Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

Cudze chwalicie...

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 28 maja 2016, 23:12

"Inteligentne szkło" - polski produkt znany na całym świecie

http://sds5.wp.tv/2922241-h.webm

Wielki sukces rzeszowskiej firmy. Tej technologii nie ma nikt inny na świecie. Produkty Polaków są znane w Stanach Zjednoczonych, Australii, Nowej Zelandii, a nawet Papui-Nowej Gwinei. Co ciekawe, w samej Polsce niewielu o nich słyszało. Mowa o "inteligentnym szkle". Dzięki niemu - na przykład - właściciele szklarni zwiększyli swoje dochody. Zamawiają od Polaków materiał, który dostosowuje się do warunków atmosferycznych, w zależności od panującej aury, szkło może być przezroczyste lub matowe i rozpraszające światło. Firma ma na swoim koncie kilkadziesiąt patentów. Zobaczcie sami!

http://tech.wp.pl/kat,130036,title,Inte ... aid=117177
0 x



Awatar użytkownika
Przebiśnieg
Posty: 1207
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 16:41
x 2
x 24
Podziękował: 790 razy
Otrzymał podziękowanie: 1319 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: Przebiśnieg » niedziela 05 cze 2016, 16:49

Cztery miecze z brązu znalezione pod Jasłem. Sensacyjne odkrycie archeologiczne

Dwaj młodzi mieszkańcy Jasła dokonali odkrycia przypadkowo. Na leśnej drodze natknęli się na wystający z ziemi przedmiot, który okazał się zdobioną głowicą miecza. Była to część skarbu, który znaleźli, bo okazało się, że w tym samym miejscu zostały zakopane cztery miecze z brązu. Archeolodzy datują je na lata pomiędzy 1200, a 1050 p.n.e. Skarb przynieśli do skansenu Karpacka Troja w Trzcinicy. To wyjątkowe znalezisko na ziemiach polskich.

Czytaj więcej: http://www.nowiny24.pl/wiadomosci/jaslo ... ,10058636/

ps
Są podobno na tych ziemiach ludzie którzy twierdzą że początek Polski bierze sie z czasów przyjęcia chrztu :lol:
0 x



Awatar użytkownika
Przebiśnieg
Posty: 1207
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 16:41
x 2
x 24
Podziękował: 790 razy
Otrzymał podziękowanie: 1319 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: Przebiśnieg » piątek 10 cze 2016, 18:44

Nasz naród jak lawa,

Z wie­rzchu zim­na i twar­da, sucha i plugawa;

Lecz wewnętrzne­go og­nia sto lat nie wyziębi,

Plwaj­my na tę sko­rupę i zstąpmy do głębi.


A Mickiewicz
:D
to moze pozdrawiam :D
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » wtorek 05 lip 2016, 21:43

Funter, czyli polski pojazd terenowy
2016-07-03

Obrazek

Na najtrudniejsze warunki
W Przemysłowym Instytucie Motoryzacji stworzono niezwykły pojazd. Już sam fakt, że nad Wisłą powstał samochód byłby godzien odnotowania. Tym razem chodzi jednak o coś zupełnie niezwykłego. Auto, które przystosowane jest do radzenia sobie w najtrudniejszym terenie. Prototyp pojazdu robi niesamowite wrażenie i już na pierwszy rzut oka widać, że stanowiłby on łakomy kąsek dla wojska, straży granicznej czy też po prostu miłośników motoryzacyjnych zmagań przeprawowych.

O niezwykłości Funtera stanowią zastosowane tu rozwiązania. Przede wszystkim ważne jest to, że wszystkie cztery koła pojazdu są skrętne. Nie chodzi tu o prawie niezauważalne odchylanie się tylnych kół. Funter potrafi zawrócić niemal w miejscu. System 4WS daje kierowcy niespotykane możliwości i pozwala na skuteczne pokonanie wąskich, a jednocześnie krętych szlaków.

http://moto.wp.pl/gid,18406610,title,Fu ... acebook_wp
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: abcd » środa 27 lip 2016, 07:44

Od techniki do natury (w poniższym artykule zapomnieli wspomnieć o naszych jagodach, jaskółczym zielu, miodzie i wielu innych dobrodziejstwach naszej, rodzimej przyrody) :shock: :

noizz.pl pisze:Jesz jagody goi i używasz grzybów shitake? Poznaj polskie superfood, które wcale nie są gorsze
14 lis 15 16:00

Obrazek
owoce goi



Ostatnio dużo mówi się o superfood, czyli mega zdrowej żywności, która ma niemal magiczne działanie na nasze zdrowie. Jagody goi, spirulina, grzyby shitake to najsłynniejsze z nich. My przypominamy, że w Polsce też nie brakuje rodzimych superfood.

1. Czosnek


Obrazek

Czosnek to nasza broń nuklearna prawie na wszystkie choroby. Najbardziej słynnie ze swoich właściwości antybakteryjnych. Czosnek działa prawie jak antybiotyk. Naukowcy twierdzą też, że zmniejsza on proces zlepiania się płytek krwi, prowadzący do powstawania zakrzepów. Mówi się nawet, ze czosnek niszczy komórki rakowe.

2. Kapusta kiszona

Obrazek
kapusta

Kapusta kiszona jest znana przede wszystkim z tego, że oczyszcza nasz organizm z toksyn. Jej lecznicze właściwości są znane od dawna, jest uznawana za skarb medycyny ludowej. Kapusta zawiera bardzo dużo witamin oraz składników mineralnych. Zwiększa odporność organizmu, reguluje działania przewodu pokarmowego, obniża poziom cholesterolu.

3. Kasza jaglana

Obrazek
kasza jaglana

Kasza jaglana jest od wielu lat znana pod pojęciem królowej kasz. Tytuł ten zawdzięcza swym doskonałym właściwościom – jako jedna z nielicznych ma charakter alkalizujący, co nieocenione jest przy dzisiejszej, typowo zakwaszającej diecie. Kasza jaglana obfituje w wiele witamin, zawiera całą paletę składników mineralnych. Kasza również uwalnia organizm z toksyn i jest idealnym posiłkiem dla tych, którzy chcą poprawić sylwetkę.

4. Sok z brzozy

Obrazek
brzoza

Sok z brzozy to napój naszych przodków, a oni dobrze wiedzieli, jak leczyć się naturalnymi sposobami. Ten sok jest bogaty w mikroelementy i witaminę C. Nie zaleca się podawania jego dużej ilości małym dzieciom, ze względu na zawarte w nim pochodne kwasu salicylowego ("naturalnej aspiryny").

5. Siemię lniane

Obrazek
siemię lniane

Siemię lniane najlepiej wspomaga pracę jelit. Obfituje w błonnik, który pomaga oczyścić nasz organizm z toksyn. Wpływa korzystnie również na poziom cholesterolu, pracę serca oraz miażdzycy. Do tego zawiera całą gamę zdrowych mikrolementów, m.in.: wapń, magnez, żelazo i cynk.

6. Aronia

Obrazek
Aronia

Aronia jest jednym z owoców, których w Polsce nie doceniamy. A tymczasem jest ona uważana za najdroższy owoc jagodowy na świecie! Nie dziwi nas to. Ma mnóstwo witamin: C, E oraz witaminy grupy B, zawiera składniki mineralne, przeciwutleniacze i kwas chlorogenowy, który opóźnia wchłanianie glukozy. Ma też wpływ na obniżanie ciśnienia krwi i zmniejsza ryzyko chorób serca.
http://noizz.pl/jedzenie/jesz-jagody-go ... _noizzfood
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 18 wrz 2016, 18:26

Tak wygląda nowy samochód marki Ursus! Produkcja w nowej fabryce w Lublinie

Obrazek

Ursus, polski producent ciągników, rozszerza swoją ofertę produktową o nowy, elektryczny samochód dostawczy. To już kolejny pojazd zasilany „zieloną” energią, który Ursus wprowadza na rynek. W ofercie firma posiada już m.in. autobus elektryczny, który jest wykorzystywany w transporcie publicznym w Lublinie.

– Segment pojazdów elektrycznych to jeden z najbardziej perspektywicznych segmentów rozwoju w Europie w związku z unijnymi wymogami ograniczenia emisji CO2. Dzisiejsza premiera samochodu dostawczego pokazuje kierunek dalszego rozwoju spółki. Ursus chce być w czołówce europejskich graczy na tym rynku i dlatego od kilku lat z sukcesem rozwijamy dział środków transportu zasilanych „zieloną” energią – mówi Karol Zarajczyk, prezes spółki Ursus S.A.

Zaprezentowany 16 września 2016 r. w Lublinie lekki dostawczy pojazd elektryczny marki Ursus został zaprojektowany tak, aby spełniał warunki homologacji L7e. Oznacza to, że masa auta nie przekroczy 600 kg. Pojazd został stworzony w oparciu o lekką, aluminiową ramę, a do jego budowy wykorzystano materiały kompozytowe. Obecnie w ofercie jest samochód z napędem na tylne koła, jednak w planach spółki jest również wprowadzenie modelu z napędem 4×4.

Samochód będzie mógł zabrać na pokład dwie osoby. Ze względu na to, że samochody elektryczne są bardzo ciche, nowy pojazd może być wykorzystywany do wykonywania nocnych dostaw. Bardzo dobrze nadaje się również dla firm komunalnych, we współpracy z którymi spółka upatruje szans na znalezienie niszy dla siebie.

– Chcemy zaoferować samochód, między innymi, firmom transportowym oraz służbom komunalnym w miastach i gminach. Dostawczy pojazd elektryczny o niskich kosztach eksploatacji, spełniający wymogi ograniczenia emisji CO2 może być optymalnym rozwiązaniem na potrzeby władz lokalnych – podkreśla Prezes Zarajczyk.

Ursus przed II wojną światową zajmował się, obok produkcji ciągników, także produkcją m.in. motocykli na potrzeby Poczty Polskiej, autobusów czy samochodów wojskowych. Rozwój spółki w segmencie transportu miejskiego, jest więc powrotem do jej korzeni.

W najbliższych latach duża część środków unijnych zostanie skierowana na wymianę taboru transportu miejskiego na tabor ekologiczny, w związku z europejskimi wymogami zielonego transportu. Według analiz spółki, w perspektywie najbliższych 3 lat, tylko w polskich miastach odbędą się przetargi na zakup 500-600 nowych autobusów elektrycznych. Poza granicami Polski w najbliższym czasie Ursus weźmie udział w przetargach organizowanych w Szwecji, Anglii, Izraelu, Republice Czeskiej i Meksyku na łączną liczbę ponad 500 szt. autobusów elektrycznych. Produkowane przez Ursus pojazdy elektryczne, a także projektowany autobus z napędem wodorowym są odpowiedzią na zwiększające się zapotrzebowanie na innowacyjne i ekologiczne środki komunikacji.

Spółka aktualnie ma w swojej ofercie dwa elektryczne autobusy – Ursus City Smile oraz Ursus Ekovolt.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

http://polskaracja.com/wyglada-nowy-sam ... -lublinie/
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: abcd » niedziela 25 wrz 2016, 08:04

Kontynuacja myśli technicznej Polków:

Zobacz Video ,Polak opracował samochód elektryczny na 3000 km
3 dni temu

Obrazek

Wielka Brytania

Szkocja


Miesiąc temu pisaliśmy że Polak w Szkocji opracował zasilanie samochodu elektrycznego, który może przejechać do 3000 km .

