Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

FELIETONY I OPOWIADANIA

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » czwartek 10 wrz 2015, 07:59

Autobus i minister. Dyżurny Psychiatra Kraju
Ursus. Kiedyś bogate miasto graniczące z Warszawą, dumne ze swojej ogromnej fabryki traktorów eksportowanych do 56 krajów świata. W najlepszych czasach ciągnik schodził z taśmy co kilkadziesiąt sekund. Polski rolnik, jeśli nie zapłacił łapówki, czekał na przydział traktora kilka lat. Ze względu na ciągły wzrost zapotrzebowania, fabrykę rozbudowywano. Wszystko do czasu.



Kiedy w ramach tzw. planu Balcerowicza żydostwo zaczęło totalnie likwidować polski przemysł nie oszczędzono i Ursusa. Piękną, nowoczesną fabrykę zamordowano. To tak w skrócie.

Dziś cały teren wygląda jak po nalocie dywanowym. Ursus z wielkoprzemysłowego miasta zszedł do roli sypialni Warszawy. Owszem, buduje się tu kilka bloków rocznie, gdzie mieszkania latami stoją puste, bo ceny tych lokali są jak na Manhattanie, a zarobki znacznie poniżej tych w Zimbabwe. Dlatego ci, którzy mieszkania mają, zadłużyli się w żydowskich bankach na całe życie, posprzedawali samochody i muszą dojeżdżać do innych dzielnic autobusami, bo w Ursusie zarobić można, ale tylko w mordę.

Rano na przystanku tłum. Ludzie przestępują z nogi na nogę i niecierpliwie spoglądając na zegarki w telefonach, wyglądają autobusu. Niektórzy ukradkiem palą papierosa rozglądając się bacznie czy na horyzoncie nie widać radiowozu. Rząd w trosce o zdrowie narodu wprowadził zakaz palenia w miejscach publicznych. Nie każdy o tym wie, ale palenie na przystankach jest bardzo poważnym wykroczeniem zagrożonym mandatem do 500 zł. Rząd pozwala jeszcze zaciągać się chmurami czarnego dymu z rur wydechowych starych, rozklekotanych pojazdów. Do tego stale oddychamy pyłami metali ciężkich i innych trucizn zrzucanych z samolotów (chemtrails), o czym rząd udaje że nie wie.

Autobus się spóźnia. Ludzie się niecierpliwią, gdyż nikt nie chce się spóźnić do roboty. Bo autobusem jeździ się do szkoły albo do roboty. Ci, którzy mają jakąkolwiek pracę, to szczęściarze. Są eksploatowani jak w żydowskich i niemieckich fabrykach dziewiętnastowiecznej Łodzi, ale pracują. Tylko to się liczy. Zapomnieli już o wczasach i koloniach dla dzieci. Oby tylko wystarczyło na opłaty. Ci starsi niegdyś walczyli z komuną. Strajkowali, śpiewali z rozcapierzonymi paluchami w kościołach. Dziś wypominają sobie jacy byli głupi, jak dali się oszukać chazarskim łotrom. Teraz ich smutne oczy, osadzone w zmęczonych, ponurych twarzach, wypatrują autobusu. Niektórzy miętoszą przed chwilą kupioną gazetę. Często „Koszerną” – największy ogłupiacz gojowskich umysłów.

Wreszcie zza zakrętu wynurza się stary solaris. Tłum wpada do środka. Szczęśliwcy, którym udało się usiąść, zatapiają oczy w lekturze plugawego szmatławca. Przeglądają kretyńskie reklamy, śledzą program zażydzonej telewizji, czytają antypolskie artykuły.

Z każdym przystankiem ścisk w autobusie wzrasta. Zaduch, smród. Jakaś kobieta stanęła facetowi na palcach. Poszła wiącha, potem druga. Baba zamiast przeprosić – pyskuje. Za chwilę w pracy, cała w ukłonach, będzie się kajać przed swoim szefem – Chazarem, gotowa na wszystko. Dosłownie. Byleby tylko dalej pracować.

Ale oto autobus zaraz wyjedzie z Ursusa. Tu mija ostatnie elementy jeszcze polskiej własności i krajobrazu: stara osiemnastowieczna kapliczka, kilka domków jednorodzinnych, resztki kwitnących niegdyś ogrodów, jakieś rozbite szklarnie. Dalej cmentarz, jedno z niewielu miejsc do którego Chazarzy nie wnoszą pretensji, że stoi na ich gruncie. Dalej ostatni polski sklepik, zajezdnia autobusowa i na tym Polska się kończy.

Autobus zatrzymuje się w pobliżu Wyższej Szkoły Marketingu i Zarządzania. Student o słowiańskiej urodzie, z nosem zadartym ku górze, wyskakuje z solarisa i biegnie na zajęcia. Biedny chłopak. Myśli, że kiedyś zostanie dyrektorem i będzie zarządzał. Z takim nosem, to w Polsce można zarządzać tylko miotłą albo łopatą. Tym bardziej, że twoi rodzice wybierają Chazarów lub zwykłych złodziei do władz państwowych – pomyślałem.

Żeby „w tym kraju zarządzać”, to trzeba jedną część ciała mieć, a innej bezwzględnie nie posiadać. Trzeba mieć nochal jak hak na świńskie ścierwo i zdecydowanie pozbyć się napletka. Ale już mieć tatusia lub dziadka (brat lub wujek też wystarczy), który po pachy unurzał ręce w krwi Polaków działając w NKWD lub UB, to jest przepustka do naprawdę wielkiej kariery. Autobus rusza i skręca w Al. Jerozolimskie. Tu zaczyna się inny świat. Od peryferii miasta, aż do Wisły, ok. 10km, po obu stronach jednej z głównych arterii niegdyś polskiego miasta – geszefty. Od ul. Łopuszańskiej, aż do Dworca Zachodniego ani jednej polskiej firmy. Och pardon, jest jedna polska instytucja i to jeszcze nie sprywatyzowana. To Jednostka Prewencji Policji – byłe ZOMO – banda ogłupionych Gojów używana do rozpędzania tłumu niepokornych Gojów.

Następny przystanek. Stąd blisko do trzech ogromnych hipermarketów. Tu wysiada kilkanaście kobiet, które pędzą na szychtę do swoich obozów pracy. Wpadają kanary. Wszyscy mają bilety za wyjątkiem jednego bezdomnego. Na następnym przystanku wywlekają go z autobusu i biją. Piąchami. Tak postępuje Polak z Polakiem!

Autobus wjeżdża do Śródmieścia. Za oknami solarisa nowe banki, ogromne biurowce i hotele połyskujące granitem, lśniące marmurami. Na parterach sklepy dostępne tylko dla demonów władzy i innych złodziei. Chazarskie geszefty rozrastają się nieprawdopodobnie szybko. Pączkują. Wystrzelają wieżowcami w chmury. Jakże egzotycznie w tym krajobrazie wyglądają tabliczki z nazwą głównej ulicy miasta na peryferiach EUROKIBUCU: Aleje Jerozolimskie. Ta ulica, to przecież YERUSHALAYIM – STRASSE! A stary autobus przy tych granitach i marmurach wygląda jakby wjechał ze Strefy Gazy do Jerozolimy.

Pasażerowie autobusu w milczeniu podziwiają chazarskie bogactwo żując gumę. To świat niby na wyciągnięcie ręki, ale dla nich niedostępny, nieosiągalny jak wnętrza luksusowych apartamentów z amerykańskich seriali. Stąd ta masowa obsesja przejawiająca się w żuciu gumy. Prawie wszyscy żują. Nawet babcia posiadająca jeszcze trzy zęby, miarowo rusza gębą. Oto choroba społeczna, przywleczona od sfrustrowanych amerykańskich kołtunów.

Żujące gęby są bardziej kretyńskie niż w rzeczywistości. Ale każdy gołodupiec chce wyglądać jak przygłupi Amerykanin, żreć jak Amerykanin i głosować na Amerykanin. Bo co z tego, że w Polsce łamie się Prawa Człowieka, szczególnie Pakt Praw Gospodarczych i Kulturalnych? Mamy przecież wolność i demokrację! O polska głupoto, o biedni i ślepi ludzie


– Gdzie wy macie tę wolność? Przecież Prawa Społeczno – Ekonomiczne Obywatela są tak samo deptane, jak były deptane Prawa Polityczne Obywatela w okresie stalinizmu! Sejm uchwala ustawy, które funkcjonują wybiórczo, a czasem wcale. Urzędnicy państwowi, albo sądy interpretują sobie ustawy jak chcą i nie ma na to siły. Dżungla. Miała być druga Japonia, później Irlandia, a mamy jakąś republikę bananową. Jeszcze ze dwie powodzie, jedna susza i będzie Haiti.

Autobus dojeżdża do Centrum. Staje w korku. Obok zatrzymuje się rządowa limuzyna. Kierowca w dobrze skrojonym garniturze, obok góra mięcha z pistoletem wielkości armaty. To ochroniarz z BOR-u. Wiozą ministra Kopaczki do przytulnego gabinetu. Bezpiecznie, wygodnie. Stłoczeni wyrobnicy z zazdrością spoglądają na członka rządu. Członek lekceważąco, z pogardą patrzy w twarze pasażerów autobusu.

– Wglądają jak przeżuwające krowy – służalczo wybąknął BOR-owik.

– Tyko bez koryta – zauważył kierowca.

– Co się nabijacie z obrońców krzyża! Niby skarcił ich minister.

– Ha, ha, ha! – śmieją się już wszyscy.

Oto Goje, żujące bydło robocze. To elektorat.

To mój elektorat – pomyślał z najwyższą odrazą dygnitarz, wykrzywiając pogardliwie chazarską mordę.

-Wacek, wyrwij się z tego korka, bo nie zdążę na wczorajszą rozmowę odnośnie pomocy dla Ukrainy, jaką miałem w telewizji. Muszę siebie zobaczyć i przeanalizować jak wypadłem – warknął minister. A poza tym mam kaca, a tam w lodóweczce chłodzi się irlandzkie piwko!

Kierowca postawił na dachu auta koguta i z piskiem opon wyjechał na chodnik. Piesi z trwogą uciekali na boki. Później opancerzoną limuzynę wcisnął na tory tramwajowe i za kilka chwil zniknął w bramie ministerstwa. Dostojnik państwowy zdążył, by punktualnie piastować urząd i podejmować decyzje. Nie ważne jakie. I tak za nic nie odpowiada. Byleby się kręcił interes. Własny interes. A w jesiennych wyborach i tak przejdzie. Jest tego pewien. I ja jestem pewien, o czym zapewnia Was, drodzy Czytelnicy.

Dyżurny Psychiatra Kraju

Cezary Piotr Tarkowski



http://wolna-polska.pl/wiadomosci/autob ... ju-2015-09





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » środa 23 wrz 2015, 22:54

Różne oblicza miłości. Dyżurny Psychiatra KrajuPrzyklejony
Część ludzi wie, co to jest miłość – AMOR. Niemało starszych osobników HOMO SAPIENS, może pochwalić się, że to uczucie przeżyli, a nawet mimo upływu lat przeżywają nadal i to w wersji bezinteresownej, co jest obecnie anachronizmem.


Moralnie zdrowej części społeczeństwa (która szybko się kurczy) nie dziwi, że są jeszcze ludzie, którzy kochają siebie nawzajem, zwierzęta, przyrodę, Boga i całe dzieło stworzenia, a także Ojczyznę, za którą gotowi są oddać życie.

Po przeszło dwóch tysiącach lat niepowodzeń, żydzi słusznie zauważyli, że najważniejszym czynnikiem na drodze opanowania przez nich świata, jest miłość. To ona cementuje rodzinę, społeczeństwo, prawidłowe relacje, każde państwo jako oddzielny organizm narodowy. Dlatego przeciwko miłości rozpoczęli największą i najbardziej bezwzględną wojnę wszechczasów. Tam gdzie udało im się rozbić państwa narodowe, tam przejęli władzę całkowitą. Aby ją utrzymać niszczą uczucia patriotyczne. Dlatego patriotów obrzucają najgorszymi inwektywami i kalumniami w przejętych przez siebie wszystkich środkach masowego przekazu. O walce z Kościołem i religią (krzyżem szczególnie) nie będę się rozpisywał, bo piszemy o tym stale.

Aby prowadzić walkę z wszelkimi przejawami miłości, starsi bracia w demoralizacji, wymyślili liberalizm. Zatem wojna przeciwko miłości odbywa się pod hasełkami równości i wolności. Wszak szatan, aby przyciągnąć ludzi, używa pięknych słów.

Człowiek nowoczesny, a więc wolny, nie musi już brać ślubu przed obliczem Boga, wystarczy podpisać w obecności urzędnika kontrakt. Któraś strona nie wywiązuje się z warunków kontraktu – rozwód. Żenić się i rozwodzić można do woli. Kilkadziesiąt lat takich praktyk i stały się one w większości społeczeństw normą. Zatem jarmułkowi wprowadzili innowację. Teraz można zawierać kontrakt raz z kobietą, innym razem z mężczyzną. Jak kto chce. Ale związek mężczyzny z kobietą, to wg oświeconych – tylko chemia i ekonomia. Po co ślub? Dlatego od kilku lat pary żyjące w tzw. konkubinacie, są w Polsce równoprawne z małżeństwem. Jakoś nikt nie zauważył, że nie ma co już protestować przeciwko małżeństwom homoseksualnym, bo one są już prawnie usankcjonowane. Przecież prawo stanowią Chazarzy! Teraz wystarczy, że dwóch pedałów przedstawi świadków, iż żyją w konkubinacie. A żaden kodeks nie mówi, że konkubinat, to związek mężczyzny z kobietą!

W końcu lat sześćdziesiątych ub. stulecia, w celu rozbicia rodziny, plemię żmijowe rozpoczęło tzw. „rewolucję seksualną” pod hasłem „wolnej miłości”. Każda zbrodnicza rewolucja musi zawierać hasło wolności, równości itd. W tym przypadku jak wolność, to każdy z każdym, a dzieci wspólne. W końcu bachory nie muszą wiedzieć kto jest tatusiem, mamą też nie. Zresztą zawsze można ciążę przerwać, na czym przecież polega wyzwolenie kobiet. Znałem nawet taką, która niegdyś wyzwalała się kilkanaście razy. W końcu wyzwoliła się całkiem od mężczyzn – szybko stała się brzydka, gruba i bezpłodna. Zyskała za to ciężką depresję i wyzwoliła się nawet od samej siebie, popełniając samobójstwo, a zgodnie z liberalną nowomową – poddała się autoeutanazji. Kobieta nowoczesna.

Liberalizm pojęcie miłości zredukował do poziomu jedynie zainteresowania seksualnego. Niekoniecznie związanego z płcią odmienną i nie zawsze w ogóle z drugą osobą. Może to już być ktoś z najbliższej rodziny, bo ostatnio uczeni w plugawej mowie i piśmie odkryli, że stosunki seksualne w rodzinie, podnoszą jakościowo miłość i więzy rodzinne. W Hiszpanii uczy się dzieci w szkołach podstawowych uprawiania ONANISMUS. Instrukcja zawarta w podręczniku, naucza jak robić to samemu, ale wyższą formą MASTURBATIO jest, kiedy robi to koleżanka, albo kolega (płeć nie ma znaczenia). Nie ma znaczenia, bo według ideologii gender nie ma już chłopców ani dziewczynek. Są chłopczynki, czego z zapałem naucza Kazimiera Szczuka, profesor uniwersytecki nauki gender. Bo nie wiem czy Państwo wiecie, można być profesorem gender, jak wcześniej profesorem od prostytutek był niejaki Geremek, dla którego miłość do cór Koryntu skończyła się nieprzyjemnie.

Grupowe uprawianie MASTURBATIO, ma uczyć zacieśniania więzi międzyludzkich, prawidłowego rozwoju społecznego, wyzwolenia z kompleksów, poczucia własnej wartości – samych dobrych rzeczy. Tu muszę Czytelników pocieszyć, że Polska nie będzie w tyle, bo pomysł bardzo spodobał się „naszym” władzom oświatowym, które wprowadzają go na polski grunt, aby wreszcie skończyć z zacofaniem.

Ogólnie rewolucja seksualna odnosi sukces za sukcesem, a liberałom udało się zrównać pojęcie miłości z seksem. Dlatego obecnie, przeciętna małolatka z krótkim i różowym kołtunem na pojemniku, który powinien zawierać mózg, w ciągu kilku minut potrafi zakochać się w podobnym do siebie ćpunie, bo on „pięknie tańczy” i ma szybki samochód. Pół godziny później idą tą wielką miłość skonsumować. Tym sposobem na jednej dyskotece można zakochać się wielokrotnie.

Tzw. miłość romantyczna pozostała tylko w klasyce literatury. Ale książek już prawie nikt nie czyta, ponieważ czytelnictwo zastąpił Internet. Starych filmów sprzed rewolucji seksualnej też nikt nie ogląda, bo miłosna fabuła jest egzotyczna, nudna, niemodna i niezrozumiała dla współczesnego odbiorcy. Nowoczesna miłość promuje się masowo w Internecie i w wielu filmach emitowanych w większości programów po godz. 22-giej. Zauważyłem, że filmy dla dzieci pokazuje się coraz później, a „miłosne” coraz wcześniej. Za kilka lat pornografia będzie pokazywana w porze „dobranocki”. Indokrynację wszak trzeba prowadzić od najwcześniejszych lat. Oczywiście musi zawierać ona tzw. elementy tolerancji, więc dzieła kinematografii coraz częściej przedstawiają „akty miłosne” lesbijek. Nawet jeżeli w filmach udział biorą „ gwiazdy” płci przeciwnej, to zawsze do kopulacji służą części anatomiczne, które Natura przeznaczyła do innych funkcji podtrzymujących życie. Zawsze jest to początek, albo koniec przewodu pokarmowego.

Głęboka, nowoczesna, pełna „humanizmu” i „tolerancji” fabuła takich filmów, to w skrócie: Cześć – cześć, rachu – ciachu i siema! Tak oto, na naszych oczach świat zamienia się w burdel.

Współczesny człowiek nie może zawracać sobie głowy wyższym uczuciem duchowym, rozwojem duchowym absolutnie, a miłością do Boga i Ojczyzny w szczególności. Uczucia wyższe są sprzeczne z poprawnością polityczną. Wykorzystuje się je tylko wtedy, kiedy państwu są potrzebne pieniądze na jakiś cel, np. na pomoc powodzianom. Uwielbienie należy okazywać jedynie żydom i wszyscy muszą okazywać im wiernopoddańcze wyrazy czci i współczucia z powodu holokaustu, który zgotowali nazi – syjoniści rządzący III Rzeszą, wraz z żydowskimi bankierami nie szczędzącymi pieniędzy na komory gazowe.

A jak sprawy miłości mają się u samych żydów?

Talmud mówi więcej o nienawiści do gojów, niż o ogólnym pojęciu miłości. Miłość jest ukierunkowana na rasistowskie samouwielbienie żydostwa. Miłość uwznioślona jest pojęciem abstrakcyjnym, skierowanym bardziej na seks niż uczucie, zrównane do poziomu pożądania. Sprawy seksualne są traktowane w sposób instrumentalny jako obowiązek małżeński, gdzie kobieta jest traktowana przedmiotowo.

Związki homoseksualne są przez Talmud surowo zakazane. Żydzi organizują gojom tzw. marsze równości, bo mają w tym interes polegający na szerzeniu demoralizacji. Otwarcie wrzeszczą oczywiście o tolerancji, bo do każdej destrukcji tworzą jakąś ideologię mającą elementy humanitaryzmu. Ale homoseksualistami gardzą jak żaden inny naród na świecie i najdelikatniej nazywają ich świniami. Wśród swoich oczywiście.

Popularyzacja zboczeń i organizowanie „parad” ma na celu tępienie uczuć wyższych wśród goi, ale również stanowi element wychowawczy dla młodego pokolenia żydów. Dziecko ma bowiem pewne trudności w odróżnieniu człowieka, którym jest wg Talmudu żyd, od bydlęcia z ludzką twarzą, którym jest goj. Na „paradzie równości” masowo uwidoczniają się roznegliżowani i ubrani jak małpy zboczeńcy. Żydziątko może się napatrzeć – czym należy się brzydzić. Taka „parada”, to dla żydów nie tylko atrakcja. To nauka i przestroga. Masowo, a nawet tłumnie przychodzą oglądać już nie bydlęta, ale zdegenerowane małpy i świnie.

W mediach opanowanych przez żydów we wszystkich krajach Zachodu propaguje się homoseksualizm jako formę bardziej wysublimowanego seksualizmu człowieka. Ale niechby ktoś spróbował zorganizować „marsz równości” w Jerozolimie!

– Czy żydzi potrafią w ogóle kochać? – Ależ oczywiście! Oni kochają złoto. I to nie jest ot taka sobie miłość. Jest to najwyższe, najbardziej wzniosłe uwielbienie znane wśród istot żywych. Pożądanie złota jest nieporównywalnie większe niż pożądanie kobiety. Kobieta – żydówka jest tylko przedmiotem do zaspokajania chwilowej chuci, do rodzenia dzieci. Wielu dzieci, bo naród żydowski musi być liczny!

A złoto, to co innego. Kto ma złoto, ten może mieć kobiet ile chce! Pożądanie złota można przyrównać do okresu rui u zwierząt, z tym że u żydów ruja trwa całe życie. Nasila się lub słabnie nie w zależności od wieku, lecz nasilenia wyobraźni. Zarówno u gojów, jak i u żydów, uczuciowość wyższa umiejscowiona jest w płatach czołowych mózgu. U żydów nie rozwinęły się uczucia patriotyczne, społeczne, religijne (Bóg ma kochać żyda, nie żyd Boga). Oni są pozbawieni uczuć humanitarnych, jedności międzynarodowej i ogólnoludzkiej, nie mają obrzydzenia w zetknięciu z kłamstwem, wszelką zbrodnią i brudem moralnym. Natura nie lubi pustki, więc miejsce tych wszystkich uczuć zajęła miłość do złota. Im mniej elementów uczuć wyższych, tym większa miłość do tego kruszcu. Są oczywiście wyjątki. Taki Einstein np. rozważał problemy przyrodnicze, związane z fizyką i nie zawracał sobie głowy złotem. Dla wszystkich genialnych umysłów, złoto nie jest obiektem godnym nawet zainteresowania, bo te umysły działają korzystając z przekazu boskiej energii. Chciwość natomiast, jest miarą prymitywizmu umysłowego.

Złoto (GOLD) jest obiektem tak wielkiej miłości Chazarów, że nawet powymyślali sobie „złote” nazwiska: Goldman, Goldfinger, Goldfisz, Goldwyn, Goldflam, Goldfaden, Goldschmit, Goldstein, Goldziher, Goldapfel, Goldwasser i dziesiątki innych. Aby kochać córki, nadaje im się imiona – Golda, Golde itp. Można w ten sposób sugestywnie przenieść miłość ze złota na dziecko. Inaczej się nie da. A jak żyd wymawia słowo „złoto”? O, to jest sztuka, której nie potrafi żaden goj. Dla goja – złoto to złoto (chociaż niektórzy goje też oddają uwielbienie temu metalowi). Nie, nie – kochani. żyd wyraz „złoto” wymawia z najwyższą czcią jako uwielbienie Boga przejawionego. Nawet nie każdy aktor jest w stanie prawidłowo wymówić „złoto”. No, Wojciech Pszoniak, ale on ma to w genach. „Złoto” wymawia się jak w najwyższej ekstazie. Dlatego w zamierzchłych czasach przeprowadzając naukowy eksperyment, poprosiłem swoją byłą narzeczoną, aby w trakcie najwyższego miłosnego uniesienia, wypowiedziała słowo „złoto”. No i co? Kicha! Nie da się żyda podrobić, nawet w tak sprzyjających okolicznościach.

Żyd wymawiając „złoto”, wyraźnie kładzie akcent nie na pierwszą sylabę, a na dwie pierwsze spółgłoski „zł”, przy czym spółgłoskę „z” trochę przeciąga, „ł” brzmi nieco głośniej ale krócej niż „o”. Końcowe „to” jest wymawiane niezwykle miękko, ale krótko i ciut ciszej niż pierwsza sylaba. To trudne, ale jak ktoś miał przodka Chazara w rodzinie, to może się udać.

