Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Rodzimowierstwo - odrodzenie

Awatar użytkownika
PurpleSilvan
Posty: 83
Rejestracja: piątek 27 maja 2016, 19:09
x 18
x 4
Otrzymał podziękowanie: 94 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: PurpleSilvan » sobota 04 cze 2016, 13:01

http://historykon.pl/drzewa-w-obrzedowosci-slowian-czesc-i-2/

Każde drzewo jest święte, tutaj są wymienione drzewa szczególnie ważne dla świętego gaju.

Sam posadziłem na działce zagajnik, trochę drzew wypadło przez suszę, trochę chorowało (dęby należy pryskać na wiosnę od przędziorka, nie wiedziałem).
Zostały: dąb, ambrowiec, cedr syberyjski, lipa, klon, topola, brzozy, buk (ale nie wiem czy ten przetrwa), jodły.
Przy każdym drzewie położyłem po trzy duże otoczaki (kora się nie uszkadza przy koszeniu i jest to patent na mrówki które jak nie mają pod czym siedzieć to siedzą w korzeniach a tak wlazły pod kamienie).
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: abcd » sobota 17 wrz 2016, 13:10

Jeśli uznacie, że ten artykuł powinien być w innym miejscu to proszę o przeniesienie go:

Białczyński pisze:Dlaczego Polacy, Koreańczycy i Arabowie są tak gorliwymi wyznawcami Boga, czyli Świadomość nad Materią, albo o Ostatnim Akcie Wielkiej Zmiany – część 1
16 września 2016

Obrazek

Kto oglądał już ten materiał wcześniej (publikowaliśmy go kilka lat temu) proszę by go pominął, lecz miał w pamięci jego treść. Kto nie oglądał powinien przebrnąć przez tę ważną treść żeby naprawdę do głębi zrozumieć co się właściwie dzieje na świecie, jaki proces obserwujemy, w czym uczestniczymy i w jakim kierunku zdążamy. Dalszy wywód poniżej tego materiału.

Moi Drodzy, Kochani, Przyjaciele, Wszyscy Wolni Ludzie

Przedstawiam wam bardzo ważne wykłady, które są prostym (momentami może nie łatwym w odbiorze, ale prościej się nie da) przekazem najnowszego przełomu w Biologii Molekularnej – w widzeniu Świata i zależności między Świadomością a Materią oraz postrzeganiu wpływu Świadomości na kształtowanie Materii.

O innych dużo głębszych konsekwencjach tego przełomu, przeważnie jeszcze przez ludzi nieuświadamianych i niezauważanych piszę niżej, po filmach z wykładami Bruce Liptona, i napiszę jeszcze więcej w następnych częściach tego materiału, bo jest to Fundament Wielkiej Zmiany.

Po przełomie Kopernikańskim – Kopernik z Torunia – kultura polska – astronomia – Kosmos, miejsce Ziemi i Słońca we wszechświecie – rok 1543; i Kantowskim – Immanuel Kant z Królewca – kultura polska – filozofia – Świadomość nad Materią – rok 1780 (rozwiniętym przez urodzonego w polskim Gdańsku Niemca Artura Schopenhauera w „Świat jako wola i wyobrażenie” – 1819); w końcu XX i na początku XXI wieku nastąpiły kolejne przewroty. Przewrót fizyki kwantowej, będący dalszą konsekwencją i rozwinięciem idei kopernikańsko-kantowskiej spowodował kolejne przewroty filozoficzne wprowadzając Człowieka i Cywilizację Człowieka w Wszechświat rządzony przez Nieskończoną Świadomość i prawa filozofii kwantowej oraz cyfrowej przeczuwane intuicyjnie i opisane już w roku 80 n.e. przez filozofię hinduską. W prosty sposób idee te wykłada np. Nasim Haramein, ale też inni współcześni filozofowie i popularyzatorzy filozofii kwantowo-cyfrowej objaśniający ją w różnych płaszczyznach holistycznego widzenia RzeczyIstności: jak np. twórca filozofii totalistycznej (2003) Jan Pająk – obecnie Nowa Zelandia, ale także Malezja i Korea Południowa po Stanie Wojennym 1981, a wcześniej Wrocław – polski krąg kulturowy, czy fizyk kwantowy profesor Wojciech Żurek (obecnie USA), a także nieznany zbyt dobrze w Polsce a wart poznania Zbig Kurzawa (
tutaj).

Filozofia kwantowa zachwiała pojęciem przyczynowości, a właściwie zlikwidowała je – z czego wielu laików (a nawet niektórych fizyków współczesnych) nie zdaje sobie wciąż sprawy. Przełom z początku XXI wieku doprowadził do uznania prymatu świadomości nad materią i udowodnił, że Świadomość kształtuje świat fizyczny-materialny. Te wszystkie wielkie przełomy jakie powyżej opisałem odbyły się ze znaczącym udziałem Polaków, a pierwsze z nich – zasadnicze dla dziejów Cywilizacji Zachodniej – dokonały się w polskim i polsko-niemieckim kręgu kulturowym, który był w latach 1500 – 2000 głównym ośrodkiem kształtowania nauki i filozofii Europy, a co za tym idzie także całego Świata.


[nie wspominamy tutaj o takich postaciach, które brały znaczący udział w tej rewolucji – jak Bronisław Trentowski uznawany za największego filozofa Europy, polski matematyk Wacław Sierpiński, inny polsko-niemiecki matematyk Herman Minkowski, czy kolejni Polacy – Franciszek Rychnowski (eteroid = orgon) i Wilhelm Reich (orgon), albo inny Słowianin (Serbo-Chorwat) Nicola Tesla].

Teoretycznie było tylko kwestią czasu, kiedy uznanie tez i dowodów filozofii kwantowej doprowadzi do kolejnego przełomu, tym razem w widzeniu świata organicznego, materii ożywionej, czyli w świecie biologii molekularnej. I oto mamy ten przewrót, bowiem to co ujawnia nam Bruce Lipton to jest ten kolejny przełom dokonany przez kontynuatorów idei kopernikańsko-kantowskiej w biologii i behawioralnej psychologii. Czyni on ze Świadomości oraz Środowiska człowieka (naszej Matki – Ziemi) główny instrument sterujący biologią naszych organizmów i kształtujący biologiczny i psychologiczny oraz fizyczny świat dookoła nas. Behawioralna teoria biologii i psychologii mózgu Brucea Liptona potwierdza istnienie Świadomości Nieskończonej oraz jej współdziałanie ze Świadomością Planetarną Matki Ziemi.

To ponad trzy godziny słuchania, ale warto tego słuchać wiele, wiele, bardzo wiele razy i wbić sobie to do podświadomości – tak głęboko żeby PRZEPROGRAMOWAĆ SAMEGO SIEBIE, stać się w pełni WOLNYM CZŁOWIEKIEM – I POZBYĆ SIĘ SZKOLNYCH/RELIGIJNYCH, ARCHAICZNYCH, MATERIALISTYCZNYCH WDRUKÓW (system Pan-Niewolnik, feudalizm duchowy), KTÓRE NIE POZWALAJĄ NAM ŻYĆ ZDROWO I W PEŁNI PRZYJEMNOŚCI.

Mamy wręcz obowiązek BYĆ SZCZĘŚLIWYMI:

JAK KTOŚ POWIEDZIAŁ PIĘKNIE: NIE LĘKAJCIE SIĘ!

JA MÓWIĘ ZA BRUCE LIPTONEM I JEGO USTAMI:

NIGDY, PRZENIGDY – NIE LĘKAJCIE SIĘ NICZEGO! A BĘDZIECIE ZDROWI I SZCZĘŚLIWI AŻ DO KOŃCA. A KONIEC BĘDZIE RÓWNIE PRZYJEMNY JAK PRZYJEMNE BĘDZIE CAŁE WASZE ŻYCIE.


https://www.youtube.com/watch?v=_ef1MhxLR3A


Nowa biologia część 1 – Lektor; https://www.youtube.com/watch?v=iW2Ereo1SGU


część 2 – LEKTOR; https://www.youtube.com/watch?v=9AQzqV-1QKQ


A teraz o głębokich zmianach, które są konsekwencją rozpoznania wpływu Świadomości na kształtowanie materii biologicznej, tkanki społecznej, organizmów politycznych i holistycznej całości jako Cywilizacji Matki Ziemi, a także każdej innej materii na Naszej Planecie.

Cywilizacja Europejska ukształtowała współczesny Świat. Wielu ludziom wydaje się, że obserwują obecnie jej schyłek, lecz jest to nieprawda. Jest to nieprawda mimo, że prawidłowo spostrzegamy, że toczy się na naszej ziemi Wojna Europejskiej Cywilizacji z Antycywilizacją. Podział między Cywilizacją a Antycywilizacją przebiega jednak gdzie indziej niż zdaje się wielu z nas.

Żeby prawidłowo zrozumieć zachodzący proces, wyciągnąć prawidłowe wnioski i zwyciężyć w tej bezprecedensowej Wojnie na skalę Matki Ziemi, musimy zrozumieć sami siebie – swoją przeszłość, swoje korzenie, to kim jesteśmy i dlaczego stworzyliśmy Cywilizację Białego Lądu oraz dlaczego jest ona jaka jest. Posiadając taką prawidłową wiedzę i obraz przeszłości oraz teraźniejszości, możemy określić co nam się nie podoba, czego chcemy na przyszłość, co chcemy zmienić – ZMIENIĆ. Na tej podstawie dokonamy Przyspieszenia Wielkiej Zmiany i zminimalizowania wszelkich strat wynikających z wojny, której nie chcieliśmy, lecz którą nam narzucono. Ta wojna jest bowiem reakcją Świata Niedostatku i Braku Wiedzy (Biedy i Wyzysku) na Świat Dostatku i Wiedzy, jest reakcją Świata Niewolniczego na możliwość zaistnienia prawdziwego Świata Wolnych Ludzi.

