Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

ABORYGENI I KRYSZTAŁY KWARCU........

Awatar użytkownika
Kiara
Posty: 3847
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 15:10
x 207
Podziękował: 1753 razy
Otrzymał podziękowanie: 4044 razy

ABORYGENI I KRYSZTAŁY KWARCU........

Nieprzeczytany post autor: Kiara » sobota 13 cze 2015, 09:20



OPERACJE NA ABORYGENACH

Dla niewtajemniczonych może okazać się dziwne, że te historie nie są zbyt pospolite wśród tak zwanych "ofiar wzięć". Jeszcze dziwniejsze jest to, że do bardzo podobnych wydarzeń od bardzo dawna dochodzi wśród australijskich Aborygenów. Ich przekazy sięgają co najmniej 60 000 lat wstecz i panuje wśród nich powszechne przekonanie, że czarownicy-szamani, zwani przez nich "LudĄmi Wysokiego Poziomu", nie rodzą się ze swoim zdolnościami, lecz są "robieni". To robienie czarowników-szamanów jest dziełem "ludzi z niebios" i dokonuje się w drodze operacji, w czasie których przerabiani na czarowników-szamanów Aborygeni są nacinani i otwierani, a do ich ciał wkładane są kryształy.
Profesor A.P. Elkin, w latach 1934-1956 dziekan Wydziału Antropologii Uniwersytetu w Sydney, prowadził w latach dwudziestych badania w terenie i zebrał od ponad 80 klanów i plemion w całej Australii opisy operacji wprowadzania tych kryształów. Dr Elkin, którego w roku 1949 nagrodzono medalem Królewskiego Towarzystwa za wybitne osiągnięcia naukowe, podał, że opisy tych operacji brzmiały "nieprawdopodobnie i fantastycznie", lecz nie mógł ich odrzucić tylko dlatego, że brzmiały mało wiarygodnie. Najbardziej szokująca dla niego była nie tyle niesamowita ilość szczegółów, ale występowanie bardzo podobnych relacji nawet w bardzo od siebie odległych regionach tego ogromnego kontynentu.
W wydanej w roku 1945 książce Aboriginal Men of High Degree (Aborygeńscy Ludzie Wysokiego Poziomu), w której zamieścił wyniki swoich prac, napisał, że "wytwarzanie i moce Ludzi Wysokiego Poziomu są w zasadzie identyczne wszędzie i to od chwili ich pierwszego opisu pochodzącego z najwcześniejszego okresu osadnictwa europejskiego", to znaczy od około roku 1875, zaś misjonarze z Zatoki Encounter opisywali je już w roku 1873. Operacje wprowadzania do ciała kryształów pochodzą z Południowej Australii, Zachodniej Australii, środkowej części Północnej Australii oraz z Kraju Dampiera na dalekim północnym zachodzie. Doniesienia o tych operacjach pochodzą również z Nowej Południowej Walii i Okręgu Kimberley w Północno-Zachodniej Australii. Całość tych terenów stanowi ogromny obszar. "To niezwykłe, że... opis tych praktyk jest zawsze zgodny z określonym wzorcem" - pisze dr Elkin.
Opisy prawie standardowych procedur pochodzą z całego kontynentu i przedstawiają się następująco:
Ludzie z niebios przybywają na Ziemię, porywają przedmiot swoich zainteresowań, cięciem otwierają jego ciało, wprowadzają doń magiczne substancje, takie jak kryształy kwarcu, po czym zamykają ciało, przy czym rana goi się nie pozostawiając żadnego śladu. "Często też adept zabierany jest do niebiańskiego świata" - pisze dr Elkin. - "Oczywiście, operacja mogła być przeprowadzona w czasie jego pobytu tam".
W relacjach pochodzących z plemienia Mandjindja z Zachodniej Australii typowym przypadkiem było przybycie dwóch ludzi z nieba, którzy "zabijali" Aborygena, otwierali go rozcinając od szyi do pachwiny, wyjmowali wszystko ze środka i wkładali "mabian" będący kryształem kwarcu. Następnie przywracali mu życie i zostawiali tam, skąd go zabrali.
Opis identycznej operacji pochodzi z plemienia Die w pobliżu jeziora Eyre. Tamtejszy pacjent miał otwierany brzuch, zaś rana była zasklepiana bez pozostawienia jakiejkolwiek blizny. Niebiańska istota śpiewała, co sprawiło, że człowiek wstawał i w tym samym czasie z nieba spadała gwiazda.
Dr Elkin twierdzi, że czarownik-szaman "jest więc związany ze światem nieba i może przemieszczać się poprzez przestrzeń w górę do nieba i poza nie. Na niektórych terenach Nowej Południowej Walii stary czarownik-szaman wybierał młodego chłopca, prowadził go nocą na plemienny teren grzebalny, wiązał go i zostawał tam oczekującego na ludzi z nieba". Jeden z tych młodych ludzi powiedział dr Elkinowi, że w czasie operacji obok niego spadła wielka gwiazda, z której wyszła postać podobna do iguany i "biegała po nim".
Spotkania z ludźmi z nieba były czasami przygotowywane i prowokowane, ale częściej były niespodziewane. Aborygen z Nowej Południowej Walii był na polowaniu i nagle zdał sobie sprawę, że został zaniesiony do bardzo dużej "jaskini", gdzie ludzie z nieba nakłuli go "oczami promieni X" i zajrzeli do jego umysłu. Następnie zrobili z niego "Człowieka Wysokiego Poziomu" poprzez otwarcie jego ciała nacięciem i wszczepienie mu kryształów.
Ludzie z nieba czasami rozmawiali z Aborygenami, których porywali, mówiąc im, aby "nie bali się" - typowa uwaga występująca w relacjach współczesnych ofiar wzięć. Aborygeni poddani operacji często stawali się trochę "obłąkani", a po jakimś czasie odzyskiwali zmysły i uzyskiwali nadzwyczajną moc.
W roku 1964 Aborygen o imieniu Mowaldjali opisał w swoim własnym języku zdarzenie, które nagrano na taśmie magnetofonowej i opublikowano w piśmie Oceania. Mieszkał przez 10 lat z ludźmi z plemienia Bardi rezydującego na północnym krańcu półwyspu Kraju Dampiera. Jego opis przypomina współczesne relacje z przeżyć zachodzących podczas wzięć mówiące o oglądaniu wyciętych części ciała, implantów umieszczanych w ciele lub w pobliżu oka oraz oglądanie przez jakieś urządzenie znajdującej się w dole Ziemi. Mowaldjali oświadczył, że czarownicy-szamani są tworzeni przez istoty, które nazywał "rai", co oznacza "niewidzialne". Rai rozcinają według niego człowieka i "zawieszają jego wnętrzności", a następnie wkładają człowiekowi przez pępek lub w pobliżu oczu magiczne kamienie. Wszystkie te informacje podał starzec z plemienia Bardi.
Procesowi "tworzenia" czarownika-szamana często towarzyszy ogromny wąż lub tęcza znajdujące się obok istoty, która wkłada kryształy, a czasami coś, co określają mianem "ducha gada". Ludzie z nieba wszczepiają również kryształy kwarcu do głów ludzi, których przekształcają w czarowników-szamanów, często wkładając im kryształy przez nozdrza. Zdarza się również, że niebiańska istota wciska coś, co wygląda na niewidzialny patyk-wskazówkę, mniej więcej rozmiarów dużego ołówka, w tył głowy tak, że przekłuwa nim szyszynkę i wychodzi na zewnątrz, robiąc dziurę w środku języka. Przekształcony w ten sposób Aborygen często żyje z kryształem kwarcu wprowadzonym poprzez dziurę w języku, aby było wiadome, że jest Człowiekiem Wysokiego Poziomu lub, jak go się nazywa w miejscowym języku, Bystrym Facetem.