Dlatego teraz, kiedy tulu szabesgoi pcha się do synagogi, bo chcą uzyskać żydowskie uprawnienia, przywileje i lukratywne stanowiska, to na miejscu Schudricha nie poddawałbym oględzinom zawartości gaci, tylko wydawał krótkie polecenie: – powiedz bratku „złoto”! Tu nie może być kantu, podróby itd. Jak prawidłowo wypowie, to cacy. A jak nie – to nie ma w nim żydowskich genów i kopa w sprzedajne dupsko. Paszoł won z synagogi!

Dyżurny Psychiatra Kraju

Cezary Piotr Tarkowski


http://wolna-polska.pl/wiadomosci/rozne ... ju-2015-09





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
abcd
Posty: 5771
Rejestracja: środa 17 wrz 2014, 20:13
x 383
x 227
Podziękował: 32225 razy
Otrzymał podziękowanie: 9245 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: abcd » środa 23 wrz 2015, 23:05

Nie bardzo chce mi się czytać ten artykuł do końca, bo czuję go manipulowanym, ale zapytam, czym różni się to o czym wspomina artykuł (przynajmniej na początku (bom dalszej części nie czytał) od tego co ma, miało miejsce w starotestamentowej wersji historii ludzkości. ;) :lol:
0 x


Gdzie rodzi się wiara, tam umiera mózg.

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 26 wrz 2015, 13:11

Przemówienie pod pomnikiem Czerwca 1976 r, które zszokowało polskojęzyczne chazarstwo.


W dn. 18 czerwca 2006r., na prośbę i usilne nalegania ursuskiej „Solidarności”, w XXX rocznicę wydarzeń czerwcowych, w imieniu osób represjonowanych, wygłosiłem przemówienie. Wcześniej ostrzegałem przewodniczącego, „S”, że nie będę wygadywał kretynizmów o obecnej rzekomej wolności, suwerenności i o tym, że walczyliśmy o godność robotników. Oświadczyłem, że bez względu na konsekwencje, wygarnę bolesną dla Polaków prawdę. Dwa dni przed uroczystościami, zostawiłem w biurze „S” tekst swojego przemówienia, mając nadzieję, że wybiorą do tej roboty kogoś innego. Ale prawdopodobnie żadnemu ze związkowców nie chciało się pisma przeczytać, wiec aby nie zawieść kolegów, zabrałem głos.

Rok rocznie, pod tym samym pomnikiem piano peany pod adresem „bohaterów” Ursusa, którzy podjudzeni przez chazarskich prowokatorów wyszli na tory kolejowe i je rozkręcili, wstrzymując na wiele godzin ruch kolejowy, przebili opony w ciężarówce blokując ruch kołowy wzdłuż fabryki, rozkradli samochody dostawcze z cukrem i jajkami, a nawet ograbili prywatnego piekarza z chleba i plantatora truskawek. Na tle ruin niegdyś wspaniałej, nowoczesnej fabryki, która zaopatrywała w doskonałe ciągniki nie tylko polskich rolników, ale eksportowano je do 56 krajów świata, bredzono o demokracji i świetlanej przyszłości Polski i oczywiście o narażających wolność a nawet życie chazarskich dobroczyńcach niosących braterską pomoc polskiemu robotnikowi. Zazwyczaj jako pierwszy przemawiał Macierewicz albo Olszewski, a później w tym samym stylu majaczyli inni. Pierwszy wyłamał się Zygmunt Wrzodak, który w XX Rocznicę nazwał Michnika, Kuronia i całą resztę „dobroczyńców narodu” różowymi hienami, które po plecach polskich robotników dorwali się do władzy.


Po tym przemówieniu, polskojęzyczne media dostały szału i ujadały opluwając Wrzodaka przez rok cały z nawiązką. Dlatego stając przed mikrofonami kilkunastu rozgłośni radiowych i stacji telewizyjnych (była nawet telewizja francuska), wiedziałem co mnie czeka. Wcześniej jednak wysmarowałem ogromny artykuł do „Naszej Polski”, który znacznie okrojony z „antysemickich treści” ukazał się w poniedziałek 19 czerwca, a w którym m. in. zawarłem główne tezy swojego przemówienia. Artykuł ten ukazał się na rozkładówce (dwie strony w środku gazety) tylko dlatego, że redakcja nie miała możliwości wycofać go z drukarni, ponieważ kiedy przemawiałem , druk szedł już pełną parą. I tylko dlatego ten popularny tygodnik „narodowy”, był jedyną gazetą w Polsce, która mnie nie opluła. Bo już tego samego dnia PAP podała w radio i telewizji, że jakiś nikomu nieznany Tarkowski, nie wiadomo skąd się wziął i wbrew woli ludu wygłosił okropne przemówienie. Wyglądało to tak, jakbym spadł z księżyca, wyrwał mikrofon i przemówił obrażając największych w historii bohaterów z metką KOR. Już w poniedziałek Szechter grzmiał w swoim szmatławcu, jak to „nikomu nieznany” Tarkowski zakłócił wielką, wspaniałą uroczystość i zbezcześcił pamięć legendarnego, heroicznego KOR-u i jego bohaterów. Pierwszy Szechter jako przywódca stada, a za nim reszta. Jak psy. Najpierw szczeka jeden najsilniejszy, mający najwięcej do wyszczekania, a za nim cała reszta kundli i kundelków, a nawet pudli i ratlerków. A do wtóru rozległ się kwik wszystkich chazarskich świń w kraju między Odrą a Bugiem. Nie czytałem tych kłamstw i obelg, bo gadzinówka Szechtera śmierdzi, a ja ekskrementów do rąk nie biorę.

Przede mną stali wydelegowani posłowie i senatorzy, przedstawiciel gabinetu premiera Marcinkiewicza w randze sekretarza stanu i szefowa Kancelarii prezydenta Kaczyńskiego. Były delegacje hutników i górników, płockiej petrochemii i jeszcze kilu zakładów pracy, których nie udało się jeszcze zlikwidować, a nawet wiejskich kobit w strojach łowickich. Za mną stał jak zły duch – Macierewicz. Były premier Olszewski, przedstawiciele związków zawodowych i miejscowi notable. Ale dla mnie najważniejsi byli represjonowani w 1976 r. koledzy, których przyszła garstka i ok. 2 tys. mieszkańców Ursusa. Zacząłem.

SZANOWNI PAŃSTWO,

DRODZY GOŚCIE,

KOLEDZY!

W czerwcu 1976 r., pracownicy ZM „Ursus”, oraz robotnicy przedsiębiorstw rozbudowujących fabrykę podjęli strajk w proteście przeciwko drastycznej podwyżce cen żywności.

Mija XXX lat od tamtych wydarzeń, a ja pamiętam wieczór 24 czerwca, jakby to było wczoraj. Tego wieczoru poprzedzającego strajk, przyjechałem pociągiem z Warszawy i idąc od stacji do samego domu, towarzyszył mi głos przemawiającego w telewizji ówczesnego premiera Piotra Jaroszewicza. Okna wszystkich mieszkań otwarte szeroko, a telewizory nastawione bardzo głośno, toteż prezesa Rady Ministrów słychać było w każdym zaułku miasta. Po dzienniku zapadła cisza. Jeszcze nie było ciemno, a miasto jakby pogrążyło się we śnie. Były przecież popularne imieniny Jana i Danuty i co roku z wielu mieszkań rozchodziło się gromkie „sto lat”, a tego wieczoru nic – cisza.

Mówię o tym dlatego, że tamten nastrój pamiętam lepiej, niż wydarzenia dnia następnego i późniejszy pobyt w więzieniu. W atmosferze tamtego wieczoru było coś niesamowitego, jakiś niezwykły klimat, którego nie zapomina się do końca życia. Była to zapowiedź tego, co nastąpiło nazajutrz.

A co się wydarzyło 25 czerwca, to wszyscy wiedzą. Sam opisywałem te wydarzenia rokrocznie w prasie narodowej i katolickiej. Wiadomo – bunt robotników, a potem bestialska pacyfikacja miasta z łapankami ulicznymi i powszechnym pałowaniem. Ścieżki zdrowia w takich przypadkach to standardowa procedura, ale kanalie z komisariatu w Ursusie okładali pałami na równi robotników, jak dzieci i staruszków. Przykładem był tu Mirek Cholewiński, kończący I klasę technikum, który w więzieniu był naszym najmłodszym bohaterem.

Jak nas tłukli te gnidy w milicyjnych mundurach niech świadczy fakt, że kiedy mnie zaczęli odbijać nerki, to ściany w korytarzyku wychodzącym na podwórze ursuskiego komisariatu były zabrudzone krwią do sufitu, a posadzkę pokrywały czerwone kałuże. Kto miał nieszczęście poślizgnąć się na tej krwi i przewrócić, wtedy był przez korytarz przekopywany.

Ze względu na tradycję katolicką, nie chcę przypominać nazwisk najgorliwszych oprawców z ursuskiego komisariatu, bo większość z nich nie żyje. Jednak nie odmówię sobie przyjemności, by wymienić nazwiska zbirów z Pałacu Mostowskich. Byli to inspektorzy: M. Jakimiak, M. Powierza i J. Cendrowski, którego tatuś zanim wstąpił do UB nazywał się Cederbaum. Natomiast por. Jerzy Lewandowski oddelegowany był z Komendy Stołecznej jako świadek w kilkudziesięciu sprawach odwoławczych. Wyjątkowo wredna była prokurator Zofia Wróblewska. Ta krótka lista będzie znacznie rozszerzona w książce, nad którą pracuję.

Mało nas dziś pod tym pomnikiem. Mało, bo większość uczestników tamtych wydarzeń nie żyje nie doczekawszy rehabilitacji, inni rozjechali się po Polsce i świecie w poszukiwaniu pracy i chleba. Ale najwięcej kolegów nie przyszło dlatego, bo im wstyd. Czujemy się bowiem współodpowiedzialni za to, co mamy w Polsce dziś. Nie o to walczyliśmy!

Taka jest prawda. Wstydzimy się tego, że daliśmy się wymanewrować i wykorzystać do przejęcia władzy w Polsce przez mroczne siły syjonistyczno –liberalne, które od 1968 r. tylko czekały na moment, by dokonać przewrotu. Dlatego już w kilka dni po rozruchach, garbatonose szczury wylazły z podziemia i zaczęły udzielać wsparcia finansowego rodzinom aresztowanych i wyrzuconych z pracy Polaków! Oto synowie i wnukowie „zasłużonych” morderców i ludobójców w służbie NKWD, UB, Informacji Wojskowej, zaczęli niby bezinteresownie nieść pomoc finansową i moralną naiwnym robotnikom. Ja tu muszę dodać, że to nie był jeszcze KOR, bo Komitet Obrony Robotników powstał dopiero 23 września 1976 r. Trzeba to podkreślić, że już wcześniej istniała doskonale zorganizowana grupa, z potężnym zapleczem finansowym, technicznym (mieli już powielacze) i wyraźnym programem politycznym, mającym na celu rozłożenie ówczesnego systemu i pokojowe zagrabienie dużego, bogatego wówczas kraju. Aby osiągnąć ten cel, należało wykorzystać wielkoprzemysłową klasę robotniczą i zrobiono to. Dlatego każdy, kto latem 1976 r. otrzymał pomoc finansową, usłyszał:- „nie należy się bać – my zawsze pomożemy”
Była to wyraźna zachęta, był to również początek koronkowego planu, rozłożonego na wiele lat.

Właśnie wtedy to syjonistyczne podziemie uchwyciło mocne przyczółki, stanowiąc najpierw trzon przewodzący KOR-owi, a kiedy powstała „Solidarność”, wypełzli spod ziemi na styropiany, niby to jako doradcy. Dziś kłamią, że byli twórcami „Solidarności”, no ale kłamstwo zawsze było podstawą ich działania. Dlatego już 2 000 lat temu, rzekł do nich Jezus:(
)”Wy macie diabła za ojca i chcecie pełnić pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa
” To cytat z Ewangelii wg. Św. Jana. I nic się nie zmieniło – tatuś był zabójcą w NKWD lub UB, synek bryluje kłamstwami w mediach.

Ale wróćmy jeszcze na chwilę do „Solidarności”. Był to dziesięciomilionowy ruch społeczny, fenomen w dziejach świata. Jednak był zbyt narodowy i zbyt potężny, aby synowie diabła mogli urzeczywistnić swoje marzenia. Wybawieniem dla nich był stan wojenny, później zdradziecki Okrągły Stół, po którym przejęli już całą władzę. A właściwie wzięli sobie całe państwo i wmawiają Polakom, że jesteśmy wolni. – Nie jesteśmy wolni! Naród jest wolny, kiedy posiada własny potencjał gospodarczy. My go już nie mamy. Oddaliśmy kraj jak stado baranów, bez jednego chociażby wystrzału karabinowego! A śmiejemy się z Czechów, że poddali kraj w 1938 r. Naszymi rękoma dokonano tylko zmiany okupanta. Między jednym okupantem a drugim, istnieje jedynie różnica w formie stosowanego ucisku. Za komuny był terror polityczny, teraz mamy terror ekonomiczny.

Analogie mógłbym tutaj wymieniać do wieczora. Ale dla każdego okupanta fundamentalną sprawą jest niszczenie polskiego patriotyzmu. Stąd wściekłe ataki na patriotów, którzy mogli powiedzieć coś publicznie. Tak poniosło śmierć zawodową dziesiątki dziennikarzy. Tak zamknięto usta ks. prałatowi Henrykowi Jankowskiemu.

(
)

Dalej podziękowania w imieniu represjonowanych dla przybyłych bonzów, delegacji i mieszkańców Ursusa za przybycie i wysłuchanie. Nic ciekawego, więc szkoda czasu. Całość uroczystości wraz z moim przemówieniem została sfilmowana, a płytkę z nagraniem można nabyć w siedzibie ursuskiej „Solidarności”.

Nikt nie spodziewał się takiej niepoprawności politycznej, toteż moje przemówienie usiłowano przerwać. Ktoś, prawdopodobnie Macierewicz, szturchał mnie w plecy. Przewodniczący ursuskiej „Solidarności” niemal krzyczał mi do ucha, bym przestał. Któryś z prowokatorów i prowodyrów z 76 r. coś wrzasnął, ale moi koledzy go zaraz uciszyli. Ale ja nawet się nie zmieszałem, tylko grzmiałem do ludu Bożego prawdę, z której do dziś nie wszyscy zdają sobie sprawę. Dostałem gromkie brawa, ale tego na filmie z uroczystości już nie ma. Wycięto. Żyje natomiast kilkuset świadków, którzy mnie znają i te brawa pamiętają.

Oczywiście trafnie przewidziałem, że bez reperkusji się nie obejdzie. Ale to opiszę w następnym artykule, bo te represje trwają do chwili obecnej, jestem skazany na nie dożywotnio, ponieważ żydzi nie wybaczają nigdy. Bo choć minęło 10 lat, do dziś można wyczytać kłamstwa w internecie przy moim nazwisku. Każdy może wejść i sobie poczytać. Dlatego teraz do niektórych z nich się odniosę. Oto bzdura podana przez Polskojęzyczną Agencję Prasową: „Grupa byłych robotników Ursusa, marginalizowana przez obecne władze „Solidarności” ( wierutne kłamstwo) w geście protestu na wystąpienie Tarkowskiego (pana Tarkowskiego – gnido!), postanowiła złożyć swój wieniec dopiero po zakończeniu uroczystości. „Prowokacja!” Co on mówi? Kto to jest?- krzyczeli.

Jednym ze wznoszących te okrzyki był Emil Broniarek, który 30 lat temu protestował na kolejowych torach i doświadczył później represji oraz zwolnienia z pracy. „My nie wiemy kto to jest Tarkowski – PAP). Jestem zdziwiony, że go zaproszono i tym co mówił”. Zarówno on, jak i skupieni wokół niego robotnicy, utworzyli stowarzyszenie „Nasz Ursus”, deklarujące pielęgnowanie starych tradycji. (U Chazarów „tradycja”, to bardzo ważna rzecz jest – dopisek autora).

Jeden przez drugiego mówili dziennikarzom, że obecne władze związku w Ursusie nie chcą im nawet wypożyczyć ich starego sztandaru. Na uwagę PAP, że na uroczystościach nie pojawił się były lider „Solidarności” z Ursusa Zygmunt Wrzodak, odpowiedzieli: „nie jest tu mile widziany po tym, jak ludziom wodę z mózgu zrobił”.

To, że Emil Broniarek wzniósł okrzyk, to prawda. Za ten okrzyk, niemal natychmiast po uroczystościach został odznaczony przez prezydenta Kaczyńskiego Orderem Odrodzenia Polski. To że Broniarek nie wie kto to jest Tarkowski to się nie dziwię, bo z Chazarami nie utrzymuję kontaktów towarzyskich. Jednak kilka tysięcy ludzi mnie zna, chociażby dlatego, że kupowali dzieciom książki mojego autorstwa, których wydałem ponad 30. Napisałem też kilkadziesiąt artykułów o Ursusie i Gołąbkach publikowanych w „Gazecie Ochoty, Ursusa i Włoch”, jednocześnie „Woli i Bemowa”, a ostatnio w mazowieckim „Fresh”. Napisałem też kilkaset artykułów do gazet narodowych i katolickich, ale tych nie mógł czytać, bo nie jest katolikiem, a tym bardziej narodowcem. Przynajmniej nigdy w kościele go nie widziałem.

Broniarek jest zdziwiony, że mnie zaproszono, ale ja nie jestem zaskoczony, że co rok przychodzi na uroczystości, twierdząc, że był represjonowany. Mógł być jednym z prowodyrów strajku, ale represjonowany nie był. Przynajmniej ani ja, ani nikt z kolegów nie widział tego osobnika na ścieżkach zdrowia, ani w więzieniu. Wszyscy wówczas represjonowani się znają i utrzymujemy ze sobą kontakty.

Odnośnie Zygmunta Wrzodaka, to ma on w Ursusie bardzo wielu przyjaciół i na uroczystości przyjeżdżał. Jednak w którąś rocznicę po jego sławetnym antychazarskim przemówieniu, podczas uroczystości rzuciła się na niego z mordą i pazurami mame Emila Broniarka, ubliżając mu karczemnie. Baba wykazała się odwagą wielką, toteż za ten pełen heroizmu czyn, została podobnie jak synalek odznaczona Orderem Odrodzenia Polski, tylko że już przez Komorowskiego. Zresztą nie tylko ona. Któregoś roku, Szogun odznaczył 34 „bohaterów Ursusa”, w tym aż jedną osobę w tamtych czasach represjonowaną. Wśród „bohaterów” znalazły się osobnicy, którzy wtedy nosili pieluchy w zębach, a na gówno mówiły papu. Znaleźli się też tacy, których wtedy nie było jeszcze na świecie. Ja się wcale nie dziwię, że Wrzodak nie przyjeżdża do Ursusa, ponieważ sam rzadko na uroczystości rocznicowe chodzę. Ale byłem w roku ubiegłym, bo niemal siłą zaciągnął mnie kolega. W sumie było nas trzech. Na przyjęciu u burmistrza brylowała mame Emila Broniarka i sam pan Broniarek. Inni odznaczeni „bojownicy o wolność i demokrację” siedzieli cicho. Pani Broniarkowa, o wyraźnie semickiej urodzie, obwieszona złotem wyglądała jak choinka, choć jest gruba jak beczka. Wszędzie jej było pełno.

Jak widać, po 10 latach sytuacja się zmieniła diametralnie. Teraz na świeczniku są starsi bracia w lichwie i zwolennicy Pe-ło, a represjonowani za strajk znaleźli się na śmietniku historii. Tyle wywalczył polski robotnik.

Cezary Piotr Tarkowski

Dyżurny Psychiatra Kraju

Źródło: wolna-polska.pl




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
chanell
Administrator
Posty: 6444
Rejestracja: niedziela 18 lis 2012, 10:02
Lokalizacja: Kraków
x 1077
x 319
Podziękował: 11527 razy
Otrzymał podziękowanie: 11993 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: chanell » niedziela 27 wrz 2015, 10:37

abcd pisze:Nie bardzo chce mi się czytać ten artykuł do końca, bo czuję go manipulowanym, ale zapytam, czym różni się to o czym wspomina artykuł (przynajmniej na początku (bom dalszej części nie czytał) od tego co ma, miało miejsce w starotestamentowej wersji historii ludzkości. ;) :lol:


abcd mam podobnie .Pierwszy artykuł ciekawy -przeczytałam w całości ,drugi do połowy ,a trzeci już mi się nie chce czytać. Dla mnie za bardzo antyżydowski i rasistowski. Autor powinien sprecyzować bardziej i nazwać tych żydów którzy rządzą iluminatami ,a nie pakować wszystkich do jednego wora.Może autor ma rację ,moze w niektórych kwestiach ,ale ......... No właśnie tym "ale " jest nienawiść a ona nie prowadzi do niczego dobrego.
0 x


Lubię śpiewać, lubię tańczyć,lubię zapach pomarańczy...........

Awatar użytkownika
blueray21
Administrator
Posty: 9314
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 23:45
x 44
x 400
Podziękował: 452 razy
Otrzymał podziękowanie: 13450 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: blueray21 » niedziela 27 wrz 2015, 12:14

Rozumiem wasze zniecierpliwienie, bo autor nie tylko przesadza, ale wręcz przerysowuje sytuacje dla wywarcia większego wrażenia na odbiorcy. Problem w tym, że w większości ma rację. Nie bierzecie pod uwagę doktryn tego narodu, które są opracowywane na stulecia, może nawet tysiąclecia.
Czasami ktoś z ich "ważnych" się wychyli, a to jakiś rabin, albo ktoś z Knesetu itd.
Gdyby coś takiego powiedział "ważny" Polak - hałas na całym świecie byłby trudny do zniesienia.
Illuminati dla mnie są w pewnym sensie organem wykonawczym. Zauważcie jak ten naród wchodził w inne, różne społeczeństwa i jakich rewolucji tam dokonywał, w przenośni i dosłownie.
A jak myślicie, czy z dzisiejszym problemem uchodźców w Europie nie mają nic wspólnego?
Tak są realizowane plany podboju, opanowania obcego kraju na wielu, wielu poziomach.
I to podnosi autor powyższego, może drastycznie i do znudzenia i w najdrobniejszych szczegółach.
Są w tamtym społeczeństwie wspaniali ludzie, jak i w każdym innym kraju, ale nie mają nic wspólnego z polityką. Natomiast większość ich społeczeństwa jest systematycznie zastraszana i przez to zmanipulowana, więc popiera "przywódców", schemat stosowany w wielu krajach.
Reasumując takie publikacje jak powyższa są potrzebne, choć dla mnie powinna mieć 1/3 pierwotnej objętości.
0 x


Wiedza ochrania, ignorancja zagraża.

Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 06 gru 2015, 09:27

Listy do premierów. Dyżurny Psychiatra Kraju
Listy do hersztów najlepiej zorganizowanych grup przestępczych w Polsce nazwanych premierami, ludzie pisali od zawsze w wierze i nadziei, że ci zbóje reprezentują Naród i w szczególnie rażących przypadkach niesprawiedliwości jakiej doświadczają obywatele na co dzień, mogą pomóc w rozwiązaniu ich problemów. To chorzy naiwniacy.



Dwanaście lat temu premierem najjaśniejszej Rzeczpospolitej był Leszek Miller. Rozkradanie Polski szło pełną parą. Wprost proporcjonalnie do wielkości procederu „prywatyzacji” rosło bezrobocie, bezdomność i obszary nędzy. W tym czasie do redakcji „Tylko Polska”, gdzie wtedy pisałem nadszedł list otwarty od małej Patrycji Kupczyk do pana premiera. Rezolutna dziewczynka z wielodzietnej rodziny, której rodzice nie mogli znaleźć pracy, pisała m. in.(pisownia oryginalna): „Mam 11 lat i od 3 roku życia choruję na alergię i astmę oskrzelową, w związku z czym miałam przyznany zasiłek pielęgnacyjny w wys. 135zł. i ten zasiłek został mi zabrany przez Pana, Panie Premierze L. Miller. (
) Chciałabym, aby zmienił Pan swoje postępowanie wobec chorych dzieci i miał na uwadze przyszłość i dobro polskich dzieci, które będą wdzięczne, jeśli Pan zmieni swoje decyzje i zwróci im należne pieniądze. Łatanie dziur budżetowych pieniędzmi chorych dzieci nie świadczy dobrze o przywódcach narodu (
)”.