Zacznijmy więc od Korzeni Europy (Białego Lądu) i jej cywilizacji. Chrześcijaństwo rządzi od 325 roku n.e. a więc 1700 lat, Wiara Przyrody poprzedzała je przez 30.000 lat. Świątynia Nauki istnieje od XVIII wieku, czyli 250 lat, ale rozwijała się na bazie Wiary Przyrodzonej. Nadszedł oto czas kolejnego Przełomu i Świątynia Nauki, będąca bastionem materializmu i racjonalizmu materialnego, która w XIX i XX wieku rękami Masonerii obaliła ostatecznie Świat Scholastyczny (chrześcijaństwo-judaizm-islam) obala dzisiaj samą siebie i swój Świat Materialistyczny. Po 250 latach panowania dochodzi do swojego kresu oddając pole Metafizyce i Filozofii Kwantowej. Jednocześnie Świątynia Nauki wydała z siebie i wciąż wydaje na świat coraz to nowe zdobycze materialne (technologie i odkrycia prawideł), które przyspieszają zmiany na Ziemi i umożliwiają kolejne Wielkie Zmiany społeczne i materialne, ale i filozoficzne, jakie zachodzą.

Mamy też nieodparte wrażenie, że Świat rozpada się na kawałki, eksploduje, przestaje być jednością – tę ideę oddałem i zamknąłem ów obserwowalny proces już w holistycznym Antypoemacie NEO z lat 1980-1991, kiedy to znowu MY Polacy, dokonaliśmy WIELKIEJ ZMIANY, jako 10.milionowa masa zmieniając faktycznie Cały Świat ukształtowany II Wojną Światową. Tak, proklamowanie Solidarności unaoczniło nam Polakom (z czego może nie wszyscy zdają sobie wciąż sprawę) i całemu światu, możliwość dokonania Wielkiej Zmiany przy pomocy wyłącznie Świadomości przy braku jakiegokolwiek materialnego oparcia w sile fizycznej – materialnej, którą mieli w swoich rękach w całości komuniści. To komuniści skupiali w Polsce wszelką materialną władzę, rządząc całą Europą Wschodnią i POLSKĄ z Moskwy przy pomocy licznych armii, licznych milicji, służb wywiadowczych i tajnych, aparatów partyjnych i gospodarczych, aparatu administracji, zarządzania i terroru. Komuniści byli wyposażeni w broń palną, ciężki sprzęt wojskowy i lotnictwo, w gazy bojowe, a nawet w rakiety z głowicami jądrowymi i bomby atomowe rozmieszczone w Polsce. Naprzeciw nich stanęło pozbawione – jak im się zdawało – wszelkiej materialnej siły Społeczeństwo reprezentowane przez małe grupki strajkujące w kilku, a potem kilkudziesięciu zakładach pracy.


Co sprawia, że dana era jest erą ciemności lub tak zwaną złotą erą? Jakie znaki na to wskazują? Trzęsienia ziemi, purpurowe niebo, deszcze meteorytów, w przeciwieństwie do tego, co nam mówiono, nie są oznakami ostatecznej zagłady. Podobnie, fruwające wszędzie wokół cherubinki, dobrze prosperująca gospodarka, swobodny przepływ informacji i pokój na ziemi niekoniecznie oznaczają złoty wiek. Mówi się, że era światłości to czas, kiedy ludzie cenią empatię i wybaczają innym; kiedy starają się zrozumieć punkt widzenia drugiego człowieka i są zadowoleni z tego, co sami mają.

Kiedy systematycznie tłamsi się te wartości, wtedy można mówić o rychłym końcu świata. Kiedy bezbronnego żebraka postrzegamy jako pasożyta, a zazdrościmy miliarderom, którzy notorycznie niszczą naszą planetę, wówczas to my sami przyspieszamy nadejście dnia zagłady.

Wszystko zależy od przyczyn i warunków. To samo tyczy się wieków ciemnych i wieków złotych. Nie kieruje nimi przeznaczenie, ale też nie pojawiają się losowo, chaotycznie. Przeznaczenie zależy od warunków i przyczyn, a główną przyczyną jesteśmy my sami. My oraz nasze wybory tworzą nasze przeznaczenie. To, kim jesteśmy teraz jest wynikiem tego, kim byliśmy i jak zachowywaliśmy się w przeszłości. To, kim będziemy w przyszłości zależy od tego, kim jesteśmy i co robimy teraz.

(Czjentse Rinpocze/Norbu)


https://www.youtube.com/watch?v=0AOeaC2kDMM

Nowy hymn Polski-Lechii (na razie propozycja wyłącznie muzyczna). Ktoś (poeta) powinien spróbować napisać słowa o Wielkiej Lechii – Starej-Starożytnej i tej Nowej, Ery Wodnika.

Obrazek

a także Nowa Flaga oparta o Niebieskiego Raroga (Myślokształt Mezamira) sfotografowany na niebie. Obraz zmaterializowany Rarah-Raraszek – Mezamir.

Obrazek
(nieudolny szkic flagi – Białczyński. Flagę projektuje obecnie Jerzy Przybył). Może będzie gotowa na 17 września.

Wbrew pozorom nie ma sprzeczności pomiędzy Przeznaczeniem Kosmicznym determinowanym przez Macierz/Ojca – Światło Świata, a buddyzmem – gdyż Macierz/Ojciec wsłuchuje się w Nas i jest w NAS obecna KWANTOWO w każdej kaszcie (ksztynie) czasu [1/300 000 000 część sekundy – Się Dzieje]. Nasz Wybór (się dzieje) staje się Jej Wyborem (Się Dzieje) – Jej Wybór (Siędzieje) staje się Naszym Wyborem (siędzieje) w kaszcie Przeskoku (patrz: Lekcja 5 – Rzecz o Granicach: wiara, wiedza, mit, magia, fantasy). Tak działa Wolna Wola – dlatego musimy być cały czas w stanie oświecenia i uważności, bo decyzji (przeskoku od się dzieje/przeszłość – do siędzieje/przyszłość) nie podejmuje w Tu i Teraz (Byt, RzeczyIstność) mózg materialny, ani logiczny umysł człowieka, rozumiany materialistycznie jako rój komórek, lecz Świadomość Nieskończona obecna w człowieku cząsteczkowo/falowo poza czasem fizycznym.

Dlatego tym, którzy widzą przed sobą i Ziemią, i Polską, i Słowiańszczyzną katastrofy, wojny, rozpad i śmierć – słowem koniec świata jaki znamy – chcę z całym zdecydowaniem powiedzieć, że nic takiego się nie stanie. Nie stanie się też NWO (Nowy Porządek Świata – w rozumieniu Jeden Światowy Rząd Właścicieli – 1%, nad światem pełnym Niewolników – 99%). Nie stanie się jeśli MY (99% Ludzkości) tego nie zechcemy, tego sobie nie wymyślimy, tego sobie nie zafundujemy sami.

To co się stanie (ZADZIEJE) zależy wyłącznie od NASZEJ/WASZEJ ŚWIADOMOŚCI, od stanu (siędzieje) Naszej/Waszej Świadomości.


Światło Świata (Matryca-Mać-Macierz-Mathmoszcz, RzeczyIstność, Wszechbyt, Kosmos, Świadomość Nieskończona, Uniwersum) działa zgodnie z Prawem Przyrodzonym i wszyscy którzy działają w zgodzie z tym Przyrodzonym Prawem Przyrody mogą być pewni, iż ich WOLA zostanie spełniona. Nie znaczy to, że mogą zaniechać aktywności. Każda zmiana zaczyna się od pojedynczej osoby-istu-bytu (osobytności, oś-rodka). Lecz potem, tak jak wybuchła Solidarność, tak jak wybucha na naszych oczach Wolna Polska, z naszej Myśli (Myślokształtów i Mogtycznych Mocy Macierzy), odrodzi się przewodzone przez Lechię Międzymorze, pradawny odwieczny SIStan, Wielkie Królestwo Północy. Zmieniamy Polskę w Lechię i zmieniamy cały świat. To pod wpływem polskiej myśli płynącej znad Odry i Wisły Europejczycy zmieniają dzisiaj swój pogląd na Unię Europejską, na jej kształt, na rolę Rosji w dziejach, na „mądrość” Niemców i domniemaną „głupotę” Polaków. Jest to tylko najbardziej przyziemny aspekt Wielkiej Zmiany jaką obserwujemy.

Ponieważ nas, Ludzi Maluczkich jest 99%, a ich, Panów jest 1%, w tej walce Świadomości Nieskończonej z Nieświadomością Materialistyczną musimy wygrać. Nie ma innej możliwości. A ponieważ Wolnych Ludzi, którzy nie życzą sobie świata Panów i Niewolników przybywa lawinowo na Ziemi – to świat Panów i Niewolników (Yetisynów i Lemingów) wali się w drzazgi. Z nich (Panów) pozostanie tylko popiół, świat zaś okryje się Diamentowym Owocem naszej Świadomości. Oto jest Zwieńczenie chaosu jaki widzimy.


Odsyłam wszystkich wątpiących do artykułu z 14 września o Erze Wodnika, wykłady Bruce Liptona uświadomią Wam jak powinniście myśleć o sobie, o swoim ciele, jakimi przedmiotami, jakim środowiskiem i jakimi źródłami wiedzy powinniście się otaczać. Te wykłady pomogą wam przezwyciężyć NEGATYW jakim zalewa nas Yetisyństwo Światowe (Banksterstwo) przez swoje zdegenerowane do szpiku media.

