Drodzy forumowicze i goście!

Przeżyliśmy przestój związany z migracją z serwera na serwer i zmianą istotnych danych adresowych dla hostingu. Teraz forum powinno działać szybko, bez długiego oczekiwania na odpowiedź serwera. Zależy to też od szybkości waszych łącz, ale do któregoś września serwer był trudny do zaakceptowania.
Niestety technicznie wielkość naszego forum się mocno powiększyła i musimy zwracać większą uwagę na wykorzystanie przestrzeni dyskowej, nie duplikować postów (dawać linki) itp., bo nie utrzymamy baz danych w limitach dostawcy hostingu, a upgrade jest finansowo nieopłacalny.

W związku z "wysypem" reklamodawców informujemy, że konta wszystkich nowych użytkowników, którzy popełnią jakąkolwiek formę reklamy w pierwszych 3-ch postach, poza przeznaczonym na informacje reklamowe tematem "... kryptoreklama" będą usuwane bez jakichkolwiek ostrzeżeń. Dotyczy to także użytkowników, którzy zarejestrowali się wcześniej, ale nic poza reklamami nie napisali. Posty takich użytkowników również będą usuwane, a nie przenoszone, jak do tej pory.
To forum zdecydowanie nie jest i nie będzie tablicą ogłoszeń i reklam!
Administracja Forum

To ogłoszenie można u siebie skasować po przeczytaniu, najeżdżając na tekst i klikając krzyżyk w prawym, górnym rogu pola ogłoszeń.

Uwaga! Proszę nie używać starych linków z pełnym adresem postów, bo stary folder jest nieaktualny - teraz wystarczy http://www.cheops4.org.pl/ bo jest przekierowanie.


/blueray21

starość-jak z nią żyć

ex-east
Posty: 1053
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 20:57
x 2
x 82
Podziękował: 358 razy
Otrzymał podziękowanie: 1307 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: ex-east » sobota 22 mar 2014, 19:53

No JA WIEM O CO WALCZYC to programik dosc przyjemny :-D
Podpowiada cele i marzenia. Pierwszym celem samym w sobie jest JA WIEM. A kiedy nadziewa sie ten program na tresc, ktore go kwestionuja, to uruchamia emocje negatywne, jakies trucizny itede. Zobacz, ze to sie u Ciebie dzieje, to Ty sobie sama potakujesz na podstawie emocji i czucia , ktore bierzesz za SWOJE.. Tak jakby ktos tresowal psa , by nie jadl kielbasy, choc mu slinka cieknie ;-)
0 x



baba
x 116

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: baba » sobota 22 mar 2014, 21:16

Świetna z Ciebie ściana East. Każdą piłkę odbijasz słowami - To Twój problem. Nie kupuję. :D
Ale muszę przyznać uczciwie że w wykręcaniu kota ogonem to jesteś de best. Mistrz przed którym chylę czoła. 8-)

A tak się jeszcze po czasie zaczęłam zastanawiać. Czy ta słabość nie jest aby przereklamowana? Przecież lubimy mieć zdolność kreowania swojej rzeczywistości. Tej bliższej jak porządek we własnym domu i tej dalszej jak pokój we własnym kraju. No słabością to się niczego nie zmieni. Można co najwyżej powiedzieć tak jak Ty East gdzieś powiedziałeś -
no tak są na świecie dzieci głodujące ale to jakby mniej boli.

To ja ciekawa jestem co te dzieci myślą o Twojej pokojowej filozofii. :evil:

Moja aktualna interpretacja uległości trawy - bądź na full gotowa przyjąć każdą możliwość jaką niesie życie i wykorzystaj ją dla swoich celów. Nie bądź dębem, który się sztywno trzyma własnych przekonań np. :D
Nie zarzekam się może mi się jeszcze zmienić, żywa w końcu jestem to się zmieniam ciągle. 8-)

A w temacie starości znalazłam coś na wesoło

Obrazek :lol: :lol: :lol:

No nie wiem, może powinnam zrezygnować z terapii???? :lol:
0 x



ex-east
Posty: 1053
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 20:57
x 2
x 82
Podziękował: 358 razy
Otrzymał podziękowanie: 1307 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: ex-east » niedziela 23 mar 2014, 14:14

baba pisze:Można co najwyżej powiedzieć tak jak Ty East gdzieś powiedziałeś -
no tak są na świecie dzieci głodujące ale to jakby mniej boli.

