Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Zakazana historia

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6444
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11527 razy
Otrzymał podziękowanie: 11995 razy

Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: chanell » piątek 21 cze 2013, 11:35

Z archiwum X Watykanu

ZAKAZANA HISTORIA ZDEMASKOWANA ZA POMOCĄ ROZPRACOWANIA DWÓCH HASEŁ Z ENCYKLOPEDII

Obrazek
Najświętszą tajemnicą białych plam historii jest to, że nie ma tajemnic a jedynie nieznajomość historii wynikająca z syndromu narzuconej interpretacji i podręczników w których zacierano fakty poprzez np. spychanie pierwszorzędnych postaci wydarzeń do trzeciorzędnej roli.
Takim przykładem jest Krakowski hołd pruski którego nie możemy nazwać lennym i Lubelski hołd pruski lenny
Ale co było grzechem pierworodnym twórców Krakowskiego hołdu pruskiego lennego to że oddzieliła rządy państwa od rządów kościoła a raczej rodów/dynastii, które za mim stały i odcięła ich skarbiec od srebrników, które zapewniały im najwyższą władzę.
Hołd pruski odbył się 10 kwietnia 1525 w Krakowie po wcześniejszym zawarciu traktatu między królem Zygmuntem I Starym a Albrechtem Hohenzollernem w dniu 8 kwietnia 1525 roku. W wyniku tego aktu Prusy Zakonne zostały przekształcone w Księstwo Pruskie jako lenno Polski.(CO JEST WIERUTNYM KŁAMSTWEM PONIEWAŻ PRUSY ZAKONNE ZOSTAŁY PRZEKSZTAŁCONE W KSIĘSTWO PRUSKIE BY ZMIENIĆ STATUS PRAWNY PAŃSTWA PO TO BY NIE PŁACIĆ/WYWIĄZAĆ SIĘ Z LENNA. Albrecht Brandenburg-Ansbach Hohenzollern ODMÓWIŁ SKŁADANIA HOŁDU LENNEGO PONIEWAŻ POWOŁAŁ SIĘ NA BYCIE KSIĘCIEM ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMU A WIĘC PRUSY KSIĄŻĘCE MUSIAŁY BYĆ KSIĘSTWEM ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMU A ALBRECHT W CZASIE SKŁADAŁ HOŁD LENNY JAKO KSIĄŻE ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMU )
Ostatni w Prusach[1] wielki mistrz Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (krzyżackiego) sprawujący władzę nad państwem zakonnym czyli Prusami Zakonnymi Albrechta Brandenburga-Ansbacha Hohenzollerna w jednym dniu stał się księciem Prus Książęcych CZYLI KSIĘCIEM ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMU DOMU PRUSKIEGO i ZMIENIŁ WYZNANIE Z KATOLICKIEGO BĄDŹ CHRZEŚCIJAŃSKIEGO NA LUTERAŃSKIE ZMIENIAJĄC TYM SAMYM STATUS PRAWNY PAŃSTWA I RELIGII I ODCIĄŁ SIĘ OD PAPIEŻA KTÓRY BYĆ MOŻE NIE UDZIELIŁ MU WSPARCIA przyjąć wyznanie luterańskie i przekształcił je w państwo świeckie i zarazem księstwo . Jednocześnie złożył hołd pruski swojemu wujowi Zygmuntowi Staremu, królowi Polski. A więc Zygmunt I Stary jako wuj Albrechta Brandenburga-Ansbacha Hohenzollerna też musiał w jakimś szczeblu drabiny dziedziczyć sukcesję książąt Świętego Cesarstwa Rzymu - CO ZATAJA HISTORIA O TYTUŁACH KSIĄŻĄT I CESARZACH ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMU I KRÓLACH JEROZOLIMY ŚWIECKICH PAPIEŻACH – TERAZ MOŻEMY ODPOWIEDZIEC SOBIE NA PYTANIE DLACZEGO NA MIEJSCU SEJMU W KTÓRYM UCHWALONO UNIĘ LUBELSKĄ, DZIĘKI KTÓREJ CAŁKOWICIE ODSUNIĘTO OD WŁADZY I UKRÓCONO RZĄDY FAŁSZERZY I INTRYGANTÓW Hohenzollernów POWSTAŁ KUL I KTO W DALSZYM CIĄGU PISZE NASZĄ HISTORIĘ I KTO RZĄDZI W NASZYM KRAJU NA SPÓŁKĘ Z TYMI KTÓRZY SFAŁSZOWALI RELIGIĘ JEZUSA I APOSTOŁÓW ?
NIE SZTUKA POKONAĆ PRZECIWNIKA SZTUKĄ SPRAWIĆ BY SAM CHCIAŁ NAPRAWIĆ TO, CO ZEPSUŁ - Hołd pruski 1525 http://pl.wikipedia.org/wiki/Hołd_pruski
JAKIE FAKTY I KŁAMSTWA HISTORYCZNE ZDRADZI NAM KOLEJNE HASŁO
Z wikipedia -Hołdy lenne z Prus Zakonnych
Mocą postanowień zawartego 19 października 1466 II pokoju toruńskiego każdy nowo wybrany wielki mistrz zakonu krzyżackiego jako książę Królestwa Polskiego miał obowiązek złożyć hołd lenny każdemu następnemu królowi Polski nie później niż w czasie 6 miesięcy po swoim obiorze. Powołując się na skomplikowany stopień zależności Prus Zakonnych (zakon krzyżacki podlegał bezpośrednio papiestwu, a jako zbrojne ramię Świętego Cesarstwa Rzymskiego uznawał nad sobą władzę cesarzy) - wielcy mistrzowie wielokrotnie odmawiali złożenia hołdu królom Polski - jak to miało miejsce w latach 1477-1479 gdy Martin Truchsess von Wetzhausen prowadził wojnę popią ze swoim suwerenem o obsadę urzędu biskupa warmińskiego, czy w latach 1498-1525, gdy kolejni wielcy mistrzowie Fryderyk Wettyn i Albrecht Hohenzollern otwarcie odmawiali władcom Polski homagium, powołując się na fakt bycia książętami Świętego Cesarstwa Rzymskiego. http://pl.wikipedia.org/wiki/Hołdy_pruskie_1469-1641
W TYCH DWÓCH ZDANIACH MAMY KORONNE DOWODY NA OBALENIE WSZYSTKICH KŁAMSTW/FAŁSZERSTW ZAKAZANEJ HISTORII WYSTARCZY ŻE ODPOWIEMY SOBIE NA KILKA PYTAŃ
PIERWSZE ZDANIE
Mocą postanowień zawartego 19 października 1466 II pokoju toruńskiego każdy nowo wybrany wielki mistrz zakonu krzyżackiego jako książę Królestwa Polskiego miał obowiązek złożyć hołd lenny każdemu następnemu królowi Polski nie później niż w czasie 6 miesięcy po swoim obiorze.
CO OZNACZA ŻE - każdy nowo wybrany wielki mistrz zakonu krzyżackiego jako książę Królestwa Polskiego miał obowiązek złożyć hołd lenny każdemu następnemu królowi Polski? JAKIMI KSIĄŻĘTAMI KRÓLESTWA POLSKIEGO BYLI ALBRECHTOWIE (Albrecht to nie imię a ród/dynastia tak jak np. Jagiellonowie) HOHENZOLLERNOWIE CZYLI wielki mistrz zakonu krzyżackiego JAK POWINIEN BRZMIEĆ ICH PEŁNY TYTUŁ – I JAK POWINIEN BRZMIEĆ TYTUŁ ICH SUKCESJI JAKO KSIĄŻĄT KORONY POLSKIEJ ? Z JAKIEGO TYTUŁU ALBRECHTOWIE HOHENZOLLERNOWIE JAKO WIELCY MISTRZOWIE ZAKONU KRZYŻACKIEGO DOMU NIEMIECKIEGO W JEROZOLIMIE BYLI KSIĄŻĘTAMI KORONY POLSKIEJ – JAKIE AKTY PRAWNE KRYJĄ SIĘ POD NAJWIĘKSZYM TABU HISTORII Z 19 października 1466 II pokoju toruńskiego
DRUGIE ZDANIE TO DWA CZŁONY I DWA ODRĘBNIE PRAWNIE ZAGADNIENIA I TAK TEŻ NALEŻY JE PODZIELIĆ W TYCH DWÓCH ZDANIACH MAM C. D. I PRAKTYCZNE ROZWIĄZANIE ZAKAZANEJ HISTORII KTÓRA MIAŁA ZATRZEĆ ZNACZENIE KRAKOWSKIEGO HOŁDU LENNEGO I UKRÓCENIA RZĄDÓW PRUSAKÓW/KRZYŻAKÓW/ALBREHTÓW/HOHENZOLLERNÓW PRZEZ BONĘ I ZYGMUNTA AUGUSTA – CZEGO NIGDY NAM NIE DAROWALI

- Powołując się na skomplikowany stopień zależności Prus Zakonnych (zakon krzyżacki podlegał bezpośrednio papiestwu, a jako zbrojne ramię Świętego Cesarstwa Rzymskiego uznawał nad sobą władzę cesarzy)
- wielcy mistrzowie wielokrotnie odmawiali złożenia hołdu królom Polski - jak to miało miejsce w latach 1477-1479 gdy Martin Truchsess von Wetzhausen prowadził wojnę popią ze swoim suwerenem o obsadę urzędu biskupa warmińskiego, czy w latach 1498-1525, gdy kolejni wielcy mistrzowie Fryderyk Wettyn i Albrecht Hohenzollern otwarcie odmawiali władcom Polski homagium, powołując się na fakt bycia książętami Świętego Cesarstwa Rzymskiego.
MOŻE HISTORYCY AKADEMICCY I HISTORYCY/ARCHEOLOGOWIE KUL – u WYJAŚNIĄ MAM, CO OZNACZA TYTUŁY ALBREHTÓW/HOHENZOLLERNÓW JAKO KSIĄŻĄT KRÓLESTWA POLSKIEGO I KSIĄŻĄT ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMSKIEGO? ORAZ TO CZY DYNASTIA ALBREHTÓW MIAŁA TYTUŁ KSIĄŻĄT ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMU A JAKO RÓD Hohenzollernów TYTUŁ KSIĄŻĄT KRÓLESTWA POLSKIEGO I JAK BRZMI PEŁNA NAZWA/TYTUŁY ICH WŁADCÓW W JAKIM CELU PRUSY I ZAKON KRZYŻACKI DOMU NIEMIECKIEGO W JEROZOLIMY ZMIENIAŁY STATUS PRAWNY SWOJEGO PAŃSTWA I WYZNANIE JAK RĘKAWICZKI?
- Z JAKIEGO POWODU ZMIENILI STATUS PRAWNY PAŃSTWA Z PRUS ZAKONNYCH NA PRUSY KSIĄŻĘCE I TYM SAMYM ZRZEKAJĄC SIĘ TYTUŁU KSIĄŻĄTW KRÓLESTWA POLSKIEGO PO TO BY JAKO KSIĄŻĘTA ŚWIĘTEGO CESARSTWA RZYMSKIEGO, NIE PŁACIĆ/WYWIĄZYWAĆ SIĘ Z LENNA NA RZECZ POLSKICH KRÓLÓW I KORONY POLSKIEJ
A WIĘC CZY HISTORIA POLSKI NADAL PISANA JEST RĘKĄ PRUSAKÓW ALBRECHTÓW Hohenzollernów i Habsburgów

https://www.facebook.com/photo.php?fbid ... =1&theater
Art.napisany przez Basię W. która obiecała że się zaloguje na naszym forum :) Basiu czekamy
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6444
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11527 razy
Otrzymał podziękowanie: 11995 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: chanell » poniedziałek 15 lip 2013, 14:19

Vril

Towarzystwo Vril, Świetlista Loża i realizacja Wielkiego Dzieła

Obrazek

Wszystkie rodzaje zła co jakiś czas muszą wyjść na powietrze ze swoich podziemi i jaskiń, w których przygotowują się na Bitwę opisaną w Objawieniach św. Jana

Pamiętacie Georga Lucasa i jego “moc”? Skąd się wziął ten pomysł? Może czytał za dużo książek w tym temacie? Lubił tych samych autorów co naziści?

Słyszeliście kiedyś o Marii Orsik i Wiedzmach Vril?

==================================================================================

Vril Society Emblem

Towarzystwo Vril czy też Luminous Lodge (Świetlista Loża) łączyło ideały polityczne Illuminati z hinduistyczną mistyką, teozofią i kabałą. Była to pierwsza niemiecka organizacja nacjonalistyczna która użyła swastyki jako swego emblematu, łączącego wschodni i zachodni okultyzm. Towarzystwo Vril promowało idee podziemnego i matriarchalnego systemu, socjalistycznej utopii rządzonej przez nadludzi kontrolujących tajemniczą energię nazywaną Vril (Vril Force).

Założono je w roku 1918 na sekretnym spotkaniu w Monachium (Bawaria).

Grupa okultystów i niemieckich socjalistów spotkała się w sekrecie w celu stworzenia potężnego Wewnętrznego Kręgu nazywanego Wszechniemieckim Towarzystwem Metafizycznym – inaczej Towarzystwem Vril.

Jednym z dwóch głównych założycieli był Deitrich Eckhart o którym mówiono że posiada “bardzo dużą siłę perswazji”, dostrzegalną zwłaszcza w jego anty-semickich pracach. Był najbliższym przyjacielem Adolfa Hitlera i wierzył że przeciera drogę dla nowego Zbawcy Niemiec. W pewnym sensie człowiek ten był geniuszem, spędził jednak sporo swojego życia w zakładach dla obłąkanych do których wracał co jakiś czas.

Znany był też ze swojego osobliwego pseudonimu w obrębie kręgu: Jana Chrzciciela. Wiemy z Biblii że Jan był zwiastunem Mesjasza Jezusa.

Maria Orsic

Tak więc, Eckhart widział w Hitlerze nowego Mesjasza Niemiec.

Dwóch mężczyzn, twórców Towarzystwa, było związanych ze sobą przez dwie kobiety – Marię Orsic (Oršič – na lewo) oraz kobietę o pseudonimie Sigrun. Obie były medium, odpowiedzialnymi za odkrywanie ukrytych tajemnic okultystycznych i zbieranie mocy Vril.

Był to czas “fizycznego mediumizmu” – poruszały przedmioty własną wolą, lewitowały, miały też produkować na swoim ciele substancję zwaną ektoplazmą. Jedna z medium [Maria Orsic] miała podczas transu przewidzieć przyjście nowego mesjasza i użyć przy tym imienia Adolf Hitler.

Towarzystwo Vril posiadało w swoich szeregach wielu prominentnych nazistów, w tym Hitlera, Hermana Goeringa i Himmlera. Towarzystwo było podstawą całej Partii Nazistowskiej i połączonych z nią tajnych organizacji. Grupa ta istnieje po dziś dzień mimo upłynięcia już ponad 100 lat. Jej członkowie wierzą że mogą żyć wewnątrz Ziemi i “lecieć” do odległych gwiazd w konstelacji Byka (Aldebaran) dzięki energii Vril.

Wierzą też że pewnego dnia obejmą władzę nad światem.

Mroczne Bractwo – Nazistowski kult

Towarzystwo Vril chciało osiągnąć doskonałość rasy aryjskiej. Okultyści Vril pracowali w sekrecie robiąc wszystko co w ich mocy dla promowania idei potęgi aryjskiej: od niszczenia ludzi na polu politycznym do wywoływania “duchów zmarłych”, urządzania orgii i składania ofiar z ludzi.

To co czyniło tych ludzi unikalnymi (niestety, nie były to ofiary z ludzi – praktyka ta stosowana jest przez wszystkie mroczne tajne stowarzyszenia od zarania dziejów i stosowana jest dalej) to ich obsesja na punkcie mocy Vril. Była to uniwersalna siła mogąca robić wszystko, zarówno niszczyć jak i leczyć. Jest to koncepcja zbliżona do hinduskiej prany i chińskiej chi – energia życiowa przepływająca przez nas wszystkich. Towarzystwo Vril wierzyło że może kontrolować tą energię i wykorzystywać ją do zdobycia materialnej potęgi.

Niezmordowanie poszukiwali mocy. Zdobycie nadnaturalnych mocy może wymagać nadnaturalnych wysiłków. Dla wzmacniania swej kontroli nad Vril stosowano szereg praktyk w tym medytację i tzw. magię seksualną (sex majik) której stosowanie ma za sobą długą historię sięgającą czasów średniowiecznych czarownic. Mówi się że Towarzystwo używało magii seksualnej do “przyzywania” mocy Vril.

Najmroczniejszą stroną Vril było jednak ich przeświadczenie że nic nie aktywuje tak dużej mocy jak ofiara z dziecka.

Po I wojnie światowej w Bawarii żyło wiele osieroconych dzieci a ich zniknięcie mogło przejść bez echa. Vril postrzegali je jako bramy między światem astralnym i materialnym. Nie można było wyzwolić takiej mocy z dorosłej ludzkiej ofiary, dlatego dzieci wydawały się dla ich celów idealne.

Ofiary z ludzi to nie jedyne dziwne wydarzenia z tamtych czasów


Maria Orsic, pochodząca z Zagrzebia, otrzymywała wiadomości od aryjskich “kosmitów” (demonów) żyjących w Alpha Tauri w systemie Aldebaran.

Według nich “kosmici” ci odwiedzili Ziemię i osiedli w Sumerze, słowo vril zaś pochodzić ma od antycznego sumeryjskiego Vril-Il [Jak bóg]. Towarzystwo uczyło technik koncentracji zaprojektowanych w celu obudzenia mocy Vril, a ich głównym celem było zbudowanie Raumflug [statku kosmicznego] i dostanie się do Aldebaranu. Aby to osiągnąć dołączyli do Towarzystwa Thule – wspólnie rozpoczęli ambitny projekt stworzenia między-wymiarowych statków opartych na przekazach od “kosmitów” z Aldebaran. W pózniejszym okresie członkowie Vril twierdzili że odbyli lot w Jenseitsflugmaschine [Maszyna latająca z innego świata] i Vril Flugscheiben [Latające dyski].

Szefowymi Vril były kobiety-media, dowodzone przez Orsic. Wszystkie nosiły długie włosy splecione w koński ogon, wierzyły że spełniają one funkcje kosmicznej anteny odbierającej przekazy z innego świata [plemiona rdzennych Amerykanów również wierzyły że włosy są jak antena łącząca ze światem duchowym, dlatego nosili je długie].

Maria Orsic

Wraz z dojściem Hitlera do władzy w roku 1933, zarówno Thule jak i Vril otrzymały wsparcie finansowe ze strony rządu na rzecz kontynuowania programu budowy statków kosmicznych i maszyn wojennych. Członkowie towarzystw Thule i Vril zaczęli czcić Czarne Słońce, niewidzialne wewnętrzne światło wszechświata, generujące moc i komunikujące się z aryjskimi kosmitami poprzez channelingi. Te Czarne Słońce stało się ich bogiem odpowiedzialnym za istnienie mocy Vril, energii w formie przenikających wszystko fluidów kontrolowanych przez podziemną rasę Vril-ya, mających być potomkami ludu Atlantydy, oraz Aldebarańczyków [upadłych aniołów/demonów, maskaradujących jako Gwiezdni Bracia. To jest zródłem tak dużej popularności channelingów w obrębie wyznawców New Age, komunikujących się z Braćmi z Gwiazd i Federacją Galaktyczną. Nazistowska teozofia i mitologia Vril została przepakowana na nowo i ukazana jako doktryna "miłości i światła" dla New Agowców, nie mających pojęcia że dają się nabierać na te same kłamstwa co kiedyś naziści...]

Więcej Wiedzm Vril, komunikujących się z “kosmitami” z Aldabaran, w ten sam sposób w jaki dzisiejsze spirytystyczne media komunikują się z “Federacją Galaktyczną” (jak rozumiem jest to interpretacja artystyczna – przyp.tłum).

Vril Witches
Vril, moc Nadchodzącej Rasy – sir Edward Bulwer-Lytton [1871]

Znany ze swojej patetycznej prozy (“Była to mroczna i burzliwa noc
”) Bulwer-Lytton przetarł szlaki dla science-fiction swoją nowelą “Vril”, którą XIX-wieczni fani mitu Atlantydy (np. Scott-Elliot) wzięli bardzo poważnie. Vril jest tajemniczą energią używaną przez podziemną rasę Lyttona (ocalałych z Potopu) do zasilania swej zaawansowanej technologii. Historia ta została pózniej uznana przez szereg okultystów za prawdę.

Energia Vril

Książka Bulwer Lyttona “Nadchodząca Rasa” (rok 1871) opisuje zródło energii rasy Vril-ya. Nazywa ją Vril. Historia opisuje inżyniera kopalni znajdującego wejście do jaskini prowadzącej do podziemnego świata zamieszkałego przez zaawansowaną technologicznie rasę, która z wyglądu bardzo przypomina pre-rafaelitańskie przedstawienia aniołów (skrzydła itd.) Jest to bardzo dziwna książka napisana przez bardzo interesującą postać, która tak jak Bacon i Franklin, łączona jest z masonerią i innymi organizacjami od Nowego Porządku Świata.

(
)

Wspomnijmy że znał ją bardzo dobrze Nikola Tesla i być może miała ona wpływ na jego wynalazki. “Nadchodząca Rasa” jest pierwszą książką która wspomina o robotach (wtedy jeszcze inaczej je nazywając).

(Jakkolwiek nieprawdopodobna dla wielu może się wydawać ta historia, to trzeba pamiętać że Nikola Tesla istniał naprawdę, tak samo zresztą jak jego niezwykłe wynalazki. To nie jest teoria spiskowa, to jest absolutny i niezaprzeczalny fakt. Co więcej – sam Tesla mówił o tym że te wynalazki nie są jego pomysłu – mówił że ich projekty otrzymuje z Innego Świata, z centralnego galaktycznego zródła informacji
czyżby była to inna nazwa dla “Czarnego Słońca”?)

Mniej więcej od 30 minuty:

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=i1GmZK_H ... ransparent]Miała również wpływ na Hitlera, łączącego rasę aryjską z podziemną Vril-ya. Co do energii Vril
miała ona być również zródłem zasilania nazistowskich vimanów.

Czym jest vril? Wydaje się być czymś tożsamym z mocą Reichenbacha, orgonem Reicha itd. Opierając się na opisie Lyttona, jest to podstawowa siła, zródło wszystkich sił: grawitacji, magnetyczności, elektryczności itd. (
)
Tybetański generator energii Vril – vajra



Przedmiot ten możecie kupić w internecie, jest opisywany jako “niezwykle potężne metafizyczne narzędzie” generujące małe ilości energii Vril i używane przez szamanów do lewitacji.

Okultystyczne znaki robione dłońmi mają pomóc w aktywowaniu różnych aspektów “mocy”.

vajrametaphysics toolvajra vril tool

vajrapaniNa lewo: vajrapani

Podobno “duch opiekuńczy” Buddy, vajrapani jest niczym innym jak Lucyferem w jednym ze swoich przebrań. Tak tak, buddyzm posiada swoje bóstwa, niezależnie od tego co będą się starali wam wmówić jego praktykanci z niższych poziomów wtajemniczenia.

Zwróćcie uwagę na vajrę w jego prawym ręku.

Meksykańskie wiedzmy

Meksyk jest obecnie prawdziwym eldorado zjawisk paranormalnych.

Istnieje ogromny zbiór filmów i nagrań z vimanami/vailixi/merkabami i orbami z rejonu meksykańskiego dostępnych w internecie, a rząd meksykański wydaje się nie mieć żadnych problemów z ujawnianiem kolejnych nagrań tego typu (wliczając w to nagrania wojskowe).

Historie o wiedzmach są znane wszędzie, lecz najpopularniejsze są w górzystych regionach krajów latynoskich(
)

Niedawno w Meksyku i Hiszpanii widywano humanoida wędrującego w powietrzu bez użycia żadnego wehikułu.

Podobna sytuacja zdarzyła się ostatnio
na Białorusi.

Moc Vril łączona jest z historiami o średniowiecznych magach i wiedzmach
łączona jest też z rejonami Bliskiego Wschodu i tamtejszymi bajkami typu “latające dywany” i lewitujący zaklinacze węży.

Potem znowu podniosłem oczy i spojrzałem, a oto był unoszący się zwój. I zapytał mnie anioł: Co widzisz? Ja odpowiedziałem: Widzę unoszący się zwój dwadzieścia łokci długi i dziesięć łokci szeroki (ponad 10 metrów długości i szerokości). Wtedy rzekł do mnie: To jest klątwa, która spadała na cały kraj. Dlatego każdy złodziej według niej będzie potępiony i każdy krzywoprzysięzca według niej będzie potępiony. Zesłałem ją – mówi Pan Zastępów – i wchodzi do domu złodzieja, i do domu tego, kto fałszywie na moje imię przysięga, i pozostaje w jego domu, i niszczy go wraz z jego drzewem i jego kamieniami. Potem wystąpił anioł, który rozmawiał ze mną, i rzekł do mnie: Podnieś oczy i zobacz, co to wychodzi! Wtedy zapytałem: Co to jest? A on odpowiedział: To, co wychodzi, to jest efa. I dodał: Taki jest ich wygląd na całej ziemi. A wtem podniosła się ołowiana pokrywa i zobaczyłem kobietę siedzącą w efie. I rzekł: To jest bezbożność! I zepchnął ją do wnętrza efy, i rzucił na jej wierzch ołowianą pokrywę. Znowu podniosłem oczy i spojrzałem, a oto wyszły dwie kobiety, których skrzydła poruszał wiatr, a miały skrzydła jak skrzydła bocianie. I one podniosły efę między niebo a ziemię. Wtedy zapytałem anioła, który rozmawiał ze mną: Dokąd one zaniosą efę? I odpowiedział mi: Będzie dla niej wzniesiona świątynia w ziemi Sinear, a gdy będzie gotowa, postawię ją tam na cokole.(Zachariasza 5:9, Biblia Warszawska)

Według niektórych badaczy “efa” z Zachariasza jest opisem pojazdu typu vimana.

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=5sYxcBOE ... ransparent][youtube http://www.youtube.com/watch?v=fG6x3_Ua ... ransparent][youtube http://www.youtube.com/watch?v=IuHJz-xP ... ransparent][youtube http://www.youtube.com/watch?v=ndjYLv-h ... ransparent]

Fallenalien, tł. radtrap
http://historiazakazana.hvs.pl/vril/
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 12957
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 900
x 319
Podziękował: 12891 razy
Otrzymał podziękowanie: 19598 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: songo70 » poniedziałek 15 lip 2013, 15:05

..widać każde zło, nawet to największe potrzebuje jeszcze większej legendy i wsparcia najciemniejszych mocy- Vril, itp.,-
ciekawe nawet "Gwiezdne Wojny" pewnie mają inspirację w "Mahabharata" pismach Indyjskich o wojnach bogów

http://historyk.republika.pl/arty/awb1.htm
a "Odyseja Kosmiczna" i słynny monolit to nie wymysł S.Kubricka- tylko odkrycie na Phobosie
http://innemedium.pl/wideo/kto-zostawil-monolit-fobosie
Obrazek
z kolei "Gwiezdne Wrota" też mogą okazać się artefaktem z dalekiej przeszłości, a nie tylko wyobraźnią autora filmu/książki..
Obrazek
http://21grudnia2012.wordpress.com/2012 ... a-z-iraku/
A.Einstein ponoć kiedyś powiedział, "iż nie ma takiej rzeczy która by nie istniała" i patrząc na te przykłady można podejrzewać, że miał rację. :) 8-) :lol:
0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15578
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 827
Podziękował: 29138 razy
Otrzymał podziękowanie: 23446 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 20 lip 2013, 23:21



Prelekcja Sławomira Szerera o alternatywnej historii.
Pierwszy odcinek miał premierę prawie rok temu... :(
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6444
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11527 razy
Otrzymał podziękowanie: 11995 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: chanell » poniedziałek 21 paź 2013, 21:46

Materiał zrealizowany przez NTV Warszawa.
Janusz Zagórski rozmawia z Igorem Witkowskim.



0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5079 razy
Otrzymał podziękowanie: 1625 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 09 lut 2014, 11:23

Posta zamieszczonego przez @Przebiśniega, a dotyczącego Biblii przeniosłem do: Biblia - i wszystko o nej >>
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5079 razy
Otrzymał podziękowanie: 1625 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 03 maja 2014, 21:22

Na tę chwilę nie ma odpowiedniejszego miejsca do zamieszczenia poniższego artykułu, jednak jeśli pojawi się ich więcej o podobnej tematyce, to wydzielimy z nich niezależny wątek:

Ze strony Wybierz Wolność

Oto artykuł. Polecam zajrzenie na stronę i zastanowienie się czy autor ma rację, pisząc o planach wojennych:

http://wybierzwolnosc.wordpress.com/2012/04/page/2/

Mapa Gomberga – kolorowa mapa ścienna przedstawiająca, jak informuje napis umieszczony na niej „Zarys powojennej mapy Nowego Świata”. Mapa została wydana w 1942 roku w Filadelfii. Wydawcą mapy, był niejaki Maurice Gomberg.
A teraz tekst u spodu mapy gdzie znalazł się program zawarty w 41 punktach, który zaczyna się od słów

„Taka będzie nasza polityka”:

” Nowego Światowego Moralnego Porządku Świata” który powstanie w wyniku

III Wojen Światowych !


Obrazek

„Zarys Powojennej Mapy Nowego Świata”


„My, U.S.A., we współpracy z Demokracjami Ameryki Łacińskiej, Brytyjską Wspólnotą Narodów i Zjednoczonymi Sowieckimi Socjalistycznymi Republikami,

przyjmujemy światowe przywództwo dla ustanowienia
Nowego Światowego Moralnego Porządku
w celu trwałego pokoju, wolności, sprawiedliwości, bezpieczeństwa i rekonstrukcji świata.”

Obrazek

W lewym górnym rogu „Mapy Gomberga” znajduje się informacja o jej wydawcy:

„Copyrighted and Published by Maurice Gomberg , Philadelphia, PA. 1942.”

oraz pieczęć „Luty 25, 1942″


” Taka będzie nasza polityka ”

1. My, USA w kooperacji z naszymi aliantami, dla naszego bezpieczeństwa i dla międzynarodowej moralności, jesteśmy zdecydowani zmiażdżyć i zupełnie zniszczyć militarną moc agresorów Osi i ich satelitów bez względu na koszty, wysiłek i czas potrzebny dla osiągnięcia tego celu.

2. Stary porządek świata, kolonialnej opresji, eksploatacji dominiów, rywalizujących imperializmów i potęgi wyrachowanej dyplomacji – majestatów, dyktatorów, uprzywilejowanych mniejszości, plutokratycznych monopolistów i podobnych socjalnych parasytów; skorumpowany porządek odpowiedzialny za obecny światowy kataklizm narażający nasze bezpieczeństwo i pokojowy postęp, nigdy nie podniesie się.