Cały system polega to na samoczynnym ładowaniu akumulatorów, dlatego samochód jedzie i jedzie i nie trzeba ładować go wcale , czyli rozwiązał największy problem samochodu elektrycznego czyli mały zasięg.

Jak powiedział zainteresowały się tym projektem Kuba, Izrael i osoba z Bostonu z USA jednak on chce produkować to w Polsce aby Polacy mogli jezdzić bardzo tanio a Polska stała się producentem zasilania do samochodów elektrycznych, który może przejechać 3000 km.

Chce montaż taki otworzyć w Polsce . Jak na razie kontaktował się z nim osoba z PGNiG jednak jak to bywa w Polsce, mówi projektant ( czyli brak profesjonalizmu ) pan ten wysyłał mu smsy aby inżynier do niego zadzwonił.

Dzisiaj pokaże państwu jak system działa w samochodzie i produkuje energię,która ładuje akumulatory i napędza samochód. Dla video całą tą energię przekonwertował na 220 i podłączył do urządzeń codziennych.

Jaki pierwszy kraj na świecie wykorzysta ” napęd Kostrzewskiego do 3000 km ” już niedługo się dowiemy USA, Kuba czy Izrael a może Polska. Ten kraj który zrobi to pierwszy, będzie jak Niemcy , czyli potęgą w produkcji napędów samochodowych i będzie zarabiał miliardy. Czy Polsce na tym zależy



Interesuj się samochodami elektrycznymi oraz masz kapitał aby otworzyć poważny biznes w Polsce i sprzedawać go na cały świat ( za rok w Anglii ruszają już Vany elektryczne więc Brytyjczycy już rewolucjonizują rynek samochodów choć tylko o zasięgu do 150 km ) zadzwoń – tylko poważne oferty – 0044 7429 349048 Szkocja

Rysunki techniczne mam, projekt działa, samochód jedzie, rząd Szkocki też chce patenty – chce aby Polska była bogata i była mocarstwem napędów samochodów elektrycznych.Niech nie dzwonią do mnie ludzie z Polski, którzy powołują się na znajomości wśród Polityków w Warszawie w zamian aby mu coś kapało. Rząd w Warszawie przeznacza miliony złotych na samochody elektryczne, Za rok w całej Anglii, kurierzy będą używać już busy elektryczne , idzie rewolucja nikt jej nie zatrzyma nawet koncerny naftowe. Kto pierwszy ten lepszy
.

Obrazek

Dzisiaj w Hanowerze rozpoczynają się targi samochodów elektrycznych i z Polski nie ma tam nikogo z systemem elektrycznym choć Rząd Polski wydał już miliony w Polsce na projekt samochodu elektrycznego. Ale tak działa Polska i Ministerstwo Inowacji. Znajomi dostają pieniądze i nic z tego nie ma .Ten system Polaka ze Szkocji, można używać także w wojsku w dronach aby latały 3000 km , dla łodzi patrolowych straży granicznej itd
. czyli cała Polska to marnotractwo Polskich talentów, projektów

Jak więc się skończy w Polsce sprzedaż samochodów elektrycznych, pewno będą Polacy kupować od Brytyjczyków – busy sprzedaż rusza w tym roku oraz od Niemców samochody osobowe
.a budżet Polski będzie dalej pusty jak zawsze.

Poniżej Video , że system działa i produkuje energię cały czas która zasili silnik elektryczny , niestety nie może pokazać na samochodzie gdyż nie chce zdradzić pomysłu. Przekonwertował tylko energię do silnika samochodowego na prąd 220 i podłączył urządzenia. Oczywiście ten system nie nadaje się do domu, gdyż trzeba byłoby mieć 4 takie systemy i jest głośny, obciążenie jest też większe ale jest to video, że system działa i samoczynnie wytwarza energię do napędu samochodu elektrycznego do przejechania 3000 km.

Takie właśnie projekty powinny budować Polską gospodarkę a nie tylko produkcja szynek i kiełbas. Czy Minister Morawiecki, i ludzie w Polsce to rozumieją i umieją wykorzystać szansę. Przykład ten jest najlepszym przykładem jaki umysł otwarty ma Rząd w Warszawie na przyszłość kraju i Polaków aby Polska była bogatym krajem. Produkować napęd samochodowy silników elektrycznych na całą Europie i świat, otworzyć montownie w każdym kraju jak robią to Niemcy. Niestety Polacy muszą być wołami roboczymi dla kogoś, Rząd PIS może to zmienić ale no właśnie
będzie jak zawsze czyli inne kraje będą produkować samochody elektryczne a Polacy będą musieli za nie płacić
.Program 500+ jest fajny ale to tak naprawdę śmiechu warte to tylko 100 euro, w krajach zachodnich dodatki na rodzinę to około 600 euro na miesiąc więc może czas zrobić rewolucje i zacząć zarabiać pieniądze aby Polacy dostawali nawet 400 na miesiac ale do tego trzeba coś produkować na licencji Polskiej a nie pracować dla zachodnich koncernów..

Artykuły wcześniejsze tutaj,

http://polskie-echo.com/3000km-bez-lado ... trycznego/

http://polskie-echo.com/polak-miliarder ... ologiczna/



http://polskie-echo.com/zobacz-video-po ... a-3000-km/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » czwartek 13 paź 2016, 23:27

Turbina z Polski podbija świat - produkujemy ją jako jedyni na świecie. Używa się jej m. in. w Boeingu 747-8

Obrazek

AVIO Polska jest jedyną firmą na świecie, która produkuje łopatki turbiny niskiego ciśnienia do silników GenX-2b. Ten model stworzony przez firmę General Electric stosuje się m. in. w kultowym Boeingu 747-8.

Avio Polska jest beneficjentem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Dzięki wsparciu otrzymanemu od Centrum przedsiębiorstwu z Bielska-Białej udało się jej stworzyć turbinę niskiego ciśnienia do silnika lotniczego, która charakteryzuje się o 15 proc. mniejszym zużyciem paliwa, redukcją poziomu hałasu nawet o 30 proc. w stosunku do innych aktualnie stosowanych w samolotach modeli.

Jest to bardzo istotne, gdyż wielkie koncerny działające w branży lotniczej ciągle poszukują innowacyjnych rozwiązań do swoich samolotów. Coraz częściej również firmom zależy, aby używane przez nie silniki były przyjazne dla środowiska naturalnego. Te ogromne oczekiwania spełniła firma Avio Polska. Dzięki pracy polskich inżynierów udało się stworzyć turbinę, która dziś jest używana w słynnym Boeingu 747-8 – następcy legendarnego „jumbo jet’a”.

Jak wyjaśnia producent, dzięki zaplanowanemu przez firmę rozmieszczeniu łopatek turbiny, kształtu ich powierzchni i krawędzi oraz kąta nachylenia – znacznie udało się zmniejszyć liczbę elementów, z których składa się turbina. W efekcie obniżeniu uległy koszty produkcji oraz udało się jeszcze bardziej podnieść niezawodność silnika.

Co ciekawe, polska firma jako jedyna na świecie produkuje łopatki turbiny niskiego ciśnienia. Tak duży sukces jest możliwy dzięki wsparciu finansowemu otrzymanemu od NCBR w ramach Przedsięwzięcia Inicjatywa Technologiczna.

Avio Polska stanowi część międzynarodowej grupy przemysłowej AVIO. Polska spółka koncentruje się nie tylko na produkcji, ale również działalności badawczo-rozwojowej. W tym celu stworzyła m. in. własne Centrum Badawczo-Rozwojowe. Swoje produkty dostarcza największym światowym koncernom lotniczym, jak General Electric czy Pratt&Whitney.

KAMIL SZTANDERA

WIĘCEJ NA TEMAT: NCBR•Lotnictwo•Technologie
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: abcd » poniedziałek 14 lis 2016, 01:05

Nie mam pomysłu gdzie to wstawić, a ciekawe:

Małgorzata Brzezińska pisze:Niemiec, który zdezerterował z Wehrmachtu, by
służyć w Armii Krajowej!

10 marca 2016

Obrazek

Manfred Zanker miał zostać nazistą, jak ojciec. Syn działacza NSDAP stwierdził jednak, że nie będzie narażał życia dla szaleńca z wąsikiem. Wagarował z zajęć w Hitlerjugend. By uniknąć poboru do armii, próbował uciec do Szwajcarii. Wreszcie zdezerterował z Wehrmachtu i
wstąpił do polskiej partyzantki. Ten życiorys po prostu trzeba znać!


W moje ręce powierza się wychowanie narodowe Niemców. Już ja się tym zajmę – zanotował w swoim dzienniku Joseph Goebbels w sierpniu 1932 roku. I dotrzymał słowa. Nazistowska propaganda była obecna na ekranach kin, w radiu, teatrze, szkołach, na uniwersytetach.

Jednym ze sposobów na „wychowanie narodu niemieckiego” było też Hitlerjugend, organizacja młodzieżowa związana z partią nazistowską. Dla Oswina Zankera, pełniącego kierownicze stanowisko w partii w Budziszynie, zapisanie syna Manfreda do Hitlerjugend, było kwestią honoru.

Obrazek „W moje ręce powierza się wychowanie narodowe Niemców. Już ja się tym zajmę” – obiecywał sobie Joseph Goebbels. Słowa dotrzymał (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC-BY-SA 3.0).

Syn nazisty – pacyfistą

Jak większość Niemców, Oswin Zanker po I wojnie światowej zmagał się z biedą. Dopiero po 1933 roku, gdy naziści doszli do władzy, z obwoźnego handlarza stał się zarządcą dużego domu towarowego. Przepełniała go wdzięczność. Wyobrażał sobie, że syn będzie pomagał w budowie narodowej ojczyzny.

Manfred miał jednak inne plany. Chłopaka nie interesowała służba ani partia nazistowska. Nie dla niego zabawa w wojnę. Wolał godzinami patrzeć na rośliny i zwierzęta. Zbierał motyle. Podobno chciał zostać biologiem.

Obrazek Manfredowi Zankerowi nie po drodze było z ulizanymi kolegami z Hitlerjugend. Codzienna musztra i stanie w szeregu? To nie jego bajka! (źródło: Bundesarchiv, lic.: CC-BY-SA 3.0).

Z zajęć w Hitlerjugend Manfred notorycznie wagarował. Były to jego pierwsze próby ucieczki przed systemem totalitarnym. Ku rozpaczy ojca, nie popierał hitlerowców. Syn nazisty wyrastał na pacyfistę – wstyd i hańba dla całej rodziny! A to był dopiero początek.

Dezerter i symulant

W 1942 roku Manfred skończył osiemnaście lat. Armia potrzebowała takich jak on – wyrośniętych, zdrowych młokosów. Otrzymał wezwanie do hufca pracy w okolice Gdańska. Postanowił, że zamiast tego, ucieknie do Szwajcarii przez zieloną granicę. Niemcy go złapali i za próbę ucieczki trafił do aresztu.

Oswin Zanker musiał użyć swoich wpływów i pieniędzy, by wybawić jedynaka z opresji. Manfred tłumaczył przed sądem, że chciał przedostać się do Afrika Korps. Po trzech miesiącach do więzienia przyjechał ojciec i zawiózł syna prosto do hufca pracy pod Dreznem.