Redaktor Naczelny, p. Leszek Bubel pokazał mi list i zapytał, co o tym myślę? – Trzeba walnąć oryginał listu na pierwszą stronę, aby ktoś nie pomyślał, żeśmy go wymyślili. Oni dzieciaka oleją, ale ja małej odpiszę – odpowiedziałem.

I tak się stało. Oczywiście, przyzwoitość nakazywała odczekać jakiś czas, bo może Kancelaria Premiera zechce udać poważną instytucję i odpisze, żeby się dziecko wypchało trocinami i drobnym szkłem. Ale zgodnie z oczekiwaniami była cisza. Wataha Millera zajęta była likwidowaniem jednej z najnowocześniejszych europejskich fabryk kabli, znajdującej się w Ożarowie Maz. Fabryka przynosiła spore zyski, ale stanowiła konkurencję dla podobnych wytwórni zachodnich. Trzeba było ją unicestwić. Do bandyckiej likwidacji było przygotowanych jeszcze sporo zakładów, więc kto by miał czas na zachowywanie jakiś pozorów wobec bachora, jak w tym czasie Urban nazywał polskie dzieci. W skrócie odpowiedziałem małej Patrycji tak:

„Droga Patrycjo! Ze wzruszeniem przeczytałem Twój list otwarty do pana premiera w nr 25 „Tylko Polska”. Zapewniam, że premier Miller przeczytał Twój list osobiście lub ktoś z jego otoczenia. Pan premier ma Biuro Prasowe, w którym zatrudnia dużo ludzi. Takich sprytnych kłamczuszków. Do ich obowiązków należy czytanie wszystkich gazet, a „Tylko Polska” jest śledzona z najwyższą uwagą. Ponieważ wiem, że pan Miller nie odpowie na Twój list, bo nasi premierzy od 1989r. gardzą polskimi dziećmi, postaram się wyjaśnić Ci niektóre problemy”.

Dalej wyjaśniam dziecku w sposób przystępny, jak pracuje „polski” rząd. A więc niszczy polskie zakłady pracy, zwalnia ludzi i ściąga obcy kapitał, który jest zwalniany na 10 lat od płacenia podatków. Ludzie ze zlikwidowanych firm idą pracować do obcych za połowę wynagrodzenia, które mieli w polskich zakładach i są wdzięczni, że mają jakąkolwiek pracę. Reszta musi, albo emigrować, albo głoduje. Ponieważ obce firmy ponoszą ogromny ciężar wynagradzania swoich prezesów, dyrektorów etc., polski rząd musiał wpompować odpowiednią ilość worów z pieniędzmi, aby taką firmę ratować przed bankructwem, a pejsaci prezesi mogli zarabiać nie 20 razy więcej niż polski pracownik, a 50 razy więcej i za jakiś czas 100 razy tyle co przeciętny Polak. Do tego są potrzebne pieniądze zabrane m. in. Patrycji. Dalej wyjaśniam dziewczynce, że nie wszystkie dzieci na świecie są nielubiane, uwzględniając w wypowiedzi również fakty historyczne:

„Kiedyś, Patrycjo, żył w Niemczech niejaki pan Adolf Hitler. On był kanclerzem, czyli premierem III Rzeszy. Był to bardzo niedobry człowiek, można powiedzieć – wcielenie zła. Ale on kochał niemieckie dzieci, a dzieci kochały jego. Na wielu dokumentach filmowych z tamtego okresu widać, że ta wzajemna miłość nie była tylko wymysłem propagandy. Liczą się czyny. Na początku swoich rządów, pan Hitler szybko zlikwidował bezrobocie. Dzięki temu, niemieccy tatusiowie mogli zarobić pieniążki , a niemieckie dzieci nie chodziły głodne, tak jak bywasz Ty głodna, droga Patrycjo. (
)

Pan Miller również kocha niemieckie dzieci. On bardzo dba, żeby w Niemczech nie było bezrobocia. Dlatego wszystko każe sprowadzać z Niemiec, nawet zboże i inne produkty rolne, których mamy w nadmiarze. Dzięki temu niemieccy tatusiowie mogą zarabiać pieniążki, a niemieckie dzieci żyją w dostatku i niczego im nie brakuje. Za to Tobie, Patrycjo brakuje wszystkiego”.

W ciągu 12 lat od tamtego listu coś się jednak zmieniło. Patrycja zapewne ma już 23 lata i pewnie inne, oby nie większe problemy. Teraz chińscy tatusiowie mają pracę, bo z Chin sprowadzamy nawet truskawki, czosnek i węgiel. Praktycznie wszystko. Nam to tłumaczą wolnym rynkiem, a nie debilizmem przedstawicieli kolejnych rządów. A jedyna różnica jaka istnieje między następującymi po sobie rządami polega na tym, którą dziedzinę gospodarki dana grupa demonów zaprzedana żydowskiej finansjerze ma dobić, unicestwić lub przekazać w obce ręce.

Listy, podania, skargi do Kancelarii Premiera przychodziły i przychodzić będą nadal. Ludzie chwytają się ostatniej deski ratunku. A co z tego wynika? Ano to co zawsze. Może nie powstałby ten tekst, gdyby nie wpadł mi w ręce stary numer „Angory”, sprzed trzech lat. W tym tygodniku znajduje się dział dziecięcy pt. ‘Angorka”. Czytam czasem, bo jest naprawdę dobrze redagowany. Tam wyczytałem, że 10-letnia Natalka nie mogła już patrzeć jak jej mama martwi się i płacze, bo nie może znaleźć pracy. Postanowiła więc sprawy wziąć w swoje ręce i poszukać pomocy w Kancelarii Premiera:

„Dzień dobry. Mam na imię Natalia. Mam 10 lat. Moja mama od roku nie może znaleźć pracy. Możecie jej pomóc? Mieszkamy w Łodzi. Moja mama jest nauczycielem matematyki i uczy się, aby być nauczycielem maluchów. Mój tata z nami nie mieszka (
). Moja mamusia się stara szukać pracy, ale jej nie wychodzi. Może wam coś się uda.

Natalia”

Odpowiedź z Kancelarii Rady Ministrów:

„Droga Pani!

My nie pośredniczymy w szukaniu pracy. Proszę poszukać na stronach http://www.praca.gov.pl

Kancelaria Premiera”

Mamy tu list dziewczynki pełen troski i nadziei. Krótki, rozsądny, pełen miłości do mamy. Łza się kręci. Ale nie współpracownikowi Tuska. Ten gbur i cham, odpowiada dziecku oschle w dwóch linijkach i usiłuje zrobić z dziewczynki głuptasa, kierując na stronę internetową. Gdyby w internecie praca była, to dzieciak nie prosiłby o pomoc Kancelarii. A więc sam urzędas jest zimnym, bezdusznym durniem, któremu kolesie załatwili tę intratną robotę, aby spławiał natrętów.

Natalka jest jeszcze za mała, aby w szkole pobierać prorządową (myślę o rządzie światowym) naukę wychowania obywatelskiego, propedeutyki, czy jak to się teraz nazywa. Nie wiedziała, kim naprawdę jest Tusk i jego złodziejskie otoczenie. Teraz już wie. Ale nie wie, ile Polska wpłaca haraczu do UE, ile kosztują awantury wojenne, w które wpychają Polskę „sojusznicy”, wreszcie jaki jest koszt budowy stadionów i jakie będą koszty utrzymania tych obiektów po awanturze nazwanej Euro 2012. Natalka nie zdaje sobie sprawy ze skali złodziejstwa i marnotrawstwa jakie stale od 1989 r. ma miejsce w Polsce.

W czasach, kiedy należeliśmy do „bloku wschodniego”, w Polsce opowiadało się dużo dowcipów na temat Związku Sowieckiego, poszczególnych komuchów itd. Dziś nasi bonzowie jeżdżą po instrukcje do Izraela, kiedyś jeździli do Moskwy. I tak premier Jaroszewicz podczas „roboczej wizyty” za wschodnią granicą, zobaczył człowieka jedzącego przy szosie siano. – Towarzyszu, dlaczego jecie siano? – zapytał. – Jem siano, bo na chleb nie wystarcza – odpowiedział kołchoźnik. – Macie tu 10 rubli, idźcie kupić sobie chleb i nie jedzcie siana, bo co sobie o nas wrogowie socjalizmu pomyślą?

Człowiek schował banknot, ale siano je nadal. Jechał Gierek, zatrzymał samochód. – Towarzyszu, czemu jecie siano? Tym razem kołchoźnik zarobił 25 rubli. Ale pomyślał tak: – Jeśli będzie jechał Breżniew, to da mi 50 rubli!

I rzeczywiście Breżniew zatrzymał samochód i pyta: – Czemu jecie siano? – No wiecie towarzyszu pierwszy sekretarzu – głód.

– To nie bądźcie tacy głupi. Teraz jedzcie trawę, a siano zostawcie sobie na zimę!

W ten sposób nabijaliśmy się kiedyś z Ruskich. Ale to było kiedyś, bo Polska zachowała rolnictwo indywidualne i dobrej, zdrowej żywności mieliśmy w bród. Teraz sytuacja się wyrównała, bo w Rosji sklepy są zawalone żywnością. U nas też jej nie brakuje, ale co najmniej 20 procent społeczeństwa nie ma pieniędzy, aby ją kupować w wystarczającej ilości. Nawet tej najtańszej, celowo zatruwanej, aby fizycznie unicestwić najbiedniejszych Polaków.

Powyższy dowcip (zapewne z wielką brodą) przypomniałem dlatego, że mała Natalka z Łodzi przeczytała informację o rosyjskim chłopcu, który w podobnej sprawie zwrócił się do premiera Władimira Putina. Ten przyszedł z pomocą, bo Putin JEST PRZYWÓDCĄ NARODU.

Nie ustawiajcie się zatem przy szosie i nie jedzcie siana, kiedy jakikolwiek premier czy premierka będą jechali po wytyczne do Brukseli, bo nikt z nich się nawet nie zatrzyma.

Dyżurny Psychiatra Kraju

Cezary Piotr Tarkowski






Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 08 sty 2016, 14:09

Cud. Dyżurny Psychiatra Kraju
W niedzielę o 22.20 z przystanku obok Dworca Centralnego w Warszawie, do autobusu nr 517 wsiadła grupa młodych ludzi. Piwo w łapskach, w prymitywnych gębach kloaka. Wygolone łby, osadzone na byczych karkach, wrośnięte w górę mięcha. Głośno, coraz głośniej kontynuowali konwersację rzadko przeplataną wyrazami spoza słownika wulgaryzmów. Chamstwo jest przecież głośne.


W zatłoczonych autobusach linii 517 terror chamstwa stanowi codzienność, do której przyzwoici ludzie muszą się przyzwyczaić. Terroryzowanie pasażerów zalicza się do współczesnej obyczajowości i stanowi niską szkodliwość społeczną. Jako przejaw „folkloru” nie jest podstawą do interwencji policji. Dlatego niczym nie zagrożone szumowiny czują się swobodnie.

W naszym autobusie coraz intensywniejsza eskalacja chamstwa spowodowała, że po kilku minutach w przodzie pojazdu zapanował niebywały ścisk, a tył stał się znacznie luźniejszy. Cham posiada taką konstrukcję psychiczną, która nakazuje mu niszczyć wszystko, co nie jest jego własnością. A więc na początek, jeden z ogolonych łbów usiłował wybić szybę. Szkło w nowych autobusach jest widocznie bardzo mocne, bo mimo ogromnego zapału i włożonej energii szyba została cała.

„Brak zaspokojenia gwałtownej potrzeby przynosi frustrację, która wywołuje stres. Frustracja charakteryzuje się podnieceniem psychoruchowym, nadmiernym napięciem emocjonalnym i wzrostem poziomu lęku. Reakcją na frustrację jest agresja.” Takiej oto formułki używają nasi wybitni prawnicy, by wykazać, że chama nie należy karać. Trzeba mu współczuć.

Skoro szyba stawiła zdecydowany opór, to teraz tępe, przepite ślepia zaczęły poszukiwać obiektu, aby zgodnie z definicją „frustrat” mógł wyładować swoją agresję.

Ofiara w takim przypadku musi być zdecydowanie słabsza, aby nie narazić się na następną frustrację. Dlatego prymityw zadał pytanie starszemu wiekiem pasażerowi:

– Co się k
gapisz?

Obiekt zaczepki skulił się i odwrócił wzrok. To jednak rozochociło tylko grupkę twardzieli. Teraz wszyscy zaczęli ubliżać wylęknionemu człowiekowi. Współpasażerowie w milczeniu patrzyli w okna.

Rozparte na siedzeniu chamisko, żłopnęło duży łyk piwa i zwróciło się do kumpla:

– Zobacz k
jaka znieczulica! Ha, ha, ha!

Teraz rechotali już w czterech czy pięciu.

Pasażer chciał wstać z miejsca i wydostać się z potrzasku, ale mu nie pozwolili. Zaczęli go szarpać i poszturchiwać. Zapowiadała się niezła zabawa


I nagle stał się cud. Ze środka autobusu energicznie ruszyło trzech młodych, wysportowanych mężczyzn. Nie dyskutowali. Od ich silnych razów, celnie wymierzonych pięściami, chamskie łby odbijały się jak piłki. Akurat autobus zatrzymał się na przystanku.

Kiedy otworzyły się drzwi, można było zauważyć jak ci, którzy jeszcze kilkanaście sekund wcześniej czuli się całkowicie bezkarni, wyfrunęli z autobusu gubiąc puszki z piwem. Za nimi wyskoczyli interweniujący, by pokazać, że całkowite liczenie na znieczulicę może okazać się założeniem błędnym. „Na szczęście” nie było w pobliżu policji. Bicie chama jest przecież czynem szkodliwym społecznie i stanowi przestępstwo.

Autobus ruszył. Pasażerowie zajęli opuszczone miejsca. Zrobiło się jakby luźniej. Na wszystkich twarzach pojawił się uśmiech, a w oczach wesołe iskierki. Było tak aż do samego Ursusa. Prawdziwy cud.

Dyżurny Psychiatra Kraju

Cezary Piotr Tarkowski


Pozdrawiam - Thotal :)
2 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 31 sty 2016, 13:01

Obrońcy demokracji. Cezary Piotr Tarkowski


Nareszcie się dowiedziałem, że za rządów bandy Tuska i jego niesławnej następczyni była demokracja. Coś podobnego! Ja niestety mam nieco inne pojęcie na zdefiniowanie tego złodziejskiego burdelu.

Pamiętam, że kiedy chodziłem do podstawówki, kierownikiem naszej szkoły był młody partyjny aktywista, który na lekcji wychowania obywatelskiego opowiadał nam, że w Polsce mamy demokrację. Uściślając – demokrację socjalistyczną. Przymiotnik socjalistyczna, był bardzo ważny, bo określał demokrację stojącą na wyższym poziomie niż demokracja kapitalistyczna. Wyższość ta polegała na tym, że w demokracji socjalistycznej władzę mają robotnicy i chłopi, a w demokracji kapitalistycznej rządzi pieniądz.

Istotnie, za żydokomuny trafiali się w najwyższych władzach robotnicy. Rzadkość to była niezwykła, ale się zdarzało. Dzisiaj się to nie zdarza, ponieważ okupanci zlikwidowali nam przemysł, wiec siłą rzeczy nie ma już robotników. Prawda jest taka, że za żydokomuny, jak sama nazwa wskazuje, rządzili żydzi. Wyrażając się precyzyjniej – autentyczni żydowscy kryminaliści. Ja to pamiętam dokładnie, ale młodzi nie więc w Bibliotece Narodowej, znajdą gazety z tamtego okresu, gdzie można sobie poczytać jak po odejściu jakiegoś zbrodniarza komunistycznego ze względu na „zły stan zdrowia”, powoływano innego żyda i podawano jego „życiorys”. Oczywiście te tzw. życiorysy były odpowiednio modyfikowane i upiększane. Co prawda nie podawano kiedy towarzysz zmienił nazwisko na polskie, ale zawsze pisano ile dany towarzysz przesiedział w pierdlu. Z reguły były to wieloletnie wyroki jeszcze w II RP. Im towarzysz dłużej siedział, tym był ważniejszym towarzyszem. Najważniejszy towarzysz ściągał na wysokie stanowiska kolesi z celi i tak to funkcjonowało. W tym czasie Polska była pod okupacją ZSRR, gdzie rządzili towarzysze tej samej narodowości i o takich samych skłonnościach kryminogennych.

Nie będę robił wykładu na temat historii, ale w tzw. III RP władzę przejęli synowie, bratankowie, wnuki i inne pociotaki żydowskich zbrodniarzy z okresu PRL. Usadowili się oni we wszystkich partiach politycznych, by mieć nad nimi kontrolę. W 1989 r. jednak, gra poszła o wysoką stawkę. Nie o przywileje czy kradzież kilku ton złota. Chodziło o kradzież całego państwa, wraz z jego wszystkimi zasobami. Poszło to o tyle łatwo, że Polacy mający przez 1000 lat do czynienia jedynie z własnością prywatną, nie wykształtowali w sobie poczucia własności wspólnej, narodowej. Ta własność będąca pod ścisłym nadzorem państwa rządzonego na dodatek przez żydowskich kryminalistów, nie była dla przeciętnego obywatela żadną własnością. To była abstrakcja. Nie tylko dla Polaków zresztą, ale taka sytuacja panowała we wszystkich krajach demoludów. Tutaj, pozwolę sobie wyjaśnić etymologię określenia „demoludy”. Słowo to wywodzi się od demokracji ludowej, czyli socjalistycznej, będącej taką samą bzdurą jak demokracja za rządów PO.

Ponieważ tzw. system socjalistyczny oparty na utopijnej żydowskiej ideologii będącej zaprzeczeniem prawa naturalnego, żydzi rękoma ogłupionych gojów zmienili system i przy pomocy zbrodniczego prawodawstwa umocnili go zaprowadzając nowe porządki, nazwane demokracją. Oczywiście ta demokracja jest tak samo prawdziwa jak komunizm, którego nie było. Ale żydzi mający w swoich łapskach media, ogłupiają narody jak im się rzewnie podoba i przy pomocy kłamstwa i manipulacji osiągają swoje cele. Obecna „demokracja” pozwoliła żydom na zagrabienie własności państwowej, a więc narodowej. W ten sposób ukradziono nam wszystko, praktycznie całe państwo z bankami, kopalniami, ogromnymi połaciami ziemi. kamienicami itd. Ukradli nam państwo bez żadnego sprzeciwu. Nikt się nie sprzeciwiał, bo „państwowe, to nie moje”! Proste jak drut. Ale uwłaszczyli się tylko potomkowie byłych żydowskich prominentów, dając część naszego majątku swoim pobratymcom z Zachodu. Nie zrobili tego z pobudek altruistycznych. Uwłaszczyli i robią to nadal swoich chazarskich współwyznawców Baphometa, z obawy że kiedyś nasz naród może się obudzić i zażądać zwrotu zagrabionych bezprawnie dóbr. A wtedy ci z Zachodu wezwą na pomoc armie innych państw, do czego upoważnia ich sprytnie przeprowadzona ustawa w Sejmie. Oczywiście dobrze by również dla nich było, aby do takiej drastycznej sytuacji nie doszło. Dlatego utworzono silną partię o idiotycznej nazwie – Platforma Obywatelska. Najpierw była to Unia Demokratyczna, do której z drobnymi wyjątkami zorganizowali się sami żydzi. Później, kiedy naród się zorientował czym to śmierdzi, UD przemianowano na Unię Wolności, gdzie już było więcej polskich zaprzańców, ale smród czosnku rozchodził się nadal, wiec wciągnięto więcej polskich renegatów i UW przemianowano na Platformę Obywatelską. Teraz wszystkim członkom tej partii, a raczej całkowicie zaprzedanej europejskim żydom organizacji, podarowano lukratywne posadki. W miarę rozbudowy PO, tworzono tysiące nowych stanowisk urzędniczych, rozbudowując biurokrację do monstrualnych rozmiarów. Np. Urząd Stołeczny Warszawy zatrudnia już ok. 7 000 darmozjadów. Czym się zajmuje ten kombinat pierdzenia w stołki? Otóż oni są po to, by koordynować pracę Urzędów Dzielnicowych, w których kilkanaście tysięcy urzędasów też zajmuje się pierdzeniem w stołki. To już jest potężna armia, której nikt nie ruszy. Oczywiście ta banda nierobów i ich rodziny, będzie zawsze głosowała za swoimi dobroczyńcami z PO. W całej Polsce tych nierobów, których utrzymuje biedota jest kilkaset tysięcy, czyli z grubsza jakieś sto razy więcej niż potrzeba do normalnie funkcjonującego państwa. Mamy wiec kilkaset tysięcy zwolenników PO, plus ich rodzinki. Ile to daje?

Dlatego PO mając już pełnię władzy i kilka milionów popleczników, poczuła się organizacją niezwyciężalną, a więc całkowicie bezkarną. Jeśli bezkarną to skorumpowaną i kryminogenną. PO we wszystkim zaczęło przypominać PZPR. Arogancja władzy przerosła wszelkie granice, przy czym we wszystkich poczynaniach łącznie z aferami, mordami na tle politycznym, nawet zamachami, czuli się całkowicie zwolnieni od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Bo przecież władza sądownicza i prokuratury też znalazły się w ich obszarze władzy. Hulaj dusza, piekła nie ma! I co? Ano dzięki demokracji, na którą sami się powoływali i powołują, zniszczyli się sami. Polacy zaczęli otwierać oczy, zaczęli się budzić z letargu i postanowili te bandę rozpędzić na cztery wiatry. I to się udało. Ludzie nie szli głosować na PiS z wiarą, że nastąpią jakieś rewolucyjne zmiany. Bo w to nikt nie wierzy. Prości zjadacze chleba nie mogli już patrzeć na te zaprzedane obcym pyski wypowiadające jedynie kłamstwa, podpierając się propagandą sukcesu. Ludzie nie mogli już znieść dziesiątek tysięcy debili i pospolitych złodziei na stanowiskach dyrektorów, różnych naczelników i innej hołoty, bo państwo stało się całkowicie republiką bananową lat sześćdziesiątych.

Dziś patrząc na znienawidzone gęby Chazarów, zwykłych zdrajców, malwersantów, tę dzicz opłacaną przez żydowskich bankierów mającą pretensje, że nie ma już demokracji, scyzoryk w kieszeni sam się otwiera. Nie, bydlaki! Zniszczyliście się sami i to w sposób demokratyczny. Naród nie chciał już patrzeć na gębę lisa w telewizorze, który otwarcie pluł Polakom w twarz. Nawet mnie kiedyś rozśmieszył wrzeszcząc na zorganizowanym zbiegowisku protestacyjnym przeciwko odbieraniu koryta, że jego przodkowie przelewali za Polskę krew. I tutaj nasuwa się pytanie. – Czyją krew przelewał twój tatuś będąc pułkownikiem milicji? Na pewno Polaków, strzelając im w plecy w Poznaniu w 1956 r, na Wybrzeżu w !970, czy w kopalni „Wujek? A może walił mnie i moich kolegów pałą i odbijał nerki w 1976r? Twój tatuś tak przelewał krew jak tatuś ż, Michała Boni, Cimoszewicza ,czy tłustej żony Komorowskiego. Tak jak brat Michnika, stryjek Marka Borowskiego i inni tatusie zbrodniarze tysięcy antypolskich szmat siedzących na różnych lukratywnych posadkach.