Tak jak skutecznie – wbrew sianym powszechnie przez NEGATYW w Polsce obrazom katastrofy i wojny oraz ekonomicznego upadku – otoczyliśmy Świadomością płynącą z Serca, Naszą ukochaną Ojczyznę i Całe Międzymorze, stwarzając rzeczywistą i fizyczną, materialną Amarantową Tarczę ze Świetlistym/Skrzystym Wielkim/Białym Rarogiem/Orłem – tak skutecznie zmienimy całą przyszłość świata, zmienimy myślenie Europejczyków o tym na czym powinna polegać prawdziwa Wspólnota Narodów i myślenie o tym, jak powinno się zrealizować wolność jednostek i grup nie naruszając przy tym wolności innych jednostek i grup/plemion/ludów.

Jeżeli tylko WY – Wolni Ludzie – Wolni Polacy – zechcecie to zmienimy skład Sejmu tak, że znajdzie się w nim 55% reprezentacja Wolnych Polaków, Wolnych Ludzi.

JA Mówię Wam dzisiaj, że Tego Chce i Ku Temu Zmierza Świadomość Nieskończona. NASTĘPUJE WIELKA ZMIANA! (Siędzieje)


Nie jakaś tam „dobra”, nie dobra, czy nawet DOBRA Zmiana, ale Zmiana o Boskich Wymiarach, Zmiana która przekracza dzisiejsze materialistyczne wizje światowych banksterów i ich buchalterów. Jest to zmiana jakiej sobie oni (1%) wcale nie życzą. Jest to Zmiana jakiej chcą Wolni Ludzie i jakiej za chwilę – dzięki naszej woli, aktywności i determinacji – będzie chcieć 99% Ludzkości. Obejmie ona wszystkie możliwe poziomy świadomości zbiorowej i wymiary życia społecznego, odmieni nasze życie w sposób zdecydowany – tak iż będziemy żyć zgodnie z dewizą Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata – Życie jest Przyjemnością, a nie Cierpieniem.

Ruch Kukiza tę naszą Wielką Zmianę realizuje w tej przez wielu wolnych ludzi „znienawidzonej” i „pogardzanej” lecz niezbędnej, przyziemnej, politycznej rzeczywistości codziennie w polskim Sejmie. Powoli, ale nieustannie Ruch Wolnych Ludzi i Ruch Wolnej Polski rośnie w siłę i rośnie dla niego zrozumienie i poparcie społeczne Polaków, które wśród Młodych Ludzi (Przyszłości Polski!) już w tej chwili sięga 40%.

Powoli wokół Polski w wymiarze międzynarodowym i wokół Grupy Wyszehradzkiej buduje się Rdzeń Międzymorza i powstaje Materialna TARCZA Obronna oraz na nowo rozumiana Wspólnota Ludów. Polska staje się Wielkim Budowniczym Miru-Pokoju dla Miru-Świata, Płaszczyzną Pokoju i Współpracy, ale też Pokojowej Konkurencji między USA a Chinami, płaszczyzną pokoju opartego o idealną Równowagę między tymi mocarstwami w Sercu Świata – w Polsce.

W sensie moralnym i filozoficznym dzisiaj już nawet buńczuczni Niemcy wsłuchują się co mówią POLACY, tak jak wsłuchiwali się w 1980 roku w Solidarność. Wczoraj oszukany w wyborach kandydat na prezydenta Austrii oświadczył przed powtórnymi wyborami w swoim kraju, że jeśli tylko wygra to Austria wstąpi do Wspólnoty Wyszehradzkiej. Tak wokół Serca Świata – Polski – buduje się Wielka Zmiana, Wspólnota Wyszehradzka – nowe Jądro Wspólnoty Europejskiej Białego Lądu, wspólnoty Narodów Świata, która kiedyś była tylko marzeniem i myślokształtem grupki Wolnych Ludzi, Wolnych Polaków. Się Dzieje. Siędzieje.

Obrazek

Pamiętam jak jeszcze niedawno wyśmiewano się w Europie z tego, że Polska Myśl i Polacy w swoim działaniu otrzymali poparcie z Indii, gdzie w apogeum zeszłorocznym Kryzysu Migracyjnego dostrzeżono właśnie w postawie Polski nadzieję na dobre rozwiązanie Europejskich Problemów. Czy to że mamy wsparcie ze wszystkich liczących się stron formującego się Nowego Ładu (Chin, Indii, USA) – ŁADU NOVEGO – kogoś jeszcze dzisiaj śmieszy? Czy śmieszy to Banksterów i Duchowych Moskali z KOD i spod innych postsowieckich szyldów?

Jeszcze niedawno mówiono o Polsce, że jest krajem katolickim, a 90% Polaków to wyznawcy tej religii. Po badaniach z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wiemy, że katolików jest w Polsce nie więcej niż 13-16%, bo tylko tyle osób praktykuje komunię, czyli tyle też chodzi do spowiedzi – co jest warunkiem podstawowym wyznawania tejże religii.


Jak to zatem jest, że 90% wierzy w istnienie Boga/Uniwersum/Siły Wyższej/Nadistoty/Energii Sprawczej/Praw Kosmosu, a tylko 16% z nich to katolicy. Ano tak to jest, że WIARA a religia to dwie różne sprawy i WIARA w BOGA jest bardziej filozofią życiową niż przynależnością do jakiegokolwiek kościoła. Filozofia Życiowa to cecha Przyrodzona Ludzkiej Świadomości. Zatem te 74 % Polaków wierzących w boga to świadomi lub nieświadomi wyznawcy Wiary Przyrodzonej (naturalnej) – tej którą człowiek ma w sobie od zarania dziejów i od urodzenia – bez żadnej katechizacji, judeizacji czy islamizacji.

Polacy, Koreańczycy/Chińczycy i Arabowie są gorliwymi wyznawcami boga dlatego, że są RACJONALISTAMI – wiedzą że ponad dostrzegalną materią fizyczną istnieje coś co ją przepięknie komponuje w Twory Przyrody i co nią dyskretnie steruje przy pomocy Praw Kosmicznych i Niewidzialnych Energii. To łączy te trzy ludy świata. Jednakże tylko Polaków i Koreańczyków (Japończyków, Chińczyków, Hindusów – ogólnie buddystów, hinduistów, szintoistów i taoistów oraz ludzi wiary przyrodzonej) łączy coś więcej – Filozofia Życiowa oparta o Obserwację Przyrody i Przyrodzonych Praw. Bóg islamistów to całkiem inny twór, podobnie jak inni monoteistyczni bogowie, którzy masowo produkują fanatyków i wszczynają na świecie ciągłe wojny.

Czy teraz jest do śmiechu tym, którzy twierdzą, że w Polsce jest tylko garstka Rodzimowierców? Naprawdę jest ich między 74 a 77%, a do tego dochodzi 10% ateistów, dopiero zaś 13-16% to tzw. judeochrześcijanie. Jakim prawem więc judeo-chrześcijanie uzurpują sobie tradycję i dzieje Polski, która wyrosła z Wielkiej Lechii, jako Po-Lechia i kultura po-lechska (polska), po-rodzimowiercza.

Jakim prawem uzurpują sobie oni rządy w Sejmie i Senacie, w Samorządach, i rząd dusz, narzucając wszystkim swój punkt widzenia! Rodzimowierstwo było w Wielkim Królestwie Północy (Scytii/Sarmacji/Wenedii/Tartarii) od 30.000 lat, a w Wielkiej Lechii nad Wisłą i Odrą od 10.000 lat. I czymże jest przy tym owo marne 1050-lecie judeo-chrześcijaństwa, którymi owe 13% Polaków wymachuje niczym dziecięcą chorągiewką i przeciwstawia tęż chorągiewkę ze skradzionym krzyżem, tej prawdziwej chorągwi Wielkiej Lechii, Amarantowej Stanicy Białego Raroga-Orła.

Jakim prawem głoszą oni bezkarnie to kłamstwo, że są reprezentantami jakiejś większości Polaków?!

Czy będziemy przyzwalać nadal na to kłamstwo? Czy na fałszywych podstawach, na oszustwie można dokonać prawidłowej oceny Rzeczywistości i zbudować dobry fundament dla dobrego państwa, dla DOBREJ ZMIANY, dla Wolnej Polski?!


Zwieńczenie

Ostatni fragment publikowany przed oficjalnym wydaniem drukiem książki „Tomirysa i Czaropanowie – Świątynia Dziewięciu Kręgów”


Im wyżej wstępowali, tym bardziej psuła się pogoda. Na wysokościach otoczyła ich mgła, gęstniejąca z każdym krokiem. Pojawiły się mokre, śliskie granity żyłkowane złotem, lśniące od miki. Czy była to mgła? Czy to było prawdziwe złoto i granit? Nie była to przypadkiem mogła – mogtyczna zasłona rzucona czarem? Weszli w dolinę rzeki, a droga wydawała się prosta. Wkrótce jednak strumień rozlał się po szerokim, kamienistym przestworze i rozdzielił na kilkanaście równoległych odnóg. Wielkie głazy na przemian z małymi skałkami cięły cały teren, a strugi zlewały się i rozdzielały, tworząc płycizny i baniory. Grupa także rozeszła się na kilka sznurów, a sznury porwały się wkrótce na nitkowate grupki, widzialne ze szczytów górskich jako perełki pękniętego naszyjnika. Wojownicy w wielu miejscach musieli przechodzić przez potoki. W trzech głównych nurtach strumienie stawały się rwące, a woda była głęboka i przeraźliwie zimna. Czarne chmury spowiły wierzchołki gór a mgła pogrążyła całą okolicę w ponurej ciemności. Złoty Arda co chwilę rozwijał zwój i zerkał poirytowany na rysunki i znaki. Lengosempa posuwał się obok niego milczący, jak zwykle z kamienną twarzą. Arda nie pytał jednak o nic idącego z tyłu Syna Szara. Tym bardziej nie radził się Wilczyca. Mapy najwyraźniej nie pokazywały jak trzeba tego odcinka drogi. Do naprawdę niebezpiecznych przepraw u podnóża Hary Radu było wciąż daleko. Zerwał się wiatr a przez szczyty przetoczył się łoskot grzmotu. Ostra błyskawica uderzyła gdzieś po lewej stronie doliny. We mgłach niczym w czarnej kurtynie pojawiło się jedynie złotoczerwone rozcięcie, które zaraz zgasło.