Tam młody Zanker zdobył reputację największego symulanta. Nacierał termometr i wmawiał wszystkim, że ma gorączkę. Wiedział, że na termometrze nie może być więcej niż 38 stopni, bo wtedy zmienia się puls i lekarz może wykryć oszustwo. Udawał też atak wyrostka robaczkowego, aż skierowano go na operację. Szpital był lepszy niż codzienna musztra.

Obrazek Zamiast hufca pracy Manfreda skusiła piękna Szwajcaria
niestety, nie udało mu się przekroczyć zielonej granicy. Na fotografii hotele w szwajcarskim Leysin (źródło: domena publiczna).

W połowie 1943 roku, kilka miesięcy po ogłoszeniu przez Goebbelsa wojny totalnej, Manfred został szeregowcem w Batalionie Saperów 154 Dywizji Piechoty. Początkowo stacjonował pod Dreznem, po kilku miesiącach jego batalion przeniesiono w okolice Przemyśla.

Szeregowiec Zanker miał już przećwiczony bogaty repertuar sztuczek. Udawanie chorego szło mu tak znakomicie, że przełożeni wysłali go na dwa tygodnie do sanatorium w Krynicy, gdzie kurował się wraz z żołnierzami rannymi na froncie wschodnim. Tam zaczął uczyć się polskiego.
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/0 ... -krajowej/


Niemiec, który zdezerterował z Wehrmachtu, by
służyć w Armii Krajowej!


Manfred chce zostać „Jędrusiem”

W 1944 roku losy II wojny światowej były już przesądzone. W tym czasie Manfred Zanker stacjonował w koszarach w Sandomierzu i miał przed sobą tylko jeden cel – nie dać się zabić. Jego głównym obowiązkiem było pilnowanie Polaków kopiących okopy. Nie było to zajęcie zbyt angażujące.

Obrazek Zanker był tak przekonującym symulantem, że trafił nawet do sanatorium w Krynicy! Tu zaczął uczyć się polskiego (źródło: domena publiczna).

Jeden z Polaków mówił bardzo dobrze po niemiecku. Manfred prosił go o pomoc w pisaniu listów do polskiej dziewczyny, która wpadła mu w oko. Uczynny Polak nazywał się Tadeusz Pfeiffer i działał w AK. Podobnie jak jego matka, pani Irena, prowadząca w Sandomierzu stołówkę, do której często wpadał na obiad szeregowiec Zanker.

To właśnie im młody niemiecki żołnierz zaczął opowiadać o swoich wojennych perypetiach, rodzinie, matce, która między wierszami pisała w listach, by nie ryzykował. W Sandomierzu, po raz pierwszy od czasów historii ze Szwajcarią, zaświtała mu myśl o ucieczce. Tym bardziej, że teraz miał dokąd – okoliczne lasy roiły się od polskich partyzantów, słynnych „Jędrusiów”. Manfred postanowił zostać jednym z nich.

Obrazek W okolicznych lasach roiło się od partyzantów. Manfred Zanker, syn nazisty, postanowił dołączyć do oddziału „Jędrusiów”. Na zdjęciu: Zdzisław de Ville „Zdzich” z oddziału „Jędrusiów” (fotografia pochodzi z archiwum fotograficznego Stefana Bałuka. Źródło: domena publiczna).

Ucieczka do lasu

Akowcy bacznie go obserwowali i zgłosili jego przypadek do swojego szefa – Leona Torlińskiego „Kreta”, który był przed wojną oficerem wywiadu. „Kret” musiał osobiście spotkać Manfreda. Postawił też twarde warunki – zostanie przyjęty do „Jędrusiów”, jeśli przyniesie ze sobą trzy karabiny maszynowe, najnowszy wynalazek Niemców.

Ucieczkę z Wehrmachtu zaplanowano na 13 lipca 1944 roku. Wraz z Manfredem zdezerterowali Ślązak Jerzy Pyka oraz Robert Toman z Lotaryngi. Wszyscy trzej mogli zostać w lesie razem z partyzantami, lecz tylko Zankera przyjęto do konspiracji. Partyzanci nadali mu żartobliwy przydomek „Malutki”, bo miał prawie 2 metry wzrostu.

Obrazek Żołnierze oddziału „Jędrusiów” z ręcznymi karabinami maszynowymi. Czy to te ukradzione przez Manfreda? (źródło: domena publiczna).

Manfred nie rwał się do wojowania. Zapowiedział od razu, że nie będzie strzelać. On chciał po prostu przeżyć wojnę – opowiada Jerzy Lech Rolski, partyzant o pseudonimie „Babinicz”, jeden z ostatnich żyjących „Jędrusiów”. „Malutki” sprawdzał się za to na innym polu.

„Babinicz” wspomina, jak Manfred chodził kraść kury. Partyzanci przeważnie kupowali żywność od chłopów, ale czasem się nie udawało, a jeść było trzeba. Kurom rzucano ziarno maczane w spirytusie, wtedy się przewracały i można było je łatwo złapać do worka. By zaimponować kolegom, Manfred ukradł nawet konia dowódcy oddziału niemieckiego, który kwaterował w pobliskim majątku.

Obrazek Manfred na pewno dużo lepiej odnajdował się wśród leśnych partyzantów niż w Hitlerjugend. Na zdjęciu: oddział „Jędrusiów” w Lasach Turskich (źródło: domena publiczna).

Chwile grozy

Do „Jędrusiów” szeregowiec Zanker trafił w najgorszym okresie. Oddziały partyzanckie były już tak liczne, że trudno było im się ukrywać. Nad świętokrzyskimi lasami często krążyły samoloty niemieckie. Jerzy Lech Rolski wspomina, jak granat niemiecki wpadł do garnka, w którym gotowano kaszę. Wielu partyzantów ucierpiało wówczas od poparzeń.

Największe chwile grozy Manfred przeżył, gdy po zachorowaniu na czerwonkę przebywał na rekonwalescencji w Białym Ługu. Niespodziewanie do majątku przybyli Niemcy. Na szczęście nie mieli pojęcia, że ukrywa się tam dezerter poszukiwany listem gończym. „Malutki” udawał robotnika. Gdy żandarmi legitymowali po kolei wszystkich Polaków, Manfred pokazał dokument stwierdzający, że jest wysiedleńcem z Warszawy.
http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/0 ... rajowej/2/


Niemiec, który zdezerterował z Wehrmachtu, by
służyć w Armii Krajowej!


W styczniu 1945 roku „Jędrusie” złożyli broń. Armia Krajowa została rozwiązana. Zanker był blisko osiągnięcia swojego celu – przeżycia wojny. Ale sytuacja znów się skomplikowała. Nie mógł przyznać się przed Sowietami, że jest Niemcem. Nie najlepszym posunięciem było też przyznanie się do działalność w AK.

Obrazek Ostatnie zdjęcie dawnego oddziału „Jędrusiów”, wówczas już 4 kompanii 2 batalionu 2 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej, wykonane przed rozwiązaniem oddziału w Lasach Siekierzyńskich (źródło: domena publiczna).

Rosyjski szpieg, niemiecki szpieg

Za namową kolegów partyzantów udawał Anglika. Mówił, że pochodzi z Cardiff i jego samolot został zestrzelony. Rosjanie oddali mu więc przysługę i zawieźli do Częstochowy, gdzie przebywali angielscy jeńcy. Tam poproszono go, by wymienił stacje na linii kolejowej Londyn-Cardiff. Manfred nie odpowiedział.

Anglicy uznali go za rosyjskiego szpiega i zabrali razem ze swoimi jeńcami do ambasady Wielkiej Brytanii w Moskwie. Tam opowiedział swoją wojenną historię, w którą nikt nie uwierzył.

Trafił do owianego złą sławą więzienia NKWD na Łubiance. Po latach wspominał, że nie było tam tak źle: każdy miał swoje łóżko i pościel. Dawali jeść i nie bili. Ale zagrożenie było jednak wielkie – Rosjanie podejrzewali, że Zanker to szpieg. Tłumaczył, że jest Niemcem z Budziszyna. Udało się to potwierdzić, gdy Armia Czerwona weszła do jego rodzinnego miasta.

Może i nie szpion, ale socjalnoopasnyj (element podejrzany) – zawyrokowali Sowieci – a więc pięć lat łagru na Syberii. Jak wspomina Maciej A. Zarębski, autor książki „Z wizytą u Mafreda”, mogło być gorzej. Szkodliwy element polityczny, szpiegostwo, terror – przy takich zarzutach, kara śmierci murowana.

Siedem lat Sybiru za worek ziemniaków

Manfred trafił w okolice Nowosybirska. Po trzech latach odbywania kary ukradł worek ziemniaków, gdy wracał z pracy w polu. Strażnicy zazwyczaj przymykali na to oko. Ale tego dnia zarządzono kontrolę. Odebrano Manfredowi zdobycz i zasądzono nową karę – rok za każdy ukradziony kilogram.
W worku było siedem kilogramów


Obrazek Łubianka – obecna siedziba FSB, niegdyś KGB i NKWD w Moskwie. W podziemiach tego budynku zamordowano wielu więźniów politycznych, w tym licznych Polaków. Tu przetrzymywano też podejrzanego o szpiegostwo Manfreda Zankera (źródło: domena publiczna).

Wówczas zapowiadało się, że nie opuści Syberii przed 1957 rokiem. Jednak zwolniono go z łagru w 1953 roku, po śmierci Stalina. Wrócił do rodzinnego domu w Budziszynie, gdzie czekała na niego matka. Ojciec powiesił się w 1945 roku po kapitulacji Niemiec.

Wesoły dziwak Manfred Zanker

Po wojnie Manfred Zanker studiował slawistykę w Berlinie. Został tłumaczem przysięgłym języka rosyjskiego. Języka, którego nauczył się dobrze podczas ośmiu lat spędzonych na Syberii. Przekładał dla Willy’ego Brandta, kanclerza RFN.

Obrazek Gdyby Oswin Zanker otrzymał takie zdjęcie od syna, pewnie pękł by z dumy. Manfred jednak nie podzielał zachwytu ojca Hitlerem. Na fotografii: niemiecki żołnierz Hans Hoff siedzi na zdobycznym radzieckim czołgu (źródło: domena publiczna).

W latach 90. odnowił kontakty z kolegami z lasu. Przyjeżdżał do Polski na spotkania „Jędrusiów”. Szczególnie upodobał sobie sanatorium w Busku-Zdroju, miejscu poleconym przez „Babinicza”. Miał tam opłacony pokój na cały rok, przyjeżdżał bez zapowiedzi i znikał, kiedy chciał. Wśród polskich znajomych uchodził za sympatycznego dziwaka.

Nosił długą brodę jak święty Mikołaj, albo golił ją i zapuszczał wąsy. Farbował sięgające ramion włosy albo golił głowę na zero. Nie przestrzegał pór posiłków, jadł, gdy zgłodniał. Wysyłał paczki z Niemiec – czekolady, figurki porcelanowe, wycinki z gazet – cokolwiek miał akurat pod ręką. Mówił mieszanką polskiego i rosyjskiego.

Pięćdziesiąt lat po partyzantce nadal miał nadzieję, że opanuje polski perfekcyjnie – tak jak rosyjski. Zmarł 16 września 2007 roku w Berlinie.