Tak, wasza demokracja niczym nie różniła się od demokracji socjalistycznej. Czytelnik może się śmiać, ale w okresie stalinizmu była autentyczna demokracja. Jednak mogli z niej korzystać jedynie zbrodniarze, którzy nurzali się po pachy w polskiej krwi i ich zdegenerowane rodzinki. Nie było demokracji? Jak to nie! Nie zamknięto ani jednego żyda! Zbrodniarze i ich rodziny mieli paszporty w domach, studiowali na Sorbonie, mogli na każde życzenie wyjeżdżać do Izraela. Michnik jeździł sobie do Francji i w zasadzie gdzie chciał. Ale reszta narodu żyła w zamordyzmie. Później dopiero żydzi doszli do wniosku, że zbyt mała ilość „demokratów” jest dla nich dość niebezpieczna. Dlatego, kiedy stworzyli nowy system, aby go utrzymać, musieli zwiększyć ilość „demokratów”, czyli uprzywilejowanych bydlaków. Reszta nadal żyła w zamordyzmie. Zmieniły się tylko metody. Za żydokomuny był terror polityczny, teraz terror ekonomiczny. I te łachudry mówią o demokracji. Ja dobrze bydlaki poznałem tę waszą demokrację. Poznały ją rodziny setek pomordowanych skrytobójczo ludzi. Pokażcie mi Polaka, który wierzy w zbiorowe piątkowe samobójstwa. Pokażcie Polaka, który wierzy w brzozę. To nie Rosjanie, to wy dokonaliście zamachu. Zamordowaliście Leppera, który wygarnął wam na forum Sejmu wielomilionowe łapówki. A ja was oskarżam o kradzież akt sądowych z procesów w 1976 po wydarzeniach w Ursusie i Radomiu. To jeszcze nie było powiedziane publicznie, ale jest to odnotowane w aktach sądowych. Ja to powiedziałem wyraźnie w Sądzie Okręgowym w Warszawie, podczas swojego procesu o odszkodowanie. W sądzie dokonano przestępstwa. Ale cóż, „niezawisły” sąd przełknął moją uwagę i tyle. Oczywiście, aby zaspokoić ciekawość Czytelników, to żadnego odszkodowania ani mnie, ani innym nie dano. Pod pomnikami tzw. zrywu robotniczego na corocznych obchodach przedstawiciele „demokratycznych” władz nazywają nas bohaterami. Natomiast w sądach uznano, że władza socjalistycznej demokracji nas słusznie spałowała i kilka tysięcy ludzi prawnie zamknięto w więzieniach.

W 1976 r. powstał Komitet Obrony Robotników, składający się z samych żydów. Teraz mamy Komitet Obrony Demokracji. To samo. Tylko dziś widać jawnych polakożerców, zdrajców, demonów całego polskiego zła. Kupa świń odepchniętych od koryta. Czym ta wasza demokracja była, będę opowiadał do końca życia, bydlaki. Mam nadzieję, że kilkuset innych ludzi, których dręczyliście wyrzucaniem z pracy, głodem, więzieniem, szpitalami psychiatrycznymi, mszcząc się nawet na rodzinach, w tym małych dzieciach, też nie będą milczeli. Brak demokracji, bo wasze wypasione złodziejskie dupy na ośmiorniczkach spadają ze stołków? To jak wam się nie podoba, to won do Izraela! Tylko co, tam już lukratywniejsze stołeczki zajęte, dla tych co przybyli wcześniej, prawda?

Szczerze mówiąc, to ja się wcale nie dziwię, że oni podnieśli swój kwik na Europę, na cały świat, na całą galaktykę. Tak było zawsze, od pradziejów, że kiedy żydom zabierano łupy, to był wrzask. Tylko, że nikt im łupów nie zabiera, a tylko źródło rabunku. Zamiast wrzeszczeć, powinniście się cieszyć, że tego coście nakradli wam nie odbierają. Bo to nie jest jeszcze władza polskiego narodu. Ale kiedy tę władzę Naród zdobędzie, to nie dość że zajmiemy wasze wypasione konta bankowe, bo wille i pałace oddamy bezdomnym, których do bezdomności doprowadziliście, ale wielu z was zawiśnie za zdradę Narodu i Państwa Polskiego. Grunt wam się pali pod nogami wszędzie, nie tylko w Polsce. Nie wierzycie, że nastąpi kres waszych zbrodniczych rządów? To dobrze, jeszcze lepiej. Tym przyjemniejsze będzie wyrównywanie krzywd.

Dyżurny Psychiatra Kraju,

Cezary Piotr Tarkowski

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/obron ... ki-2016-01





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 16 lut 2016, 09:45

List otwarty do senatora McCain’a

„Demokracja zastępuje mianowanie zepsutej mniejszości wyborem dokonanym przez niekompetentną większość.” – George Bernard Shaw




Szanowny Panie Senatorze McCain!
Niniejszym chciałbym serdecznie panu podziękować za głęboką troskę o Polskę, płynącą od Pana i pańskich kolegów, również senatorów, a wyrażoną w liście skierowanym do premier polskiego rządu, Pani Beaty Szydło, która sprawuje swój urząd w wyniku przeprowadzenia w moim kraju legalnych i demokratycznych wyborów, co poniekąd może oznaczać, iż pani Beata Szydło posiada legitymację na utożsamianie siebie z wyborcami, którzy powołali ją na stanowisko premiera RP.
Ja, Panie McCain, nie głosowałem na obecnie rządzącą formację polityczną, jednak szanuję wybór swoich współobywateli, którzy postanowili powierzyć losy swojego kraju na okres najbliższych czterech lat, a może i dłużej, partii Prawo i Sprawiedliwość.
Mój szacunek wobec tego wyboru jest tym większy, że poprzednia ekipa sprawująca władzę w moim kraju, okazała się ekipą na wskroś przestępczą, okradąjącą swój kraj i obywateli tego kraju z dorobku osiągniętego po II Wojnie Światowej. Owa ekipa, drogi Panie McCain, sprawowała władzę w moim kraju od początku lat dziewięćdziesiątych i nie przypominam sobie, aby na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza ktokolwiek z USA wyraził się aż tak wielka troską, jak Pan, Panie Senatorze. Nie było żadnych listów z USA do sprawujących władzę w Polsce ze wskazówkami, jak powinna wyglądać demokracja, która w Polsce w mienionym okresie była brutalnie gwałcona na milion różnych sposobów, a media, o które łaskawie wyraża Pan troskę w swoim liście, były integralną składową przestępczych organizacji zawiadujących Polską.
Wie Pan, Panie Senatorze, Polska to jest kraj, który jest kwintesencją demokracji i to demokracji, której forma może być przykładem dla wielu państw, a w tym także dla Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Kiedy Pana przodkowie, Panie McCain, łupili i mordowali Indian, pozbawiając ich ziemi i wszystkiego, co w tej ziemi się znajduje, to w moim kraju powstała Konstytucja Trzeciego Maja, o której zapewne Pan nie nie słyszał, czemu się specjalnie nie dziwię, gdyż przeciętny Amerykanin ma poważny problem ze wskazaniem na mapie świata, gdzie leży Europa, a cóż dopiero mówić o Polsce, Panie McCain.
Zapewne częścią demokracji, której pan próbuje uczyć Polaków jest niewolnictwo uprawiane w USA przez bardzo długi okres czasu, ale nam, Polakom, takie zjawiska są obce i podejrzewam, że nie skorzystamy z takich dobrodziejstw części amerykańskiej demokracji, a i nigdy nie korzystaliśmy.
Pisze Pan w swoim liście, że Polska po upadku komunizmu z sukcesami zintegrowała się z Zachodem, zapewniając sobie wzrost gospodarczy i wzrost wojskowego potencjału.
O gospodarce pisać nie będę, bo i nie ma o czym, ale o tym wojskowym potencjale, to należy tu wspomnieć, panie McCain.
Przypomnę Panu, że w okresie komunizmu, o którym Pan łaskawie wspomina, Polska była potęgą militarną i należała do Układu Warszawskiego, który to sojusz stanowił o naszej militarnej sile, co skutkowało tym, że dziesiątki amerykańskich rakiet balistycznych było wycelowanych w Polskę i to w Polskę okupowaną wówczas prze wojska ZSRR, czego bezpośrednią przyczyną były postanowienia jałtańskie, sygnatariuszami których byli między innymi ówczesny premier Wielkiej Brytanii, pan Churchill, a także prezydent Stanów Zjednoczonych, pan Roosevelt i to właśnie tym panom mój kraj zawdzięcza półwieczną okupację.
Ja rozumiem, że USA po zakończeniu II WŚ w Europie miały jeszcze wiele na głowie. Nuklearne zbombardowanie japońskich miast, to wiekopomna misja amerykańska, efektem której jest dzisiaj demokratyczna Japonia.
Potem była Korea, a następnie Wietnam, w którym próba zaszczepienia amerykańskiej demokracji okazała się totalnym fiaskiem i do dzisiaj nie wiem dlaczego Wietnamczycy nie chcieli skorzystać z dobrodziejstw wspaniałej, amerykańskiej demokracji, a Pan wie, Panie McCain?
Jednak jeżeli Polska posiada dzisiaj jakikolwiek potencjał militarny, to zawdzięcza to tylko sobie, Panie Senatorze. Nikt z USA Polsce nie podarował sprzętu z waszego demobilu. Za cały ten złom zapłacił polski podatnik i dotyczy to również zakupów w demobilu niemieckim.
Czy USA, Panie McCain, stworzą w Polsce swoje bazy wojskowe? Nie mówię tu, Panie Senatorze, o śmiesznych zapewnieniach o wzmocnieniu tzw. „flanki wschodniej“, ale o rozmieszczeniu w Polsce kilku dywizji, które skutecznie mogłyby powstrzymać agresję na mój kraj ze strony Niemiec np?
Osobiście jestem przeciwny rozmieszczaniu w Polsce jakichkolwiek instalacji wojskowych nienależących bezpośrednio do Polski, bowiem, okupację już przerabialiśmy, na co wcześniej Panu wskazałem.
Za obiecanki z Waszej strony, Panie McCain, Polska wzięła udział w haniebnych próbach wprowadzania demokracji przez USA w Iraku i Afganistanie, co w obu przypadkach zakończyło się jedynie milionami ofiar w ludziach i dewastacją normalnie funkcjonujących państw, takich jak Libia np.
Dzisiaj dalej obiecujecie, a część idiotów, którzy niestety zasiadają także w rządzie, wierzy w amerykańskie obietnice, będąc niepomnymi tego, jak USA potraktowały Polskę w Jałcie.
Czego więc próbuje pan uczyć w swoim liście polską premier?
Polska dzisiaj jest niepodległym państwem, a swoją niepodległość Polacy zbudowali na wartościach chrześcijańskich, które to wartości w pańskim kraju są zaciekle zwalczane, Panie McCain.
Za krzyżyk na szyi można wylecieć ze szkoły lub z pracy w USA, ale istnieje zgoda amerykańskich władz na budowanie posągów Szatana, co nijak nie godzi się z wartościami preferowanymi przez Polaków, Panie McCain.
Wasza demokracja polega zawsze na tym, że najpierw nadlatują samoloty, potem wjeżdżają czołgi, a zawsze temu towarzyszą śmierć i terror, skąd więc przekonanie u Pana, Panie senatorze, że z taką demokracją Polakom po drodze jest?
Ja na Pana miejscu skupiłbym się nad demokracją w USA, Panie Senatorze, bowiem ona jest ze wszech miar chora, jeżeli takowa w pańskim kraju istnieje.
USA posiadają dzisiaj status cywilizacji śmierci. To z USA wychodzi całe zło współczesnego świata, Panie Senatorze. Fakt nazwania kliniki aborcyjnej, „kliniką planowania rodziny“, nie zmienia tego, że mamy do czynienia z zabijaniem.
Pan, Panie Senatorze, nie ma zielonego pojęcia o tym, czym demokracja jest w istocie i zapewniam Pana, że nie jest to uśmiercenie Osamy Bin Ladena bez sądu, zalutowanie go w trumnie i wrzuceniu do morza, czy oglądając jego śmierć na ekranach telewizorów w Białym Domu.
Nie jest również aktem demokracji, panie McCain, skrywanie tego, co w istocie stało się z uczestnikami polskiej delegacji, która rzekomo poleciała do Smoleńska, aby uczestniczyć w obchodach siedemdziesiątej rocznicy zbrodni katyńskiej?
Z wyrazami szacunku!
Jinks
Za: http://jinks.neon24.pl.neon24.pl/post/1 ... a-mccain-a
Data publikacji: 14.02.2016

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/list- ... na-2016-02





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 23 lut 2016, 20:25

0 x



Awatar użytkownika
Basia7
Posty: 1015
Rejestracja: niedziela 15 mar 2015, 01:06
x 41
x 90
Podziękował: 2261 razy
Otrzymał podziękowanie: 2249 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Basia7 » sobota 27 lut 2016, 22:01

Dyktator i organizacja. Dyżurny Psychiatra Kraju
Rzecz dzieje się w pewnej republice bananowej. Państwo to jest niezwykle bogate w surowce mineralne, lasy i urodzajną ziemię, którą zamieszkują pracowici i zaradni ludzie, w większości ogłupiali przez reżymową propagandę.
a
Niestety, jak w każdym państwie neokolonialnym, środki produkcji, banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, sieci handlowe, środki masowego przekazu, w zasadzie wszystko – należy do kapitału zagranicznego. Kapitał zagraniczny należy zawsze rozumieć jako chazarski. Prasa i telewizja zatrudniająca jedynie Chazarów jako urodzonych kłamców, dba o poprawność polityczną ludności, propaguje zboczenia seksualne, oraz ogólnie – pracuje nad pogrążeniem w upadku moralnym społeczeństwa.
W republice bananowej panuje doskonale zorganizowany system nowoczesnego niewolnictwa. Podporą tego systemu jest sztucznie utrzymywane wysokie bezrobocie. Taki stan zapewnia zminimalizowanie kosztów pracy, zwiększenie dyscypliny i wydajności, zapobiegając jednocześnie żądaniom płacowym. Paniczny strach przed utratą pracy jest doskonałym narzędziem do utrzymywania poprawności politycznej pracowników oraz łatwego pozyskiwania denuncjatorów. Autochtoni są przeznaczeni jedynie do ciężkiej roboty za marne pesos, a nawet centavos, tak aby mogli się nędznie odziać i wyżywić zatrutymi chemicznie i modyfikowanymi genetycznie produktami opakowanymi w plastik. Konkludując, jest to idealny system dla kryminalistów z kręgów światowej finansjery i różnych mafii.
Jak wiadomo, republikami bananowymi rządzą bezwolne kukły, szumnie nazywane dyktatorami. Osobnicy ci zostają specjalnie wyselekcjonowani przez specjalistów, spośród wielu znanych renegatów, którzy wcześniej za judaszowe srebrniki przekazali aktywa państwa obcym kolonizatorom. Takie gnidy są gotowe za pieniądze, ogromne wpływy, iluzoryczną władzę i zapewnione do końca życia lukratywne wynagrodzenie oddać losy własnego narodu i poddać rzeczywistej władzy najciemniejszym demonom zła i występku.

Dyktator ma sprawiać wrażenie przywódcy narodu, ale jest tylko pieskiem prowadzonym na smyczy przez swojego pana. Przekonał się o tym jeden z ostatnio odsuniętych od koryta dyktatorów średniej wielkości republiki bananowej, niejaki Bronco Comorroza. Pragnę dodać, że każdy dyktator w republikach bananowych, a raczej ziemniaczanych przechodzi to samo. Bez wyjątku.

Pierwszego dnia urzędowania, kiedy Bronco Comorroza wszedł rano do swojego ogromnego gabinetu, zaskoczenie niemal go sparaliżowało. Za jego własnym, dębowym biurkiem, w jego wspaniałym obitym skórą fotelu, siedział jakiś nieznany osobnik z buciorami na biurku i spokojnie palił cygaro. Kłęby dymu niemal zasłaniały godło republiki, na którym widniał kondor w koronie na czerwonym tle. Comorroza stanął na środku pięknego jak arras dywanu i nie wiedział, co powiedzieć. Za to w jednej chwili pojawiło się mnóstwo pytań, na które nie potrafili odpowiedzieć. – Kim jest nieznany osobnik? A przede wszystkim – kto go wpuścił, skoro pałacu strzeże batalion uzbrojonych agentów, a jego – najważniejszej osoby w republice nie ostrzegł obecny przecież sekretarz, doradcy, urzędnicy, służba – po prostu nikt? Wreszcie intruz odłożył reżimową gazetę wybiórczą, wstał i wyciągnął dłoń do dyktatora.

– Witam pana Comorroza, jestem Cukerkranc. Srul Cukerkranc. Gratuluję panu sukcesu wyborczego, który odniósł pan dzięki naszej Organizacji!

Widząc zdziwienie dyktatora, Cukerkranc ciągnął dalej. – Niech pan nie robi takiej zdziwionej miny. Przecież wylansowanie pana na dyktatora poprzez odpowiednie nastawienie do pana Murzynów i Indian, oraz obrzydzenie konkurencji kosztowało Organizację niemało pieniędzy, nieprawdaż? Trzeba było też motłochowi rzucić trochę paciorków, obiecać bezdomnym jakieś slumsy, no wie pan?!

– N-no tak – wyjąkał dyktator.

Tajemniczy gość mówił dalej: – Ze względu na niesubordynację pana poprzednika, nadarzyła się niespotykana okazja, aby jego i kilkadziesiąt niepewnych, a nawet wrogich naszej Organizacji osób wykluczyć spośród żywych i przyśpieszyć wybory, minimalizując niespodzianki.

– Panie Cukerkranc, przecież śledztwo wykazało, iż zawinił pilot, wieża kontrolna, a przede wszystkim mgła, która była nad lotniskiem w Santa Puttina!

– Comorroza – nie bądź pan dzieckiem i nie myśl pan, że ja o wszystkim nie wiem. Nawet pan nie wiesz, że byłem jednym z organizatorów zamachu. Pan tylko wiedział kilka tygodni wcześniej, że zamach jest organizowany. Został pan poinformowany o naszych działaniach, boś pan chciwe na władzę bydlę. Sprzedałbyś pan nie tylko własny kraj, ale ojca i matkę. Właśnie takich kanalii, takich wszawych bydlaków potrzeba nam na tym stanowisku. Aby trzymać was za mordę, na każdego musimy mieć haka. Był taki
co to się włóczył. No, jak mu tam. O, Bolkozo – kapuś poprzedniego reżymu. Później szpicel Ałganowa, niejaki Izaak Stolzmanozzo, syn jednego z najbardziej krwawych zbrodniarzy Republiki. Na każdego mamy haka. A jeśli nie mamy, a dyktator nie tańczy jak mu zagramy, to jego samolot zawadza skrzydełkiem o czubek palmy i się rozbija.
– Chyba to skrzydło było z plasteliny! – zauważył Comorroza. – Czy mam rozumieć, że Organizacja stoi za wszystkimi zamachami na świecie?
– Za wszystkimi, Comorroza, za wszystkimi!
-No, ale chyba 11 września to nie wasza robota, tylko Al.- kaidy!?

– Panie, al kaida, to nasza bojówka, komórka CIA, ale te pastuchy nie miały z tym nic wspólnego.
– No to jak, samoloty same trafiały tak precyzyjnie w cel?

– Bronco, nie bądź pan dzieckiem! – Nie ma pan pojęcia, jak dzisiaj jest rozwinięta technika, a przede wszystkim elektronika. Jako generalissimus i zwierzchnik armii, powinien pan wiedzieć, że dzięki elektronice, inteligentna rakieta może zmieniać tor lotu i trafi w pudełko zapałek. Teraz wystarczy przełożyć system elektroniczny z takiej rakiety do samolotu i „po ptakach”! Właśnie tego typu technikę zastosowano w samolotach, które idealnie trafiły w dwie wieże w Nowym Jorku, bo przecież trzeba być wyjątkowo naiwnym, aby uwierzyć, że terrorysta, który uczył się latać na symulatorze, mógł przelecieć setki mil nie mając zielonego pojęcia o nawigacji, trafił w ogóle do Nowego Jorku. Należało zwrócić też uwagę (co pokazywała telewizja), że pierwszy samolot tuż przed uderzeniem w wieżę, wykonał ostry, gwałtowny skręt i trafił precyzyjnie w sam środek celu. Taki manewr mógł wykonać jedynie doświadczony pilot, a nie działający w niewyobrażalnym stresie pastuch siedzący za sterami olbrzymiego pasażerskiego samolotu. Pastuch z al kaidy nie wykonałby takiego skrętu pędząc na swoim wielbłądzie, a co dopiero samolotem! Trzeba pamiętać, że taki samolot jest mało zwrotny, a przy prędkości kilkuset kilometrów na godzinę mija trochę czasu zanim zaczną działać prawa fizyki. Chodzi o to, że kiedy zmienia się ustawienie stateczników, mija 2-3 sek., zanim ogromna masa samolotu zacznie zmieniać kierunek. W tym czasie maszyna przelatuje kilkaset metrów!

Załóżmy jednak, że zdarzył się cud, bo Manhattan przy dobrej widoczności widać z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Jednak trzeci cud – precyzyjne trafienie w sam środek Pentagonu, powinien dać do myślenia nawet największemu naiwniakowi. Waszyngton jest miastem stosunkowo małym, o niskiej zabudowie. Dolecenie do Waszyngtonu bez znajomości nawigacji jest mało prawdopodobne. Ale już odnalezienie w nim budynku Pentagonu i dokonanie tak precyzyjnego nalotu było niemożliwe nawet dla doświadczonego pilota. Pentagon jest budynkiem niskim, w pobliżu którego znajdują się wysokie drzewa i inne obiekty. Gdyby więc pilot chciał trafić w Pentagon, na tak niskiej wysokości, rozbiłby się wcześniej o coś. Zresztą nikt z mieszkańców Waszyngtonu nie widział lecącego nisko samolotu.

– Jak to, chce pan powiedzieć panie Cukerkranc, że to nie był samolot tylko UFO?

– Nie, to był pocisk tomahawk, który zburzył tylko jedno skrzydło szer. ok. 30 metrów. Wybuch ładunku spowodował wyrwę w ziemi głębokości ok. 10m. samolot dokonałby zupełnie innych zniszczeń, przede wszystkim ruinie uległyby co najmniej 3 skrzydła budynku, bo szer. samolotu to ok. 70m. W skrzydłach samolotu znajdowałoby się jeszcze kilkanaście ton paliwa, które spowodowałoby pożar większej części budynku. Tymczasem zniszczenia były b. ograniczone, a w żadnej relacji nie pokazano fragmentów wraku ogromnego samolotu.

Bronco Comorroza wiedział o wszystkim, co mówi Cukerkranc, ale jego umysł włączał system obrony i starał się wyrzucić z pamięci te straszne wydarzenia, przyjmując wersję oficjalną, przeznaczoną dla przeciętnego zjadacza chleba. Nie mniej, nurtowało go zawsze pytanie, czy po to, aby rozpętać wojnę na Bliskim Wschodzie, potrzeba było aż takiej prowokacji. Dlatego powiedział:

– Przecież Irak czy Afganistan można było rozwalić bez strat u siebie!

– Tak, ale tu chodzi o utrzymanie całego Zachodu w ciągłym strachu przed terroryzmem, który też sami stworzyliśmy. System demokratyczny oparty na chrześcijańskiej etyce przestał się sprawdzać. Jest zbyt kosztowny. Organizacja zaczyna wprowadzić bioczipy do organizmu każdego człowieka, mieć nad każdym stuprocentową kontrolę, a wtedy będzie można osiągnąć cel zbawienny dla przyszłych pokoleń. A więc ludzkość bez chorób przewlekłych, genetycznych, umysłowych, ludzi starych, niedołężnych, niepełnosprawnych, bez emerytów, rencistów, kryminalistów i buntowników politycznych. Będą zdrowe, silne, bogate, a więc idealne społeczeństwa. Zlikwidujemy problem przeludnienia, bezdomności i bezrobocia. Dążymy do rzeczywistości bez pieniędzy, granic państwowych, paszportów, bez wojska i policji, którą zastąpią informatycy. Już niebawem świat będzie bez wojen i rozruchów, jednolity pod względem ideowym i gospodarczym. Dlatego stopniowo, kraj po kraju legalizujemy aborcję i eutanazję. Motłoch się przyzwyczaja do kontrolowanej śmierci. Słabsi są w mniejszości i przestali się liczyć. Dzięki elektronice zaczynamy sterować dobrem naturalnym. Dalej, to już kwestia techniczna i odpowiednia propaganda. A propos propagandy – dziękuję panu, Comorroza, za przyznanie Orderu Kondora Czarnego członkowi Organizacji, głównemu specjaliście od propagandy w waszym kraju Szechterozzie!