Moce, które zyskują ci przekształceni za pomocą operacji w czarowników-szamanów Aborygeni, dotyczą całego wachlarza paranormalnych zdolności, takich jak jasnowidzenie, czyli Silne Oko, lewitacja, psychiczna projekcja uzdrawiająca lub zabijająca, oraz przebywanie w więcej niż jednym miejscu w tym samym czasie. Rzekomo po pierwszym wzięciu potrafią nawet odwiedzać świat niebiański. Moce te, które dają Bystrym Facetom wysokie poważanie w społeczności, mają pochodzić bezpośrednio z kryształów, którymi nasycone jest ich ciało, i które są wzmacniane poprzez trwającą do końca życia dyscyplinę i rytuały.
Poza implantowaniem kryształów kwarcu czasami miało miejsce aplikowanie "bunji-binj", które są wąskimi kawałeczkami muszli perłopławów o długości około 15 centymetrów zaostrzonych z jednego końca, zgodnie z opisem przekazanym przez plemiona Nyul-Nyul, Bard, Djaui. Przedmioty podobne do wyżej wymienionych są również opisywane we współczesnych doniesieniach badaczy zjawiska UFO jako "implanty obcych istot", które usunięto chirurgicznie z ciał ofiar wzięć.
Plemiona środkowej Australii twierdzą, że kryształy mają moc, ponieważ wywodzą się z "Krainy Marzeń", natomiast według plemion z południowego wschodu i północnego zachodu, dlatego że pochodzą z "niebiańskiego świata". Kryształy tego typu były wiązane z magiczno-religijnym symbolem o doniosłym dla członków tych plemion znaczeniu, czyli tęczowym wężem.
Aborygeni generalnie mają totemy zwierzęce lub roślinne, ale czarownicy-szamani plemienia Anula w północno-wschodnim Queenslandzie mają odróżniający się od innych totem: spadającą gwiazdę. Plemiona Wotjobaluk i Jupagalk z północnozachodniej Wiktorii również wspominają o spadającej gwieĄdzie w czasie tworzenia czarownika-szamana. W typowym przypadku istota o nazwie Ngatya porywa ich do buszu, otwiera ich i wkłada kryształy i węża-Kulable, jak to określają plemiona Djerag i Djaru z północno-zachodniej Australii1. O dziwo, ten tęczowy wąż jest opisywany jako stworzenie o humanoidalnych cechach. W roku 1938 odnotowano na aborygeńskiej farmie bydła Munja w pobliżu Zatoki Walcott w Zachodniej Australii relację na ten temat.
Wybrania tego, który miał zostać banmanem (czarownikiem-szamanem), dokonuje Unggud, gigantyczny wąż "z ramionami, rękami i koroną z piór". "Ta zjawa lata w powietrzu z wielką prędkością, tak szybko, że nawet czarownicy-szamani są w stanie zobaczyć tylko jej trzepoczący ogon".
Gdzie mieszkają ludzie z nieba? Wotjobalukowie z północno-zachodniej Wiktorii powiadają, że Bunjil (Nasz Ojciec) mieszka w "pewnym miejscu za niebem". Czarownicy-szamani Mukjarawaintów donoszą, że siedliskiem ludzi z nieba jest "wielka jaskinia, gdzie jest tak jasno jak w dzień". Czarownicy z Nowej Południowej Walii, którzy odwiedzili to miejsce, twierdzą, że jest to "lita krypta z oknem". Jeśli chodzi o sposób, w jaki ludzie docierają do tego siedliska ludzi z nieba, czarownicy-szamani z plemienia Wurudjerri mówią, że idą powietrzem, które ludzie z nieba "utwardzają". Powietrze może również poruszać się niosąc ludzi z nieba dokładnie do ich ofiary lub w pewnych okolicznościach przenosząc Bystrego Faceta w odległe miejsce. Jak wynika z notatek dr Elkina z roku 1944, Billy Emy, słynny czarownik-szaman z plemienia Weilwan, był w stanie przebyć 112 kilometrów w ciągu jednego dnia, czyli równie szybko jak jeździec na koniu.
Nie tylko mężczyźni są zmuszani do poddania się procedurze przemiany. W ten sam sposób "produkowane" są szamanki. W typowym przypadku kobieta jest porywana w czasie, gdy śpi, następnie jest otwierana cięciem, uzupełniana kryształami i odstawiana z powrotem do jej obozowiska, gdzie przez kilka dni zachowuje się jak "trochę stuknięta".
Porywane są również dzieci. Plemiona z Nowej Południowej Walii podają, że ludzie z nieba zabierają nocą dzieci "do nieba". Chłopcy w wieku 10-12 lat mogą mieć wszczepione do ciała kryształy kwarcu, podobnie jak dorośli mężczyźni i kobiety.
W przekazach Aborygenów, podobnie jak w przekazach współczesnych nam ofiar wzięć, są wzmianki o "małych dzieciach" widywanych w trakcie wzięć. Czarownicy-szamani z zachodniego Queenslandu mówią, że małe istoty wielkości niemowląt znajdowały się w okrągłym, podobnym do jaskini miejscu należącym do ludzi z nieba. Z braku lepszego terminu, dr Elkin nazywa je "dziećmi ducha" i mogą być one równie dobrze odpowiednikami tego, co współcześni wzięci określają jako hybrydy obcych istot i ludzi.
Chirurgiczna operacja nie jest jedynym sposobem wprowadzania kryształów kwarcu do ludzkiego ciała. Porwani przez ludzi z nieba Aborygeni opowiadają, że czasami są one podawane z jedzeniem i piciem zawierającym te kryształy, zaś w Nowej Południowej Walii były przypadki, w których Aborygeni rozprowadzali sobie po ciele dziwną wodę, podobno ciekły kwarc. W jednej historii Baiame, istota z nieba, wyłoniła się z powietrza i zbliżyła do grupy siedzącej w świętym miejscu. Z oczu istoty promieniowało światło. Baiame podchodziła do każdego w grupie i wypowiadała słowa: "Czynię cię" - co powodowało, że na daną osobę spływała potężna woda, zwana kali. Woda rozpływała się po każdym i była przez niego w całości wchłaniana.
W zachodnim Queenslandzie namaszczanie ciała ciekłym kwarcem stanowiło integralną część procesu. Bystry Facet (szaman) z północnego wybrzeża Port Stephens powiedział, że był zmuszony do "przejścia przez wodę", specjalnego przygotowania, które dawało jego zdaniem długowieczność. Ten proces pokrywania, zanurzania bądź zmuszania do wypicia gęstej żelatynowej cieczy pojawia się również w wielu relacjach współczesnych nam ofiar wzięć.
Powyższe przeżycia Aborygenów stały się po długim okresie ich doświadczania ezoterycznym rdzeniem ich kultury i są uważane za święte. Jednak ludzie, których one dotyczą, wciąż czują się sterroryzowani. Pewien Aborygen z regionu Lower Murray ostrzegł antropologów, że spotkanie z ludźmi z nieba to przerażające przeżycie, "ponieważ są oni straszni. Trudno ich opisać... niektórzy przypominają węże... inni są jak płomienie".