3. Nowy Światowy Moralny Porządek stałego pokoju i wolności będzie ustanowiony po pomyślnym zakończeniu obecnej wojny.

4. Ze względu na historię, ekonomicznej struktury, korzystnego położenia geograficznego i dobra ludzkości, USA musi altruistycznie przyjąć przewodnictwo w nowo przyjętym demokratycznym światowym porządku.

5. Ażeby zredukować karygodne wydatki na uzbrojenie wszędzie w świecie, USA w kooperacji z Ameryką Łacińską, Brytyjską Wspólnotą Narodów i Stanami Sowieckich Socjalistycznych Republik podejmie się zadania zagwarantowania pokoju narodom które będą trwale rozbrojone i zdemilitaryzowane po zakończeniu obecnej wojny.

6. Ażeby móc wypełnić nasze zobowiązanie i efektywnie zapobiec powtórzeniu się kataklizmu wojny, niepokonalność USA jako militarnej, morskiej i powietrznej siły, będzie głównym warunkiem.

7. Realistycznie rozważając strategię i nasza nie zagrażalną pozycję jest koniecznym ażeby USA uzyskały zrzeczenie się kontroli nad stanem posiadania wszystkich zagranicznych sił na terenie całej Zachodniej Hemisfery, ich otaczających wód i strategicznych wysp-placówek, tak jak to zaznaczono na towarzyszącej mapie.

8. Rozważając sprawę obrony hemisfery oraz w duchu i tradycji nowej Doktryny Manroe hemisferycznej solidarności i polityki „dobrego sąsiada”, USA ze zgodą Republik Ameryki Łacińskiej uzyska kontrolę i prawa protektoratu nad terenami zrzekających się.

9.Dla wzmocnienia naszej pozycji na obszarze Karaibów, który posiada oczywistą wagę dla obronności hemisfery, naszym sąsiadom Ameryki Centralnej i Zachodnim Indiom będą zaoferowane wszystkie możliwe bodźce dla ułatwienia przyłączenia ich do USA jako równorzędne stany.

10. Ażeby wzmocnić ekonomiczno-polityczna spójność Zachodniej hemisfery, USA będą promowały i pomagały w unifikacji Południowej Ameryki w dobrze zorganizowane, demokratyczne, federacyjne USSA – „Zjednoczone Stany Południowej Ameryki”.

11. Wyzwolone brytyjskie, francuskie i holenderskie wyspy Gujana bedą zorganizowane w jako jeden stan „Zjednoczonych Stanów Południowej Ameryki” – USSA.

12. Wszystkie siły zrzekną się kontroli nad ich kolonialnymi mandatami i strategicznymi wyspami w ich posiadaniu na całym świecie.

13. Brytyjska Wspólnota Narodów, druga co do wagi militarnej i morskiej siła, kooperując ściśle z USA jako siłą dla wolności, zatrzyma i obejmie kontrolę nad tymi terytoriami, bazami zabezpieczającymi pokój i wyspami o znaczeniu strategicznym z ich placówkami, istotnymi dla utrzymania światowego pokoju i wolności na oceanach, jak zaznaczono na mapie.

14. USSR (Union of Soviet Socialist Republics.) trzecia co do wagi militarna siła, w kooperacji z USA jako siłą dla wolności i utrzymania światowego pokoju, przejmie kontrole nad wyzwolonymi, zdezorganizowanymi, przylegającymi do jej granic terenami łącznie Niemcami i Austrią, które będą reedukowane i w końcu zostaną dołączone jako równorzędne republiki USSR, jak w przybliżeniu zaznaczono na mapie.

15. Światowa Liga Narodowości pod nadzorem i arbitrażem mocarstw zostanie zorganizowana.

16. Zostanie ustanowiony Światowy Sąd z mocą karną ustanowienia całkowitego bojkotu, blokady, oraz okupacji przez międzynarodową policję łamiących międzynarodową moralność.

17. USA w ścisłej kooperacji ze Zjednoczonymi Stanami Południowej Ameryki, Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, USSR i Światowej Ligi Narodowości będą promowały i pomagały w unifikacji oddanych terytoriów i obszarów które są niepewnie podzielone w dobrze zorganizowane, demokratyczne i całkowicie zdemilitaryzowane federalne republiki, jak w przybliżeniu zaznaczono na mapie.

18. Obszary znane jako Holandia, Belgia, Luksemburg, Szwajcaria, Francja, Hiszpania, Portugalia, Korsyka i ostatecznie Italia wraz z Sardynią i Sycylią będą zunifikowane jako zdemilitaryzowane federalne „Zjednoczone Stany Europy”.

19. Obszary znane jako Szwecja, Norwegia, Dania i wyspy Szpitzbergen zostaną zunifikowane jako zdemilitaryzowane federalne „Zjednoczone Stany Skandynawii”.

20. Kontynent Afryki zostanie zreorganizowany i zunifikowany jako zdemilitaryzowana federalna „Unia Afrykańskich Republik”.

21. Obszary znane jako Arabia Saudyjska, Syria, Lebanon, Irak, Hejas, Jemen, Aden i Oman, zostaną zunifikowane jako zdemilitaryzowana unia „Arabskich Federalnych Republik”.

22. Obszary znane jako Indie łącznie z Afganistanem, Baluchistanem, Nepalem, Bhutanem i Burmą, zostaną zunifikowane jako zdemilitaryzowane „Federalne Republiki Indii”.

23. Tereny znane jako Chiny, Mongolia, Tybet, Tailand, Malazia, Indochiny i Korea, zostaną zunifikowane jako zdemilitaryzowane, federalne „Zjednoczone Republiki Chin”.

24. Obszary znane jako Grecja, Macedonia, Albania, Kreta, Dodecanese i przylegające wyspy na Morzu Egiejskim, zostaną zunifikowane jako zdemilitaryzowana „Federalna Republika Grecji”.

25. Obszary znane jako Eire i Północna Irlandia, zostaną zunifikowane jako zdemilitaryzowana, niezależna republika „Eire”.

26. Teren Ziemi Świętej starożytnych Hebrajczyków, obecnie znany jako Palestyna i Transjordania z przynależnymi regionami, jak zaznaczono na mapie, biorąc pod uwagę historię i bezwzględną potrzebę złagodzenia po-wojennego problemu uchodźców, zostanie zunifikowany jako zdemilitaryzowana, niezależna republika „Hebrewland”.

27. Obszar znany jako Europejska Turcja przylegająca do Dardanele, Morza Marmora i Bosforu, biorąc pod uwagę realistyczną pokojową strategię, zostanie oddany pod połączoną kontrolę USSR i Turcji.

28. Teren znany jako Turcja będzie zdemilitaryzowaną, niezależną republiką „Turcja”.

29. Wszystkie problemy wymiany i repatriacji populacji będą administrowane przez Światową Ligę Narodowości.

30. Kryminaliści i ich partnerzy winni tej ohydnej wojny zostaną osądzeni i niemożliwa do zapomnienia kara zostanie zastosowana.

31. Wszyscy obywatele japońscy i wszystkie osoby japońskiego pochodzenia o wątpliwej lojalności zostaną na stałe usunięte z Zachodniej Hemisfery, protektoratów USA i strategicznych wysp i ich własność skonfiskowana na rzecz po-wojennych potrzeb rekonstrukcji.

32. Wszyscy obywatele niemieccy i włoscy i wszystkie osoby pochodzenia niemieckiego i włoskiego znane jako wspomagające nazistowską i faszystowską ideologię zostaną potraktowane podobnie.

33. Niemiecka, włoska i japońska imigracja do Zachodniej Hemisfery, jej protektoratów i placówek na strategicznych wyspach będzie zatrzymana na czas nieokreślony.

34. Wszystkie osoby pochodzenia wschodnio-pruskiego i Rhineland zostaną przemieszczone do terytorialnych Niemiec i regionów na stałe zdeprusyfikowanych.

35. Wszystkie osoby pochodzenia niemieckiego, włoskiego i japońskiego zostaną na stałe usunięte z podbitych przez nich teraz terenów i ich mienie skonfiskowane na cele po-wojennej rekonstrukcji.

36. Ażeby oczyścić mieszkańców z pokonanych agresorów Osi zarażonych militarnym szowinizmem, dokonać usunięcia i zniszczenia ich potencjalnej militarnej organizacji, odzyskać ich zgromadzone grabieże i żeby re-edukować ich aby w końcu przyjąć ich do członkostwa rodziny narodów, teren Niemiec i Austrii, Italii i Japoni będzie hermetycznie i na nie określony czas w stanie kwarantanny i będzie administrowany przez powołanych gubernatorów pod nadzorem Światowej Ligi Narodowości.

37. Wszystkie zasoby, przemysłowe i ludzkiej pracy, na obszarach objętych kwarantanną będą użyte dla potrzeb odbudowy i rekonstrukcji.

38. Ażeby zredukować liczbową ilość narodów-agresorów, jako potencjalny element siły militarnej wypracowana będzie i zastosowana Polityka Kontroli Populacji na terenach objętych kwarantanną.

39. W Nowym Światowym Moralnym Porządku, który pragniemy ustanowić, ponad zasadniczą polityczną wolnością następujące podstawowe ekonomiczne zmiany są niezbędne:

(a) Nacjonalizacja wszystkich naturalnych bogactw i sprawiedliwa ich dystrybucja do wszystkich narodów na świecie.
(b) Nacjonalizacja międzynarodowych banków, zagranicznych inwestycji, kolei i elektrowni – wszędzie na świcie.
(c) Nacjonalizacja produkcji uzbrojenia we wszystkich istniejących militarnych potęgach.
(d) Kontrola federalna handlu zagranicznego i transportu.
(e) Ustanowienie światowego systemu monetarnego.
(f) Ograniczenie w skali światowej stopy podatkowej do maksimum 2%.

40. Ażeby zachować zwycięstwo i przewodnictwo naszego zjednoczonego wysiłku, którego celem jest nie zemsta i eksploatacja lecz wolność i bezpieczeństwo wszystkich nacji dla pokojowego postępu, zjednoczone „Najwyższe Dowództwo Wojny Narodów Zjednoczonych” będzie ustanowione na końcu obecnej wojny, które zostanie przetransformowane na stałe w „Najwyższą Wojskową i Ekonomiczną Radę” współdziałającą ze „Światową Ligą Narodowości” w po-wojennej rekonstrukcji i zapewnieniu pokoju.

41. „Najwyższa Wojskowa i Ekonomiczna Rada” powoła Gubernatorów do administracji terenów objętych kwarantanną aż do czasu warunkowego zwolnienia. Dla tego celowego początku musimy walczyć aż do absolutnego zwycięstwa.

Obrazek

Polska tak miała wyglądać – mapa z 1940

„Interesującą jest także mapa opublikowana w książce, „Poland After One Year of War”, dla The Polish Ministry of Information, przez George Allen and Unwin Limited w 1940 roku.
Mapa ta wskazuje dokładnie jak podzielono Polskę. Znajdują się na niej 3 protektoraty; Polski, Żydowski i Ukraiński. Dwie sekcje są dane przez Hitlera Słowacji i Litwie. Sowiety swoją cześć mają wcieloną do Ukraińskiej i Białoruskiej Republiki. Protektorat żydowski, na mapie nazwany Jweish Reserve, ma swoją historię sięgającą 1914 roku znaną także pod nazwą JUDEO-POLONIA.”

Maurice Gomberg
Nas najbardziej interesuje, co zaplanowali z nami i naszym krajem „łaskawcy”, którzy dokonali już podziału świata. Oto, jak wygląda Europa, po nowym podziale:

Obrazek

Fragment MAPY GOMBERGA dotyczący Europy. Szczególnie interesującymi są granice Czechosłowacji, już wtedy podzielone na Czechy i Słowację, Jugosławii (zobacz Albania) i Izraela, nazwanego – Hebrewland, (kolor zielony) . Polska miała istnieć jedynie jako jedna z republik Związku Sowieckiego (Polish SSR). Wtedy także przewidziano utworzenie Unii Europejskiej (United States of Europe). Analizując granice państw i stref okazuje się, że zasadniczo zgadzają się one z graniami powojennymi za wyjątkiem jedynie kilku szczegółów. np. Iranu i Finlandii – które występują jako republiki Związku Sowieckiego. Niemcy i Włochy – to obszar kwarantanny ??

Tu, jest ciekawa wypowiedź odnośnie tej mapy:
ks. prof. Michał Poradowski, z książki „Nowy Światowy Ład”, wyd. Wers, 1994:


Są sceptycy, którzy nie wierzą w możliwość istnienia spisków po­litycznych, tak krajowych, jak i międzynarodowych, a przecież znane są konkretne fakty, jednym z nich jest tzw. „mapa Gomberga”, o której dość obszernie pisze Aleksander Gella, w książce wielu autorów, wydanej pod tytułem „Sprawy polskie w perspektywie światowej” (Londyn, 1985).

Co to jest „Mapa Gomberga”? Chodzi tutaj o mapę polityczną przy­szłego świata. Według jej autorów została ona opracowana i ukończona w październiku 1941 (a więc, o ironio, w tym samym czasie kiedy ogłaszano całemu światu tzw. Kartę Atlantycką 14. VIII. 1941), a którą opublikowano dopiero w październiku roku 1942 i rozmieszczono nie­mal na całym terytorium Stanów Zjednoczonych; wywieszano ją głów­nie w salach stacji kolejowych.

Mapa ta została wydrukowana w dość dużych rozmiarach, jako kolorowa mapa ścienna 100 na 71 centyme­trów. Napis na niej informuje, że chodzi tu o „zarys powojennej mapy nowego świata” (Out1ine of Post-War New World Map).

Nadto, aby nie było nieporozumień, na dole tej mapy wydrukowano dokładny jej opis i program przyszłego, a więc powojennego nowego świata i jego ustroju politycznego. Ciekawe, że nazwa tego powojennego świata politycz­nego jest taka sama, jaką używa w licznych opublikowanych na ten temat książkach Robert Strausz-Hupe, a więc „The New World Moral Order”. Przypomnijmy, że Robert Strausz-Hupe był przez czterdzieści lat ambasadorem Stanów Zjednoczonych w różnych krajach i założycielem Foreign Policy Institute (Philadelphia) oraz kwartalnika ORBIS. Oczywiście, dla nas ten „Nowy Światowy Ład Moralny” jest całkowicie niemoralnym, gdyż gwałci on Kartę Atlantycką, ogłoszoną przez Aliantów zaledwie rok wcześniej, która gwarantowała wszystkim państwom nienaruszalność granic, a ich ewentualne zmiany mogły mieć miejsce jedynie po uprzednim plebiscytowym wypowiedzeniu się mie­szkańców danego terytorium.

Otóż owa „Mapa Gomberga” (nazwa pochodzi od nazwiska wydaw­cy) nie jest opinią personalną, lecz wynikiem czyichś decyzyj i do dziś oficjalnie nie wiadomo, kto tę mapę opracował i kto decydował o no­wych granicach politycznych prawie wszystkich państw świata, chociaż tekst komentarza owej mapy zaczyna się słowami:

„My, Stany Zjednoc­zone we współpracy z naszymi sprzymierzeńcami
” („We, the USA, in co­operation with our allies
”).


A więc, według tekstu tejże mapy, jest ona opracowana i jej komentarz zredagowany przez Stany Zjednoczone i ich sprzymierzeńców (należała do nich wówczas także Rzeczpospolita Pol­ska, reprezentowana przez swój rząd rezydujący w Londynie).

Tak więc rząd Stanów Zjednoczonych ponosi za nią odpowiedzialność, za jej redakcję, za jej wydanie i za jej rozpowszechnienie”. [b]

Nic też nie wiadomo, aby rząd Stanów Zjednoczonych lub jakaś oficjalna instytucja tegoż rządu, czy też któregoś z rządów sprzymierzonych zabrał głos w tej sprawie, a według starej zasady prawa rzymskiego „qui tacet consentire videtur” .[/b]

Otóż mapa tego „Nowego Światowego Ładu Moralnego” hojnie od­daje Związkowi Sowieckiemu niemal całą Europę, prawie wszystkie kraje aż do Renu, do granicy Francji: Polskę, Niemcy, Danię, Holandię, Belgię, Austrię, Jugosławię, Rumunię, Bułgarię, z wyjątkiem Grecji, Włoch, Francji i Hiszpanii oraz Szwecji i Norwegii. Także Związkowi Sowieckiemu przydziela się państwa bałtyckie: Finlandię, Łotwę, Es­tonię i Litwę. Stany Zjednoczone także zostają hojnie obdzielane: całą Kanadą, całym Meksykiem i całą Ameryką Centralną.

Otóż jeśli chodzi o Europę, to jej sytuacja realna po drugiej wojnie światowej niewiele różni się od projektu Mapy Gomberga, gdyż Zwią­zek Sowiecki otrzymał prawie wszystko to, co na tej mapie było prze­widziane, z wyjątkiem Danii, Holandii, Belgii i połowy Niemiec. Pierwotnie rozciągał się także i na Austrię, która ostatecznie pozostała krajem niepodległym.

Natomiast rozciągnięcie się Stanów Zjednoczonych na Kanadę, Mek­syk i Amerykę Centralną, jak to zapowiadała mapa Gomberga, nie doszło do skutku [doszło później: NAFTA md] . Niemal zaraz po wojnie, powstała Organizacja Pań­stw Amerykańskich obejmująca Amerykę Centralną i Południową, jak zresztą przewidywała Mapa Gomberga. Inne propozycje Mapy Gom­berga także zostały – chociaż częściowo i w nieco odmiennej formie ­zrealizowane (państwa afrykańskie oraz Bliski i Daleki Wschód).

Nie chodzi nam tu jednak o to, w jakim stopniu plany polityczne Mapy Gomberga zostały zrealizowane, lecz o sam fakt istnienia owych pla­nów, czyli fakt istnienia konspiracji politycznej i to na tak wielką, bo odnoszącą się prawie do całego świata skalę. Jest to więc dokument wyjątkowej wagi, który zaświadcza istnienie sekretnych ośrodków wła­dzy politycznej, które posługują się publicznymi i znanymi instytucjami, jak obecnie Narody Zjednoczone, czy Unia Europejska itd.

Z komentarza p. Aleksandra Gella dowiadujemy się, że Gomberg pochodził z Europy Wschodniej, był zwolennikiem komunizmu i stałym czytelnikiem żydowskiej gazety „Freiheit”, wydawanej w Stanach Zje­dnoczonych w języku Yiddish, a to dużo mówi o tej „szarej eminencji„.

Najbardziej nas interesuje fakt, że na Mapie Gomberga Polska nie istnieje, gdyż jest całkowicie włączona do Związku Sowieckiego. Skoro w komentarzu tej mapy wyraźnie mówi się, że jest ona dziełem „Stanów Zjednoczonych i ich Aliantów”, uważać musimy, że już w roku 1942, publicznie dano nam do zrozumienia, iż zostaliśmy całkowicie zdra­dzeni. Na darmo więc walczyli nasi żołnierze na wszystkich frontach z hitlerowskimi Niemcami. Pozostaje też pytanie: czy rząd polski na emigracji znał Mapę Gomberga?

Biada narodom, które lekceważą spiski polityczne


Literatura:
1. A.Gella – „Sprawy polskie w perspektywie światowej” – Londyn 1985.
2. M.Poradowski – „Nowy Porządek Świata” – Poznań 1994.

Czy ci, którzy zrobili i opublikowali tą mapę już wtedy wiedzieli o planach kolejnej wojny, która nas czeka ? Już w 1942 roku wiedzieli, co będzie za ok 70-80 lat ?? A może wiedzą, co może wydarzyć się, czego efektem końcowym będzie nowy podział świata i wpływów największych mocarstw??

Może nie będzie tradycyjnej wojny jakie mieliśmy do tej pory, tylko wojna ekonomiczna, która wpłynie na podziały państw i całych narodów w imię „naszego dobra”, ku chwale wielkich i bogatych tego świata, pociągających za sznurki


Najlepszym i najszybszym sposobem na wprowadzenie nowego porządku jest upadek systemu ekonomicznego, jaki znamy teraz i zastąpienie go scentralizowanym rządzeniem i decydowaniem za nas o nas


Polecam p. Czesławowi Białczyńskiemu opublikowanie tutaj reszty artykułu (części opisującej wybuch I, II i III wojny). Polecam tez artykuł bliski tematycznie roli Polski, świetnie wyjaśniający dlaczego Polska jest obiektem wpływów i gry naszymi ziemiami; http://spodlasu.neon24.pl/post/36219,polska-zadecyduje-o-losach-swiata


[Uwaga: ten artykuł publikowaliśmy i linkowaliśmy w roku 2012. CB]
http://bialczynski.wordpress.com/2014/0 ... radoslawi/
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 03 maja 2014, 22:21

To już wiem dlaczego władze Rosji tak niecierpliwie reagują na przesunięcia granic wpływów, ktoś kogoś zdradził, potajemne knowania poszły nie w tym kierunku co potrzeba... ;)

Podobno okradanie złodzieja nie jest objęte paragrafem "7" z dekalogu... :D


Jak już wszyscy zostaniemy okradzeni, to może nam minie chęć posiadania... :D




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5079 razy
Otrzymał podziękowanie: 1625 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » wtorek 06 maja 2014, 20:14

Teraz troszkę z innej beczki:

Jacek Kobus pisze:O głupocie raz jeszcze
...
Nie będzie zatem ani o zdrowiu, ani o futbolu. W ogóle, chciałbym już temat ziółek i zdrowia zakończyć. Co nie znaczy, że nie będzie ostro! Tym razem bowiem, pojadę po nazwiskach. Bez żadnych tam „dajmy na to N.“ Walę prosto z mostu: za rozbiory i upadek Polski, a w konsekwencji i za tę czarną dupę, w której teraz siedzimy, z katastrofą smoleńską, rządem Donalda Tuska i opozycją Jarosława Kaczyńskiego włącznie, odpowiada personalnie i osobiście August Aleksander ks. Czartoryski.

Obrazek

Owszem, owszem – winnych było w sumie więcej. Ale ks. August był wśród nich pierwszy i najważniejszy. Od niego się zaczęło. Słusznie zatem, palmę pierwszeństwa w Poczcie Głupców Polskich dzierżyć powinien!

Książę August był postacią nietuzinową i powszechnie swego czasu szanowaną. Wspólnie z Andrzejem ordynatem Zamoyskim kierował stronnictwem magnackim, jakie uformowało się za panowania Augusta III Sasa wokół rodów Czartoryskich i Zamoyskich, zwanym „Familią“. Do tej pory każde dziecko w szkole podstawowej (czy w gimnazjum..?), musi się o „Familii“ uczyć i to pochlebnie. Stronnictwo to bowiem w oczach postępowych historiografów uchodzi za postępowe. Jak zatem postępowi historycy mogą o nim pisać inaczej niż pochlebnie..?

Książę August wymyślił, że przejmie władzę nad całą Rzeczypospolitą. To nie jest zarzut. Każde stronnictwo o tym właśnie myśli i myśleć powinno. Również metoda, której ks. August chciał użyć i użył, acz może wzbudzać sprzeciw u lekkoduchów, bynajmniej nie wzbudza mojego potępienia. W zaistniałej sytuacji nie miał innego wyjścia. Rzeczpospolita za Sasów stała się rodzajem luźnej konfederacji magnackich państwek, gdzie w każdym powiecie i w każdym województwie jakiś „panek“ samowładnie rządził. Żaden mechanizm ustrojowy (w rodzaju wyborów), ani żadna siła wewnętrzna (w rodzaju pokonania wszystkich konkurentów zbrojnie), nie dawała zatem nadziei ks. Augustowi na sukces. Sukces mógł przyjść tylko dzięki pomocy z zewnątrz.

I tak to dokładnie ks. August zaplanował. Jeszcze za życia starzejącego się Augusta III „Familia“ postanowiła, że po jego śmierci zaprosi do Rzeczypospolitej rosyjskie wojska i przy ich pomocy narzuci wygodną dla siebie osobę króla i nowy system rządów, gwarantujący opanowanie przez familiantów całej machiny państwowej, którą po to, aby opanować się ją dało, należało właściwie stworzyć od nowa – czyli „zreformować“ ustrój, jak to podręczniki szkolne ujmują.

Jak zaplanowano, tak (prawie
) wykonano. 11 kwietnia 1764 roku podpisane zostało porozumienie między Rosją a Prusami o wyborze polskiego króla. Już wtedy zostało przesądzone, że nie zostanie nim ukochany syn ks. Augusta, Adam Kazimierz Czartoryski (od 1758 roku starosta generalny ziem podolskich, od 1761 żonaty z posażną Izabelą z Flemingów, od urodzenia edukowany na króla
), tylko nielubiany przezeń syn jego siostry Konstancji, Stanisław Antoni Poniatowski, stolnik litewski i były kochanek Katarzyny II jeszcze w czasach, gdy była tylko żoną rosyjskiego następcy tronu, naturalny ojciec ich córki, Anny Piotrowny.

Czy caryca, z którą się ks. August układał, pamiętała o tym, aby swojego polskiego sojusznika o dokonanym wyborze powiadomić, nie jest do końca jasne – Poniatowski wiedział, że będzie królem co najmniej od 2 sierpnia 1762 roku, którą to datę nosi list Katarzyny do niego w tej sprawie. W każdym razie w maju 1764 roku pp. August Czartoryski i Andrzej Zamoyski zgodnie z wcześniejszym planem poprosili Katarzynę o przysłanie wojsk dla większej dbałości o swobody Rzeczypospolitej. Od roku zresztą w Końskowoli, majątku ks. Augusta, ćwiczyła się jego prywatna milicja na utrzymanie której pobierał z carskiego skarbu 54 tysiące złotych miesięcznie. 7 maja 1764 roku pod rosyjsko – czartoryską „ochroną“ zawiązał się pod węzłem konfederacji (co wykluczało użycie veta – owa konfederacja została zresztą od razu ogłoszona „wieczystą“, de facto liberum veto w ten sposób likwidując
) sejm konwokacyjny. Który od razu uchwalił pakiet ustaw tworzących nieistniejący wcześniej aparat państwowy Rzeczypospolitej. W tym na przykład – tzw. „cło generalne“, płatne także przez szlachtę, a nie tylko przez kupców stanu nieszlacheckiego, a i parę innych sposobów na rozwiązania sakiewki obywateli bez czego, jak wiadomo, rządzić krajem nie tylko nie sposób, ale i – nie ma po co. 7 września 1764 roku 5320 elektorów, pilnowanych przez ponad 7 tysięcy carskich sołdatów, podpisało akt elekcji Stanisława Antoniego. Który koronował się – wbrew tradycji nie w Krakowie, a w Warszawie – 25 listopada tego samego roku, w dniu imienin swojej protektorki, przyjmując imiona „Stanisław August“. Zamach stanu dokonał się.

Kłopot w tym, że nie do końca po myśli inicjatora. Królem miał być przecież Adam Kazimierz ks. Czartoryski a nie jego wujeczny kuzyn, Stanisław Antoni Poniatowski. Ojciec ks. Adama Kazimierza, ks. August (używam tych tytułów za każdym razem bo Czartoryscy, od Rurykowiczów się wywodzący, należeli do tzw. „książąt starożytnych“, którym prawo ich używania zapewnił jeszcze akt Unii Lubelskiej z 1569 roku: nie używać zatem tytułu, nie wypada!), nie poprzestał na surowym obstrofowaniu syna, że ten również carycy bękarta nie spłodził, na podobne jak Stanisław Antoni łaski nie zasługując. Obraził się śmiertelnie na siostrzeńca i wycofał wszelkie poparcie dla króla, którego sam stworzył.

Co więcej, ks. August, kolokwialnie pisząc, zapomniał skąd mu nogi wyrastają. Już tzw. „reformy“ sejmu konwokacyjnego, jak się okazało, wcale nie były uzgodnione z carycą. Potem było jeszcze gorzej. Świeżo wykreowany król i opozycyjna wobec niego „Familia“ prześcigali się w wymyślaniu coraz to bardziej radykalnych reform i ani jedna, ani druga strona, nie zadała sobie trudu, aby ich plany bodaj z ambasadorem carskim, jeśli nie z samą carycą skonsultować. Taka dyplomatyczna wersja „bitwy pod Lenino“, czyli staroruskiej taktyki „rozpoznania walką“ – na zasadzie: pójdziemy naprzód, a ilu zginie, to nam powie, co się w tych krzakach chowa. Nic dziwnego, że Katarzyna szybko miała dość i swojego byłego kochanka i jego obrażonych krewnych i przeszła na „ręczne sterowanie“. Najpierw, na kolejnym sejmie (tzw. „sejm Czaplica“ z 1766 roku), doprowadziła do anulowania większości owych „reform“ z 1764 i rozwiązania „konfederacji wieczystej“, a potem, korzystając z obecności wzmocnionych jeszcze sił rosyjskich, podniosła sprawę tzw. „równouprawnienia dysydentów“ – klasyczny dla rosyjskiej pragmatyki politycznej „temat zastępczy“, którego rozdmuchanie doprowadziło do zbrojnego aktu rozpaczy naszej krajowej konserwy, czyli do konfederacji barskiej. Że caryca się przeliczyła w swojej nadziei na skuteczność sterowania ręcznego i szybko i niedrogo owej konfederacji stłumić się nie dało, potrzebny był I rozbiór. A potem już poszło


Tak by się jednak nie stało, gdyby ks. August trzeźwiej oceniał rzeczywistość. Jego syn nie miał żadnych szans na koronę. Właśnie dlatego, że był jego synem – dziedzicem ogromnego majątku (po śmierci ojca w 1782 roku dostał w spadku 60 mln złp: więcej, niż kosztowała Polskę cała wojna w obronie – poronionej, o czym już pisałem – konstytucji 3 maja
), człowiekiem potencjalnie niezależnym. Królem w tym rozdaniu mógł być tylko ktoś taki jak Stanisław Antoni Poniatowski – niebogaty, nielubiany, łatwo poddający się wpływom. Zamiast snuć nierealne marzenia, a potem obrażać się na rzeczywistość, trzeba było zadbać o własny na nominata carycy wpływ i w ten sposób realną władzę nad krajem sprawować. Nie było to takie trudne. Tylko trzeba było chcieć.

Nie było też sensu podejmować „reform“ tylko dla samego reformowania. Oczywiście, że nie sposób rządzić krajem, który żadnego zgoła aparatu przymusu, o innych niezbędnych do rządzenia atrybutach nie wspominając nie posiada i który nie ma prawie żadnych dochodów, sądów, praw. To wszystko trzeba było stworzyć. Katarzyna też to rozumiała i na reformy niezbędne dawała z góry zgodę. Po co było jednak kłuć ją w oczy lansowaniem „kodeksu Zamoyskiego“[1], który podważał władzę pana nad chłopem..? Zniesienie pańszczyzny czy uwłaszczenie chłopów i tak było w tym momencie ekonomicznie nierealne. Najpierw musiała się upowszechnić nowa technika uprawy ziemi, która pozwalałaby obyć się bez pracy pańszczyźnianych chłopów – a chłopom już niepańszczyźnianym, dawałaby szansę na przetrwanie lat gorszych urodzajów czy innych klęsk żywiołowych na co, używając ciągle trójpolówki, bez pańskiego wsparcia, nie mieli żadnych szans. Trzeba więc było, obok Szkoły Rycerskiej, założyć Szkołę Agronomiczną (w rzeczywistości założoną pół wieku później, za – autonomicznego – Królestwa Kongresowego) i nie tylko po stroje, konie, herbatę i ogrody do Anglii podróżować.