– Rozpędzaj te chmury, do Dyjaska! Na co czekasz?! – ryknął Arda Złoty do starca. Ale ten szarpał się z mułem niczym małe dziecko z pieskiem, bo zwierzę próbowało wyrywać gdzieś pod nawisy skalne. Był całkowicie bezradny i bezużyteczny. Płanetnik?

Nagle lunął siekący deszcz z drobinami lodu. Konie zarżały przerażone. Należało poszukać jakiejś osłony skalnej i przeczekać. Tak też zrobili. Synszaraskun cały czas obserwował mamroczącego coś pod nosem Swaneta. Czy to nie on ściągnął tę nawałnicę? Grzmoty nasilały się, a wiatr przerodził się w wichurę. Strumienie deszczu zamieniły się w siekące bicze wodne. Konie rżały z bólu, ludzie kryli się pod ich brzuchami, osłaniali się bronią i tarczami. Niektórzy zaczęli wręcz wywijać mieczami wyciągniętymi z pochew, a kilku magów, w tym Wijrak z Opasu i Lengosempa, wyjęło strzały z kołczanów i rozpaliwszy je siłą czarów wystrzeliło w czterech kierunkach nieba, rzucając uspokajające zaklęcia. Nic to nie dało, przeciwnie, te ludzkie próby przeciwdziałania nawałnicy jakby rozwścieczyły moce niebieskie. Nie pomogło kręcenie młynków zamykających deszcz, ani kolejne zaklęcia. Nagle po czterech stronach ciemności z mgły wyrastać poczęły cztery wirujące masywne słupy. Synszaraskun nie widział dalej niż na kilka metrów, ale zrozumiał, że żarty się skończyły. Wir próbował porwać pierwszego z brzegu wojownika, któremu dwóch innych Nieśmiertelnych natychmiast rzuciło się na pomoc. Przytrzymali się koni, a te na komendę pociągnęły ludzi ku skale. Akcja okazała się skuteczna.

– Do Dyjaska! – ryknął przez szum spadającej wody i rwącego pod stopami potoku Złoty Arda. – To nie jest zwykła burza! Wijraku, magu magów, odczyń ten czar! – krzyczał do wyniosłego starca odzianego w bogate szaty wyszywane złotem, z wizerunkiem boga Mora-Marduka na plecach. Bez wątpienia był to czarny mag nowej mogtowiji Południa, być może Strażnik Wiecznego Ognia, jak oceniał Syn Szara.

Mag wystąpił przed czoło grupy i padłszy na kolana wzniósł w górę, ku tańcującemu wirowi kryształ, wyciągnięty zza pazuchy. Wir przerodził się w słup o cętkowanej skórze zakończony ostrym szpicem ryjącym skały jak rylec. Trysnął spod niego snop iskier. Rylec wędrował chaotycznie raz bliżej raz dalej. Synszaraskun podniósł wzrok i zobaczył w czerni zarys olbrzyma o złośliwie wykrzywionej twarzy.

– Naga! – wrzasnął przerażony. – Kryj się kto może!

Lecz nie było gdzie się skryć. Synszaraskun zanurkował pod brzuch własnego wierzchowca. Tymczasem dyjasek-naga-wichrzyc wyciągnął swe wirujące łapska w dół i złapawszy Złotego Ardę za łeb porwał go w niebiosa, po czym przegryzłszy mu kark, rzucił go im z powrotem pod stopy. Obniżył się, schwycił wierzchowce kilku zbitych w ciasne stado wojowników i cisnął nimi w górę. Synszaraskun zamknął oczy oczekując, że cielsko jego własnego konia zaraz go przywali i zada mu śmiertelny cios. Instynktownie użył całej swojej mocy, żeby tego uniknąć. I rzeczywiście nic takiego nie nastąpiło. Syn Szara, drżąc jeszcze na całym ciele, otworzył trzecie oko. I wtedy dostrzegł, dlaczego jego wierzchowiec nie został porwany przez nagę, oraz dlaczego inne konie nie spadły na nich. Oto u uzdy jego siwka warowały trzy Upierzyce, a czwarta strzegła jego siodła i zadu. Z czterech stron strzegły Synszaraskuna otaczające go kordonem Morawki. Czy Lengosempa to zauważył?

Syn Szara otwarł oczy. Lengosempa leżał wciśnięty między dwa wielkie kamienie z twarzą wbitą w piach rzeki i tyłkiem wypiętym w stronę nieba. Gdyby naga wymierzył mu sążnistego kopniaka, to wbiłby go pewnie w sam środek Matki Ziemi. Jak bezbronny dzieciak rękami zasłaniał głowę okrytą własną szatą. Obok niego Wilczyc, skamieniały ze strachu, popadł w kompletny paraliż. Na jego twarzy malował się stupor, a z kąta ust ciekła pienista wydzielina. Naga roześmiał się, a jego rechot poniósł się straszliwym pomianem po górach. Poderwał wężową nogę i jej ostrzem przeorał skałę tuż nad ich głowami. Iskry osypały się na Lengosempę i Wilczyca. Naga jak bąk okręcił się w zawrotnym tempie, przypłaszczył i nadął. Jego obraz zafalował. Pogrubiony wyglądał jak opasły potwór, którego brzuszysko mogłoby pomieścić kilka takich oddziałów, jak ten. Leżeli uczepieni skał, rozpełźli pomiędzy kamieniami niczym pluskwy. Nagle mgła zaczęła się rozstępować i rozjaśniać. Naga wzniósł się i ukrył w chmurze. Spowity zasłoną mogtowiji, rzucił kilka rudych błyskawic po czym zniknął. Po chwili burza odstąpiła, deszcz przestał padać. Po śniegu została tylko lodowa okrywa na kamieniach i łachy w piaszczystych zagłębieniach strumienia. Było po wszystkim. Lengosempa zbierał się w sobie. Otrzepując okrytą kamiennym pyłem i lodem szatę dźwigał się z klęczek. Wojowie zauważyli dobrze, w jakiej znajdował się pozycji i jak jest biedak spietrany. Udawali jednak, że nie widzą, nie chcąc go jeszcze bardziej upokarzać. Ludzie powoli podnosili się z ziemi wykonując rękami dziękczynne kręgi ku Niebu i bijąc pokłony w Ziemię w podzięce za ocalenie życia własnego i wierzchowców. Część koni jednak zniknęła. Dowodem na to, że całe zdarzenie miało miejsce, był nie tylko ich brak, ale też ciało Złotego Ardy. Tego, który niebacznym słowem wywołał Dyjasa. Z twarzą po stronie pleców i czerwoną szramą przegryzionego karku.



Jul Pitera wyznaczył grupę wojowników do ukopania piachu z rozlanych strumieni i wytyczył miejsce na grobowiec. Sam udał się na poszukiwanie ziół. Sporządzono dwuosobowe nosze z pni cienkich sosen i derki wiązanej na rzemieniach. Wygrzebano płaski wykop i obydwa ciała obłożono nazbieranymi przez maga ziołami balsamującymi. Potem pomalowano je czerwoną ochrą, przysypano starannie piachem ze strumienia i obłożono małymi otoczakami. Na wierzchu ustawiono kopiec kamienny z dużych foremnych głazów w kształcie trójgraniastej pyramidy. Zwłoki były bezpieczne, miejsce zostało zapamiętane. Ciała tak ważnych ludzi musiały być zabrane w drodze powrotnej, lub przy najbliższej okazji, do Ogniobytyny albo Pędragrodu.

Synszaraskun w trakcie palenia ogni i długich monotonnych recytacji nowego wodza magów rozmyślał, że mgła, burza, naga Dyjasek, wszystko to mogło zostać nasłane zarówno przez kogoś z orszaku jak i z zewnątrz. Mogły to być zjawiska i zdarzenia zaplanowane lub przypadkowe. Mogły być świadectwem ingerencji najwyższego rzędu, stanowić rodzaj „lekcji moralnej” przekazanej w typowy dla Bogów sposób. Sposób, który szokuje i zmusza do zastanowienia, dostarcza informacji, na której każdy może polegać, ale jednocześnie nie odbiera nikomu jego „wolnej woli”. Owa lekcja doskonale ilustrowała działanie moralnego „prawa samowrotnej siekiery”.

Lengosempa i Jul Pitera dziwnym trafem, a może wcale nie trafem, w tym samym czasie myśleli dokładnie to samo. Mianowicie, że uczucia jakie swoimi działaniami my wywołujemy u innych ludzi, po jakimś czasie wracają do nas i my sami też musimy je przeżywać. Działanie owego „prawa samowrotnej siekiery” nieustannie dopada każdego na Ziemi i każdy ma możność jego potwierdzenia zarówno na sobie, jak i na ludziach, których dobrze zna. Nie było jednak wielu przekazów, które by je potwierdzały równie wymownie, jak zdarzenie w górskiej dolinie. Ludzie bardzo niechętnie przyznają, że owo prawo rzeczywiście działa i nieubłaganie dopada każdego.


