w gospodarstwie domowym, prace rolne i produkowały ceramikę, tekstylia i odzież. Myślistwo, hodowla zwierząt domowych i wytwarzanie narzędzi były obowiązki mężczyzn.

Najbardziej zauważalnym aspektem tej kultury było okresowe opuszczanie zbudowanych osiedli, z których każde funkcjonowało mniej więcej od 60 do 80 lat.

Niektóre z osiedli były wielokrotnie przebudowywane nawarstwiając się na wcześniejszych poziomach zabudowy i zachowując kształt oraz orientację starszych budynków. Nie jest to nic niezwykłego. Podobną ciągłość warstw zabudowy można obserwować na przykład w o wiele młodszych ruinach Troji-Ilionu-Wiljonu (Widłuży).

Opuszczane osiedla często palono. Cel owego spalania jest przedmiotem nierozstrzygniętych od lat dyskusji wśród naukowców.

Obrazek Fragmenty humanoidalnych figurek znalezione wewnątrz świątyni. Foto: Natalija Burdo / Mykhaiło Widejko.



Pozostałości jednego z największych wypalonych budynków Trypolian jakie kiedykolwiek znaleziono zostały odkryte podczas ostatnich wykopalisk w Nebiliewce pod Kirowgrodem. Budynek ten jest jednoznacznie interpretowany jako ogromna świątynia, pochodząca z 4000 roku p.n.e..

„Świątynia była budynkiem dwukondygnacyjnym z drewna i gliny otoczonym galeriami dziedzińca, pięć pomieszczeń znajdowało się na pierwszym piętrze. Natomiast ołtarze wykonane z gliny znajdowały się na parterze,” powiedział dr Widejko, który jest współautorem pracy opublikowanej w „Journal of Archaeology neolit”.

„Wszystkie artefakty i wystarczająco dużo dowodów, wskazują że można określić ten budynek jako centralną świątynię całej okolicznej społeczności„.

Obrazek Medaliony z gliny, złote wisiorki i kości znaleziono wewnątrz świątyni. Foto: Natalija Burdo / Mychajło Widejko.

„Wybudowanie tej świątyni wymagało zaangażowania sił równych wybudowaniu kilkudziesięciu zwykłych domów. Jej plan i niektóre cechy strukturalne znajdują analogie w świątyniach od 5 -. 4-tego tysiąclecia p.n.e. znanych z wykopalisk w Anatolii i Mezopotamii ” – tamte również były budowane z gliny. Została ona wykonana z miejscowych materiałów przez miejscową ludność.

Świątynia była gigantyczna, miała około 60 metrów długości i 21 metrów szerokości i była zorientowana w kierunku wschód-zachód.

Wewnątrz świątyni, dr Widejko i jego współpracownicy odkryli szczątki ośmiu platform z gliny, które mogły być używane jako ołtarze i dwa kosze z kamieniami w środku.

Obrazek Rekonstrukcja świątyni i plan parteru oraz pierwszego piętra: 1-7, 11 – gliniane platformy/ołtarze; 8-9 – gliniane pojemniki; 10 – gliniana podłoga; 12 – podium; 13-16 – zbiorniki magazynowe; 17-21 – progi; 22 – gliniany łuk; 23 – malowana gliniana podłoga; 24 – gliniane ściany platform. Foto; Natalija Burdo / Mykhaiło Widejko.

„Wzdłuż malowanej powierzchni ołtarzy znajdują się ryte w glinie dekoracje, które są dobrze znane z wykopalisk w Wołodymyriwce, Majdanetskije i innych trypolskich odkrywkach w regionie, a także z ceramiki znajdowanej w budynkach mieszkalnych”, powiedzieli archeolodzy.

„Podczas poszukiwań, odkryliśmy kilka ciekawych szczegółów wnętrza. – Progi platform z gliny, kosze na medaliony, podium, zbiorniki, zdobienia podłogi oraz ścian”

„Głównym materiałem konstrukcyjnym była glina z różnymi rodzajami domieszek. Platformy z gliny i podium zostały stworzone przy użyciu gliny mieszanej z glebą gliniastą. ”

Obrazek Gliniany model domu mieszkalnego Trypolian (Trypol BII, około 4000-3900 p.n.e.). Foto: Natalija Burdo / Mychajło Widejko.
„Widać, że platformy, progi, podłogi i pojemniki gliniane zostały naprawione w okresie, gdy struktura jeszcze istniała.”

„Nie mamy bezpośrednich dowodów jak zbudowany był dach. Jest możliwe, że wyglądał tak jak w modelach glinianych domów z okolic grupy Nebieliwka. Łukowe wejście, prawdopodobnie z ozdobami szczytu w kształcie rogów krowy/byka/tura nad przyczółkiem wejściowym”

Żetony/medaliony/monety z gliny, fragmenty humanoidalnych figurek, ceramikę, wisiorki złote i kości znaleziono w samej świątyni.

Wyniki badań archeologicznych 2012-13 roku w Nebieliwce zostały opublikowane online w czasopiśmie Starożytności i czasopismie Tyragetia (w języku rosyjskim).

____________________

John Chapman et al. 2014. Architectural differentiation on a Trypillia mega-site: preliminary report on the excavation of a mega-structure at Nebelivka, Ukraine. Journal of Neolithic Archaeology 16, 135 – 156; doi: 10.12766/jna.2014.4

John Chapman et al. 2014. The planning of the earliest European proto-towns: a new geophysical plan of the Trypillia mega-site of Nebelivka, Kirovograd Domain, Ukraine. Antiquity, vol. 88, no. 339

Mykhailo Videiko et al. 2013. Investigations of a mega-structure at the Trypillian culture settlement near Nebelivka in 2012 (in Russian). Tyragetia, vol. VII [XXII], no. 1
http://bialczynski.pl/2016/06/10/swiaty ... more-59903
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 07 lip 2016, 14:55

Bardzo fajnie i ciekawie pan Białczyński rozprawia się z tzw. naukowcami:

Białczyński pisze:NaukawPolsce.pap.pl; Nowości o Górze Zyndrama w Maszkowicach – kamienny obwar sprzed 3500 lat.
6 lipca 2016

Obrazek
MASZKOWICE – GÓRA ZYNDRAMA – TEREN BADAŃ MIASTA sprzed 1.500 p.n.e.

Wiemy coraz więcej o twórcach najstarszego kamiennego muru w Polsce

PAP – 03.07.2016

Unikalny, kamienny mur, który ponad 3,5 tys. lat temu chronił mieszkańców osady przybyłych ze strefy Morza Śródziemnego, odsłania kolejne tajemnice przed naukowcami pracującymi w Maszkowicach (woj. małopolskie). Ku ich zaskoczeniu, życie w obrębie muru niewiele różniło się od tego, jakie prowadzono w innych okolicznych osadach.

Najstarszy przykład kamiennego muru w dziejach budownictwa na ziemiach polskich, o ponad 2,5 tysiąca lat starszy od zabytków architektury romańskiej, odkryli w Maszkowicach na Górze Zyndrama badacze z Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2015 roku. Takiego znaleziska nikt się nie spodziewał, choć archeolodzy badają to miejsce od pocz. XX wieku.

Tymczasem w zeszłym roku archeolodzy odsłonili duży fragment monumentalnego, kamiennego muru, który osłaniał półhektarową osadę ponad 3,5 tys. lat temu.

Zamiast napisać, że odkryto osadę – czyli miasto otoczone kamiennym murem sprzed 3.500 lat między Krakowem a Nowym Sączem, czyli w Maszkowicach, komentator z „Polskiej Agencji Prasowej” wybija na pierwszy plan informację wyssaną z palca, że chodzi wyłącznie o mur, a nie o osadę otoczoną murem, murem z bramą wjazdową, czyli o starożytne miasto na szczycie wzgórza zwanego Górą Zyndrama, które jest starsze od Rzymu o jakieś 500 lat lekko licząc. Po drugie pisze drugą wyssaną z palca wiadomość, że zbudowali go „Przybysze znad Morza Śródziemnego”. A skąd to wiadomo kochany Panie redaktorze z PAP, że nie było odwrotnie, że to nie Ludzie z Gór, z Haratu Harpackiego (B-Haratu – jak to określili starożytni Hindusi w Wedach) zbudowali podobne obwarowanie na wyspie Istria i na Minos, tworząc kreteńską cywilizację minojską, oraz podbijając kolejne ziemie na południu Europy w Makodewie (Macedonii), Dracji/Tracji, Gątii/Getii/Gotii, Lachaji/Achaji/Achijawie, w Azji Mniejszej: Kąpo-Dachii/Kapadocji, Karopanii/Karii, Lędji/Lidii, Bytynii/Bitynii, Orzawie, Hettyti, Syrej Ziemi (Scytopolis), Egipcie (Awaris), budując później Persję, a następnie wkraczając do Indii, jako ich przewodnia kasta – dawcy Mitów, wierzeń i kultury – Kszatrijowie = Bramini.

PAPie Kochany, złap że się PAP za tę głupią głowę i zanurz ją na długo w wodzie z lodem, żebyś PAP doszedł do jakiejś przytomności umysłu i nie chrzanił nigdy więcej takich głupot. Brakuje tylko tego żeby napisali, że to miasto pod Sączem zbudowały Zielone Ludziki z Marsa, lub od Putina. Ręce człowiekowi opadają, jakie my mamy media publiczne i prywatne, a także jaką mamy „Polską” Agencję Prasową.

CB


http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/ ... olsce.html

„Skonsultowaliśmy wyniki naszych badań z szerokim gronem naukowców z całej Europy. Okazało się, że brak jest podobnych struktur z terenu Niemiec, Rumunii lub Węgier z tego okresu” – wyjaśnia w rozmowie z PAP dr hab. Marcin S. Przybyła z Instytutu Archeologii UJ w Krakowie. – „Najbliższe podobieństwa w rozwiązaniach architektonicznych wskazać można w osadzie położonej na półwyspie Istria w północnej Chorwacji” – dodaje.

[Komentuję na bieżąco ponieważ skala bezmyślności oraz wąskomyślenia wewnątrzdyscyplinarnego np. archeologów, którzy nie sięgają do nauki jaką jest historia, nie powiem już żeby im przyszło do głowy sięgnąć do genetyki, po prostu przeraża! Polscy naukowcy musieli się konsultować z tzw. Europą w sprawie swojego odkrycia, a ta Europa to przede wszystkim NIEMCY, a na doczepkę – nie wiem po co – Rumunia i Węgry! Chyba jako listek figowy dla konsultacji niemieckich. Panu archeologowi z Krakowa nie przychodzi do głowy prosty związek etniczny Chorwatów i Białych Chorwatów czyli Harów-Horoli-Górali Harpackich. Nie przychodzi mu do głowy pokrewieństwo językowe określenia B-Harat i Hara- Harpaty, pokrewieństwo genealogiczne i antropologiczne między mieszkancami południowej Polski i Chorwacji. Nie przychodzi mu myśl by sięgnąć do nauki historii, która od 100 lat mówi o tym, że z Naddunajskiej Europy około 1600- 1500 p.n.e. wyszły ludy, które wprowadziły w świecie brąz i przy pomocy broni z brązu oraz rydwanów (znanych z Wazy w Bronocicach – z okresu jeszcze o kilka tysięcy lat wcześniejszego, około 3600 p.n.e.) podbiły cywilizacyjnie, kulturowo i administracyjnie Południową Europę na lekko licząc 800 lat przed zaistnieniem Romy i Grecji Starożytnej?