Bibliografia:


1. Goebbels Joseph, Dzienniki, tom I: 1923-1939, Warszawa 2013.
2. Wywiad przeprowadzony z Jerzym Lechem Rolskim pseud. „Babicz” z oddziału „Jędrusiów”, w zbiorach własnych autorki.
3. Zarębski Maciej A., Z wizytą u Manfreda. Bis (Berlin – Bawaria), Staszów 1999.


http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/0 ... rajowej/3/
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
Przebiśnieg
Posty: 1207
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 16:41
x 2
x 24
Podziękował: 790 razy
Otrzymał podziękowanie: 1319 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: Przebiśnieg » wtorek 15 lis 2016, 07:11

Aneta Wawrzyńczak
03.05.16 (19:27)
Byliśmy jak jedna wielka rodzina. Od wojny w Kosowie minęło 16 lat
Z kim w Kosowie nie usiąść - z Serbem przy rakiji czy Albańczykiem przy kawie - i zagadać o polskich żołnierzy, to prędzej czy później zawsze padną dwa słowa. Pierwsze to bezpieczeństwo, odmieniane przez wszystkie przypadki. Drugie - hwala (po serbsku) albo falemnderit (po albańsku). To znaczy: dziękuję.
żołnierze III sekcji łącznikowo-monitorującej z pomocą humanitarną dla najuboższych mieszkańców gminy Strpce (Archiwum prywatne)

Klasyczny obrazek: sunie drogą wojskowy pojazd, w tym przypadku terenowy Honker, na wietrze łopoce na nim mała biało-czerwona flaga, w środku siedzą polscy żołnierze, a wokół biega chmara dzieci, machają rękoma i się cieszą. Od wojny w Kosowie minęło 16 lat, najmłodszemu pokoleniu wojskowy uniform i karabin kojarzą się z bohaterami filmów i gier komputerowych, nie ze strachem, przemocą, ucieczką.

Nie zawsze tak było. - Jak się pojawili polscy żołnierze w okolicy, zaraz po wojnie, to my, dorośli, poczuliśmy się bezpieczniej. A dzieci się bardzo bały. One nie rozróżniały, kto jest dobry, a kto zły, dla nich mundur oznaczał strach. Ale jak trochę poznały waszych żołnierzy, to zaraz ten strach im minął - mówi Nazim Laci, Albańczyk, nauczyciel w maleńkiej szkole we wsi Lac (gmina Hani i Elezit/Đeneral Janković).

I nie tylko dzieci się bały. Serbka Jelena, uczy języka angielskiego w trzech szkołach, sama była wtedy dzieckiem. Wraz z mamą i siostrą jeszcze przez ponad dwa miesiące po wojnie mieszkały w mieście, na wieś wrócili wcześniej jej ojciec i brat. Opowiada: - Dom dalej polscy żołnierze mieli bazę, kilkunastu ich było, mieszkali w dużym, dwupiętrowym domu. Byli naszymi pierwszymi sąsiadami. To było śmieszne, bo chodzili na początku z karabinami po podwórku, Albańczycy im nagadali, że Serbowie jedzą ludzi.

Krajobraz po wojnie

Wojna w Kosowie, wtedy jugosłowiańskiej republice, oficjalnie wybuchła 1 marca 1998 roku, skończyła się (też oficjalnie) 11 czerwca 1999 roku. Podliczyć można skrupulatnie, że konflikt trwał rok, trzy miesiące, dwa tygodnie i sześć dni i pochłonął życie co najmniej 13 421 cywilów, nie licząc około półtora tysiąca partyzantów z Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK) i mniej więcej tyle samo żołnierzy serbskich. Według UNHCR w całej republice co drugi dom był zniszczony. Z dymem poszły drogi, mosty, szkoły (60 proc. zostało kompletnie zrujnowanych, kolejne 20 proc. - poważnie uszkodzonych), studnie były skażone, bo obie strony konfliktu wrzucały do nich środki chemiczne albo zwłoki ludzi i zwierząt. Jednym słowem: Kosowo prosiło o pomoc.

W ten krajobraz po wojnie 12 czerwca 1999 roku zaczęły się wkomponowywać międzynarodowe siły pokojowe NATO. 6 lipca dołączyli do nich Polacy.

Goran, Serb, 35-letni lider wioski Susice/Sushice, prędko miał z nimi do czynienia, w sąsiedztwie jego rodzinnej wsi ulokowała się mała grupka żołnierzy PKW KFOR. - Wcześniej byli tu Amerykanie, po nich przyszli Polacy. Jak było? Ekstra! To nie były relacje na stopie żołnierz-cywil. Byliśmy jak jedna wielka rodzina, bo Polacy od pierwszego dnia weszli do nas jak do swoich. Amerykanie od początku trzymali się na dystans, nawet się bali, mówiono im o nas, Serbach, wszystko co najgorsze, że jesteśmy kanibalami. A Polacy od razu z nami normalnie gadali - opowiada Goran.

Jelena mówi z kolei, że polscy żołnierze szybko się do nich jako sąsiadów przekonali. - Mój brat całe dnie za nimi latał, a oni się z nim bawili, musztrę mu robili, pompki, ćwiczenia - śmieje się. - Bardzo przyjacielskie kontakty z nimi mamy - dodaje i puszcza oko do żołnierzy zespołu łącznikowo-monitorującego (LMT): - Ja jestem jeszcze niezamężna...

Dosłownie wszystko

W grudniu 1999 roku PAH wystartowała ze stałą misją humanitarną w Kosowie, zaraz też zaczęła wysyłać konwoje z pomocą, na przykład 22 tony odżywek sojowych dla dzieci w styczniu 2000 roku albo ponad 500 okien cztery miesiące później. Jeszcze wcześniej, w listopadzie 1999 roku, Caritas Polska w Trejkovcach uruchomił nowoczesne laboratorium medyczne dla Serbów i Albańczyków. I tu polscy żołnierze dorzucili swoje trzy grosze. A konkretnie wóz terenowy, żeby pielęgniarki miały jak dojeżdżać do zanurzonych głęboko w górach wiosek.

Konwojami Caritas i PAH do Kosowa trafiały: łóżka polowe, materace, pościel, lekarstwa, leki, namioty, środki czystości, jedzenie, piecyki grzewcze, ubrania, buty i przybory szkolne. To tak między innymi. W notatkach organizacji z tamtego okresu najczęściej powtarza się zdanie: "dary zostały odebrane i rozdysponowane wśród ludności albańskiej i serbskiej przez polskich żołnierzy z batalionu stacjonującego w Kosowie".

Pamięta to, choć trochę jak przez mgłę, jeden z żołnierzy. - Rozwoziliśmy pomoc humanitarną, pomagaliśmy ludziom wozić drewno, nieraz też dzieciaki woziliśmy do szkół, i serbskich, i albańskich, bo miały daleko, a drogi, mosty były po wojnie zniszczone - mówi szperając w zakamarkach pamięci.

Kosowianie pamiętają to natomiast doskonale.

Albańczycy z gminy Hani i Elezit/Đeneral Janković o Polakach wypowiadają się na przykład ustami Emrusza Dernjaniego, dyrektora szkoły w Palivodicy, który zapewnia: - Jako dyrektor szkoły od samego początku miałem kontakty z polskim KFOR-em. Żołnierze ciągle byli widoczni, monitorowali wioski i drogi, trzymali rękę na pulsie. I pomoc humanitarną non stop nam dostarczali.

Albo nauczyciela Nazima Laci, który opowiada, że Amerykanie zjawiali się wtedy w okolicy raz w tygodniu, a Polacy - codziennie. - Zaraz po wojnie polski KFOR dał nam dosłownie wszystko, od jedzenia, przez środki czystości i ubrania, po bezpieczeństwo - mówi Laci.

Też w imieniu Albańczyków, ale już z gminy Kačanik, głos zabiera Ismet Leskovica, lider wioski Korbolic. - Po wojnie współpracowaliśmy z polskim KFOR-em. Mieliśmy dobre relacje, pomagali nam w odbudowie mostów i dróg, od nich też dostaliśmy mnóstwo darów, w tym jedzenie i ubranie.
Szczęście w nieszczęściu

Na Polaków złego słowa nie da też powiedzieć nikt w Štrpcach.

Nedżat Bakiu, Albańczyk, nieformalny lider wioski Gornja Bitinja, opowiada, jak w czasie wojny wraz ze swoimi rodakami musiał uciekać, bo serbskie wojsko paliło dom za domem. I jak przez sześć lat pozostali w sąsiedniej wiosce Serbowie sprzeciwiali się ich powrotowi. - Polski KFOR nam bardzo pomógł wtedy, organizował rozmowy między Serbami i Albańczykami, pośredniczył w negocjacjach, polscy i ukraińscy żołnierze byli tutaj codziennie, pilnowali, żeby nie było żadnych konfliktów, napięć.

Z kolei Vania Ivica Puzić, Serb, dyrektor oddziału Czerwonego Krzyża w gminie, spotkanie zaczyna od krótkiego oświadczenia. - Chciałbym podkreślić, że od pierwszego dnia, od 1999 roku, jak NATO przyszło do Kosowa, po dzień dzisiejszy mamy świetną współpracę z polskim KFOR-em. Przeżyliśmy ciężkie czasy, ale zawsze z Polakami współpracowało nam się świetnie. Z tego miejsca dziękuję całemu polskiemu narodowi i polskim żołnierzom.

Czerwonym Krzyżem w gminie kieruje od lat, można by rzec, że zęby zjadł na pomocy potrzebującym, jakby coś było nie tak, to by wprost powiedział. Opowiada o polskiej bazie położonej rzut kamieniem, góra 100 metrów od siedziby Czerwonego Krzyża. O ambulansie Suzuki, podarowanym przez Caritas Polska, który do dziś jeździ po gminie. O zwykłych ludzkich problemach, nad którymi Polacy zawsze się pochylali. O sześciu latach nieformalnego getto, 10 tysiącach Serbów de facto uwięzionych w Štrpcach. - Nie mieliśmy prądu, nie mieliśmy jedzenia, to polski KFOR organizował dla nas konwoje z pomocą humanitarną. Był też taki wtedy problem, że kto chciał z Serbów wyjść ze Štrpc, był porywany, nieraz zabijany. Polacy zabezpieczyli więc cztery wyjścia, dzięki nim mogliśmy trzy razy w tygodniu wydostać się z gminy, pojechać do szpitala, odwiedzić rodzinę.

Nebojsa Rusimović, też Serb i też dyrektor, ale centrum dla przesiedleńców (IDP - w Brezowicy, mówi krótko: - W tym całym nieszczęściu wojny mieliśmy szczęście, że akurat do naszej gminy trafili Polacy.
(Żołnierze III sekcji łącznikowo-monitorującej z pomocą humanitarną dla mieszkańców ośrodka IPD w Brezowicy / fot. kpt. Dariusz Guzenda, oficer prasowy XXXIII zmiany PKW KFOR)

Kamień na kamieniu

Plutonowy Jan do Kosowa pojechał po raz pierwszy w 2001 roku, na V zmianę PKW KFOR. Miał 21 lat, lada moment miał kończyć zasadniczą służbę wojskową, gdy padła propozycja: a może by tak na rok pojechać na misję, liznąć trochę doświadczenia w terenie? Z całym kontyngentem, ponad 800 żołnierzami, przez prawie tydzień jechał pociągiem na Bałkany, w końcu dotarł do polskiej bazy White Eagle (Biały Orzeł) w Štrpce. Opowiada: - Różne mieliśmy zadania, na przykład rozstawialiśmy posterunki przy drogach, sprawdzaliśmy samochody, czy ludzie są poszukiwani, czy przewożą broń. Były też przeszukania wiosek, jak dostaliśmy cynk, że coś podejrzanego się dzieje, to cała kompania ruszała.