Ogólnie zaś, nie trzeba się było wstydzić, języka w gębie zapominać, honorem unosić (nie ma niczego honorowego w uprawianiu polityki, jak ktoś chce żyć honorowo, nie za politykę powinien się brać, tylko do wojska wstąpić, lubo obawiam się, że i w tym przypadku, szarże wyższe od porucznikowskiej mogą wymagać pewnych kompromisów
), nie wiem co tu konkretnie zadecydowało – zamiast reformować na oślep, trzeba było za każdym razem przynajmniej ogólne ramy planowanych legislacji z carycą zawczasu uzgadniać. A, jeśli się już poszło na rolę kolaboranta, to nie trzeba było zarazem cofać się przed krokami wśród szerokich rzesz szlacheckiego prostego ludu niepopularnymi, jeśli mogły one Wysoką Protektorkę uszczęśliwić. Jak ów zastępczy temat „praw dysydentów“. Bo i co z tego, że szlachta by sobie na sejmikach pobigosowała, że innowierców do urzędów dopuszczają..? Nawet, gdyby wynikła z tego jakaś zbrojna ruchawka, to szanse na jej szybkie i tanie stłumienie byłyby o wiele większe, niż to naprawdę było – gdyby do sił królewskich i rosyjskich, jeszcze i ta milicja z Końskowoli dołączyła, i wojska prywatne pozostałych „familiantów“, też niemałe


Nie o to mam pretensję do ks. Augusta, że rosyjskie wojska do kraju sprowadził. Nie miał innego wyjścia. Nie miałbym też do niego najmniejszych pretensji, gdyby wpływu w ten sposób zdobytego użył WYŁĄCZNIE dla powiększenia potęgi własnej, swojego rodu i stronnictwa. Dla prywaty, ambicji, władzy i zbytku. Są to naturalne motywy ludzkiego działania i nie ma się co o nie obrażać. Pretensje do niego mam, bo się okazał pierdołą saskim, francuskim pieskiem, panienką z okienka. Zamiast pogodzić się z tym, co nieuchronne i próbować wygrać to na swoją korzyść – co leżało w jego możliwościach jak najbardziej – obraził się na rzeczywistość. Czyż nie jest to dowód głupoty najpierwszej czystości..?

------------------------------------------

[1] „Zbiór praw sądowych“, to oczywiście historia, która działa się dopiero w latach 1776 – 1780, już po I rozbiorze, tu ją podaję, bo jest to przykład najbardziej wyrazisty
http://boskawola.blogspot.com/2010/10/o ... szcze.html
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 12957
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 900
x 319
Podziękował: 12891 razy
Otrzymał podziękowanie: 19598 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: songo70 » poniedziałek 12 maja 2014, 08:59

0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5079 razy
Otrzymał podziękowanie: 1625 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » piątek 25 lip 2014, 19:46

zachęcam do przeczytania, tym bardziej, że koresponduje z wcześniejszym artykułem >>:

Janusz P. Waluszko pisze:Rzecz o Sarmacyi
- ukształtowaniu, miejscu w Europie i szansach jej rozwoju przez powrót do korzeni

Na naszą historię nie umiemy patrzeć obiektywnie, widzimy ją przez pryzmat utraty niepodległości. Od kiedy dostaliśmy się w łapy Rosji stale słyszy się o 1000-letnim, nierozerwalnym związku Polski z Europą, o zachodnich źródłach naszej kultury. Dodaje się przy tym, że jest owa zależność od Rosji skutkiem naszego zapóźnienia cywilizacyjnego i że musimy "gonić" Zachód, to znaczy stworzyć silne, chrześcijańskie i kapitalistyczne państwo. Jak się to ma do rzeczywistości i czy tylko tak możemy "uciec" Rosji? A więc po kolei:

1. Mówi się, że Polska jest częścią Europy - owszem, jest nią także Rosja czy Albania. Chyba nie o to chodzi - precyzuje się więc, przypisując nas do Zachodu, rzadziej do Wschodu (bo to niepopularne), czasami zaś jako coś pośredniego, takie ni to - ni owo; ma to uzasadniać nasze "zapóźnienie", ale i nasze prawo do orientacji na Zachód. W czym jednak nasza kultura podobna, jest do wschodniej czy zachodniej Europy?

Chrześcijaństwo?!

2. - Aż do czasów nowożytnych religia była dla ludzi sprawą najważniejszą. To wokół niej obracało się uniwersalistyczne rzekomo średniowiecze, to na jej tle Europa podzieliła się na kilka różnych formacji kulturowych. Bo nie ma i nigdy nie było w Europie jednego chrześcijaństwa. Czym innym było prawosławie, a czym innym chrześcijaństwo zachodnie, a i ono nie było nigdy jednolite. Mimo, że kraje romańskie wcześniej przyjęły nową wiarę - antyk blokował jej percepcję, czynił z niej powierzchowną formę kultury dość racjonalnej, humanistycznej, pogańskiej o czym świadczy chociażby renesans i fakt, że to właśnie w nim najlepiej wyraziła się powstająca wówczas świadomość narodowa Włochów i Francuzów. Inaczej kraje germańskie i będące pod ich wpływem Czechy gdzie wszystko jest przesiąknięte religią i gdzie sprawa narodowa przybrała formę herezji (husytyzm, protestantyzm we wszystkich jego odmianach). Silna rola religii w kulturze spowodowała, że w krajach romańskich rozum i wiara były rozdzielone - rozum stał poza kulturą masową, ale był świecki podczas gdy w germańskich rozum doszedł do wielkiego znaczenia, ale zawsze był on zabarwiony elementami religijnymi. My chętniej czerpaliśmy z krajów romańskich (przyjmując zresztą głównie formę i wypełniając ją własną historyczną treścią - vide: sarmatyzm). Wyjątek stanowią silnie zniemczone miasta; może właśnie dlatego dawni Polacy, a jeszcze bardziej bracia - Węgrzy, uznawali je za obce i tak silnie związali się ze wsią (inaczej niż Czesi).

3. Polska przyjęła chrzest z Zachodu w czasach -o czym nie zawsze się pamięta- gdy był on jedynie "germańską wioską na ruinach rzymskiego miasta", a prawdziwym centrum kultury i spadkobiercą antyku był Wschód - zarówno chrześcijański (Bizancjum), jak i muzułmański (Arabowie). Na Zachodzie istotniejszą od kulturalnej była polityczna strona religii, która służyła jako argument w grze o władzę w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych. Inaczej wyglądało to w przypadku obrządku wschodniego, który nie tylko głęboko przeniknął do miejscowej kultury, ale czerpiąc z tej gleby wydał także bogate owoce. Wynikało to nie tylko z większej atrakcyjności prawosławia (nauczanego w miejscowych językach słowiańskich), ale i względnej słabości Bizancjum - od południa atakowali je Arabowie, a bułgarscy carowie czy morawscy i ruscy książęta byli w lepszej sytuacji niż władcy Polski czy Czech w stosunku do Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. "Chrzest Polski" nie był dobrowolny ani zewnętrznie, ani wewnętrznie. Religia była bowiem, pretekstem do ekspansji terytorialnej, zwłaszcza Niemiec na ziemie środkowej Europy. By ów nacisk choć trochę zahamować trzeba było dać się ochrzcić. Kto tego nie zrobił - ginął jak Połabianie czy potem Prusowie. Także wewnętrznie nie był chrzest sprawą sumienia, lecz polityki - Kościół uświęcał władzę wyrosłych ponad lud książąt, pomagał im w tworzeniu administracji państwowej, negował prawa ludu i starszyzny (w tym miejscu warto zauważyć, że teoria wiążąca powstanie państwa polskiego z chrztem Mieszka jest błędna - tylko silna władza książęca była w stanie narzucić Polakom zmianę wiary, a co zatem idzie i prawa, bo u Słowian były one ze sobą nierozerwalnie związane. Chrzest miał tylko uświęcić i wzmocnić to, co wcześniej osiągnięto siłą).

4. Nic więc dziwnego, że ludność stawiła opór nowej wierze. Był on na ogół bierny (choć i zbrojnego nie brakło - 1037 / 38 r.) i polegał na trwaniu przy wierze ojców (po wyniszczeniu ośrodków kultu pogańskiego dawna wiara zmieniła się w folklor) oraz -kiedy nie można było inaczej- na formalnym i powierzchownym traktowaniu przykazań kościelnych. Stąd jeszcze w sprawozdaniu z roku 1595 czytamy: "ten rodzaj mało się nabożeństwem porządnym wedle Boga bawi, okrom swych zwyczajów a nałogów dawnych. A woli do lasu (iść) niż do kościoła, gdy na nie zadzwonią; a idzieli do kościoła, tedy się cmentarzem zabawia na rozmowach a pokładszy się drudzy, takieć ich nabożeństwo. A będąli w kościele, a spytasz z nich którego, czego się nauczył, wnet odpowie zasię ja ksiądz? Tak ci ten rodzaj niepojęty w nauce bożej; nie darmo powiadano o nim: chłop w kościele głuchy." W XVII w. Kościół organizował więc misje wewnętrzne, by podnieść poziom religijności chłopów i wyplenić istniejące jeszcze przeżytki pogaństwa, jednak po stu latach owej działalności w 1720 r. jeden z księży wspominał: "nastawszy do kościoła godzieskiego (koło Kalisza) zastałem ludzi tak bezbożnych jak w Sodomie i Gomorze (ledwo) się tak wieś z nimi nie zapadła. Nie spowiadali się po lat dziesięciu, dwudziestu. O pacierzu trudno było pytać i o przykazaniu boskim, bo go nie umieli..." Mierny skutek misji tłumaczy się tym, że bardziej służyły one powstrzymywaniu chłopów od buntu i propagandzie uczciwej i pokojowej pracy na pańskim niż wierze (klerowi zaś wystarczało, że miał pełne kościoły i tace, a w co kto wierzył? - "wierz i w kozła bylebyś dziesięcinę płacił" mawiał jeden z XVI-wiecznych biskupów polskich).

5. Podobną powierzchownością i formalizmem charakteryzowała się -mimo wyższego poziomu kulturalnego- religijność szlachty. Działo się tak ponieważ chrześcijaństwo było nam obce - jego oblicze określiły kraje zachodnie na długo przed "chrztem Polski", a następnie -wraz z polskimi władcami- usiłowały narzucić je nam w gotowej formie, całkowicie rezygnując z naszego wkładu do tej rzekomo uniwersalistycznej kultury. A wkładem tym był nasz stosunek do "innych" i do "autorytetów".

6. Początki chrześcijaństwa w Polsce przypadają na okres wypraw krzyżowych nie tylko do Ziemi Świętej i Bizancjum, ale także na półwysep Iberyjski i wybrzeża Bałtyku oraz wewnątrz ziem chrześcijańskich - przeciw wspaniale kwitnącej kulturze albigensów w Akwitanii (pd. Francja). Polacy w krucjatach do Jerozolimy nie wzięli udziału - motywowali to m. in. brakiem piwa w Ziemi Świętej. Nie udało się natomiast Mieszkowi Staremu wykręcić od wyprawy z panami niemieckimi przeciw Wieletom (1147), a książęta mazowieccy i wschodniopomorscy toczyli walki graniczne z pogańskimi Prusami. Nie mogąc sobie z nimi poradzić - wezwali na pomoc krzyżaków; źródeł tego błędu można szukać m. in. w nieznajomości rzeczy wynikłej z nie uczestniczenia w krucjatach. Król Węgierski poznał krzyżaków już w Palestynie, więc po powrocie do kraju usunął ich z Siedmiogrodu, skąd na zaproszenie Konrada Mazowieckiego przenieśli się do Polski. Niebezpieczeństwo z ich strony skłoniło Polaków w wieku następnym do sojuszu z pogańską Litwą, a po jej "chrzcie" - do unii między obu krajami. Wkrótce potem doszło do bitwy, która na kilka wieków powstrzymała niemiecki marsz na Wschód. Grunwald był starciem nie tylko dwu organizacji politycznych, ale i dwu odmiennych kultur. Przykładem tego może być skład obu walczących armii - z jednej strony katolicka armia rycerzy zakonników wspomaganych przez zachodnioeuropejskich najemników, z drugiej armia polska wspomagana przez husyckich Czechów, pogańskich Litwinów, prawosławnych Rusinów i muzułmańskich Tatarów.

7. Sama bitwa nie była jedynym elementem tego starcia. Ówczesna Europa wierzyła w wojnę "sprawiedliwą", więc obie strony na długo przed bitwą rozpoczęły walkę propagandową by ukazać słuszność własnej sprawy. Krzyżacy mówili o uniwersalistycznych prawach papiestwa i cesarstwa do panowania nad światem, nawracania pogan siłą i zaboru ich ziem, Polacy negowali ów pseudouniwersalizm i szerzenie wiary ogniem i mieczem za którymi kryły się zaborcze ambicje Niemców. Najgłośniejszymi wypowiedziami strony polskiej było kazanie Stanisława ze Skarbmierza "o wojnie sprawiedliwej" (gdzie za słuszną przyczynę wojny uznaje tylko obronę ojczyzny i dążenie do przywrócenia sprawiedliwego pokoju) oraz traktat Pawła Włodkowica "o władzy papieża i cesarza nad poganami" wygłoszony na soborze powszechnym w Konstancji w 1415 r. Włodkowic neguje ich władzę, nawracanie siłą, niepokojenie spokojnych pogan, zabór ich ziem oraz odmawianie im prawa đo własnego państwa; głosi jednocześnie prawo państw chrześcijańskich do obronnego sojuszu z niewiernymi nawet przeciw innym wyznawcom Chrystusa.

8. Podobnie jak w stosunkach międzynarodowych tak i wewnętrznych panowała w Polsce zasada, że nawracać można tylko słowem i przykładem. Zachowanie pokoju religijnego było dla nas sprawą podstawową. Już przed unią z Litwą Polska była krajem wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Od wczesnego średniowiecza na nasze ziemie przybywają prześladowani na Zachodzie Żydzi. O dawnej Polsce mówiono, że jest rajem dla Żydów, a jej żydowska nazwa w dosłownym tłumaczeniu oznacza "tu spocznij". W tym samym czasie na kresach wschodnich pojawiają się koloniści ruscy, wyznawcy prawosławia. Ich liczba wzrasta po przyłączeniu przez Kazimierza Wielkiego Rusi Czerwonej w wieku XIV. Wtedy też pojawiają się w Polsce Ormianie, a po unii z Litwą - tamtejsi poganie na Żmudzi, muzułmanie i karaimowie oraz nowe rzesze prawosławnych (ówczesna Litwa była bardziej ruska niż litewska - kulturze ruskiej ulega cała niemal elita władzy, ruskie były masy chłopskie i bojarzy). W XIII w. następuje masowa kolonizacja niemiecka (zwłaszcza w miastach), a od początku XV w. na polskich drogach pojawiają się tabory Cyganów.

9. Gdy w XVI w. pojawił się u nas nieznany dotąd na taką skalę problem heretyków (epizod husycki miał raczej polityczny charakter) Polska miała za sobą długą tradycję praktycznej tolerancji. Szlachta miała zresztą świadomość faktu, że religia to tylko parawan i pretekst dla walki o władzę. To dlatego katolicy polscy występują w obronie Jana Husa na soborze w Konstancji, a w XVI w. zakazują urzędnikom Rzplitej egzekucji wyroków sądów kościelnych. Dlatego też nigdy nie wpuszczono do Polski inkwizycji, tej feudalnej policji politycznej terroryzującej katolicką Hiszpanię i Włochy aż do połowy XIX w. Dlatego w końcu -widząc jak wojny religijne pustoszą Europę i wynoszą na trony władców absolutnych- pod świeżym wrażeniem rzezi hugenotów we Francji w noc św. Bartłomieja i "zabiegając temu, aby się między ludźmi sedycyja (rozruchy) jaka szkodliwa nie wszczęła, którą po inszych królestwach jaśnie widzimy, obiecujemy to sobie spólnie -, iż, którzy jestechmy rozróżnieni w wierze, pokój między sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w kościelech krwie nie przelewać ani się penować (karać) i zwierzchności żadnej ani urzędowi do takowego procressu (postępku) żadnym sposobem nie pomagać. I owszem, gdzie by ją kto przelewać chciał,- zastawiać się o to wszyscy będziem powinni, choćby też za pretekstem dekretu albo za postępkiem jakim sądowym kto to chciał czynić".

10. Mówiąc o "konfederacji warszawskiej" (1573), z której pochodzi ów cytat, i o pokoju religijnym przez nią ustanowionym trzeba zwrócić uwagę na kilka faktów -po pierwsze: była to decyzja nie oświeconego władcy czy zmęczonych długotrwałą wojną książąt (jak w przypadku edyktów augsburskiego i nantejskiego), lecz przedstawicieli narodu szlacheckiego, stanowiącego dziesiątą część ludności kraju; po drugie: pokój religijny w Polsce obejmował wszystkie wyznania, także te najbardziej radykalne (jak antytrynitarze czy anabaptyści), a nie tylko -jak na Zachodzie- dwa czy trzy największe, które i tak miały dość siły by wymusić tolerancję dla siebie; po trzecie - ustawa wywołała trwającą ponad pół wieku dyskusję o wolności religijnej, co za granicą było niemożliwe, bo nie istniały tam ani możliwości (brak wolności słowa), ani przedmiot dyskusji. Zresztą - co Zachód sądził o wolności sumienia świadczą słowa Teodora Bezy ("papieża kalwinów") chętnie przytaczane przez jezuitów (w tym byli wyjątkowo zgodni): "sumieniom wolności dopuszczać i dozwalać, aby kto się chce gubić, zginął - jest to dyjabelska nauka. Tać jest wolność dyjabelska, która dziś polską i siedmiogrodzką ziemię takimi zarazami napełniła, których by żadna religija pod słońcem nie cierpiała".

11. Z równą niechęcią jak tolerancja spotykała się przez długi czas panująca w Rzeczypospolitej swoboda intelektualna. Już w XV w. uczeni i dyplomaci polscy, profesorowie Akademii Krakowskiej występowali na soborze w Konstancji (1414-18) i Bazylei (1431-45) przeciw autorytetowi papieży, w obronie koncyliaryzmu - poglądu głoszącego wyższość soboru nad papieżem. W XVI w. posunięto się jeszcze dalej - domagano się by w sprawach wiary decydował synod narodowy, zanegowano przy tym nie tylko autorytet poszczególnych jednostek czy instytucji, ale i większości - nawet cała społeczność nie może narzucić jednostce nic wbrew jej woli (veto), o wszystkim musi decdować powszechna zgoda, a sprzeczne poglądy należy "ucierać" aż do jej osiągnięcia. Zanim w całkiem innych czasach i z innych powodów doprowadziło to do zaniku każdej bardziej indywidualnej myśli udało się Polakom dokonać rewolucji w myśli europejskiej.

12. Najpierw Miechowita i Wapowski swoimi opisami i mapami Europy wschodniej obalili panujący w antyku i średniowieczu pogląd, że wielkie rzeki muszą wypływać z wielkich gór (w tym celu zachodni uczeni "wydedukowali" istnienie w sercu Rosji olbrzymich gór - źródeł Wołgi), a następnie Mikołaj Kopernik dowiódł, że Ziemia krąży wokół Słońca. Jego teorię potępili wszyscy "papieże" Zachodu - Luter, Melanchton, Kalwin, a w 1616 Kościół katolicki umieścił na indeksie ksiąg zakazanych. Nie chodziło o pewne nieścisłości w teorii czy obliczeniach, lecz o metodę polegającą na weryfikowaniu hipotez przez doświadczenie zamiast czytania pism - autorytetów. Jeszcze dalej posunął się Szymon Budny, który "ocenzurował" Biblię, uznając pewne jej fragmenty sprzeczne z rozumem za fałszerstwo, bowiem podobnie jak inni arianie uważał, że "człowiek nie powinien ani wierzyć (by) to być prawdą, co rozum kłamstwem być jawnie wyświadcza. Mówić, iż nieco wierzyć mamy, co się rozumowi przeciwi, rzecz to jest najkłamliwsza. To pewne jest, iż cokolwiek rozumowi przeciwnego, to ani w Piśmiech św. jest, ani zebrano być może. Nad rozum jest religia chrystiańska, ale nie przeciw rozumowi. Cóżkolwiek się rozumowi przeciwi, to kłamstwem być pewnie wątpić nikt nie ma. Bo nic nie jest ani być może rozumowi przeciwnego w Piśmie. Która się z rozumem nie zgadza opinia, ta też w teologii żadnego miejsca mieć nie może. Owszem, gdyby się rozumowi religia sprzeciwiała, tem by samym swój fałsz wydała i religią by nie była. Albowiem sam rozum najwyższą jest religią albo nabożeństwem". Pogląd ten rozwinięty przez Przypkowskiego i Wiszowatego (a do ostatecznych konsekwencji doprowadzony przez Barucha Spinozę) stał się podstawą filozofii oświecenia podobnie jak inne idee polskie w ich skrajnym, ariańskim wydaniu - rozdzielenie kościoła od państwa, tolerancja i pacyfizm, miłość bliźniego (a nie kult) jako miernik cnoty, a rozum jako kryterium prawdy. Zanim do tego doszło Braci Polskich, tę "sarmacką zarazę" wygnano ze wszystkich krajów Europy (niestety, w końcu dotknęło to w 1658 także Polski), a za szerzenie ich pism i poglądów grożono śmiercią.

13. Jeśli można mówić w ogóle o chrześcijaństwie polskim (a nie o kościele w Polsce) to jego największymi przedstawicielami byli w XV w. koncyliaryści z Akademii Krakowskiej, a w XVI/XVII w. - arianie. Ich poglądy były różne od tego, co współczesny im Zachód (nie mówiąc już o Wschodzie) głosił w sprawach wiary, a jeśli Polacy coś z niego czerpali, to raczej przestrogi niż wzory. Jeśli nie wiara to może łączył nas z Europą...

Ustrój?! A w czym dawna Rzeczpospolita przypominała zachodnie absolutyzmy czy wschodnie despotyzmy? W czym polski liberalizm polityczny, kulturalny i gospodarczy przypominał kościelny i państwowy ucisk panujący w pozostałych krajach kontynentu?

14. Mówiąc o ustroju Rzeczypospolitej trudno nie zauważyć w nim dominacji szlachty. Wynikało to m. in. z jej liczebności. O ile w XVIII wieku we Francji szlachta stanowiła 1% ludności, w Rosji 2%, na Węgrzech 4% a w Hiszpanii 6,5% (przeciętna europejska 3-4%),o tyle w Polsce co 10-ty człowiek był szlachcicem (na Mazowszu i Podlasiu co 3-ci), a w dodatku cała szlachta ma te same prawa, podczas gdy w innych krajach była ona rozbita na klasy. U nas nie wytworzyła się hierarchia feudalna, istniał za to nieznany w Europie "ród herbowy", w którym rolę fikcyjnych więzów krwi pełniła wspólnota herbu i zawołania. Gdy na Zachodzie arystokracja wyrastała ponad masy szlacheckie, a ich najubożsi przedstawiciele spadali do stanu plebejskiego - u nas przywileje uzyskiwane przez elity stawały się udziałem jej współrodowców, a pomoc "krewnych" chroniła przed zdeklasowaniem. Powstaniu hierarchii feudalnej nie sprzyjał również panujący w wojsku polskim system chorągwiany (chorągwie ziemskie i rodowe) podczas gdy na Zachodzie swych wasali na wojnę prowadził senior. Do wzrostu liczebności szlachty przyczynił się za to brak urzędowego spisu szlachty, więc przy rozległości kraju każdy kto miał szablę i był dość bezczelny mógł uchodzić za szlachcica. O masowości tego procederu świadczy "Księga Chamów" Waleriana Nekandego Trepki.

15. Przywileje szlacheckie nie były przejawem jakiegoś stanowego egoizmu, lecz formą obrony praw człowieka i obywatela. W chwili ich powstania (XV-XVI w.) złota wolność nie oznaczała, że szlachcie wszystko wolno, ale że królowi nie wolno wszystkiego, a więc - konfiskować dóbr (od 1422), więzić szlachcica bez wyroku sądowego ani go torturować (1430-31), nakładać nowych podatków i zwoływać pospolitego ruszenia bez zgody sejmików ziemskich (1454) a w końcu (1505) stanowić nowych praw bez zgody sejmu. O praktyczne zastosowanie tych ostatnich praw walczył w latach 1520-69 ruch egzekucyjny. W toku walki szlachta uzyskała wolność słowa, druku i sumienia (dzięki zakazowi wykonywania przez starostów wyroków sądów kościelnych), prawo oporu i - już w dobie królów elekcyjnych - niezależny sąd najwyższy (1578). Pozwalało to szlachcie kontrolować lub paraliżować władzę, ale nie była w stanie jej sprawować.

16. Ruch egzekucyjny dopracował się również własnej ideologii, która uzupełniona w XVI/XVII w. przetrwała wśród szlachty pod nazwą sarmatyzmu i "złotej wolności" do schyłku Rzeczypospolitej. Głosiła ona obronę praw jednostki przed despotyzmem władzy, która powinna podlegać prawu i kontroli społeczeństwa. Podstawą ustroju Rzeczypospolitej była umowa społeczna wolnych i równych panów - braci, którą przedstawiano do zatwierdzenia każdemu nowo obranemu królowi jako warunek uzyskania władzy (w razie niedotrzymania umowy szlachta miała prawo do wypowiedzenia posłuszeństwa królowi). Twierdzono przy tym, że władza pochodzi nie od Boga (jak w innych monarchiach europejskich) lecz od społeczeństwa - pod tym ostatnim pojęciem rozumiano szlachtę, u schyłku XVIII w. rozszerzono je jednak - w l790 anonimowy publicysta pisał, że wszelkie przywileje "uwłaczają prawu powszechnemu: dlatego skasowano szlachtę we Francji. My byśmy na większą jeszcze pochwałę zasłużyli w oczach Europy, gdybyśmy skasowali wszystkie stany w narodzie, a ustanowili jeden dla wszystkich obywateli, to jest stan szlachecki".

17. Odmienny od powszechnie panującego we wschodniej i zachodniej Europie militaryzmu (i fiskalizmu) był stosunek Polaków do kwestii wojny i pokoju. Kiedy w sąsiednich krajach rozrastają się armie, ucisk podatkowy i biurokracja, Rzeczpospolita podąża w odwrotnym kierunku. Już w XV w. dominuje w Polsce przekonanie, że dopuszczalna jest tylko wojna obronna, a wiara nie może być szerzona ogniem i mieczem ani stanowić pretekstu do zaboru cudzych ziem. XVI-wieczni arianie posunęli się jeszcze dalej, twierdząc że przelewanie krwi w każdej postaci (także na wojnie lub z urzędu - kara śmierci) jest nie godne "chrystyjanina". Dlatego wzywali do wyrzeczenia się majątków, z którymi łączy się obowiązek służby wojskowej oraz zasiadania w sądach "gdzie mieczem karzą". Tak daleko szlachta polska nie posuwała się w praktyce i nawet arianie musieli zezwolić swym współwyznawcom na udział w wojnie sprawiedliwej (zwłaszcza obronie granic przed Tatarami).

18. Powszechna natomiast była niechęć szlachty do wojen. Wynikało to z obaw przed ruiną kraju, wzmocnieniem władzy króla czy koniecznością płacenia podatków czy służby w pospolitym ruszeniu, zwłaszcza poza granicami kraju (szlachta wolała spokojne życie ziemiańskie). Do tego polityka zagraniczna prowadzona przez polskich królów była nieudolna i awanturnicza, służyła ich planom dynastycznym lub polityce stojących za nimi papiestwa i cesarstwa a nie polskiej racji stanu (wyjątek stanowi odzyskanie Pomorza w 2. poł. XV w.). Wystarczy przypomnieć klęskę warneńską Władysława Jagiellończyka (który wbrew polskim zasadom, że nie ma polityki bez etyki a z podpuszczenia papieża, twierdzącego, że poganom słowa nie należy dotrzymywać - złamał świeżo podpisany rozejm z Turkami) czy wyprawa bukowińską Jana Olbrachta (1492 - jej pamięć przetrwała w przysłowiu "za króla Olbrachta wyginęła szlachta" i wydanym przez opozycję szlachecką dziele "Rady Kallimachowe", sugerującym jakoby włoski humanista doradzał królowi wzmocnienie tronu przez wygubienie szlachty w skazanej z góry na porażkę wyprawie). Po w miarę pokojowym panowaniu dwu ostatnich Jagiellonów znów zaczynają się wojny - najpierw Batory (zaniedbując sprawy wewnętrzne) pragnie podbić Rosję , "a może i całą Północ" by w oparciu o ich siły pobić Turcję i wyzwolić ojczyste Węgry, potem Zygmunt Waza chce odzyskać Szwecję dla swego rodu i Kościoła katolickiego (a Polskę odstąpić Habsburgom za pomoc w Szwecji), a gdy to nie wychodzi - próbuje dla siebie i katolicyzmu zdobyć Rosję (a z jej pomocą odzyskać Szwecję). Z powodu fanatyzmu religijnego nic mu z tego nie wychodzi, za to Polska zostaje wplątna w długotrwałe i bezsensowne wojny. Jego syn Władysław IV widząc fiasko planów ojca wpada na jeszcze bardziej awanturniczy pomysł - oto na czele Ligi Chrześcijańskiej chce pobić Turków, wyzwolić Bałkany, zdobyć Konstantynopol i koronę cesarską (w 1646 wypowiedział nawet bez zgody sejmu wojnę Turcji, którą wkrótce odwołał, czemu po chwili nieoficjalnie zaprzeczył - sprawa zaszła tak daleko, że sejm musiał go sądzić za złamanie pactów conventów). (Ubocznym skutkiem tej awantury był wybuch powstania Chmielnickiego). Nic więc dziwnego, że szlachta nie godziła się na ustanowienie stałych podatków i armii (poza broniącym kresów południowo - wschodnich wojskiem kwarcianym), a gdy władza odmawiała realizacji jej postulatów, twierdząc że najpierw trzeba bronić kraju a potem mówić o wolności - szlachta odpowiadała, że jeśli w kraju nie ma wolności, to nie ma już czego bronić.