Przecież wystarczyłoby sięgnąć do Wikipedii żeby zacząć logicznie myśleć. Cytuję o tej wazie z Wiki, żeby nie było, że to Turbo-Słowianin Białczyński coś tutaj wykombinował:



Ornament przedstawia symbolicznie kluczowe elementy prehistorycznego środowiska przetworzonego przez człowieka. Najważniejszą częścią dekoracji jest 5 szczątkowych wizerunków przypominających wóz. Przedstawiają one czterokołowy pojazd z dyszlem dla zwierząt pociągowych. Linie łączące koła prawdopodobnie reprezentują osie. Koło pośrodku być może symbolizuje pojemnik na zbiory.

Inne rysunki przedstawiają drzewo, rzekę oraz schemat, który może symbolizować pole z krzyżującymi się drogami/rowami lub plan wioski.

Wizerunek na wazie jest najstarszym znanym wyobrażeniem pojazdu kołowego na świecie. Dowodzi, że pojazdy kołowe były znane w Europie Środkowej już w IV tysiącleciu p.n.e. Ciągnęły je prawdopodobnie tury[potrzebny przypis] (szczątki tych zwierząt znaleziono razem z wazą). Rogi zwierząt z Bronocic miały otarcia sugerujące, że były obwiązane sznurem tworzącym prawdopodobnie coś w rodzaju jarzma przyrożnego


I to jest naukowiec, archeolog współczesny? I to jest redaktor PAP? Nic, jedźmy dalej z tym ciężki rydwanem umysłowym polskiej nauki
– CB]


Zaawansowana konstrukcja była bardzo dobrze przemyślana. Zastosowano np. długie kamienie „klamry”, które spajały fortyfikację, łącząc lico z wnętrzem muru. Twórca tych murów musiał mieć duże doświadczenie w budowaniu tego typu konstrukcji – nie było to eksperymentowanie debiutanta – ocenia naukowiec.

Archeolodzy właśnie przygotowują się do nowego sezonu wykopaliskowego, który w tym roku odbędzie się w lipcu i sierpniu. Jednak między sezonami naukowcy cały czas pracowali nad znaleziskami odkrytymi w czasie wykopalisk. Dotyczy to nie tylko zabytków, ale też szczątków organicznych.

Szczególnie dużo informacji pozyskano w czasie badań archeobotanicznych (badania szczątków dawnych roślin). Z wnętrz reliktów domostw naukowcy pobrali wiele kilogramów ziemi, którą poddano flotacji (płukaniu). Dzięki temu odkryli w próbkach liczne szczątki ziaren i nasion, które poddano analizom mikroskopowym. Ustalono, że najchętniej uprawiano pszenicę płaskurkę – rodzaj zboża podobny do pszenicy durum, popularnej do dziś w strefie Morza Śródziemnego.

[Znowu niemieckie bleblanie o Morzu Śródziemnym. Pszenicę uprawiano w całej Europie i to już od dawna od czasu kiedy te dwa tury z Bronocic ciągnęły swój wóz z pszenicą! Przypominam 3600 p.n.e. a nie 1600 pn.e. Naprawdę zaczyna mnie boleć głowa kiedy czytam takie nieprofesjonalne wypociny (żeby nie powiedzieć wymiociny) umysłowe. CB]

„Dla nas jest to sygnał, że mieszkańcy osady musieli zagospodarować dolinę Dunajca, bo to jedyne miejsce, gdzie takie bardzo wymagające zboże mogło być uprawiane” – dodaje archeolog. Znacznie mniejszą rolę odgrywała uprawa jęczmienia – zapewne było to zboże pastewne, wykorzystywane jako pokarm dla zwierząt – przypuszcza badacz. Ponadto analizy wykazały, że mieszkańcy osady zbierali owoce poziomek i tarniny.

[Masz ci los panie naukowcu – zbierali poziomki i tarninę, a do tego uprawiali jęczmień, a więc wiedzieli co z tymi „fantami” począć, jak je zagospodarować? Tarnina nie jest typowym krzewem z basenu Morza Śródziemnego – raczej ma pochodzenie karpackie. To może oni wiedzieli też, jak bez pomocy Morza Śródziemnego, uprawiać pszenicę płaskurkę, może też to oni – bez pomocy Morza Śródziemnego – zbudowali ową „osadę” za murami, czyli miasto? Znowu zacytuję Wiki na temat tarniny, bo tarnina jest prozdkiem znanej nam od tysiącleci zwykłej śliwy:


Gatunek tworzy trudne do oznaczenia mieszańce z lubaszką (Prunus domestica subsp. insititia) (=Prunus ×fruticans Weihe) i ałyczą (P. cerasifera) (=Prunus ×media Kov.[8])[15], spotykane w naturze zwłaszcza w rejonie Kaukazu[47]. Wśród tamtejszych lasów i zarośli okazy o cechach tarniny wyrastają w wielopniowe drzewka z owocami większymi, jajowatymi i jaśniejszymi[47]. Uważa się, że także okazy o kwiatach w różnym stopniu różowo zabarwionych stanowić mogą mieszańce z ałyczą[15]. W końcu sądzi się także, że heksaploidalna śliwa domowa (P. domestica) powstała właśnie w wyniku poliploidyzacji mieszańca między ałyczą i tarniną[48]. W hodowli uzyskano także mieszańce m.in. z chińską wiśnią kosmatą (P. tomentosa)[34] i renklodą (P. domestica subsp. italica)[47]”.CB.]


Naukowców zaskoczył kształt wnętrza osady. Podczas gdy mur okalający górę był wykonany w obcy kulturowo sposób, domostwa znajdujące się w jego wnętrzu nie różniły się niczym od tych znanych z tego okresu na obszarze Europy Środkowej. „To tak, jakby swoją odmienność chciano zaznaczyć wyraźnie dla osób z zewnątrz, spoza osady. To, co działo się wewnątrz, miało prywatny i dopasowany do lokalnych warunków ekologicznych charakter” – uważa dr hab. Przybyła.

[Cóż to za dziwaczna hipoteza. Brzmi mi jakoś po niemiecku – przypadkiem? Przez 100 lat badali to miejsce i myśleli do zeszłego roku, 2015, że mają tutaj zameczek średniowieczny. A tu nagle okazało się, że mają obwarowanie – mury i bramę związaną z kulturą minojską. Teraz, po konsultacjach „europejskich” z Niemcami, już nie piszą o kulturze minojskiej tylko o chorwackiej Istrii. Na dodatek łapiąc się lewą ręką za prawe ucho i stojąc na głowie dowodzą że mur jest obcy a osada swojską? Na jakiej podstawie? CB]

Jego zdaniem, wewnątrz wzniesiono około dwudziestu domów, na planie kwadratu o wielkości ok. 6 na 6 m. Typowa konstrukcja wsparta była na czterech słupach nośnych. Pomiędzy nimi umieszczono plecionkę, którą oblepiono grubo gliną. Dachy zapewne były przykryte słomą lub trzciną.

[Obwar składał się z około 20 domów – redaktor z PAP znowu przeszedł samego siebie, bo spróbował nawet podważyć zdanie cytowanego przez siebie naukowca biorąc je w cudzysłów „Jego zdaniem”. Wzniesiono panie redaktorze 20 domów wewnątgrz obwaru czy też nie wzniesiono, a tylko wzniesono je „jego zdaniem”? CB]

Dzięki pieczołowitym badaniom pozostałości jednego z domów, naukowcom udało się zrekonstruować funkcjonalny podział jego wnętrza. Na przykład, w narożnikach domu przechowywano zboże (zachowały się fragmenty dużych naczyń i całych ziaren), a w centralnej części – paleniska (tam odkryto odpadki w postaci plew i części zastawy stołowej – np. kubków i dzbanków) oraz nasiona dzikich roślin.

Naukowcy są pewni, że przynajmniej część mieszkańców osady przybyła z odległych, śródziemnomorskich lub nadadriatyckich terenów – tylko oni znali architektoniczny know-how, który pozwolił wznieść kamienne mury w takiej zaawansowanej technologicznie formie.

[Zapytam: Dlaczego nie założyć, że to tutaj po raz pierwszy zbudowano tego typu budowlę, zwłaszcza że powstała w roku 1750 p.n. e., jako obwar nadgraniczny, lub strzegący szlaku handlowego, albo złóż które powzwalały wytapiac narzędzia i broń z brązu, po czym budowniczowie razem z oddziałami wojowników B-Haratu poszli podbijać Południe, a mieszkańcy którzy zostali nie musieli utrzymywać tej fortyfikacji więc korzystali z niej na swój sposób? CB]

Broniona przez doskonale wykonane mury osada nie przetrwała długo. Fortyfikacje powstały w latach 1750-1690 p.n.e.

„To wtedy osada osiągnęła swoje apogeum – tylko na początku istnienia fortyfikacje w pełni pełniły swoją funkcję, a użytkowane naczynia ceramiczne stały na najwyższym poziomie wykonania” – mówi archeolog.

[Kolejna złowroga supozycja naukowca. Miasto nie przetrwało długo – ledwie 200 lat. Daj Panie Boże tak niedługo trwać innym miastom. Przecież to tak jakby obwar graniczny funkcjonował od 1800 do 2000 roku, czyli od czasów Napoleona do zburzenia Berlińskiego Muru. (sic!) CB]

Z czasem kolejne techniki były przez mieszkańców osady zapominane i porzucane. Niecałe sto lat po wzniesieniu muru ten zaczął się rozsypywać i walić. Archeolodzy odkryli ślady odbudowy, ale była to „prowizorka bez ładu i składu” – ocena dr hab. Przybyła. W jego opinii po kilku pokoleniach zanikły dawne umiejętności mieszkańców osady.

Osada opustoszała po ponad dwustu latach. Naukowcy nie mają danych, z których wynikałoby, że przyczyniła się do tego katastrofa lub najazd. Po pięciuset latach na wzgórze powrócili ludzie, ale była to grupa zupełnie niezwiązana z jej poprzednimi mieszkańcami. Badania archeologów wskazują, że nawet w tamtych czasach widoczne były w terenie monumentalne mury. Nowi mieszkańcy wykorzystali je jako wsparcie zewnętrznych ścian nowo powstałych domostw.