To ja ciekawa jestem co te dzieci myślą o Twojej pokojowej filozofii. :evil:
W pewnym wieku już przestajesz się denerwować na świat że jest tak okrutny, bo zauważasz, że jest on ODPOWIEDZIĄ na projekcje świadomej zbiorowości. Wiek "dziecięcy" to szukanie winnych, to obarczanie każdego "sytego" winą za głodujące dziecko w Afryce.

Takie podejście z czasem widać jako agresywne pogrążanie się w tej durnej, chmurnej młodości, mócącej wodę życia dookoła. Ludzie uczynili innym piekło odcinając ich od pierwotnej wiedzy tym, że przynieśli dary, wodę i żywność, zamiast przywrócić wiedzę ( bo Afryka jest bogatym we wszystko lądem ) jak zdobyć wodę i żywność. Dziecko nie głodowałoby, gdyby mogło zdobyć pożywienie samo w otoczeniu i środowisku, w którym jest.
Starzy, mądrzy Indianie wiedzieli, że biały człowiek nie przyniesie niczego dobrego wraz ze swoimi darami, więc pielęgnowali swoją prastarą wiedzę nie stawiając jednocześnie oporu temu, co biali narzucali. Ci , którzy za nimi poszli, zwyciężyli. Nauczyli się poruszać w świecie białych, jakby to był kolejny żywioł , ale nie ulegli temu. Nauczyli się wykorzystywać ten żywioł tak jak ich przodkowie opanowali ogień.
Starzy i głupi Indianie podporządkowali się białym zmieniając mentalność. Chociaż ich geny wciąż istnieją, to wiedza uległa rozproszeniu i odcięli się od naturalnej łączności z Życiem.
Moja aktualna interpretacja uległości trawy - bądź na full gotowa przyjąć każdą możliwość jaką niesie życie i wykorzystaj ją dla swoich celów. Nie bądź dębem, który się sztywno trzyma własnych przekonań np. :D
Nie zarzekam się może mi się jeszcze zmienić, żywa w końcu jestem to się zmieniam ciągle. 8-)

Na tym polega też mądrość dojrzałości, aby nie trzymać się sztywno , ale nie tylko własnych przekonań, lecz nawet tych swoich celów, jak również ... SIEBIE. Jednocześnie nie trzeba się siebie wystrzegać jak ognia, to nie jest filozofia "mnie nie ma", lecz rozpoznanie, iluzoryczności wspomnianego przez Ciebie TRZYMANIA SIĘ PRZEKONAŃ. W końcu to, ze nie boisz się zmian i nowych wyzwań nie należy tylko do cech młodości. Młody człowiek mierzy się z życiem w zapasach kto-kogo. Starsi nie mają potrzeby się już ciskać i kiedy przestają to robić, to ich dawne cele same się realizują jakby .. w nagrodę za całe życie.
I nagle słabość staje się siłą . Cuda Panie, cudeńka :D
0 x



baba
x 116

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: baba » niedziela 23 mar 2014, 16:52

W pewnym wieku już przestajesz się denerwować na świat że jest tak okrutny, bo zauważasz, że jest on ODPOWIEDZIĄ na projekcje świadomej zbiorowości. Wiek "dziecięcy" to szukanie winnych, to obarczanie każdego "sytego" winą za głodujące dziecko w Afryce.

A może by tak spojrzeć:
Przeraża nas to co widzimy - dziecko
Czujemy gniew i walczymy - młodość
Rozpoznajemy swoje możliwości i działamy skutecznie - dorosły
Ręce nam opadają wobec ogromu tego czego zrobić nie możemy - starość
Godzimy się z tym co jest - śmierć

Oczywiście fazy są pomieszane i po trochu w każdym okresie życia występują w tej lub innej przewadze.