Do najważniejszych jego zadań należało konwojowanie Serbów z gminy na granicę z Serbią. - Co piątek ich zbieraliśmy, odwoziliśmy Honkerami, czekaliśmy aż zrobią zakupy albo spotkają się z rodzinami, później z powrotem przywoziliśmy. Różne były te konwoje, od 20 do 50 pojazdów.

Serbów w Kosowie zostało niewielu (ok. 140 tysięcy, czyli 7 proc.), trochę na północy, w Mitrowicy, jeszcze mniej na południu, w Štrpcach. Tłumaczą: gdyby nie Polacy, z naszych wiosek nie zostałby kamień na kamieniu. Goran wspomina na przykład: - Zaraz po wojnie dzieciaki od nas z Susic/Sushic nie miały jak dojść do szkoły, to Polacy dwoma Hookerami codziennie je w tę i we w tę wozili. A jak w 2004 roku UCK zabili mojego stryjka, jak szedł wypasać krowy na łąkę, to już następnego dnia polscy żołnierze z karabinami jak ochroniarze zaczęli chodzić z ludźmi na wypas owiec i bydła.

Chorąży Mirosław służył w czasie IX zmiany, od jesieni 2003 do wiosny 2004 roku. W konwojach wożących Serbów na granicę nie jeździł, ale tych z pomocą humanitarną i owszem. Najczęściej jednak brał udział w tak zwanych działaniach kinetycznych: na patrolach, za dnia i w nocy, zatrzymywali wtedy wybiórczo samochody, przeszukiwali, spisywali bagaże, jak u kogoś znaleźli broń, to wzywali przez radio oddział UNIMIC i patrol szybkiego reagowania. - Nie było widać po ludziach złości, że ich zatrzymujemy, przeszukujemy samochody. Po prostu wiedzieli, że takie są procedury. A my to robiliśmy grzecznie, z szacunkiem dla nich i ich kultury - wspomina.

Głębiej

Kosowo się od czasu wojny zmieniło. Trochę mniej jest śmieci, trochę więcej nowo pobudowanych domów. Spokoju na pewno też. Gdzieniegdzie ktoś zademonstruje, pokrzyczy "Kosowo do Serbii" albo "Precz z rządem!", z tym i owym trochę się poprztyka, ale na ulicach miast i wsi jakoś nie widać, żeby się ludzie znów za łby mieli brać.

A może trzeba patrzeć głębiej, słuchać uważniej?

Nauczyciel Nazim Laci (Albańczyk): - KFOR i NATO są tu potrzebne. Bo my się wciąż boimy Serbów, boimy się, że tu wrócą. Ale nie ludzi, którzy żyją tutaj, oni są niewinni. Boimy się polityków z Belgradu, oni prowadzą taką politykę, że tylko mącą, powodują dużo problemów, Serbowie w Kosowie już nie wiedzą, kogo słuchać, Belgradu czy Prisztiny.

Goran (Serb) mówi: - Wojsko jest niezbędne dla bezpieczeństwa. Parę razy KFOR chciał się wycofywać już, to ludzie z wioski chodzili do bazy, pisali do gminy, żeby wojsko zostało.

Nebojsa Rusamović (Serb): - Gdyby nie KFOR, czulibyśmy się mniej bezpiecznie. Nie tylko po wojnie, ja mówię ogólnie. Nawet teraz boję się jeździć po Kosowie.
http://kobieta.wp.pl/bylismy-jak-jedna- ... 412530305a
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: abcd » wtorek 15 lis 2016, 22:39

niezłomni pisze:,,Byli naszymi aniołami stróżami”. Wzruszenie ściska gardło: tak Anglicy podziękowali Polakom [WIDEO]
016/11/15

Obrazek

Jak poinformowało stowarzyszenie Polish Youth Association – Patriae Fidelis, to już kolejny rok w Exeter urządzane są uroczystości ku czci naszych Bohaterów (zwanych przez mieszkańców „Aniołami Stróżami”), by upamiętnić 307 nocny dywizjon myśliwski oraz jego poświęcenie na rzecz obrony mieszkańców Exeter przed kompletnym zniszczeniem miasta w 1942 roku.

Kulminacyjnym momentem jest wciągnięcie polskiej flagi na dachu ratusza, dokładnie tak jak 74 lat wcześniej. Ówczesny burmistrz Rowland Glave powiedział:

„Ludzie z tej polskiej eskadry byli naszymi aniołami stróżami przez ponad dwa lata. (
) Będziemy z dumą prezentować tę flagę na naszym ratuszu, przypominając przyszłym pokoleniom co zrobiła dla nas Polska i kogo podarowała nam w tych najczarniejszych godzinach przez jakie przechodził nasz kraj”.


Nasi piloci zostali uhonorowani raz jeszcze i tak ma być co roku 15 listopada! Delegacja Polish Youth Association – Patriae Fidelis jest obecna na tych wzruszających i patriotycznych uroczystościach.

https://www.facebook.com/PatriaeFidelis/videos/1008327369279343/

http://niezlomni.com/byli-naszymi-aniol ... kom-wideo/

(Nie umiem wklejać filmików z tego cholernego fb - >abcd<)
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.


Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » poniedziałek 13 lut 2017, 21:53

Polski pociąg najpiękniejszy na świecie

Obrazek

Eksperci z całego świata byli zgodni. Najpiękniejszym pociągiem jest polski Dart. Na konkursie iF Design Award polski produkt pokonał 5295 produktów i projektów z 53 krajów.

Obrazek

iF DESIGN AWARD to jeden z najbardziej prestiżowych międzynarodowych konkursów wzornictwa przemysłowego. Nagroda jest przyznawana od 1954 roku. W obecnej edycji zgłoszono 5295 produktów i projektów z aż 53 krajów.W skład jury konkursu wchodzą specjaliści z dziedziny wzornictwa przemysłowego z całego świata.

Obrazek

Dart to pierwszy wyprodukowany w Polsce elektryczny zespół trakcyjny o standardzie Inter City. Składy mają 153 m długości. Posiadają 352 miejsca siedzące – 292 w drugiej i 60 w pierwszej klasie.

Obrazek

Pociąg wyposażony jest w klimatyzację, nadajniki wi-fi, stojaki na rowery, monitoring i przedział barowy. Są także miejsca dla osób poruszających się na wózkach inwalidzkich, winda ułatwiająca wjazd do pociągu pasażerom niepełnosprawnym oraz przystosowana dla nich toaleta. Wartość kontraktu PESY dla PKP Intercity to 1 mld 320 mln zł.

To nie pierwsza nagroda w portfolio bydgoskiej firmy. Instytut Wzornictwa Przemysłowego wyróżnił tramwaj Krakowiak i lokomotywę Gama.

Obrazek

źródło: www.fakt.pl, www.giphy.com
http://wklejka24.pl/polski-pociagnajpie ... a-swiecie/
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » niedziela 26 lut 2017, 23:05

Wreszcie! Polska ma swój rodzimy ... karabin maszynowy!

Obrazek

Na portalu defence24.pl czytamy, że MSBS „obejmuje subkarabinek, karabinek podstawowy, karabinek-granatnik, karabinek wyborowy i karabinek maszynowy. Powstała też odmiana MSBS-R stworzona na potrzeby pododdziałów reprezentacyjnych wojska lub innych służb mundurowych. To ona jako pierwsza została zakupiona zarówno dla Sił Zbrojnych RP, jak i Służby Więziennej.”

To prawdziwe arcydzieło i towar 100 proc. Polski!

Jeśli Polskie Siły Zbrojne wprowadzą w pełnym wymiarze pakiet Modułowego Systemu Broni Strzeleckiej (MSBS), będzie to oznaczało, że po raz pierwszy w historii uzbrojeniem indywidualnym żołnierza znad Wisły stanie się całkowicie krajowa konstrukcja. Od 70 lat wyposażenie strzeleckie WP bazowało na konstrukcji słynnego rosyjskiego AK-47 czyli kałasznikowa i jego kolejnych modyfikacji.

Z MSBS można uzyskać aż jedenaście odmiennych taktycznie konstrukcji strzeleckich. Daje to możliwość dostosowania do różnych warunków, a nawet indywidualnych preferencji strzelca zarówno prawo- jak i leworęcznego. MSBS jest zbudowany pod amunicję 5,56 mm x 45 NATO.

https://www.youtube.com/watch?v=zr0SejF45nM


Źródło: defence24.pl/wolnosc24.pl/fabrykabroni.pl
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 08 mar 2017, 00:41

Polacy wymyślili statek powietrzny w cenie dobrego samochodu. Nad morze doleci w dwie godziny

Obrazek
Wiatrakowiec Taifun podczas lotów próbnych

Naukowcy z Politechniki Lubelskiej zaprojektowali silnik do polskiego wiatrakowca Taifun. Maszyna kosztuje tyle, co dobra limuzyna a z Warszawy nad morze doleci w dwie godziny.

Czym jest wiatrakowiec? Wygląda podobnie do śmigłowca, ale to raczej kuzyn samolotu. Znajdujący się na górze wirnik nadaje mu siłę nośną. Jest napędzany jedynie podczas startu, potem kręci się sam, jedynie pod wpływem opływającego go powietrza. Spełnia więc taką rolę, jak skrzydła w samolocie. Nie jest więc – jak w śmigłowcu – źródłem napędu podczas lotu. Ta zapewnia zwykłe śmigło.

– Wiatrakowiec musi nabrać rozpędu, nie wzbija się w powietrze tak, jak śmigłowiec, nie może też „zawisnąć” w powietrzu. Jest za to od niego dużo prostszy i tańszy, zarówno w kupnie, jak i eksploatacji – mówi w rozmowie z INN:Poland Patryk Kazimierski z firmy Aviation Artur Trendak, która jako jedna z niewielu produkuje w Polsce wiatrakowce.

Obrazek
Wiatrakowiec Taifun

Do startu wystarczy mu nawet 150 metrów pasa startowego, niekoniecznie utwardzonego, wystarczy w miarę równa łąka. Można go zaparkować w garażu, a startować i lądować na własnym terenie. Lotnisko nie musi być zarejestrowane, a taki wymóg muszą spełniać lądowiska dla śmigłowców oraz samolotów.

Na dodatek silnik wiatrakowca pracuje na „normalnej” benzynie. Paliwo lotnicze jest droższe, a na dodatek dostępne jedynie na kilkunastu lotniskach w Polsce. Na części z nich trzeba dodatkowo zapłacić za usługę tankowania bądź tankowania poza wyznaczonymi godzinami (nawet 400 – 500 zł) albo wyższą cenę za kupno poniżej określonej ilości (np. 1000 litrów).

– Do tego nie zalecamy nawet benzyny 98, lepsza jest 95. Nie ma co przepłacać, ten silnik lubi to paliwo. Mieliśmy nawet takie loty w Afryce, gdzie musiał się zadowolić 83-oktanową benzyną i też latał – mówi w rozmowie z INN:Poland Michał Trendak, syn założyciela firmy.