– Nie ma za co panie Cukerkranc.

– No, czas ucieka, a ja przyszedłem, aby pana poinformować, że decyzją Rady Naczelnej naszej Organizacji, po wypełnieniu wszystkich zadań, otrzyma pan swój numer i zostanie pan członkiem stałym Organizacji.

– A jeśli wolno spytać – jaki jest pański numer?

– 666!

– To tak mało jest osób w Organizacji?

– Ile jest osób w organizacji wie tylko pan AITSEB. Nazwisko to czyta się po żydowsku, od prawej do lewej. Nie ważne ile w Organizacji jest osób, bo każdy nosi ten sam numer – 666. U nas jest całkowita równość. Mogę tylko dodać, że na świecie są już dziesiątki milionów osób stale współpracujących z Organizacją, choć nie wszyscy są tego świadomi. Każdy jednak na tym dobrze wychodzi. Pan jako prawowity członek Organizacji awansuje i będzie współdecydował o losach świata. Teraz jednak kilka lat pracy na tym jawnym stanowisku, a później osiągnie pan niebo na ziemi. Pańska rodzina też, tym bardziej, że po żonie, dzieci mają żydowskie pochodzenie. Jednak ostrzegam, że każda niesubordynacja lub zdrada tajemnicy jest karana, a nie chcę, aby skończył pan jak poprzednik. Tymczasem niech pańscy ludzie grabią ile wlezie, zabawiają się z nieletnimi i róbta co chceta, byle nie kosztem interesów naszych finansistów i Organizacji. Inaczej mgiełka i samolocik!

– Nie zawsze jest mgła! – Głupio wyrwało się dyktatorowi.

– Panie Comorroza, nie jest już nawet tajemnicą, że przy obecnym stanie wiedzy, mgłę można rozproszyć przy pomocy środków chemicznych i w miarę szybko doprowadzić do doskonałej widoczności na tak niewielkim obszarze jakim jest lotnisko. Nie jestem chemikiem, ale rozsiewa się chyba azotan srebra, który skrapla mgłę. Mgła opada w postaci deszczu i wychodzi słoneczko. Np. Rosjanie mają doskonale opanowaną tę technologię i stosowali ją w praktyce na lotnisku w Moskwie!

– No tak, ale nasz dyktator lądował na lotnisku w Santa Puttina!

– Panie Comorroza, my mamy wszędzie swoich ludzi, o których władze Santa Puttina nic nie wiedzą


Rozmowę podsłuchiwał opętany manią prześladowczą, objawiającą się wiarą w teorię spiskową. Wasz Dyżurny Psychiatra Kraju,

Cezary Piotr Tarkowski

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/dykta ... ju-2016-02
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 13 mar 2016, 20:57

Samo życie – wielkanocne świniobicie. Dyżurny Psychiatra Kraju


Do śmietnika podjeżdża pękata śmieciarka. Na zderzaku siedzi duży, pluszowy miś z przekrzywioną głową, przywiązany niewidocznym drutem. Obok pajac ze spuszczonymi nogami bujającymi się w rytm kołysania samochodu na nierównościach terenu. Do osłony silnika przymocowana zardzewiała podkowa. To na szczęście.

Lata siedemdziesiąte. Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatnio. Szybko rośnie konsumpcja, więcej jest odpadków. Paradoksalnie, choć dziś w porównaniu z okresem gierkowskim cała wieś i duża część miasta żyje znacznie gorzej, a obszary nędzy rozrastają się jak w Kalkucie czasów Gandhiego, to śmieci jest jeszcze więcej niż za Gierka. Wytłumaczenie tego fenomenu jest proste: kiedyś przynosiliśmy ze sklepów artykuły doskonałej jakości opakowane w byle co, teraz przynosimy byle co w dziesiątku zbędnych opakowań.

Dawniej butelki, makulatura i złom były w cenie. Dlatego po bokach śmieciarki wisiały wielkie, druciane kosze. Było też duże pudło na chleb, który już wtedy zaczął się walać po śmietnikach. Zawsze coś się znalazło, codziennie wpadał świeży grosz. Pieniędzmi ze sprzedaży surowców wtórnych, dzielili się równo. Nigdy nie było nieporozumień. Doskonale zgrana załoga. Oto Franek – najstarszy, już po czterdziestce. Siedzi za kierownicą i ćmi papierosa. Hubert i Mundek, to ładowacze. Wyjmują z pojemników kilka butelek, jakiś aluminiowy czajnik z urwanym uchem i dalej. Na następne podwórko.

Franek zrobił w wojsku prawo jazdy. Sprzedał gospodarstwo po rodzicach, bo praca na roli go nie pociągała, a w miastach kadrowcy bili się o każdego pracownika. Na przedmieściach Warszawy kupił dom z ogrodem i żył jak u pana Boga za piecem. Ale jako gospodarski syn, musiał mieć jakiś inwentarz. Trzymał więc króliki i kilka kurek. Przywoził codziennie z pracy suchy chleb i to była podstawowa karma jego trzódki.

Hubert, najmłodszy z załogi, pochodził ze Śląska. Wojsko odpracował w kopalni. Kiedyś poznał dziewczynę z odległych stron i zadurzył się bez pamięci. Ona o zamieszkaniu w familokach na zadymionym Śląsku nie chciała słyszeć, więc Hubert chcąc nie chcąc, stał się mieszkańcem starej, choć wygodnej chaty na warszawskim Służewcu. Dokoła budowano osiedla mieszkaniowe i kilka nowoczesnych fabryk, ale drewniana, solidna chałupa otoczona sadem i kilka innych sąsiednich domostw zanurzonych w ogrodach trwały jak oaza spokoju i zieleni wśród betonowej Sahary. Tylko Mundek, warszawiak z dziada pradziada mieszkał w blokowisku.

Zżyła się ta trójka. Po pracy spotykali się czasem na różnych uroczystościach rodzinnych. Razem pracowali i razem świętowali. Naturalnie ich rodziny również były zaprzyjaźnione.

Późną jesienią Franek i Mundek przyszli z żonami na imieniny Huberta. Przynieśli w prezencie
prosię. – Chleba w śmietnikach jest tyle, że wystarczy dla moich kur i dla twojego prosiaka – powiedział Franek.

– Będzie rósł jak na drożdżach, a na Wielkanoc
Mundek wykonał znaczący ruch palcem po szyi, po czym lekko wysunął język i przewrócił ślepiami tak, że błysnęły białka oczu, a źrenice zniknęły gdzieś w oczodołach.

Hubert musiał wyciepać (jak gwarowo mówił) stare, niepotrzebne klamoty z chlewika, by zrobić miejsce dla prosięcia. Świnka rosła rzeczywiście szybko i przybierała na wadze. Zbliżała się Wielkanoc. W sklepach tasiemcowe kolejki, w domach generalne porządki. Jak Polska długa i szeroka, rozchodzi się odgłos trzepania dywanów. Basia, żona Huberta umyła już okna, wypastowała deski podłóg. Tego roku nie musi uganiać się, by kupić kawałek wędliny. Franek będąc jeszcze na wsi, nauczył się masarstwa od swojego stryja. Teraz zrobi kaszanki i salcesony, a Mundek uwędzi kiełbasy.

Nadszedł wreszcie dzień na który wszyscy czekali. Ranek był rześki i słoneczny. Hubert przygotował wszystko jak należy. Stół w ogrodzie, wiadra, miski, a w kącie sadu ustawił starą beczkę do wędzenia. W tajemnicy przed żoną kupił kilka butelek wódki. Chłodzi ja teraz w wiadrze przy studni.

Usiedli przy stole. Hubert rozlał wódkę do musztardówek. Wypili, parsknęli i zakąsili. Hubert polał jeszcze raz i jeszcze.

– Cóżeśta tacy markotni? – Zarozki Froncik chyci siekira, pierdyknie wiprzka w cylinder i bierymy się za robota – zaczął rozmowę Hubert.

– Ja?- Przecie ja nigdy świni nie ukatrupiłem!- Wyroby, to ja owszem zrobię, ale zabić – nie zabiję! Toć to u mnie nawet kurę, to Jadzia zabija!

No tak. Tego nikt nie przewidział. Dwie pary oczu skierowały się na Mundka.

– Ja?- Ja świni nie zabiję! – Nie potrafię. Co innego szczur. Szczury to szkodniki, ale świniak – stworzenie Boże!

– Szczury to szkodniki?! Zaprotestował Hubert. – Jakbych tak pedzioł na kupalni, to bych ci gwarki do rzyci nakopali! Nimo pożyteczniejszygo stworzynio. Jak szczury so na przodku, to gut. Kaj uciekajo, to trza ciepnoc kilof, łopata i spiprzoć za szczurami ile sił w nogach. Ony czujo każde zagrożynie, metan tyż.

– A czyja to świnia? Teraz solidarnie natarli Franek z Mundkiem.

– Patrzę na tę świnię i tak sobie myślę – zaczął nieśmiało Mundek. – Ona wesoło pochrumkuje i wcale nie przeczuwa tego co, co ma nadejść


A niby co ma nadejść? Sarkastycznym tonem zapytał Hubert. Atmosfera stała się jeszcze bardziej nieznośna. Raptem zza płotu rozległ się znajomy głos: – Szczęść Boże! – Krzyknął stary Gugała przyglądający się zza płotu łakomym wzrokiem libacji.

– Bóg zapłać! – Ochoczo odpowiedzieli mężczyźni, bo wszyscy pomyśleli o tym samym.

– Ićże no tu dziodek! – Zaprosił Hubert. – Damy starzykowi trocha krupnioku i słoniny – szepnął, a on za nas

Gugała ochoczo zasiadł przy stole i wychylił musztardówkę, później drugą. Trochę posiedzieli, pogadali.

– No bierzcie się dziadku do roboty! – Zarządził któryś.

Staruszek ujął drżącymi rękami siekierę i
trach!

Dzisiaj nikt już nie dojdzie czy dziadek miał za mało siły, czy też świnia poruszyła się niespodziewanie. Faktem jest, że obuch toporka tylko drasnął głowę wieprzka i lekko zdarł naskórek. Świnia szarpnęła się gwałtownie i kwicząc przeraźliwie ruszyła przed siebie z łatwością wyrywając kołek z ziemi, do którego była przywiązana. Truchtem przebiegła obok kupy gnoju i dziurą w płocie, szorując brzuchem po ziemi ledwo przecisnęła się na podwórko. Chciała umknąć do chlewika, gdzie zawsze było jej dobrze i ciepło, gdzie nigdy nie spotkało jej nic przykrego. Tam było jej miejsce azylu.

Mundek okazał się jednak szybszy i stanął w drzwiach chlewu zagradzając drogę. Świnia zaryła raciczkami w ziemi i zatrzymała się. Ze wszystkich stron, otaczali ją ludzie. Nie było już drogi ucieczki, tylko drzwi do chałupy stały otworem. Z impetem wpadła do domu, a Hubert z kołkiem w ręku za nią.

Franek i Mundek stali przerażeni słysząc łomot przewracanych mebli, brzęk tłuczonego szkła, rumor toczących się wiader, spadających garów. Wrzaski i przekleństwa Huberta przerywał donośny kwik świni. Wszystko to trwało chwilę, ale biorąc pod uwagę ogrom szkód, na tyle długo, aby mężczyźni pożałowali dnia, w którym kupili warchlaka na targu.

Kiedy dzieło zniszczenia dokonało się zupełnie, świnia okręcona zerwaną firanką wybiegła z ludzkiego mieszkania i pognała do chlewika. Nikt już jej nie zagradzał drogi. Stary Gugała również pierzchnął zawstydzony, zapominając zamknąć furtkę na haczyk. Franka, kiedy bardzo się zdenerwował, zaczynał boleć brzuch. Tym razem także dostał boleści i udał się do wychodka pamiętającego jeszcze czasy zaborów.

Mundek stał na podwórku i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. To był potężny, barczysty mężczyzna, ale w tym momencie nie chciał podchodzić pod rękę przyjaciela, który nadal szalał i przeklinał w starym wiejskim domu, zawsze zadbanym, a teraz wyglądającym jak po trzęsieniu ziemi.

Ślązak przestał już myśleć o schabach i wędzonych kiełbasach z czosnkiem. Teraz spasiony wieprzek stanowił śmiertelnego wroga. Przeciwnika, do którego pała się żądzą krwawej zemsty nie licząc ze stratami, a nawet utrata życia. Kiedy pracował w kopalni, zwędził laskę dynamitu, tzw. setkę. Był to najsłabszy ładunek, a Hubert podprowadził go tylko dlatego, że koledzy służący w normalnym wojsku przywozili różne cacka, aby pochwalić się młodszym chłopakom. Przeważnie były to naboje, granaty ćwiczebne, petardy itp.. Nasz bohater nie chciał być gorszy. Właściwie wyprowadzając się ze Śląska miał zamiar wyrzucić swoją nietypowa pamiątkę do glinianki, ale jak to Polak – wszystko się przyda. No i nadszedł ten dzień. Dlatego teraz wywalał wszystko z szuflad, gdzie trzymał swoje rzeczy, pościągał z szafy stare walizy. Gorączkowo szukał śmiercionośnej laski, a kiedy wreszcie ja znalazł, przestał na chwilę złorzeczyć i przeklinać. Podniósł przewrócone krzesło i usiadł rozglądając się po pobojowisku, które jeszcze rano było schludnie wysprzątanym pokojem stołowym. I nagle zaczął śmiać się złowieszczo. Wybiegł z chałupy, zaciągnął Mundka do ogrodu. Napili się wódki, później oranżady. Na chwiejnych nogach udali się do chlewika. Wywlekli świnię z powrotem do sadu. Kiedy Hubert przywiązał ją do najgrubszego drzewa za nogę stalową linką, Mundek odważył się znowu przemówić.

– Huberciku, ty popatrz w oczy tej świni. Ona na prawdę nie przeczuwa śmierci!

– Jo jej zarozki przeczuja, psio jucha, jak tylko lont podpale!

Dynamit Hubert przykleił plastrem opatrunkowym do łba świni. Po podpaleniu lontu, obaj ładowacze musieli oddalić się kilkanaście metrów. Udali się więc znowu w stronę prowizorycznego stołu. I nagle, palący lont zaczął parzyć świnię. Ponownie zaczęła przeciągle kwiczeć, ale i tym razem nie miała żadnych kłopotów z ucieczką, bo stalowa, sprężysta linka się poluzowała i świnia oswobodziła się bez wysiłku. Idący szybko mężczyźni odwrócili się jednocześnie w momencie, kiedy stwierdzili, że ich ofiara zmienia bardzo szybko pozycję. Całkowicie osłupieli. Oto świnia z palącym się lontem uciekała tą samą drogą co poprzednio, z tym, że teraz rozwijała prędkość torpedy. Zresztą wyglądała jak żywa torpeda. Znowu dopadła dziury w płocie, tylko, tylko tym razem przeciskając się przez mały otwór, zerwała plaster i zgubiła dynamit przy kupie gnoju.

Detonacja nastąpiła chwilę po tym, jak za dziurą zniknął zakręcony w spiralkę ogonek. Ponad dwa metry starego płotu rozleciało się w drzazgi. Kupa gnoju wyleciała w powietrze i opadła porozrzucana w promieniu kilkunastu metrów, cętkując śnieżnobiałą pościel suszącą się w promieniach marcowego słońca. Stara sławojka, choć przeżyła dwie wojny, tym razem nie wytrzymała. Stare, spróchniałe deski rozsypały się w drobny mak. A Franek? No cóż, Franek zarobił kilka zadrapań oraz siniaków i nie byłoby o czym mówić, gdyby nie przytrafiło mu się coś gorszego. Kierowca śmieciarki gołym tyłkiem wpadł do dołu kloacznego.

Tego wszystkiego było już za wiele. Hubert chwycił siekierę i przez wyrwę w płocie ruszył w pogoń za uciekającą świnią. Prześladowane zwierzę uznało, że chlewik nie jest już miejscem bezpiecznym i przez uchyloną furtkę wybiegło na ulicę. Świnia popędziła prosto na oślep nie mając zamiaru się zatrzymywać. Obok pętli tramwajowej, słysząc tuż za sobą sapanie człowieka, przebiegła przez dwupasmową jezdnię. Hubert z siekierą w rękach za nią. Kierowcy widzący niecodzienny pościg, hamowali gwałtownie. Przeraźliwy pisk opon i klaksony rozdarły ciszę w dotychczasowej oazie zieleni i względnej ciszy. Wielka ciężarówka z cegłą, której kierowca nie mógł gwałtownie zahamować, wpadła do rowu i przewróciła się na bok. A świnia nawiewała dalej przez wertepy i krzaki głogu, pokwikując od czasu do czasu. Opuszczała chlewik i koryto na zawsze. A Hubert w krzakach pokaleczył ręce i twarz, podarł koszulę.

Biedny spracowany człowiek patrzył z wściekłością i rozpaczą, jak oddalają się od niego golonki wprowadzające w płynny ruch dwie kształtne szyneczki. Widział jak trzęsą się boczki i schabiki, jak dygocze słoninka na cienkich nóżkach, które miały znaleźć się w salaterkach, w pysznej galaretce. Oto uciekał przed nim suto zastawiony świąteczny stół.

W pewnym momencie świnia zbiegła z nasypu na tory kolejowe. Zdążyła przebiec tuz przed elektrycznym pociągiem osobowym. Syk sprężonego powietrza i drzwi otworzyły się. Hubert nie zauważył, że obiekt jego nienawiści, a zarazem zbiór zakąsek wszelakich umknął na peron małej stacyjki. Sam zaś z rozpędu wbiegł na drugie tory. Po nich właśnie zbliżał się z ogromną prędkością pośpieszny trąbiąc przeciągle, bo maszynista zobaczył na torach człowieka z siekierą. Zdezorientowany Ślązak obrócił się dwa razy wokół własnej osi, dostrzegł zbiega i wbiegając na peron, ruszył w dalszy pościg. Świnia znalazła się w potrzasku, bo koniec peronu okalała siatka. Kiedy pośpieszny z wielkim hukiem pędził po torach, wystraszona świnia wskoczyła przez otwarte drzwi do wagony pociągu osobowego.

W tym czasie kierownik pociągu zauważył z przerażeniem szybko zbliżającego się zakrwawionego mężczyznę z pianą na ustach, o obłędnym wzroku i z siekierą w ręku. Człowiek coś krzyczał, ale pośpieszny zagłuszał jego słowa. Kolejarz nie czekał. Szybko zamknął drzwi i dał sygnał odjazdu.

Hubert opuścił ręce i patrzył na odjeżdżający pociąg podmiejski. Na tablicy informacyjnej umieszczonej na ostatnim wagonie przeczytał napis: RADOM.

Okazuje się, że świnia jest zwierzęciem bardziej przyzwoitym od wielu ludzi. Straciła nie tylko koryto, ale chlew także. Nie założyła KOD-u, tylko emigrowała. A ci co stracili koryta i czują się tacy pokrzywdzeni w Polsce założyli KOD. Emigrować nie chcą. Dlaczego? Bo w Izraelu sądy karzą złodziei, aferzystów i łapówkarzy!

Dyżurny Psychiatra Kraju

Cezary Piotr Tarkowski

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/samo- ... ju-2016-03





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 09 kwie 2016, 16:09

Prezydent i prezydentka m. st. Warszawy.


Według chazarskiej propagandy, a właściwie odgórnie lansowanej i wmuszanej w Polaków lucyferycznej „prawdy”, największymi przyjaciółmi Narodu Polskiego, są żydzi. Natomiast według tej samej plugawej propagandy, największymi wrogami wielkiego Narodu Słowiańskiego jakim jesteśmy, są inni Wielcy Słowianie – Rosjanie. Spójrzmy nie na zawsze kłamliwą żydowską gadkę, tylko na fakty.



Kiedy zapytać przeciętnego „warszawiaka”, kto był najwybitniejszym, najlepszym prezydentem Warszawy, to rozdziawi gębę i może wymieni jakiegoś rokowego wyjca, bo wiedzieć nie będzie. Trafiając z takim pytaniem na Chazara, to ten bez zająknięcia odpowie, że Hajka. Prawdziwy warszawiak starej daty powie, że najwspanialszym prezydentem był Stefan Starzyński.

Fakt, że Starzyński był Wielkim Polakiem i Prezydentem. Ale zasłynął głównie z tego, że nie nawiał we wrześniu jak cała banda piłsudczyków, ale podjął się obrony stolicy przed Niemcami. Nie przed jakimiś tam nazistami, tylko przed niemieckimi zbrodniarzami. Wcześniej był dobrym gospodarzem miasta, ale moim osobistym zdaniem, obrona Warszawy powinna być przerwana dużo wcześniej, ponieważ ta walka bez szans powodzenia nie miała sensu. Zdradził nas Zachód (jak zawsze bez wyjątku) i po 17 września nie było już żadnej nadziei. Był odpowiedzialny za ogromne i niepotrzebne straty wśród ludności cywilnej. Zawsze giną najwybitniejsi Polacy. Och, jak oni przydaliby się dzisiaj!

Pragnę uświadomić, że najwspanialszym prezydentem Warszawy był wróg Rosjanin, Sokrates Starynkiewicz. Kiedy przejął on funkcję prezydenta, Warszawa była organizmem bardziej wiejskim, niż miejskim. Ciemne nocą drogi, gdzie łatwo było zarobić cegłówką w czaszkę, drogi na których grzęzły furmanki, a ludzie brnąc w błocie po kolana gubili ciżemki. Do tego błoto wymieszane było z ekskrementami wylewanymi z nocników wprost na ulicę. Bród i smród. Dziś jest tylko bród moralny wprowadzany przez dzicz chazarską. Dlatego, obecnie każdy Chazar zostający prezydentem Warszawy, urzędowanie rozpoczyna od otoczenia się wokół innymi Chazarami i totalną grabieżą miasta, oraz jego polskich mieszkańców. Nie Chazarów, bo ci są stale uwłaszczani naszym kosztem.

Sokrates Starynkiewicz, jako Słowianin i rosyjski szlachcic, miał ogromne poczucie obowiązku i potrzebę wykazania się dobrem i sumiennością podczas pełnienia obowiązków. Streszczając, w ciągu 17 lat pełnienia urzędu od 1875 do 1892 r. z Warszawy, prowincjonalnego miasta Europy, zrobił wspaniałą metropolię, nazywaną już za jego prezydentury Paryżem Północy.

Starynkiewicz zaczął od budowy kanalizacji i wodociągów. Była to tak ogromna inwestycja, jak obecnie wybudowanie kilkunastu elektrowni jądrowych. Pragnę dodać, że licząc się z ogromnymi kosztami, Sokrates Starynkiewicz, każdy swój projekt poddawał pod dyskusję publiczną. Robił to przy pomocy prasy, polskiej prasy. Żydzi nie mieli jeszcze monopolu na media. Prawie nie było żydowskich kamienic, co jest faktem historycznym. Dziś się okazuje w sądach, że wszystkie kamienice były żydowskie. Polacy nie mieli nic.

Oprócz kanalizacji i wodociągów, które znakomicie Warszawie służą do dziś, Sokrates Starynkiewicz utwardził ulice i wybudował wiele innych, zupełnie nowych, nadając nowy kształt urbanistyczny stolicy, oświetlił miasto przy pomocy latarni gazowych i wybudował gazownię, która dziś niszczeje nie dlatego że jest nikomu niepotrzebna. Ten wspaniały zabytek, zresztą nie tylko ten, niszczeje, by Polacy o Starynkiewiczu zapomnieli. Bo dziś każdy rządzący złodziej, lub złodziejka kradnie nie tylko dla siebie. Teraz to są całe bandyckie szajki, prawnie umocowane klany okradające Warszawę i inne miasta Polski. Skala tego złodziejstwa jest niewyobrażalna i nie liczy się już w miliardach. To są biliony rocznie.

Sokrates Starynkiewicz był prekursorem komunikacji miejskiej w Warszawie. Zaczął od tramwajów konnych. Wkrótce, na tych szynach zaczęły jeździć wozy elektryczne. Trudno wymienić wszystkie zasługi Starynkiewicza, ale trzeba wiedzieć, że stworzył on doskonałe warunki do rozwoju handlu i rzemiosła. Za jego prezydentury w Warszawie powstało kilkanaście zakładów przemysłowych.