19. Szlachcie odpowiadało bardziej rozszerzanie granic Rzeczypospolitej w drodze unii i hołdów lennych. Od 1351 lennem Polski było Mazowsze, które następnie (w latach 1462-1529) wcielono do Korony podobnie jak księstwa śląskie - Siewierz, Oświęcim i Zator (1433 do 1494). Po krótkotrwałych związkach z Węgrami (Ludwik Węgierski, Władysław Warneńczyk) Polska wchodzi poprzez kolejne unie w latach 1385-1569 w ścisły związek z Litwą. W 1454 Związek Pruski zwrócił się do Kazimierza Jagiellończyka o przyłączenie Prus do Polski; w wyniku spowodowanej tym wojny z krzyżakami w 1466 Prusy Królewskie (Pomorze Gdańskie i Warmia) stały się częścią Polski, a Prusy Książęce jej lennem. W 1561 Zygmuntowi Augustowi poddają się Inflanty (większą ich część stracił na rzecz Szwecji Zygmunt Waza). Przejściowo zwierzchność polską uznawało także Hospodarstwo Mołdawskie (z czym nigdy nie pogodziła się Turcja) oraz Lębork i Bytów na Pomorzu środkowym. Propolskie tendencje przejawiały husyckie Czechy i Śląsk, Pomorze zach. oraz Nowogród Wielki i część bojarów w Rosji. Wszystkie związane z Polską kraje i ziemie zachowały daleko idącą autonomię, z samorządem lokalnym oraz własnymi prawami i przywilejami (uzyskując jednocześnie polskie prawa i przywileje) dzięki czemu pozostały przy Polsce mimo jej militarnej słabości (wyjątek stanowią Prusy Książęce, które miejscowi władcy uniezależnili od Polski za przyzwoleniem jej królów, a wbrew woli polskiej szlachty i stanów pruskich, które do końca XVII w. domagały się wcielenia Prus do Polski).

20. Podobnie jak w religii i polityce, tak i w kulturze zaznacza się odrębność Polski od Zachodu. O ile jeszcze w XVI w. Polacy chętnie czerpią stamtąd, szczególnie w zakresie formy (stąd najsilniej zaznacza się to w architekturze, literaturze i plastyce), o tyle później -widząc w Zachodzie źródło zepsucia, wojen, fanatyzmu religijnego i absolutyzmu oraz niechęć dla wolnościowego ustroju Rzeczypospolitej- odwracają się ku Orientowi. Stąd szlachta czerpie nie tylko natchnienie dla malarstwa (ikony przekształcone w portret szlachecki lub złocone i koronowane obrazy Matki Boskiej) czy tkaniny wschodnie tak chętnie zawieszane na ścianach dworków, ale i stroje, broń, ozdoby itp. Z czasem urasta to do rangi symbolu opozycji wobec dworu i panującej tam cudzoziemszczyzny, a orientalne wzory zostają utożsamione ze swojskością. Dotyczy to -jak zaznaczyłem- tylko formy, bo treść (ustrój, prawo, ideologia, styl życia) zawsze była własna, sarmacka!

21. Jedyną analogią dla szlacheckiej Rzeczypospolitej są ówczesne Węgry. To z Węgier przyszły do Polski przywileje szlacheckie, organizacja wojska, architektura renesansowa i moda na Orient (po upadku Węgier w 1526 kierunek oddziaływania ulega zmianie), to wraz z nimi tworzyła Polska kulturalne centrum środkowej Europy tak, jak centrum Zachodu były Niderlandy, Południa - Italia, a Wschodu "drugi-" i "trzeci Rzym" (Konstantynopol i Moskwa). W swoim czasie kultura sarmacka swoimi wpływami obejmowała niemal całą wschodnią Europę - ulegały jej najbliższe nam kulturowo Czechy, Śląsk i Pomorze na Zachodzie, Prusy, Dania i Szwecja na północy, Bałkany na południu oraz Rumunia i Ruś na wschodzie, a także elity w Rosji, Turcji i na Krymie. (Litwę będącą w związku z Polską traktuję łącznie, podobnie jak części Korony węgierskiej - Słowację, Chorwację i Siedmiogród). Nasz krąg kulturowy mimo licznych i istotnych związków ze wschodem, południem i zachodem - nie był ich częścią czy mieszanką - był czymś odrębnym, oryginalnym i póki był wierny sobie kwitł i rozwija się. Upadł zaś, kiedy ulegająca obcym wpływom elita odcięła go od korzeni.

22. Ustrój Rzplitej wymagał bowiem współpracy władzy i społeczeństwa. Bez tego ani król, ani szlachta nie mogli nic ze swych zamierzeń zrealizować. A trzeba stwierdzić, że królowie polscy i ich doradcy nie dojrzeli do tego, by działać w tym najdoskonalszym z ustrojów jakim była -zdaniem Arystotelesa i innych autorytetów w tej dziedzinie- monarchia mieszana, czyli system oparty na współistnieniu monarchii, arystokracji i demokracji.

23. Nieprawdą jest jakoby władza królów polskich była słaba czy ograniczona - takiej władzy nie posiadało wielu władców absolutnych (że królowie nie umieli z niej korzystać to inna sprawa). Królowie polscy mieli wyłączną władzę nad miastami, prawo udzielania przywilejów indywidualnych na dziłalność gospodarczą, wyłączność w polityce zagranicznej (szlachta mogła wpływać na nią pośrednio i to tylko destrukcyjnie -przez odmowę podatków lub zgody na wojnę- na dyplomację króla nie miała żadnego wpływu). Król miał też prawo "veta" (i korzystał z niego), był najwyższym wodzem armii a przede wszystkim rozdawcą dóbr (królewszczyzny stanowiły szóstą część Polski) i urzędów (centralnych sam, ziemskich za radą szlchty). Zależał tylko od prawa (pacta conventa układane przez szlachtę w czasie bezkrólewia i zaprzysięgane przez nowego władcę). Rozliczenie go z przestrzegania prawa było jednak trudne do przeprowadzenia - "sejmy inkwizycyjne" miały miejsce w 1592 (przeciw Zygmuntowi III) i w 1646 (przeciw Władysławowi IV), i ograniczyły się do obietnicy poprawy ze strony monarchy. W praktyce pozostawało więc wypowiedzenie posłuszeństwa (rokosz), co królowie traktowali jednak jako bunt i rzucali przeciwko szlachcie wojsko (rokosz Zebrzydowskiego 1606 i Lubomirskiego 1665, konfederacja tarnogrodzka 1715 i barska 1768).

24. Przy tak wielkiej władzy króla i przy prawie szlachty, że "nic nowego o nas bez nas" a więc obustronnej możliwości sparaliżowania poczynań drugiej strony - jedynym ratunkiem przed "nierządem" była zgodna współpraca. Szlachta nie miała bowiem władzy wykonawczej a królowie nie chcieli realizować jej woli. Ciągnęło się to przez całą historię I-ej Rzplitej. Początkowo szlachta domagała się reformy ustroju pod pozorem egzekucji dawnych praw, żądając m. in. aby król przyjął od niej i od magnatów zwrot nadań, a uzyskane z królewszczyzn środki przeznaczył na obronę kraju. Zygmunt August wbrew interesowi swemu i Rzplitej odmawiał egzekucji dóbr - w kraju panowało (1559-62) takie napięcie, że jedynie wrodzony pacyfizm szlachty powstrzymał ją od zbrojnej realizacji swego programu. Pod przymusem okoliczności (wojna inflancka, konieczność unii realnej z Litwą w obliczu bezpotomnej śmierci ostatniego Jagiellona) król poszedł w końcu na współpracę z ruchem egzekucyjnym (1562-69) jednak pod różnymi pretekstami części zwrotu nadań nie przyjął (godziłoby to w popieranych przez niego -a wcześniej jego ojca- senatorów) a po unii z Litwą zerwał współpracę z obozem reform i nie powrócił do niej aż do śmierci. Nie podjęli jej także królowie elekcyjni - Batory żądał jedynie pieniędzy na wojnę z Rosją, sięgając po nie do sejmików z pominięciem sejmu, co osłabiało jego powagę. Za uchwalone podatki szlachcie udało się jeszcze przejąć uprawnienia sądownicze króla (Trybunał Koronny 1578, Litewski 1580 - pozwoliło to na rozstrzygnięcie tysięcy spraw zalegających od wielu lat w sądach królewskich), ale był to już koniec reform i ruchu egzekucyjnego. Wkrótce szlachta przeszła do obrony osiągniętych pozycji wobec rozpoczęcia się permanentnej "zimnej wojny domowej" między władzą a społeczeństwem. Od Zygmunta Wazy poczynając, królowie dążyli bowiem do wzmocnienia swej władzy w oparciu o kupiony nadaniami senat, przeciw szlachcie i jej sejmowi, zamiast oprzeć się właśnie na nich (spróbuje tego dopiero Stanisław August, a i to nie dobrowolnie i za późno). Tymczasem magnateria szybko się usamodzielniła i zamiast poprzeć króla - przeszła do opozycji przeciwko wszelkim próbom reform (tak szlachty jak i dworu). O ile bowiem w XVI w. magnatem czyniło nadanie królewskie, o tyle w wieku następnym, na skutek jednostronnych nadań Zygmunta III, królowie są zmuszeni rozdawać dobra i urzędy tym, którzy są już bogaci i silni, by obrażeni pominięciem ich nie poparli opozycji szlacheckiej jak Jerzy Lubomirski w 1665.

25. Intrygi dworu, a zwłaszcza królowych (kobiet a w dodatku cudzoziemek, a tego szlachta, w polityce nie cierpiała) powodowały stały wzrost nieufności, a wręcz niechęci do monarchy. Szlachcie nie można było rozkazywać, jak chcieli tego -zapatrzeni w zachodnie (dynastyczne Habsburgów i absolutystyczne Burbonów) wzory- królowie. Ze szlachtą należało współdziałać, pozyskać ją przez wychowanie (o tym też pomyśli dopiero Poniatowski). Władcy nie rozumieli tego jednak, gorzej nawet - stale demoralizowali szlachtę, starając się nadaniami kupować sobie stronników (wkrótce w ich ślady pójdą magnaci i obce dwory). To właśnie obawa przed kupieniem posłów była przyczyną ustanowienia (nieformalnego zresztą!) veta. Lepiej było rwać sejmy niż pchać kraj w wojnę domową (jak stało się to w 1767 kiedy Wybickiemu nie udało się zerwać sejmu delegacyjnego i o swe prawa szlachta upomniała się zbrojnie w konfederacji barskiej). Veto i rokosze czy konfederacje szlacheckie nie były przyczyną lecz skutkiem. Odmawiając współpracy na sejmie, królowie pchali szlachtę do opozycji pozaparlamentarnej (pierwszy rokosz miał miejsce już w 1537; od czasów Zygmunta Wazy niemal każdy król miał do czynienia z oporem szlachty i dążeniami do jego detronizacji). Szlachta widząc niemożność realizacji swych programów dotyczących całej Rzplitej, ograniczała się do -na ogół skutecznej- obrony własnych przywilejów stanowych.

26. Miało to szczególnie przykre następstwa w polityce zagranicznej, a ściślej - w dziedzinie obronności kraju. Nie chodzi zresztą o niechęć szlachty do płacenia podatków (rosły one stale) ani słabość armii - Polska miała w XVI/XVII w. całkiem dobrą doktrynę wojenną (od Tarnowskiego po Fredrę) i jeszcze lepszą sztukę. Dotyczy to nie tylko najlepszej w Europie konnicy z praktycznie niezwyciężoną husarią i groźnymi lisowczykami na czele, lecz także artylerii i piechoty oraz oryginalnych metod walki (rozczłonkowany szyk piechoty, połączenie jej ognia i ruchu, tabor, a szczególnie współdziałanie różnych formacji), co dzięki wyższej świadomości obywatelskiej i inicjatywie żołnierzy pozwoliło pokonywać wielokrotnie liczniejsze rzesze najemników zachodnich i wschodnich niewolników (4-krotnie liczniejszych Szwedów pod Kirchholmem czy 9-krotnie liczniejszych Rosjan pod Kłuszynem), a nawet powstrzymać marsz Turków na Europę (Wiedeń 1683). Problem leżał w tym, że skarb i wojsko były niestałe (co uniemożliwiało wyzyskanie zwycięstw).
http://www.taraka.pl/rzecz_sarmacyi
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5079 razy
Otrzymał podziękowanie: 1625 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » piątek 25 lip 2014, 19:53

Kontynuacja:

27. Dzięki unii z Litwą oraz eksportowi zboża, wołów, drzewa itp. Rzplita była krajem wielkim i bogatym, zaspokajającym ambicje szlachty, której nie nęciły podboje nowych ziem. Podatki (w 90 %) na obronę i wojsko potrzebne jej były do obrony granic, więc dawała je królowi tylko wtedy, gdy zbliżał się wróg. Niestałe podatki umożliwiały szlachcie stosowanie zasady "płacę więc wymagam" - tylko w ten sposób przy niechęci króla do współpracy mogła coś uzyskać (przypomnę w tym miejscu, że we Francji od momentu uchwalenia przez Stany Generalne stałych podatków król nie zwoływał ich aż do przedednia rewolucji 1789). Szlachta uważała zresztą, że dwór malwersuje pieniądze przeznaczone dla wojska, co z kolei powodowało wybieranie zaległego żołdu siłą i rabunek kraju przez konfederacje wojskowe. Często było to wojsko, którego nie wystawiła szlachta, jak np. powracający z "dymitriad" czy habsburskiej służby lisowczycy, albo nieustannie prowokujący Turcję Kozacy. Cóż dopiero działoby się ze stałą i liczną armią, która w myśl ówczesnych koncepcji "żywiła się sama" rabując jednakowo obcych i swoich, a chcąc tego uniknąć trzeba byłoby wysyłać ją za granicę co oznaczało nowe podatki i wojny, ruinę kraju i koniec wolności (czego przykładem może być ówczesna Szwecja). Bo król mógł użyć wojska nie do obrony granic a przeciw obywatelom (jak to się stało w 1607 pod Guzowem ze ściągniętymi z Ukrainy żołnierzami kwarcianymi). I bez tego wiek XVII zapomniał o wewnętrznym i zewnętrznym pokoju, a wojny służyły ambicjom królów, nie dobru Rzplitej.

28. Kluczowym dla upadku Rzplitej był problem kozacki. W nim bowiem zbiegają się wszystkie inne objawy kryzysu. Moim zdaniem przy braku współdziałania władzy i społeczeństwa, był to problem nierozwiązywalny. Mówi się, że uszlachcenie starszyzny kozackiej w odpowiednim momencie związałoby ją z Rzplitą i pozwoliło uniknąć powstań kozackich, z których szczególnie tragiczne było powstanie Chmielnickiego będące źródłem "potopu", rozbioru Ukrainy i wmieszania się Rosji w sprawy polskie. Było jednak inaczej - starszyzna i tak na ogół stała przy Rzplitej (za co wyrzynała ją czerń kozacka), nie o to jednak chodzi. Faktycznie - siłą Rzplitej było stałe rozszerzanie wolności polskiej szlachty na inne narody i stany (w tym widział szansę odrodzenia Sejm Czteroletni dopuszczając mieszczan do współudziału w "rzeczy pospolitej"). W czasach gdy losy Rzplitej usiłowała kształtować jeszcze szlachta - problem kozacki nie istniał, urósł on za Wazów, a więc w czasach gdy szlachta nie miała już wpływu na politykę państwa i ograniczała się do obrony swobód. A Kozacy stanowili dla swobód szlacheckich istotne zagrożenie. Po pierwsze - mieli bardzo niski poziom kultury politycznej, szli za każdym, kto obiecywał im duże łupy (w czasie powstania Chmielnickiego tyle razy zmienili orientację, że wreszcie uznano, iż jedyną możliwością pacyfikacji jest rozbiór Ukrainy). Sami zresztą ofiarowali się królowi pomóc w ujarzmieniu szlachty. Zmieniliby pewnie częściowo zdanie, gdyby ich uszlachcono, ale nie za bardzo - wystarczy przypomnieć, że i szlachecka gołota czy żołnierze pomogli magnaterii (zwłaszcza hetmanom) w sterroryzowaniu sejmików i pozbawieniu władzy, będącą podstawą demokracji - średnią szlachtę. Po drugie - Kozaków interesowały głównie łupy - chętnie dawali się więc prowadzić na wojny (także przeciw prawosławnej Rosji czy Mołdawii), a gdy nikt ich nie potrzebował - szli sami. Nie atakowali najbliższego Krymu, bo to groziło tatarskim odwetem - woleli łupić czarnomorskie wybrzeża Turcji aż po Stambuł. Służyli w ten sposób (podobnie jak prowadzący prywatne wojny w Mołdawii magnaci kresowi) Habsburgom, dążącym do sprowokowania wojny polsko - tureckiej, by odwrócić uwagę Turków od Węgier. Było to sprzeczne z interesem Polski, więc zajęty na północy Batory karał jednych i drugich (ścięcie Samuela Zborowskiego i Iwana Podkowy). Polityka Wazów była wręcz przeciwna - nic więc dziwnego, że szlachta była Kozakom niechętna, widząc w nich narzędzie dworu. Królowie nie zrealizowali nigdy idei wojskowej kolonizacji Dzikich Pól czy stworzenia szkoły rycerskiej na Ukrainie, co dałoby pracę "bezrobotnym" rzeszom gołoty szlacheckiej, wiążąc je z Rzplitą a nie magnatami, a Kozaków uczyniłoby zbędnymi. Bo można ich było zniszczyć (czego żądała za pokój Turcja i co musiała zrobić XVIII-wieczna Rosja, która także nie umiała sobie z nimi poradzić). Nie leżało to jednak w pokojowej naturze szlachty, która po stłumieniu kolejnych powstań wolała zawrzeć kolejną ugodę. Tak też stało się w 1658, kiedy to szlachta polska mimo niechęci do "chłopów" zawarła z nimi unię hadziacką. Uznawała ona istnienie Rzplitej Trojga Narodów (polskiego, litewskiego i ruskiego) jednakowo wolnych, równych i zacnych. Ukraina miała mieć podobnie jak Litwa i Korona własnych urzędników, którzy wraz z hetmanem zaporoskim i biskupami prawosławnymi mieli zasiąść w senacie, a posłowie Kozaków - w sejmie. Prawosławie zrównano w prawach z katolicyzmem, a w Kijowie miała powstać Akademia na wzór Krakowskiej. Wojska polsko - litewskie w czasie pokoju nie miały wstępu na Ukrainę, której jedyną władzą zwierzchnią był hetman zaporoski. Starszyzna miała być uszlachcona. W zamian za to panowie polscy odzyskiwali swe majątki na Ukrainie. Ugody nie uznała czerń kozacka, która pod wodzą Jerzego Chmielnickiego (syna Bogdana) wycięła zwolenników unii i przeszła na stronę Rosji. Wkrótce Polska pobiła ich i wraz z Rosją dokonała podziału Ukrainy (Kozacy poddali się teraz Turcji, co spowodowało jej atak na Polskę i Rosję). O wolnej Ukrainie nikt już nie myślał.

29. Kozacy byli zbiorowością awanturników (przeważnie prawosławnych Rusinów, w sumie jednak 22 różnych religii i narodowości) i buntowali się wtedy, gdy Rzplita nie dawała im zarobić prowadząc politykę pokojową. Sytuacja uległa zmianie na skutek kontrreformacji. Król i jezuici -dążąc do podporządkowania cerkwi Rzymowi- kupili większość prawosławnego episkopatu i narzucili cerkwii unię brzeską (1595/96). Był to akt formalny, nie mający poparcia ani szlachty ruskiej, która przechodziła bezpośrednio na katolicyzm, ani popów i ludu, którzy pozostali wierni prawosławiu. Do unii brzeskiej stosunki z największym obok katolicyzmu wyznaniem Rzplitej -jakim było prawosławie- były poprawne, co zapewniało pokój na Białorusi i Ukrainie. Teraz, wbrew polskim tradycjom tolerancji, złamano zasadę dobrowolności unii i atakami przeciw zdelegalizowanemu prawosławiu rozniecano nienawiść do Polski, co było bardzo niebezpieczne w sytuacji, gdy unia brzeska uniemożliwiła Ukraińcom stanie się 3-im Narodem Rzplitej. Pozbawiała ich bowiem elity politycznej - szlachta ruska po przejściu na katolicyzm uległa całkowitej polonizacji, a kler unicki nie miał autorytetu ani u Rusinów, ani u Polaków, gdyż na skutek sprzeciwu kleru katolickiego, wbrew unii, biskupów unickich nie dopuszczono do senatu. Tymczasem za sprawą Rosji i Turcji w 1620 została odtworzona nielegalnie hierarchia prawosławna. Prześladowana cerkiew zwróciła się o opiekę do Kozaków, co pozwoliło im uchodzić za ideowych obrońców wiary (i zmobilizować do walki tysiące ludzi), a nie za rozgoryczonych brakiem żołdu lub wojennych zdobyczy i próbą schłopienia - najemnych żołnierzy i awanturników, którymi w istocie rzeczy byli.

30. Kontrreformacyjny fanatyzm religijny -przyniesiony do Polski z Zachodu przez jezuitów- uniemożliwił także realizację planów Zygmunta Wazy w sprawie unii personalnej z luterańską Szwecją i prawosławną Rosją. Już same projekty były mało realne. Dla Rzplitej korzystniejsze byłyby polityczne sojusze z tymi krajami - niestety, królowi nie szło o Rzplitą i zabezpieczenie jej granic, lecz o pozyskanie dla siebie i katolicyzmu nowych państw. W efekcie doprowadziło to do nie kończących się wojen (z inwazją sąsiednich państw protestanckich - "potopem" na czele) oraz niechęci Szwedów i nienawiści Rosjan do Polski. Panujący po "potopie" fanatyzm religijny doprowadził m. in. do buntu wiernych dotąd Tatarów litewskich i ich przejścia na stronę Turcji. Nie dała się na szczęście Rzplita nabrać na proponowaną nam przez Zachód rolę "przedmurza". Wprawdzie kler i stronnicy dworu chętnie o tym mówili i pisali ciągle "pobudki" na wojnę z półksiężycem, a szlachta podczas czytania Ewangelii wyciągała szable do pół pochwy (co miało symbolizować gotowość do obrony wiary), jednak do spełnienia zaszczytnej misji nikt się nie spieszył. Skutecznie zniechęcała szlachtę pamięć klęsk Warneńczyka i Olbrachta oraz przykład bratnich Węgier, które dały się popchnąć papiestwu i cesarstwu do wojny ze stojącą u szczytu potęgi militarnej Turcją i zostały przez nią i Habsburgów rozdrapane w 1-ej poł. XVI w. Praktycznie raz jeden Polacy dali się dobrowolnie wciągnąć w wojnę z Turkami (odsiecz Wiednia w 1683) po czym uznali swą misję za spełnioną a w wieku następnym Turcy stali się najlepszymi sojusznikami przeciw Rosji, podobnie zresztą jak Szwedzi. W ogóle trzeba stwierdzić, że na skutek fanatyzmu i prohabsburskiej orientacji Zygmunta III Polska w wojnie 30-letniej znalazła się po niewłaściwej stronie, przez co zamiast odzyskać Śląsk narobiła sobie wrogów na długie lata.

31. Większe jednak szkody poczyniły propagowane przez jezuitów nietolerancja i absolutyzm w stosunkach wewnętrznych. Piotr Skarga (dziś uznawany za proroka upadku nierządnej Rzplitej, a w XVII w. za jej głównego wichrzyciela) pisał: "Pierwej kościoła i dusz ludzkich bronić (trzeba) niźli ojczyzny! Jeśli zginie (ojczyzna) doczesna, przy wiecznej się ostoim". I rzeczywiście -udało się- Rzplita upadła a Kościół w Polsce nigdy nie miał się tak dobrze jak teraz. Wielce się w tym zasłużył sam Skarga, m. in. jako uczestnik "nocy jezuitów". Zygmunt Waza, dążąc do wzmocnienia swej władzy, zaproponował sejmowi utworzenie stałej armii, podatków na wojsko i głosowania większością a nie jednomyślnie. I szlachta -poza bojkotującą sejm grupą malkontentów Zebrzydowskiego- godziła się na to, wszakże pod warunkiem uchwalenia prawa przeciw tumultom (którymi jezuici "nawracali" heretyków). W noc przed uchwaleniem tegoż, król Zygmunt poszedł poradzić się jezuitów (Bartscha i Skargi) czy nie ma w nowym prawie czegoś przeciw sumieniu. "Badali ojcowie i odkryli zdradę!". Przecież byłby to kres kontrreformacji. Zaczęli więc biegać po biskupach i senatorach nawołując do głosowania przeciw ustawie. Nazajutrz (18 kwietnia 1606) sejm rozjechał się nie podejmując żadnej decyzji. Niezadowoleni posłowie protestanccy, prawosławni i "politycy" ("starzy" katolicy wyżej ceniący Rzplitą niż religię) poparli nielegalny zdaniem króla zjazd szlachty zorganizowany przez Mikołaja Zebrzydowskiego. Rozpoczęła się pierwsza otwarta wojna domowa w Rzplitej. Wojska Żółkiewskiego i Chodkiewicza, które zeszły z ukraińskich i litewskich granic pobiły rokoszan pod Guzowem, ale nikt tak naprawdę nie chciał walczyć (nawet Żółkiewski popierał opozycję, a po stronie króla stanął tylko dla ratowania powagi prawa). Po upadku rokoszu zapanował swoisty kompromis - Kościół oficjalnie przestał popierać absolutyzm i uznał "złotą wolność" (czego najlepszym przykładem może być zdjęcie przez cenzurę kazania o państwie z nowego wydania kazań sejmowych Skargi), a szlachta formalnie powróciła na łono Kościoła. Starała się przy tym, by owo nawrócenie było widoczne. Oto co pisał na ten temat jeden z cudzoziemców odwiedzających Polskę: "kiedy się modlą lub mszy słuchają, chrapią lub charkają, wzdychając tak, że z daleka już ich słychać, upadają na ziemię, biją głową o mur i o ławki, uderzają sami siebie w twarz i wyprawiają inne w tym rodzaju dziwactwa, z których się papiści z innych narodów naśmiewają". Spraw istotnych, a za takie obie strony uważały spory majątkowe, nie rozwiązano nigdy w I-ej Rzplitej. Były one powodem dla którego szlachta katolicka popierała przeciw Kościołowi swych "rozróżnionych w wierze" współbraci i co jakiś czas dochodziło na ich tle do wybuchów antyklerykalizmu. Wtedy zwłaszcza, gdy Kościół mieszał się do polityki, czego -podobnie jak cudzoziemców i kobiet- szlachta nie cierpiała.

32. Skutkiem kontrreformacji był także upadek kultury. Nie chodzi mi o kolegia jezuickie (te jeśli miały konkurencję były dobre a ich poziom psuła także szlachta, żądając jedynie retoryki i łaciny a nie zachodnich nauk przeciwnych "złotej wolności"). Pozbawiony konkurencji, tryumfujący katolicyzm wyraźnie obniżył loty. Opanował zresztą jedynie serca wiernych (w których wyobraźni święci i zmarli istnieli niemal realnie, którzy bardziej czcili opiekuńczą Matkę Boską niż surowego Boga czy cierpiącego Chrystusa, a swą religijność manifestowali postami i biczowaniem się), nigdy nie sięgnęła do ich rozumu i woli (tak szlachty, jak i chłopów). Każdy, kto choć trochę głębiej wniknął w sprawy wiary, porzucał Kościół katolicki dla innych wyznań, szczególnie arianizmu, który w kulcie rozumu przeszedł wszystko, co w tej dziedzinie uczyniła ówczesna Europa. Nie mogąc pokonać arian słowem Kościół sięgnął po przemoc - najpierw rozbito znany w całej Europie ośrodek Braci Polskich w Rakowie (1638) wraz z miejscową Akademią ("Sarmackimi Atenami"), drukarnią itp., aby po okresie polowań na poszczególnych działaczy zboru (w czym katolików wspierali luteranie) w 1658 wygnać z Polski wszystkich arian. Już w czasie "potopu" (o udział w którym po stronie Szwedów i Siedmiogrodzian oskarżono ich) dochodziło do pogromów szlachty ariańskiej i kalwińskiej, co pozwoliło m. in. zwyciężyć katolicyzmowi na Litwie. Wygnanie arian oznaczało zerwanie związków intelektualnych z myślą europejską i wszelkich prób szerzenia niezależnych poglądów w formie drukowanej (w ostatnim okresie korzystali zresztą Bracia Polscy głównie z drukarń Amsterdamu).

33. W początkach XVII w. Kościół wprowadził ostrą cenzurę i indeksy ksiąg zakazanych (m. in. indeks biskupa krakowskiego Marcina Szyszkowskiego z 1617, będący antologią i jednocześnie epitafium literatury sowizdrzalskiej). Cenzura prewencyjna, rewizje drukarń, palenie książek i kary nakładane na wydawców (jako mieszczanie nie byli chronieni przez "konfederację warszawską") w krótkim czasie dokonały gigantycznych spustoszeń w literaturze. Do rękopiśmiennego "podziemia" została zepchnięta poezja ziemiańska, głosząca uroki życia mimo jego kruchości i marności (przeniknęło to nawet do mów pogrzebowych!). Hieronim Morsztyn pisał: "Moja rzecz jest opisać świeckie delicyje / których każdy, póki żyw, niech jak chce, zażyje / bo po śmierci, acz wierzym o wiecznej radości / daleka ta od ziemskiej będzie rozpustności", zaś metafizykom głoszącym odwrócenie się od świata odpowiadano: "któż oprócz ślepego, / nie widział ślicznych świata tego pozorności? / Piękny jest. Ten dla człowieka Bóg z swej wszechmocności / stworzyć raczył. I temuż potrzebne żywioły / i wszystkie rąk swych dzieje z niebieskimi koły / ofiarował; człowiek pan stworzenia wszelkiego, / jakoż go chwalić nie ma? Jakoż świata tego / nie ma zażyć Rozkoszy, gdy je mu kwoli / stwórca nadał?"

34. Do upadku literatury przyczynił się także mecenat dworu, który faworyzował importowane malarstwo i operę (prześcigając w tym nawet sam Paryż), a zaniedbując rodzimą twórczość literacką. Na dworze Wazów więcej było obcych doradców i jezuitów niż wykształconych sekretarzy takich jak ci, którzy za Zygmunta Augusta tworzyli literackie oblicze Złotego Wieku (m. in. Kochanowski, Górnicki i Frycz - Modrzewski). Także fachowców Wazowie woleli sprowadzać z zagranicy (jako obcy byli od nich zależni). Ani oni, ani ich następcy nie zrealizowali postulowanego przez szlachtę założenia szkoły rycerskiej, która prócz kształcenia kadr inżynieryjnych mogłaby się stać szkołą myśli politycznej i dać krajowi elitę obywatelsko i patriotycznie uświadomionych działaczy, mogących wyprowadzić go z kryzysu (przyjdzie na to poczekać do 2. poł. XVIII w.).