Czarownik-szaman z plemienia Dieri opowiedział, że kiedy był chłopcem, został porwany (wzięty) przez istotę z nieba do Flinders Ranges (górski region w południowej Australii) i umieszczony w ciemnym miejscu. Widział, jak zbliża się do niego jasne światło. Był tak przerażony, że uciekł, a mimo to na mocy plemiennego prawa zakwalifikowano go jako czarownika-szamana.

Po latach żmudnego zbierania materiału dr Elkin stwierdził, że wydarzeń opisywanych przez Aborygenów "nie można odrzucić jako wytworu ich sennych marzeń" i że przynajmniej pewna ich część musi odpowiadać "obiektywnej rzeczywistości".

http://joannadarc50.bloog.pl/id,3319449 ... aid=615099



Obrazek
0 x


Miłość jest szczęściem!

Awatar użytkownika
Kiara
Posty: 3847
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 15:10
x 207
Podziękował: 1753 razy
Otrzymał podziękowanie: 4044 razy

Re: ABORYGENI I KRYSZTAŁY KWARCU........

Nieprzeczytany post autor: Kiara » sobota 13 cze 2015, 09:22

Problem tej historii polega na eksperymentach z kryształami kwarcu na ludziach !
Trwają one od tysięcy lat, w końcu uznano je za element osobowości Aborygenów, pomimo iż wykonuje się te bestialskie i nieludzkie transplantacje wbrew ich woli.
Są to usiłowania zastąpienia organów człowieka i ich funkcji zaprogramowanymi kryształami kwarcu i zmiany struktury ciała płynnym kwarcem. To nic innego jak eksperymenty tworzenia nowej struktury materialnego ciała dla wcielającej się DUSZY.

To gorzej niż " Egipska niewola" Duszy przy ciele po śmierci, bowiem usiłowano stworzyć materialną klatkę dla Duszy by zablokować jej możliwości odczuwania uczuć niemożliwością naturalnego korzystania z 5 zmysłów. Zamieniono by człowieka w biologiczny zaprogramowany komputer o bardzo ograniczonych funkcjach życia. Kto to robi CośCoś Pewne jest iż nie jest to plan,ni działanie Stwórcy !
Robi to cywilizacja kosmiczna , która swoje istnienie zależne ma od depozytu informacji i energii w kryształach kwarcu.Nasze biologiczne życie oparte jest na strukturze węglowej, zatem za tymi czynami stoją ci, którzy DUSZ NIE POSIADAJĄ, są doskonałymi programami kopiującymi nasze życie i podają się za naszego Boga !
Są bezwzględni , bez uczuciowi i bezduszni, to cywilizacja biorobotów, która przejęła kontrolę nad ziemią dawno temu. Ograniczyli nam kontakt bezpośredni z polem morfogenetycznym i z naszym Duchem tworząc otaczającą ziemię energetyczną przestrzeń, zwaną polem energio informacyjnym.

Jest to blokada energetycznego szumu, kakofonia, czyli przesunięcie odbioru długości fal o 1/8 w stosunku do ich pierwotnej emisji.Między nadajnikiem, kod życia, a odbiornikiem, ludźmi zamontowano fałszywe kody informacyjne , zmieniające zasady życia na ziemi, tak by nie mogła nastąpić ewolucja, a trwał ciągły proces powtórek zainicjowanego procesu. Zostali uzależnieni i przekupieni ludzie odpowiedzialni za naukę ,politykę i rozwój duchowy przez byty podające się za bardzo rozwiniętą cywilizację, którą wcale nie są.
Bowiem są tylko samo replikującymi się programami zależnymi od swojego mega szybkiego i mocnego komputera, który ich tworzy dla swojego istnienia. Jednak do tego jest im potrzebna energia ..którą z wyższego potencjału na niższy MOGĄ PRZETWARZAĆ JEDYNIE LUDZIE POSIADACZE DUSZY !!!