Powstaje pytanie: skąd na to wszystko pieniądze? Odpowiedź jest prosta. Wystarczyło nie kraść, a dawać! Oczywiście były podatki i opłaty, ale nie tak bandyckie jak obecnie. Warszawą rządzili uczciwi ludzie, Polacy. Starynkiewicz był tylko urzędnikiem koordynującym całość.

Sokrates Starynkiewicz, Rosjanin, więc straszny wróg, stale pomagał biednym warszawiakom. Z własnej kieszeni utrzymywał kilka rodzin. Od początku swej prezydentury, Starynkiewicz należał do Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności i przez kilka lat przewodniczył jego Wydziałowi Tanich Kuchni. Nie rozpisując się specjalnie, Starynkiewicz na pomoc charytatywną sprzedał osiem majątków ziemskich odziedziczonych po ojcu. Dziś dla grabieżców Warszawy i warszawiaków brzmi to jak dobry dowcip. Bo nie po to bydlę się rwie do koryta, by coś dać. Dziś trzeba kraść i rabować! No, ale Rosjanin, to też głupi goj!

Szczerze mówiąc, czytając o Panu Starynkiewiczu, czerpiąc wiedzę na temat naszego rosyjskiego wroga z wielu źródeł, to trzeba stwierdzić, że nie do końca był on taki w porządku. Otóż przekręcił własną córkę zabierając jej kilkanaście tysięcy rubli w złocie i przekazał do Kasy Miejskiej na kupno dragi, czy jakby dzisiaj powiedzieć pogłębiarki, która ułatwiała pobór wody z Wisły do stacji filtrów.

To skubaniec, mało rodzinny chyba. Dziś byle wójt na posag córki kradnie kilkanaście milionów. A współcześni prezydenci? Miasto jest otoczone kilkunastoma tysiącami przepysznych rezydencji w których nikt nie mieszka. Po co drażnić Polaków? Jak już okradną nas ze wszystkiego, to chazarskie ryje się tam ukażą. Choć nie koniecznie, bo zbliża się kres chazarskich rządów na świecie. Diabelstwo bowiem, nie ma szans konfrontacji z Bogiem.

Pisząc ten tekst, opierałem się głównie na książce pt. „Warszawa i jej prezydenci” autorstwa p. Elżbiety Paziewskiej. Kilkunastu Czytelnikom wysłałem tę pięknie wydaną książkę, choć z autorką nie ze wszystkim się zgadzam. Za dużo niskich ukłonów, dygnięć i dupolizania żydom. Ale ogólnie, jest to praca bardzo dobra, a książka pięknie wydana. Gratuluję autorce, pięknego języka i ogromu pracy włożonej w dzieło. Gratuluję też wiedzy i umiejętności dyplomatycznych. Bo ze mnie dyplomata jak z koziej dupy trąba. Przede wszystkim pisząc o prezydentach od razu wywaliłbym prawdziwe nazwisko i bydlęce pochodzenie. Co i ile ukradł, bo to są lucyferianie. No ale pani Elżbieta ujęła też ostatnią prezydentkę, Hajkę. No i cóż tam pani Ela o niej napisała? Prawie nic, raptem w książce liczącej ponad 250 str. jedną stronę. – Ludzie, bo co można o niej napisać pozytywnego?

No cóż, jej rodacy mogą, bo zrobiła dla nich wiele, a zrobi jeszcze więcej. Za jej prezydentury, wszystkie kamienice w Warszawie okazały się żydowskie. Inna sprawa, że tych „spadkobierców” nikt w Warszawie nie widział, ani oni nigdy Warszawy nie widzieli. Ale to sprawa inna. Złodziej siedzi w Ameryce i liczy zrabowaną Polakom kasę. Poza tym, tego się nie mówi, ale Warszawa jest bankrutem. Hajka na remonty kamienic dla żydów i pensyjki dla swojej urzędniczej bandy nabrała tyle miliardów, że sam Rockefeller zaczął się martwić, czy wystarczy mu jego złodziejskiej kasy.

No dobrze, ale czego dokonała Hajka dla warszawiaków, oprócz wywłaszczania Polaków ze wszystkiego? No, Hajka jako katoliczka wyznania mojżeszowego, wywala tysiące Polaków na bruk z kamienic, bo te kamienice polskie nie są. W Warszawie nie ma już prawie polskich gruntów! W zamian za to mieliśmy kilka parad dla zboczeńców, tęczę dla pederastów, menorę na całym Pałacu Kultury i stałą, niczym niepohamowaną grabież. W końcu obrzezany małżonek ma odpowiednią „firmę” i wszystko jest zgodnie z prawem talmudycznym. Do tego ta żydówa jest nie do ruszenia. Bo jak jej dupsko by chcieli ruszyć, to zacznie wrzeszczeć o złodziejskich poprzednikach z innych „partii”. Jednak chyba lepszy rosyjski wróg. Boże, chroń cara! Sokratesie Starynkiewiczu wróć! Nienawidzimy, jak nam każą, ale wróć!!!

Dyżurny Psychiatra Kraju,

Cezary Piotr Tarkowski

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/prezy ... ju-2016-04





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » środa 15 cze 2016, 13:57

Oscar pisze:
15 czerwca 2016 o 07:04

Jak solidaruchy odebrały Polakom prawo do patriotyzmu.
Patriotyzm taki prawdziwy a nie deklaratywny polega na pracy dla Polski, polega na budowaniu Polski, wzmacnianiu Polski oraz na wynikającej z tego dumy narodowej (ale nie wyrażanej poprzez pogardę dla innych narodów).
Taki patriotyzm Polacy mogle realizować w PRLu budując Polskie samochody, traktory, fabryki, mieszkania, komputery, statki, elektrownie, sprzęt AGD, sprzęt RTV, meble żywność, ubrania
.lekarstwa
itd.
Ja taki patriotyzm starałem się realizować w PRLu. Post solidaruchy odebrały mi tę możliwość i za to ich nie specjalnie ani lubię ani szanuję.
Takich jak ja w PRLu były miliony (ktoś to wszystko konstruował, budował, eksploatował..).

To wszystko solidaruchy Polakom odebrały niszcząc i rozgrabiając w interesie obcych sił majątek narodowy Polski.
Dzisiaj Polak może tylko pracować dla żyda, Niemca czy innego obcego wyzyskiwacza budując nie Polskę ale fortunę tego obcego wyzyskiwacza.
Dzisiaj Państwo Polskie jest wrogie Polakom bo reprezentuje jawnie interesy zagranicznych wyzyskiwaczy.
Dzisiaj nawet jak Polak pracuje dla Polaka to nie buduje Polski , tylko tyra na bogactwa polskiego wyzyskiwacza. A jak Polak postanowi założyć własny biznes to pracuje dla siebie nie dla Polski, jest egoistą który walczy z Państwem, usiłuje państwo wykiwać jak tylko się da (podatki). Polak może jeszcze prowadzić biznes na pograniczu Państwo-prywata, wtedy Polak kombinuje na całego jak okraść to Państwo, jak złapać ustawiony tłusty przetarg na robotę którą i tak wykonają na śmieciowych umowach za półdarmo wyzyskiwani przez niego inni Polacy a on zgarnie kasę.
Polak może też zostać urzędnikiem, wtedy może gnoić innych Polaków z pozycji siły w interesie Państwa które działa w interesie zagranicy, w interesie wielkich koncernów albo rodzimych oligarchów.
Pobożny Polak może też działać na rzecz kościoła czyli klechów jako urzędników Watykanu czyli Watykanu czyli obcego Polsce Państwa które żyje bardzo dostatnio z dojenia państw wasalnych (konkordatowych
Polska przez solidaruchów została jednym z ostatnich takich wasali na świecie).
Są jeszcze lekarze którzy teraz już nie leczą ale sprzedają procedury i to tylko te opłacalne a w ogóle to reprezentują interesy zagranicznych koncernów farmaceutycznych i stali się akwizytorami leków, reprezentują też interesy własne czyli „tyraja” (śpią) na kilku etatach jednocześnie a chorzy Polacy czekają i umierają w wieloletnich kolejkach.

Jak widać po przejęciu władzy w Polsce przez post solidaruchów, post solidaruchy odebrały Polakom możliwość realizowania ich patriotyzmu poprzez pracę dla Polski.

Już nie wspomnę o zdegenerowanym patriotyzmie historycznym.
Katyń do wyrzygania, milczenie o Wołyniu i wybiórcze prawdy z historii Polski
namnażanie białych plam, zafałszowywanie historii.

A wszystkie te opisane wyżej zbrodnie przeciw narodowi Polskiemu dokonywano podlewając je ciężkim do strawienia sosem zakłamanego do absurdu politycznego patriotyzmu.

I jak tu pokochać post solidaruchów.
Ostatnio uchwalili jeszcze dla siebie dodatki do emerytur „za patriotyzm”.
No i odbierają emerytury PRL owskim SBekom bo mają wysokie (propaganda oczywiście jak zwykle kłamliwa). Dawni SBcy pewnie mają emerytury na takich samych zasadach jak dzisiejsi SBcy .
Można by przyjąć że emerytury mundurowe (przywileje mundurowe są nieuzasadnione ale to do wszystkich przypadków a nie politycznie motywowanych.

Jak widać wszystko co podłe, zdradliwe, fałszywe, niskie moralnie mieści się w pojęciu post solidaruchy. I takie kreatury moralne rządzą Polską od 89r.


http://niezaleznatelewizja.pl/alternews-14-06-2016/




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 03 lip 2016, 13:59

Dodatnie i ujemne plusy Brexitu


Ajajajajajajaj! Co to będzie? Panie Cyngielman, pan ruszaj na ratunek Europie, a jak pan nie możesz, to przyślij mi pan te dwanaście tuzinów gaci! Ajajajajajajaj! Jak tak dalej pójdzie, to europejsy ogłoszą paneuropejską żałobę („A my wszyscy w żałobie!”) jako nieutuleni w żalu po brytyjskim referendum. Premier Cameron najwyraźniej tego się nie spodziewał, skoro natychmiast złożył dymisję. Chodziło mu raczej o podlizanie się angielskim narodowcom, no i wytargowanie dla Wielkiej Brytanii Korzystniejszych warunków w Eurokołchozie, co nawiasem mówiąc, mu się udało, bo Nasza Złota Pani opowiedziała się za mniejszym złem – ale niczym uczeń czarnoksiężnika uruchomił proces, który nabrał własnej dynamiki, zwłaszcza w kontekście muzułmańskiej inwazji, której zorganizowanie węgierski premier Orban przypisuje żydowskiemu grandziarzowi finansowemu Jerzemu Sorosowi. Jaki Soros ma w tym interes? Jakiś musi mieć; warto przypomnieć, że Żydzi są mściwi, jak mało kto, a w tej sytuacji nie można wykluczyć, że wpadli na pomysł, by zemścić się na mniej wartościowych europejskich narodach rękami bisurmanów.

Powodem tej wędrówki ludów jest bowiem wtrącenie licznych krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu oraz Afryki Północnej w stan krwawego chaosu. Licznych – ale nie wszystkich, bo taka np. Jordania, którą przecież rządzi tyran, ale która jeszcze bodajże w 1994 roku podpisała z bezcennym Izraelem traktat pokojowy w następstwie którego stała się rodzajem „bliskiej zagranicy” dla Tel Awiwu, nie doświadcza ani żadnych jaśminowych rewolucji, ani wojen o pokój i demokrację, jaką w sąsiedniej Syrii toczą z tamtejszym tyranem „bezbronni cywile”, wynajęci i wytresowani przez CIA, ani „misji pokojowych”, które w stan krwawego chaosu wtrąciły Irak , ani „misji stabilizacyjnych”, które, przy niejakim udziale naszej niezwyciężonej armii („tam wódz taliby gromi, a wzdycha do Kraju”), ściągnęły na Afganistan straszliwe paroksyzmy. Tedy pod pretekstem krwawego chaosu setki tysięcy młodych bisurmanów ruszyły na Europę. O żadnej integracji nie może być mowy, bo mniej wartościowe europejskie narody, poddawane przez europejsów od kilkudziesięciu lat politpoprawnej tresurze, chcą już tylko wypić i zakąsić, no i oczywiście rżnąć się z kim popadnie bez żadnych konsekwencji, w związku w tym wzbudzają w wyznawcach Allaha bezgraniczną pogardę.

Nie można tedy wykluczyć, że starsi i mądrzejsi, którzy potrafili owinąć sobie wokół palca nawet sławnych na cały świat amerykańskich twardzieli, którzy skaczą przed nimi z gałęzi na gałąź, wykombinowali sobie, że przy pomocy bisurmanów zrobią porządek z mniej wartościowymi narodami europejskimi („wnet by ją ubrał w gelabiję, spuściłby suce lanie kijem, po czym umieścił ją w haremie pod czujną eunucha strażą”), przekształcając je w niewolniczą masę, podobną do tej w jaką bolszewicy przekształcili Rosjan. To by nawet dobrze wyjaśniało przyczynę, dla której żydowscy szowiniści tak energicznie zwalczają ruchy nacjonalistyczne w krajach swego osiedlenia, między innymi przy pomocy piekielnej triady w postaci państwowego monopolu edukacyjnego, mediów i przemysłu rozrywkowego, do którego coraz szerszym frontem włącza się Kościół katolicki w ramach stręczenia tak zwanego „judeochrześcijaństwa”.

Wróćmy jednak a nos moutons, czyli do brytyjskiego referendum. Zapoczątkowuje ono nakreśloną w traktacie lizbońskim procedurę „wychoda”. Brytyjski rząd, zobligowany rezultatem referendum, musi złożyć wniosek o wystąpienie z Unii Europejskiej, który następnie stanie się przedmiotem negocjacji na temat warunków wystąpienia. Jeśli negocjacje doprowadzą do porozumienia, to przedstawione ono będzie do zatwierdzenia Radzie Europejskiej i Europejskiemu Parlamentowi i po ewentualnym zatwierdzeniu Wielka Brytania opuści UE na uzgodnionych warunkach. Te procedury muszą trochę potrwać, a jeśli nawet do porozumienia by nie doszło, albo nie zostało ono zatwierdzone, to Wielka Brytania mogłaby opuścić UE nie wcześniej, niż za dwa lata od złożenia wniosku. Warto dodać, że brytyjski rząd w każdej chwili może swój wniosek wycofać, więc tak naprawdę nic nie jest jeszcze przesądzone.

Niemniej jednak niemiecki minister spraw zagranicznych Walter Steinmeier, zwołał spotkanie „założycieli Unii” Nietrudno domyślić się – po co. Niemcy chcą wysondować, czy „ojcowie założyciele” zaakceptują program przywracania pruskiej dyscypliny w reszcie Eurokołchozu, czy nie. Jeśli zaakceptują – a wiele wskazuje na to, biurokratyczne środowiska „ojców założycieli” dla zachowania swoich alimentów zgodzą się na wszystko, no to przywracanie pruskiej dyscypliny rozpocznie się niezwłocznie i to być może – właśnie od Polski. Warto przypomnieć, że właśnie wobec Polski w styczniu br. została wszczęta bezprecedensowa procedura sprawdzania stanu demokracji i praworządności i jest ona w pełnym toku. Pan minister Waszczykowski poinformował, że rząd wygotował „odpowiedź” na „opinię” Komisji Europejskiej, która w następnym ruchu sformułuje pod adresem polskiego rządu „zalecenia”. Rząd te zalecenia może wykonać, albo nie; jeśli wykona, no to skapituluje – oczywiście pod hasłem umacniania suwerenności, bo jakże by inaczej? Jeśli je zlekceważy, no to Unia Europejska dla podtrzymania swego prestiżu będzie musiała rozstrzygnąć die polnische Frage przy pomocy procedury przewidzianej w traktacie lizbońskim pod nazwą „klauzuli solidarności”, przewidującej usuwanie zagrożeń dla demokracji również przy pomocy interwencji wojskowej. W takiej sytuacji możliwy jest nawet scenariusz rozbiorowy, zwłaszcza gdyby stare kiejkuty zobowiązały się, że nowy rząd, np. z panem Kijowskim jako premierem, w podskokach zrealizuje żydowskie roszczenia wobec Polski. Czyż możemy się łudzić, że Nasz Najważniejszy Sojusznik nie tylko się temu nie sprzeciwi, tylko z radości przyklaśnie? A skoro przyklaśnie temu, to dlaczego miałby nie zgodzić się na rewizję postanowień konferencji poczdamskiej odnośnie „ziem utraconych”? Skoro w ramach kaptowania Niemiec do krucjaty przeciwko złemu ruskiemu czekiście Putinowi, co to chciałby „judeochrześcijańską” Europę „sputinizować” właśnie pozwolił na tworzenie Europejskiej Straży Granicznej, która – co tu ukrywać – jest początkiem tworzenia „europejskich sił zbrojnych niezależnych od NATO”, czyli wyprowadzania Bundeswehry spod amerykańskiej kurateli, to znaczy, że możemy spodziewać się wszystkiego.

Bo gdyby Brexit spowodował tylko „efekt domina” to znaczy – postępującą likwidację projektu politycznego pod nazwą „Unia Europejska”, który został nałożony na pierwotny projekt ekonomiczny w postaci Wspólnego Rynku, to mogłaby to być felix culpa, bo Wspólny Rynek by przetrwał, a nawet otrzymałby potężny impuls rozwojowy dzięki rozluźnieniu biurokratycznego gorsetu. Ale nie możemy zapominać o zasadzie Murphy’ego, że jeśli tylko coś złego może się stać, to na pewno się stanie.

Stanisław Michalkiewicz


http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3680





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 03 lip 2016, 18:15

Oscar pisze:
3 lipca 2016 o 07:38

Rosyjski film (po rosyjsku) o tym że USA w istocie nie mają zdolności globalnego uderzenia na Rosję.


https://www.youtube.com/watch?time_cont ... kk0X99WSgo

Siły strategiczne USA są przestarzałe, budowane w epoce Reagana lub wcześniej.
Samoloty niewidzialne już stały się widzialne.
W samolotach niewidzialnych nie można instalować rakiet dalekiego zasięgu bo jako niewidzialne miały nadlatywać blisko celów, teraz jako widzialne nie nadają się już do niczego (powolne) no może do bombardowań pastuchów na bliskim wschodzie (2 miliardy sztuka).
Bomby atomowe na skutek rozpadu Uranu straciły część mocy.
Łodzie podwodne nie pływają bo boją się ruskich „niewidzialnych” łodzi, stoją nie remontowane i czekają na złomowanie.
Lotniskowce są przestarzałe i łatwym celem dla współczesnych środków przeciw okrętowych a strategicznie w konflikcie z Rosją wprost bezużyteczne.

USA to jeszcze mocarstwo (mają dużo bojowego złomu) ale już bez strategicznych zębów.

To pewnie dlatego Putin się stawia globalnym agresorom.
Putin z pewnością ma bardzo dokładny opis możliwości USA i reszty globalnej bandy.
On działa ostrożnie i zawsze ma kilka Asów w rękawie, Asa który paraliżuje przeciwnika (przeciwnik o tym wie) oraz Asa o których przeciwnik nie ma pojęcia.
Odpowiedz
Oscar pisze:
3 lipca 2016 o 08:08

Jarek to mnie chyba czyta. I dobrze.
Ja często piszę i winach post solidaruchów w nieszczęściach które spotkały naród Polski od chwili powstania solidarności czyli agenturalnej sterowanej z zewnątrz przez wrogie Polsce siły, organizacji dywersyjnej wobec Polski, polskiej gospodarki, Polskiego Narodu.
Z dzisiejszej perspektywy to chyba jest oczywiste. (najpierw dywersja gospodarcza w postaci masowych strajków a po przejęciu władzy kompletna likwidacja Polskiej gospodarki poprzez złodziejską prywatyzację, doprowadzanie do masowych bankructw itp.

Jarek i jemu podobni lansują tezę że to wszystko wina komuchów.
Komuchy się jednak tylko podpięły pod wymuszone przez solidaruchów destrukcyjne zmiany. To nie komuchy decydowały po przejęciu władzy przez solidaruchów.
Komuchy jedynie uczestniczyły w procesie który był politycznym programem V kolumny siedzącej wewnątrz solidaruchów (Mazowiecki, Balcerowicz, Sachs, Gronkiewicz, Buzek
).

Ostatnie programy komuchów to Rakowski, Wilczek i ten od ciepłych bułeczek
a potem już tylko próby Millera i Kołodki skutecznie paraliżowane przez post solidaruchów i zdrajcę lewicy Kwaśniewskiego oraz jego ekipę.
Jak wiemy Kwaśniewski jest w tej samej bandzie co Tusk, Buzek, Suchocka, Gronkiewicz, Balcerowicz, Yes Yes Yes, Michnik, Mazowiecki, Bolek,


Jarek ostatnio się wypowiadał że będzie dekomunizował.
No zakuty łeb. On żyje w wirtualnym świecie.
Jaki komuch by się utrzymał po 25 latach rządzenia post solidaruchów.
To czysty wybieg propagandowy mający na celu wskazanie mitycznego wroga który jest wszystkiemu winien. To odwracanie uwagi od rzeczywistych przyczyn tragedii narodu Polskiego. A to oznacza że Jarek gra w drużynie która zgnoiła naród Polski po 89r (odwracanie uwagi od rzeczywistych problemów jest formą okłamywania a okłamywanie to działania wrogie wobec okłamywanego czyli wobec narodu Polskiego).
Dowodów na to jest znacznie więcej, choćby polityka wschodnia dokładnie zgodna z interesami globalnej mafii tej samej na polecenie której post solidaruchy ograbiły Polskę z majątku narodowego oddając ten majątek w obce ręce (globalnej mafii) lub likwidując poprzez bankructwa.

Obecny program gospodarczy (na razie tylko hasła), który oceniam pozytywnie, to próba naprawiania popełnionych wcześniej błędów. I byłoby optymistycznie gdyby nie pełny wasalizm wobec globalnej mafii w zakresie polityki zagranicznej (polityka wschodnia, sprowadzanie obcych wojsk do Polski).

Z punktu widzenia mafii to pewnie wygląda tak.
Róbcie sobie co chcecie w gospodarce bo i tak wszystko zostanie zniszczone przez zaplanowaną przez mafię duża, ale nie globalną, wojnę z Rosją na terenie Europy wschodniej.

Taki cynizm mafii w rodzaju spełnienia ostatniego życzenia skazańca.
(macie te wolność do czasu zanim was zabiją, co już postanowiliśmy)

Jarek otrzeźwiej.





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » piątek 08 lip 2016, 06:28

Oscar pisze:
7 lipca 2016 o 16:05

Czas zacząć odczarowywać zakonspirowane mniejszości wrogie Polsce.
Doszedłem do wniosku że powinno się w sejmie , w polityce używać argumentu narodowego.
Broń Boże w sensie dyskryminacyjnym.
Formuła „Pan/Pani reprezentuje interesy mniejszości żydowskiej, Niemieckiej, Ukraińskiej.. oligarchów, zagranicznych koncernów, Watykanu
a nie narodu Polskiego jest całkiem dopuszczalne i powinna być stosowana regularnie do demaskowania obłudnych zamaskowanych wrogich narodowi Polskiemu wystąpień, programów


Taka wypowiedź zawsze powinna być uargumentowana merytorycznie
w postaci
wykazania że interes jest .. żydowski, niemiecki, oligarchów a nie narodu Polskiego.

Taka strategia powinna sparaliżować trochę zdrajców działających na niekorzyść narodu Polskiego.

Jak Jarek to czyta to polecam taką demokratyczna ale jasną bez owijania w bawełnę strategię walki o POLSKIE interesy narodowe w POLSCE.
mniejszości narodowe tu są MNIEJSZOŚCIAMI a nie władcami.

To jest prawda walona prosto między oczy kłamców i zdrajców narodu Polskiego.



http://niezaleznatelewizja.pl/alternews ... ment-93559





Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » poniedziałek 18 lip 2016, 22:12

Witold Gadowski blog "Dziennik chuligana"


Zabójcy z Nicei


No...dalej! Odstawiajcie te swoje płaczliwe jasełka! Odczytujcie listy od imamów, pełne potępień wobec terroryzmu. Listy fałszywe jak nieudolnie podrobione dolary. Jednoczcie się w tym bełkocie i razem spacerujcie w „marszach solidarności z ofiarami zamachów”. Ogłaszajcie w kościołach „dni solidarności z islamem”.