35. A szlachcie brakowało takiej elity przywódczej. Od wypalenia się ruchu egzekucyjnego nie miał kto nią pokierować. Nie umieli tego królowie, więc na czele szlachty stanęli opozycyjni magnaci. Pierwszym był "trybun ludu szlacheckiego", kanclerz i hetman wielki koronny - Jan Zamojski. W pewnym okresie sięgnął on po władzę dyktatorską i usiłował sam kierować polityką państwa ponad królem i senatem, a w oparciu o zjazdy szlacheckie. Zmarł jednak tuż przed decydującym starciem (1605) jakim był kierowany przez jego uczniów -Zebrzydowskiego i Herburta- rokosz sandomierski (nota bene: tłumiący rokosz Żółkiewski też był "politykiem", uczniem "wielkiego kanclerza"). Potem przyszli inni, niestety - żaden z nich nie miał horyzontów politycznych Zamojskiego, za to wielu przerastało go ambicją. W XVII w. byli to głównie obrażeni na dwór magnaci, popierający antykrólewskie wystąpienia szlachty (do momentu gdy nie godziły one w magnaterię - potem dawali się kupić dworowi i pomagali wytłumić niezadowolenie szlachty). Magnateria bowiem urosła w siłę na pośrednictwie między dworem a szlachtą, z której coraz bardziej się wyobcowała, ulegając wpływom francuskiej mody i obyczajów politycznych (intrygi dworskie). W końcu -w oparciu o rzesze swych klientów- sięgnęła po władzę. Że jednak magnatów było wielu, przeto i ich partii powstało kilka.

36. Za Sasów, widząc polityczną, gospodarczą i kulturalną ruinę Rzplitej niemal wszystkie grupy były za reformą i to często bardzo radykalną (Familia Czartoryskich bliższa była tendencjom absolutystycznym, Potoccy mówili o przyznaniu praw politycznych mieszczaństwu - wszyscy zaś za aukcją skarbu i wojska). Pod jednym wszakże warunkiem - mianowicie, że to ich partia przeprowadzi reformy i skorzysta ze wzmocnienia władzy. Póki spadały na nich łaski dworu, popierali jego reformatorskie zamierzenia, gdy dwór poparł konkurencję - paraliżowali wszelkie jej działania rwąc sejmy, sejmiki, trybunały (przy czym tak dziś chwalona Familia robiła to równie często jak "republikanci", a wróg veta -Stanisław Poniatowski- nie dość, że doprowadził do zerwania sejmu w 1762, to jeszcze sprowokował krwawą burdę w izbie poselskiej). A gdy to nie pomagało - wzywano na pomoc obce mocarstwa, byle tylko zdobyć władzę!

37. W 1764 z nominacji Katarzyny II królem Polski został Stanisław August Poniatowski, człowiek który -mimo swej nieudolności i chwiejności- zrealizował wiele z tego, co od dawna już było koniecznością. Założył Szkołę Rycerską, wydawał "Monitora", podjął szereg innych przedsięwzięć mających na celu wychowanie szlachty, był mecenasem sztuki, nauki i literatury, dzięki czemu w ciągu zaledwie jednego pokolenia odrodziła się z wiekowego upadku kultura narodowa (sił* witalnych nie utraciła zresztą nigdy, dopiero teraz jednak zaistniały warunki do ich uzewnętrznienia się). [** Rzp. mogła ustępować sąsiadom politycznie, nigdy - kulturalnie.] Król chciał w ten sposób pozyskać szlachtę dla reform w duchu oświeconego absolutyzmu, skierowanego przeciw magnatom a popieranego przez Rosję. Jednak szlachta w obronie wolności i wiary wystąpiła przeciw "Ciołkowi" (jak od jego herbu nazywano króla). Rokosz szlachecki szybko przekształcił się w powstanie narodowe walczące o niepodległość przeciw rosyjskiej protektorce króla. Po upadku konfederacji barskiej i ustanowieniu Rady Nieustającej, dawne partie magnackie złączyły się we wspólnej opozycji wobec dworu (i rosyjskiej ambasady) stale podburzając przeciw niemu szlachtę.

38. Zarówno król, jak i magnacka opozycja nie zauważyły jednego - oświecenie podniosło poziom kulturalny szlachty (szczególnie młodej), rozszerzyło jej horyzonty, zaś konfederacja barska i późniejsze walki sejmowe wyrwały ją z politycznego uśpienia czasów saskich. Szlachta usamodzielniła się i wcale nie miała zamiaru realizować dążeń króla czy opozycji, lecz swoje własne, przeciw nim właśnie skierowane. Nie były to myśli nowe - już w 1709 Stanisław Szczuka główną przyczynę zła widział w królewszczyznach, na których urośli magnaci (i kościół), główni wrogowie króla i Rzplitej. Proponował więc odebrać je im i wydzierżawić tym z pośród szlachty, którzy obiecają skarbowi największe dochody. W razie zalegania z opłatami egzekwowanoby je siłą, podobnie jak podatki z dóbr prywatnych. Podatki stałe (a nie dzikie pobory w czasie wojny, gdy nie ma z czego płacić), co m. in. pozwoliłoby uniknąć zalegania z żołdem i konfederacji wojskowych. 36 tys. piechoty i jazdy, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych stacjonowałoby na granicy, a nie rujnowało centrum kraju hiberną. Nadto rozsyłane pocztą informacje z kraju i ze świata, geografia i historia polityczna w szkołach oraz złamanie monopolu Gdańska w handlu zbożem. W tym samym czasie Stanisław Dunin - Karwicki głosił, że źródłem kryzysu jest mieszana forma rządu. Teoretycznie jest dobrze - władza króla i wolność ludu równoważą się, a pośredniczy między nimi arystokracja. W praktyce jednak wszystko się wali - równowaga bowiem jest chwiejna, a magnateria, zamiast łagodzić, potęguje naturalne waśnie. Jedyne wyjście to zwycięstwo którejś ze stron. Monarchia ma dwie zalety: skrytość decyzji i szybkość ich wykonania, ale ustrój musi być zgodny z duchem narodu by miał kto (i chciał) słuchać mądrych(!) rozkazów. A Polacy kochają wolność i nie oddadzą jej (chyba ze śmiercią własną i Rzplitej, a i to niekoniecznie - przykładem znowu bracia - Węgrzy, którzy właśnie pod wodzą Franciszka Rakoczego po raz kolejny powstali do walki z Habsburgami). Niech więc król - rodak (Leszczyński, dla którego to pisano) zrzeknie się swej władzy (rozdawnictwa dóbr i urzędów) na rzecz ludu, a sobie zachowa Straż Praw (albo lud da królowi -ograniczoną jedynie prawem- władzę absolutną). Bo Polsce najbardziej brak egzekucji prawa przeciw magnatom i musi na nich powstać władza absolutna lub absolutna Rzeczpospolita. W razie opowiedzenia się szlachty za republiką - Karwicki proponował ustanowienie sejmu "ustawicznego", który wspomagałby króla w pełnieniu władzy wykonawczej i stale mógłby rozliczać jego i innych wybranych przez siebie urzędników z ich działalności.

39. Po restauracji Augusta II Sasa, w 1710 Walna Rada Warszawska podjęła część z tych propozycji, ale ich realizację uniemożliwiła opozycja magnacka z jednej strony oraz saski zamach stanu -z okupacją kraju włącznie- z drugiej. W 1714 i 1715 doszło do zbrojnych powstań przeciw Sasom, w których obok szlachty walczyli chłopi. Szlachta zawiązuje konfederację tarnogrodzką, ale nie mogąc pokonać armii saskiej (a potem i rosyjskiej) oraz z obawy przed radykalizacją chłopów - godzi się na magnacką, a potem rosyjską mediację. Sasów wyrzucono z Polski, przeprowadzono reformy wojskowo - skarbowe (ale nie pełne, skoro władza miała pozostać w rękach króla tak negatywnie nastawionego do wolności). Dalsze reformy uniemożliwiła opozycja magnacka i rosyjskie "gwarancje" dla uchwał sejmu "niemego" (1717). Nie mając dość siły, pobita jeszcze raz (gdy walczyła w obronie tronu Stanisława Leszczyńskiego w 1733-36), szlachta popadła w kolejny okres uśpienia i kwietyzmu, zwłaszcza, że "dobre czasy, pokój ciągły [rzecz nie bez znaczenia po 120 latach wojen], obfitość wszystkiego, całą myśl obywatela rozrywkami i uciechami zajmowały; ile gdy zrywane raz wraz sejmy nikogo nie wabiły do zatrudnienia się około dobra publicznego".

40. Zamiast reform w duchu republikańskim czy chociażby egzekucji starych praw, co nauczyłoby szlachtę szacunku dla prawa (myślał o tym Stanisław Konarski -wydając zbiór dawnych praw polskich "Volumina Legum" (1732-39)- czy Adam Kazimierz Czartoryski, który przewodnicząc Trybunałowi Litewskiemu w 1782 m. in. skazał własnego ojca), Stanisław August wolał papierowe reformy w duchu monarchistycznym.

W końcu i on musiał jednak ustąpić - nastąpił Sejm Czteroletni, będący wypadkową dążeń szlachty, oświeceniowych publicystów, króla i mieszczaństwa. Jego osiągnięcia był bardziej potencjalne niż realne, ale dla sąsiednich mocarstw i tego było za wiele - straszyło ich widmo drugiego obok Paryża ogniska rewolucji i ucieczki ich poddanych do odrodzonej Rzplitej (o czym mówiła Katarzyna II). Na prośbę rozgoryczonej pozbawieniem wpływów grupki magnatów (Targowica 1792) wkroczyły do Polski wojska rosyjskiej "gwarantki". Król, znowu wbrew szlachcie, poddaje się i przystępuje do Targowicy, zatwierdza rozbiory. W tej sytuacji młodzież szlachecka i mieszczańska pytała: "Na cóż się oglądać mamy - ziomkowie nasi już straciwszy imię Polaków jęczą pod obcym berłem, i ta pozostała cząstka dziedzictwa Piastów po śmierci Stanisława Augusta z resztą pójdzie na łup sprzysiężonych sąsiadów, nic więc do stracenia nie mamy; w dzielnym porwaniu się do broni, wsparci może przez niechętną z ostatniego podziału Austrię, może przez triumfującą Francję, krzywd pomścić się, straty odzyskać, a przynajmniej hańby uniknąć i z orężem w ręku na mogile ojczyzny polec możemy". Klęska powstania kościuszkowskiego i trzeci rozbiór to koniec I-ej Rzeczypospolitej.

Czy upadek Polski był do uniknięcia ?

41.
Od dawna Europa środkowa znajdowała się pod naporem Wschodu i Zachodu. Inne kraje uległy znacznie wcześniej - Czechy praktycznie od początku swego państwowego istnienia były częścią Rzeszy Niemieckiej, od 1310 pod panowaniem niemieckiej dynastii Luxemburgów po okresie wojen husyckich (1419-34) i panowania Jagiellonów (1471-1526) stały się wraz ze Śląskiem częścią monarchii Habsburgów, ulegając im ostatecznie po klęsce pod Białą Górą w 1620. Jeszcze wcześniej (XIII w.) zostali pobici przez Niemców Połabianie i Prusowie, a w XIV w. -przez Turków- kraje bałkańskie. Po 1526 Węgry zostały rozdrapane przez Turcję i Austrię (która do 1699 zdobyła cały kraj), jedynie Siedmiogród utrzymał częściową niezależność i stał się w XVII w. inspiratorem antyhabsburskich powstań narodowych (ostatnie w 1703-11). Tymczasem Polska przez unię z Litwą zabezpieczyła swe kresy wschodnie (bez unii być może Litwa zjednoczyłaby całą Ruś i jako imperium prawosławne stworzyła już wtedy to zagrożenie jakim w kilka wieków później stała się Moskwa), wraz z Litwą pobiła Krzyżaków pod Grunwaldem (1410), a nawet (sama) odzyskała Pomorze Gdańskie (1466) i uzależniła od siebie oba państwa zakonne (w XVI w. Prusy i Inflanty). Bitwa pod Byczyną (w 1588 hetman Zamojski pokonał pretendenta do tronu polskiego, arcyksięcia Maksymiliana) skutecznie zamknęła Habsburgom drogę do opanowania Rzplitej, a wojny o Inflanty i Smoleńsk (XVI-XVII w.) odrzuciły Moskwę daleko na wschód. Niestety - na skutek błędnej polityki Wazów już w połowie XVII stulecia dochodzi do powstania Chmielnickiego w 1648, w 1654 wspartego przez Rosję oraz do "potopu" szwedzko - brandenbursko - siedmiogrodzkiego (1655-60) i pierwszej próby rozbioru Polski (traktat z Radnot z XII 1656 między Szwecją, Brandenburgią, Siedmiogrodem, Kozakami i Radziwiłłem). Wprawdzie Rzplita pobiła wrogów i udaremniła te plany, jednak poniesionych strat (Prusy, Inflanty, Smoleńsk i Zadnieprze z Kijowem) nie zdołała odrobić, zwłaszcza, że wszystkie siły musiała skupić na obronie przed Turcją. Jeszcze w 1683 zdołała pobić Turków pod Wiedniem i Parkanami, ale był to już koniec polityki zagranicznej Polski (bo nie wojen - te nadal trwały; to właśnie na ziemiach polskich w dużym stopniu toczyła się wojna północna między Szwedami a Rosją, Danią, Prusami i Saksonią - co doprowadziło do dwuwładzy [Sas i Leszczyński], wojny domowej i kompletnej ruiny kraju). W XVIII w. na skutek "nierządu" -wynikającego nie tyle z braku silnej władzy, co z nadmiaru pretendentów do niej- Polska stała się przedmiotem a nie podmiotem polityki międzynarodowej. Wszelkie próby usamodzielnienia się (konfederacja tarnogrodzka 1715, dzikowska 1734, barska 1768, Sejm Czteroletni i powstanie kościuszkowskie 1794) skończyły się klęską, a wobec niemożności Rosji do samodzielnego opanowania sytuacji w Polsce - jej rozbiorami.

42. Czy tak być musiało? Sądzę, że -przy "zimnej wojnie domowej", w której wzrosła rola magnaterii i zachęcanych przez nią do interwencji państw ościennych (bez zgody i pomocy magnatów obcy nie mogliby znaleźć nawet kogoś do zerwania sejmu) oraz przy tak daleko posuniętej agresywności militarnej monarchii absolutnych XVIII w. (w czasie wojny siedmioletniej o mało nie doszło do rozbioru Prus - uratowała je zmiana na tronie carów Rosji, który w 1762 objął fanatyczny wielbiciel Fryderyka pruskiego, na poły obłąkany Piotr III), a jednocześnie niechęci tych państw do rewolucji (a za taką uchodziła nie tylko Konstytucja 3 Maja czy powstanie kościuszkowskie, ale i próba porwania króla Stanisława Augusta przez konfederatów barskich w 1771, uznana w Europie za "królobójstwo")- upadek Polski był rzeczą niemal oczywistą.

43. Problem dotyczy raczej przyczyn upadku (i jego trwania po dziś dzień). Klasyczne są dwie koncepcje - "zewnętrzna" i "wewnętrzna". Wg. pierwszej - przyczyną rozbiorów była zaborczość państw ościennych, co niewątpliwie było faktem. Wg. drugiej - winę ponoszą sami Polacy oraz panująca w Rzplitej anarchia (wynikająca z cywilizacyjnego i kulturalnego zapóźnienia Polski). Teoria ta stworzona przez zaborców, chętnie została przyjęta przez część klas uprzywilejowanych i stała się dla nich pretekstem do kolaboracji. Częściowo godzą się z nią i "patriotyczne elity" dodając przy tym coś o zniewoleniu, obcym ucisku, walce, męczeństwie i przynależności do Europy, która powinna nam pomagać dla swego dobra (i) z wdzięczności za naszą wierność dla niej.

44. Osobiście uważam, że przyczyną upadku jest zdrada elit - zdrada wobec Rzeczypospolitej i wobec polskości!

Zawsze byli w Polsce ludzie, którzy dla ratowania swej pozycji gotowi byli wyrzec się wolności i niepodległości, sprzedać się (i naród) władzy i jej obcym protektorom. I zawsze, gdy Polacy stawali do walki o wolność (czy potem - o niepodległość) pojawiali się jacyś doradcy, przywódcy, moralne autorytety, znane nazwiska... ten koń trojański elit. To oni hamowali szlacheckie rokosze, narodowe powstania, robotnicze bunty by dogadać się z władzą, by nic nie zmienić w "polskim bagnie", a może przy okazji coś jeszcze utargować jako pośrednicy między władzą (polską i obcą) a społeczeństwem. Nie chodzi mi tylko o jawnych zdrajców (tych w dawnej Polsce było znacznie mniej), lecz także o opozycyjną elitę (kiedyś magnaci, a zwłaszcza Kościół, dziś także intelektualiści), która mimo, że działa na szkodę narodu potrafiła zdobyć "rząd dusz".

45. Dzieje się tak z powodu źle pojętej jedności w obliczu wroga (króla, zaborców, komuny), patrzenia na słowa a nie czyny, wspólne slogany, a nie rozbieżne a często sprzeczne interesy (szczególnie te społeczno - kulturalne, będące przyczyną a nie skutkiem polityki). Elity -zarówno te od "koryta", jak i te z "opozycji"- gotowe są na wszystko by nie dopuścić do zwycięstwa którejś ze stron konfliktu (i chętnie zawrą każdą ugodę naszym kosztem). Wiedzą bowiem dobrze, że zarówno zwycięstwo władzy, jak i zwycięstwo wolności oznaczałoby kres wpływów dotychczasowej elity (patrz: uwaga 38-a). Metody są proste - powstrzymywanie radykalniejszych wystąpień (ale i kar na buntowników, zwłaszcza dawniej, w I Rzp.), dogadywanie się z wrogiem słowem a nie siłą, działalność pozorna, kult męczeństwa (by zniechęcić do nowych ofiar i spocząć na laurach - pamięci o poprzednikach w walce, która zamiast mobilizować - paraliżuje, a przecież nigdy nie ponieśliśmy takich strat jak chociażby Czesi pod Białą Górą), wreszcie oskarżanie radykałów o szaleństwo i prowokację (vide: Mochnacki). To ostatnie jest na ogół bardzo skuteczne. Nawet gdy ktoś jest gotowy do walki (a tacy są zazwyczaj nieliczni) aby nie wypaść poza nawias musi przekazać kierownictwo "uznanym autorytetom", które szybko zdadzą się na łaskę wroga, by walka nie obudziła narodu (klasycznym przykładem Noc Listopadowa 1830 r.). Jest to możliwe, ponieważ brak nam jakiejś trzeciej siły poza zwolennikami rosyjskiej siły z jednej i kultury europejsko - chrześcijańskiej z drugiej strony.

46. A skoro już o tym mowa, to trzeba stwierdzić, że nasza kulturowa współczesność ma starą metrykę, sięgającą XVII w. To wtedy utożsamiono polskość z katolicyzmem, co dla obu tych kategorii zjawisk miało zgubne konsekwencje. Kościół zamiast być stróżem moralności stał się -zwłaszcza po utracie niezawisłości narodowej- ersatzem życia politycznego narodu. Religijność polska jest bardzo ostentacyjna, ale płytka i silnie zabarwiona wątkami nacjonalistycznymi. Jest wręcz dziwne i niepokojące, że kraj w przytłaczającej większości katolicki nie wydał wybitniejszych teologów, a jedyni godni uwagi myśliciele religijni to XVI/XVII-wieczni arianie, a więc heretycy zwalczani przez Kościół. Byli oni także prekursorami polskiego mesjanizmu (Andrzej i Stanisław Lubienieccy), który swe apogeum osiągnął w okresie romantyzmu. Trudno jednak uznać ów mesjanizm za ideę religijną, gdyż -poza nielicznymi wyjątkami- mówił on chętniej o politycznym zbawieniu narodu polskiego, niż o życiu wiecznym pojedynczego człowieka (spotkał się zresztą z surową krytyką Kościoła, a wiele dzieł romantyków polskich zdjęła nie tylko carska lecz i kościelna cenzura). Tymczasem katolicyzm stoczył się do poziomu szopki patriotyczno - religijnej, orła w koronie na krzyżu (dziś uzupełnianego emblematami Solidarności). Odbywa się to ze szkodą dla wiary, gdzie więcej jest patr(id)iotyzmu niż etyki chrześcijańskiej (zawsze w katolicyzmie wątpliwej - mawiano wszak na Mazowszu, że jeśli "pościsz sprawiedliwie jużeś święty i wolnoć wszystko"). Po tygodniu picia i okradania społeczeństwa w niedzielę na mszy za ojczyznę znów jest się szlachetnym, a patr(id)iotyczny bełkot koi wyrzuty sumienia, bo można być świnią, byle swoją, byle polską i katolicką. I broń Boże! żadnego czynu, spuśćmy się na Boga, on pomoże swoim wiernym dzieciom, sam pokona naszych wrogów (aby pomniejszyć sławę apologety czynu - Józefa Piłsudskiego, endecy nazwali jego zwycięstwo nad bolszewikami w roku 1920 "cudem nad Wisłą"). Ale kiedy obcy zaatakują Kościół, ten nagle sobie przypomina, że oto ginie 1000-letnia kultura chrześcijańska Polski i apeluje do narodu by bronił nierozerwalnych rzekomo - wiary i wolności. Tak było, gdy abp. Ledóchowski, dotąd wierny Prusakom, przypomniał sobie o polskości dopiero wtedy, gdy Bismarck rozpoczął antykatolicki "Kulturkampf", tak jest i dziś, gdy za koncesje budowlane czy wydawnicze, lub kolejną wizytę papieża Kościół wyrzeka się "Solidrności", ustami prymasów potępia strajki (Sierpień '80) i demonstracje (maj i listopad 1982), a winę dostrzega po obu stronach (nie nazywając zbrodni władz po imieniu, co przecież jest Jego moralnym obowiązkiem), a jednocześnie rozpętuje fanatyczne kampanie w obronie krzyży a przeciw religioznawstwu w szkole, tak, jakby Polakom najbardziej brakowało obrazów jednego Boga.

47. Mógłby ktoś powiedzieć, że wielką zasługą Kościoła jest to, iż stał się (szczególnie pod zaborami) azylem dla narodowej kultury. Owszem - należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że Kościół nie robi tego bezinteresownie, czego najlepszym przykładem jest schronienie udzielane dziś opozycji - zawsze można ją kontrolować i użyć przeciw władzy, albo poświęcić ją w imię porozumienia ołtarza z tronem. Przy okazji Kościół znacznie wypaczył kulturę narodową, uczynił jednowymiarową i nudną (a przecież dawna Rzplita słynęła właśnie z różnorodności i żywotności). Przede wszystkim dawną otwartość zastąpił odruch obronny - ksenofobia, który wzmocniły tak typowe dla katolicyzmu idee jedynie słusznej prawdy i bezruchu.

48. Równie nieciekawie przedstawiają się nasze związki kulturalne z Europą. Dawni Polacy chętnie sięgali po obce wzory, ale zrażeni panującymi na Zachodzie wojnami, przemocą, nietolerancją dla innych, autorytatywnymi wartościami samymi w sobie, dworską kulturą - zepsuciem, intrygami i absolutyzmem, odwrócili się od niego. Bo Zachód zawsze uważał się za coś lepszego, jedynie słusznego, co inni powinni naśladować i czemu powinni służyć. Ich wkładu do swej "uniwersalnej" kultury nie pragnął, a jeżeli już coś przyjmował - chętnie zapominał o autorach. Tak było m. in. z polską ideą tolerancji. Wystarczy przypomnieć oskarżenia o nietolerancję Polaków ze strony "oświeconych" władców Europy i ich błaznów w stylu Voltaire'a, za to tylko, że Rzplita odmawiała praw politycznych dla dysydentów (będących jawnymi agentami Rosji i Prus) w czasach, gdy we Francji "nawracano" hugenotów stacjonowaniem wojska w niepokornych wsiach i miasteczkach, a w Rosji masowych samopodpaleń dokonywały całe wsie "raskolników". U nas "konfederacja warszawska" obowiązywała nawet w czasach najgorszego upadku i ani jedna szlachcianka nie spłonęła na stosie jako czarownica (wśród ludu polowanie na czarownice objęło głównie zachodnie połacie kraju ulegające wpływom niemieckim i nigdy nie przyjęło tych rozmiarów co na Zachodzie) i tylko jeden szlachcic zginął za wiarę, a raczej za jej brak (Kazimierz Łyszczyński w 1689 - nie ukarano natomiast śmiercią -wbrew prawu o banicji- żadnego z arian, mimo że wielu z nich pozostało w kraju lub odwiedzało go w interesach).

49. Upadek dawnej Polski skłonił rodzącą się wówczas inteligencję do poszukiwania wzorów w tryumfującym Zachodzie. Zaczęto go naśladować, ale powierzchownie i formalnie. Bowiem "kompleks polski" nie pozwolił nam nigdy dostrzec istotnych wartości chrześcijaństwa, romantyzmu, socjalizmu itd. Zawsze szukaliśmy możliwości przetworzenia tych idei w broń przeciw naszym wrogom. Z Zachodu czerpaliśmy formy i wypełnialiśmy je własnymi treściami, które w nieadekwatnej formie wypaczały się i nie dawały pożądanych rezultatów, tzn. niepodległości. Do tego dochodził żal do Zachodu, że nam nie pomaga, choć my tak się staramy do niego upodobnić, że jesteśmy niemal najbardziej europejscy w Europie i bronimy jej wartości przeciw wschodniemu barbarzyństwu.

50. Jej wartości - bo o swoich zapomnieliśmy! Mówi się czasem o tradycjonalizmie Polaków, a przecież to zupełnie nieprawda! Bo chyba nie zawiera się nasza tradycja w haśle "jeśliś Polak i katolik pewne to żeś alkoholik" czy XIX-wiecznej niemieckiej choince?! Lata zaborów i okupacji, a przede wszystkim "realny socjalizm" uczyniły z nas plastyczną masę, której największym talentem jest umiejętność przystosowania się do najbardziej nienormalnych warunków - przystosowania, nie zaangażowania, bo narzuconą rolę wykonujemy niechętnie i źle - stąd "tumiwisizm" itp. A tzw. tradycjonalizm ogranicza się do paru kościelno - antyrosyjskich sloganów, jednak z dawną kulturą polską nie ma to nic wspólnego. Nie potrafimy się też nauczyć niczego z naszej historii, bo jest ona jedynie strupioszałą legendą, a nie żywą księgą narodowej mądrości. O Polsce dużo się mówi, ale mało dla niej robi! Do tego każdy chciałby żyć jak na Zachodzie a pracować jak na Wschodzie - w sumie przedziwna, schizofreniczna mieszanka góWnolotnej metafizyki i przyziemnego materializmu.

51. Zachód tymczasem zwyciężył, kulturowo i cywilizacyjnie podbił cały świat, ale zamiast tryumfować - przeżywa kryzys, odwraca się od swej kultury, nowych inspiracji szuka w myśli Wschodu (nie chodzi o Rosję, będącą nieudanym naśladownictwem niemieckich przeważnie wzorów, lecz o Indie i Chiny). My jednak tego nie dostrzegamy i nadal "gonimy" Zachód. Ulegając mu tracimy własną osobowość, więcej - giniemy nie mogąc odnaleźć się w tamtym świecie. Nie jesteśmy stworzeni do walki wszystkich ze wszystkimi o byt, lecz do pomocy wzajemnej w pracy, wolności i pokoju. Zachodowi imponuje siła - my zaś jako słabi chcemy się podobać (tak przynajmniej twierdzi wieszcz nasz - Gombrowicz!) i bardzo dobrze, ale czy poszukującemu sposobu na kryzys Zachodowi bardziej -od kolejnej nieudolnej swej kopii- nie spodobałaby się atrakcyjna alternatywa?! A dawna Rzplita taką alternatywą być może, alternatywą wobec uwięzienia między Wschodem a Zachodem, komuną a kapitałem, tresurą przy pomocy bicza i marchewki. Alternatywą dla Zachodu (i dla Wschodu), a przede wszystkim dla nas samych! Bo Rzplita to związek między ludźmi a nie stojące ponad nimi państwo, to świat dla każdej poszczególnej jednostki ludzkiej, bez przymusu i przemocy, w którym panuje różnorodność, tradycja splata się z postępem, a otwartość na obce wpływy nie oznacza utraty własnej osobowości. To świat, który umiał oddzielić wartości od interesów, kierując się praktycyzmem i zdrowym rozsądkiem (nakazującym sprawdzenie każdej idei w rzeczywistości), a jednocześnie umiejący pogodzić politykę z etyką! I póki byliśmy temu wierni - Rzeczpospolita była silna i bogata; upadła, gdy ulegając obcym wpływom (kontrreformacja, dworskość, oświecenie... itd.) oderwaliśmy się od korzeni. Historia Rzplitej to także nauka, że na wady wolności najlepszym lekarstwem jest jeszcze więcej wolności i aby żyć powinna się ona stale rozszerzać (nowe swobody dla nowych grup społ. i narodów); że największymi wrogami wolności są urosłe kosztem reszty społeczeństwa elity (szlachta słusznie głosiła obok haseł wolności i braterstwa - hasło równości) oraz że wolność i niepodległość możemy zdobyć tylko my sami (nie daruje nam ich Bóg czy "przywódcy"), a liczyć możemy na polski 1ud i, podobnie jak my uciskane, narody środkowej Europy (o których jakże często nie pamiętamy), a nie na pomoc Zachodu!

52. Kiedyś Chrystus mówił do Żydów, lecz oni nie chcieli Go słuchać. Jego naukę przyjęli ich rzymscy prześladowcy, nic z niej nie zrozumieli, etykę zmienili w kult i dogmaty (z którymi On walczył) a Europie zaszczepili nienawiść do, głuchych na Słowo, Jego "zabójców". Jak się ta "kwestia ostatecznie rozwiązała" - wiemy dobrze. Oby i nam się to (choćby w ramach "głasnosti i pierestrojki") nie przydarzyło. Niech wrogość do wschodniego sąsiada nie pcha nas w objęcia innego żywego trupa, niech szlag trafi kulturę europejsko - chrześcijańską! Naszą przyszłość twórzmy wedle własnych wzorów - jeszcze polskość nie zginęła!!!

(C) Janusz P. Waluszko"
mailto:jwal@pg.gda.pl

p.s. (Chrystusem się nie czuję, a ta ostatnia uwaga jest pół-żartem, ale tak mi się jakoś skojarzyło, taki mesjanistyczny impuls, be-e-e)

w październiku 1987
http://www.taraka.pl/rzecz_sarmacyi
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 12957
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 900
x 319
Podziękował: 12891 razy
Otrzymał podziękowanie: 19598 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: songo70 » czwartek 31 lip 2014, 19:08

Ta historia do niedawna była tajemnicą. Tajemnicę, którą starannie ukrywali bolszewicy, ich niemieccy opiekunowie i koła finansowe Niemiec, biorących udział w realizacji tego, co do tej pory zwie się "Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową". Jest to udokumentowana wersja działalności człowieka, który doprowadził Lenina do władzy.
http://treborok.wordpress.com/kto-oplacil-lenina/
0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 13 maja 2016, 06:11

Jeszcze jedna zagadka Palmiry

Dlaczego tak pilnie rozpoczęto przywracanie Palmiry. Raptem saperzy zabrali się do pracy a już w Petersburgu zebrał się cały desant konserwatorów.



Drodzy czytelnicy.