[Mamy tutaj powyżej co najmniej cztery akapity poświęcone udowodnieniu, że tylko przybysze z Południa mogli wznieść tę budowlę, bo archeolog zakłada że więcej takich budowli nie zostanie już wykopanych na naszych ziemiach. A skąd on to wie? Może to początek odkrywania obwarów z tego okresu. Skąd to pesymistyczne założenie – z 1050.-lecia niewolnictwa Polaków, czy też tylko z 200. letniej epoki kolonializmu niemieckiego i „niewolnictwa” nauki polskiej względem niemieckiej? Przecież nikt nie spodziewał się kilka lat temu, że nad słowiańską rzeką Dołężą (niemieckie Tollensee) na Pomorzu Przednim, odkryte zostanie pobojowisko olbrzymiej bitwy z roku 1300-1200 p.n.e., która pochłonęła setki ofiar, bitwy z użyciem mieczy z brązu, bitwy stoczonej najprawdopodobniej między Łużyczanami, a innymi Słowianami z Haratu, czyli z K-Harpat (K-Har-Konoszy, Gór Har-zu), których Ślężańska Armia dozorowała pogranicze Łużyckie przez kilkaset lat – o czym wiemy z kolei z innych odkryć archeologicznych na Ziemi Lubuskiej.

Warto przeczytać o tym u Ireneusza Ćwirko:
tutaj CB]

W tym roku archeolodzy planują przeprowadzić badania na bardzo szerokiej przestrzeni – wykop ma mierzyć 45 m na 10 m. Pragną bliżej poznać młodszą osadę Góry Zyndrama i dotrzeć do korony kamiennego muru, a za dwa lata przyjrzą się narożnikowi fortyfikacji, gdzie w czasie badań geofizycznych odkryto czworoboczne założenie. Może być to bastion lub brama kamienna – kolejna kamienna konstrukcja, która nie ma żadnych odpowiedników na ziemiach obecnej Polski ponad 3,5 tys. lat temu.

[Dopiero w ostatnim zdaniu artykułu okazuje się, że tenże obwar miał najprawdopodobniej ową bramę wjazdową i bastion, a więc że była to typowa cytadela, znana także z ziem scytyjskiego=prasłowiańskiego Kaukazu. Czekamy zatem na dalsze rewelacje. Byłbym szczęśliwy, gdyby ktoś mi zdradził kto finansuje te badania – czy to są fundusze polskie, czy też tzw. „europejskie” czyli niemieckie? Czy do ekipy polskich archeologów dokooptowano obecnie jakiegoś specjalistę z Niemiec, czy jest tam jakiś niemiecki konsultant, albo inny „europejski” czort? CB]

PAP – Nauka w Polsce
szz/ mrt/

[Miejmy nadzieję, że badania tegoroczne będą owocne, a kolejne wersje na temat Maszkowic przedstawiane przez polską naukę będą miały charakter naprawdę naukowy i wymiar bardziej holistyczny, oparty także o wiedzę innych dziedzin nauki. CB]



Janusz Zagórski z NTV bardzo rozsądnie mówi właśnie na ten temat, od 39 minuty Alternews. Co się okaże za chwilę w związku z coraz liczniejszymi odkryciami archeologicznymi cmentarzysk i budowli z okresu od 5.500 p.n.e. do 1.200 p.n.e. na terenach Polski oraz w związku z coraz mocniejszą rewizją archeologii pod wpływem genetyki genealogicznej? CB.

Polecam dodatkowo do tego tematu:
http://krysztalowywszechswiat.blogspot. ... morze.html

http://krysztalowywszechswiat.blogspot. ... brazu.html

http://bialczynski.pl/2016/07/06/naukaw ... -3500-lat/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15575
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 827
Podziękował: 29127 razy
Otrzymał podziękowanie: 23435 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 21 lip 2016, 22:56

Niedaleko Krakowa odkryto twierdzę sprzed 4000 lat
WOJCIECH PASTUSZKA – 21 LIPCA 2016

Najstarsza rozpoznana do tej pory osada obronna z epoki brązu na terenie Polski zajmowała powierzchnię pięciu boisk piłkarskich. Archeolodzy prowadzą jej badania w ramach wykopalisk poprzedzających budowę drogi S7.

Obrazek
Odcinek fosy z kamieniami, które niegdyś pokrywały fragment wału. Fot. M. M. Przybyła

O odkryciu poinformował PAP kierownik badań, archeolog Marcin M. Przybyła.

Osada istniała mniej więcej między 2200 a 2050 r. p.n.e. Obecnie to rejon miejscowości Sadowie w gminie Kocmyrzów-Luborzyca, kilkadziesiąt kilometrów na północ od Krakowa. Całe wzgórze ufortyfikowano – najpierw wykopano fosę o głębokości ok. 2 m. O zaawansowanej myśli obronnej świadczy fakt, że w miejscu, gdzie dostęp na wzgórze był najłatwiejszy – wykonano dwa rzędy rowów obronnych. Pozyskaną w ten sposób ziemię wykorzystano do usypania umocnień, które obłożono częściowo kamieniami.

– Po wałach nie zachował się nawet ślad, gdyż osada znajduje się na terenie rolniczym – fortyfikacje dawno zniknęły z lokalnego pejzażu. Natomiast tylko dzięki badaniom geofizycznym, które umożliwiły wgląd pod ziemię bez wbicia łopaty, zidentyfikowaliśmy ślady po fosach – opowiada Marcin M. Przybyła z firmy archeologicznej “Pryncypat”.

Monumentalne, ponadpięciohektarowe założenie powstało w początkach epoki brązu. Badacze nie potrafią w tym momencie podać szczegółowych informacji na temat czasu jego funkcjonowania, gdyż odkrycia dokonano w ostatnich tygodniach. Teraz czekają na analizy próbek węgla drzewnego pod kątem określenia ich wieku metodą radiowęglową.

Osadę zamieszkiwali przedstawiciele społeczności kultury mierzanowickiej. W przeciwieństwie do swoich poprzedników ludność ta na dużą skalę trudniła się rolnictwem i prowadziła osiadły tryb życia. Wcześniej, przez kilkaset lat, w tym rejonie dominowały społeczności, które cechował półosiadły tryb życia skoncentrowany na hodowli zwierząt.

Obrazek
Ślady fosy widoczne na zdjęciu z drona. Fot. M. M. Przybyła

– Zaskakujące jest to, że do tej pory nie znamy podobnych założeń z tak wczesnego okresu. Być może wynika to ze stanu badań. Tak czy owak zagadką pozostaje, skąd lokalni mieszkańcy ówczesnej Małopolski czerpali wzorce przy zakładaniu olbrzymiego założenia obronnego – opowiada Przybyła.

Naukowiec wskazuje dwa możliwe kierunki – albo zachodnią część Europy Środkowej lub społeczności zakarpackie. Jednak na ten moment trudno o ostateczną konkluzję. Archeolodzy muszą dokładnie przyjrzeć się setkom fragmentów naczyń ceramicznych odkrytych w czasie kilkumiesięcznych prac, które mogą na ten aspekt rzucić światło. – Być może wśród nich znajdziemy takie przedmioty, które trafiły tutaj z odległych regionów – wyjaśnia badacz.

Przybyła zwraca uwagę, że osada funkcjonowała bardzo krótko. Być może mieszkało w niej zaledwie jedno pokolenie. – Być może nie sprostali zagrożeniu, przed którym się bronili za wzniesionymi wałami – dodaje badacz.

Wewnątrz założenia archeolodzy odkryli liczne ślady po działalności rzemieślniczej – dużą ilość fragmentów poprodukcyjnych w postaci wyrobów krzemiennych i kamiennych. Znaleziono też dużo toporów kamiennych, które zdaniem badaczy, mogły być używane w czasie walki wręcz. O tym, że hodowano zwierzęta, świadczą liczne fragmenty kości. Zdaniem M. Przybyły mogły paść się wewnątrz osady – od zabudowań do wałów znajdował się kilkudziesięciometrowy nieużytkowany pas ziemi, którego być może używano w tym celu. Jednocześnie rozkwitało rolnictwo. – Natrafiliśmy na wiele żaren do rozcierania zboża. Jedno z nich ważyło ok. 80 kg – z trudem udało się nam je wydobyć! – relacjonuje badacz.

Zagadką tej społeczności są jej domy. Nie są one uchwytne archeologicznie, co oznacza, że w zapisie kopalnym są zupełnie niewidoczne. W żadnej badanej do tej pory osadzie nie zachowały się ślady po nich. Tak samo jest w Sadowiu – w obrębie osady widocznych jest mnóstwo jam, w których przechowywano żywność lub umieszczano odpadki. Jednak chaty są niewidoczne. Zdaniem badaczy najbardziej prawdopodobne jest to, że wznoszono je w technice zrębowej, która nie wymagała wkopywania w grunt. Ściany wykonywano z poziomo układanych belek, połączonych w narożach.

Kontynuacja badań terenowych planowana w przyszłym roku. – Będzie to najlepiej rozpoznana osada obronna z wczesnej epoki brązu w Polsce – zapewnia archeolog.

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

http://archeowiesci.pl/2016/07/21/nieda ... -4000-lat/
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 01 wrz 2016, 11:11

Białczyński pisze:Odkrycie pochówku księcia sprzed 6.000 lat pod Jarosławiem
28 sierpnia 2016

To stara sprawa, ale mało kto wie, że było takie odkrycie, a to przecież Prasłowianie na ziemiach obecnej Polski.

Kultura Ceramiki Sznurowej (KCSz – Corded War) – pochówek księcia tej kultury pod Jarosławiem. Odkrycie na skalę Europy.


Obrazek



https://www.youtube.com/watch?v=-vxIs3j ... tu.be&t=76
http://bialczynski.pl/2016/08/28/pochow ... more-57621
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Muzeum Dziejów Słowian i Historii Polski

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 20 wrz 2016, 10:57

Nadałoby się również do tego tematu viewtopic.php?f=60&t=984
ale zamiezczam tu:

Białczyńki pisze:Bitwa sprzed 3.300 lat, nad Dołężą na Wenedyjskim Połabiu, częścią „inwazji” Prasłowiańskich H-Ariów na Euroazję!
19 września 2016

Obrazek

Pozwalam sobie omówić kolejny artykuł z niemieckiego portalu Onet.pl gdyż poświęcony jest wczesnym dziejom terenów nad Łabą i Odrą oraz na Pomorzu Przednim (Łukomorzu), które to tereny, jak powszechnie już dzisiaj wiadomo , zamieszkiwane były w sposób ciągły przez Prasłowian od czasów Kultury Lendzielskiej, Kultury Pucharów Lejkowatych i Kultury Ceramiki Sznurowej – czyli od okresu 7.500 – 6.500 lat temu (5.500 – 4.500 p.n.e.).