– Przez 10 lat wyprodukowaliśmy i sprzedaliśmy ponad 200 sztuk. 95 procent naszej produkcji idzie na eksport. W Polsce lata pewnie ok. 20 -30 wiatrakowców różnych marek, z tego ponad połowa jest naszych. To nie jest duży rynek, ludzie raczej jeszcze korzystają z ultralekkich samolotów, które są trochę tańsze. Na pewno jeśli ktoś nie przeleci się wiatrakowcem, to nie zrezygnuje z samolotu. Ale jak się na to zdecyduje, to zauważy dużą różnicę – twierdzi.

Jakie jest przeznaczenie wiatrakowców? Nie jest to raczej zwykły środek transportu, choć jeśli ktoś mieszka na przykład w Warszawie i ma działkę na Mazurach to jest to dobry wybór.

– Podobne właściwości mają samoloty ultralekkie, one mniej palą i są szybsze. Zaletą wiatrakowca jest za to zwrotność i możliwość wylądowania na bardzo małym kawałku terenu. O ile do wzniesienia się w powietrze maszyna potrzebuje 100 – 150 metrów, to może wylądować praktycznie w miejscu, na przestrzeni dosłownie kilku metrów. Wiatrakowce sprawdzą się raczej w rekreacji, niż jako powietrzne taksówki – mówi nam Trendak.

– Widzimy natomiast wzrost zainteresowania wiatrakowcami w usługach. Chodzi na przykład o skanowanie jakichś połaci terenu, robiliśmy tak z jedną kopalnią odkrywkową. Przydaje się też do kontroli linii energetycznych, gazociągów. Ostatni prężnie wchodzimy w branżę rolniczą. Dzięki wiatrakowcom można łatwo stosować środki ochrony biologicznej, rozpoczęliśmy też projekt precyzyjnego wspomagania rolnictwa. Dzięki skanowaniu pól wiadomo dokładnie w którym miejscu ile nawozu czy oprysku należy użyć – twierdzi.

Obrazek
Wiatrakowiec Taurus - trzyosobowy

– Wiatrakowiec wykonuje 95 proc. tego, co śmigłowiec, za 10 proc. ceny – dodaje.

Tego typu maszyny mają również inne, typowo robocze zastosowania. – W armiach kilku państw latają wiatrakowce, nawet nasze. Część z nich bardzo się przydaje, na przykład w Kolumbii. Zaskoczyły one plantatorów uprawiających rośliny nie do końca legalne i miały znaczący wpływ na walkę z narkobiznesem – mówi Trendak. – Z kolei w RPA i innych krajach afrykańskich wiatrakowce przydały się do patrolowania linii energetycznych. Złodzieje kradli przewody i sprzedawali je na złom.

Co ciekawe, do pilotowania wiatrakowca nie jest potrzebna licencja PPL (Private Pilot Licence). – Wystarczy świadectwo kwalifikacji, podobnie jak na samoloty ultralekkie. Robi się to jak prawo jazdy na samochód a moim zdaniem nawet łatwiej, bo do egzaminu podchodzi się z reguły raz – mówi Trendak.

Pomogli naukowcy
– Od dawna współpracujemy z lubelskimi uczelniami, najpierw był to Uniwersytet Przyrodniczy, z którym realizowaliśmy programy rolnicze. A później w ramach dofinansowanego przez UE projektu, w ramach którego powstał nasz najnowszy wiatrakowiec Tajfun, zleciliśmy Politechnice Lubelskiej wykonanie modyfikacji silnika austriackiej firmy Rotax. Dzięki temu zamiast gaźników ma on obecnie elektronicznie sterowany wtrysk, dużo dokładniejszy i nowocześniejszy – mówi Michał Trendak.

Rotax jest w zasadzie jedyną firmą o globalnym zasięgu, która dostarcza silniki do ultralekkich maszyn. Są to konstrukcje solidne i sprawdzone, ale mało nowoczesne. Trzech lubelskich naukowców wraz z czterema studentami dzięki modyfikacjom podniosło moc silnika ze 100 do 140 koni mechanicznych. Zajęło im to pół roku. Wtrysk pozwala lepiej sterować silnikiem.
Poprzednie modele polskiej firmy – Taurus, Tercel i Twistair – również miały modyfikowane silniki, ale tym zajęli się inżynierowie pracujący w firmie. Dodali maszynom turbosprężarki. Poprzednie konstrukcje oczywiście ciągle są w sprzedaży.

Obrazek
Wnętrze wiatrakowca Taifun zmieści 2 osoby, w dość komfortowych warunkach

Tajfun zabiera na pokład dwie osoby, a jego maksymalna masa startowa to 560 kg. W sprzedaży będzie w sierpniu 2017 roku. W zależności od wersji wyposażenia, kosztuje od 127 do 135 tysięcy euro. Producent już planuje konstrukcję kolejnych modeli, w tym sześcioosobowego.

Śmigłowce są kilka razy droższe. Używana, kilkuletnia maszyna dobrej klasy kosztuje przynajmniej 1 mln złotych, częściej jednak zapłacimy 2 – 2,5 mln złotych. Tymczasem Tajfun kosztuje od 127 do 135 tys. euro, czyli mniej więcej 550 – 580 tysięcy złotych. Nie jest to co prawda cena golfa, ale wysokiej klasy limuzyny. Używany wiatrakowiec jest sporo tańszy – może kosztować 1/3 tej sumy.

http://innpoland.pl/133467,polacy-wymys ... ie-godziny
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 11 mar 2017, 21:40

To koniec klasycznych farm wiatrowych? Polacy wymyślili coś znacznie lepszego
PolskieRadio.pl Gospodarka - Informacje

Polski wynalazek zrewolucjonizuje energetykę wiatrową? Chodzi o turbiny pionowego obrotu. W przeciwieństwie do klasycznych wiatraków z poziomą osią obrotu, nie są one źródłem hałasu oraz nie bywają podatne na zawirowania powietrza.

Obrazek
Pionowe turbiny wiatroweFoto: ProEnergetyka

Ponad to, nowe rozwiązanie pozwala pracować na niskich masztach oraz w strefach zurbanizowanych. - Siłownie wiatrowe Piskorza to rozwiązanie wykorzystujące oś pionową do obrotu i energię kinetyczną wiatru. Dodatkowo budowa składa się z modułów, które można składać w instalacje dowolnych mocy - mówi Sylwester Salach z firmy ProEnergetyka.

Ciche i bezpieczne dla środowiska
Ale zalet - jak dodaje - jest znacznie więcej: elektrownie tego typu startują od niskiego wiatru, nie są głośnie, są bezpieczne dla środowiska, można je zbudować w niecały rok oraz mają wysoką efektywność.
Z racji wyższej wydajności, a także tego, że jest to technologia pionierska, cena siłowni wiatrowych Piskorza jest wyższa od tradycyjnych turbin. To jednak nie powinien być problem, bo jak mówi Sylwester Salach - inwestycja zwraca się bardzo szybko, ze względu na większą o nawet 50 procent wydajność, w porównaniu z tradycyjnymi wiatrakami.

Polski wynalazek ma szansę zrewolucjonizować energetykę wiatrową
Na razie powstała jedna elektrownia wiatrowa z turbinami pionowego obrotu, w miejscowości Kodeń. - W tym roku jeszcze pójdzie rzeszowskie i stocznie w Trójmieście. Zainteresowanie jest duże nie tylko w Polsce, ale także zagranicą, szczególnie w Azji - dodaje Salach.

MadeByLubelskie: Elektrownia wiatrowa z turbinami pionowego obrotu

https://www.youtube.com/watch?v=iFpmY1QgWqQ

Opublikowany 19 lut 2015

Pierwsza na świecie elektrownia wiatrowa z turbinami pionowego obrotu.
Film powstał na zlecenia Lubelskiego Parku Naukowo - Technologicznego S.A.
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » piątek 31 mar 2017, 23:04

Autobus na wodór i prąd będzie produkowany w Lublinie. Ursus zaprezentował pojazd
29 marca 2017

Obrazek

Spala ok. siedem kg wodoru na 100 km. na jednym tankowaniu może przejechać ok. 450 km. Lubelski Ursus zaprezentował autobus elektryczno-wodorowy. Teraz czeka na zamówienia.

– Autobus będzie produkowany w Lublinie, gdzie mamy przygotowaną infrastrukturę – mówi Karol Zarajczyk, prezes spółki Ursus. – Pierwsza seria zostanie skierowana do produkcji niezwłocznie po podpisaniu zamówień. Intensywnie pracujemy nad pozyskaniem odbiorców. Mam nadzieję, ze to kwestia od kilku do kilkunastu miesięcy – stwierdza.

City Smile Fuel Cell Electric Bus pomieści 75 pasażerów, z czego 28 na miejscach siedzących. Układ siedzeń może być przebudowywany w znaleźności od zapotrzebowania. Wodór składowany jest w ośmiu butlach o łącznej pojemności 35 kg zamontowanych na dachu pojazdu.

– Pojazdy zasilane paliwem wodorowym to przyszłość w transporcie drogowym – przekonuje Zarajczyk. – Liczymy na spore zainteresowanie na rynkach zachodnioeuropejskim, na których tego typu pojazdy ze względów ekologicznych są coraz popularniejsze i kosztowo bardziej opłacalne w porównaniu z tradycyjnymi autobusami – dodaje.

Obrazek

Prezentacji dokonano w środę w obecności wicepremiera i ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina. – To jest czas, kiedy możemy rzucić wyzwanie światu. Polacy uwierzyli w patriotyzm gospodarczy, teraz jest czas na innowacyjną i naukową samodzielność. Ursus daje przykład tego, jak można nie tylko nadrabiać dystans dzielący nas od świata, ale wchodzić też w najbardziej nowatorskie przedsięwzięcia – mówi minister.

Lubelska spółka liczy na pozyskanie wsparcia publicznego na produkcję pojazdów elektrycznych. W ofercie firmy są też dwa autobusy elektryczne: Ursus City Smile oraz Ursus Ekovolt. Obecnie w zakładach w Lublinie może powstać ok. 100 autobusów rocznie. W perspektywie trzech-czterech lat roczna produkcja ma dojść do kilkuset sztuk.

http://www.dziennikwschodni.pl/lublin/a ... 96785.html
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15603
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 829
Podziękował: 29165 razy
Otrzymał podziękowanie: 23488 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: janusz » środa 19 kwie 2017, 18:13

Druk 3D wkracza do przemysłu

Obrazek

W 2018 roku globalny rynek, związany z drukiem 3D osiągnie poziom 16,2 mld dol. Średni, roczny wzrost branży szacowany jest na 45%. Jednocześnie Boening rozpoczyna produkcję elementów swoich samolotów, w technologii druku 3D. Nie może więc dziwić fakt, że również w Polsce ta gałąź gospodarki rozwija się niezwykle dynamicznie.

Od kubka do samochodu
O tempie rozwoju branży w naszym kraju świadczy fakt, że w trakcie odbywających się po raz dziesiąty pod koniec marca kieleckich Targów Obróbki Metali, Obrabiarek i Narzędzi STOM-TOOL miały miejsce także trzydniowe Dni Druku 3D. We wcześniejszych edycjach imprezy były one jedną z imprez towarzyszących. Na tegorocznych Targach stały się one jednym z ich najistotniejszych – a z całą pewnością najciekawszych medialnie – elementów wydarzenia.