Wytłuszczony boldem fragment to cytat a zarazem dialog z Janem Pająkiem i jego Filozofią Totalistyczną, to nieco odmienne jej rozumienie w duchu Wiary Przyrodzonej, ale w zgodzie z jego filozofią (wijo-zowią), z holistyczną wizją świata i naturą manifestacji Macierzy/Światła Świata/Nieskończonej Świadomości/Uniwersum/RzeczyIstności w Żywiole Matki Ziemi i Mocy Tynu Roda-Przyrody.

Książka „Tomirysa i Czaropanowie” to nie fantasy, lecz sprawa poważna i mam nadzieję, że trafi naprawdę głęboko do serc bardzo, bardzo, bardzo wielu Polaków.

S-F (jak wskazuje nazwa science fiction) nigdy nie była jedynie rozrywką, a ta książka jest tylko w ułamku „fikcją”, gdyż głównie jest Wielkim Otwarciem Prawdy i zobrazowaniem mechanizmu działania kwantowej Rzeczyistności.



17 września 7525 – Pierwszy Wiec Zrzeszenia Słowian – TO PEŁNA WIELKA ZMIANA poczynając od poziomu Niebios Gwiaździstych (Era Wodnika/Lwa), poprzez emanację Gwiazdy Fomalhaut i Regulusa – Strażników Nieba, przez Pełnię Księżyca, przez Nowy Rok Wschodniosłowiański, przez zmianę pór roku, przez zmianę pogody w Polsce, po Godowe Święto PLONÓW (Pełni) i po „przyziemną” lecz jakże symboliczną i pełną znaczenia rocznicę historyczną zdradzieckiego wobec Słowiańszczyzny uderzenia faszystowsko/komunistycznego z ZSRR/Niemiec w samo Serce Świata – w Wolną Polskę.



cdn

http://bialczynski.pl/2016/09/16/dlacvz ... .publishes
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15596
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 828
Podziękował: 29156 razy
Otrzymał podziękowanie: 23474 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 08 sty 2017, 23:41

Kalendarz Rodzimowierczy

Obrazek

W ostatnich latach wielokrotnie natknąć się można były na próby rekonstrukcji lub tworzenia nowego kalendarza, którym mogliby posługiwać się współcześni Rodzimowiercy. Niestety, w wielu przypadkach polegało to na kopiowaniu koncepcji p. Haliny Łozko (o czym pisaliśmy) lub wymyślaniu kompletnych banialuków. Dlatego też, chcąc zabrać głos, prezentujemy własną próbę ujęcia tematu.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że zapisane w kalendarzu święta są świętami obchodzonymi przez Stowarzyszenie Kołomir, jednak jak można zauważyć, kalendarz obrzędowy wygląda podobnie u większości wspólnot (z mniejszymi lub większymi różnicami). Nie było naszym zamiarem tworzenia kolejnej listy dat ludowych zwyczajów często nie tylko nie związanych z kulturą polską, ale również zwyczajnie niemożliwych do zrealizowania i/lub nie mających większego znaczenia duchowego. Zamiast tego pragnęliśmy za pomocą tej prostej formy wskazać, że przenoszenie świąt związanych z Przyrodą bezpośrednio na obecnie używany kalendarz nie zawsze ma sens. Podkreślić trzeba, że Przodkowie dla odmierzania czasu, oprócz prostych narzędzi, posługiwali się przede wszystkim Słońcem (w skali dnia i roku) i Księżycem (w skali miesiąca, a więc księżycowego cyklu). Te najbardziej naturalne sposoby mierzenia czasu niekoniecznie muszą przystawać do dzisiejszych realiów cywilizacyjnych, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby stosować je w odniesieniu do duchowości.

Przede wszystkim, Słońce. Jego kolejne etapy życia – jak to widzieli Przodkowie – odmierzają czas roczny i są analogią do etapów w życiu człowieka. Warto zauważyć, że żywot Słońca jest nieskończony, a jego śmierć na koniec roku jest zarazem odrodzeniem: podobnie jak u człowieka i w Przyrodzie w ogóle. Dlatego chcąc ustalić podstawę dla Rodzimowierczej miary czasu, która nie zawsze jest dla wszystkich jasna, trzeba stwierdzić wprost: rok słoneczny zaczynamy od przesilenia zimowego. Data wydarzeń astronomicznych jest niezależna od jakiegokolwiek kalendarza, stanowi też pewny i stabilny punkt odniesienia. Najdłuższa noc w roku symbolizuje ostateczną przegraną Słońca, ale również jego odrodzenie, jako że to właśnie od tego momentu rozpocznie ono wędrówkę zwieńczoną najpierw zrównaniem a następnie – całkowitą dominacją dnia na nocą.

Z punktu widzenia Rodzimowiercy, w kwestii duchowej liczą się tylko podział czasu na porę ciemną i jasną, oraz nieco bardziej precyzyjny na pory roku. Pora jasna obejmuje naturalnie wiosnę i lato, podczas gdy ciemna – jesień i zimę, z ich początkiem poszczególnych pór roku wyznaczanym oczywiście przez przesilenia i równonoce. Czas pory jasnej to okres dominacji światła, czas życia i ciepła. Pora ciemna to okres bardziej refleksyjny, związany z Przodkami i zaświatami, jak również cieszenia się obfitością, na którą pracujemy w czasie pory jasnej (dosłownie i w przenośni). Jeśli chodzi o pory roku, sytuacja wydaje się oczywista, ale kwestia ta jest nieco bardziej skomplikowana, o czym za chwilę. To, co każdy Rodzimwierca wie i rozumie, to związek wydarzeń w Przyrodzie z wydarzeniami mitologicznymi, będącymi powtórzeniem procesu ustalania się porządku Wszechświata u zarania czasu:

Przesilenie zimowe jest okresem, gdy Swaróg wykuwa „nowe” Słońce i rzuca je na niebo, ustalający tym samym czas i cykl życia. Młodziutkie Słońce jest zbyt słabe, by pokonać panujące siły Welesa – ciemność i zimno – a zatem rozpoczyna mozolną wędrówkę po niebie, aż do nabrania pełni sił. Proces ten powtarzać się będzie co rok (słoneczny), gdy Słońce po odbyciu wędrówki po niebie, osiągnięciu pełni sił i „przeżyciu” swojego czasu zacznie słabnąć, aż wreszcie umrze, by znów się odrodzić. Bez końca.
Równonoc wiosenna oznacza moment, gdy Słońce przezwycięża mrok i rozpoczyna dążenie do osiągnięcia dominacji nad nim. Bohater uwalnia księżniczkę z rąk czarnoksiężnika – Perun uwalnia Mokosz (Perperunę) z rąk Welesa, tu w formie Żmija. Powtórzona zostaje walka dwóch Bogów z czasów kreacji świata. Po zwycięstwie Gromowładnego uwolnione zostają wody, a z nimi ziemia, która teraz wraca do życia by móc zostać zapłodnioną i wydać plon. Po ostatecznym zwycięstwie nad Welesem i spełnieniu swego kosmicznego zadania zapłodnienia Mokoszy Perun wraca jako Jaryło/Jarowit triumfując.
Latem, w noc przesilenia, rozpoczyna się okres pełni władzy Słońca, Dadźboga, nad światem. Jest to czas, gdy cała Przyroda przepełniona jest energią, kipi pełnią życia, co udziela się i człowiekowi. Po spełnieniu swej roli Jaryło odchodzi, zaprzestaje miłosnych igraszek ze swą lubą; również jako Perun zaprzestaje podniebnych bojów. Nastaje czas wydawania plonów przez Mokosz.
Święto Plonów – równonoc Jesienna – to czas cieszenia się owocami miłosnego spółkowania Mokoszy i Peruna, ale też refleksji nad własnymi „zasiewami” i „plonami”. Następują przygotowania do Zimy. Słońce, teraz już stare, szykuje się na spoczynek, a wkrótce umrze. Zaczyna się pora ciemna. Cykl dopełnia się.

Jakkolwiek, do tego dochodzą jeszcze inne ważne momenty na osi koła rocznego, związane z kolejnymi przemianami w Przyrodzie. Stąd obecność dodatkowych świąt:

Pełnia zimy czyli przełom stycznia i lutego wyznacza czas, kiedy to władza Welesa i Marzanny pozostaje silna, ale będzie powoli chylić się ku upadkowi. Wówczas to czci się rogatego Boga i czyni obrzędy oczyszczające oraz przedwiosenne.
Pełnia wiosny, a więc mniej więcej przełom kwietnia i maja, to czas gdy obserwować możemy ostateczny odwrót zimy i pełne przebudzenie Ziemi. Z czasem tym związane są obrzędy na cześć wiosennego Boga Jarowita/Jaryły.
Pełnia lata na przełomie lipca i sierpnia, kiedy to milkną perunowe gromy, wyznacza czas pełnej dojrzałości Ziemi i początek powolnego przekwitania. Obchodzimy wówczas Święto Peruna oraz następujące po nim Święto Mokoszy, a więc dwojga kosmicznych rodziców, którzy powoli będą udawać się na spoczynek.
Pełnia jesieni na przełomie października i listopada to czas zapadających ciemności i przenikania się światów, co zresztą ma miejsca przez cały czas trwania pory ciemnej. W tym czasie, na niedługo przed końcem roku, czcimy Przodków i Welesa, który umacnia swą władzę.