Obrazek
Makieta okołu (pągu/pagu – od czego pochodzi słowo poganin) z prasłowiańskiej Ziemi Posawskiej nad Dunajem (później Guniląd/Hunaland, Awaria i Boj-Awaria, jeszcze później Bawaria), dzisiaj Künzing-Unternberg (okół-pąg pochodzi z ok. 4.840-4.590 roku p.n.e., czyli 6.800-6.600 lat temu). Zdjęcie na licencji Creative Commons. Autor: Wolfgang Sauber

Artykuł, który omówimy jest częścią niemieckiej propagandy uprawianej aktualnie w Polsce przez niemieckie i inne germańskie, banksterskie media, w tym niemiecki polskojęzyczny portal Onet.pl

Jest to przemyślana kampania germanofilska i niemiecka propaganda antysłowiańska – antypolska. Działanie niezmienne od czasów zjednoczenia Prus i Rozbiorów Polski, ale patrząc szerzej właściwie od roku 966, lub nawet wcześniej – od inwazji Franków na Lechię za czasów Karola II (780).

Powinniśmy być na takie działania wyczuleni i wskazywać wszelkie rozpowszechniane tą drogą półprawdy polegające na germanofilskich interpretacjach dziejów, przekłamania narracji faktycznych wydarzeń, fałszerstwa i zwykłe historyczne kłamstwa. W tej dziedzinie propaganda niemiecka, a za nią cała Zachodnia Europa postępuje identycznie, jak w wypadku „polskich obozów zagłady” z II Wojny Światowej, które były niemieckimi obozami zagłady. Jest to sprawdzona przed II Wojną Światową metoda kossinowsko-goebelsowskiej propagandy nazistów niemieckich, przejęta po wojnie przez syjonistycznych Żydów i kontynuowana przez Niemców i Anglosasów (Kłamstwo Enigmy i alianckiego sojuszu Francji i Anglii z Polską oraz przemilczanego wkładu Polski w zwycięstwo nad Niemcami).


Przedstawione odkrycie dotyczy czasów znacznie młodszych niż okres zasiedlenia północnej Europy przez Słowian (Prasłowian/Scytów/Sarmatów) w VII-VI tysiącleciu przed nową erą. Bitwa nad Dołężą miała się zdarzyć około 1.300-1.200 roku p.n.e..

Dla porównania słynna Waza z Bronocic, na której utrwalono wizerunek wozu i z którą znaleziono kości turów, zaprzęganych do wozu jarzmem ze sznura nałożonego na rogi, pochodzi z roku 3.600 p.n.e., z tego okresu pochodzą też Grobowce Kujawskie, zwane „piramidami”, a najstarsze osiedla rolnicze jak to z Dzielnicy Opolskiej należące do Kultury Lendzielskiej mają po 7.500 lat (5.500 p.n.e.), są więc znacznie starsze (patrz: Żyto sprzed 7500 lat w Dzielnicy pod Opolem, czyli Kultura Lendzielska/Lugijska/Śląska).

Nie wiem dlaczego niemiecki portal publikuje taki tekst skoro wiadomo już od 1930 roku, że Kultura Łużycka, której szczytowy rozkwit przypada na lata 1.300 – 800 p.n.e. nie jest żadnym początkiem osiadłej cywilizacji rolniczej nad Wisłą, Odrą i Łabą. Od 2009 roku wiadomo też, że nie jest ona początkiem obecności tutaj Prasłowian (rolników indoeuropejskich, o Y-DNA z mutacją genową zwaną R1a, czyli tzw. haplogrupą R1a, w skrócie Y-DNA hg R1a lub hg R1a-M417), a tym bardziej Staroeuropejczyków (o mutacjach haplogrupowych I1 i I2). Ci ostatni żyli uprawiając łowiectwo i zbieractwo w Europie od 35.000 lat.

Tolensesee – to mówiąc po naszemu – Jezioro Dołęże, a Tolensee to rzeka Dołęża. I tak się one nazywały jeszcze w XIX wieku, nim doszczętnie nie zgermanizowano żyjących nad nim Lechickich/Polskich Połabian, których język drzewiański i połabski wtedy dopiero (w efekcie „przemysłowej” germanizacji), przestał ostatecznie istnieć. Dzisiaj podobnie ma się rzecz z językiem Serbołużyczan intensywnie germanizowanych przez Bundesrepublikę Deutschland od 1989 roku.

Tyle tytułem ogólnego wstępu. Najpierw treść artykułu:


Tej armii nie powinno tam być. Zostały tylko kości
http://ciekawe.onet.pl/historia/tej-armii-nie-powinno-tam-byc-zostaly-tylko-kosci,1,5671363,artykul.html

Więcej wiadomo o bitwie faraona Ramzesa II z Hetytami niż o krwawej masakrze niedaleko Szczecina. Ponad 1200 lat p.n.e. nad brzegami Tollense kamiennymi toporkami, drewnianymi maczugami i krzemiennymi strzałami walczyło kilka tysięcy wojowników. Mimo wysiłku archeologów, bagna nad niewielką rzeczką wciąż skrywają tajemnicę.

Obrazek

Kość z fragmentem grotu pochodząca w wykopaliska
fot. http://www.sueddeutsche.de/wissen/archa ... -1.1123307

„Kości. Mnóstwo kości i czaszki. Wszystko poczerniałe od leżenia przez stulecia w bagnie” – tak zaczyna się tekst, który ukazał się niedawno na stronie Sueddeutsche.de.

Trudno inaczej zacząć opis tego, co wydarzyło się 3200 lat temu w bagnistej dolinie rzeki Tollense. Wiadomo tyle, ile naukowcom udało się wyczytać z ludzkich szczątków. Tylko na jednym skrawku podmokłej łąki, o powierzchni malutkiego pokoju, archeolodzy odkopali 1478 kości i 20 czaszek. Dolina położona jest w landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie, ok. 120 km na północny-zachód od Szczecina. Zdaniem badaczy prahistorii, rozegrała się tutaj bitwa, w której uczestniczyło nawet 3-4 tys. wojowników. Tymczasem ten rejon Europy w epoce brązu zamieszkiwało zaledwie od 3 do 5 osób na kilometr kw. Skąd wśród bagien i borów nagle taka armia? Po kilku latach pracy niemieckich archeologów mnożą się pytania, a nie odpowiedzi.

Śmiertelny lot strzały

To niezwykłe miejsce zostało odkryte przez przypadek. W 1996 r. miłośnik historii, Hans Borgwardt, razem z synem natknęli się nad rzeczką na ludzką kość. Tkwił w niej krzemienny grot, ale prace archeologiczne ruszyły dopiero kilka lat później. Nikt nie spodziewał się sensacji. Archeolodzy musieli kopać głęboko. Przez stulecia rzeka naniosła ponad metr mułu, dzięki temu szczątki przetrwały do naszych czasów. W końcu kopiący dotarli do warstwy bagien z początków epoki brązu. Odkryte kości rąk i czaszki wskazywały, że w mokradłach spoczęli młodzi mężczyźni. Coraz bardziej specjaliści odchodzili od teorii rytualnych ofiar.

„Połamane kości nie nosiły śladów zrastania. Kolejne odkrycia utwierdzały nas w przekonaniu, że doszło tutaj do bitwy” – archeolog Detlef Jantzen tłumaczył w jednym z wywiadów.

Walka musiała być niezwykle zażarta. W jednej z czaszek w części potylicznej jest dziura wielkości pięści. Na kościach widoczne są ślady drobnych nakłuć. W końcu archeolodzy natknęli się na niezbity dowód walki. Strzała z krzemiennym grotem zakończyła swój śmiertelny lot w czaszce starożytnego wojownika.

Włócznią i tomografem w biodro

Zbadano też kości zmarłych, których urazy budziły wątpliwości. Jak donosi portal Sueddeutsche.de naukowcy z hamburskiego uniwersytetu, Ute Brinker i Annamarie Schram, wykorzystali do tego celu komputer i tomograf. Początkowo badacze przypuszczali, że kość biodrowa jednego z wojowników pękła na skutek upadku z konia. Szczątki tych zwierząt też odkryto nad brzegami rzeki. Po zbadaniu biodra zmarłego stwierdzono jednak, że uraz powstał na skutek uderzenia z ogromną siłą ostrzem, np. włócznią. Na kości udowej kolejnego poległego był wyraźny ślad cięcia. Może od brązowego miecza, który archeolodzy znaleźli na łące? Większość wojowników zapomnianej armii posiadała jednak broń o krzemiennych ostrzach i maczugi. Mulista ziemia zakonserwowała jesionową pałkę – „starożytny kij bejsbolowy” – i młot z tarniny, niczym do gry w polo.

„Początkowo przyjęliśmy teorię, że to ofiary lokalnego konfliktu. Jednak było ich zbyt dużo. Tutaj doszło do starcia regionalnych potęg” – ocenia Jantzen.

Szczątki najeźdźców z Południa

Tylko że nic nie wiadomo o istnieniu 3200 lat temu państw czy większych struktur plemiennych w tej części Europy! Ktoś jednak musiał prowadzić do boju napastników, kierować też obrońcami tej ziemi. Nie ma jeszcze wyników badań DNA ani też strontu ze szkliwa zębów, aby dokładnie powiedzieć, z jakiego regionu pochodzili napastnicy. Skąd wiadomo, że w tej bitwie polegli przybysze? Badania kości wykazały, że zmarli żywili się prosem, a to uprawiano u podnóża Alp czy też bliżej w Czechach. Naukowców niemal w ekstazę wprawiło znalezienie pierścienia zrobionego z domieszki cyny. Na tym terenie nie wytapiano wówczas cyny.

Kolejna zagadka! Drewniana konstrukcja

Ciała poległych napastników wrzucono do rzeki. Archeolodzy zaczęli szukać tego miejsca. Kilka kilometrów na południe, w górę rzeki, odkryto coś niezwykłego. „To był przełom” – przyznaje główny archeolog wykopalisk w Tollense.

Ponad 3200 lat temu bagnistą dolinę przegradzała grobla z warstw drewnianych bali przysypanych piaskiem. Starożytni wbili też w bagno pale. Do konstrukcji prowadził często uczęszczany szlak.

„Być może walki trwały kilka dni. Napastnicy zmusili do ucieczki obsadę ufortyfikowanego przejścia, a potem ulegli odsieczy” – zastanawia się Detlef Jantzen.

Dla naukowców zagadką jest już nie tylko bitwa, ale drewniana przeprawa. Jak dodaje Jantzen, wcześniej nie odkryto w rejonie wybrzeży Morza Bałtyckiego i Północnego żadnych umocnień z tego okresu. Na przeszkodzie do dokładnego poznania przeszłości stoi brak źródeł pisanych. Pieśni zwycięzców nad Tollense pochwycił tylko wiatr. Zupełnie inaczej niż tysiące kilometrów dalej.