Informujemy, że prace po rozminowaniu Palmiry i przywróceniu starożytnych urządzeń idą w zawrotnym tempie. Zajmują się tym nasi Rosyjscy saperzy razem ze specjalistami z Ermitażu. W internecie krąży wiele słuchów i spekulacji na temat dlaczego tak szybko zabrano się za przywracanie Palmiry. My wskażemy naszą wersję opartą na wynikach naszych ekspedycji do Palmiry, jak również na pracach naszych rodaków K.E. Ciołkowskiego i Z. R. Chabibullina.

Zanim zaczniemy opowiemy o historii starożytnego miasta. Miasto jak wiemy z historii zostało założone przez króla Salomona. Dlaczego wybrano takie miejsce pośrodku pustyni, gdzie nawet do tej pory nie ma ani dróg, ani szlaków handlowych, ani wody, ani ludzi nie wiadomo? Z różnych źródeł historycznych wiemy, że Palmira była miastem – oazą pośrodku pustyni, setki kilometrów od najbliższych miast, daleko od morza. Skąd tam się wzięła woda? Nasz rosyjski wojskowy badacz, historyk Z. R. Chabibullin odpowiedział na to pytanie w 2010 r. Po kilku samotnych wyprawach do Syrii i Libanu nawiązał kontakt z miejscowymi historykami i etnografami oraz historycznym duchowieństwem. Zdobył ich zaufanie, a oni wpuścili go do podziemi starożytnej Palmiry.

(Przypomnijmy, że w tym czasie Palmira jeszcze nie była okupowana i znajdowała się dość daleko od strefy działań wojennych). Według jego raportu cała Palmira stoi na krasowych jamach, które tworzą kompleks podziemny składający się z ogromnych sklepień rozciągających się pod całym miastem i wykraczają daleko poza jego granice. W przeciwieństwie do naziemnej części Palmiry gdzie stale trwały przebudowy i odbudowy miasta w ciągu ostatnich kilku tysiącleci – część podziemna pozostała nietknięta. Do tej pory zachowały się w niej dziewicze podziemne świątynie, domy i starożytne mechanizmy. Istnieją na przykład urządzenia do podnoszenia wody z podziemnych zbiorników na górę do miasta, przy czym zasada działania urządzeń jest dla nas nie zrozumiała. Ogromne pompy nie mają ruchomych części, ale niektóre z nich działają do tej pory, a właściwie są i podnoszą wodę z tych źródeł, z których część miasta jest zaopatrywana po dziś dzień. Pozostałości podobnych urządzeń widzieliśmy na wyspie Cypr, tam również była starożytna stacja obsługi pomp, która podnosiła wodę z pod ziemi na szczyt wzgórza, a z tamtąd już woda kamiennymi rurami szła na całe miasto i przylegające wsie. Ale Stacja na Cyprze nie zachowała się zbyt dobrze ze względu na położenie terenu.

Rozmieszczanie podziemnych świątyń Palmiry odpowiada rozmieszczaniu świątyń na ziemi, widoczne są pnie szybów łączących konstrukcje podziemne z nadziemnymi, które tak starannie próbowali zniszczyć bojownicy.

Dlaczego trzeba było tak szybko przywrócić górną świątynię, spytacie? Możemy tylko przypuszczać, (sami rozumiecie, że całej informacji opublikować nie można z oczywistych względów). Pod starożytną Palmirą znajdowała się podziemna baza obcych. Mówiąc współczesnym językiem – kosmodrom na pustyni. Podobna baza znajduje się w Bhutanie wysoko w górach, jeszcze jedną znaleźli nasi koledzy z Kosmopoiska w Dagestanie. Podobne obiekty są na terytorium Mezoameryki oraz w innych częściach naszej planety. Punkty te, nawiasem mówiąc, zostały naukowo przewidziane przez naszego wielkiego rodaka K. E. Ciołkowskiego jeszcze na początku 20 go wieku. Naukowo udowodnił on, że obca cywilizacja z innej planety prowadzi tajną obserwację i koryguje w razie potrzeby naszą historię. Jego obliczenia choć tajne, wyciekły do prasy w momencie upadku Związku Radzieckiego, pisaliśmy już o tym. Zaprzeczyć ich do tej pory nikt nie był w stanie, a nawet niektórzy „specjaliści” bardzo dokładnie studiowali i pracowali z tym materiałem. Tych przedstawicieli obcej cywilizacji, którzy żyli w podziemnym mieście – oazie Palmira, nazwano progressorami. W całej historii są oni w kontakcie z najważniejszymi postaciami historycznymi. Tak więc według ich wskazówek król Salomon kazał zbudować nadziemną część Palmiry, włączając w to „strefę uzdrowiskową” i kompleksy świątynne. Zgodnie z ich zaleceniami za cara Piotra I miał miejsce niespotykany na tamte czasy transport morski przewozu świątyń pod przyszły Sankt Petersburg. Zrozumiale, że były przewożone nie tylko kolumny i ściany, ale i sprzęt. Po tym Sankt Petersburg został zbudowany zgodnie z zasadami architektonicznymi południowej Palmiry. Łamiemy głowy do dziś jak go zbudowano. No i w Petersburgu jest Ermitaż, gdzie jak sądzimy, do dziś jest przechowywany pozaziemski sprzęt technologiczny i tam go doglądają współcześni progressorzy. Ponieważ części podziemnej Palmyry nie rozgrabiono, to z jakichś powodów postanowiono natychmiast przeprowadzić roboty rekonstrukcyjne górnej części, przy czym chcą zdążyć przed przybyciem do miasta Amerykanów i UNESCO. Dlatego wszystko się dzieje w takim pośpiechu i dlatego bierze udział w tym Ermitaż.

https://treborok.wordpress.com/jeszcze- ... eview=true




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15578
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 827
Podziękował: 29138 razy
Otrzymał podziękowanie: 23446 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 16 maja 2016, 13:57

Michael Cremo - Wywiad TV - Ukryta Historia Rasy Ludzkiej


https://www.youtube.com/watch?v=iaQWBNJ0TK8
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Thotal » poniedziałek 06 cze 2016, 09:21

FERDYNAND BARBASIEWICZ...

http://porozmawiajmy.tv/tajne-watki-his ... basiewicz/




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: abcd » środa 02 lis 2016, 09:06

wpolityce pisze:1 listopada 1918 r. we Lwowie wybuchło polskie powstanie przeciwko Ukraińcom, którzy próbowali zająć miasto
wczoraj, g. 12:25

Obrazek

Nocą z 31 października na 1 listopada 1918 r. liczące prawie półtora tysiąca siły ukraińskie zajęły urzędy władz cywilnych i opanowały lwowski ratusz, dworzec i pocztę. Wydano odezwę do mieszkańców, w której nakazywano bezwzględne podporządkowanie się nowej władzy. Lwów miał stać się miastem Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Spotkało się to z ostrym sprzeciwem Polaków. Już przed południem oddziały POW i Polskiej Kadry Wojskowej chwyciły za broń. Zdobyto karabiny złożone jeszcze przez Austriaków w podziemiach Politechniki Lwowskiej. Rozpoczęły się walki o Szkołę im. Henryka Sienkiewicza, Dom Technika i remizę tramwajową. Powołano Komendę Naczelną pod dowództwem kpt. Czesława Mączyńskiego. Wieczorem w rękach polskich znalazły się zachodnie przedmieścia Lwowa i kilka redut obronnych pod miastem, m.in. w Rzęsnej, Sokolnikach i Dublanach.



Jednak już nazajutrz Ukraińcy wsparci przez ściągnięte z Czerniowiec trzy sotnie Strzelców Siczowych przeszli do kontruderzenia. Miasto spłynęło krwią. Ciężkie walki toczyły się o Dom Akademicki, Szkołę Kadecką, Cytadelę, gmach Poczty Głównej, Ogród Kościuszki, Dyrekcję Kolejową, Ogród Jezuicki, seminarium grecko-katolickie na ul. Kopernika, które po zdobyciu otrzymało miano „Reduty Piłsudskiego”. Niezwykle ciężkie boje toczono o Górę Stracenia, której bohatersko bronił polski oddział dowodzony przez późniejszego generała Romana Abrahama i o magazyny broni nieopodal Dworca Głównego. Gotowym do najwyższej ofiary obrońcom miasta przewodzili doświadczeni w bojach oficerowie legionowi: Mieczysław Boruta-Spiechowicz, Bronisław Pieracki, Karol Baczyński. Lwów po raz kolejny w dziejach zaświadczał, że chce żyć w zgodzie ze swoją herbową dewizą: Zawsze Wierny (Semper Fidelis) Rzeczypospolitej. Po latach marszałek Francji i Polski Ferdynand Foch podczas ceremonii nadania mu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Jana Kazimierza stwierdzał: „W chwili, gdy wykreślano granice Europy, biedząc się nad pytaniem, jakie są granice Polski, Lwów wielkim głosem odpowiedział: Polska jest tutaj”.



Już pierwszego dnia walk do punktów werbunkowych zaczęli zgłaszać się masowo gimnazjaliści, a nawet i młodsi od nich. Spośród blisko sześciu tysięcy ochotników prawie połowa nie ukończyła 17. roku życia. Narodowa legenda nadała im dumne miano „Orląt”. Wielu spośród nich pozostało bezimiennych, wielu jednak weszło do panteonu chwały z krótkim, ale pięknym życiorysem.

http://wpolityce.pl/historia/313867-1-l ... jac-miasto

1 listopada 1918 r. we Lwowie wybuchło polskie powstanie przeciwko Ukraińcom, którzy próbowali zająć miasto

Na odsiecz Lwowa wyruszyły koleją, liczące blisko półtora tysiąca żołnierzy, oddziały płk. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego. 20 listopada 1918 r. dotarły one do Lwowa i po dwóch dniach ciężkich walk wyparły Ukraińców z miasta.

Ukraińcy, nie dając za wygraną, otoczyli miasto ciasnym pierścieniem. Ostrzał artyleryjski trwał jeszcze wiele tygodni, zniszczono elektrownię i wodociągi, próbowano odciąć Lwów od jedynego kontaktu z Polską, jaki dawała linia kolejowa łącząca miasto z Przemyślem. Krwawe walki toczono na tzw. Reducie Śmierci na Persenkówce, gdzie aż do stycznia 1919 r. oddziały kpt. Romana Abrahama (wśród nich wspomniany Antoś Petrykiewicz) dzielnie powstrzymywały nieprzyjaciela przed ponownym wkroczeniem do miasta. Nie pomogły rozjemcze misje ententy, których podjął się przybyły do Lwowa na początku 1919 r. gen. Joseph Barthelemy. Strona ukraińska zrywała wszelkie negocjacje. Dowódca ukraiński gen. Mychajło Omelianowicz-Pawlenko stwierdzał twardo w rozkazie „Nas rozsądzi żelazo i krew”. Tak też się stało. Wiosną 1919 r. wojska polskie dowodzone przez gen. Józefa Hallera w śmiałej ofensywie wyparły Ukraińców za Zbrucz.

Heroizm obrońców Lwowa stał się dla Polaków wzorem, a na legendzie Orląt Lwowskich wychowało się kolejne pokolenie „kamieni rzucanych na szaniec”. Stawali się natchnieniem dla poetów i malarzy. Pisali o nich Kornel Makuszyński, Jan Parandowski, Artur Oppman. Ich poświęcenie rozsławił nawet węgierski pisarz Jeno Szentivanyi w popularnej w swym kraju powieści „Orlęta Lwowskie”. Wojciech Kossak, oprócz kilku mniejszych obrazów poświęconych obronie Lwowa, przymierzał się do namalowania „Panoramy Orląt Lwowskich”, która rozmiarami nawiązywać miała do „Panoramy Racławickiej”. Niestety, wybuch wojny przekreślił te plany.

W drugą rocznicę wyzwolenia miasta Marszałek Józef Piłsudski odznaczył Lwów – jako jedyne miasto II Rzeczypospolitej – Orderem Wojennym Virtuti Militari. Błękitno-czarne wstążki orderowe zdobiły aż do września 1939 r. herb miasta. Nie zapominano o tych, którzy zginęli. Już w 1919 r. powołano Straż Mogił Polskich Bohaterów, która podjęła starania utworzenia godnej poległych nekropolii na Cmentarzu Łyczakowskim. Otwarcie Panteonu Chwały, w którym spoczęły prochy 2859 osób, nastąpiło 11 listopada 1934 roku. Cmentarz zwieńczony był kaplicą oraz katakumbami, w których spoczęli gen. Tadeusz Rozwadowski i gen. Wacław Iwaszkiewicz. Upamiętniono także lotników amerykańskich i żołnierzy armii francuskiej biorących udział w walkach w 1918 i 1919 roku.

Cmentarz Obrońców Lwowa stał się solą w oku Sowietów, gdy w porządku pojałtańskim Lwów i Kresy znalazły się – jak to pisał z goryczą Marian Hemar – „za kordonem”. Początkowo usunięto tylko napisy „Tobie Polsko” i „Zawsze Wierny”. 25 sierpnia 1971 r. na osobiste polecenie Leonida Breżniewa na teren cmentarza wjechały czołgi i spychacze. Padła w proch kolumnada i częściowo Łuk Chwały, a jeżdżące po grobach sowieckie buldożery zabijały obrońców Wiernego Miasta po raz drugi. Wreszcie, zgodnie z azjatycką mentalnością, na groby bohaterów zaczęto zwozić śmieci. Aby upodlić i zabić pamięć!

Jan Józef Kasprzyk,Nasz Dziennik/ems

http://wpolityce.pl/historia/313867-1-l ... o?strona=2
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 12957
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 900
x 319
Podziękował: 12891 razy
Otrzymał podziękowanie: 19598 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: songo70 » czwartek 03 lis 2016, 11:58

0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 15 lis 2016, 19:18

Piotr Szubarczyk pisze:15 października 1941 – data, której nie zna świat. Jednym podpisem skazano wielu Polaków na śmierć
2016/11/15

Obrazek

15 października 1941 Hans Frank, namiestnik Hitlera na tzw. Generalne Gubernatorstwo, czyli niewłączoną do Rzeszy część okupowanej Polski, wydał rozporządzenie: „Żydzi, którzy opuszczają wyznaczoną dzielnicę, podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby, które Żydom dają kryjówkę (
). Czyn usiłowany karany będzie jak dokonany”!

O tym, jaki był czyn „usiłowany” przez Polaka, który z narażeniem życia własnego i rodziny ratował żydowskiego sąsiada, nie decydowały sądy. Najczęściej prokuratorem, sędzią i katem był niemiecki żandarm.

Obrazek

Dziś nie brakuje łotrów, którzy mówią, że Polacy Żydom nie pomagali lub pomagali za mało. Negują tłumaczenie, że za taką pomoc groziła śmierć rodziny. Alina Cała imputuje, że „w pewnym sensie Polacy są odpowiedzialni za śmierć wszystkich 3 milionów Żydów – obywateli II RP”! W jakim „sensie”? Cała kwituje lekceważąco ponad 6 tysięcy Polaków uhonorowanych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (1/4 wszystkich odznaczonych na świecie), skoro ten tytuł Żydzi przyznali także zbiorowo „ruchowi oporu” w
Danii!

Obrazek budowana mapa miejsc,w których Polacy zginęli za pomoc Żydom / Twitter.com/pomagaliPL

Cała jest pracownikiem Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, który jest instytucją kultury utrzymywaną z budżetu państwa! Ilu Polaków poniosło śmierć za ratowanie Żydów? Nikt ich po wojnie nie liczył, ale było ich wielu. Dziś ideologowie holokaustu widzą w Polakach tylko „szmalcowników”. Za to z szacunkiem i pełną kurtuazją odnoszą się do Niemców! W skandalicznym filmie „Nasze matki, nasi ojcowie” żydowski historyk „konsultant” razem z Niemcami oczernia AK
Podobno leczą w ten sposób traumę. Niech jej nie leczą naszym kosztem, bo obrażają pamięć Żydów, którzy umierali razem z Polakami z rąk Niemców i ich kolaborantów, np. Ukraińców czy Litwinów.

Piotr Szubarczyk, źródło: Nasz Dziennik
http://niezlomni.com/15-pazdziernika-19 ... ow-smierc/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
belfanior
Posty: 383
Rejestracja: niedziela 28 wrz 2014, 19:58
x 8
x 22
Podziękował: 1273 razy
Otrzymał podziękowanie: 882 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: belfanior » piątek 16 gru 2016, 07:34

11 ton polskiego złota zatrzymała Wielka Brytania, ale gdzie się podziała reszta? Lista podejrzanych jest długa


Aktualizacja: 2014-09-1 2:12 pm
W 1939 r. majątek Banku Polskiego został wywieziony z okupowanego kraju. Na zawsze. Do dziś nie wiadomo, w czyje ręce trafiło 1208 drewnianych skrzynek wypełnionych po brzegi sztabkami i workami monet ze złota.

Mały tankowiec „Eocene”, należący do amerykańskiej kompanii naftowej Socony Vacuum, zawinął do portu w Konstancy 14 września 1939 roku. Kapitan statku, 33-letni Brytyjczyk Robert Brett, został wciągnięty w wir dziwnych wydarzeń, które niespełna rok później opisał w londyńskim „Sunday Dispatch”. Niezwykłą przygodę kapitana gazeta opatrzyła sensacyjnym tytułem: „Porwałem Hitlerowi 21 mln funtów szterlingów”.

Oto jak swoje przeżycia opisywał młody kapitan:

Nigdy nie mogłoby mi nawet przyjść na myśl, że pewnego dnia będę miał w lukach mego statku »Eocene«, tankowca o 4216 tonach wyporności, więcej złota niż jakikolwiek inny statek przedtem i prawdopodobnie – potem.

Na tankowiec załadowano dorobek II Rzeczypospolitej: 1208 niedużych drewnianych skrzynek. Opasywały je żelazne taśmy. Nie wszystkie miały uchwyty, co utrudniało noszenie. Każda ważyła 60 kilogramów. W środku znajdowały się albo sztaby złota wielkości wydłużonej cegły, albo worki ze złotymi monetami.

– W Banku Polskim były sztaby rozmaitego pochodzenia i rozmaitych prób. Wśród nich także sztaby ze skarbca dawnych Austro-Węgier. Posiadały próbę 1000, a więc złoto zupełnie czyste, bez domieszki – relacjonował w 1966 r. na antenie Radia Wolna Europa (RWE) Władysław Bojarski z eskorty złotego transportu.

Zygmunt Karpiński, który zakładał w 1924 r. Bank Polski, a potem zasiadał w jego zarządzie aż do jego likwidacji, w książce „Losy złota polskiego podczas II wojny światowej” bardzo szczegółowo opisał bankowe zasoby w dniu wybuchu wojny. Polskie złoto było wtedy ogółem warte 463,6 mln zł (ok. 95 ton), czyli około 87 mln ówczesnych dolarów amerykańskich. Złoto wartości nieco ponad 100 mln zł (ok. 20 ton) było zdeponowane za granicą, głównie we Francji, Anglii, Szwajcarii i USA. Większość znajdowała się jednak w Polsce. Złoto wartości 193 mln zł (ok. 38 ton) przechowywano w skarbcu w Warszawie, zaś sztaby warte 170 mln złotych (37 ton) spoczywały w oddziałach w Brześciu, Lublinie, Siedlcach i Zamościu.


Ignacy Matuszewski

Pierwszy transport złota z Warszawy wysłano do Brześcia 4 września 1939 r. autobusami Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Z publikacji „Wojenne losy polskiego złota” dr. hab. Janusza Wróbla z łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że tego dnia u premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego zjawiło się trzech pułkowników: Ignacy Matuszewski i Adam Koc oraz były minister handlu Henryk Floyar-Rajchman. Oficerowie odpowiedzialni za nadzór i koordynowanie akcji otrzymali zgodę na wywiezienie z Polski całego bankowego złota.

13 września w Śniatyniu przy granicy z Rumunią zebrano całość złota „w sumie ok. 75 ton kruszcu” – pisze dr Janusz Wróbel. „Z wyjątkiem 3,8 ton złota wartości ponad 22 milionów złotych, które pozostawiono w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego” – wylicza historyk IPN.

W nocy z 13 na 14 września złoto załadowano do 9 wagonów towarowych, pociąg przekroczył granicę i ruszył w kierunku Konstancy. Wtedy doszło do pierwszej sytuacji kryzysowej. Na miejscu okazało się, że Niemcy wpadli na trop polskiego złota i chcą je natychmiast przejąć.

Niemiecki ambasador w Bukareszcie Wilhelm Fabricius na spotkaniu z Grigore’em Gafencu, ministrem spraw zagranicznych Rumunii, złożył protest przeciwko łamaniu przez ten kraj neutralności. Niemiec zażądał, by Rumuni potraktowali polskie złoto jak materiał wojenny. Rumuński minister uratował skarb Rzeczypospolitej, udając, że nie ma pojęcia o transporcie, ale obiecał przeprowadzić śledztwo w tej sprawie. W ten sposób dał Polakom czas na zorganizowanie transportu z Konstancy.

Wtedy na horyzoncie pojawił się właśnie kpt. Robert Brett. Był przekonany, że czeka go rutynowy załadunek paliwa, tymczasem odwiedził go konsul brytyjski, który poprosił o zabranie kilkudziesięciu ton polskiego złota.

Płynąc do Stambułu i dalej koleją przez Bejrut, a potem znowu drogą morską, złoto dotarło do Tulonu, tym razem na pokładach dwóch szybkich niszczycieli.

Na początku października 1939 r. skarb Rzeczypospolitej znalazł się pod kontrolą rządu polskiego. Złoto przewieziono do Nevers nad Loarą w środkowej Francji. Spoczęło w podziemnym skarbcu tamtejszego oddziału Banku Francji.

Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli, gdy okazało się, że Francuzi przegrywają wojnę. 22 maja 1940 roku polski rząd poprosił Anglików o wyznaczenie statków polskich, które podejmą się misji przewiezienia skarbu banku do Ameryki. Skrzynie wydobyto ze skarbca w Nevers i znowu załadowano do wagonów towarowych.


Władysław Sikorski

Złoto dotarło do portu Lorient na krążownik „Victor Schölcher” 16 czerwca 1940 roku. Tego dnia rząd francuski zdecydował się na kapitulację. Polskie złoto konwojował już wtedy tylko jeden Polak, dyrektor warszawskiego oddziału Banku Polskiego Stefan Michalski. Był święcie przekonany, że statek płynie do Stanów Zjednoczonych. Szybko okazało się jednak, że okręt przybił do portu w Casablance, a po kilku dniach złoto wyruszyło w dalszą podróż – do Dakaru.

W tym czasie władze polskie przeniosły się do Londynu. W sprawie złota generał Władysław Sikorski interweniował u premiera Winstona Churchilla, który obiecał, że brytyjska marynarka wojenna zatrzyma francuski transport z polskim skarbem. Problem polegał na tym, że nikt nie wiedział, gdzie złoto zaginęło. Dopiero 30 czerwca dotarła do Londynu depesza dyrektora Michalskiego nadana w konsulacie angielskim w Dakarze z informacją, że w porcie tym rozładowano skarb Banku Polskiego.

Francuzi, obawiając się ewentualnej próby odzyskania złota przez marynarkę brytyjską, wysłali je w głąb kraju. Skrzynie wywieziono 800 km w głąb afrykańskiego lądu i złożono w budynku administracyjnym przy dworcu kolejowym miasteczka Kayes (obecnie Republika Mali).

Złota nie przejęli Niemcy, znalazło się jednak w rękach rządu Vichy, który współpracował z III Rzeszą i nie chciał się narażać. Polskie państwo de facto straciło skarb.


Hilary Minc

– Nie widzę możliwości odzyskania złota – irytował się gen. Sikorski podczas rozmowy z płk. Adamem Kocem, odpowiedzialnym za los polskiego skarbu, który osobiście relacjonował to spotkanie we wspomnianej audycji RWE.

Wtedy oficer wpadł na pomysł, żeby w Stanach Zjednoczonych złożyć pozew przeciwko rządowi francuskiemu i doprowadzić do zatrzymania francuskiego złota zdeponowanego w amerykańskich bankach w ramach zabezpieczenia polskich interesów.

Stronę polską reprezentowała kancelaria Sullivan & Cromwell. Doprowadziła do tego, że Amerykanie zgodzili się, by dostęp do francuskiego złota został zablokowany w banku federalnym w Nowym Jorku.

Rząd marszałka Pétaina na pozór nie ulegał sądowej presji, ale nie wydał Niemcom polskiego skarbu. Dopiero Francuski Komitet Narodowy gen. Charles’a de Gaulle’a w październiku 1941 roku zawarł z rządem gen. Sikorskiego układ, w którym Francuzi zobowiązywali się do zwrotu kruszcu.

W styczniu 1944 r. polscy urzędnicy bankowi dotarli do Dakaru, a wkrótce do położonej w głębi kraju miejscowości Kayes, gdzie w pilnie strzeżonym budynku administracji kolei przechowywano skarb Banku Polskiego. Wkrótce skrzynie złota przewieziono do fortu w Dakarze, komisyjnie przejęli je Polacy. Po czterech latach złoto wróciło do prawowitych właścicieli. Rząd na uchodźstwie zdecydował, żeby skarb Banku Polskiego podzielić na trzy części i rozlokować w Nowym Jorku, Ottawie i Londynie.

Wydawać by się mogło, że w tym miejscu burzliwe losy złota II RP się kończą, ale tak nie jest. Nie wiadomo bowiem, jak skarb Banku Polskiego został podzielony i co się z nim tak naprawdę stało. Lektor Radia Wolna Europa, które w 1966 roku nadało trzyczęściowe słuchowisko dokumentalne o losach polskiego złota w czasie II wojny światowej „Epopea polskich argonautów”, lakonicznie stwierdził, że ok. 80 ton w sztabach i monetach nie powróciło nigdy do Polski. Według RWE pozostało ono w bankach zachodnich, aby jego równowartość w różnych formach służyła odbudowie zrujnowanego wojną kraju. Natomiast 11 ton złota zatrzymała Wielka Brytania jako pokrycie wydatków łożonych przez nią podczas wojny na cywilne potrzeby polskie.


Janusz Wróbel

Według dr. Janusza Wróbla z IPN złotem Banku Polskiego „zaopiekowali się” polscy komuniści. Za pomocą różnych operacji przejęli majątek II RP na rzecz Skarbu Państwa, co w końcu doprowadziło do całkowitej likwidacji w 1952 r. Banku Polskiego. Jego funkcję przejął utworzony przez komunistów Narodowy Bank Polski. Rolę głównego dysponenta złotego skarbu odgrywał Hilary Minc, jeden z najbliższych współpracowników Bolesława Bieruta i główny spec od gospodarki. Ale ile wydał i na co dokładnie? Nie wiadomo.

Część dokumentacji przekazania tego skarbu do komunistycznej Polski znajduje się w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Ale jak twierdzi Krzysztof Kopeć, prowadzący portal poświęcony gospodarczej historii Polski, nie jest to „inwentarz kartkowy bez ewidencji’’. Jego zdaniem z tej dokumentacji wynika, że przywłaszczone przez komunistów złoto stanowiło zaledwie ułamek skarbu (ok. 10 proc.) zdeponowanego w Dakarze. Co z resztą? Nie wiadomo.

Nie wiadomo też, co się stało z 20 tonami złota Banku Polskiego, które znajdowało się w depozytach zagranicznych przed wybuchem II wojny światowej. Na co zostały wydane 3,8 ton złota, które pozostawiono w 1939 roku w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego? Historia złota Banku Polskiego wciąż pozostaje niedokończona i czeka na gruntowne badania naukowe, oparte na pracach archiwalnych. Nie tylko w Polsce.

Wojciech Surmacz, tekst ukazał się w miesięczniku „Forbes”
Za: http://niezlomni.com

Za: Dziennik gajowego Maruchy (2014-09-01)
1 x



ex-east
Posty: 1052
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 20:57
x 2
x 82
Podziękował: 358 razy
Otrzymał podziękowanie: 1306 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: ex-east » piątek 16 gru 2016, 11:14

belfanior pisze:11 ton polskiego złota zatrzymała Wielka Brytania, ale gdzie się podziała reszta? Lista podejrzanych jest długa


(..)
W tym czasie władze polskie przeniosły się do Londynu. W sprawie złota generał Władysław Sikorski interweniował u premiera Winstona Churchilla, który obiecał, że brytyjska marynarka wojenna zatrzyma francuski transport z polskim skarbem. Problem polegał na tym, że nikt nie wiedział, gdzie złoto zaginęło. Dopiero 30 czerwca dotarła do Londynu depesza dyrektora Michalskiego nadana w konsulacie angielskim w Dakarze z informacją, że w porcie tym rozładowano skarb Banku Polskiego.
(..) Wydawać by się mogło, że w tym miejscu burzliwe losy złota II RP się kończą, ale tak nie jest. Nie wiadomo bowiem, jak skarb Banku Polskiego został podzielony i co się z nim tak naprawdę stało. Lektor Radia Wolna Europa, które w 1966 roku nadało trzyczęściowe słuchowisko dokumentalne o losach polskiego złota w czasie II wojny światowej „Epopea polskich argonautów”, lakonicznie stwierdził, że ok. 80 ton w sztabach i monetach nie powróciło nigdy do Polski. Według RWE pozostało ono w bankach zachodnich, aby jego równowartość w różnych formach służyła odbudowie zrujnowanego wojną kraju. Natomiast 11 ton złota zatrzymała Wielka Brytania jako pokrycie wydatków łożonych przez nią podczas wojny na cywilne potrzeby polskie.


Ha, czyli w innym watku mialem racje , ze jedynie Wielka Brytania rozliczyla sie ( przedstawiajac rachunki ) z depozytu polskiego zlota , reszta - 80 TON z dziewiecdziesieciu kilku ton zostala bezczelnie rozkradziona. Malo tego , Brytyjczycy lobbowali w Swiecie za odzyskaniem naszego zlota a nawet zajeli sie jego transportem ratujac przed hitlerowska konfiskata w ostatniej chwili. Obecnie jednak , zamiast skupic wysilki na wytropieniu brakujacych 80 ton ktore "rozp[lynely sie " w niebycie , wielu narzeka na Brytyjczykow za ich rozliczenie - jEDYNE UCZCIWE , NIE ZLODZIEJSKIE. Mozna oczywiscie sie czepiac tego rozliczenia , ale ono JEST , zostalo zaksiegowane , a co za tym idzie w konsekwencji to , ze praktycznie jedyne bitwy jakie Polacy prowadzili na frontach II WS na wylacznie swoj rachunek i za swoja Sprawe to te, za ktore uczciwie zaplacilismy zakupujac niezbedny sprzet i logistyke u Brytyjczykow. Lwia czesc zlota po prostu zostala ukradziona przez kogo ? - nie wiadomo , ale ktokolwiek za tym stoi nigdy nie mial zamiaru, ANI ODWAGI , sie rozliczyc w swietle jupiterow.
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 16 gru 2016, 12:47

Widzę że Londyńskie City ma znakomitego faktora, ciekaw jestem co nam opowie tenże na temat złota zdeponowanego tam przez przywódcę Libii - Kadafiego.
Wartość złota opiewała na 180 mld dolarów i z tego co wiem majątek ten częściowo posłużył na sfinansowanie kampanii zbrojnej przeciwko...LIBII, a reszta? pewnie sąsiaduje z innym zrabowanym, okupionym śmiercią niewinnych... :(



Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 15 sty 2017, 12:15

historia.uwazamrze.pl pisze:Masakra w Koniuchach
red.