Kolejne pory roku wyznaczają zatem etapy życia tak Słońca, jak i Ziemi, ale również działań Bogów w ich kosmicznych sprawunkach. Warto odnotować, że oprócz tradycyjnych pór roku w Polsce wyróżnia się do 5 dodatkowych, które oczywiście ściśle współgrają z założeniami mitologicznymi. Przykładem najbardziej znanym będzie przedwiośnie, okres na styku zimy i wiosny, gdzie czuć zarówno uścisk Marzanny, jak i oznaki przebudzenia Mokoszy (przebiśniegi). Innym, być może mniej charakterystycznym, okresem jest przedizmie na styku jesieni i zimy, kiedy czuć już starość tak Słońca, jak i Ziemi, które udając się na spoczynek kładą do snu swoje dzieci (zwierzęta zapadają w sen zimowy, zatrzymaniu ulega wegetacja). Niektórzy oprócz owych dwóch pór uzupełniających dodają jeszcze pełnię wiosny – wyróżnienie takie ma sens, gdyż to wtedy czcimy powracającego wraz z ciepłem Jarowita, a także mniej znaczące, ale często wyraziste polecie (przekwitanie) czy wczesnolecie (stan przed dojrzałością).

Podsumowując, w skali roku wyznacznikiem upływu czasu w kwestiach religijnych dla Rodzimowierców powinno być Słońce oraz związane z nim i fazami jego życia etapy życia Ziemi, a więc pory roku. Obrzędy wyznaczają cztery najważniejsze punkty na osi koła roku. Podział taki pozostaje w ścisłym związku z etapami w ludzkim życiu, a także wędrówką duszy, szczególnie biorąc pod uwagę główny podział na pory ciemną i jasną. Jeśli chodzi natomiast o pomiar czasu na mniejszą skalę, niezawodnym pozostaje Księżyc, chociaż pomijając obrzędowość związaną z kultem Przodków nie jest on ściśle powiązany z wytyczaniem czasu obchodów świąt. Wpływ Księżyca ma natomiast znaczenie w codziennym życiu, jako że jego fazy wywierają istotne oddziaływanie na wiele spraw z nim związanych, acz jest to temat na osobny artykuł.

Na samym dole artykułu prezentujemy graficzny projekt kalendarza rodzimowierczego, na który – zgodnie z powyższymi rozważaniami – nanieśliśmy tylko daty równonocy i przesileń oraz pomniejszych świąt. Tu należy się też parę słów wyjaśnienia w kwestii tych drugich – daty umieszczone w kalendarzu są datami orientacyjnymi. O ile wiele z nich, jak np. czas obchodów Święta Jarowita, można do pewnego stopnia potwierdzić źródłami, tak bezwzględne trzymanie się ich niezależnie od faktycznych warunków pogodowych wydaje się mało sensowne. Mechanizm Przyrody podlega różnym wahaniom, na co wpływ ma wiele czynników zupełnie od człowieka niezależnych. Nie ma sensu świętować triumfu Jarowita, jeśli dookoła leży śnieg, co znaczy mniej więcej tyle, że nie nastąpił on w pełni. Nie ma też sensu świętować zakończenia okresu letnich burz, jeśli wciąż one trwają z pełną intensywnością
I tak dalej. Słów kilka trzeba także napisać o wyborze „patronatów” poszczególnych pór roku. Wiosna wydaje się chyba oczywista – wszelkie wiosenne obrzędy związane są właśnie z Mokoszą, która zostaje zapłodniona i rozkwita oraz Perunem/Jarowitem/Jaryłą, który ją uwalnia, zapładnia i broni. Latem doświadczamy przede wszystkim władzy Słońca, więc Dadźboga, a także jego ziemskiego brata – Ognia, Swarożyca. Ładę wymieniliśmy tu jako symbol małżeństwa i rodzinnej dojrzałości, którego alegorią w ludzkim życiu jest właśnie lato. Jesień również wiąże się z kultem Słońca, gdyż szykuje się ono na spoczynek, wcześniej obdarzając Mokosz pięknymi szatami. Dadźboga żegnamy w Dożynki, gotując się na rychłe przejęcie władzy przez Welesa. Rogatego Boga wzywamy już w pełni jesieni, w Dziady, przy okazji obrzędów poświęconym Przodkom. Jego panowanie rozciąga się zresztą na całą porę ciemną, od momentu przegranej dnia z nocą, po jego ponowne zwycięstwo. Strzybóg stanowi tu zaś zwiastuna nie tylko chłodu i srogiej pogody, ale też zimowej niepewności – stąd prośby do niego, o to, aby jego syny i wnuki nie wiały w twarz, ale w plecy – dając rozpęd do pracy, zamiast odbierając do niej ochotę, siłę i zapał. Zimą umacnia się władza Welesa oraz Marzanny, którą postrzegać możemy jako ciemne, zimowe wcielenie Mokoszy związane nie z życiem, a śmiercią. Czas zimy to czas niebytu, zastania w oczekiwaniu na powolny obrót trybów Przyrody w dążeniu do równowagi. Chors pełni tu zaś rolę przewodnika wśród ciemności, zastępcy Słońca (Księżyc – syn Księcia), dbającego o to, aby światło nie znikło zupełnie. Oczywiście, Rodzimowierstwo charakteryzuje się tolerancją dla wielu interpretacji i nierzadko kilka będzie jednocześnie właściwych. Stąd kalendarz stanowi naszą propozycję opartą na obserwacji i doświadczeniu.

Na zakończenie chciałbym dodać, że nie ma niczego złego w korzystaniu z obowiązującego kalendarza, trudno zresztą byłoby z niego zrezygnować w codziennym życiu. Mało sensowne wydaje się jedynie ustalanie terminów świąt zgodnie z zawartymi w nim datami, w momencie gdy – o ile przesilenia i równonoce mają w miarę stałe daty – tak wiele innych wydarzeń w Przyrodzie często zupełnie odbiega od tego, co napisano w kalendarzu. Tak jak miało to miejsce w przypadku spisu świąt p. Haliny Łozko. Nakładanie się świąt nowej religii na stare tradycje nie musiało oznaczać, że te ostatnie datowało się na dokładnie ten sam dzień, często data okazywała się raczej przybliżoną. W rezultacie wiele dat straciło pierwotny sens, co najlepiej widać po wszelkich świętach ruchomych typu Wielkanoc.

http://duchtynia.pl/2016/01/kalendarz-rodzimowierczy/
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: abcd » piątek 19 maja 2017, 10:05

Białczyński pisze:[Archiwum 2013]: Słowiański pogrzeb żercy Dobrosława (Rosja)
19 maja 2017

Obrazek

Opublikowany 22 lip 2013
Słowiański pogrzeb żercy Dobrosława (zm. 19 maj 2013), który odbył się 21 maja nieopodal Szablina. Na pogrzeb przybyli jego przyjaciele i zwolennicy z Kirowa, Jakszar-Oly oraz innych rosyjskich miast i miejscowości. Ciałopalenie poza krematoriami jest w Rosji (podobnie jak w Polsce) zakazane. Dlatego też wielu uczestników pogrzebu było później przesłuchiwanych przez rosyjską milicję. Doszukiwano się również w uroczystości nacjonal-ekstremizmu.

Było to preludium do ostrej walki aparatu Putina z Rodzimowierstwem i Rodzimowiercami w Rosji. Od tego czasu Putin stał się gorliwym prawosławnym, tak jak za swoich czasów KGB był gorliwym marksistą. CB


Słowiański pogrzeb żercy Dobrosława (Rosja)
https://youtu.be/8GMM5DTOCO0

https://www.youtube.com/watch?v=8GMM5DTOCO0
http://bialczynski.pl/2017/05/19/archiw ... awa-rosja/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
sandra
Posty: 2334
Rejestracja: sobota 27 gru 2014, 19:20
x 98
x 176
Podziękował: 1387 razy
Otrzymał podziękowanie: 4902 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: sandra » niedziela 01 kwie 2018, 20:49

Wielkanoc w polskim dworze. Szlachetne tradycje ziemiaństwa
Obrazek
Czym jest polski dwór szlachecki? Wspomnienia dawnych ziemian przypominają, przy całym swoim wdzięku, mozół odnajdywania zagubionej Atlantydy. Polski pejzaż kulturowy, w który wpisany jest dwór i dworek szlachecki to połączenie pamięci historycznej, religijności, tradycji i obyczajowości z cywilizacją – obcowanie z jej wytworami, dziełami sztuki, kulturą duchową, a zarazem pielęgnowanie ziemi, by rodziła, pozwoliła utrzymać rodzinę, zapewniła byt włościanom.

Dwór polski oznaczał przez wieki dom rodzinny, miejsce, gdzie przychodziły na świat, rozwijały się, kształciły i podejmowały służbę ojczyźnie nowe pokolenia Polaków. Dorastanie wśród swoich, wśród członków rodu, dziadów, pradziadów, rodziców i licznego najczęściej rodzeństwa, a jednocześnie wśród przyrody, zwierząt, bliskości lasu i często wody, było czymś specyficznym i dziś dla nas niemal niewyobrażalnym…

Serce polskości
Dwór reprezentował liczną na ogół społeczność, zatrudniał ludzi różnych zawodów i umiejętności, uczył szlachetnie urodzonych współżycia z przedstawicielami innych stanów. Bywały dwory zamożne i ubogie, ale prawie zawsze były one mężne; twarde warunki życia przyjmowały jako wyzwanie, by chronić i powiększać własność ziemską, która w dawnych wiekach była zawsze przyznawana przez króla za zasługi na polu bitwy, a więc była honorem i zobowiązaniem. Z tych racji dwór w Polsce był szczególnym centrum rodzimego świata. Był sercem polskości. Wiekowy dom, „skryty w fanfarze drzew”, jak mówił Wańkowicz, był swoistością i pięknem polskiego krajobrazu, był też przypomnieniem, że życie człowieka wśród przyrody, z koniecznością sprostania wyzwaniom, jakie ona niesie, czyni jego życie prostszym, bardziej harmonijnym, spokojniejszym, pełniejszym, bogatszym.