Południe kontratakuje propagandą

W tym samym niemal czasie na Bliskim Wschodzie starły się dwie starożytne potęgi – Egipt i Hetyci z Azji Mniejszej. Egipcjanie byli przekonani o swojej przewadze. Faron Ramzes II dał się nawet wyprowadzić w pole. Zatrzymani przez Egipcjan pasterze, faktycznie szpiedzy Hetytów, przekonali Ramzesa, że armia ich króla Muwatallisa jest daleko. Pułk faraona ruszył do przodu, a pozostałe oddziały niebezpiecznie rozciągnęły się. Pod Kadeszem na siły egipskiego Ra spadła kawalkada rydwanów wyznawców boga Burzy (Peruna? – CB). Było ich mniej niż egipskich, ale za to nowocześniejsze. W hetyckich rydwanach oprócz łucznika zasiadał żołnierz z długą włócznią. W filmie Ridleya Scotta „Exodus. Bogowie i królowie” można zobaczyć jak wyglądał atak rydwanów. Pod Kadeszem całkowita klęska Egiptu wisiała w powietrzu, gdyby tylko Muwatallis wysłał do boju piechotę. W obliczu zagłady ziemska postać Ra osobiście ruszyła do kontrataku. Ramzesowi sprzyjało szczęście, bowiem na tyłach hetyckich rydwanów pojawiła się nadciągająca dywizja sprzymierzeńców Egipcjan. Następnego dnia znów rozgorzały walki. Ramzes II ogłosił się zwycięzcą. Kazał obwieścić swą chwałę na kamiennych tablicach. Jego relację badacze przeszłości porównali z zapiskami Hetytów. Zdaniem historyków bitwa była, co najwyżej nierozstrzygnięta. To Hetyci kontynuowali później dalsze natarcie, opanowując sporne ziemie, aż w końcu Egipt podpisał traktat pokojowy.

Słowiańscy spiskowcy od Abrahama

Naukowcy ustalili prawdę o wydarzeniach nad brzegami Orestesu, ale wciąż nie mogą rozwiązać zagadki Tollense. Natomiast nie brakuje teorii spiskowych. Według niektórych znawców obrońcami przeprawy przez rzekę, mogli być Prasłowianie, którzy mieli również tworzyć kulturę łużycką. Tylko, że 1300 lat p.n.e. to dopiero początki tej kultury. Przeciętny mieszkaniec Polski kojarzy ją z osadą w Biskupinie. W największym rozkwicie przedstawiciele kultury łużyckiej zamieszkiwali obszar obecnej Polski, Łużyc, Czech, części Słowacji i Wołynia. Wciąż trwa spór naukowców czy jej twórcy byli Prasłowianami. Prof. Józef Kostrzewski, który prowadził wykopaliska w Biskupinie, uważał, że tak. Większość badaczy twierdzi jednak, że Słowianie pojawili się nad Wisłą i Dołężą znacznie później. Spór rozpala głowy nie tylko naukowców. Część internautów oskarża nawet polskich archeologów, że zbyt ulegli niemieckim teoriom z końca XIX i początków XX wieku.

Pisząc tekst, korzystałem z:

P. Jasienica – „Polska Piastów”
K.A. Kitchen – „Ramzes Wielki i jego czasy”
J. Kostrzewski – „Wielkopolska w czasach przedhistorycznych”
www.sueddeutsche.de/wissen/archaeologie ... -1.2735489

Autor: Waldemar Szczepankiewicz

Źródło: Onet


Rozwinięcie i uzupełnienie

http://www.sciencemag.org/news/2016/03/ ... age-battle

Całość pod linkiem – artykuł z marca 2016 – tutaj tylko krótki wyrwany cytat:

„Ancient DNA could potentially reveal much more: When compared to other Bronze Age samples from around Europe at this time, it could point to the homelands of the warriors as well as such traits as eye and hair color. Genetic analysis is just beginning, but so far it supports the notion of far-flung origins. DNA from teeth suggests some warriors are related to modern southern Europeans and others to people living in modern-day Poland and Scandinavia. “This is not a bunch of local idiots,” says University of Mainz geneticist Joachim Burger. “It’s a highly diverse population.”

As University of Aarhus’s Vandkilde puts it: “It’s an army like the one described in Homeric epics, made up of smaller war bands that gathered to sack Troy”—an event thought to have happened fewer than 100 years later, in 1184 B.C.E. That suggests an unexpectedly widespread social organization, Jantzen says. “To organize a battle like this over tremendous distances and gather all these people in one place was a tremendous accomplishment,” he says.”

So far the team has published only a handful of peer-reviewed papers. With excavations stopped, pending more funding, they’re writing up publications now. But archaeologists familiar with the project say the implications are dramatic. Tollense could force a re-evaluation of the whole period in the area from the Baltic to the Mediterranean, says archaeologist Kristian Kristiansen of the University of Gothenburg in Sweden. “It opens the door to a lot of new evidence for the way Bronze Age societies were organized,” he says.

For example, strong evidence suggests this wasn’t the first battle for these men. Twenty-seven percent of the skeletons show signs of healed traumas from earlier fights, including three skulls with healed fractures. “It’s hard to tell the reason for the injuries, but these don’t look like your typical young farmers,” Jantzen says.

I tłumaczenie (z grubsza):

Starożytne DNA potencjalnie mogłoby ujawnić wiele więcej: W porównaniu do innych próbek epoki brązu z całej Europy w tym czasie, może to wskazać na ojczyznę wojowników, jak również określić takie cechy jak kolor oczu i włosów. Analiza genetyczna dopiero się rozpoczyna, ale jak do tej pory wspiera założoną na początku ideę. DNA z zębów sugeruje, że niektórzy wojownicy wywodzą się z Europy Południowej, gdyż koresponduje ono z DNA współczesnych południowych Europejczyków, inni zaś posiadają DNA typowe dla ludzi mieszkających w współczesnej Polsce i Skandynawii. „To nie jest wojenka kilku lokalnych kacyków”, mówi genetyk z University of Mainz Joachim Burger. „Mamy tu bardzo zróżnicowaną populację.”

Przedstawiciel Uniwersytet Vandkilde Aarhus, Jantzen mówi: „To są armie, zupełnie podobne jak te opisane w epopei Homera, złożone z mniejszych grup wojennych, które zebrały się pod Troją. Bitwa Trojańska, jak się uważa, miała miejsce mniej niż 100 lat później, w 1184 B.C.E. To sugeruje nieoczekiwanie, że mamy w tym czasie (1250 B.C.E.) w Europie Północnej powszechną organizację społeczną. Aby zorganizować bitwę nad Dołężą/Tollense i zebrać tych wszystkich ludzi w jednym miejscu konieczny był wielki wysiłek organizacyjny. To olbrzymie osiągnięcie”, mówi.

Do tej pory zespół ogłosił jedynie niewiele dokumentów, które są obecnie wzajemnie weryfikowane. Wykopaliska wstrzymano w oczekiwaniu na większe finansowanie. Jednak już teraz archeolodzy zaznajomieni z projektem twierdzą, że skutki odkrycia dla historycznego obrazu Epoki Brązu są dramatyczne. Tollense może wymusić ponowną ocenę całego tego okresu na obszarze od Bałtyku do Morza Śródziemnego, mówi archeolog Kristian Kristiansen z Uniwersytetu w Göteborgu w Szwecji. „To odkrycie otwiera drzwi dla wielu nowych dowodów na drodze do uznania istnienia wysoce zorganizowanych społeczeństw epoki brązu w Europie”, mówi.

Na przykład, silne dowody wskazują na to, że nie była to pierwsza bitwa dla tych ludzi. Dwadzieścia siedem procent szkieletów nosi oznaki zaleczonych urazów z wcześniejszych walk, w tym trzy czaszki wyleczonych złamań. „Trudno ustalić dokładnie przyczyny tych urazów, ale ludzie ci nie wyglądają, na typowych młodych rolników”, mówi Jantzen .

Oczywiście – dodam – bo to są zawodowi wojownicy – żołnierze co najmniej trzech ścierających się armii, w tym dwóch armii sprzymierzonych – Skandynawskiej i Słowiańskiej, przeciw trzeciej zebranej z całej Południowej Europy

Obrazek


Omówienie:

Wikipedia:

Tollense (pol. hist. Dołęża[1], Dolenica[2] lub Tolęża[3]/Tołęża[4]) – rzeka w Niemczech (Meklemburgia-Pomorze Przednie). Wypływa z łańcucha rynnowych jezior polodowcowych Tollense i Lieps na Pojezierzu Meklemburskim (314.2-3); po ok. 68 km biegu zasila rzekę Pianę w okolicy miasta Demmin.
Dopływy:

* Linde
* Datze
* Aalbach (Malliner Wasser)
* Mühlenbach
* Kleiner Landgraben
* Goldbach
* Großer Landgraben
* Augraben


Tollense przepływa przez Neubrandenburg, Altentreptow i Demmin.

Tereny nad środkową i dolną Tollense zamieszkiwało słowiańskie plemię Dołężan, natomiast ziemie na południe od nich (głównie okolice jeziora Tollensesee z grodem Radogoszcz) należały do wojowniczych Redarów.

Słowiańska nazwa rzeki pochodzi od wyrazu „dół” bądź „dolina” lub według innych źródeł od ług – zbiornik wodny, kałuża (zob. Łużyce)

Tollensesee (pol. hist. Dołęże[1]) – jezioro w Niemczech. Powierzchnia tego jeziora wynosi 17,9 km². Znajduje się w landzie Meklemburgia-Pomorze Przednie.

Na północnym brzegu leży miasto Neubrandenburg.

Na zachodnim brzegu jeziora znajduje się wieś Alt Rehse – dawna osada słowiańska, której posiadanie przypisuje się księciu pomorskiemu Bogusławowi I z dynastii Gryfitów. Teren ten jest obszarem intensywnych poszukiwań archeologicznych. W roku 1942 robotnicy przymusowi zbudowali na tym jeziorze sztuczną wyspę, zaprojektowaną na potrzeby badań broni torpedowej – w tym torped nadwodnych – protoplastów współczesnych SLBM.

Obrazek
Rzeka Dołęża/Dolenica

Dodajmy też dla porządku, że to tutaj, w Przylwicach, znaleziono słynne Idole Prylwickie/Przylwickie opisane słowiańskimi runami, których autentyczność zakwestionowała nie nauka europejska, lecz niemiecka-pruska propaganda pseudonaukowa kształtującego się wczesnego nacjonalizmu pruskiego, którego szczytem rozkwitu była propaganda hitlerowska i nazizm okresu II Wojny Światowej.

We współczesnej Wikipedii nadal króluje ta propagandowa wersja hitlerowsko-pruska powtarzana przez polskie papugi za niemiecką propagandą z XIX wieku, z okresu Rozbiorów Polski i Zaborów Niemiecko-Rosyjskich, kiedy Polska była niemiecką (pruską) i rosyjską (pruską) kolonią. Że pochodzi ona z XIX wieku i że dalej jest powtarzana papuzio pokazałem jasno na przykładzie książki niemieckiego historyka polskiego pochodzenia Karola Szajnochy „Słowianie w Andaluzyi”.