Obrazek
Jeden z sowieckich oddziałów partyzanckich

Sowieccy i Żydowscy partyzanci wymordowali polską wieś. W przeciwieństwie do Jedwabnego zbrodnia nie wywołuje zainteresowania mediów

Do czerwca 1941 roku Kresy były łupem Związku Sowieckiego. Tam też, po bardzo szybkim przejściu frontu, pozostały całe jednostki Armii Czerwonej, które szczególnie na Kresach Północno-Wschodnich znalazły schronienie w olbrzymich kompleksach leśnych. Bardzo szybko zostały one „zagospodarowane" przez lokalne struktury partii bolszewickiej, które odbudowały się w konspiracji i które poddano kontroli NKWD. Z „okrużeńców" i rozbitków organizowano sowieckie brygady partyzanckie, liczne i bardzo dobrze uzbrojone. Ich działalność antyniemiecka nie nabrała nigdy rozmiarów adekwatnych do ich liczebności i siły ognia, oddziały były jednak widomym znakiem sowieckiego panowania i miały trzymać miejscową ludność w ryzach. Miejscowi działalność sowieckich „otriadów" zwali drugą okupacją – albowiem były one nie mniej, a czasem nawet bardziej uciążliwe od karnych ekspedycji niemieckich.

Młot na „biało-Polaków"

Sowiecka partyzantka łupiła niemiłosiernie ludność cywilną, zabierając żywność, ubrania, sprzęty domowego użytku, słowem wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Kobiety, nawet małe dziewczynki, były okrutnie gwałcone. Symptomatyczne są powojenne wspomnienia i relacje tychże partyzantów. Jeden z nich napisał wprost, że nigdy przedtem i później nie jadł tak dobrze jak podczas okupacji! W opanowanych przez Sowietów puszczach istniały nie tylko ich rozbudowane siedziby, ale także lotniska. Samoloty przywoziły sprzęt, bibułę propagandową (tego przecież nie mogło zabraknąć) oraz kadrę instruktorską i polityczną. W drogę powrotną zabierały tony zdobytej żywności...

Na tych samych terenach działała również polska konspiracja, polityczna (struktury Delegatury Rządu na Kraj) oraz wojskowa, czyli Armia Krajowa. Była ona dość liczna, ale w żaden sposób nie mogła konkurować z Sowietami, którzy mieli znakomite wyposażenie i doborową kadrę oficerską. Polska ludność, ogołocona eksterminacją i wywózkami, pozbawiona była w znacznym stopniu miejscowych elit, zaś oficer, który przetrwał pierwszą, czyli sowiecką okupację, był niezwykłą rzadkością.

Do kwietnia 1943 roku, czyli do ujawnienia sprawy Katynia, obie strony – polską i sowiecką – obowiązywała względna neutralność, choć była ona iluzoryczna. Sowieci nie ukrywali bowiem, że ziemie te, już zdobyte przez nich we wrześniu 1939 roku, nie będą Polsce oddane. Strona polska liczyła jednak nie tylko na korzystne rozstrzygnięcie wojny (zwycięstwo aliantów zachodnich), ale też na umowy międzynarodowe, które pozwolą przywrócić suwerenność II RP. Po zerwaniu stosunków dyplomatycznych strona sowiecka przestała się już czymkolwiek krępować, idąc na otwartą wojnę z „biało-Polakami".

W lasach i puszczach przebywały ponadto liczne zgrupowania ukrywającej się ludności żydowskiej, stale zasilane zbiegami z gett. Tworzyły one tzw. obozy siemiejnyje (rodzinne), szybko objęte sowieckim nadzorem. Z mężczyzn formowano grupy bojowe (przeznaczone przede wszystkim do rajdów zaopatrzeniowych po bliższej i dalszej okolicy), kobiety i dzieci pozostawały w leśnych obozach, które cieszyły się dość dużą autonomią religijną i narodowościową.

Dowódca żydowskich oddziałów w Puszczy Rudnickiej Abba Kovner uważany jest za jednego z największych bohaterów żydowskiego ruchu oporu. Jego żona, Vitka Kempner, wprost stwierdziła, że Żydzi, którzy walczyli w Puszczy Rudnickiej, uważali się za partyzantów żydowskich, nie sowieckich: „Jestem dumna z tego, że dane mi było walczyć jako Żydówce, członkini żydowskiego oddziału bojowego, pod rozkazami żydowskich dowódców, w którym mówiło się i wydawało rozkazy w jidysz" („Newsletter. United States Holocaust Memorial Museum", luty/marzec 2001 roku).

Rajdy zaopatrzeniowe, wykonywane były przez oddziały sowieckie i żydowskie z Puszczy Rudnickiej na ogół bardzo brutalnie, dochodziło bowiem do gwałtów, wymuszeń i zabójstw „opornych" chłopów. Budziło to sprzeciw miejscowej ludności, jednakże opór nie miał żadnego sensu. Sowieckie „otriady" liczyły kilkaset osób, Żydów (wraz z kobietami) było około tysiąca, przeważnie zbiegłych z gett wileńskiego i kowieńskiego. Miejscowe grupy polskiej samoobrony, pozbawione dobrego uzbrojenia, niewspomagane przez nieliczne oddziały AK (których było za mało do tego typu działań), traktowane były przez napastników bardzo surowo, jako kolaboranci władzy niemieckiej. Coraz częściej dochodziło więc do krwawych konfliktów i pacyfikacji polskich wsi.
http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/972315

Masakra w Koniuchach
red.

Obrazek
Jeden z sowieckich oddziałów partyzanckich

Sowieccy i Żydowscy partyzanci wymordowali polską wieś. W przeciwieństwie do Jedwabnego zbrodnia nie wywołuje zainteresowania mediów


Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna...

Jedna z takich akcji sowieckich, przeprowadzona 29 stycznia 1944 roku jako karna represja na ludności cywilnej we wsi Koniuchy, ze względu na wyjątkową brutalność i skalę ofiar doczekała się licznych opisów w literaturze naukowej i publicystyce. Mamy do czynienia z dwojakim podejściem: z wersją sowiecką, która każdy opór miejscowej ludności traktuje jako przejaw kolaboracji z Niemcami, a represje wobec niej jako przejaw wojennej sprawiedliwości, oraz z wersją polską, która wykazuje złożoność stosunków na Kresach i pacyfikacje ludności polskiej ukazuje jako zbrodnie wojenne, popełniane na cywilach.

Historiografia żydowska praktycznie w całości skłania się ku wersji sowieckiej, a z uwagi na fakt, że pacyfikację w Koniuchach przeprowadzili głównie Żydzi z oddziałów żydowskich i mieszanych, ukazuje ją nawet jako przykład chwalebnych – bodajże największych – czynów bojowych, wieś zaś opisywana jest jako... niemiecka fortyfikacja.

Zachowały się na ten temat na tyle liczne i obfite źródła (w tym opisy sporządzone przez napastników), że możemy dość wiernie odtworzyć przebieg wydarzeń i listę ofiar.

Przykładowo Isaac Kowalski twierdził, że „komandir naszej bazy dał rozkaz, aby wszyscy zdolni do noszenia broni mężczyźni przygotowali się do wyruszenia na akcję w ciągu godziny. [...] Gdy zbliżyliśmy się do naszego celu, zauważyłem, że partyzanci nadciągają ze wszystkich stron z rozmaitych oddziałów. [...] Nasz oddział otrzymał rozkaz, aby zniszczyć wszystko, co się rusza, i zamienić wieś w popioły. Dokładnie o ustalonej godzinie i minucie wszyscy partyzanci z czterech stron wsi otworzyli ogień z karabinów ręcznych i maszynowych, strzelając kulami zapalającymi w zabudowania wioski. Tym sposobem dachy gospodarstw zaczęły się palić. Wieśniacy i mały garnizonowy oddział niemiecki odpowiedział ciężkim ogniem, ale po dwóch godzinach wioska wraz z pozycjami ufortyfikowanymi została zniszczona"(Isaac Kowalski, „A Secret Press in Nazi Europe. The Story of a Jewish United Partisan Organization", Nowy Jork 1969, s. 333–334).

Inny partyzant żydowski Chaim Lazar rozbudował swą opowieść następująco: „Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią, aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodził Jaakow (Jakub) Prenner. O północy dotarli w okolicę wioski i zajęli pozycje wyjściowe. Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite [...]. Przygotowanymi zawczasu pochodniami partyzanci palili domy, stajnie, magazyny, gęsto ostrzeliwując siedliska ludzkie. [...] Półnadzy chłopi wyskakiwali przez okna i usiłowali uciekać. Ale zewsząd czekały ich śmiertelne pociski. Wielu z nich wskoczyło do rzeki, aby przepłynąć na drugą stronę, ale tam też spotkał ich taki sam los. Zadanie wykonano w krótkim czasie. Sześćdziesiąt gospodarstw chłopskich, w których mieszkało około 300 osób, zniszczono. Nie uratował się nikt" (Chaim Lazar, „Destruction and Resistance", Nowy Jork 1985, s. 174–175).

W wielu innych relacjach i wspomnieniach żydowskich także rozpowszechniane były fałszywe informacje o niemieckim garnizonie (w niewielkiej wsi!) i doskonałych fortyfikacjach. Żadne źródła historyczne nie potwierdzają jednak tej fantastycznej wersji. W dodatku napastnicy nie ponieśli żadnych strat, nikt nie został nawet draśnięty. Udział partyzantów żydowskich w tej zbrodni podkreśla „Dziennik operacyjny partyzantów żydowskich z Puszczy Rudnickiej" [„Operations Diary of a Jewish Partisan Unit in Rudniki Forest, 1943–1944", w: Yitzhak Arad, Yisrael Gutman i Abraham Margoliot (red.), „Documents of the Holocaust. Selected Sources on the Destruction of the Jews of Germany and Austria, Poland, and the Soviet Union", Jerozolima 1981, s. 463–471].
http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/972315//2

Masakra w Koniuchach
red.

Obrazek
Jeden z sowieckich oddziałów partyzanckich

Sowieccy i Żydowscy partyzanci wymordowali polską wieś. W przeciwieństwie do Jedwabnego zbrodnia nie wywołuje zainteresowania mediów


Nie przepuścili nikomu...

W 2001 roku Kongres Polonii Kanadyjskiej (KPK) przekazał dostępne materiały historyczne do IPN, którego pion śledczy wszczął w tej sprawie śledztwo. Po nagłośnieniu sprawy w prasie polskiej (oraz polonijnej, także w Wilnie) zaczęły ukazywać się liczne relacje naocznych świadków zbrodni, zawierające istotne szczegóły: „O świcie 29 stycznia [mieszkańcy] usłyszeli strzały ze wszystkich stron i zobaczyli ogień palących się zabudowań. Wyskoczyli z domu, zobaczyli partyzantów sowieckich mordujących ich sąsiadów, podpalających domy wraz z pozostającymi tam rannymi i dziećmi. Udało im się uciec lub schować i pozostać przy życiu, jak mówią, dzięki Opatrzności Bożej. Zginęło na miejscu 45 osób, 12 zostało rannych, z których część zmarła w szpitalu w Bieniakoniach. Wśród zamordowanych byli dorośli i dzieci z rodzin: Parwickich, Tubinów, Marcinkiewiczów, Woronisów, Bobinów, Wojsznisów, Bandalewiczów, Łaszakiewiczów, Pilżysów, Wojtkiewiczów, Molisów, Jankowskich. Spłonęła prawie cała wieś z dobytkiem wielu pokoleń. Zostały z 85 tylko 4 domy rodzin: Aleksandrowiczów, Bandalewiczów, Radzikowskich, Łaszkiewiczów" [Czesław Malewski, „Masakra w Koniuchach", „Nasza Gazeta" (Wilno), 8–14 marca 2001 roku]. Następnie ustalono imienną – lecz niepełną – listę 38 ofiar, w tym kobiet i małych dzieci.

Wszystkie dostępne źródła: polskie, żydowskie, sowieckie, litewskie i niemieckie potwierdzają, że w Koniuchach doszło do masakry bezbronnej polskiej ludności cywilnej. W jej trakcie napastnicy wykazali się niezwykłym okrucieństwem i bestialstwem, co utrwaliło się w pamięci dzieci, które to wówczas przeżyły.

Na przykład Edward Tubin, wówczas 13-letni mieszkaniec wsi, tak to zapamiętał: „Nie było różnicy, kogo złapali, to wszystkich bili. Nawet kobietę jedną, uciekała tam w las ku cmentarzu, to nie strzelali, ale kamieniem zabili, kamieniem w głowę. Jak mamę zabili, to może z 8 kul po piersiach puścili [...]. Wojtkiewicza żona była w ciąży i chłopak był, nie miał nawet 2 latka. Zabili ją, a chłopak został żywy. Przynieśli słomę, na nią rzucili, zapalili. Temu chłopaczkowi nogi poopalało – paluszki jemu odpadły. Przeżył pod tą matką. Jak zapalili, to tylko nogi mu się spaliły. Było strasznie, było strasznie, nie przepuścili nikomu" [„Nie przepuścili nikomu. Z naocznym świadkiem pacyfikacji wsi Koniuchy rozmawia Andrzej Kumor", „Gazeta" (Toronto), 4–6 maja 2001 roku]. Nie ma tu mowy o koloryzowaniu zbrodni, albowiem potwierdzili to także byli partyzanci, m.in. Abraham Zeleznikow (członek tzw. Brygady Litewskiej): „Wszystkich mieliśmy wybić. Zabroniono nam zabierać czegokolwiek z wioski. Partyzanci okrążyli wioskę, wszystko podpalono, każde zwierzę, każdego człowieka zabito. A jeden z moich kolegów, znajomych, partyzant, wziął kobietę, położył jej głowę na kamień, i zabił ją kamieniem". Tak samo napisał Paul Bagriansky: „Gdy dotarłem do swego oddziału, zobaczyłem, jak jeden z naszych ludzi trzymał głowę kobiety w średnim wieku na dużym kamieniu i uderzał ją innym kamieniem".

Śmiech w dzikim szaleństwie

Dzięki staraniom i badaniom KPK ustalono listę około 40 uczestników masakry w Koniuchach, byłych partyzantów żydowskich ze zgrupowań w Puszczy Rudnickiej, wymienianych imiennie w publikacjach i dokumentach, którą przekazano IPN.

Wszystkich mieliśmy wybić. Partyzanci okrążyli wioskę, wszystko podpalono, każde zwierzę, każdego człowieka zabito. Jeden z moich kolegów wziął kobietę, położył jej głowę na kamień i zabił ją kamieniem

Sprawą tej masakry zajęło się również litewskie Centrum Ludobójstwa i Oporu (Lietuvos gyventojų genocido ir rezistencijos tyrimo centras) w Wilnie, które w czasopiśmie „Genocidas ir rezistencija" [nr 1 (11) 2002] opublikowało bardzo obszerny i bogato udokumentowany raport historyka Rimantasa Zizasa, poziomem i objętością przewyższający wszystko, co w tej sprawie ustalił polski IPN.
http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/972315//3

Masakra w Koniuchach
red.

Obrazek
Jeden z sowieckich oddziałów partyzanckich

Sowieccy i Żydowscy partyzanci wymordowali polską wieś. W przeciwieństwie do Jedwabnego zbrodnia nie wywołuje zainteresowania mediów


Mimo skali popełnionej zbrodni i niezwykłego okrucieństwa, z jakim ją popełniono, ta sprawa nie stała się jednak przedmiotem takich roztrząsań naukowych, publicystycznych i moralnych, jak inne zbrodnie, nawet nieudokumentowane do końca. Jej sprawcy nie zostali objęci ściganiem, co więcej, cały czas są pod ochroną tych uczonych i publicystów, którzy wiernie trzymają się oficjalnej wersji sowieckiej, jakoby masakra była uzasadnionym aktem odwetu na kolaborantach.

A przecież naoczny świadek i uczestnik masakry Paul Bagriansky zapamiętał: „Gdy dotarłem do oddziału, aby przekazać nowe rozkazy, zobaczyłem straszny, przerażający obraz. [...] Na małej polance w lesie leżały półkolem ciała sześciu kobiet w różnym wieku i dwóch mężczyzn. Ciała były rozebrane i położone na plecach. Padało na nie światło księżyca. Jeden po drugim partyzanci strzelali trupom między nogi. Gdy kule dosięgały nerwów, trupy reagowały jak żywe. Drgały i wykrzywiały się przez kilka sekund. Trupy kobiet reagowały w bardziej gwałtowny sposób niż mężczyzn. Wszyscy partyzanci z tego oddziału brali udział w tej okrutnej zabawie, śmiejąc się w dzikim szaleństwie. Najpierw przestraszyłem się tym przedstawieniem, ale potem zaczęło mnie ono w chory sposób interesować. [...] Im się nie spieszyło i dopiero jak trupy przestały reagować na kule, przemieścili się na nową pozycję".

Dzięki relacji Bagriansky'ego wiemy, że jednak różne były reakcje uczestników pacyfikacji po popełnionym mordzie. Obok niczym nieskrywanej radości pojawiały się nieliczne wyrzuty sumienia i poczucie winy: „Wioska Koniuchy stała się tylko wspomnieniem pełnym popiołów i trupów. Dostała nauczkę. Dowódca zebrał wszystkie oddziały, podziękował im za ich dobrze spełnione zadanie oraz rozkazał przygotować się do powrotu do bazy. Ludzie byli zmęczeni, ale z ich twarzy wyzierała satysfakcja i szczęście z wykonanego zadania. Tylko niewielu zdawało sobie sprawę, że popełniono straszliwy mord w ciągu godziny. Ci nieliczni wyglądali ponuro, smutno i mieli poczucie winy. [...] Dotarliśmy do bazy późno w nocy. Byłem zmęczony i zmordowany, a więc zasnąłem od razu, tak jak większość z naszego oddziału. Jak się dowiedzieliśmy następnego dnia, pozostałe oddziały zostały przywitane jak bohaterowie za zniszczenie Koniuchów. Pili, jedli i śpiewali całą noc. Sprawiło im przyjemność zabijanie i niszczenie, a najbardziej picie. Trzy tygodnie później otrzymaliśmy wiadomość od Sztabu Partyzanckiego w Moskwie z reprymendą dla ludzi, którzy zainicjowali i kierowali zniszczeniem wsi Koniuchy" [Paul Bagriansky, „Koniuchi", „Pirsumim. Publications of the Museum of the Combatants and Partisans, Tel Awiw", nr 65–66 (grudzień 1988 roku), s. 120–124].

Virtuti dla mordercy

Dziś już nie bardzo jest kogo ścigać, zresztą przez ponad dekadę nie zdołano nawet przesłuchać żadnego ze sprawców. Genrikas Zimanas (Henoch Ziman), wówczas I sekretarz Południowego Obwodowego Komitetu KP Litwy, a jednocześnie dowódca tzw. Południowej Brygady Partyzanckiej (zmarły w 1985 roku), otrzymał od władz PRL Krzyż Wojenny Orderu Virtuti Militari. Także za tę zbrodnię... Wielu uczestników masakry, byłych partyzantów, zajmowało się nią po wojnie jako historycy i zasłużeni kombatanci, pokazując ją jako ważną akcję bojową, którą można i należy się publicznie chwalić.

Dziś na miejscu zbrodni stoi tylko krzyż, reszta zaciera się w ludzkiej pamięci. Koniuchy nie stały się przedmiotem publicznego, poważnego dyskursu, bogactwo jednoznacznych źródeł historycznych nie ma w tym przypadku, jak widać, żadnego znaczenia.

Obrazek

Autorka jest przewodniczącą Komitetu Obrony i Propagowania Dobrego Imienia Polaka i Polski przy Kongresie Polonii Kanadyjskiej.
http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/972315//4
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: abcd » czwartek 30 mar 2017, 09:59

wachmistrz_Soroka pisze:Jak Polacy Moskwę spalili...
29 marca 2014

„Była caedes [rzeź] jako między taką gęstwą ludzi wielka, płacz, wrzask niewiast, dzieci, sądnemu dniowi coś podobnego.” wspominał pacyfikację Moskwy hetman Stanisław Żółkiewski. Doszło do niej w ostatnich dniach marca 1611 roku. Pochłonąć miała aż 60 – 100 tys., w większości żywcem spalonych, ofiar.


Moskwa w rękach Polaków

4 lipca 1610 roku, pod Kłuszynem, wojsko koronne pobiło połączoną armię szwedzko – rosyjską[1]. W wyniku tego zwycięstwa i późniejszych pertraktacji między hetmanem polnym koronnym Stanisławem Żółkiewskim a bojarami, polski królewicz Władysław Waza został obrany nowym carem (27 sierpnia 1610 roku), a nieco później, bo 29 września, pierwsi żołnierze Rzeczpospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego wkroczyli do Moskwy. Październik 1610 roku upłynął niemal bezkonfliktowo. Cieszący się autorytetem hetman, który wówczas dowodził armią, utrzymywał surową dyscyplinę, co mimo obustronnej nieufności zapewniło spokój w mieście. Opuścił on jednak Moskwę pod koniec tego miesiąca. Naczelne dowództwo nad garnizonem, z tytułem starosty moskiewskiego, przejął referendarz litewski i starosta wieliski w jednej osobie, Aleksander Korwin Gosiewski.

Obrazek
Aleksander Korwin Gosiewski (źródło: Wikipedia)

Oprócz licznej luźnej czeladzi, miał on wówczas pod swoją komendą 4400 żołnierzy[2]. Mimo prób utrzymania dyscypliny, zwiększyła się wówczas liczba bulwersujących mieszczan incydentów. Co gorsza, król Zygmunt III Waza nie zaakceptował porozumienia między bojarami a Żółkiewskim, chcąc samodzielnie objąć władzę nad państwem moskiewskim. Taki obrót sprawy zniechęcił masy Rosjan do Polaków, choć część bojarów pozostała im wierna.

Szczególną rolę w antypolskim oporze pełnił patriarcha moskiewski Hermogenes, rozsyłając odezwy oczerniające króla Zygmunta, cara Władysława oraz polsko – litewską załogę Moskwy. Na przykład w styczniu 1611 pisał:

„W Moskwie bez powodu topione są i w inny sposób mordowane dzieci bojarskie [chodzi o jedną z kategorii szlachty], których do tej pory zgładzono 2000.”[3]

Hermogenes wzywał do buntu, co po fiasku rokowań z królem Zygmuntem, padło na podatny grunt. W marcu 1611 roku na prowincji zebrało się pospolite ruszenie, które w kilku ugrupowaniach ruszyło na Moskwę. Jego liczebność polska załoga stolicy szacowała na 100 – 145 tys.[4]. Jakby tego było jeszcze mało, ludność Moskwy również szykowała się do powstania. Nie pomogło osadzenie Hermogenesa w areszcie domowym. W niedzielę 27 marca sprzyjający Polakom bojar Sałtykow, ostrzegł Polaków i Litwinów przed planowaną rebelią w mieście, która miała zacząć się„we wtorek przyszły”[5]. W ostatnich dniach marca 1611 roku Moskwa była wielką beczką prochu, czekającą tylko na iskrę, by wybuchnąć...

Mapa Moskwy w 1611 roku. Sztych Tomasza Makowskiego, wykonany w Nieświeżu w roku 1611 po otrzymaniu wiadomości o spaleniu Moskwy.

28 marca miały miejsce pierwsze rozruchy. Ich przyczyną było zmuszanie mieszczan do pomocy przy wciąganiu armat na jedną z bram[6].

Kto zaczął?

29 marca rozpoczęły się walki, które poskutkowały spaleniem Moskwy i rzezią jej mieszkańców. Kto je zaczął? Zdaniem głównodowodzącego Aleksandra Korwina Gosiewskiego, inicjatywa leżała po stronie mieszczan. W liście do króla pisanym 6 kwietnia 1611 roku, twierdził:

„Moskwa z dawna nam nieżyczliwa, ufając wielkości swej dnia 29. marca we wtorek wielki, o trzeciej godzinie na dzień [w trzecią godzinę po wschodzie słońca] uczyniła zwadę w Kitajgorodzie [jedna z dzielnic Moskwy], gdzie p. Zborowski z pułkiem swym stoi.”[7]

Czy odpowiadało to prawdzie, czy też było tylko próbą usprawiedliwienia się w oczach króla? Zobaczmy, co sądzili polscy żołnierze.

Z relacji obecnych wówczas w Moskwie kawalerzystów polskich wynika, że byli oni zaskoczeni rozwojem wydarzeń. Więc jeśli zaczęły się one z inicjatywy Gosiewskiego, to nie powiadomił on kawalerii o swoich planach. Jest i inna możliwość – do walk doszło spontanicznie w wyniku eskalacji jakiegoś drobnego incydentu. Rotmistrz husarski, Mikołaj Ścibor Marchocki, nie wierzył, by była to zaplanowana akcja mieszczan:

„stało się tak nad spodziewanie, i nasze, i Moskwy, bo Moskwa jeżeli co zamyśliwała, czekała głów, po naszemu wodzów, których między sobą nie mieli; bo przedniejsi bojarowie z nami trzymali, i w ten dzień bezpiecznie targowali i przedawali w Kitajgorodzie, bo tam był skład wszystkich towarów i wszystkich kupi [kupców] przedniejszych.”[8]

Z kolei porucznik roty husarskiej księcia Janusza Poryckiego, która wchodziła w skład pułku Kazanowskiego, Samuel Maskiewicz, notował:

„Tego twierdzić nie mogę dobrym sumieniem, kto zaczął. Jeśli z naszych albo z Moskwy przyczyna. Ale bliżej tego, że nasi dali przyczynę do tego rozruchu, upatrując pierwej w domu, niż drudzy nastąpią. Żal uwiódł któregoś podobno, a potem już i hamować trudno było.”[9]

Co istotne, Maskiewicz twierdził, że sam Gosiewski początkowo próbował powstrzymać walki, co wskazywałoby na ich spontaniczny wybuch:

„Dadzą wiedzieć panu Gąsiewskiemu, że się już nasi ścierają z Moskwą. [Ten] wypadł na koniu, aby hamował. [A] że już trudno było, [bo] trupa niemało padło ze strony ich, musiał im dać pokój, żeby już kończyli zaczętą robotę.”[10]

Przekonany o winie mieszczan był z kolei rotmistrz Józef Budziło. Choć w owym czasie przebywał w państwie moskiewskim, nie był świadkiem pożaru stolicy. Dlatego do jego opinii należy podchodzić ze szczególnym dystansem. Z drugiej strony, od stycznia 1612 roku był jednym z wodzów polskiej załogi moskiewskiego Kremla. Miał kontakt z dowódcami, którzy brali udział w opisywanych tu walkach. To podnosi jego wiarygodność. Twierdził zaś:

„Tegoż tedy miesiąca 29, gdy już wojska moskiewskie następowały pod stolicę, aby naszych z miasta wybili, zaczęła Moskwa z naszymi zwadę.”[11]

Bez względu na to, kto rozpoczął starcia, po krwawych walkach spacyfikowano miasto i to zanim podeszło pod nie pospolite ruszenie. A jaki był w tym udział husarii?

Husaria staje do walki

We wtorek 29 marca 1611 roku obecna w mieście husaria pułków Marcina Kazanowskiego i Ludwika Wejhera, brała udział w walkach ulicznych. Opisał je uczestnik tych walk, Samuel Maskiewicz:

„Marca 29 we Wtorek Wielki naprzód się wszczęła burda w Kitajgorodzie, gdzie prędko lud kupiecki targowy wysiekli, bo tam kramów samych było 40.000. W Białym Murze [Białygród / Biełgorod – dzielnica Moskwy] potężni nam byli bardzo, bo posada większa, a lud bitny. Działek polnych wnet z baszt dobyli i w ulicach zasadziwszy, parzyli naszych. My co się do nich z kopiami pomkniemy, to się oni wnet zarzucą tamą [osłonią barykadą], [w] pogotowiu stoły, ławki, kłosty [kloce, kłody] drew mając. My znowu, chcąc ich od tych fortelów wywabić, to poczniem wrzkomo [pozornie] ustępować nazad. Oni w ręku to wszystko niosąc za nami postępując, i aby najmniej postrzegą, że nasi ku nim się obracają, to wnet ulice wszystkie zarzucą. Od tych tarasów z rusznic bili, żeśmy im nic uczynić nie mogli. [Mając] pogotowie z górnic wszędzie, z okien to z samopałów, to kamieńmi, to drągami przez dylowanie nas razili. I już nas (to jest jazdę) ku Krymgorodowi przyparli byli, ażeśmy dla piechoty rzucili się do pana Gąsiewskiego [Gosiewskiego], których nam na posiłek przypadło 100. Acz względem wojska nieprzyjacielskiego [był to] bardzo słaby posiłek, ale jednak nam i ten był potrzebny, bo przy nich i nas część z koni spieszywszy się, rozrzuciliśmy ich sztakiety, iż musieli pierzchać.”[12]

Jak widać, husaria nie nadawała się zbytnio do walk w mieście. Nic w tym dziwnego. Wąskie uliczki można było łatwo zabarykadować, a spoza nich razić atakujących. Okna, parkany i dachy były znakomitymi miejscami oporu, skąd strzelano, kłuto drągami, ciskano kamieniami. Cóż ze swoimi kopiami mogła w tej sytuacji zrobić husaria? Niewiele. W tych warunkach najważniejsza była broń palna. Tę posiadała piechota i to ona odegrała główną, choć nie decydującą rolę w zmaganiach tego dnia. Nie decydującą, gdyż było jej za mało. Po opisanych tu walkach nastąpiła ich kontynuacja. Maskiewicz dodał:

„Ale jednak tymeśmy nie wygrali, bo oni znowu przyszedłszy do sprawy [uszykowawszy się], armatą nam bardzo szkodzili wszędzie, bośmy na czworo, albo na pięcioro z nimi się byli rozerwali gwoli ciasnym ulicom. I tak każdemu już niemal było znojno od nich, radyśmy sobie dać i nie mogli, i nie umieli [...]”[13]

Decydującą rolę w zmaganiach odegrała nie husaria, nie piechota, lecz ogień:

„[...] aż ktoś krzyknie 'ognia! palcie domy!' Zapalili pacholikowie dom jeden, który się jąć żadną miarą nie chciał. Wierzę, że ogień był zaczarowany, bo i drugi, i trzeci, i 10 raz było, [że] czym podpalają, to więc zgore, a dom cały. Aże smoły dopadli, przędziwa, łuczywa smolnego. Też ledwo ogień pokładli, gdzie kto mógł. Jako też ogień wziął moc swoją, a wiatr od nas popędzał ku nim; tak ci ich z fortelów [miejsc obronnych / gniazd oporu] ich zraził. A myśmy za ogniem postępowali. Zatem noc nas rozwadziła. Wszyscy żeśmy ustąpili do Krymgorodu [dzielnica Moskwy] i Kitajgorodu.”[14]

Pierwszy dzień walk i pożaru Moskwy dobiegł końca. W ich wyniku, w samym Kitajgorodzie miało zginąć 6 lub 7 tysięcy mieszczan[15]. Nie wiadomo ilu zginęło w Biełgorodzie.