Wielki Post
Obronny kordon polskiego dworu i zaścianka chronił potężną niegdyś rzeszę Polaków, którzy nie mieli najmniejszych problemów ze zrozumieniem słów św. Tomasza, iż posty „nie są wymierzone w wolność wiernych, lecz przeciwnie, służą temu, by zapobiec niewoli grzechu”. Post, czyli umartwienie ciała był praktykowany w polskich dworach podczas liturgicznego Wielkiego Postu z całą sumiennością. Nie było, tak modnego dziś, przeciwstawiania sobie umartwienia ciała i skruchy serca. Post właśnie temu służył, by człowiek wzniósł się na wyżyny moralne. Dziś świat wyśmiewa dawne katolickie nakazy, bowiem odczuwa szczególną awersję do pomysłu, by człowiek trzymał w ryzach swoje zmysły; ma być ich niewolnikiem, nie panem.
Jeszcze u początku XX wieku, w Nowotrzebach, na Litwie Kowieńskiej, gdzie stał dwór babki Melchiora Wańkowicza, i w całej Rzeczypospolitej, na ziemiach trzech zaborów, dni postu i pokuty przeplatały się z dniami świętowania i były od siebie całkowicie różne. Podkreślały to obficie posypywane popiołem głowy w Środę Popielcową oraz uginające się pod jadłem wszelkiego rodzaju stoły na Wielkanoc.

Potrzeby ducha i… ciała
W rodzinach ziemiańskich poszczono przez czterdzieści dni Wielkiego Postu, a do postu dołączała się wstrzemięźliwość. W czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej post we dworach był skrupulatnie przestrzegany od strony jakościowej, nie zawsze jednak oznaczał, że jadano mniej niż w innych porach roku liturgicznego. W domach zamożnej szlachty i magnaterii, rozgrywała się prawdziwa walka Postu z Karnawałem i bój ten bywał zacięty. Zarazem religijna tradycja rodzinna to instrument delikatny, nawet w dniach surowego postu dostrzec potrafi potrzeby ludzkiego ciała, które zlekceważone być nie powinny. „...Kiedy w Nowotrzebach zaczyna się czterdzieści dni Wielkiego Postu (pościmy trzy dni w tygodniu, w czym w piątki suszymy), a garbaty karbowy zaintonuje pieśń: Jezu Krysta, Boża miły/,Baranku barzdo cierpliwy, każdy czuje tę wielką cierpliwość Baranka Bożego”, pisał Wańkowicz w „Szczenięcych latach”. „Teraz, w Wielkim Poście, modły się odbywają klęcząco; z jednej strony długiego stołu jadalnego – służba, z drugiej – państwo. Na ceratowej kanapie (tak pokryć przepyszny biedermeier!) stoi lampa kulista, przy niej klęczy staruszka babka. Po skończonym nabożeństwie rzucamy się ją podnosić. Wtedy ludzie idą do kredensu, gdzie już otworzono antałek czarnego słodkiego piwa warzonego w domu. Każdy otrzymuje po kufelku. Tak przez cały Wielki Post”. Nauka dokładnie dziś określiła, ile cennych pierwiastków i unikalnych witamin ma piwo i jakim może być dobroczynnym dopełnieniem postnej diety. Ta niedostępna wówczas wiedza zastępowana była tradycyjną mądrością.
Religijny wymóg poszczenia dużej grupy ludzi stawiał właścicieli majątków, którzy czuli się odpowiedzialni moralnie za służbę i pracowników, wobec wyzwania; był gospodarczym przedsięwzięciem, które musiało być zaplanowane i sprawnie przeprowadzone.

Zeszyty dobrych uczynków
Rodzice i wychowawcy nadzorowali przygotowanie dworskich dzieci do Świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Nie tolerowano łatwizny i odfajkowywania dobrych postanowień. „Nadchodził dzień, w którym wszyscy zbieraliśmy się i rodzice tłumaczyli, że teraz każdy z nas musi się szczególnie wziąć za siebie” – wspomina Anna Branicka-Wolska. „Prowadziliśmy zeszyty dobrych uczynków, w których zaznaczałyśmy wszelkie dobre uczynki, ale były tam także minusy, gdy zdarzyło nam się być niegrzecznymi”. Tak samo było u Donimirskich. „W okresie Wielkiego Postu spełnialiśmy zalecenie matki, aby dla wyrobienia silnej woli stosować umartwienia, a w szczególności odmawiać sobie słodyczy. Otrzymywaliśmy je w zwykłych ilościach, aby to od nas samych zależało, czy poddamy się tym rygorom. Każde z nas miało sporą puszkę i składało w niej otrzymane słodycze. (…) Przez cały Wielki Post utrzymywano w domu raczej poważny nastrój. Opowiadano nam przebieg Męki Pańskiej. Śpiewaliśmy pieśni postne” – pisze Halina Donimirska-Szyrmerowa.
Rozpowszechniony był także zwyczaj odprawiania w dworach drogi krzyżowej. Zwykle prowadziły je panie domu, i to zarówno dla państwa jak i służby. Większe dwory posiadały własne kaplice, zwłaszcza tam, gdzie odległość od najbliższego kościoła oznaczała „szmat drogi”. W diecezjach kresowych kapłani mogli odprawiać Msze św. we dworach. Do Podhorskich w Szlachtowej (gubernia chersońska) na Dzikich Polach jeszcze na początku XX w. raz w roku, właśnie w czasie Wielkiego Postu, przybywał ksiądz, by odprawić mszę, i by rodzina oraz służba mogła przystąpić do spowiedzi. Duży salon stawał się kaplicą.

Ciasta miały swoją hierarchię
„Jak Wilia miała swoje tradycyjne potrawy, tak i Wielkanoc miała swoje niezbędne minimum, którego nie przyszłoby do głowy nigdy nikomu zmniejszyć, choćby czasy były najcięższe”, pisze Wańkowicz w „Szczenięcych latach”. „Musiała być ogromna głowizna z jajkiem w pysku, pieczone prosięta, gotowana szynka – przysmak, który mieliśmy tylko na Wielkanoc. (…) Ciasta miały swoją hierarchię. Musiał być dziad, cygan, prześcieradło, nie mówiąc o babach – olbrzymach i sękaczu z dwustu jaj. Pośrodku wszystkiego stały dwie arki z rzeżuchy, w które wstawiane były baranki z cukru. Dla czeladzi ustawiano wielkiego barana z masła z oczami ze śliwek suszonych. Od rana nie jadło się nic i poprzednich dni mało. Modlitwy trwały aż do południa, jak zwykle, ze służbą…”.
Mickiewicz napatrzył się w wielkopolskich dworach na świąteczne biesiady, które swym bogactwem i wyszukaniem przypominały uczty w pałacach bliskowschodnich wielmożów.

Dalej inne potrawy, a któż je wypowie!
Kto zrozumie nieznane już za naszych czasów,
Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów,
Z ingredyencyami pomuchl, figaletów,
Cybelów, piżm, draganów, pinelów, brunellów...
A jeszcze do tego „serwis, który barwy zmieniał” – „pamiątka owych biesiad sławnych, które dawano w domach panów starodawnych, gdy Polska zażywała szczęścia i potęgi”...
W polskich dworach, tych jaśniepanieńskich i zaściankowych, także różnego rodzaju obyczaje świąteczne pielęgnowane były najtroskliwiej. Śmigus dyngus był obowiązkiem młodzieży, która potrafiła całymi godzinami biegać rozochocona po parku, ogrodzie, schodach i tarasach, z wiadrami pełnymi wody, choć starsze panie czy matrony były sumiennie oblewane ze szklanych flakoników po wodzie kolońskiej...

Cały artykuł Ewy Polak-Pałkiewicz można przeczytać w tygodniku GP
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15596
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 828
Podziękował: 29156 razy
Otrzymał podziękowanie: 23474 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 27 kwie 2019, 23:57

Wiadomości Rodzimowiercze - Kwiecień 2019 - 07.04.2019

https://www.youtube.com/watch?v=EIYr3TO51lg

Opublikowany 7 kwi 2019
Zapraszamy na kolejny odcinek wiadomości rodzimowierczych na miesiąc kwiecień roku 2019.
0 x



Awatar użytkownika
BABA
Posty: 1226
Rejestracja: niedziela 09 wrz 2018, 11:31
x 218
x 128
Podziękował: 4113 razy
Otrzymał podziękowanie: 2442 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: BABA » środa 08 maja 2019, 11:35

Stara Wiedza

https://youtu.be/JElBs1c0S0k

Ciągle od nowa odkrywamy znaczenie dawnej zapomnianiej sztuki życia w zgodne z otaczającym nas światem. Pamięć zawarta w naszym sercu jest nie do wymazania. Mariusz Nogalski w wykładzie: Kręgi, kopuły, kremle.
Materiał nagrany podczas Żywie Festiwal 2018 w Kraskowie - jako jedyny zakwalifikował się do emisji
0 x


Zawsze bierz pod uwagę fakt, że możesz się mylić - Terry Pratchett

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15596
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 828
Podziękował: 29156 razy
Otrzymał podziękowanie: 23474 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 16 maja 2020, 23:02

Rodzimowiercy budują nowe miejsce kultu. Marzy im się „pierwszy od wieków” Święty Gaj
2020-05-15

Obrazek

Rodzimowiercy tworzą niedaleko Wałbrzycha nowe miejsca pogańskich obrzędów. Pierwszy zlot rodzimowierców ma się tam odbyć już za miesiąc, w noc kupały, kiedy to neopoganie dokonują magicznych rytuałów.