Wikipedia:

Idole prillwickie, bałwanki przylwickie – nazwa grupy stu kilkudziesięciu figurek odkrytych rzekomo w II połowie XVIII wieku w Prillwitz nad jeziorem Tollensesee w Meklemburgii. Pierwsza informacja o ich odkryciu ukazała się w 1768 roku.

Figurki te miały rzekomo pochodzić z Radogoszczy i przedstawiać wyobrażenia bóstw słowiańskich, m.in. Radogosta. Wiele z nich opatrzonych jest napisami runicznymi, rzekomym pismem słowiańskim. Znaczna część figurek przedstawia postacie z lwimi głowami i bujnymi grzywami[1].

„Odnalezienie” idoli prillwickich stało się wielkim wydarzeniem w ówczesnej Europie i początkowo badacze powszechnie przyjęli ich autentyczność. Oszustwu dał się zwieść m.in. Jan Potocki, który w 1794 roku osobiście odwiedził miejsca ich rzekomego odkrycia, wykonał rysunki części z nich, a całą sprawę nagłośnił w wydanej w 1795 w Hamburgu relacji z podróży po Niemczech. O autentyczności znalezisk z Prillwitz było przekonanych wiele autorytetów naukowych ówczesnych czasów, takich jak Wawrzyniec Surowiecki[2], Joachim Lelewel[3] i Wojciech Cybulski. Jako jeden z nielicznych krytyczne stanowisko zajął Feliks Bentkowski[4].

Nie będziemy tracić czasu na walkę z neokolonialnymi umysłami „polskich” redaktorów Wikipedii, ale gdyby to była naprawdę POLSKA WIKIPEDIA to hasło to powinno brzmieć następująco:

Idole prillwickie, bałwanki przylwickie, palwany przylwickie
- nazwa grupy stu kilkudziesięciu figurek odkrytych w II połowie XVIII wieku w Przylwicach/Prillwitz nad jeziorem Dołęże na lechickim Połabiu (wtedy pruska Meklemburgia, dzisiaj BRD/RFN). Pierwsza informacja o ich odkryciu ukazała się w 1768 roku.

Figurki te mogą pochodzić z Radogoszczy, która była znanym pogańskim ośrodkiem religijnym i przedstawiać wyobrażenia bóstw słowiańskich z okresu przed IX wiekiem n.e., m.in. Radogosta, Rodowolita i innych. Wiele z nich opatrzonych jest napisami runicznymi, pismem słowiańskim (słowiańskimi runami).

„Odnalezienie” idoli prillwickich stało się wielkim wydarzeniem w ówczesnej Europie i początkowo badacze powszechnie przyjęli ich autentyczność. Jan Potocki w 1794 roku osobiście odwiedził miejsca ich odkrycia, wykonał rysunki części z nich, a całą sprawę nagłośnił w wydanej w 1795 w Hamburgu relacji z podróży po Prusach. O autentyczności znalezisk z Prillwitz było przekonanych wiele autorytetów naukowych ówczesnych czasów, takich jak Wawrzyniec Surowiecki[2], Joachim Lelewel[3] i Wojciech Cybulski. Jako jeden z nielicznych krytyczne stanowisko zajął Feliks Bentkowski[4].

Odczytu z idoli przylwickich według zaproponowanego przez siebie systemu run słowiańskich dokonał w roku 2004 Winicjusz Kossakowski, białostocki inżynier, pasjonat kryptologii i specjalista od łamania kodów informacyjnych. To i wiele innych faktów stawia pod znakiem zapytania XIX wieczne propagandowe twierdzenia naukowców niemieckich, jakoby odkrycie to było fałszerstwem. Badania i spory wokół figurek z Przylwic trwają. Nauka, jak na razie (2016), wciąż nie rozstrzygnęła tego problemu zadowalająco.

Po tym koniecznym przypomnieniu wróćmy do samej bitwy nad rzeką Dołężą i tła historycznego na jakim się ona rozgrywa.

Zacznijmy od tła historycznego, czyli przywołanego wydarzenia Bitwy pod Kadesz między Hetytami a Mlekomedirczykami czyli Egipcjanami.

Obrazek
Ramzes II pod Kadesz – rydwan bojowy


Wiki:

Bitwa pod Kadesz – starcie zbrojne, które miało miejsce pomiędzy wojskami egipskimi a hetyckimi w piątym roku panowania faraona Ramzesa II.

Ustalenie daty bitwy pod Kadesz jest zadaniem dość trudnym. Jedyna wzmianka dotycząca daty bitwy mówi o piątym roku panowania Ramzesa II. Nie jest pewna data objęcia rządów przez tego władcę. Część badaczy przyjmuje datę 1304/1303 p.n.e. jako początek jego panowania i na tej podstawie rok bitwy określany jest na 1300/1299 roku p.n.e.[1]. Z kolei inni badacze przyjmują, że bitwa miała miejsce w roku 1275/1274 p.n.e. Jest to jedna z najlepiej udokumentowanych bitew starożytności – zachowało się kilkanaście niezależnych antycznych źródeł na jej temat.

Państwo hetyckie długo zmagało się z Egiptem o dominację w Syrii. Historia tych zmagań sięga czasów faraona Totmesa III. Wraz z rozpoczęciem reformy religijnej faraona Echnatona, zainteresowanie Egiptu Syrią zmalało, co pozwoliło Hetytom na aktywne działania w tym regionie. Po objęciu rządów w Egipcie przez przedstawicieli XIX dynastii, zainteresowanie tego państwa sprawami syryjskimi znów wzrosło. Liczne kampanie wojenne faraona Setiego I w tym regionie pozwoliły odbudować dawny prestiż Egiptu. Wkrótce też armia egipska zaatakowała Kadesz i Amurru[2]. Kraje te były wasalami hetyckimi. Taka agresja nie mogła pozostać bez odpowiedzi ze strony hetyckiej. Między obydwoma krajami doszło więc do walnej bitwy, która miała miejsce w okolicach Kadesz. Bitwa ta zakończyła się klęską Hetytów, a Muwatallis II został zmuszony do podpisania układu pokojowego z Setim I. Wkrótce potem faraon Seti I zmarł, a władzę w Egipcie objął jego syn Ramzes II. W 4 roku swego panowania, wyruszył on wraz z armią do Syrii. Kampania ta zaprowadziła Egipcjan do Tyru i Byblos. Następnie Egipcjanie wkroczyli do kraju Amurru, zaskakując jego władcę – Benteszine, który poddał się faraonowi[3]. W 5 roku panowania, Ramzes II wyruszył na drugą kampanię syryjską, której celem było objęcie we władanie całej Syrii. Na przeszkodzie realizacji jego planów stanęły jednak wojska hetyckie pod wodzą Muwatallisa II i jego brata Hattusilisa III. Wkrótce też obie armie spotkały się pod miastem Kadesz nad rzeką Orontes.
Casus Belli

Bezpośrednią przyczyną wybuchu konfliktu między Egiptem i Hatti, odnajdujemy we fragmencie traktatu między Tudhalijasem IV a Szauszkamuwą:

„Kiedy Muwatallis (II), brat ojca mego, został królem, ludzie z kraju Amurru złamali przysięgę wierności między nimi, i tak powiedzieli do niego: „Z wolnych ludzi uczyniłeś nas swymi wasalami. Jednak teraz już nie jesteśmy twymi wasalami” I stali się oni stronnikami króla Egiptu (Ramzesa II). Dlatego też Muwatallis, brat ojca mego, oraz król Egiptu stoczyli między sobą bitwę. Muwatallis pokonał króla Egiptu, pokonał kraj Amurru i opanował go”[4]

Obrazek

Mobilizacja armii

Zgrupowanie armii egipskiej odbyło się w Pi-Ramzes. Cała armia została podzielona na 4 dywizje. Żołnierze pochodzący z Memfis tworzyli dywizje „Ptah”; żołnierze z Teb tworzyli dywizje „Amon”; żołnierze z Helipolis tworzyli dywizje „Ra”; natomiast żołnierze z Tanis tworzyli dywizje „Set”. Szacowana wielkość armii egipskiej wynosiła około 20 000 ludzi (w tym 16 000 piechoty, 2000 rydwanów). W skład armii egipskiej, poza Egipcjanami wchodzili również Szardanowie oraz Nubijczycy. Faraon wyznaczył zadania bojowe po czym armia bez przeszkód udała się na północ. W czasie podróży, część krajów złożyła faraonowi daniny.

Armia hetycka liczyła około 50 000 ludzi (w tym 40 000 piechoty oraz 3700 rydwanów). Przed rozpoczęciem wojny z Egiptem, Muwatallis II przeniósł stolicę z Hattusy do Dattassy. Z nowej stolicy Muwatallis II mógł łatwiej kontrolować sprawy syryjskie i szybciej reagować na zagrożenia posiadłości hetyckich w Syrii. Główny trzon sił hetyckich uzupełniały kontyngenty wojsk krajów podległych Hetytom. Źródła egipskie wymieniają wszystkich sojuszników, którzy brali udział w tej bitwie.

Tyle wystarczy. Na obrazku (powyżej mapy) widzimy Ramzesa II, który w tej bitwie dysponował dwoma tysiącami rydwanów i dwudziestoma tysiącami wojowników. Bitwa nad Dołężą to mniej więcej ten sam czas, lecz żeby mieć wyobrażenie i porównanie o możliwościach technicznych sięgnijmy do samego wynalazku rydwanu i miecza z brązu oraz uświadommy sobie kim byli Hetyci. Tak się składa, że ten epizod hetyckiej ekspansji na Azję został ujęty w opisach Księgi Ruty sporządzonych na podstawie kronik hetyckich (zwanych tutaj zapiskami), a przedstawiających działanie zjednoczonych sił Hetytów i Scytów przeciw zarówno Egiptowi jak i Grekom. Jednym z epizodów tej samej wielkiej wojny, odnotowywanej jako Inwazja/Ekspansja Ludów Morza/Gór (B-Haratu, naszym zdaniem: Haratu – Hariów/Ariów K-har-packich), jest Bitwa o Troję opisana poetycko przez Greków. Odkrycie nad Dołężą dokładnie wpisuje się w ten okres i w ogólną sytuację. Widać jasno, że trochę wcześniej i w tym dokładnie czasie, jakiś ekspansywny ośrodek archeologicznej „kultury naddunajskiej” rozpoczął podporządkowywanie sobie rozległych terenów od wybrzeża Morza Wenedyjskiego/Scytyjskiego (Atlantyku/Bałtyku) po Morze Śródziemne/Czarne i Małą Azję. Zamieszkujący te ziemie ludzie mieli do wyboru poddać się nowej władzy lub odejść – przesuwając się na południe i wschód – do Małej Azji. W ten drugi sposób postąpili Hetyci, którzy wcześniej mieszkali nad Morzem Czarnym, po drugiej stronie Kaukazu.

Obrazek
Waza z Bronocic – Wikipedia

Waza z Bronocic – ceramiczna waza z rysunkiem interpretowanym jako najstarszy znany dowód używania pojazdu kołowego. Jej wiek szacuje się za pomocą datowania radiowęglowego na 3635-3370 p.n.e.[1] Należy do kultury pucharów lejkowatych. Obecnie można ją oglądać w Muzeum Archeologicznym w Krakowie.