W trakcie Dni Druku 3D zaprezentowało się 80 branżowych wystawców, prezentujących zarówno producentów drukarek, jak i firmy usługowe, ale także środowisko akademickie, aktywnie działające w obszarze innowacji technologicznych, bezpośrednio związanych z drukiem 3D. Dzięki temu zobaczyć można było pełną paletę możliwości, jakie daje obecnie ta wchodząca w szybkim tempie do przemysłu technologia wytwórcza.

W związku z tym odwiedzjący Targi zobaczyć mogli m.in. drukowane motocykle, protezy medyczne, przedmioty codziennego użytku. Dla przykładu na stoisku firmy Wolff zobaczyć można było m.in. ważący 260 kg designerski stół – będący największym na świecie wydrukiem kompozytowym, a także naturalnej wielkości model ażurowego, czerwonego ferrari lusso. Wydrukowany był on za pomocą ręcznych drukarek 3D przez grupę studentów Politechniki Warszawskiej. Przede wszystkim jednak w trakcie kieleckiej imprezy wystawienniczej zobaczyć można było to, w jaki sposób technologia druku 3D wchodzi szeroką ławą do przemysłu, a w dłuższej perspektywie również do życia codziennego

3D w masowej produkcji
– W tej chwili widzimy duży potencjał przemysłowy tej technologii. Produkujemy maszyny, które pracują na linii, w cyklu produkcyjnym. Widzimy potencjał, by maszyny, drukujące w 3D że zwykłych maszyn prototypowych również stały się maszynami produkcyjnymi. Obserwujemy, jak ten się rynek zmienia i jak on rośnie. Jest to olbrzymi skok, jeżeli chodzi o maszyny 3D w Europie. To co jest ciekawe, to że mamy już do czynienia z wysokowydajnymi maszynami, które mogą już zacząć masowo produkować – mówi mgr inż. Rafał Lisowski, Product Manager Laser TRUMPF Polska. I dodaje: – Oczywiście, jeżeli chodzi o zalety i technologie przyrostowe to wiadomo, że jak będziemy produkować mniejsze ilości sztuk, skomplikowane detale, to tym większą mieć będziemy przewagę drukując 3D.

Jak dotąd druk 3D stosowany był w przemyśle przede wszystkim w kontekście produkcji prototypowej i nisko-seryjnej. Obecnie wdrażane są pierwsze linie technologiczne, których zadaniem jest masowa produkcja w oparciu o niego. Przykładem tego jest obuwniczy gigant, jaki jest Adidas. Jak informuje Stowarzyszenie Polskiej Branży Druku 3D: „To co jest najbardziej rewolucyjne we współpracy firmy Adidas z firmą Carbon3D to zastosowanie technologii druku 3D do masowej produkcji gotowych wyrobów, oferowanych klientom Adidasa. Do tej pory żadna firma nie dostosowała technologii druku 3D w taki sposób by bez dodatkowych procesów otrzymać produkt gotowy do użycia przez klientów (podeszwy butów). Do tego nie stworzyła możliwości masowej produkcji tych wyrobów tak by obsłużyć setki tysięcy odbiorców.”

W ten sposób o możliwościach, jakie daje technologia 3D, mówił w trakcie Dni Druku 3D Hubert Gleba, Account Manager Materialise S.A.:
Produkcja 3D może z powodzeniem zastąpić większość tradycyjnych technik dotyczących sfery produkcyjnej, takich jak na przykład obróbka skrawaniem. Technologia produkcji spiekania laserowego SLS okazuje się niezastąpiona, nawet w produkcji seryjnej. Możemy stworzyć dzięki niej praktycznie rzecz biorąc wszystko, co sobie wyobrazimy.

Wykorzystywanie technologii 3D pozwala na wyprodukowanie danej części z mniejszej ilości elementów, jest znacznie prostsze niż stosowanie np. form wtryskowych przy produkcji, pozwala na optymalizację procesów produkcyjnych i skrócenie czasu wejścia na rynek danego projektu.

Coraz więcej zastosowań
O tym, że wykorzystanie druku 3D cały czas będzie się zwiększać świadczą zarówno już istniejące rozwiązania w tym zakresie, ale również różnego typu prace badawczo-rozwojowe, dzięki którym ilość jego zastosowań, będzie się cały czas zwiększać. Dobrym tego przykładem są badania, prowadzone przez naukowców z Politechniki Warszawskiej. – Spawanie i druk 3D to na pierwszy rzut oka dwie różne dziedziny. Ale spawanie nie ogranicza się jedynie do łączenia elementów, lub generowania części. Znaleźliśmy dla niego troszkę inne zastosowanie – stwierdza Mateusz Ostrysz przewodniczący Spawalniczego Koła JOINT, działającego przy Zakładzie Inżynierii Spawania PW. – Wydawało by się, że druk 3D dotyczy wyłącznie metod wspomaganych laserem lub produkcji z tworzyw sztucznych. My wytwarzamy metalowe modele poprzez napawanie łukowe. Metody laserowe są okupione wysokim kosztem wytwarzania. Tymczasem metody napawania łukowego rozwijają się w taki sposób, że oferują nam cienkościenne modele, nieograniczone kształty i wysokie właściwości mechaniczne, które charakteryzują końcowy efekt spawania 3D.

Obrazek
Fot. Politechnika Warszawska

Jednocześnie, patrząc na rozwój technologii, druk 3D znajduje coraz bardziej zaawansowane zastosowanie w medycynie. Jak informuje Zortrax: „Specjaliści z Zakładu Fizyki Medycznej Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie opracowali metodę wykorzystania druku 3D w procesie planowania i przeprowadzania leczenia pacjentów ze zmianami nowotworowymi na skórze lub płytko pod jej powierzchnią. W leczeniu przy użyciu radioterapii wykorzystywane są tzw. bolusy. Są to przygotowywane indywidualnie dla każdego chorego materiały umieszczane bezpośrednio na skórze w trakcie seansu terapeutycznego.”

Jak dotąd bolusy przygotowywane były z parafinowych plastrów układanych bezpośrednio na skórze pacjenta lub odlewie. Dzięki użyciu nowej technologii, proces ten zostanie znacząco usprawniony. – Poprzez wykorzystanie drukarki 3D możemy precyzyjnie odtworzyć zaprojektowany kształt bolusa, co zwiększa dokładność dostarczenia dawki terapeutycznej w obszar zmieniony nowotworowo, zgodnie z przygotowanym planem leczenia a tym samym zwiększa jakość realizowanego leczenia. – mówi fizyk medyczny Magdalena Łukowiak.

Kiedy pierwszy samolot?
Jaki efekt daje połączenie tradycyjnych metod wytwarzania i specjalistycznej technologii 3D? dobrze widać to na przykładzie lotnictwa, a przede wszystkim Boeninga, który w ostatnim czasie rozpoczął druk elementów silnika na drukarkach 3D. Jak informuje Forbes: „Pierwszy, testowy lot najnowszej maszyny Boeinga odbył się pod koniec stycznia. Boeing 737 MAX jest wyposażony w parę silników LEAP-1B. Każdy z nich zużywa i emituje o 15 proc. mniej paliwa i CO2, niż dotychczas najlepsze silniki CFM, jest znacznie cichszy (40 proc.) oraz wymaga mniejszego wysiłku w utrzymaniu. Parametry te udało się osiągnąć dzięki zastosowaniu nowatorskich metod produkcji. Silnik składa się bowiem z 19 drukowanych w 3D z metalu dysz paliwowych, osłon silnika stworzonych z ultralekkich i odpornych na skrajne temperatury materiałów Ceramic Matrix Composites (CMC) oraz łopatek sprężarki wyhodowanych z monokryształów.”

Warto w tym przypadku wskazać na fakt, że wytworzenie dysz paliwowych ze stopu niklu i kobaltu, o 25% lżejszych niż dotychczas, było możliwe tylko i wyłącznie dzięki zastosowaniu druku 3D. Jest tak z tego względu, że składająca się wcześniej z 18 elementów dysza, jest w tej chwili jedną, integralną całością. W związku z tym możemy być pewni, że kolejne rozwiązania w tym zakresie rewolucjonizować będą produkcję nie tylko w przemyśle lotniczym. – Boenig wykonał jak dotąd w technologii przyrostowej ponad 200 różnych części do 10 typów samolotów. W sumie, w przemyśle lotniczym zarówno w samolotach wojskowych, jak i komercyjnych, coraz więcej części wykonuje się za pomocą technologii przyrostowej. Wykonywane są już drony w tej technologii. Także prototypowe modele silnika odrzutowego. Co nas czeka w przyszłości? Prawdopodobnie drukowane samoloty pasażerskie – stwierdza dr hab. inż. Włodzimierz Adamski, Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Upowszechniania Komputerowych Systemów Inżynierskich ProCAx.

http://polskiprzemysl.com.pl/technologi ... przemyslu/
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 11602
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 62
x 559
Podziękował: 26962 razy
Otrzymał podziękowanie: 17439 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » środa 26 kwie 2017, 21:32

Skradziony projekt polskiego samochodu Tarpan - Motostory odc. 1.

https://youtu.be/gpgmBowBg6c

Opowieść o genialnym polskim inżynierze i jego skradzionym projekcie. Gdyby nie II Wojna Światowa, to Polska byłaby światową potęgą w branży motoryzacyjnej.
Pierwszy odcinek z serii Motostory opowiada o skradzionym prototypie wielozadaniowego samochodu Tarpan.

Ciekawa teoria ;)
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
Przebiśnieg
Posty: 1207
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 16:41
x 2
x 24
Podziękował: 790 razy
Otrzymał podziękowanie: 1319 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: Przebiśnieg » wtorek 23 maja 2017, 18:43

O Polsce i o Polakach (są polskie napisy)|| Что я думаю о Польше и о поляках // Marain

https://www.youtube.com/watch?v=mbyUABL2UVE
Opublikowany 1 kwi 2017

Всем привет, меня зовут Марина, мне 18 лет.
Я переехала жить из Москвы в Польшу и пытаюсь снимать видео, буду рада каждому=)
Спасибо тебе за просмотр!
Сегодня я расскажу, что я дума

Rosjanka lub Ukrainka o nas tylko proszę włączyć napisy bo mogą się automatycznie nie włączyć i oczywiście z góry dziękuje administracji za przeróbke linka na filmik
to moze pozdrawiam :D
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 27 maja 2017, 05:47

Najpierw było zdjęcie w warszawskim metrze. Teraz Beata Szydło jest twarzą oporu wobec szalonej utopii lewicy


http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/34149 ... pii-lewicy




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 11602
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 62
x 559
Podziękował: 26962 razy
Otrzymał podziękowanie: 17439 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » sobota 27 maja 2017, 06:36

Polska firma ma już więcej sklepów niż Lidl i rusza w pogoń za Biedronką


Obrazek

Polska sieć supermarketów Dino rośnie w siłę. Posiada już więcej placówek niż Lidl, chce teraz ruszyć w pogoń za Biedronką. Przedsiębiorstwo kierowane jest przez Szymona Piducha.

https://parezja.pl/polska-firma-ma-juz- ... biedronka/
8-)
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: abcd » piątek 16 cze 2017, 13:18

Tomasz Molga pisze:Klękajcie giganci. 6 tys. rolników stworzyło spożywczą korporację, która bije na głowę zagraniczne firmy
22 września 2015