Choć doszło do rzezi, dowódcy polscy nie byli pewni, czy taka właśnie była intencja Gosiewskiego. Nic więc dziwnego, że gdy jedni żołnierze rżnęli mieszkańców Moskwy, inni starali się ich chronić. Marchocki notował:

„Drudzy [inni Moskale] uchodzili z bram, sprawując [tłumacząc] się, 'żeśmy nic nie winni'. Jam ich swoją bramą wypuścił do półtora tysiąca i bićem ich nie dał.”[16]

30 marca otworzyły się bramy piekieł

Nocą z 29 na 30 marca doszło do narady, która zadecydowała o losach miasta. Świetnie poinformowany Maskiewicz notował:

„Uradzili też, aby we środę [30 marca] wyszedłszy [z Kitajgorodu i Krymgorodu] miasto wszystkie, palić, póki się tylko może zasiąc. I tak godzin 2 na dzień [2 godziny po wschodzie słońca] wyszliśmy we środę, pożegnawszy się z tymi, co na zamkach zostali, małą nadzieję mając widzieć się już z[e] sobą. Wyszło Niemców [żołnierzy z zachodniej Europy służących królowi polskiemu] z nami 2000. Husary nasi też pieszą [wyszli], oprócz dwie chorągwie na koniach: moją pod którąmem służył, gdziem i porucznikiem był, albo raczej rotmistrza mego księcia Poryckiego i pana Skumina [Tyszkiewicza] starosty bracławskiego [brasławskiego], na której był porucznikiem Ludwik Poniatowski, co potem Stadnicką łańcucką pojął. I takeśmy konni po ledzie rzeką postępowali, bo indziej przestrzeństwa nie było.”[17]

W czasie owego wypadu udało się do miasta przebić posiłkom koronnym w postaci pułku Mikołaja Strusia. Maskiewicz kontynuował:

„Radziśmy mu byli jak Bóg dobrej duszy. Otrzeźwieliśmy trochę, serca nam przybyło. I tak więcej nad to, co za parkanem było, nie przyszło nikomu tego się dnia z nieprzyjacielem ścierać, bo ogień gwałtowny opanował domy, a wiatr srogi popędzał płomień na nie. I tak przed ogniem samym ustępować musieli, a my po cichu za nimi [podążaliśmy]. I takeśmy aż do samego wieczora w ten dzień podniecali ogień, aż nas wieczór przygnał do zamku. Tej nocy [z 30 na 31 marca], kiedy już okrutny srogi ogień opanował miasto, widno tak w zamkach było, jako w najświetlejszy dzień. Dymy tak okrutnie szpetne zinąd pokazywały się śmierdzące, nie inaczej, jeno jak o piekle powiadają. Tedyśmy już bezpieczni byli, bo ogień wokoło nas strzegł.”[18]

Maskiewicz oszczędził czytelnikowi swoich wspomnień nadmiernie drastycznych obrazów. Mniej powściągliwy był hetman Stanisław Żółkiewski. Co prawda nie było go wówczas w mieście, ale będąc znakomicie poinformowany pisał:

„Uradzili tedy nasi między sobą, drewniane i w Białym Murze miasto podpalić, na Krymgrodzie a na Kitajgrodzie się zawrzeć [zamknąć], one strzelce, i kto się natrafi, bić. Jakoż we śrzodę przed Wielkanocą [30 marca] uczynili tak, sporządziwszy, rozprawiwszy się pułkami, zapalili zaraz i drewniane miasto i to drugie, które było w Białym Murze. Pan starosta wieliski sam wyszedł bramą w prawą stronę, na lód, na rzekę, pan Aleksander Zborowski z pułkiem swym pośrzodkiem, pan Marcin Kazanowski pułkownik w lewą ku Białemu Murowi, pan Samuel Dunikowski jegoż pobliż. Kniaź Andrzej Galiczyn, który dotąd był pod strażą, najpierwej zabit, kto się nawinął nemini parcebatur [nikomu nie darowano].

Moskwa, acz prędką naszych rezolucją i ogniem potrwożeni, jedak siła ich rzuciło się ad arma [do broni], okupowali byli bramę i część wielką Białego Muru, ale pan Marcin Kazanowski zraził i wybił ich stamtąd. W kilku miejscach, w ulicach ścierali się z naszymi, ale wszędy od naszych przemożeni. Była caedes [rzeź] jako między taką gęstwą ludzi wielka, płacz, wrzask niewiast, dzieci, sądnemu dniowi coś podobnego. Siła in ultro [ponadto] z żonami, z dziećmi miotali [rzucali] się w ogień, siła pogorzałych, siła też jednak, którzy fuga sibi consulebant [zatroszczyli się o siebie uciekając] do onych wojsk, o których wiedzieli, że są in propinquo [w pobliżu].”[19]

Marchocki, choć oszczędniejszy w słowach, potwierdza wielkie straty mieszczan:

„W tym ogniu wielkim pogorzało ludzi gwałt, i pobito [ich] niemało. Wielką, nieoszacowaną wtenczas Moskwa szkodę wzięła.”[20]

Skala zniszczeń

Największe pożary ogarnęły Moskwę 30 marca, trawiąc mniej więcej 2/3 jej powierzchni. Dzieło zniszczenia kontynuowano w czwartek 31 marca i w piątek 1 kwietnia[21]. Traumatyczne przeżycia skłoniły wówczas część moskwiczan do uległości:

„Nazajutrz, to jest we czwartek, ci obywatele moskiewscy, zdesperowawszy [zwątpiwszy] o pomocach swych postronnych, poczęli miłosierdzia prosić i poddawać się. Przyjęliśmy od nich tę pokorę. Zakazano zabijać Moskwy i otrębowano zakaz. A tym, co się poddawali i chrest [krzyż] znowu królewiczowi Władysławowi całowali, kazali mieć znaki [czyli] ręcznikami się przepasować. I tak mieliśmy pokój przez Wielki Czwartek.”[22]

Moskwa niemal doszczętnie spłonęła. Co nie spłonęło, splądrowano. Prym w tym dziele wiodła luźna czeladź, zawsze chętna do grabieży. Żółkiewski pisał:

„Tym sposobem moskiewska stolica spłonęła z wielkim krwie rozlaniem i nieoszacowaną szkodą, gdyż dostatnie i bogate to miasto było i ambitus [obszar] jego wielki. Jakoż ci, co bywali w cudzych ziemiach, powiadają, że ani Rzym, ani Paryż, ani Lizbona, nie porówna wielkością, jako to miasto było in sua circumferentia [w obwodzie]. Krymgród, ten we wszystkim cały został, ale Kitajgród od hultajstwa [luźnej czeladzi], od woźnic podczas tego tumultu złupiony, splądrowany, i kościołom nie przepuszczono. Cerkiew Św. Trójcy, która jest in summa veneratione [w wielkiej czci] u Moskwy, bardzo cudnie z kwadratu zrobiona w Kitajgorodzie stoi, prawie tuż pod bramą Krymgoroda, i tej hultajstwo nie przepuściło, wydarli ją, wyłupili.”[23]

Gosiewski wyjaśniał, że do grabieży Kitajgrodu doszło wbrew jego woli i że ledwie udało mu się powstrzymać hołotę przed splądrowaniem Krymgorodu:

„Kitajgród od niebacznych ludzi wyłupiony, którzy mało nas wszystkich do zguby nie przywiedli. Krymgród tylko wcale ledwiem zatrzymać mógł, którego także, jako i Kitajgród, wygrabić chciano.”[24]

Straty materialne były nieoszacowane. Ważniejsze jednak iż przy tej okazji zginęło mnóstwo ludzi. Jakub Głoskowski, towarzysz z roty husarskiej Mikołaja Strusia, będąc uczestnikiem tych wydarzeń szacował, że w samych działaniach zbrojnych zginęło łącznie do 16 tys. ludzi „oprócz chorych, ułomnych, dzieci, białych głów, co pogorzało”[25]. Łączna liczba zabitych i spalonych ludzi, jest niemożliwa do ustalenia, choć padały przy tej okazji różne wielkości. Stanisław Kobierzycki w swoim dziele wydanym w 1655 roku stwierdził:

„Czytałem w diariuszach tego okresu, że wówczas zginęło około stu tysięcy Moskwian, licząc mężczyzn, kobiety i dzieci. Niektórzy umniejszają tę liczbę, lecz ja ich poglądu nie uważam za słuszny. Sądzę, że tylko nielicznym mieszkańcom tego ludnego miasta, zaatakowanym i przez wybuchający wszędzie pożar, i przez żołnierzy, udałoby się ujść z życiem. Drogi ucieczki wszędzie były zablokowane, a rozszalały ogień i rozsierdzone wojsko przez dwa dni niosły śmierć wśród mieszkańców. Oczywiste jest zatem, że zginąć musiało tam bardzo wielu.”[26]

Na marginesie tej notatki, Kobierzycki podał straty „do 60 tysięcy”. Problem tak z tymi, jak i innymi oszacowaniami jest taki, iż nie jest nawet pewne, czy Moskwa w owym czasie była aż tak ludnym miastem. Dlatego należy do nich podchodzić ze zdrowym dystansem. Pewnym jest tylko to, że Moskwa była rozległym miastem, a straty jakie poniosła szokujące. Co gorsza, po śmierci od miecza i ognia, przyszła śmierć głodowa. Wspomniany już Głoskowski po pewnym czasie od tych wydarzeń twierdził:

„Teraz jeszcze pod murami chatu w polu tego siedzi przy chałupach albo pogorzelisku barzo sieła [bardzo wiele ludzi] i zdycha ich wiele od głodu.”[27]

Nic dziwnego, że pamięć o pobycie Polaków w Moskwie trwa do dzisiaj.

Dr Radosław Sikora



Czytaj również:

...
[/quote] http://www.kresy.pl/kresopedia,historia ... we-spalili
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 12957
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 900
x 319
Podziękował: 12891 razy
Otrzymał podziękowanie: 19598 razy

Re: Zakazana historia

Nieprzeczytany post autor: songo70 » niedziela 02 kwie 2017, 12:46

"Rewolucja Październikowa" ma sto lat i jak to faktycznie było?:

Adam K

rzemiński, 27 grudnia 2016
Fakty i mity o Wielkiej Rewolucji Październikowej
Sto lat października
Obrazek
Wielka Rewolucja Październikowa to mit. W październiku 1917 r. nie było szturmu mas na Pałac Zimowy. Był nocny pucz grupy
bolszewików. Powiódł się dzięki szczególnym okolicznościom historii.
1 artykuł z 10 dostępnych
Wielikij Oktjabr, te „dziesięć dni, które wstrząsnęły światem”, to właściwie filmowa fałszywka. W październiku 1917 r. nie było
w Piotrogrodzie żadnego rewolucyjnego szturmu mas na Pałac Zimowy. Był nocny pucz bolszewików wspieranych przez
zrewoltowanych żołnierzy. Weszli do niemal niebronionego pałacu i rozpędzili ministrów rządu tymczasowego. Car abdykował już
w marcu w wyniku fali lutowych strajków w stolicy, pałacowego spisku i buntów w wojsku. W kraju ogarniętym wojennym
i gospodarczym chaosem powstała dwuwładza. Z jednej strony rząd wyłoniony przez wybraną jeszcze w 1912 r. i niemającą autorytetu
Dumę. Z drugiej samorzutnie powstające rady robotniczo-żołnierskie, w których bolszewicy wprawdzie nie mieli większości, ale jako
partia kadrowa mieli świetnie przygotowanych przywódców i nie mieli żadnych skrupułów.
Niemcy na wiadomość o abdykacji cara przerzucili ze Szwajcarii do Rosji najpierw Lenina z dziesięcioma osobami towarzyszącymi,
a potem w dwóch pociągach 400 dalszych rosyjskich rewolucjonistów. Ten tranzyt rewolucji Berlin wsparł także pieniędzmi, licząc, że
rewolucyjny rozgardiasz uniemożliwi rosyjską ofensywę, a może nawet wymusi wyjście Rosji z wojny. I rzeczywiście, ogłoszone po
przyjeździe do Piotrogrodu tzw. tezy kwietniowe Lenina były wyzwaniem rzuconym rządowi tymczasowemu i rewolucji burżuazyjnej
z jej liberalizmem i rządami prawa. Trzeba natychmiast wycofać się z wojny i uruchomić rewolucję socjalistyczną, odebrać
ziemiaństwu majątki, a całą władzę przekazać radom robotniczym i żołnierskim. Tezy zostały odrzucone – a Lenin musiał się ukrywać.
Ale jesienią po załamaniu się źle dowodzonej ofensywy rosyjskiej, na którą po wejściu do wojny USA nalegała Anglia i Francja, były
jak znalazł. Po obaleniu rządu tymczasowego bolszewicy rozpoczęli w Brześciu rozmowy z Niemcami o zawieszeniu broni.
Swój 1917 r. bolszewicy od początku mierzyli skalą rewolucji francuskiej 1789 r. Nie tylko „Międzynarodówką”, również
„Marsylianką” żegnał się Lenin ze Szwajcarią. Po czym analogie same się narzucały: szturm Bastylii, rządy żyrondystów, potem
jakobiński terror, dyrektoriat, wojny z interwentami i bonapartyzm z jego ambicjami imperialnymi, miały swój odpowiednik w NEP,
wielkim terrorze lat 30., stalinizmie czasu wojny i budowy radzieckiego imperium. W 1972 r. – nieustający premier ChRL Czou En-laj
zapytany przez Richarda Nixona, jak ocenia skutki rewolucji francuskiej, odpowiedział bardzo ostrożnie, że jeszcze na to za wcześnie.
I słusznie.
Dziś nie brak poważnych historyków, którzy pomniejszają wydarzenia z 1917 r., a rewolucję rosyjską – jak Orlando Figes w „Tragedii
narodu” – rozciągają na całe stulecie 1891–1991 czy – jak William Zimmerer – na ciągłą linię autorytarnej rosyjskiej władzy od Lenina
do Putina. Przy czym Putin równie dobrze porównywany jest – np. przez Stenena Lee Myersa – do cara. Więc na dobrą sprawę,
mówiąc o 1917 r., trzeba mieć na oku bez mała ostatnie półtora wieku historii Rosji i okolic.
Według Figesa rewolucja w Rosji zaczęła się w 1891 r. klęską nieurodzaju, którego ofiarą w wyniku głodu i chorób padło około pół
miliona ludzi. To nie znaczy, że przedtem samodzierżawna Rosja była krajem mlekiem i miodem płynącym; teraz jednak prasa pisała
o nieudolności władz i odwlekaniu zakazu eksportu zboża, co wywołało falę oburzenia i solidarności z głodującymi. Setki komitetów
zbierało pieniądze i znów tysiące narodników z liberalnych mieszczańskich i szlacheckich domów „poszło w lud”. Nauczyciele, lekarze,
inżynierowie stowarzyszali się, żądając większego wpływu na politykę. W gazetach i na uniwersytetach dyskutowano przyczyny
kryzysu, co ożywiło przygasły w latach 80. XIX w. ruch socjalistyczny. Carska cenzura przegapiła wybuchową siłę „Kapitału” Karola Marksa. Ukazał się po rosyjsku już w 1872 r. I silnie działał na umysły lewicowej inteligencji.
W 1894 r. – gdy tron obejmował Mikołaj II – Rosja była w stanie wrzenia. Zniesienie pańszczyzny w 1861 r. uruchomiło wędrówkę
chłopskiej biedoty do zaniedbanych, ale rozrastających się miast. Pod koniec XIX w. zaledwie 27 proc. poddanych cara potrafiło czytać
i pisać. Liberalne reformy być może pchnęłyby Rosję ku monarchii konstytucyjnej, izolując „wywrotowców”. Z natury miękki
i niezdecydowany Mikołaj upierał się przy samodzierżawiu. Nie istniała żadna zinstytucjonalizowana opozycja. Jedyną przeciwwagą dla
monarchy było ziemiaństwo zależne z kolei od karier w wojsku i służbie państwowej. Potęga Rosji opierała się na najliczniejszej
w Europie armii i surowcach.
Jednak przy całej tej autokratyczno-czynowniczej strukturze fala głodu 1891 r. pokazała, jak bardzo państwo to było niewydolne
i słabe. W imperium na tysiąc mieszkańców było zaledwie 4 urzędników administracji państwowej. Podczas gdy w Anglii 7,3,
w Niemczech 12,6, a we Francji 17,6. Przy rozdętej policji politycznej zwykła policja porządkowa była minimalna. W stumilionowej
Rosji było w 1900 r. 1852 sierżantów policji i 6874 wachmistrzów. W miastach z chłopów rodziła się klasa robotnicza z własnymi
organizacjami i kulturą strajkową. Ale rosyjską prowincję nadal cechował brutalny autorytaryzm. Chłopi byli formalnie wolni, ale przy
skromnej reformie rolnej pozostawieni sami sobie. Czapkowali władzy, ale wciąż pomiatani, byli przyzwyczajeni do niepohamowanych
buntów.
Autorytarny ustrój carskiej Rosji nie wytrzymywał gwałtownej urbanizacji, ruchliwości społecznej i rozwoju szkolnictwa. Od 1860 do
1914 r. liczba studentów wzrosła z 5 tys. do 69 tys., w tym niemal połowę stanowiły kobiety! Liczba gazet – z 13 do 856! A instytucji
publicznych z 250 do 16 tys. Te zmiany wpływały na rozwój kółek i klubów narodników, anarchistów, socjalistów, liberałów, jak
i narodowców czy nacjonalistów. Stanowej pogardy nie łagodziły fale chłopomanii w środowiskach liberalnych.
Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza Rosji (jej sekcjami była polska SDKPiL oraz żydowski Bund) powstała wprawdzie w 1898 r.
w Mińsku, ale swe zjazdy organizowała na Zachodzie. W 1903 r. w Londynie rozpadła się na dwie frakcje. Przywódca jednej z nich –
Lenin – przegrał co prawda programowe głosowanie 28:22, ale po proceduralnym matactwie (gdy wygrani opuścili salę) uznał swoich za
większość – bolszewików.
Tępota carskiej władzy, dwie przegrane wojny i nierówności społeczne spowodowały, że 15 lat późnej ta garstka zawodowych
rewolucjonistów mogła zagarnąć władzę i ją utrzymać. Przy braku jakichkolwiek mechanizmów publicznej kontroli władzy kwitł
terroryzm. W lipcu 1904 r. bomba rozszarpała znienawidzonego ministra spraw wewnętrznych von Plehwego. Jego następca zachęcał
liberałów do uruchomienia konwersatoriów nad reformą państwa. 103 przedstawicieli tzw. ziemstw spotykało się jesienią w swych
pałacach i w grudniu opracowało dziesięciopunktowy program zwołania Dumy jako ciała doradczego. Dla Mikołaja II i tego było za
wiele. 10 grudnia obiecał więcej uwagi poświęcić praworządności i złagodzić cenzurę. Ale nic więcej.
W grudniu 1904 r. na wiadomość o zdobyciu przez Japończyków rosyjskiej bazy morskiej w Port Artur wybuchły strajki,
w Petersburgu ceny wzrosły do 40 proc., a dochody spadały. Początkowo wysuwano żądania socjalne, potem także polityczne –
wyborów do Dumy, amnestii dla więźniów politycznych. 22 stycznia duchowny prawosławny Gieorgij Gapon – zresztą agent policji –
poprowadził pod Pałac Zimowy procesję niemal 200 tys. ludzi. Robotnicy nieśli obok ikon portrety cara. Wojsko nie było w stanie
zatrzymać pochodu. Gdy padli zabici, Gapon miał zawołać: „Nie ma już Boga, nie ma cara”.
Car żył na odległej planecie. Przyjął w Carskim Siole dobranych robotników, pouczając ich, by nie ulegali zagranicznym wichrzycielom. W tzw. krwawą niedzielę w całej Rosji strajkowało niemal pół miliona robotników. Na terenach polskich więcej niż w pozostałych
prowincjach imperium, gdzie z kolei latem 1905 r. na wiejskich terenach na południe od Moskwy wybuchła żakeria. Chłopi zajmowali
ziemię, obrabowali i spalili 3 tys. dworów. Tylko do października 2700 razy użyto przeciwko nim wojska. Ale po klęsce z Japonią
i w armii panowało rozprzężenie. 14 lipca we flocie czarnomorskiej doszło do buntu na pancerniku „Potiomkin”. Gdy marynarze
zaprotestowali przeciwko zgniłemu jedzeniu, dowódca kazał rozstrzelać ich rzecznika, po czym buntownicy zastrzelili oficerów i pod
czerwoną flagą wpłynęli do Odessy, gdzie wojsko otworzyło ogień do witających ich tłumów.
Gdy w sierpniu ogłoszono ograniczone wybory do Dumy jako ciała doradczego – w Petersburgu zaledwie 1 proc. dorosłych
mieszkańców miało prawo głosu – było już za późno. Teraz protesty były już lepiej zorganizowane. 20 września od moskiewskich
drukarzy zaczął się strajk powszechny. Kierował nim petersburski komitet strajkowy – sowiet. W ostatniej fazie członkiem
opanowanego przez mienszewików sowietu był Lew Trocki. To on pisał artykuły do „Izwiestii” – biuletynu strajkowego.
Bolszewicy byli niechętni temu oddolnemu ruchowi protestu 1905 r., ponieważ mu nie przewodzili. Lenin wrócił późno z Genewy
i w komitecie nawet nie dopuszczono go do głosu. Choć po 1917 r. pisano bajki o czołowej jego roli także i w tej pierwszej rewolucji,
która wymusiła na carze manifest z 17 października 1905 r. ogłaszający powszechne wybory do Dumy.
Na dalszą metę zwycięzcami 1905 r. okazali się jednak bolszewicy. To była tylko próba generalna, pisał Lenin. Ujawniła „polityczne
bankructwo burżuazji” i liberałów wobec autokratycznej władzy, ogromny rewolucyjny potencjał chłopstwa. Podobne wnioski z 1905 r.
wyciągnął Lew Trocki – wciąż jeszcze mienszewik. Ponieważ w Rosji nie ma szans na stworzenie państwa robotniczego, więc
konieczny jest taki sojusz robotników i chłopów, który przerzuciłby się na inne kraje. I właściwy moment.
Wszystkie rewolucje w dużej mierze opierają się na mitach. Tworzone ad hoc z czasem są wykuwane w granicie i strzeżone
przez kapłanów legendy. Historycy wątpią, czy wiosną 1914 r. w Rosji była sytuacja rewolucyjna. Bez wojny światowej bolszewicy
pewnie byliby w podręcznikach historii wspominani tylko w odsyłaczach. To nie oni, lecz porażki na froncie, gospodarczy chaos
i degrengolada caratu wywołały najpierw rozprzężenie, a potem rewolucyjne nastroje, które w 1917 r. doprowadziły do abdykacji cara
i dwuwładzy w wyniku rewolucji lutowej. Z jednej strony słaby rząd najpierw księcia Lwowa, a potem Kiereńskiego, pozbawionego
legitymizacji i charyzmy; z drugiej spontanicznie powstające bezkształtne rady robotnicze i żołnierskie.
W trzecim roku wojny armia rosyjska miała ponad 14 mln poborowych, głównie chłopskich synów. Z powodu braku rąk do pracy
i braku dóbr konsumpcyjnych chłopi ograniczyli sprzedaż zboża. W miastach zaczynało brakować żywności. Polityczną agorą stały się
coraz bardziej wydłużające się kolejki niż gazety. To tam zrodziła się robotnicza rewolucja, stwierdza Figes. W Piotrogrodzie było
wszystkiego 500 bolszewików. „My, starzy, być może nie dożyjemy decydującej rozgrywki w nadchodzącej rewolucji”, mówił Lenin
w Zurychu w 12. rocznicę krwawej niedzieli z 1905 r. Ale ta zdyscyplinowana kadrówka bolszewików już dość dobrze była ulokowana
w piotrogrodzkich zakładach, agitując na rzecz „wojny przeciwko wojnie”. Zamiast zabijać się na frontach, robotnicy z bronią w ręku
powinni obalać rządy burżuazji. I pod koniec wojny bolszewicy mieli już 3 tys. członków w Piotrogrodzie i 10 tys. w całym kraju.
W PRL rewolucję Solidarności zapoczątkowała zima stulecia 1978/79 i wizyta Jana Pawła II. W Rosji upadek caratu zaczął się od
fatalnej zimy 1916/17 i braku chleba. Nie brakowało mąki, ale mróz sparaliżował cały transport i zamknięto fabryki. Kobiety całą noc
stały w kolejce, by rano się dowiedzieć, że „nie dowieźli”. Gdy władze zapowiedziały, że chleb będzie racjonowany, 150 tys. ludzi
ruszyło na Newski Prospekt rozbijać eleganckie sklepy z żywnością. Zaczął się strajk generalny. Gdy pojawił się szwadron kozaków,
jakaś dziewczyna podała żołnierzowi bukiet czerwonych róż. Gdy ten kwiaty przyjął, tłum wyczuł, że to nie tacy sami żołnierze jak
w 1905 r. Jednak następnego dnia żołnierze strzelali w tłum jak za dawnych czasów. Ta druga krwawa niedziela 26 lutego była jednak
punktem zwrotnym. Następnego dnia żołnierze odmówili wykonania rozkazu. Carat nie miał się na kim oprzeć.
1 marca 1917 r. Duma wybrała rząd prowizoryczny. Następnego dnia Mikołaj II abdykował na rzecz brata, który nominacji nie przyjął.
Upadek Romanowych w całym imperium wywołał wybuchy radości. 17 czerwca 1918 r. car i jego najbliższa rodzina na polecenie
Lenina zostali zlikwidowani. Dokładnie 80 lat później uroczyste przeniesienie ich resztek do petersburskiej katedry Piertopawłowskiej
Serwis redaguje zespół POLITYKA.PL
Wykonanie Vavatech | Prawa autorskie © POLITYKA Sp. z o.o. S.K.A.
zakończyło rosyjską rewolucję. Choć niezupełnie, bo w Moskwie na placu Czerwonym nadal za szkłem leży mumia Lenina, a Stalin –
mimo terroru i ludobójczej polityki – jest przez większość Rosjan oceniany z rosnącą sympatią. W czasach Putina Rosjanie coraz
bardziej gotowi są usprawiedliwiać Gruzina tym, że rządził wielkim imperium. Choć jeszcze za Miedwiediewa 60 proc. nie wybaczało
Stalinowi czystek i sztucznie wywoływanego głodu.
Sukces puczu bolszewików z października 1917 r., wzlot i upadek ich państwa, można naszkicować z perspektywy trzech
pokoleń. Urodzonych w latach 70. i 80. XIX w. ojców założycieli ZSRR w ogromnej mierze zlikwidowano w czasach stalinowskiego
terroru lat 30. XX w. Często pochodzili od drobnej szlachty i mieszczaństwa. Ukształtowała ich ascetyczna mentalność i wręcz
wojskowa dyscyplina czasów konspiracji i emigracji. Do władzy doszli dzięki wojnie światowej i domowej, kiedy życie ludzkie nie
miało żadnej wartości. Rewolucyjny terror uważali za oczywiste narzędzie totalnej przebudowy społeczeństwa, łącznie z rozbiciem
tradycyjnej rodziny. Równocześnie jednak ani ich wojenny bolszewizm, ani liberalizacja z początku lat 20. nie były w stanie rozwiązać
problemów rolnictwa i przekształcić dominujących w rosyjskiej gospodarce patriarchalnych, związanych z cerkwią i wiejską wspólnotą,
chłopskich rodzin, stanowiących trzy czwarte radzieckiego społeczeństwa.
To przeciwko nim była wymierzona stalinowska odgórna rewolucja pięciolatki 1928–32. Jej motorem była generacja entuzjastów
urodzonych na przełomie wieków – chłopskich synów, którzy wyrwali się ze wsi jako piechota rewolucji, potem pokończyli kursy,
zostali robotnikami, technikami i działaczami, by w trakcie rozbudowy przemysłu, przymusowej kolektywizacji rolnictwa
i stalinowskich czystek zająć w latach 30. miejsca dawnych elit. Rozkułaczanie w latach 30. było rdzeniem sowieckiej rewolucji
i katastrofą, z której Rosja do dziś się nie podniosła. Tę wojnę z chłopstwem Figes nazywa społecznym holocaustem, ponieważ
sztucznie wywołany głód pochłonął miliony ofiar. Ponadto miliony ludzi zostało rozrzuconych po całym ZSRR, stając się ludzkim
rezerwuarem gwałtownej industrializacji – bądź to jako niewykwalifikowani robotnicy na wielkich budowach, bądź jako więźniowie
gułagu.
Stworzona przez Stalina w latach 30. struktura przy wszystkich modyfikacjach utrzymała się do rozpadu ZSRR w 1991 r. Stalinowskie
pięciolatki stały się po wojnie wzorem kopiowanym w krajach radzieckiego systemu. Propaganda przedstawiała je jako fundament
zwycięstwa ZSRR w II wojnie i gospodarczego doganiania Zachodu – czego dowodem miały być wskaźniki produkcji stali, bomba
atomowa czy wysłanie na orbitę Gagarina. Ludzkie koszty tego skoku były ogromne.
O ile zwycięstwo w 1945 r. zatarło kryzys wiary wielu komunistów wywołany sojuszem Stalina z Hitlerem w 1939 r., o tyle system nie
przetrwał ujawnienia na XX Zjeździe KPZR zbrodni stalinizmu. Mowa Chruszczowa to według Figesa trzecia i ostatnia faza rosyjskiej
rewolucji, gdzie ton nadawało już pokolenie lat 60., którego eksponent – Gorbaczow w 1955 r. ukończył prawo – został w 1985 r.
ostatnim szefem partii. Zmiotła go wolnościowa rewolucja 1989 r. Przez te 30 lat kraj już był rozdarty między ofiary Stalina i jego
zwolenników dumnych ze zwycięstwa w wojnie i statusu supermocarstwa. I w 1991 r. przestał istnieć.
Ćwierć wieku później – pokolenie Putina (rocznik 1952) – klei nowy mit imperialny, w którym Mikołaj II, Lenin i Stalin w jednym stoją
domu, a biali oficerowie z wojny domowej są takimi samymi patriotami jak krasnoarmiejcy. Wrogiem jest zachodni liberalizm,
a sojusznikiem prawicowy populizm, we Francji, Niemczech, i oczywiście Trump. A Polska? Polska to znów tylko nieistotne peryferie
między wschodem i zachodem

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka ... kowej.read
0 x


panta rhei

ODPOWIEDZ