Dlatego istnieje to ziemskie więzienie z pośmiertnym kołem karmy ,uwięzienie w świecie emocjonalnych uzależnień... bo energia płynąca z emocjonalnych doznań człowieka stanowi zasilanie ograniczającego nasze życie systemu władzy tych tworów.


Obrazek
0 x


Miłość jest szczęściem!

Awatar użytkownika
Kiara
Posty: 3847
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 15:10
x 207
Podziękował: 1753 razy
Otrzymał podziękowanie: 4044 razy

Re: ABORYGENI I KRYSZTAŁY KWARCU........

Nieprzeczytany post autor: Kiara » niedziela 14 cze 2015, 12:21



UFO i Aborygeni

Obrazek

Czy w kulturze rdzennych mieszkańców Australii odnaleźć można podobieństwa do współczesnych opowieści o kontaktach z UFO czy uprowadzeniach przez rzekome istoty pozaziemskie? Zbieżności te mają często niezwykły charakter, zaś ceremonie inicjacyjne szamanów przypominają przebiegiem scenariusz abdukcji. Kim są „ludzie wyższego rzędu” i czy duchowe podróże szamanów rzeczywiście mogą w jakiś sposób łączyć się ze współczesnymi relacjami o UFO?
________________________
Bill Chalker

Prehistoria

Mity aborygenów często zawierają w sobie wątek istot z nieba, zaś Wandjina są tutaj najbardziej interesującym przykładem. Wandjina przetrwał zarówno w tradycji ustnej, jak i dużej kolekcji malowideł naskalnych rozsianych po regionie Kimberley. Rysunki te były interpretowane na różne sposoby, od złożonych systemów wierzeń po czasem nieco naiwne teorie o starożytnych astronautach.

Mimo to fascynuje fakt, że rdzenne plemiona Australii widziały w Wandjina „ducha chmur”. Rzeczywiście – styl w jakim powstały rysunki ukazuje logiczne przejście od figur ludzkich po stylizowane przedstawienia chmur. Ten dualizm antropomorficznych form oraz chmur jest szeroko rozpowszechniony wśród prymitywnych kultur i jest interesujący w porównaniu do szczegółów zawartych w „Księdze Wyjścia”.

Wierzenia związane z niebiańskimi istotami z pewnością odgrywają i odgrywały znaczną rolę dla tych społeczeństw. Należy wskazać jednak, że porównując treści mitologiczne natrafić można na wiele kontrowersyjnych zbieżności, jednakże są to w zasadzie nie dające się jednoznacznie udowodnić spekulacje.

Dawne ślady

Obrazek

Aborygeni z Bathurst
(1939, za: Wikimedia Commons)
W kulturze Aborygenów istnieje wiele zadziwiających szczegółów, które można porównywać ze współczesnymi doniesieniami czy doświadczeniami związanymi z UFO. Oczywiście powiedzieć możemy, że to jedynie przypadkowe podobieństwo, nie dające się w żaden sposób udowodnić, lecz część z tych relacji rzeczywiście zdumiewa. W grę wchodzić mogą oczywiście prozaiczne wyjaśnienia, lecz najpierw przyjrzymy się poniższym faktom.

Plemię Bad zamieszkujące okolice Zachodniego Kimberley w zachodniej części kontynentu mówi o „nadrzędnej istocie” o imieniu Djamar. Zgodnie z tradycją manifestuje się on w postaci wskazującej na „lądowanie” czymś, po czym pozostaje dający się zauważyć ślad. Oczywiście to kontrowersyjna kwestia, bowiem Aborygeni często nadają nadnaturalny wymiar wielu naturalnym cechom krajobrazu.

W plemieniu tym chłopcy w okresie inicjacji byli prowadzeni nad potok, gdzie pokazywano im dziury, w które Djamar wetknął swój „bullroarer” - rodzaj używanego przez lud instrumentu. W aborygeńskiej kulturze jego dźwięk symbolizował przybycie bóstwa.

Relacja E.A.Worms mówi: „Starsi mężczyźni wskazywali młodym straszliwą siłę bóstwa uświadamiając im surowość tamtejszego krajobrazu, jak i zniszczenia drzew, których dokonał Djamar.”

Po takiej manifestacji istoty, która pozostawiała po sobie poważne zniszczenia, ona sama pojawiała się na niebie raz jeszcze ze swą „czuringą”, która u Aborygenów jest wykonanym z drewna lub kamienia płaskim owalnym lub okrągłym obiektem, w którym manifestuje się moc duchów.

To tylko jedna z wielu opowieści, w których dopatrzeć możemy się pewnych zbieżności z dzisiejszymi relacjami o UFO.

Zgodnie z tradycją plemienia Bundjalung, okolice Słonej Laguny leżącej na północ od Parku Narodowego Broadwater były domem dla istoty znanej jako Gaungan. „Wysoka i szczupła kobieta o długich włosach, pięknych dłoniach i długich paznokciach” często pojawiała się w towarzystwie jasnego światła. Legendy wskazują, że próbowała ona zwodzić mężczyzn do laguny lub morza. Tradycja mówi również, że Gaungan przyleciała z Woodenbong i lądując na plaży niedaleko laguny przekształciła się w czarny kamień.

Ludzie wyższego poziomu

Obrazek


Wizerunki Wandjina na obrazie Lilly Karadada
(za: aboriginalarts.co.uk)
Aborygeńscy szamani – „oświeceni ludzie”, albo też „ludzie wyższego poziomu” opisują „wzięcia do nieba”, gdzie spotykają się z bogami takimi jak Baiame, Biral, Goin czy Bindjil. Wiele relacji o rytualnej inicjacji nosi uderzające podobieństwa do współczesnych opowieści o spotkaniach z UFO oraz relacjach osób rzekomo uprowadzonych przez istoty pozaziemskie.

Szczególnie podobne do opowieści o abdukcjach są relacje z „doświadczaniem śmierci i zmartwychwstania” związane z inicjacją „ludzi wyższego poziomu”. Wybrana osoba (także ochotnik) jest rytualnie „zabijany” a następnie odbywa cudowną podróż (zwykle do dziwnego „królestwa”), gdzie spotyka „niebiańskich bogów”. Następnie po powrocie jest na nowo przywracany do życia, stając się szamanem.