To może w tym tkwi klucz do starości? A nawet śmierci? Ta tak zwana Więź wycofuje z nas swoje poparcie i przestaje nas zasilać energią bo już nic więcej od nas nie dostanie? :P
A aktywni żyją dłużej i są zdrowsi/silniejsi/nie mają czasu się zestarzeć. :D

A jakby tak rozpoznać swoje prawdziwe możliwości które przecież ograniczone są tylko naszymi wyobrażeniami na temat tego co możemy (co nam wmówiono że jest możliwe) to byśmy dostali dodatkowe bonusy energetyczne przedłużające życie... :D

To w temacie a swoje wycieczki osobiste w Twoją stronę zapodam w Twoim wątku. O ile mi się zechce. :D
0 x



ex-east
Posty: 1053
Rejestracja: wtorek 01 sty 2013, 20:57
x 2
x 82
Podziękował: 358 razy
Otrzymał podziękowanie: 1307 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: ex-east » niedziela 23 mar 2014, 19:52

baba pisze:A może by tak spojrzeć:
Przeraża nas to co widzimy - dziecko
Czujemy gniew i walczymy - młodość
Rozpoznajemy swoje możliwości i działamy skutecznie - dorosły
Ręce nam opadają wobec ogromu tego czego zrobić nie możemy - starość
Godzimy się z tym co jest - śmierć

Oczywiście fazy są pomieszane i po trochu w każdym okresie życia występują w tej lub innej przewadze.

To może w tym tkwi klucz do starości? A nawet śmierci? Ta tak zwana Więź wycofuje z nas swoje poparcie i przestaje nas zasilać energią bo już nic więcej od nas nie dostanie? :P

Kluczem do starości jest właśnie zużywanie się komórek szybsze niż odtwarzanie nowych na miejsce tamtych. Dotyczy to też połączeń nerwowych i ich jakości. Tubiliny stają się "niedomknięte" , wobec czego sygnał harmoniczny wyłapywany jest z zakłóceniami .. coraz większymi, aż organy przestają reagować i pełnić swoje funkcje w harmonijnej całości i organizm się dosłownie rozpada : starzeje się.
Ten mechanizm też może, jak piszesz, zależeć od Więzi, ale chyba w większym stopniu od tego, czy poprzez nią utrzymywane są relacje z nią zgodne, harmoniczne, czy też może organizm dalej próbuje odtwarzać nabyte programy i przekonania i one w końcu wyczerpują zasoby życiowe organizmu.
Przekonaniem jest na przykład interpretacja starości i śmierci , że :

Ręce nam opadają wobec ogromu tego czego zrobić nie możemy - starość
Godzimy się z tym co jest - śmierć

Panuje przekonanie, że musimy jeszcze coś zrobić, coś uczynić, aby zostawić po sobie ślad, a kiedy temu nie jesteśmy w stanie podołać to przychodzi rezygnacja i cierpienie - starość. A jeśli postawić sprawę inaczej. Nie musisz już się do niczego spieszyć, bo to, co się wydarza ma swoje większe znaczenie niż Twój w tym udział. Możliwe, że nie widząc Całości, nie ufając jej, robiąc wszystko po swojemu, dążąc, czynisz zupełnie odwrotnie - zaburzasz pod prąd.
Pogodzenie się z tym co jest interpretowane jako śmierć , przynosi właśnie to z czym jest kojarzone, czyli śmierć. Ale istnieje innego rodzaju pogodzenie się z tym co jest. To pewność, że to, co się wydarza przez Ciebie jest tym kawałeczkiem całości, które Całość zaplanowała. Ja wiem, że to czasami oznacza bardzo niewdzięczny los. Pogodzenie się to nie jest zgoda na ten los, tylko zaprzestanie szarpania się na rzecz tego, żeby przyjrzeć się i rozpoznać , że nie jesteś już w tym , że to tylko sznureczki ciągają czymś co wydaje się być Tobą - bo tylko takie podejście , czyli wewnętrzne wyzwolenie, jest w stanie wywołać zmianę. Wracasz do Całości , poddajesz się jej, zawierzasz z intencją o odmianę. I niezauważenie ta zmiana się dokonuje, pojawiają się nowe okoliczności ,nowi ludzie, nowe okazje. Dopiero jak przestajesz się szarpać ustaje opór środowiska. Pogodzenie się z tym co jest to pogodzenie się z Więzią. Sądzę, ze właśnie to jest klucz do młodej długowieczności.
A aktywni żyją dłużej i są zdrowsi/silniejsi/nie mają czasu się zestarzeć. :D
Aktywni tak, ale niekoniecznie jako walczący nadaktywnie o swój wygląd. Owszem, ćwiczenia są potrzebne mięśniom, bo nie są po to, żeby zanikać. Dieta jest istotna, jeśli organizm niewłaściwie przetwarza śmieciowe jedzenie. Ale ta aktywność polega na wsłuchiwaniu się w organizm, w jego preferencje i możliwości.
Walczący nadaktywnie to wg mnie osoby faszerujące się kosmetykami lub operacjami plastycznymi. Są naturalne sposoby o których tu w innych wątkach piszecie ( jak kąpiele magnezowe ), lecz to też nie jest poprawianie natury, a tylko uzupełnianie niedoborów.