Palcie znicze, szlochajcie i
udawajcie, że nic się nie stało. Udawajcie, że to tylko kolejny wybryk ekstremistów, który miał miejsce na najlepszym z ziemskich kontynentów.

No dalej! Klepcie te swoje pustobrzmiące pacierze politycznej poprawności,mówki i piszcie durne kondolencje, od których normalnym ludziom zbiera się na wymioty.Merkel, Hollande, Tusk i reszta tej zgrai – nadal pouczajcie całą Europę o tym co jest ważne, moralne i odpowiedzialne.

Przez głowy wam nie przejdzie, że to wy jesteście mordercami tych niewinnych ludzi, którzy zostali zamordowani w Nicei.

To wasza cholerna poprawność polityczna, to wasze wydumane idee multikulti, to wasze otwarcie granic dla obcych...to wasza nieroztropność, brak przewidywania i nieprzezorność... niech was wszyscy diabli!
To wyście sprawili, że teraz giną ludzie!
Jeśli ktoś jest winny tych zamachów, tej niewinnej krwi, jeśli ktoś jest winien widmu strachu, które przybrało twarz arabskiego sunnity i krąży dziś nad Europą, to winnymi jesteście wy!: Rozszarogęsieni, butni, głupi i próżni eurokraci.
Ukryci za swoimi kuloodpornymi szybami, oddzieleni od ulicy przez sztaby usłużnych gryzipiórków, rozbestwieni lawiną euro, jaka – za nic – wpada wam do kieszeni, roicie o nowym kształcie świata, o przekształceniach Europy, ale nawet jednej ulicy w miastach, z których pochodzicie, nie jesteście w stanie upilnować!
To nie jakiś tunezyjski oszalały Arab siedział za kierownicą ciężarówki, która zmasakrowała ludzi w Nicei.

Za tą kierownicą siedziałeś ty Donaldzie Tusku, ty Anielo Merkel, ty zapijaczony Schultzu i butny Junckerze!

Na naszych oczach ta zgraja darmozjadów podpaliła lont do bomby, która od dawna tykała w brzuchu Europy.
W Europie potrzebny jest dziś stan wojenny – stan nadzwyczajny – ale nie ten ogłoszony przez trockistę Hollande, człowieka o twarzy sklepikarza w francuskiej prowincji, lub księgowego z lunaparu.
Dziś Europie potrzebny jest stan mobilizacji wokół gasnących wartości.

Potrzebna jest solidarność chrześcijan, potrzebne jest powstanie wandejskie, które zrzuci z kontynentu obrzydliwą łuskę homopoprawności, gender i innych toksycznych plwocin imitujących idee.

To już nie są żarty, to ostatni dzwonek.

Albo się przebudzimy i zmusimy obcych do szacunku dla naszych wartości, albo zginiemy, a nasze wnuki będą biły głowami w kierunku Mekki!

Czas dyskusji się skończył.
Granice Europy muszą znów jeżyć się od gotowej do strzału broni, a jej ulice niech się wypełnią dumnymi chrześcijanami, którzy na powrót zaniosą krzyż do miejsc, gdzie rozplenił się żarłoczny półksiężyc.

W Nicei zginiesz ty bracie i ja... jeśli dalej będziemy ufać tej klasie pasożytów, która sprytnie obsiadła europejskie stołki i powozi nami jak ślepy furman.

Trzeba stanąć dęba tuż przed przepaścią, albo kornie lecieć w nią wraz z powożącymi szaleńcami.

Oni nawet nie są szaleńcami profetycznymi, to spocone ze strachu szczurki, które jak najdłużej chcą zatrzymać nienależne im pozycje, pieniądze i wpływy.

To mordercze towarzystwo śmie dziś pouczać Polskę – najbezpieczniejszy kraj kontynentu?!

Nie mam ochoty lecieć w przepaść wraz z Bieńkowską, Sikorskim, Tuskiem i Lewandowskim. Nie czuje z nimi żadnej wspólnoty. Nie mam ochoty współczuć Buzkowi i Huebner.

Chcę bronić własnego domu i własnej wspólnoty.


http://www.stefczyk.info/blogi/dziennik ... 7475186226




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 26 lip 2016, 21:44

Cały świat zachwycony „polskim ciemnogrodem”!


Do polskich miast i miasteczek zjeżdżają goście, którzy chcą wziąć udział w jednej z największych światowych imprez – Światowe Dni Młodzieży. Przyjechali ludzie ze wszystkich kontynentów, przedstawiciele wszystkich kultur i ras. Zrobiło się kolorowo, żeby nie powiedzieć tęczowo, czarni, czerwoni, żółci i biali chrześcijanie chodzą po polskich ulicach i kompletnie nic się nie dzieje. Wszyscy mają pełne uzębienie, oczywiście jeśli tylko w takim stanie wyjściowym do Polski przyjechali, nikt nie rzuca im pod stopy bananów, ani nie wyzywa od brudasów, czy ciapatych. Fenomen? Tak i to odwieczny polski fenomen, znany z czasów, gdy Polska szlachecka przygarniała pod swe skrzydła nie tylko odmiennych kulturowo, ale i religijnie. Widok na polskie ulice i zachowanie polskich gospodarzy całkowicie przeczy paszkwilom spisywanym i pokazywanym w mediach należących do „zachodnich koncernów” albo miejscowych szamanów. Cały świat zachwycony „polskim ciemnogrodem”! Ludźmi, obyczajami, kuchnią i krajobrazami. Można się przyczepić, że spójnikiem fenomenu jest katolicyzm, w końcu to katolicy podejmują katolików. Naprawdę? Cieszę się bardzo, ale też pytam, czy taki zarzut ma sens, w świetle zupełnie innego zarzutu, że nic innego, jak polski katolicyzm jest przyczyną nieszczęść i wstydu na cały świat. U podstaw nowoczesnej krytyki polskich obyczajów leży dokładnie, a właściwie wyłącznie „ciemnogród” napędzany religią. Antysemityzm, rasizm, homofobia i inna zaraza, ma swoje podłoże w: „typowy Polak katolik”. Takie brednie czytamy i słyszymy każdego. Wszystko fajnie, ale za cholerę nie da się tego ideologicznego bełkotania zalegalizować realiami, które oddają zupełnie inny obraz.

Polak z białym czarnym i żółtym człowiekiem żyje w zgodzie, dzieli się wszystkim, co ma i jeśli coś się leje, to zdecydowanie piwo, a nie krew. Żadnych inkwizycji, żadnego faszyzmu i
„pedofilii w sukienkach”. Kierując się znaną zasadą, że jeden obraz wart jest tysiąca słów łatwo da się wskazać, kto w pojedynku o prawdziwy obraz Polaków wygrał i to z miażdżącą przewagą. Fakty wygrały, które w kategoriach moralnych nazywamy prawdą, ale problem polega na tym, że i fakty i obrazy można preparować. Z całą pewnością w tej chwili dziesiątki sztabów kryzysowych staje na głowie, żeby z szerokiej perspektywy normalności wyjąć lub zmodyfikować kadry wskazujące na patologię. Nie ma jeszcze danych dotyczących liczby uczestników ŚDM, ale jeśli przyjąć skromne pół miliona, to jest więcej niż pewne, że dojdzie do kilkuset kradzieży kieszonkowych. Pewnie gdzieś w tłumie padnie „ty czarnuchu”, no i jakiś pijany łysy „narodowiec” z Białegostoku „sprzeda mukę” azjatyckiemu katolikowi. Promilowe zachowania przepuszczone przez szpalty i wiadomości w trzy sekundy zostaną przerobione w „wielki narodowy wstyd”. W awangardzie wstydu za Polskę zawsze stają ci, którzy Polskę najchętniej zalewają pomyjami i wycierają sobie Polską gęby. Z aktualnych „wstydów” obserwowaliśmy ostatnio wzmożenie wywołane zakładaniem opasek powstańczych i odczytywaniem treści związanych z historią Powstania. Święcie oburzali się pismacy, którzy dotąd nie nazywali Powstania inaczej niż bezsensowną polityczną hucpą i zbrodnią na zlecenie polskiej głupoty. Owe reakcje pokazują, że nie ma granic nie tyle hipokryzji, bo kto by się tym przejmował, ale propagandy.

Na chama, wbrew temu, co widać za oknem wbija się Polakom do głowy, że żyją w ciemnogrodzie opartym na religijnym fanatyzmie i zabobonie, a wszystko to razem lokuje Polskę na zadupiu Europy. Cóż takie jest życie i takim pozostanie, nie brakuje na świecie marności, która usiłuje opluć jakość, ale cieszy, że wreszcie radykalnie zachwiały się proporcje. Pomimo nadludzkich wysiłków, co naprawdę trzeba oddać choćby dwóm najbardziej znanym redakcjom GW i TVN, rzeczywistość wygrywa z propagandą. Kto będzie czytał gazetę, czy oglądał telewizor z przetworzonym pokazem slajdów, gdy wychodząc z domu po zapałki widzi na ulicach obraz pierwotny, prosty, normalny i uspakajający. Nowoczesna Europa może pozazdrościć Polsce ciemnogrodu, bo tam zapałki niedługo trzeba będzie zamawiać przez „Allegro”, a przed odbiorem prosić kuriera, żeby zostawił przesyłkę na wycieraczce. Przemoc, zacofanie, rasizm, ksenofobia i fanatyzm religijny to domena tak zwanego „Zachodu”, gdzie z maczetami, siekierami, pistoletami, ciężarówkami i materiałami wybuchowymi „integrują się” wyhodowani przez nowoczesne media „szaleńcy”. W Polsce mamy niespotykany ład społeczny oraz moralny i tego ciemnogrodu należy ze wszystkich sił bronić.

Matka Kurka


http://kontrowersje.net/ca_y_wiat_zachw ... emnogrodem




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 21 sie 2016, 05:45

Ludożerstwo coraz bliżej


Jak w znakomitej książce „Głos Pana” zauważył Stanisław Lem – „nawet konklawe można doprowadzić do ludożerstwa, byle postępować cierpliwie i metodycznie”.

Środowiska hołdujące nieubłaganemu postępowi, dla których Kościół katolicki stanowił coś w rodzaju soli w oku, najwyraźniej wzięły to sobie do serca i zmieniły strategię. Zamiast brutalnej i chamskiej eksterminacji, jaką praktykowali bolszewicy, współcześni rewolucjoniści postawili na neutralizację Kościoła poprzez forsowanie „judeochrześcijaństwa”.

Jednym z podstawowych warunków sine qua non jego praktykowania, jest konieczność utrzymywania przyjaznych a przynajmniej poprawnych stosunków z „judaizmem”, to znaczy – z rozmaitymi żydowskimi organizacjami, niekoniecznie religijnymi, które przypisują sobie rolę prezentowania żydowskiego punktu widzenia.

A ponieważ większość środowisk żydowskich, z różnych zresztą powodów, między innymi z zagadkowej predylekcji do wprowadzania fermentu w społecznościach wśród których żyją, również skłania się ku nieubłaganemu postępowi, „judeochrześcijaństwo” oznacza wywieranie na katolickie duchowieństwo nieustannego nacisku, by za jego pośrednictwem skłonić katolickie masy do zachowań oczekiwanych przez – nazwijmy to po imieniu – żydokomunę – a przynajmniej sparaliżować w nich wolę oporu.

Wprawdzie duchowieństwo, zwłaszcza z najwyższej półki, na znak gotowości ofiary z własnego życia w imię wiary, ubiera się w purpurowe szaty, ale to już tylko przerost formy nad treścią – o czym mogliśmy przekonać się podczas niedawnego synodu o rodzinie, gdzie omal nie doszło do rehabilitacji sodomitów.

Podobnie Jego Świątobliwość Franciszek, który podczas swojej wizyty w Oświęcimiu i Brzezince podczas Światowych Dni Młodzieży, „intensywnie milczał” – zgodnie z instrukcją udzieloną mu jeszcze przed przyjazdem do Polski przez panią Naomi Di Segni, przewodniczącą Związku Włoskich Żydów. Chodzi o to, że Żydzi, zwłaszcza wyznający religię holokaustu, traktują Oświęcim swój zazdrośnie strzeżony monopol i nie życzą sobie, by ktokolwiek pod jakimkolwiek pretekstem, ten monopol naruszał.

Poprzedni papieże przechodzili jeszcze nad tym do porządku, chociaż warto przypomnieć, że już Jan Paweł II był przez jakichś rabinów sztorcowany za kanonizowanie niewłaściwych świętych, między innymi – Edyty Stein, która wprawdzie była katolicką zakonnicą, ale jako Żydówka zginęła w komorze gazowej. Sztorcujący Jana Pawła II rabini uznali te kanonizację za próbę „zawłaszczenia holokaustu” przez Kościół katolicki, co najwyraźniej odebrali jako zagrożenie dla lukratywnego przemysłu holokaustu.

O skuteczności tego nieustającego nacisku na katolickie duchowieństwo ze strony Żydów i postępactwa świadczy choćby to, że za pontyfikatu Piusa XII żadnemu rabinowi nie przyszedłby nawet do głowy pomysł krytykowania papieża, że kanonizował tego, czy innego świętego. Minęło zaledwie 56 lat i oto widzimy, jak papież w podskokach stosuje się do żydowskich oczekiwań. To właśnie jest celem tych „cierpliwych i metodycznych” działań.

Ponieważ to nie Kościół decyduje o tym, co się Żydom podoba, a co nie, to skoro już uznał ich za „starszych braci”, to w imię utrzymania poprawnych z nimi stosunków, musi się do ich oczekiwań akomodować. W ten sposób żydokomuna, za pośrednictwem małodusznego duchowieństwa, pełniącego rolę pasa transmisyjnego do katolickich mas, urabia je na rodzaj plasteliny, z której – jak powiada Kazimiera Iłłakowiczówna – „można wszystko zrobić i w każdą formę ulepić”.

Warto w związku z tym przypomnieć opinię wybitnego znawcy czasów antycznych, prof. Tadeusza Zielińskiego, który w swoim „Cesarstwie rzymskim” zauważa, że chrześcijaństwo dopiero wtedy uzyskało zdolność do pokojowego podboju świata antycznego, kiedy odcięło się zdecydowanie od żydowskich korzeni. Tymczasem Kościół w Jerozolimie zmarł śmiercią naturalną, na podobieństwo ziaren, co to padły między ciernie i wprawdzie wzeszły, ale zostały zagłuszone zanim mogły wydać jakikolwiek plon.

Wspominam o tym, bo właśnie ukazała się wiadomość, że władze zakonu, do którego należy ks. Jacek Międlar, a konkretnie – ksiądz Kryspin Banko – przypomniały zakaz „wszelkiej aktywności w środkach masowego przekazu”. Reakcja przewielebnego księdza Kryspina Banko jest efektem „cierpliwego i metodycznego” szczucia na księdza Międlara przez przodującą w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym redakcję „Gazety Wyborczej”, którą ostatnio zasilił swoimi srebrnikami finansowy grandziarz Jerzy Soros, no i oczywiście mediami kontrolowanymi przez Wojskowe Służby Informacyjne i – jak podejrzewam – funkcjonującymi dzięki pieniądzom, jakie wojskowa bezpieka u progu transformacji ustrojowej zagarnęła z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego w kwocie co najmniej 1640 mln dolarów.

Warto zwrócić uwagę, że pretekstem do wypuszczenia szczwaczy była wypowiedź ks. Międlara na temat posłanki Nowoczesnej, pani Joanny Scheuring-Wielgus. Ks. Międlar napisał na Twitterze co następuje: „konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa. Dziś prawda i modlitwa?”

Panią posłankę, podobnie jak doświadczonych szczwaczy, dotknęła zwłaszcza ta „brzytwa” – że aż złożyła w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie. Nawiasem mówiąc, ta cała pani Scheuring-Wielgus, z niejednego komina wygartywała, aż w końcu wylądowała u pana Petru, którego podejrzewam, że Nowoczesną utworzył przy pomocy Wojskowych Służb Informacyjnych.

Być może ks. Międlar wie coś, czego ja nie wiem, skoro nazywa panią posłankę „konfidentką” – a charakterystyczne jest również to, że ona o ten dyffamujacy epitet się nie obraża, tylko o tę brzytwę. Tymczasem brzytwa rzeczywiście była używana i to w dodatku całkiem niedawno, bo w czasie okupacji niemieckiej, wobec różnych lekkomyślnych, albo tylko obdarzonych temperamentem kobiet, których postępowanie uznawane było przez władze Polskiego Państwa Podziemnego za szkodliwe, a przynajmniej za naganne z punktu widzenia narodowej dyscypliny.

Ks. Międlar tylko przypomniał o tym fakcie, którego autentyczność nie budzi najmniejszych wątpliwości. Jestem pewien, że właśnie to stało się przyczyną wypuszczenia szczwaczy – bo przypomnienie Polakom jednego ze sposobów dyscyplinowania różnych szubrawców, zostało słusznie uznane za niebezpieczne, bo nigdy nie wiadomo, co narkotyzowane społeczeństwo przywiedzie do ocknienia, więc warto dmuchać na zimne.

O ile jednak postępowanie szczwaczy z „Gazety Wyborczej” i mediów kontrolowanych przez WSI jest zrozumiałe, o tyle postępowanie władz Zgromadzenia Księży Misjonarzy zrozumiałe już nie jest, chyba, że przestały one przywiązywać wagę do prawdy, koncentrując się już tylko na tym, by wypić i zakąsić, jak przystało na wyznawców kultu jaki rozwija się obecnie z szybkością płomienia, kultu Świętego Spokoju.

W tej sytuacji warto przypomnieć im słowa wypowiedziane, albo tylko przypisywane wileńskiemu bazylianinowi Atanazemu Nowochackiemu, który biskupowi Massalskiemu, złodziejowi i karciarzowi miał powiedzieć, co następuje: „Dzisiaj duchowieństwo sprzedaje dary Ducha Świętego za pieniądze, ale skończy na tym, że ani darów Ducha Świętego, ani pieniędzy mieć nie będzie, bo Pan Bóg swoje, a diabeł swoje odbierze.”

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl



Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » wtorek 27 wrz 2016, 15:37

Abdykujcie jak najprędzej!


Pani Krystyna Janda najwyraźniej otrząsnęła się już z traumy po doznanym męczeństwie i przeszła do ataku na jego sprawców. Męczeństwo pani Krystyny polegało na tym, że zamiast 1,5 miliona rocznej państwowej subwencji dla jej teatrzyku piątej klepki, minister kultury zaproponował jej zaledwie dziesiątą część tego, czyli 150 tysięcy złotych. Nie wiem, czy pani Krystyna wzięła tę forsę, czy też - uniósłszy się honorem – wzgardliwie ją odrzuciła, ale to bez znaczenia, bo ważniejsze jest przecież, że w ten sposób doświadczyła ze strony reżymu straszliwego męczeństwa w postaci małpiego okrucieństwa. Nic dziwnego, że postanowiła się na reżymie odegrać i oto wreszcie nadarzyła się okazja. Reżym poparł skierowanie do komisji społecznego projektu ustawy ograniczającej dotychczasowe ramy dopuszczalności aborcji. Ponieważ ten pomysł spotkał się z energicznym przeciwdziałaniem postępowych pań, broniących reżymowi dostępu do swoich „wagin” i „macic”, pani Krystyna postanowiła skorzystać ze sposobności, by – jak to się kiedyś mawiało - „i pieniądze zarobić i wianuszka nie stracić”. Wianuszka bowiem trzeba strzec, niczym socjalizmu – oczywiście przed znienawidzonym reżymem – bo nawet a właściwie nie „nawet”, tylko zwłaszcza panie postępowe demonstrują taką czujność wokół swoich „wagin” i „macic” tylko w przypadku reżymu, bo w przypadku - jak to nazywał Stanisław Grzesiuk - „miłości głodnych płeciów” żadnej czujności nie zachowują i rozkładają nogi już na pierwszy znak („Pierwszy znak, gdy serce drgnie, ledwo drgnie, a już się wie...”). Toteż praktyczne postępowe panie co noc kogoś kochają, z czego wynikają potem rozmaite niepożądane następstwa i stąd tak się uwijają wokół rozszerzenia możliwości likwidowania owych następstw. Nawiasem mówiąc, to rozszerzanie możliwości nazywane jest powszechnie „liberalizacją”. Jest to jeszcze jedna ilustracja chaosu semantycznego, jaki rozszerza się u nas na podobieństwo pożaru – chyba sztucznie podsycanego. Jak bowiem można nazywać „liberalizacją” drastyczne zaostrzenie możliwości zabijania ludzi – co prawda jeszcze bardzo małych, ale nikt nie powiedział jeszcze w tej sprawie ostatniego słowa, bo w kolejce czekają przecież ludzie bardzo chorzy? Zmiana ustawy postulowana przez postępactwo nie jest żadną „liberalizacją” tylko rozszerzeniem prawa mordowania na osoby nie będące nawet funkcjonariuszami publicznymi. To nawet w Sowietach panował w podobnych sprawach jakiś porządek; Feliks Dzierżyński mógł aresztować, a nawet zastrzelić każdego, ale już czekiści niżsi rangą mogli aresztować tylko do stopnia pułkownika. Tymczasem określenia „liberalizacja” używa nawet przewielebne duchowieństwo i walczy z „liberalizmem” niczym komuniści z wrogą stonką ziemniaczaną. Ale mniejsza z tym, bo chodzi przecież o panią Krystynę i jej zbawienne pomysły.

Otóż gwoli zrobienia na złość złowrogiemu reżymowi a jednocześnie podlizania się postępactwu, które w przeciwnym razie mogłoby zacząć lekceważyć rozmaite stare próchna, pani Krystyna zaapelowała do kobiecej solidarności – by mianowicie wszystkie kobiety podjęły strajk, powstrzymując się od czynności składających się na prowadzenie gospodarstwa domowego, opiekę nad dziećmi i tak dalej. Pani Krystyna taktownie nie wyjaśnia, czy strajk obejmowałby również odmowę bliskich spotkań III stopnia z mężami w alkowie, ale to się rozumie samo przez się. Powołując się na przykład Islandii dowodzi skuteczności tej formy protestu, a jedyna wątpliwość, jaka ja przy tym nachodzi, to niepewność, czy kobiety w naszym nieszczęśliwym kraju wykażą się świadomą dyscypliną.