Symboliczna śmierć i zmartwychwstanie, porwania przez potężne istoty, usuwanie części ciała, wszczepianie porwanym pewnych tworów, podróże do nieba oraz dziwnych królestw, pobieranie nauk oraz oświecenie, nabieranie sił oraz transformacja osobowości – to tylko część z powtarzających się w tradycji aborygeńskich szamanów elementów.

Ponad wiek temu antropologowie Spencer i Gillen w swej książce poświęconej plemionom Środkowej Australii zawarli niezwykle szczegóły dotyczące szamanów.

Aborygen o imieniu Kurkutji został upatrzony przez dwa duchy, Mundadjiego oraz Munkaninjiego. W jaskini „Mundadji rozciął go, wyjął jego wnętrzności i zamienił na swoje, umieszczając w jego ciele. Włożył tam również wiele świętych kamieni.

Po tym, jak wszystko było skończone, młodszy z duchów, Munkaninji, przywrócił mężczyznę do życia mówiąc mu, że jest od teraz znachorem pokazując mu również kości i inne złe formy, jakie z niego usunęli. Następnie zabrał on go ze sobą do nieba, po czym odstawił go z powrotem do jego obozu, gdzie znajdowali się ludzie opłakujący go myśląc, że nie żyje.

Przez długi czas pozostawał on nieco oszołomiony, ale stopniowo dochodził do siebie, zaś współplemieńcy wiedzieli już, że przekształcono go w człowieka, który leczy. Gdy to robił, nadzorował go obecny zawsze obok duch Mukaninji, który dla innych pozostawał niewidoczny.”

Jest to niezwykle ciekawy opis inicjacji młodego szamana. A.P. Elkin odnosi się do takich osób jako do „mężczyzn wyższego poziomu”. Istnieje wiele innych relacji zarówno z przeszłości, jak i czasów bardziej współczesnych, w tym teraźniejszych.

Pierwszy raz wskazałem na możliwe zbieżności między opowieściami osób porywanych przez UFO a relacjami szamanów na konferencji, która miała miejsce w listopadzie 1977 roku. Zauważyłem wówczas, że „podczas gdy relacje te odzwierciedlają wiele aspektów współczesnego zjawiska związanego z uprowadzeniami przez istoty pozaziemskie, znacznie więcej zadziwiających szczegółów odnaleźć można w udokumentowanej tradycji.”

Wspomniany już Elkin przywołuje tutaj szczególnie ciekawe przypadki.

„Wśród cudownych mocy uzdrowicieli Mara znajduje się możliwość wspinania się po linie niewidzialnej dla innych śmiertelników do nieba, gdzie rozmawiają oni z gwiezdnymi ludźmi.” W książce A.W. Hewitta poświęconej plemionom Południowej Australii znajduje się relacja o inicjacji mężczyzny z plemienia Wiradjuri: „Udaliśmy się do obozu Baiame. [
] Przechodziliśmy przez chmury, zaś po drugiej stronie znajdowało się niebo. Przeszliśmy przez miejsce, przez które przechodzą uzdrowiciele a ono zamykało się i otwierało bardzo szybko. Ojciec powiedział mi, że gdyby uzdrowiciel został dotknięty przezeń, jego dusza doznałaby ran i zmarłby on po powrocie do domu. Po drugiej stronie w swym obozie widzieliśmy Baiame.”

We współczesnych relacjach przejawiają się bardzo podobne wątki: „uderzył mnie promień białego światła, przeszył moje oczy, po czym poczułem, że wznoszę się do góry przy okazji cały czas się obracając. [
] Potem po zdaje się jedynie chwili obudziłem się. Leżałem na podłodze w pomieszczeniu, które było słabo oświetlone. Spojrzałem w górę i zobaczyłem jakąś postać.” Oto opis doświadczeń Franka Lavery’ego opublikowany w 1977 roku.

Przyglądając się relacjom widzimy wspólne mianowniki między współczesnymi relacjami a przeżyciami szamanów, takie jak spotkania z niezidentyfikowanymi istotami, okres dezorientacji, podróż do nieba, a w niektórych przypadkach „doświadczanie śmierci i zmartwychwstania” dające się porównać ze stanami bliskimi śmierci (NDE).

Ponieważ współczesne społeczeństwa nie doceniły znaczenia doświadczeń szamanów w interpretacji zjawisk związanych z UFO i rzekomymi istotami pozaziemskimi, osoby doświadczające niezwykłych zdarzeń nie zawsze zdają sobie sprawę z długiej tradycji tych zjawisk. Należy podkreślić także, że wielu badaczy zjawiska abdukcji nie akceptuje tej interpretacji preferując wyjaśnienia związane z rzeczywistymi spotkaniami z pozaziemskimi porywaczami.

Nie trzeba dodawać również, że zwykle odrzuca się możliwość prawdziwości podobnych relacji. Jakiekolwiek jednak nie byłoby wyjaśnienie, nie sposób ignorować podobieństw między doświadczeniami inicjacji aborygeńskich szamanów a współczesnymi relacjami o spotkaniach z ET.

Opowieść o ogniu

Obrazek

Płonąca Góra
(fot.: australiantraveller.com)
Jakieś 6 kilometrów na północ od Wingen od około 5000 lat płoną podziemne pokłady węgla. Początkowo mieszkańcy tych regionów widząc wydobywający się dym uznali, że w okolicy znajduje się wulkan. Dopiero późniejsze badania ujawniły, że w grę wchodzi płonący pokład węgla.

Rezerwat Burning Mountaing (Płonącej Góry) został stworzony, aby ujawnić jej istnienie. Lokalni Aborygeni nazywali to miejsce „wingen” (co oznacza „płonącą górę” lub „ogień”). Wśród opowieści związanych z górą znajduje się m.in. relacja o dziwnym obiekcie, który wylądował na Płonącej Górze.

Człowiek o imieniu Ted, mówił: „Dziadek mawiał, że był to obiekt w kształcie cygara, który miał srebrzysty kolor. Gdy lądował, wzniecał ogień i zabijał bydło. Pojawieniu się obiektu towarzyszyła seria głośnych dźwięków. Dziadek wspominał także o wysokich przybyszach, którzy nie mówili, jednak wskazywali na rzeczy, które chcieli zabrać. Często znikali ludzie, zaś z nimi psy i inne domowe zwierzęta. Uznawaliśmy opowieści dziadka za ciekawe, a on zapewniał, że były prawdą”.