Właśnie, a może starość to po prostu kumulacja niedoborów ? I mam tu na myśli nie tylko np brak magnezu, ale też brak odczuwania Życia jako troskliwego "ojca". Brak harmonii i zaufania .
0 x



baba
x 116

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: baba » wtorek 25 mar 2014, 09:14

Panuje przekonanie, że musimy jeszcze coś zrobić, coś uczynić, aby zostawić po sobie ślad, a kiedy temu nie jesteśmy w stanie podołać to przychodzi rezygnacja i cierpienie - starość.

No niekoniecznie akurat taki powód do działania musi być najważniejszy, prawda? Ty masz inny, skąd pewność że inni mają taki tylko i wyłącznie albo najważniejszy un jest? ;)
Możliwe, że nie widząc Całości, nie ufając jej, robiąc wszystko po swojemu, dążąc, czynisz zupełnie odwrotnie - zaburzasz pod prąd.

To niestety JEST możliwe, toteż ze swojej strony staram się jak najprędzej wzrok odzyskać zanim zrobię jakiś następny krok na oślep. Nawet okulary ajurwedyjskie już sobie kupiłam.. :lol:
To pewność, że to, co się wydarza przez Ciebie jest tym kawałeczkiem całości, które Całość zaplanowała. Ja wiem, że to czasami oznacza bardzo niewdzięczny los.

A w tym kawałku to ja uważam, że każdy ma taką pewność bo po licho by coś robił? ;)
Wracasz do Całości , poddajesz się jej, zawierzasz z intencją o odmianę.

Ja to zrobiłam/robię w odwrotnej kolejności. Zawierzyłam z intencją o odmianę, poddam się kiedy uznam że jest OK, no i może faktycznie do całości - JEDNI wrócę. Mam nadzieję. 8-)
Aktywni tak, ale niekoniecznie jako walczący nadaktywnie o swój wygląd.

Pełne poparcie, na szczęście mnie to na pewno nie dotyczy. :lol:
Właśnie, a może starość to po prostu kumulacja niedoborów ? I mam tu na myśli nie tylko np brak magnezu, ale też brak odczuwania Życia jako troskliwego "ojca". Brak harmonii i zaufania .

Tu coś jest "na rzeczy, jakąś podwójność mam. Pracuję nad tym usilnie na zasadzie, że no cóż nabywanie zaufania to proces obustronny przecież, prawda? :P 8-)
0 x



Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5079 razy
Otrzymał podziękowanie: 1625 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » niedziela 30 mar 2014, 14:25



0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » czwartek 24 kwie 2014, 19:44

mozna zyc dlugo i aktywnie :) Ta pani, Paddy- skonczyla 80 lat i zamiast gnusniec i latac po lekarzach woli cieszyc sie zyciem i tanczyc salse. Ale jak :o :o :!: :!:
Ona moze- to my tez :D


http://www.youtube.com/watch?v=hjHnWz3EyHs
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
Dariusz
Administrator
Posty: 2755
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:32
x 17
Podziękował: 5079 razy
Otrzymał podziękowanie: 1625 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: Dariusz » sobota 26 kwie 2014, 15:17