Waza została odkryta w 1976 r. podczas wykopalisk prowadzonych na terenie dużej neolitycznej osady w Bronocicach nad rzeką Nidzicą, około 50 km na północny wschód od Krakowa. Prace na tym terenie prowadził między 1974 a 1980 r. prof. Janusz Kruk z krakowskiego oddziału Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk oraz Sarunas Milisauskas ze State University of New York z Buffalo[1].
Rysunek na wazie

Ornament przedstawia symbolicznie kluczowe elementy prehistorycznego środowiska przetworzonego przez człowieka. Najważniejszą częścią dekoracji jest 5 szczątkowych wizerunków przypominających wóz. Przedstawiają one czterokołowy pojazd z dyszlem dla zwierząt pociągowych. Linie łączące koła prawdopodobnie reprezentują osie. Koło pośrodku być może symbolizuje pojemnik na zbiory.

Inne rysunki przedstawiają drzewo, rzekę oraz schemat, który może symbolizować pole z krzyżującymi się drogami/rowami lub plan wioski.

Wizerunek na wazie jest najstarszym znanym wyobrażeniem pojazdu kołowego na świecie. Dowodzi, że pojazdy kołowe były znane w Europie Środkowej już w IV tysiącleciu p.n.e. Ciągnęły je prawdopodobnie tury (szczątki tych zwierząt znaleziono razem z wazą). Rogi zwierząt z Bronocic miały otarcia sugerujące, że były obwiązane sznurem tworzącym prawdopodobnie coś w rodzaju jarzma przyrożnego.

Obrazek

Bronocice leżą pomiędzy Krakowem a Kielcami. Jak widać wynalazek wozu był znany na Północy, konkretnie na ziemiach nad Wisłą, Odrą i Łabą już niemal 2.500 lat wcześniej nim rozegrała się Bitwa nad Dołężą, czy pod Kadesz. Osadę w Bronocicach i znalezione tu zabytki zaliczono do Kultury Pucharów Lejkowatych, którą dzisiaj archeolodzy opierający się na badaniach genetycznych kopalnego Y-DNA i sekwencjonowaniu haplogrup (mutacji w DNA męskim – Y-DNA) określają jako Kulturę Prasłowiańską, z ośrodkiem głównym na Kujawach, kolebkę trzech głównych mutacji haplogrup Y-DNA R1a (Z-283, L-664 i Z-93).

Obrazek
To z hg R1a M417 w czasach Kultury Lendzielskiej nad Dunajem, a potem nad Wisłą i Odrą (5.500 p.n.e.), powstają mutacje R1a opanowujące stopniowo Skandynawię, tereny na Kujawach i nad Łabą, czy Dnieprem. To pomiędzy rokiem 4.000 a 3.500 p.n.e ludność o tych haplogrupach rozprzestrzenia się z Kujaw po północnej Europie i Azji, opanowując tereny od Morza Weneckiego (Atlantyk) po Morze Śródziemne i Czarne. Później zaś (2.000-1.300 p.n.e.) opanowuje Azję Mniejszą (Media, Hetytia-Orzawa, Syria), basen Morza Kaspijskiego (Koszpijskiego) i Środkową Azję (Persja i Indie).

Obrazek

To te haplogrupy tworzą dzisiaj jednolitą grupę językową Ariów, języki: Słowian, Irańczyków i Sanskryt (SIS). Są to języki satemowe.

Obrazek
Bardzo podoba mi się ta inicjatywa. Kierowali nią ludzie z głową, którzy nie zasypiają gruszek w popiele, dobrze wiedzą, że są potomkami twórców Kultury Pucharów Lejkowatych i Ceramiki Sznurowej, a potem Kultury Łużyckiej i jej następczyń. Dzisiaj światlejsza część nauki europejskiej także nie ma co do tego wątpliwości. Wątpliwości ma jak widać niemiecki portal internetowy Onet.pl, i ci którzy „prędzej wymrą niż zmienią zdanie”.


Bronocice – pomnik „Praojcom i Archeologom


Bronocice leżą w powiecie pińczowskim, w gminie Działoszyce, nad rzeką Nidzicą (http://maps.googl
h&z=13).

Na wzgórzu nad wsią, wśród pól, stoi pomnik poświęcony „Praojcom i Archeologom
”, zbudowany w miejscu badanej w latach siedemdziesiątych wielkiej neolitycznej osady. Odsłonięty został 26 maja 2003 roku.

Można do niego dojść pieszo: z „centrum” Bronocic drogą gruntową w kierunku zachodnim, później na skrzyżowaniu polnych dróg w prawo. Pomnik jest z daleka widoczny.

Obrazek

Bronocice – pomnik „Praojcom i Archeologom
”. Fot. Michał Surma

Pomnik stanął w miejscu badanej w latach siedemdziesiątych wielkiej neolitycznej osady ludności kultury pucharów lejkowatych datowanej na około 3770-3540 lat p.n.e..

Stanowisko (o powierzchni ponad 50 ha) zostało odkryte w czasie badań sondażowych w 1967 roku. Badania wykopaliskowe osady prowadzili w latach 1974-1980 r. prof. Janusz Kruk (Instytut Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk w Krakowie) i Sarunas Milisauskas (Uniwersytet Stanu Nowy Jork w Buffalo).

Bronocicka osada stanowiła centrum regionu, o powierzchni ponad 300 km2. W okresie największego rozwoju mieszkało w niej do 500 osób. Przypuszczalnie skupiała wokół siebie wszystkie mniejsze osady, była największą osadą, „stolicą” regionu – „państewka”. Wskazuje na to „bogactwo” osady – większe ilości towarów wówczas cennych i rzadko spotykanych. Również konstrukcja i rozmiar domów istniejących w bronocickim osiedlu była rzadko spotykana w innych neolitycznych osiedlach w regionie (prawdopodobnie istniały tu domy piętrowe!). Część osady o powierzchni 2,4 ha otoczona była rowem, wałem i palisadą.

Powyższe stwierdzenie jest stanowiskiem ARCHEOLOGII NAUKOWEJ KLASYCZNEJ a nie rozważaniem literackim, czy popularno-naukową spekulacją. To stwierdzenie odkrytego faktu. Można tę strukturę uznać za protopaństwo – lub państwo-miasto tak samo, jak uznano takie struktury na południu, np. w Sumerze. Budowano domy piętrowe. Nie kamienne, ale drewniane, bo dookoła był bór pełen drewna. Kto je budował. Koczownicy? Już wtedy w roku 3700 p.n.e. było więc nad Wisłą protopaństwo, wozy na kołach i rolnictwo – tryb życia osiadły. Od tego czasu do opisywanej bitwy minęło 2000 lat – bez wątpienia były to lata rozwoju a nie stagnacji. Tak bowiem działo się w całym ówczesnym cywilizowanym świecie – cywilizacja czyniła nieustanny postęp. Pytanie czy odkryliśmy w okolicy Bronocic już wszystko? A może prym nad obszarem objęło inne plemię i stolica regionu przeniosła się gdzie indziej? Czy zbadano wszystkie warstwy Bronocic? Wszak Troję stawiano 9 razy w tym samym miejscu. Czy po 1976 roku prowadzono tam badania poszukiwawcze głębiej? Czy zachowane kości poddano analizie genetycznej? Obawiam się, że nic z tych rzeczy. A przecież w Maszkowicach na Górze Zyndrama to co najcenniejsze odkryto na samym spodzie, a Kamienny Obwar (mury, bramy, cytadela) pochodzi z interesującego nas okresu 2.200 p.n.e. a więc stanowi niejako łącznik między Państwem Bronocickim a Kulturą Łużycką; (patrz artykuł). Jest to ten sam obszar świętokrzysko-małopolski, który w późniejszych czasach zyskuje rangę Państwa Białochorwackiego – Wiślanii odnotowanej w kronikach średniowiecznych, kraju pokazanego na zachodnioeuropejskich mapach wczesnośredniowiecznych. Na całym tym obszarze stwierdza się ciągłość archeologiczną do średniowiecza, ciągłość kulturową w budownictwie i zdobnictwie oraz ciągłość antropologiczną i genetyczną ludności. Taką ciągłość pokazuje cały obszar Bronocicko-Świętokrzyski łącznie z ostatnim etapem przedpiastowskim jakim jest Wiślica (Łyskogóry i Góra Pałki – Świątynia Dziewięciu Kręgów i Łyskogórskie Groby Królewskie), taką ciągłość pokazują okolice Wawelu, Mogiły i Krakowa (O cmentarzysku mamutów w Krakowie – sprzed 20 tysięcy lat., O trwałości niektórych tradycji w Krakowie sięgającej 40.000 i 5.500 lat p.n.e.! (Wstęp do studium ciągłości kulturowej Słowian Małopolskich), Stanislav – Aleksander Wielki w Krakowie),taką ciągłość pokazuje Radom i okolice (Radom – miejsce o ciągłości osadniczej od schyłkowego paleolitu tj. 12. 000 lat p.n.e.), taką samą ciągłość mają okolice Przemyśla nad Sanem Tajemnica Srebrnego Byka z Radymna a Przemyski System Kopców i Świętych Wzgórz), Ziemie Nadwarciańskie, Kujawy Prasłowianie i Ariowie pochodzą z Kujaw?! Nowa teoria archeologiczno-genetyczna potwierdza obecność Polaków nad Łabą, Wisłą, Dnieprem i Dunajem od 8000 lat.), Pomorze, Łużyce i Śląsk (Żyto sprzed 7500 lat w Dzielnicy pod Opolem, czyli Kultura Lendzielska/Lugijska/Śląska). CB.

Najważniejszym zabytkiem pozyskanym w czasie badań jest odkryta w 1976 roku tzw. waza z Bronocic. Datowana jest na około 3635-3370 r. p.n.e.. Główny element rysunku na wazie interpretowany jest jako najstarsze przedstawienie czterokołowego wozu z dyszlem, na ornamencie widnieją drzewa i rzeka; być może także „mapka” – pola z krzyżującymi się drogami (http://www.ma.kra
z_bronocic).

Zrekonstruowana ze znalezionych fragmentów waza z Bronocic przechowywana jest w sejfie Instytutu Archeologii i Etnologii PAN przy ul. Sławkowskiej w Krakowie (http://www.ma.kra
jecie/1553).

Jej kopia znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie, w gablocie w hallu wejściowym od strony ogrodów.

Drugą kopię obejrzeć można w Miejsko-Gminnym Centrum Kultury w Działoszycach.