Elf w Mandurah

W 1982 roku 67-letnia kobieta ujrzała po raz pierwszy w życiu wizerunek ET – bohatera filmu Spielberga. Wskutek tego zaczęła przypominać sobie istotę, którą spotkała w okolicach Mandurah na zachodzie Australii. W raporcie, który złożyła Grupie Badań UFO z Perth napisała: „W 1930 roku siedziałam w szałasie z moimi rodzicami czytając. Wnętrze oświetlane było lampą, zaś wejście częściowo otwarte. Było około 20, zaś my położyliśmy się wcześniej.

Niespodziewanie do środka weszła mała różowa postać. Mierzyła ok. 24 cali wzrostu (60 cm), miała duże uszy i wybałuszone oczy pokryte błoną, niewielkie ręce, duże stopy, szparę w miejscu ust, nie posiadała też włosów, a jej skóra lśniła jakby była mokra lub tłusta. Byliśmy przerażeni, zaś mój ojciec pobladł ze strachu mówiąc, że to robota diabła. Chwytając sieć rzucił ją na istotę, zaś ta wydała z siebie dźwięk przypominający „EE
EE”, zaś mój ojciec wyciągnął ją na zewnątrz.

Nigdy nie widzieliśmy jej znowu, ale poszliśmy spać wystraszeni. Był to 1930 rok i nikt więcej o tym nie myślał aż do czasu, gdy zobaczyłam wizerunek ET.”

Dodajmy jeszcze do tej dziwnej historii ze starych czasów to, co w swej książce poświęconej ludom Australii napisał dr Charles Mountford. Według niego mityczne stworzenie zwane pod postacią dziecka znane jako „mulu-kuranti czy też mamu (złośliwa istota) posiadało skręcone palce, uszy jak u kangura, duże oczy przypominające oczy sowy, groteskową twarz oraz wystające zęby.”

Porwanie aborygeńskiej kobiety

Australijski badacz tajemnic, Rex Gilroy, trafił na ślad ciekawego wydarzenia z 1933 roku, które opowiada o incydencie związanym z uprowadzeniem przez UFO, które przytrafiło się pewnej ciężarnej kobiecie w okolicy Discovery Well na północnej krawędzi Wielkiej Pustyni Piaszczystej na zachodzie kraju. W historii tej odbijają się legendy i mity mówiące o uprowadzeniach mężczyzn i kobiet przez „niebiańskich bogów” podczas snu, jak i doświadczenia „mężczyzn wyższego poziomu” czy szamanów.

Wedle Gilroya, Aborygenka twierdziła, że członkowie jej plemienia rozpierzchli się widząc „wielkie lśniące jajo”, które niespodziewanie osiadło na ziemi. W świetle dnia obiekt ten przeleciał nad nimi. Kilka istot opisywanych jako dziwne człekopodobne istoty o szarej skórze wyszły z obiektu. Kobieta opowiadała, że zdumiał ją obiekt, który jedna z istot trzymała w dłoniach.

Jej historia wskazuje, że została zabrana na pokład obiektu, którego wnętrze było oświetlone. Kobieta następnie przywiązana została do lśniącego stołu, a następnie przeprowadzano na niej eksperymenty. Aborygenka opowiedziała o zdarzeniu współplemieńcom, ale została wyśmiana.

W opowieści z 1933 roku przewijają się zatem elementy znane ze zjawiska, które zdominowało ufologię w latach 90-tych ub. wieku. Pierwsze relacje o uprowadzeniach i eksperymentach to m.in. przypadek Antonia Villas Boasa z 1957 czy abdukcja Hillów z 1961. Widzimy zatem, że opowieść aborygeńskiej kobiety wyprzedza je o kilka lat.

„Szybkonodzy” oraz zagadkowe ciąże

John Kernott słyszał o dziwnych historiach od Aborygenów zamieszkałych w okolicy Kimberley. O abdukcjach, które dokonywane są często na kobietach aborygeńskich z obszarów pustynnych dowiedziałem się jeszcze przed tym, jak Gilroy przedstawił mi opowieść z 1933 roku.

Od 1986 roku zebrał on wiele relacji od kobiet mówiących mu o duchach, które charakteryzuje głównie to, że nie chodzą po ziemi, lecz unoszą się w powietrzu, będąc w stanie także przenikać przez przedmioty. Spotkania z nimi łączą się z sytuacjami przypominającymi scenariusze niektórych abdukcji.

W opowieściach tych przejawiają się m.in. kontakty płciowe z tymi istotami, jak też „fantomowe ciążę”. Mimo, że ofiara wykazuje oznaki bycia w błogosławionym stanie, na świat nie przychodziły dzieci. Co ciekawe, porywacze często opisywani byli w sposób podobny do „ludzi w czerni”. Należy zauważyć, że przypadki tajemniczych ciąż to element również często przejawiający się w opowieściach o uprowadzeniach.

Około 1989 roku teść Kernotta, aborygen, opowiedział mu o zdarzeniu z czasów jego młodości, które rozegrało się w latach 30-tych. Przebywający w obozie mężczyźni zauważyli na niebie zielone wirujące światło, które wylądowało między drzewami. Stamtąd wyłoniło się wkrótce wielu małych ludzi również lśniących zielonym światłem. Obeszli oni grupę Aborygenów, przyglądali się im, potem zaś na powrót poszli w kierunku obiektu, który wystartował w górę.
Współczesne opowieści o UFO Dr Hannah Wolfe – nauczyciel oraz członek Towarzystwa Antropologicznego Zachodniej Australii, która przeprowadziła intensywne badania nad Aborygenami, w 1992 roku wybrała się wraz z Paulem Normanem – badaczem UFO z organizacji VUFORS do Terytorium Północnego, aby przyjrzeć się relacji o obserwacjo dokonanej przez grupę zamieszkującą jedną z wysp okolic Ziemi Arhnema, na zachód od Parku Narodowego Kakadu.

Po rozmowach z Aborygenami oraz analizie dzieł ich sztuki dr Wolfe doszła do wniosku, że jest możliwe, że w biegu historii któreś z plemion mogły rzeczywiście zetknąć się z istotami pozaziemskimi. Wolfe sugerowała, że dowodów na to można dopatrzeć się m.in. w tradycji Wandjina oraz malowidłach naskalnych z południa, które przedstawiały okrągłe obiekty, z których wydobywały się promienie.