Posta napisanego przez @goratha'ę wydzieliłem jako osobny temat: Wzrok - jak go poprawić? >>
0 x


Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.

baba
x 116

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: baba » czwartek 01 maja 2014, 17:26

Ech, przegapiłam ten spektakl niestety... 8-)



0 x



Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » czwartek 01 maja 2014, 19:46

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » wtorek 27 maja 2014, 22:01

Obrazek
to wzruszajace - znalezc tę 'bratnia dusze...te polowke jablka ... ten blizniczy plomien"- i cieszyc sie soba i zyciem razem . A starosc odejdzie pokonana... :)
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

baba
x 116

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: baba » środa 28 maja 2014, 09:56

No to żeby nie było za poważnie... :D

Obrazek
0 x



Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » piątek 30 maja 2014, 22:40

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » sobota 31 maja 2014, 17:07

Obrazek
cwiczenia fizyczne nie sa szkodliwe w zadnym wieku :D wiec cwiczmy,biorac pod uwage, ze kazdy narzad/organ nieuzywany - zanika ;)
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » środa 11 cze 2014, 16:29

i cwiczac dalej..
bo na cwiczenia , zwlaszcza dla panow, nigdy nie jest za pozno ;)
Obrazek

bo panie,cwiczac inaczej ;) trzymaja sie zaskakujaco dobrze :D
Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » środa 18 cze 2014, 20:36

Przyjemne z pozytecznym- dieta bezmiesna i sprawnosc fizyczna do poznego wieku :D

91 letni weganin przebiegl kolejny maraton

Większość osób kojarzy starość z bólem i chorobami. Nie w głowie im sport, ani aktywność fizyczna. Bo przecież „jest już za późno”, „nie chce mi się”, „po co mi to?”.
Obrazek
A jednak, Mike Fremont udowadnia, że wiek to tylko stan umysłu. Ten człowiek, mimo upływu lat, wciąż nie porzucił biegania. Co więcej bierze udział w kolejnych zawodach i pokonuje kolejne maratony. Wszystko to w wieku
91 lat!

Ponad 20 lat wcześniej zdiagnozowano u niego raka jelita grubego. Lekarze nie dawali mu wielkich nadziei. Fremont jednak się nie poddał. Pozostał aktywny fizycznie i radykalnie zmienił swoją dotychczasową dietę przechodząc na weganizm. Wygrał walkę z rakiem i teraz wciąż aktywnie cieszy się życiem!

Obejrzyjcie poniższe video i sami zobaczcie co na temat diety roślinnej ma do powiedzenia Fremont.
http://www.youtube.com/watch?feature=pl ... Vt0kQcFVEA
Niedawno ukończył swój kolejny półmaraton, ustanawiając rekord wiekowy. Pokonał dystans 21 km w 02:56:26. Nikt wcześniej nie dokonał tego w wieku ponad 90 lat! Podobne rekordy bił również między innymi podczas Huntington Marathon.

Szef Runner’s World – Bart Yasso, podzielił się swoją opinią na jego temat na swoim Twitterze:

Wow, ten gośc jest naprawdę niesamowity!

Jak mówi sam Fremont:

Trening jest ważny, ale kiedy jesteś już w moim wieku, może okazać się, że wcale nie jest jesteś w stanie trenować jeżeli o siebie nie zadbasz. Dlatego nie do przecenienia jest rola diety opartej o produkty roślinne.

Źródło: http://m.runnersworld.com/races/mike-fr ... age=single
http://cok.net/blog/2014/05/91-year-old ... ld-record/
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

baba
x 116

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: baba » czwartek 19 cze 2014, 10:10

Obrazek
0 x



Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » czwartek 19 cze 2014, 19:46

Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » wtorek 24 cze 2014, 14:28

zapalam swieczke :(
dla wspanialej aktorki i Czlowieka.