Obrazek
Przekonywał chłopów by myli cycki krowom, inwestował miliony w technologie do produkcji serów - Dariusz Sapiński od 30 lat jest prezesem spółdzielni mleczarskiej, z której zrobił korporację skuteczniejszą niż Danone. • fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

– Fińskie masło w polskim markecie. Niech pan mnie nie rozśmiesza. Owszem chciałbym mieć tyle pieniędzy do wydania ile ci Finowie dopłacają do sprzedaży swojego masła w Polsce. Jak chcą wozić drewno do lasu to proszę – Dariusz Sapiński, prezes spółdzielni mleczarskiej Mlekowita był najwyraziściej ubawiony pytaniem, o konkurencję zza granicy. Trudno się dziwić. Masło, dwa rodzaje serów oraz mleko z Mlekovity to niezagrożeni liderzy polskiego rynku.
ADVERTISEMENT

Mleczarstwo to jedna z nielicznych branż w Polsce, w której firmy z rodzimym kapitałem nie dały się rozjechać zagranicznym korporacjom. Kiedy w 2012 roku PAIIZ stworzyła raport o największych firmach branży spożywczej. Mlekovita znajdowała się na 6. pozycji, pierwsza zagraniczna firma z branży mlecznej Danone Polska dopiero na 18. z przychodami połowę niższymi od spółdzielni. Producent serów Hochland, według ostatnich dostępnych danych, miał mniej niż miliard złotych przychodów. Jakim cudem? Skoro pijemy piwo z południowoafrykańskiego koncernu Sabmiller, w wódce rządzi brytyjski Stock Spirits, a największy producent pieczywa to Piekarnia Szwajcarska i duński Schulstad.

– Pamiętam jak na początku lat 90. robiliśmy jeden z pierwszych rankingów mleczarni w Polsce. Danone bił na głowę rozdrobnione polskie zakłady. Dziś jest zupełnie inaczej. Rynkiem trzęsą 4 duże firmy z polskim kapitałem – mówi naTemat Jadwiga Seremak Bulge, ekspert rynku mleka z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Droga od cycka do sklepu

Mlekovita jest holdingiem skupiającym spółdzielnie mleczarskie, z kolei ich członkami są rolnicy, hodowcy krów mlecznych. Wydawałoby się, że to schyłkowa forma własności, ale akurat w tej branży triumfuje. Poszczególni producenci mleka łączą się tworząc spółdzielnie. Ponieważ działają wspólnie korzystają z efektu skali, są stanie negocjować lepsze warunki z handlem. Nie tylko sprzedając mleko, lecz także inne jego przetwory.

Obrazek
Prezes Mlekovity lubi podkreślać polskość kapitału branży•YouTube.com

– Silne spółdzielnie zainwestowały w rozwój nowoczesnych zakładów przetwórstwa. Potrafiły stworzyć własne, unikalne produkty jak serek wiejski Piątnicy czy mleko Łaciate. Są w stanie płacić rolnikom wyższe ceny za skup mleka, ale też zarabiają i potrafią używać mądrze kapitału z głową, nie są zależne od banków – dodaje Jadwiga Seremak Bulge.

A na brak pieniędzy szef Mlekovity nie może narzekać. Za 2014 roku spółdzielnia z miasteczka Wysokie Mazowieckie miała 3,88 mld zł przychodów. Została liderem branży mlecznej w Polsce, wyprzedzając odwiecznego rywala w firmę Mlekpol (producent mleka Łaciate). Tylko w tym roku chce zainwestować ponad 110 mln zł w unowocześnienie mleczarni. Zapewne ponownie wyda ponad 20 mln na reklamę własnych produktów. – Dariusz Sapiński robi coś, czego branża handlowa bardzo nie lubi. Buduje silną markę, a takich producentów trudno sprowadzić do parteru żądając niskich cen – mówi ekspert rynku spożywczego.

Prezes swój chłop

W przeciwieństwie do prezesów zagranicznych korporacji Sapiński nie ma dyplomu MBA. To swój chłop, który we własnym gabinecie ma kilka świętych obrazków i zdjęcia dzieci. Zdarzało mu się, że firmowe produkty nazywał imieniem żony, psa „Freda” lub swoim – „twarożek Darek”. Prezesem jest od 1985 roku. Instynktownie potrafi jednak sterować firmą w dobrym kierunku. – Za moich studenckich czasów nikt nie słyszał o marketingu. A to prosta sprawa: trzeba dać ludziom to, czego chcą albo będą chcieć. A przede wszystkim trzeba umieć to sprzedać – mówił w jednym z wywiadów.

Kiedy w latach 90 na drogach ustawiały się blokady Samoobrony – Sapiński zbierał pieniądze na modernizację działu przetwórstwa mleka, aby spełniał międzynarodowe normy jakościowe HACCP. A gdy kilka lat później Andrzej Lepper straszył upadkiem polskiego rolnictwa w Unii był bardziej konstruktywny – za 2 mln zlecił reklamę telewizyjną, w której zachęcał do kupna polskich produktów. „Od ciebie zależy przyszłość polskich firm w Unii Europejskiej” – brzmiało hasło. Wtedy mniej więcej Mlekovita wyprzedziła ostatnią z zagranicznych firm.

Pomogły jej w tym oscypki. Mlekovita przejęła wtedy spółdzielnię mleczarską z Zakopanego. Wprawdzie miała ona długi i groziła jej upadłość, ale też patent na przemysłową produkcję sera typu oscypek. Regionalny i znany produkt sprzedawany w całej Polsce okazał się żyłą złota. Podobnie jak inny lokalny produkt – ser zapleciony w warkoczyk. W podobny sposób Sapiński przyłączył do spółdzielni ponad 20 innych podmiotów za każdym razem przekonując rolników-spółdzielców, że w kupie jest siła. Jak dotąd dotrzymał słowa.

Na trwających właśnie targach Polagra Dariusz Sapiński donosi o budowie alternatywnego wobec hipermarketów kanału sprzedaży. Spółdzielnia ma 28 regionalnych centrów zaopatrzeniowych i własne centrum hurtowe Cash and Carry w Warszawie - gdzie moga zaopatrywać się drobni kupcy i sklepikarze. Zachęca też bezrobotnych do otwierania sklepów Mlekovitka – ma ich już 120. Drugą Biedronką na pewno nie będzie, ale zarobi na tym świetnie.


http://natemat.pl/155353,klekajcie-giga ... czne-firmy
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
Przebiśnieg
Posty: 1207
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 16:41
x 2
x 24
Podziękował: 790 razy
Otrzymał podziękowanie: 1319 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: Przebiśnieg » środa 21 cze 2017, 17:08

Polska. Wyprawa do raju [Napisy PL]
Hal9000
Hal9000

https://www.youtube.com/watch?v=3wu4xRV47ZQ
Są napisy jak ktoś nie rozumie rosyjskiego :D
:D
0 x



Awatar użytkownika
grzegorzadam
Moderator
Posty: 11602
Rejestracja: czwartek 26 cze 2014, 17:02
x 62
x 559
Podziękował: 26962 razy
Otrzymał podziękowanie: 17439 razy

Re: Cudze chwalicie...

Nieprzeczytany post autor: grzegorzadam » wtorek 11 lip 2017, 16:55

Otwarto pierwszą w Polsce świecącą ścieżkę rowerową

https://youtu.be/Qjem_HXA5y8

Pierwsza w Polsce ścieżka rowerowa, która nocą oddaje nagromadzone światło słoneczne jest już dostępna dla rowerzystów. Ta wyjątkowa innowacja powstała w pobliżu Lidzbarka Warmińskiego, na szlaku prowadzącym nad Jezioro Wielochowskie. Świecąca ścieżka nie potrzebuje żadnego dodatkowego zasilania – jest w zupełności samowystarczalna, ekologiczna i, co najważniejsze, poprawia bezpieczeństwo mazurskich rowerzystów. Autorem projektu świecącej nawierzchni jest laboratorium TPA w Pruszkowie, zaś wykonawcą STRABAG.
Nawierzchnia świecącej ścieżki rowerowej zawiera tzw. luminofory. To specjalne substancje syntetyczne, które „ładują” się za pomocą światła dziennego, a następnie nocą emitują nagromadzoną energię. W ciągu dnia ścieżka rowerowa ma natomiast kolor niebieski. Chodziło o stworzenie optymalnej kompozycji kolorystycznej z pobliskim jeziorem i naturą, a także, w głównej mierze, o bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu.
- Materiał, z którego stworzyliśmy ścieżkę rowerową, jest w stanie oddawać światło przez ponad 10 godzin. Oznacza to, że przez całą noc ścieżka emituje energię świetlną i ponownie gromadzi ją następnego dnia. Co ważne, efekt zawdzięczamy wyłącznie właściwościom użytego kruszywa, bez konieczności wspomagania dodatkowymi źródłami energii. Do budowy ścieżki w pobliżu Lidzbarka Warmińskiego wybraliśmy luminofory świecące na niebiesko, aby zachować spójność z mazurskim krajobrazem – mówi dr inż. Igor Ruttmar, prezes TPA Sp. z o.o.
TPA od dawna prowadziło badania nad wykorzystaniem kolorowej i oddającej światło nawierzchni asfaltowej, przy czym największym wyzwaniem było zapewnienie trwałości opracowywanych materiałów oraz optymalizacja kosztów ich produkcji. W pruszkowskim laboratorium opracowuje się także asfalty zapachowe – cytrusowe, truskawkowe, czy różane. Innowacyjne budulce TPA mają w równym stopniu znaczenie estetyczne, co ekonomiczne i ekologiczne. Projekt świecącej nawierzchni powstał już wcześniej, ale jego realizacja była możliwa dopiero dzięki pozyskaniu inwestora. Budowa pod Lidzbarkiem Warmińskim została zakończona i stanowi pierwsze tego typu przedsięwzięcie w Polsce.
- Podobna ścieżka funkcjonuje już na przykład w Holandii. Szczerze mówiąc, była dla nas inspiracją do realizacji podobnej inwestycji w Polsce. Nasza technologia jest jednak inna i w przeciwieństwie do rozwiązania holenderskiego nie wymaga żadnego dodatkowego zasilania. Wykonanie takiej ścieżki wpisuje się w obecnie prowadzoną przez nas kampanię dla poprawy bezpieczeństwa – mówi Waldemar Królikowski, Dyrektor Zarządu Dróg Wojewódzkich w Olsztynie.
Działanie materiału, z którego powstała ścieżka, związane jest ze zjawiskiem luminescencji. Polega ono na pochłonięciu promieniowania elektromagnetycznego z obszaru widzialnego, ultrafioletu lub podczerwieni. Pochłonięta energia jest następnie emitowana w postaci światła, na ogół o energii mniejszej niż energia światła wzbudzającego. Jest to rozwiązanie nie tylko bezpieczne, ale wręcz poprawiające bezpieczeństwo rowerzystów po zmroku.


Tylko żeby plebs tego nie wydrapał rękoma. Jakaś karyna z sebkiem sobie pomyslą "łoł świeci więc pewnie wartościowe, wezme sobie trochę"

:D
0 x


czasem tak długo wpatrujemy się w zamknięte drzwi, że nie dostrzegamy tych, które już dawno się otworzyły...

ODPOWIEDZ