Mamy zatem dziwnym zbiegiem okoliczności w Krakowie pod samym Wawelem oryginalnego Światowida ze Zbrucza i niedaleko Rynku (Sławkowska) oryginalną Wazę z Bronocic! Mamy również kopię Światowida w reprezentacyjnym miejscu miasta (także pod Wawelem – Świętym Pogańskim Wzgórzem) i Czakram Wawelski na szczycie góry wawelskiej, w Krypcie Gereona oraz w pobliżu Wawelu kopię Wazy z Bronocic (tam gdzie oryginalny Światowid – w Muzeum Archeologicznym). Mamy także w Krakowie oryginał dzieła Bronisława Trentowskiego „Bożyca” czyli spisany w XIX wieku panteon słowiańskich bogów, ocalony przez Czartoryskich w ich muzeum). CB

Najwcześniejsze dzieje Hetytów

Hetyci, lud indoeuropejski, pojawili się na ziemiach Anatolii ok. 2000 roku p.n.e., docierając tam, zdaniem większości badaczy, z obszarów położonych na północ od Kaukazu przez zachodnie przełęcze gór. Możliwe też, że przybyli ze swoich rdzennych obszarów przez Bałkany i cieśniny Bosfor albo Dardanele[3].
Koczownicze plemiona hetyckie, które dotarły do historycznej krainy Hatti, wchłonęły lub wyparły z tych terenów osiadły lud Hatti (zwany też Protohetytami – był to autochtoniczny lud kaukaski, który zamieszkiwał Anatolię między III a II tysiącleciem p.n.e. i posługiwał się językiem hattili).

Czy Hettyci byli koczowniczym ludem w okresie pobytu nad Morzem Czarnym? To powtarzany od XIX wieku jak mantra stereotyp a nie jakiś fakt historyczny, ponieważ dzisiaj posiadamy wiedzę, że żyły w tym okresie nad Morzem Czarnym plemiona rolnicze, osiadłe.

Lud Hatti nie został nigdzie wyparty ani wchłonięty. Wojownicy przejęli władzę i zmieszali się z plemieniem Hatti. Oni sami nie nazywali się wcale Hetytami. Było to plemię/grupa plemienna Nasilanów lub Nesumnilów, albo dwa plemiona Nasilanów i Nieszumiłów – tak oni sami siebie nazywali. Stworzona przez brytyjskich uczonych rekonstrukcyjna nazwa Nesyci nie odzwierciedla zapisu, a tym bardziej wymowy prasłowiańskiej/scytyjskiej – jest to transkrypcja zniekształcająca. Ta nazwa mogła brzmieć w oryginalnej wymowie Nasielanie, Nieszumini, lub po prostu nie Nesyci a NIE-SCYCI. Może tak właśnie przedstawiali się tubylcom? To mało prawdopodobne, bo wtedy mówiliby o sobie Ne-Osikołkowie (Żydzi rozumieli nazwę Scytów i wymawiali jako Oszke-nasi)/Osikonosi), zatem przybysze mogliby mówić o sobie Ne-Oszkenasi lub Ne-Sokołoci, lub Ne-Sacy. Może to ostatnie? Blisko, co? Nesacy czy Nesyci – jak chce transkrypcja angielska? A miejscowi jakim ludem się zwali i w jakim byli pokrewieństwie do przybyszów. Zwali siebie Hati a język swój hatili, czy nie brzmi swojsko, zwłaszcza w kontekście tego faktu, że znamy bliskie plemiona Dachów/Daków i Gątów/Getów/Gotów? A król chatycki Miliwata II jak by się nazywał po naszemu? Nie na przykład Miły Wądzie, Mili Wandzie, Miłowęda, Miłowoda, Miliwoda?


Hetyci, którzy prawdopodobnie siebie samych nazywali Nesytami (posługiwali się językiem, który określali jako nasili/nesumnili), przeszli swoisty proces akulturacji, przyswajając sobie wierzenia hatyckie wraz z językiem hattili, jako językiem sacrum, wykorzystywanym wyłącznie w celach religijnych. Wpływ autochtonów, jak również innych kultur ościennych, na kulturę Hetytów był tak wyraźny, że przejęli oni nazwę własną od podbitego królestwa – Hatti, pod którą występują we współczesnych sobie źródłach pisanych[4].

Jak by nie przyjmować brzmienia prawdziwego nazwy przybyszów zza Kaukazu, wszystkie trzy odtworzone nazwy zapisane w Kronikach Hettytów mają słowiańsko-scytyjskie brzmienie. Język Nieszumiłów po zetknięciu z miejscowymi Hattami zmienił się bardzo. Wiodącym stał się hettycki jako język święty – sacrum, obrzędowy i królewski. Niesyci, czy Nasilanie, czy też Nieszumiłowie przyjęli miejscową nazwę plemienną, obyczaje, obrzędy i w znacznym stopniu także język. Tak więc kroniki jakie otrzymujemy są zapisane w już mocno zniekształconym (pod wpływem semickim lub kaukaskim) języku prasłowiańskim/scytyjskim, który pobrzmiewa jeszcze swojsko, ale jest trudny dla nas do zrozumienia, podobnie jak perski. Tak się dzieje kiedy niższa kultura o wysokiej sile militarnej styka się z wyższą kulturą słabszą militarnie. Tak stało się z Parnami, Mazogątami i Dachami w Persji. Pamiętajmy, że ci właśnie Nasilanie/Nesytowie/NIE-SCYTOWIE musieli usunąć się spod siły napierającej na nich od Dniepru i Wisły prawdziwych Scytów PARALATÓW, którzy nieśli ze sobą wysoko rozwiniętą Kulturę Wedyjską (nie tylko z systemem wierzeń scytyjskich, ale także z aktualną technologią wytwórczą, w tym techniką wyrobu broni z żelaza i systemu prowadzenia wojny) i przenieść się na południe, za zabezpieczające ich góry – Kaukaz. Mechanizm wchłaniania różnych krajów przez Scytów był przemyślany i składał się z dwóch elementów. Zwycięstwa w walce i wybicia doszczętnego oddziałów wroga oraz wszystkich stawiających opór, a następnie zezwoleniu na dalszy rozwój kultury według lokalnego wzorca (w tym również częściowo religii, której elementy Scytowie wchłaniali) – często także z pozostawieniem ludności jej języka, co najwyżej modyfikowanego pod wpływem scytyjskim ewolucyjnie.

W religii Hetytów bóstwu należało się posłuszeństwo. Za przestrzeganie rytuałów religijnych człowiek mógł spodziewać ochrony przed złem. W przeciwnym razie jego i jego potomków spotykała zasłużona kara[48]. W życiu religijnym najważniejszą rolę odgrywał saru, labarna – król, który pełnił zarazem funkcję najwyższego kapłana. Monarcha często był przedstawiany w stroju kapłana – w długim płaszczu z rękawami, w tiarze i z litusem. Królewska władza była darem bogów, a król strzegł boskich porządków w państwie i przestrzegał ceremonialnego roku. Po swojej śmierci, władca, którego pomyślność utożsamiano z dobrobytem narodu, stawał się istotą boską, której następcy oddawali cześć.

Do najważniejszych świąt należały: purulli obchodzone wiosną, związane z rośliną AN.TAH.ŠUM i święto nuntarijasha podczas którego para królewska objeżdżała okolice Hattusa[49].

Nawet jeżeli były to święta i obrzędy miejscowe – niescytyjskie ale semickie to są zadziwiająco bliskie naszym obrzędom znanym nawet jeszcze z XIX wieku – Święta Wiosny oraz objeżdżania wioski w koło z tej okazji, przez obraną na święcie parę królewską. Różnica nazewnicza bóstw nie przekłada się więc na żadną istotną różnicę wierzeń i nowe nazwy mogły być przez przybyszów bez trudu zaakceptowane. Także pozycja władcy-kapłana, jako przedłużenia boskiego przedstawicielstwa wśród członków plemienia nie ulegała początkowo zmianie. Zmieniała się ona potem z biegiem wieków niestety niekorzystnie, w miarę jak na Południu coraz bardziej modyfikowano Wiarę Przyrodzoną Północy (zoroastryzm, hinduizm, judaizm, chrześcijaństwo, islam).

W początkowym okresie swojego osadnictwa w Azji Mniejszej Hetyci obywali się bez budynków świątynnych. Kamienne stelle – huwasi, które symbolizowały bóstwo, stawiano w jaskiniach albo pod gołym niebem. Dopiero pod wpływem Hurytów zaczęto wznosić świątynie, które stawały się schronieniem bogów. Z czasem wokół świątyni powstawały kompleksy budowli z pomieszczeniami administracyjnymi, skarbcem, spichlerzami, budynkami gospodarczymi, jak np. w centrach kultowych w Arinna i Nerikka. Znaczącą rolę w hetyckiej religijności musiało pełnić sanktuarium skalne w Yazılıkaya[50].

Hetyci stosowali birytualny obrządek pogrzebowy. Badania nekropoli hetyckich poświadczają, że stosowali jednocześnie kremację i inhumację. Ciało zmarłego króla wraz z darami zawsze palono na stosie, który gaszono, podobnie jak w Grecji (oraz u Słowian – CB) , winem i piwem[51].

Na koniec autor podsumowując swój artykuł pisze tak: „Naukowcy ustalili prawdę o wydarzeniach nad brzegami Orestesu, ale wciąż nie mogą rozwiązać zagadki Tollense. Natomiast nie brakuje teorii spiskowych. Według niektórych znawców obrońcami przeprawy przez rzekę, mogli być Prasłowianie, którzy mieli również tworzyć kulturę łużycką. Tylko, że 1300 lat p.n.e. to dopiero początki tej kultury. Przeciętny mieszkaniec Polski kojarzy ją z osadą w Biskupinie. W największym rozkwicie przedstawiciele kultury łużyckiej zamieszkiwali obszar obecnej Polski, Łużyc, Czech, części Słowacji i Wołynia. Wciąż trwa spór naukowców czy jej twórcy byli Prasłowianami. Prof. Józef Kostrzewski, który prowadził wykopaliska w Biskupinie, uważał, że tak. ”

Gdyby zechciał poznać temat choćby powierzchownie przez wywiad z jakimś zawodowym archeologiem albo historykiem, lub choćby sięgnął do Wikipedii, albo wiadomości archeologicznych w serwisie PAP to dowiedziałby się, że niespełna 200 kilometrów na południe, w Górzycy w województwie Lubuskiem odkryto olbrzymie cmentarzysko wojenne z lat 1700-1500 p.n.e. , a jego badania są mocno zaawansowane i rzucają ciekawe światło na znalezisko na Pomorzu. Przede wszystkim potwierdzają, że w tym rejonie toczyły się walki i że skierowano tutaj oddziały wojskowe które stacjonowały przez dłuższy czas. W Górzycy również znaleziono miecz z brązu o długości ostrza 52 centymetry.Pisaliśmy o tym odkryciu kilka dni temu tutaj: Wielki cmentarz wojenny sprzed 3.500 lat w województwie lubuskim (Górzyca)!

Inne odkrycie bardzo świeże opisano tutaj:
http://bialczynski.pl/2016/09/19/56214/#more-56214


cdn.
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

ODPOWIEDZ