Obrazek

wywiad z 6VI 2008
Małgorzata Braunek: Umieranie jest częścią istnienia, od tego nie można uciec. Kiedy jeździłam na rowerze do hospicjum, po drodze wpadałam do syna, żeby zobaczyć się z moim nowo narodzonym wnukiem. Ta droga była symboliczna - od narodzin do śmierci.

Katarzyna Kubisiowska: 60 lat to dobry moment dla kobiety?


Małgorzata Braunek: Dobry, bo ma się już wiele rzeczy za sobą, choćby młodzieńcze błędy i głupstwa, wypływające z lekkomyślności i ignorancji. Mniej dobry, bo wypełnia nas masa doświadczeń i życiowej mądrości, którymi chcielibyśmy się podzielić z innymi, ale nie mamy wystarczającej energii, by to robić. Czasami pozostaje tylko refleksja.

Nic Pani nie mówi o starzejącym się ciele.

No tak, z czasem staje się ono coraz większym problemem. Jako młoda kobieta w ogóle nie myślałam o tym, że je posiadam. Było i już. Co najwyżej pragnęłam schudnąć. Teraz moje ciało nie daje o sobie zapomnieć, wysyła sygnały, abym poświęcała mu więcej uwagi i czasu.

Nasza kultura odwraca się od starości. Stawia na młodość.

To naturalne: wolimy patrzeć na młody i piękny owoc niż na lekko przejrzały i pomarszczony. Ale starość to nie tylko nasza powłoka... Jako ludzie dojrzali sięgamy do naszej naturalnej mądrości, którą mamy od zawsze, tyle że wcześniej rzadko z niej korzystaliśmy.

Człowiek nie rodzi się białą kartą, z której dopiero z czasem może wyłonić się mądrość?

Tak jest. A jednocześnie człowiek doskonale wie, czego chce i jak to osiągnąć, już od pierwszych sekund życia. Np. płacze wniebogłosy, domagając się jedzenia, choć przez 9 miesięcy, gdy przebywał w łonie matki, wszystko, co było potrzebne do funkcjonowania, dostarczała mu pępowina. Kiedy następuje odpowiedni czas, sam zaczyna chodzić i mówić.

Czy właśnie ta odwieczna mądrość kilka lat temu zaprowadziła Panią jako wolontariuszkę do hospicjum onkologicznego?

Za ważne decyzje w naszym życiu na pewno odpowiada mądrość, a ta na pewno do takich należała. Była to niejako konsekwencja mojej praktyki, zanurzenie się w tym, z czym również miałam kontakt od dzieciństwa - graniczne sytuacje podczas kolejnych zawałów ojca, w końcu jego nagła śmierć, a potem zbyt wczesne odchodzenie wielu moich przyjaciół. Znam ludzi, którzy nigdy blisko nie zetknęli się ze śmiercią, choć mają już swoje lata. Moja karma jest inna. Na dodatek pogłębia ją buddyjska praktyka, w której jest miejsce na śmierć jako nieodłączną część życia. A także jej doświadczenie metafizyczne.

Co Pani robiła w hospicjum?

Myłam, karmiłam, podawałam picie, zmieniałam pieluchy. Robiłam to, czego wymagała sytuacja.

Chciała Pani tym ludziom z hospicjum przekazać coś szczególnego?

Życie szybko zweryfikowało moje wyobrażenia na ten temat, więc po prostu rozmawiałam z tymi, którzy tego oczekiwali, milczałam z tymi, którzy nie chcieli mówić. To były dla mnie niezwykłe spotkania, zawsze będę je pamiętać. Umierający ludzie są poza wszelkimi konwenansami, znika rutyna zachowań, bariery, powinności. Spotkanie z drugą osobą staje się czymś oczywistym - ktoś chce bliskości lub ją odrzuca. Nie ma niedomówień.

Ludzie są gotowi na śmierć?

Niektórzy bardzo jej pragną. Inni kurczowo trzymają się życia, nawet jeśli ono ledwo się w nich tli. Ta uparta chęć trwania za wszelką cenę wiąże się z czymś bardzo ludzkim: silnym instynktem samozachowawczym oraz trzymaniem się wszystkiego, co z nim związane. Trudno jest na zawsze "odwiązać się" od ukochanych osób, miejsc i tego wszystkiego, czym nasiąknęliśmy podczas całego życia, również naszych poglądów. Dlatego mówi się, że dzieci łatwiej odchodzą. Choć nam, dorosłym, trudniej się z tym pogodzić.