Kończą się prace nad budową tzw. Sanktuarium Welesa koło Wałbrzycha. „Na dzień dzisiejszy sanktuarium nie jest w pełni dostępne, z powodu prac terenowych - ich zakończenie, zwieńczone ustawieniem głównego posągu kultowego, planowane jest jeszcze przed tegoroczną Nocą Kupały” - czytamy na jednym z rodzimowierczych profili Facebook.

Weles to jeden ze słowiańskich bogów. Miał on sprawować władze w krainie umarłych. W pogańskich czasach uważano go też za patrona bogactwa, które wówczas objawiało się głównie poprzez posiadanie bydła. Stąd Weles przedstawiany był często z rogami na głowie i kopytami. To nadawało tym przedstawieniom Welesa charakter demoniczny i powodowało, że często w podaniach ludowych, powstałych już w czasach chrześcijańskich, był on utożsamiany z biesem lub czartem.

Rodzimowiercy środki na budowę nowych miejsc pogańskiego kultu, pozyskują głównie poprzez organizowanie zbiórek na różnych internetowych profilach. Największą taką inicjatywą jest plan budowy centralnego miejsca rodzimowierczego kultu. „Naszym marzeniem jest, by po wiekach na polskich ziemiach znów wzrastał poświęcony przodkom Święty Gaj. By powstała świątynia, w której spotykać się będą mogli czciciele Świętowita, Peruna, Welesa, Mokoszy…” - napisano na stronie internetowej grupy wyznaniowej Rodzimy Kościół Polski. Inicjatywę tą nazwano „Rodzimowiercy na swoim”. Na zakup gruntów oraz budowę na nich świątyni słowiańskich bóstw zgromadzono już znaczne środki (około 100 tys. zł).

W wielu miejscach Polski rodzimowiercy rozpoczęli przygotowania do obchodów święta zwanego „Noc Kupały” - święto obchodzone w czasach przedchrześcijańskich przez dawnych Słowian. Wiązało się ono z celebrowaniem przesilenia letniego, dokładnie w najkrótszą noc w roku, która jest zazwyczaj 21 lub 22 czerwca. W noc kupały dokonywano magicznych zabiegów, mających ugruntowanie w starych wierzeniach. Obrzędami i czarami chciano obłaskawić ogień, wodę czy słońce, aby nie szkodziły ludziom. Rodzimowiercy kultywują te pogańskie obrzędy.

Niestety rośnie w naszym kraju liczba osób, wzorem państw zachodnich, które zdecydowanie odcinają się od wiary chrześcijańskiej. Jak wiadomo w świecie ducha nie może być próżni. Tak więc pustkę po prawdziwej wierze takie osoby próbują zapełnić pogańskimi gusłami. Będą one wkrótce odprawiane podczas nocy kupały. Centralne obchody tych „świąt” rodzimowiercy organizują na terenie województwa mazowieckiego.

Niestety stosunek wielu rodzimowierców do Kościoła katolickiego jest negatywny, a czasem nawet agresywny. Na jednym z rodzimowierczych profili Facebook zaatakowano ostatnio katolickich księży egzorcystów „Jesteście kłamcami. Wiem, że apelowanie do waszych sumień na nic się nie zda, bo wy nie macie sumień, tylko korporacyjną lojalność i bezbrzeżną pychę. Zatem powiem wam co innego: Rodzimowiercy wypowiadają wam moralną wojnę!” - czytamy w tym swoistym liście podpisanym przez Konrada Lewandowskiego. „Zatem pora stanąć z wami w pełnym świetle, twarzą w twarz i pokazać wam naszą moralną wyższość! Tak, moralną wyższość polskiego rodzimowierstwa nad katolicyzmem, pogaństwa nad chrześcijaństwem. Ponieważ my mamy ją!” - czytamy dalej we wpisie rodzimowiercy.

Rodzimy Kościół Polski to związek wyznaniowy, zarejestrowany w Polsce w roku 1995.

Rodzimowiercy kultywują przedchrześcijańskie wierzenia Słowian. Uprawiają kult bóstw takich jak m.in. Mokosz (matka ziemia), Weles ( przedstawiany z rogami na głowie) czy Perun (gromowładny). Nazwę, jaką się określają, rodzimowiercy tłumaczą połączeniem dwóch słów – wiara i rodzima ( czyli wiara właściwa danej społeczności). Nie wszyscy rodzimowiercy należą do zarejestrowanego oficjalnie Rodzimego Kościoła Polskiego. Wielu określa siebie jako wyznawców „systemu wierzeń etnicznych”. Liczba rodzimowierców w Polsce nie jest dokładnie znana, szacuje się że jest ich 2 - 3 tysiące.

Adam Białous

Read more: https://www.pch24.pl/rodzimowiercy-budu ... z6Mdnv2aI0
0 x



Awatar użytkownika
Kriestovo Nysian
Posty: 695
Rejestracja: wtorek 20 sie 2019, 20:30
Lokalizacja: Nysa
x 22
x 55
Podziękował: 408 razy
Otrzymał podziękowanie: 1577 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: Kriestovo Nysian » czwartek 21 maja 2020, 14:07

Fresk Jagiellonów opisany po Słowiańsku w Sandomierzu.

Jeden z fresków wykonanych na zamówienie Władysława Jagiełły, który przetrwał do dziś w Sandomierzu. Podpisany jest Słowiańskim pismem używanym wówczas w Polsce.

„NEBJO WIOTY SLAW W SALI JAGIOW PO WOSJA WUOSANDU MEŻJO OT SLAWU WIAK”

Dzisiejszymi słowami mówiąc:
”NIEBO WITY SŁAW W SALI JAGJÓW PO WSZY WOZSANDO MIERZONY OD SŁAWY WIEK”.
Załączniki
0374B262-92F7-4ED0-BC8C-20A4CC18F050.jpeg
0374B262-92F7-4ED0-BC8C-20A4CC18F050.jpeg (183.19 KiB) Przejrzano 1440 razy
0 x



Awatar użytkownika
Kriestovo Nysian
Posty: 695
Rejestracja: wtorek 20 sie 2019, 20:30
Lokalizacja: Nysa
x 22
x 55
Podziękował: 408 razy
Otrzymał podziękowanie: 1577 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: Kriestovo Nysian » wtorek 25 sie 2020, 00:47

"Sława Janini Bogorodzice" - słowiańska rodzima pieśń wraz z oryginalnymi nutami melodii.


Oto treść pieśni śpiewana wierszami:

- Z MA WSJACH JAGIOW RYMICH PISMO MOLNI PIRINI.

- LISZKINI ŚPJAW ARLAM BAGA MINIA PIRINI GRIOMOW.

- BJAGA MAGJUSZCZYCH MYCH MILNICH LOCHIW SWI SWAROGIO ROIROGIO.

- W DNIE ERY ŻJAR PJARWINI LILIO LWI WIRINI TWOJ WITJO ROIDNO Z PISTIO.

- KRWIONINO IMIOW WILIONO PILOWO OROPO WIOR PIRINI SWYRYGI RYRIGIW BJAGIW .

- BAŻYNI MIR RIUSIENE CERINI IMJA SZERKENI MARJAM MALNI MITIR BRITJE PIRINIW GLASZNI.

- RJUSINIO SZYNIJ KRWOM MORJU CIRNIU SWI WIJKO PIRINI NISZENI NA RUKIWO.

- SZWIJ JANI WIRIT PISM KRWOM BOGUW ROGUM SWARUGIM SWARGNI.


Książka z pieśniami, pierwsza pieśń z książki BOGORODZICA hymn Lechistanu, ta powyżej str.13.

Link:https://archive.org/details/POISlavo18/ ... 2/mode/1up
Załączniki
slava_janiny_bogorodiczen.jpg
slava_janiny_bogorodiczen.jpg (88.9 KiB) Przejrzano 988 razy
0 x



Awatar użytkownika
Kriestovo Nysian
Posty: 695
Rejestracja: wtorek 20 sie 2019, 20:30
Lokalizacja: Nysa
x 22
x 55
Podziękował: 408 razy
Otrzymał podziękowanie: 1577 razy

Re: Rodzimowierstwo - odrodzenie

Nieprzeczytany post autor: Kriestovo Nysian » sobota 26 wrz 2020, 18:19

Piękna słowiańska ikona Lechistanu przedstawiająca jarego zwycięzce Peruna.

Zachowała się do dziś jedyna w swoim rodzaju ikona z jadącą na jarym koniu Switowita - Perunem. Dokładnie to przedstawienie z tą sławną postacią znajdowało się na sztandarach Jarej Armii Słowian. Jest to arcydzieło rodzimych kanonów sztuki wykonane przez najlepszych słowiańskich twórców ikon. Do dziś posiada czytelne słowiańskie zapisy, w tym zdobienia koszuli Peruna wykonane głagolicowym pismem oraz runiczną inskrypcję widoczną w kulistym gromie molni za nim.

Zapis główny ikony:
"O JAGJO Z PIASTIO MOLNI PIRINIAS WODZU MATIOW SWAROGO"
Załączniki
51FA8CEA-9DF1-45BB-A007-E02DE66C7B57.jpeg
51FA8CEA-9DF1-45BB-A007-E02DE66C7B57.jpeg (200.06 KiB) Przejrzano 749 razy
0 x



ODPOWIEDZ