Tymczasem wątpliwości jest chyba znacznie więcej, z czego pani Krystyna najwyraźniej nie zdaje sobie chyba sprawy. Ilustruje to scena spotkania meksykańskiej cesarzowej Charlotty, żony Maksymiliana Habsburga z cesarzem Napoleonem III. Charlotta przyjechała do Paryża by prosić Napoleona III o pomoc dla Maksymiliana, zagrożonego przez rewolucjonistów. Napoleon wykręcał się jak tylko mógł, ale Charlotta nalegała i w końcu użyła decydującego w jej mniemaniu argumentu, to znaczy – zagroziła, że w razie odmowy pomocy Maksymilian i ona też abdykują. - Ależ abdykujcie jak najprędzej! - wyrwało się Napoleonowi, na co Charlotta dostała spazmów, zaczęła wyrzucać mu niskie pochodzenie, aż wreszcie zwariowała. Wyobrażam sobie tedy, że dla wielu, może nawet dla wszystkich mężczyzn, taki strajk mógłby stać się znakomitą okazją do wyzwolenia. Skoro małżonki odmówiłyby prowadzenia własnego przecież gospodarstwa domowego, opieki nad własnymi przecież dziećmi i bliskich spotkań III stopnia w alkowie, to po cóż komu jeszcze takie żony, zwłaszcza gdy w międzyczasie zdążyły obetrzeć sobie resztki puszku niewinności – o ile kiedykolwiek go miały? Takie żony byłyby potrzebne jak psu piąta noga. Wielu mężczyzn z ogromną ulgą zaczęłoby stołować się na mieście, dając również dzieciom na ten cel kieszonkowe, zaś niedogodności spowodowane strajkiem w alkowie dałoby się usunąć w sposób trwały dzięki przedsiębiorczości. Gdyby tylko apel pani Krystyny spotkałby się z masowym rezonansem, to w odpowiedzi, niczym grzyby po deszczu, zaczęłyby powstawać agencje towarzyskie i inne domy publiczne, obliczone na każdą kieszeń. W tej sytuacji postępowe żony musiałyby się przekwalifikować na pracownice przemysłu rozrywkowego, gdzie nie byłoby miejsca na żadne dąsy, ani tak zwane „bóle głowy” - bo jak klient płaci, to wymaga. W dodatku ogromna podaż tych usług, zgodnie z prawem podaży i popytu, musiałaby doprowadzić do spadku cen, co mogłyby wpłynąć na ożywienie innych gałęzi gospodarki, w których zaznaczyłby się wzrost popytu. Paradoksalnie sytuacja wytworzona w następstwie masowego zastosowania się kobiet do apelu pani Krystyny, mogłaby przyczynić się do ograniczenia dotychczasowych wydatków zwłaszcza w przypadku mężczyzn nie korzystających z agencji towarzyskich, którzy jednak ustawiliby relacje z żonami na zasadach komercyjnych. Wcale bowiem nie jest nigdzie napisane, że w przypadku bliskich spotkań III stopnia w alkowie mężczyzna jest jedynie nabywcą usługi. Również i on mógłby żądać za swoje czynności stosownego wynagrodzenia, zwłaszcza, gdyby małżonka była w typie pani Katarzyny Bratkowskiej. Wygląda na to, że apel pani Krystyny Jandy przyniósłby ogromne i niespodziewane korzyści mężczyznom. Powinienem się z tego egoistycznie cieszyć, ale wznosząc się ponad egoizm jednak apeluje do pani Krystyny Jandy, żeby jeszcze raz sobie to wszystko przemyślała.



Źródło: michalkiewicz.pl




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » środa 28 wrz 2016, 16:39

Dwie wiadomości

Jak wiadomo, tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego. Najwyraźniej katastrofa po Edwardzie Gierku niczego nas nie nauczyła. Właśnie ukazały się jednocześnie dwie informacje: pierwsza, że rząd pani premier Beaty Szydło zamierza rozszerzyć program rozdawnictwa o dopłaty do samochodów. Tęgie głowy ze sfer rządowych wykombinowały sobie, że ponieważ Polska nie ma ropy naftowej, ale za to jest samowystarczalna w dziedzinie energii elektrycznej, to będzie produkowała elektryczne samochody. W tym celu rząd utworzy koncern z państwowymi spółkami energetycznymi jako udziałowcami. O takiej możliwości wspominał jeszcze w latach 70-tych Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”, gdzie znajduje się też najkrótsze, ale i najlepsze objaśnienie tzw. socjalizmu realnego: „Jako tłocząco-ssącą pompę widzą ten system jego oczy, która jak gigantyczne serce pompuje z dołu, z góry tłoczy. Z dołu ssie pompa ludzką pracę bardzo zachłannie, metodycznie, by ją przerobić w swych komorach na płace oraz inwestycje. Płace spływają wąską rurką, a inwestycje – wielką rurą, co jak najściślej jest związane z systemu celem i naturą. Nie temu bowiem system służy, by prolet gnuśniał w dobrobycie, lecz aby wizje gigantyczne tytanów myśli wcielać w życie.” Jednym w takich „tytanów myśli” był powiatowy sekretarz partii Piotr Wardęga, co to „w przedziwnej analogi z Gnomem (...) miał Żydówkę żonę” - ale nie o to przede wszystkim chodziło, tylko o to, że „Wardęga próżny był piekielnie; chciał mieć kopalnię i cegielnię, chciał także wznieść olbrzymią hutę...” - i tak dalej. Więc teraz w ślady „tytana myśli” sekretarza Wardęgi podąża rząd pani premier Beaty Szydło, któremu już nie wystarczają podgrzewane siedzenia w zwykłych samochodach, tylko zamaniły mu się samochody elektryczne, podobnie jak w swoim czasie imperatorowej Katarzynie - zatoka Złotego Rogu. „Już jej rogi huzarskie nie wystarczają” - powiedział na tę wiadomość pruski król Fryderyk II. Pewien szkopuł w tym, że nie wiadomo, kto będzie te elektryczne samochody kupował. Żeby obywatele je kupowali, resort energii ma zamiar dofinansować pierwsze 100 tysięcy wyprodukowanych aut elektrycznych wprowadzając system dopłat. Skąd weźmie pieniądze – tego na razie nie wiadomo, ale założę się, że z tego samego źródła, z którego pan wicepremier Morawiecki zamierza wziąć na sfinansowanie programu „repolonizacji” gospodarki, to znaczy – jej renacjonalizacji, tak jak było za sanacji. Gdzie są pieniądze? Wiadomo – w bankach. No to na co jeszcze czekamy? Trzeba wziąć pieniądze z banków, to znaczy – pożyczyć, wybudować „kopalnie i cegielnie”, a potem się zobaczy.

Obok tych budujących i krzepiących informacji, z których przed naszym nieszczęśliwym krajem wyłania się różowy obraz świetlanej przyszłości za pożyczone pieniądze, pojawiła się druga informacja o grożącej naszemu nieszczęśliwemu finansowej katastrofie z powodu bankructwa systemu ubezpieczeń społecznych. To bankructwo jest już faktem, ale kolejne rządy – zarówno wywodzące się z obozu zdrady i zaprzaństwa, jak i z obozu płomiennych szermierzy patriotyzmu – sztucznie rozciągają to bankructwo w czasie, żeby opinia publiczna nie skapowała, jak jest i nadal myślała, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej. W tym celu rząd premiera Tuska zabrał 130 czy nawet 140 miliardy złotych z OFE, no a rząd pani premier Szydło kombinuje, jakby tu zabrać resztę, ale tak, żeby nie pozostawić śladów. Prędzej czy później zabierze, bo nie ma innego wyjścia – ale co będzie, kiedy nie będzie już skąd zabrać? Wtedy nastąpi godzina prawdy w całej straszliwej postaci, oczywiście przy akompaniamencie płaczu i zgrzytania zębów.

W oczekiwaniu na ten moment nie mogę powstrzymać uczucia żalu, że w 1990 roku nie udało nam się (nam, to znaczy – Unii Polityki Realnej) przekonać opinii publicznej do pomysłu utworzenia Funduszu Emerytalnego z 30 procent akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw państwowych. Wielokrotnie prezentowaliśmy ten pomysł nawet za pośrednictwem telewizji, ale zdecydowana większość opinii publicznej nie uwierzyła nam, tylko nadymanym zarozumialcom w rodzaju pana Andrzeja Celińskiego, który nawet i dzisiaj demonstruje zadowolenie ze swego rozumu, Oni o żadnym „Funduszu Emerytalnym” nie chcieli nawet słyszeć, bo w przeciwnym razie ich protektorowie z wywiadu wojskowego nie tylko przestaliby ich nadymać, ale jeszcze przełożyli przez kolano i przypomnieli, skąd wyrastają im nogi. Warto dodać, że i pan prezes Jarosław Kaczyński też nie chciał słyszeć o żadnym „Funduszu Emerytalnym”. W rezultacie „prywatyzowane” przedsiębiorstwa państwowe zostały z błogosławieństwem soldateski viribus unitis rozkradzione i obecnie Funduszu Emerytalnego nie ma już z czego stworzyć.

Tymczasem bankructwo systemu wisi nad nami i coś trzeba z tym zrobić. Sprawy zaszły tak daleko, że nie ma już rozwiązań dobrych; są już tylko same złe. To, które poniżej przedstawię, też jest złe. Ono ma tylko taką zaletę, że inne są od niego jeszcze gorsze. Pomysł polega na zlikwidowaniu przymusu ubezpieczeń społecznych. One byłyby nadal możliwe, ale wyłącznie jako dobrowolne. Gdyby tak zatem od 1 stycznia 2018 roku znieść przymus ubezpieczeń społecznych, to z tą chwilą ustałby dopływ tzw. „składek” do systemu, bo przecież żaden normalny człowiek nie zrobiłby tego głupstwa. Tymczasem państwo ma zobowiązania, które zaciągnęło wcześniej i z których musi się wywiązać. Nie ma zatem innego wyjścia, jak tego samego dnia ustanowić podatek celowy na emerytury i renty. W pierwszych latach byłby on tej samej, a w porywach nawet większej wysokości co „składka” emerytalna, ale w miarę upływu czasu ta wysokość by się zmniejszała, aż wreszcie po 40 latach można by ten zupełnie już symboliczny podatek zlikwidować. Wadą tego rozwiązania jest to, że dwa pokolenia (pokolenie, to 25-30 lat) obywateli zostałoby obciążonych nieekwiwalentnym świadczeniem – zwłaszcza pokolenie pierwsze, bo drugie już nieznacznie. Bez żadnej swojej winy, bo grzech zaniechania popełniło pokolenie poprzednie – dzisiaj pławiące się w rozmaitych „legendach”. Jeśli jednak tego nie zrobimy, to nie dwa – ale wszystkie następne pokolenia będą obciążone świadczeniem rosnącym – bez względu na jego formalną podstawę. Oczywiście do momentu dopóki się nie zbuntują, nie poślą tych starców-wampirów do wszystkich diabłów – wśród nich również rozwydrzone damy, które dzisiaj tak pilnują swoich „wagin” i „macic”, żeby potem wyciągać proszalną rękę do cudzych dzieci. - aż wreszcie w katolickim społeczeństwie pojawi się masowe poparcie dla legalizacji eutanazji.



Źródło: michalkiewicz.pl




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » niedziela 02 paź 2016, 23:51

Nieubłaganym palcem


W ramach „nowych frontów”, których otwarcie zapowiadał jeszcze pod koniec maja były prezydent Bronisław Komorowski, otwarty został jeszcze jeden. Ponieważ nadęta purchawa, do jakiej coraz bardziej upodabnia się pan prezes Trybunału Konstytucyjnego, już się opatrzyła nawet płomiennym szermierzom praworządności, pierwszorzędni fachowcy z bezpieczeństwa otworzyli nowy front, który poza tym wychodzi naprzeciw rewolucyjnemu zapotrzebowaniu na proletariat zastępczy. Rzecz w tym, że w ostatnich dziesięcioleciach tradycyjny proletariat całkiem zniechęcił się do rewolucji. Dzisiaj rewolucję ciągną zupełnie inne środowiska, raczej dobrze sytuowane materialnie, ale znudzone swoimi społecznymi rolami i do nich zniechęcone. Znakomitą ilustracją tego procesu jest Jego Świątobliwość papież Franciszek, który ostatnio zauważył, że nie można zrozumieć chrześcijaństwa bez jego żydowskich korzeni. Tak przynajmniej relacjonuje to przemówienie judeochrześcijański portal „Fronda”, więc oczywiście nie musi to być prawda. Gdyby jednak była, to warto postawić pytanie, czy w takim razie prawdziwe są twierdzenia, jakoby Pełnia Objawienia Bożego nastąpiła w chrześcijaństwie, czy też żadnej „pełni” nie ma, skoro nawet samego chrześcijaństwa niepodobna zrozumieć, bez podpierania się judaistycznymi protezami. Jeśli chrześcijaństwa bez judaizmu nie da się zrozumieć, to dajmy sobie z nim spokój i od razu przejdźmy na judaizm, a wtedy zrozumiemy wszystko w mgnieniu oka – o ile oczywiście wcześniej muzułmańskie gołoworiezy, których Jego Świątobliwość też Europie stręczy, nie pourzynają nam głów – no ale wtedy skończą się nasze rozterki ze zrozumieniem czegokolwiek, w tym również chrześcijaństwa, bo albo wszystko będziemy wiedzieli, albo w ogóle nas nie będzie, a wtedy i te rozterki przestaną mieć znaczenie. Słowem – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a skoro tak, to wróćmy do proletariatu zastępczego. Tradycyjny proletariusz, czyli pracownik najemny, zniechęcił się do rewolucji, a zresztą nawet gdy jeszcze nie był do niej zniechęcony, to był sojusznikiem nielojalnym. O czym bowiem marzył proletariusz? Ano o tym, by jak najszybciej przestać być proletariuszem, wzbogacić się, a to znaczyło, że według marksistowskiej politgramoty marzył o tym, by zostać drobnomieszczaninem. Drobnomieszczanin zaś był przez rewolucjonistów jeszcze bardziej znienawidzony, niż kapitalistyczni krwiopijcy. Rewolucjoniści bowiem musieli szóstym zmysłem wyczuwać, że drobnomieszczanin, czyli wzbogacony proletariusz, staje się z dnia na dzień nieprzejednanym wrogiem rewolucjonistów, nie bez powodu podejrzewając, że chcą mu odebrać to, czego z takim trudem się dochrapał. Pięknie ujął to Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”: „Kiedy zwycięskie toczą boje ze straszną reakcyjną hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą. Fanatyzm lśniący w wodza oku straszliwy wzbudza w nich niepokój, asceza zaś napawa trwogą, że im zdobycze zabrać mogą!”

Toteż rewolucjoniści zaczęli rozgladać się za proletariatem zastępczym i ich argusowe oko padło na kobiety. Kobieta bowiem, wszystko jedno; ładna, czy brzydka, młoda, czy stara, mądra, czy głupia, biedna, czy bogata, kobietą być nie przestanie, a skoro tak, to trzeba tylko je oduraczyć, wmawiając im, że są nieszczęśliwe z powodu oprymowania przez męskie, szowinistyczne świnie, od których mogą wyzwolić je właśnie rewolucjoniści. Dlatego właśnie przed nimi trzeba rozłożyć nogi, dając przystęp do sanktuarium swego ciała – ale żeby potem nie odciągać ich od walki o świetlaną przyszłość, jakimiś burżuazyjnymi przeżytkami w rodzaju dzieci, czy rodziny, kobiety powinny uzyskać prawo mordowania własnych dzieci. W rezultacie rewolucjoniści będą mogli pławić się w pierwotnej niewinności, bo jużci – całe odium spadnie na wyzwolone panie, które w zamian dostaną makagigi w postaci „swobody wyboru”.

Część kobiet, zwłaszcza snobujących się na „postępowość”, temu duraczeniu chętnie się poddaje, dzięki czemu może być dodatkowo wykorzystana w charakterze mięsa armatniego. No i właśnie RAZWIEDUPR, który pracowicie wykonuje zadanie zlecone przez centralę BND, by dostarczyć Naszej Złotej Pani jak najwięcej argumentów uzasadniających zastosowanie wobec Polski przewidzianej w traktacie lizbońskim „klauzuli solidarności”, do spółki z żydowską gazetą dla Polaków, zmobilizował damską agenturę do proklamowania 3 października ogólnopolskiego „czarnego protestu” w obronie „wagin” i „macic” przed złowrogą penetracją ze strony nieubłaganego palca reżymu. Pani Krystyna Janda, która – jak się okazało – ma za sobą aborcyjne epizody, wyraża nadzieję, że „czarny protest” doprowadzi do sparaliżowania całego kraju, aż się reżym „zadziwi i zlęknie” i porzuci swoje zbrodnicze knowania. Dzięki temu kobiety będą mogły mordować nie tylko dzieci jeszcze nie narodzone, ale i wszystkie inne – bo dlaczegóż właściwie mielibyśmy sobie żałować? Im dziecko starsze, tym więcej miejsca zajmuje w naturalnym środowisku i w ogóle – sprawia więcej kłopotów, więc logika nakazywałaby nie zatrzymywać się w pół drogi, tylko za jednym zamachem pójść na całość.Jak słusznie zauważył wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler, wyrywanie zęba po kawałku jest bez sensu; trzeba go wyharatać za jednym zamachem, a wtedy ból szybko mija i jest gites tenteges. On co prawda wspominał o tym przy okazji ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, ale to bez znaczenia, bo ważniejsze, że myśl raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora.

Nie jednego, tylko wielu – o czym świadczy teledysk wyprodukowany przez panią Iwonę Kapuśniak. Wśród protestujących kobiet są również takie z brodami – ale nie to stanowi największą atrakcję teledysku, tylko informacja, że pani Barbara Nowacka „zjednoczyła” pana Petru z panem Zandbergiem. Najwyraźniej obydwaj politycy musieli pozazdrościć sukcesów panu Robertowi Biedroniowi, który podobno kilkakrotnie obleciał kulę ziemską - czyżby w poszukiwaniu najlepszego sposobu, jak zajść ją od tyłu? To nie jest wykluczone, bo zaraz po wiadomości o „zjednoczeniu” panów Petru i Zandberga, wyzwolone panie pokazują reżymowi swój nieubłagany środkowy palec. Nieomylna to aluzja, że to właśnie on zamknie reżymowi drogę do wspomnianych damskich sanktuariów. Ano – skoro pan Petru przy pomocy pani Nowackiej „zjednoczył się” z panem Zandbergiem, to nic innego, jak środkowy palec, już im nie pozostało.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).



Źródło: michalkiewicz.pl




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



Awatar użytkownika
Thotal
Posty: 7677
Rejestracja: sobota 05 sty 2013, 16:28
x 27
x 254
Podziękował: 6077 razy
Otrzymał podziękowanie: 12111 razy

Re: FELIETONY I OPOWIADANIA

Nieprzeczytany post autor: Thotal » sobota 15 paź 2016, 16:35

Dźgnąć reżym w chore z nienawiści oczy




Ach, co to był za protest! Cała Polska stanęła, niczym penis na weselu, bo od zajęć domowych oraz rutynowych stosunków płciowych z przygodnymi partnerami powstrzymały się nie tylko telewizyjne gwiazdy, nie tylko celebrytki, co to co noc kogoś kochają, nie tylko pracownice spółki „Agora”, które podobno będą musiały jednak odpracować zwolnienie w dzień 1 listopada, kiedy to reakcyjny kler proklamował dzień Wszystkich Świętych, jakby mu było mało dodatkowego święta w dzień Sześciu Króli – co nieubłaganym palcem wytknął niedawno sam pan Ryszard Petru – nie tylko damski personel Żywej Cerkwi, czyli środowiska farbowanych lisów z „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku” i „Więzi”, które już nawet nie ukrywa, któremu panu się wysługuje – ale również personel agencji towarzyskich, a nawet tirówki, które na ten dzień otrzymały dyspensę od swoich alfonsów. Takie przecieki docierają w każdym razie z Sekcji Alfonsów przy Klubie Parlamentarnym Platformy Obywatelskiej, która w ten sposób, po niedawnym kongresie, próbuje ofensywnie penetrować coraz to nowe środowiska społeczne, zwłaszcza „elementy socjalnie bliskie”, czyli właśnie alfonsów, prostytutki i złodziei, spośród których, jak wiadomo, zarówno bezpieka, jak i policja rekrutują swoich konfidentów. Trzon środowiska stanowią oczywiście ubeckie dynastie z protoplastami, co to jeszcze samego znali Stalina, aż po późnych wnuków, co to już noszą garnitury i mówią językami, niczym pan wojewodzic Paweł Olszewski, którego proroczą intuicją przewidział poeta jeszcze przed wojną, pisząc w natchnieniu: „I ty, co mieszkasz dziś w pałacu, a srać chodziłeś za chałupę...” - dzięki czemu Wojskowe Służby Informacyjne, wykonujące na rzecz niemieckiej BND i Mosadu zadanie destabilizacji naszego nieszczęśliwego kraju, mogą w każdej chwili nie tylko zmobilizować agenturę, jak nie pod pretekstem obrony demokracji, to pod pretekstem ochrony „wagin” oraz „macic” przed penetracją ze strony nieubłaganego palca reżymu. Oczywiście Wojskowych Służb Informacyjnych oficjalnie „nie ma”, ale co to znaczy: „nie ma”, kiedy agentura przecież pozostała i nie tylko zajmuje miejsca w kluczowych punktach życia publicznego, w których została pieczołowicie uplasowana w czasach dobrego fartu, ale również korzysta z nieograniczonych możliwości maczania pyska w melasie, kosztem Rzeczypospolitej? Toteż nic dziwnego, że podczas ostatniego swego kongresu Platforma Obywatelska dała wyraz dwojgu swoim największym zgryzotom: Instytutowi Pamięci Narodowej i Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu. Instytut – wiadomo; znajdujące się tam dokumenty wywracają jedna po drugiej pieczołowicie spreparowane „legendy”, wskutek czego zarówno Kukuniek, czyli były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa, jak i „legendarna” pani Henryka Krzywonos, nie posiadają się z irytacji. Nawiasem mówiąc Kukuniek obchodził niedawno swoje 73 urodziny. Za komuny przy takich okazjach zaraz wygrywał w totolotka, ale teraz jest kapitalizm i na powszedni jurgielt trzeba zapracować nie tylko donosami, ale solidniej, toteż bez zaskoczenia można było podziwiać wśród zgromadzonych na urodzinach konfidentów również pana Fransa Timmermansa z Komisji Europejskiej. Już tam pan Timmermans, z ramienia Naszej Złotej Pani koordynujący ostateczne rozwiązanie die polnische Frage, odpowiednio Kukuńka podkręcił: jak ma nawijać, co i kiedy robić, żeby – jak nadejdzie czas rozstrzygnięć – scenariusz rozbiorowy został zrealizowany bez komplikacji. Co tam Kukuniek będzie z tego miał – tego oczywiście nie wiemy, ale nie jest wykluczone, że jemu też obiecali pochówek na Wawelu, w dodatku przy akompaniamencie zespołu „Behemot”, kierowanego przez pana Adama Darskiego „Nergala”, uważanego powszechnie za delegata Belzebuba na województwo pomorskie. Wracając zaś do kongresu PO, no to wiadomo, że CBA stanowi otwartą, niezagojoną ranę. Korupcji oczywiście Biuro nie wypleni; co to, to nie – ale potrafi zatruć przyjemność z każdego łyka szampana i każdej łyżeczki kawioru – no a cóż komu po szampanie i kawiorze, jeśli nie ma przyjemności? Zatem, żeby władza, zwłaszcza z nadania Naszej Złotej Pani, odzyskała cały niegdysiejszy powab, to IPN i CBA muszą zostać zlikwidowane. Podobnie uważał Katon Starszy, który każde swoje przemówienie w Senacie kończył słowami: „ceterum censeo Carthaginem delendam esse” – co się wykłada, że poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć.

Ale mniejsza już o ten cały kongres; niech się tam Platforma Obywatelska kongresuje ile wlezie, bo przecież ważniejszy jest „czarny protest”. Otóż według informacji uzyskanych od moich honorables correspondants, którzy, przebrawszy się w czarne pulowery i bereciki a la Juliette Greco, to i owo podczas protestu podsłuchali, z inspiracji Judenratu „Gazety Wyborczej”, a może nawet samego Sanhedrynu, uczestniczki protestu podjęły zobowiązanie, że jak tylko skończy się zarządzona przez pana prof. Jana Hartmana alkowiana kwarantanna, zaraz postarają się zajść w niepożądaną ciążę, najlepiej oczywiście przy pomocy zapłodnienia w szklance, za którym z zagadkowych powodów strasznie stęsknił się zwłaszcza pan Jarosław Kalinowski z Polskiego Stronnictwa Ludowego – a jak już zajdą w ciążę, to zaraz ostentacyjnie zażądają, by je wyskrobano – oczywiście na koszt Rzeczypospolitej – żeby również w ten sposób dźgnąć znienawidzony faszystowski reżym w chore z nienawiści oczy. Ale nie tylko o sprowokowanie znienawidzonego reżymu tu chodzi, bo reżym – swoją drogą, a długofalowa strategia Sanhedrynu, by dokonać depopulacji mniej wartościowego narodu tubylczego i w ten sposób zrobić miejsce dla Judeopolonii, na wypadek, gdyby na Bliskim Wschodzie coś poszło nie tak – swoją drogą. Są to oczywiście tylko pogłoski, ale jeśli się okaże, że wyskrobywane jest tylko potomstwo głupich gojów, podczas gdy embriony wyznania mojżeszowego są oszczędzane, to będzie to nieomylny znak, że coś jest na rzeczy.



Źródło: michalkiewicz.pl




Pozdrawiam - Thotal :)
0 x



ODPOWIEDZ