Dla Pani ten proces odwiązywania jest łatwiejszy?

Trenuję to od lat z marnym jak na razie skutkiem. Ale czy praktyka zaowocuje w tym ostatnim momencie życia? Nie mam pojęcia.

Dlaczego wzięła Pani urlop od pracy w hospicjum?

W pewnym momencie strona cierpienia zaczynała we mnie dominować. Ciągle wsłuchiwałam się w swój organizm, jak tylko coś trochę dłużej mnie bolało, zadręczałam się myślą, że mam raka. Straciłam barierę ochronną, zaczęła mnie ta sytuacja przerastać. Mimo że praktykowałam i miałam w sobie gotowość do opieki. Widząc, jak duże trudności niesie kontakt z umierającymi, próbowałam dla siebie i dla pielęgniarek zorganizować grupę wsparcia. Wszędzie na świecie powstają takie grupy dla osób pracujących w hospicjum. Istnieją specjalne techniki, które pomagają przepracować obcowanie ze śmiercią i z bólem tak, aby życie nie przesiąkło nimi bez reszty. I aby nie ulec syndromowi wypalenia. Niestety, u nas pielęgniarki tak mało zarabiają, że są zmuszone do pracy na dwóch, a nawet trzech etatach. Nie mają czasu, aby zająć się sobą. Na takie spotkania przychodziły dwie, trzy osoby, ale były z nich bardzo zadowolone. Żałuję, że nie udało się tego zorganizować na większą skalę.

Wróci Pani do pracy w hospicjum?

Bardzo bym chciała - mam nadzieję, że praktyka mi w tym pomoże. Raz jeszcze chcę powtórzyć, że umieranie jest częścią istnienia, od tego nie można uciec. Kiedy jeździłam na rowerze do hospicjum, po drodze wpadałam do syna, żeby zobaczyć się z moim nowo narodzonym wnukiem. Ciągle myślałam, że tu się witam z życiem, a tam żegnam. Ta droga była symboliczna - od narodzin do śmierci.

Buddyzm głosi równość wszystkich istot na ziemi. Śmierć zwierzęcia i człowieka mają ten sam ciężar?

Zasadniczo śmierć dla wszystkich istot jest tym samym, a jednak większy ciężar ma odchodzenie człowieka, który w świecie manifestuje się w sposób szczególny, odciskając swoje piętno między innymi poprzez samokreację i tworzenie głębokich relacji. Dlatego ciężar naszego odchodzenia bezpośrednio wiąże się z tym, co udało nam się pozostawić po sobie, nie tylko w sferze materii, ale i ducha. Zwierzęta nie zostawiają po sobie widocznych śladów. To znaczy zostawiają, ale dla nas nie zawsze są one czytelne. Widoczne są wtedy, kiedy taka ukochana istota, przyjaciel, odciska ślad miłości w naszym sercu. Wówczas śmierć boleśnie nas dotyka.

Jest Pani wegetarianką?

Przez 30 lat nie miałam w ustach mięsa, ale moje ciało właśnie się o nie upomniało. Niedawno przeszłam ciężkie zapalenie płuc. Gdy już wydobrzałam, zapragnęłam napić się rosołu, którego od dziecka nie cierpiałam. Na wegetarianizm zdecydowałam się na początku buddyjskiej drogi, kiedy sama jeszcze nie wiedziałam, dokąd ona mnie poprowadzi. Pamiętam, że otrzeźwienie przyszło na planie filmu, w którym grałam. W jednej ze scen nad ogniskiem piekły się ryby ponabijane na pręt przechodzący przez ich pyszczki oraz całe ciało. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Drugi szok to obraz kobiety przypadkowo zobaczonej na ulicy, której szyję opatulał lisi kołnierz, taki ze zwisającym ogonem, łapkami i głową. Pomyślałam, co by było, gdyby jakieś inne stworzenia nosiłyby nas w charakterze etoli.