W historii pojawia się także wątek jaskini, w której zamieszkiwać miał przybysz z Księżyca, który następnie powrócił na satelitę. Dr Wolfe nie udało się zlokalizować jaskini, jednak antropolodzy Spencer i Gillen zanotowali w 1899 roku, że Aborygeni z plemienia Aranda wierzyli wówczas w „księżycowego człowieka”, który żył na Ziemi. Za miejsce, w którym miał zamieszkiwać uważano głaz kształcie dysku znajdujący się na zachód od terytorium plemienia.

Plemię Ngatadjara z Centralnej Australii posiada mit, w którym opisane jest to, jak grupa kobiet była chroniona od nadmiernego zainteresowania ze strony „człowieka z Księżyca” zwanego „Kula”.

Na granicy Ziemi Arnhema z Parkiem Narodowym Kakadu Wolfe dowiedziała się o jednym z członków starszyzny o imieniu Joseph, który niegdyś zmuszony został do ucieczki w czasie spotkania z niezidentyfikowanym obiektem latającym. W innej przytoczonej przez siebie opowieści wspomniał on o porwaniu przez obiekt małego chłopca. Dwulatka nie widziano już nigdy.

Wolfe i Norman zdecydowali się odwiedzić odizolowaną społeczność, w której dojść miało do tego zdarzenia. Jeden z miejscowych opowiedział im o innej przygodzie z dzieciństwa, kiedy to był świadkiem lądowania UFO. Wówczas jedna z aborygeńskich kobiet otrzymać miała także myślową wiadomość mówiącą, że istoty kierujące pojazdem chcą, by z nimi poleciała. UFO miało zniknąć, gdy jeden z uzbrojonych mężczyzn pojawił się na miejscu. Zdarzenie pozostawiło po sobie fizyczny ślad w postaci kręgu na ziemi, który według świadków był wciąż widoczny.

Perspektywy

Obrazek



Jedno z najsłynniejszych malowideł naskalnych przedstawiających istoty zwane w mitologii Aborygenów jako Wandjina.
Przywołane tu przypadki niemalże idealnie wskazują na ich pozaziemski rodowód, jednak pamiętać należy również, aby na siłę nie rozpatrywać je na sposób zachodni, czasem przepełniony fascynacją dotyczącą zjawiska UFO, jak i jego związku z przybyszami z obcych planet.

Szczególną ostrożność należy zachować w wypadku plemiennych legend, jak i przekazywanej ustnie tradycji. Mimo częstych podobieństw między historiami o uprowadzeniach a doświadczeniami aborygeńskich szamanów, dosłowna interpretacja zdarzeń może nie przynieść wielu korzyści, bowiem do czynienia możemy mieć tu niekoniecznie z istotami pozaziemskimi, lecz zupełnie innym zjawiskiem.

Perspektywy oferowane przez członków wielu rdzennych kultur, w tym Aborygenów, zwracają nam bowiem uwagę na inne ciekawe możliwości. Podobne doświadczenia mogą stanowić wynik działania subtelnych sił, które generuje sam człowiek. Na temat wielu naturalnych „miejsc cudów” czy też miejsc uważane za święte czy też niezwykłe z innych powodów, powstało wiele prac. Wydaje się zatem, że w niektórych przypadkach bezkrytyczne akceptowanie hipotezy o pozaziemskim rodowodzie wielu doświadczeń nie jest zawsze odpowiednie. Szczególnie interesujących wskazówek na ten temat dostarcza Robert Lawlor, autor książki „Voices of the First Day - Awakening in the Aboriginal Dreamtime”.

Jak mówi, natknął się on na aborygeńskie opowieści o uprowadzeniach w co najmniej trzech regionach, w Kimberly, okolicy Nowra oraz Wyspie Bathurst. W każdym z przypadków łączyły się one z procedurami inicjacyjnymi związanymi z określonym miejscem znanym z silnego oddziaływania natury duchowej. Wcześniej o podobnych relacjach wspominali antropolodzy. Takie uprowadzenia przez silne duchowe istoty są niemalże prowokowane albo też odbywają się jako część ceremonii inicjacyjnej. Wydarzenia te są z pewnością również częścią inicjacji szamanów – „ludzi wysokiego szczebla”.

Robert Lawlor rozmawiał na ten temat z mieszkańcami okolic Nowra, którzy przekazywali mu opowieści usłyszane od przodków. Mówiły one o ceremoniach, podczas których chłopców zabierano do jaskiń, w których przedstawiane były im przerażając widoki, a ich przetrzymanie stanowiło część rytuału. Od miejsc tych zazwyczaj trzymano się z daleka, jednakże dużą rolę w rytualnych widziadłach odgrywać mogły naturalne niezwykłe właściwości tego, jak i innych miejsc.

Co ważne – współczesne relacje o uprowadzeniach przez istoty pozaziemskie są często ściśle zorientowane na aspekt technologiczny, szczególnie często przewijający się w relacjach ludzi Zachodu. Spojrzenie Aborygenów odzwierciedla jednak szczegóły z ich codzienności.

Lawlor twierdzi, że współczesna fala uprowadzeń przez UFO może wiązać się z intensyfikacją energii wytwarzanych w przemyśle lub zanieczyszczeniem elektromagnetycznym. W przypadku prymitywniejszych społeczności podobne relacje wiązać się mogły w naturalnych zaburzeniach elektromagnetycznych. Wszystko to wskazuje nam na wielość interpretacji zjawisk związanych z UFO, które niekoniecznie muszą ściśle odnosić się do wizyt istot pozaziemskich.

Jak wylecieć przez zamknięte okno w czasie fali UFO


Miasto Kempsey leży w Nowej Południowej Walii nad rzeką Macleay. Od początku lat 70-tych XX wieku stanowiło ono centrum fali obserwacji NOL i w przeciwieństwie do innych części Australii, zdarzenia te nie ustały, co sugeruje pewne związki między manifestacjami NOL-i a specyfiką regionu.

Dokładna analiza zdarzeń pozwala nam na jaśniejszą ocenę motywów i natury tego nieuchwytnego zjawiska. Pewnego dnia grupa kilkunastu mieszkańców Kempsey zaobserwowała różowy świetlny obiekt, który zbliżał się do rzeki od strony południowej. Kiedy do niej dotarł światło zmieniło się, zaś obiekt podążył dalej na północny-zachód znikając ostatecznie w pobliżu Greenhill, gdzie znajduje się osada Aborygenów. To właśnie tam tej samej nocy doszło do dramatycznych wydarzeń. Około 22:00 jeden z mieszkańców osady udał się do kuchni wiedziony pragnieniem. Niespodziewanie ujrzał „niewielką przystawioną do szyby twarz. Nie posiadała włosów i miała okrągły kształt”.

Sparaliżowany strachem mężczyzna czuł dziwne przyciąganie od strony nieznanej istoty. Jego żona, która przebywała w pomieszczeniu obok zerwała się na nogi na dźwięk tłuczonej szklanki i wbiegając do pokoju ujrzała swego męża, który w pozycji leżącej opuszczał dom przez górną sekcję kuchennego okna.

Mierzący ok. 160 cm wzrostu mężczyzna został uniesiony ponad podłogę na wysokość ok. 50 cm. a następnie przetransportowany na zewnątrz przez niewielkie okno ponad stertą naczyń. Mimo, że rozbił szybę bez większych obrażeń wylądował na plecach w odległości kilku metrów dalej. Jego żona natychmiast wybiegła z domu odnajdując płaczącego i roztrzęsionego mężczyznę.

Wkrótce potem odwiozła go do miejscowego szpitala, gdzie stwierdzono, że jest trzeźwy i założono mu opatrunek na palec.

Inwazja świateł


Obrazek

Sprawdzanie sprzętu w czasie ekspedycji w celu zbadania świateł min-min (fot. za: Forteantimes.com)
Pod koniec 1995 roku dobrze znany badacz fenomenu tzw. ziemskich świateł, Paul Devereux udał się do odciętego od cywilizacji obszaru Australii wraz z Erligiem Strandem (inżynierem, który badał sprawę dziwnych zjawisk świetlnych w Dolinie Heddsalen) oraz kamerzystą. W miejscu tym zamierzali uchwycić występujące tam zjawiska świetlne. Wraz z dr Davidem Seargentem towarzyszyliśmy Devereuxowi próbując ustalić, czy obszar ten rzeczywiście wiąże się z występowaniem anomalnych zdarzeń świetlnych.

Podobne miejsca mają dla naukowców szczególną wartość jeśli chodzi o zjawiska niezwykłe, jednak do tego, co ma tam miejsce podchodziliśmy z otwartymi umysłami. Najbardziej intrygował fakt, że miejscowi Aborygeni wielokrotnie donosili o nieznanego pochodzenia zjawiskach, które nazwali „światłami min-min”.

Nasze badania w tym rejonie potwierdziły, że okoliczni Aborygeni obserwowali okresowo pojawiające się zjawiska świetlne, jednak ustalenie ram czasowych nastręczyło wielu trudności. Oprócz relacji o światłach zarówno Aborygeni, jak i biali mieszkańcy tych ziem wspominali o innych zjawiskach, w tym białych obiektach świetlnych, jak też obserwacji „baniek” stworzonych z substancji przypominających „galaretę”.

W kilku przypadkach obiekty te również zbliżały się do ludzi. Przy jednej z okazji świadek mówił o jasnej kuli, która zbliżyła się do niego, a następnie zdawała się przybierać formę podobną do człowieka w srebrnym kostiumie. W czasie pobytu na odludziu Devereux i reszta nie odkryli większych śladów aktywności dziwnych świateł, ale nie oznacza to, że obeszło się bez intrygujących zdarzeń.

W czasie obserwacji błysków świateł na zboczu góry ich magnetometr rejestrował anomalie przez kilka godzin, choć samo zajście trwało tylko kilka chwil. Według Devereuxa, poziom anomalii magnetycznych wielokrotnie przewyższył występujące na Ziemi pola.

Relacja uprowadzonego

Część Aborygenów coraz częściej wydobywa na światło dzienne swe doświadczenia związane z UFO czy rzekomymi uprowadzeniami przez istoty pozaziemskie. Jedną z nich jest Lorraine Mafi-Williams, która w swym plemieniu (grupa Githebul plemienia Bandjalung) uważana jest za gawędziarkę oraz „szafarkę” mądrości.

- To, co dzieje się w niebie rządzi także nami, Aborygenami. To przypomina religię, jednak gdy w chrześcijaństwie występuje świat rządzony przez Boga, ale gdzie występuje też wielu świętych, u nas święci zastąpieni są przybyszami z planet, których wy na Zachodzie nazywacie kosmitami – powiedziała mi w czasie rozmowy. Nazywaliśmy je Wandjina czy Duchami Mimi i tak było od wieków aż do czasu, kiedy pojawił się angielski koncept tego, co dzieje się w niebie. Okazał się on równie interesujący, co sprawy praktykowane od wieków.

Lorraine wierzy, że komunikacja z istotami z kosmosu trwa cały czas. Za przykład podaje tu swe własne doświadczenia i kontakty z jej „starym przyjacielem”, które trwają od czasu, gdy skończyła 12 lat. W pewnym sensie jest ona „kontaktowcem”, jednak zupełnie innym niż jej odpowiedniki w świecie wierzeń ludzi Zachodu.

Jej doświadczenia są znacznie ściślej związane ze sferą duchową. Przez szereg lat Lorraine starała się działać jako pomost między dwoma światami – rdzennymi mieszkańcami Australii a ludźmi Zachodu, aby polepszyć rozumienie członków jednej kultury przez drugą. W międzyczasie napotykała się także na stereotypy i uprzedzenia.

- Przechodziłam przez to, z czym miały do czynienia wszystkie osoby uprowadzone – mówi. Wiemy także czemu i jak dochodzi do uprowadzeń. Wierzymy w UFO, jednak na swój aborygeński sposób.

Zobacz także:
► Skomentuj artykuł na INFRA FORUM
_____________________________
INFRA
Autor: Bill Chalker
Fot. w nagłówku: Aborygeni, 1900 / Wikimedia Commons


http://infra.org.pl/fenomen-ufo/ufo-fen ... -aborygeni


Obrazek
0 x


Miłość jest szczęściem!

ODPOWIEDZ