Ponad 60 lat temu naziści produkowali z człowieka mydło. Ilse Koch, nadzorczyni obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie, kazała szyć rękawiczki i abażury ze skóry zabitych więźniów, a stół, przy którym spożywała posiłki wraz z mężem i dziećmi, "zdobiły" specjalnie spreparowane czaszki służące za naczynia na sól i pieprz.

Od dwunastu lat organizujemy międzywyznaniowe Medytacje Oświęcimskie, na które przyjeżdżają ludzie z całego świata oraz kapłani różnych wyznań - rabini, imamowie, księża, buddyjscy mnisi. Te spotkania poświęcone są tym, którzy cierpieli i ginęli w obozie; przypominają też, do czego jest zdolny człowiek nieszanujący różnorodności i równości wszystkich istot na ziemi.

Z pewnej perspektywy Auschwitz trwa odwiecznie: nie ma przeszłości, nie ma przyszłości, jest tu i teraz. Intencją naszych medytacji jest to, aby energię takich miejsc leczyć i przekształcać.

Czuła Pani w trakcie medytacji, że ona leczy?

Bardzo mocno. Szczególnie w pierwszych latach. Kiedy spędzaliśmy noc na terenie obozu, słyszałam przeraźliwe krzyki rozlegające się pośród absolutnej ciszy. Jakiś czas później rozmawiałam z byłym więźniem Oświęcimia, który mówił, że w obozie z rozmaitych stron, dzień i noc, dochodziły potworne, nie do zniesienia wrzaski. Trudno to opisywać, tym bardziej zrozumieć. Przynajmniej na chwilę trzeba stać się tym ogromnym cierpieniem, aby proces uzdrawiania mógł nastąpić. Umysł tego nie obejmie.

Trudno przyjąć buddyjski dogmat o prawie karmicznym. Pomordowani w obozach mieliby w ten sposób "zapłacić" za złe uczynki z poprzedniego życia.

Człowiek cały czas pozostaje w relacji z otoczeniem, nawet gdy obcuje tylko ze swoimi myślami. Żelazna konsekwencja tego jest taka, że nie ma skutku bez przyczyny. Na to, kim jestem teraz, jaką mam płeć, życiorys, los, składa się mnóstwo przyczyn, które pozostaną dla mnie tajemnicą. Mówiąc szczerze, nawet nie chcę jej znać. Ale akceptuję ten skutek. Nie znaczy to, że nic nie mogę z nim zrobić, przecież mogę go przepracować. Mamy karmę indywidualną, ale też karmę zbiorową. I jesteśmy odpowiedzialni za los nie tylko własny, ale nas wszystkich, żywych i zmarłych.

Tak wielką krzywdę można odkupić?

Nie wiem, wiem tylko, że trzeba coś robić. Krzywda jest wpisana w nasze życie. Nie da się jej ominąć, zawsze kogoś skrzywdzimy. Nie ma innej możliwości. Proszę tylko spojrzeć, co się dzieje, gdy idziemy po trawie: ile stworzeń uda nam się po drodze zadeptać. Ważne jest, aby tę krzywdę minimalizować. Trzeba być świadomym, że nie sposób jej uniknąć i gdy można ją naprawić, bez wahania trzeba to czynić.

Pochodzi Pani z protestanckiej rodziny, w której cierpienie, jak w całym zresztą chrześcijaństwie, odgrywa rolę kluczową.

Zawsze żartuję, że z ojca katolika i matki protestantki, aby było sprawiedliwie, wyszła buddystka. W dzieciństwie byłam wychowywana jako ewangeliczka i miałam z tego powodu poważne problemy wśród rówieśników. Czasami nieźle mi się dostawało od młodziutkich kandydatów na "prawdziwych Polaków" za niechodzenie na lekcje religii, no i za niemiecke nazwisko. Moja córka również nie chodziła na religię, ale to był jej osobisty wybór. Po wysłuchaniu kilku katechez stwierdziła, że to nie to. Potem dzielnie znosiła konsekwencje swojej decyzji: borykała się z koleżankami, które przy każdej najmniejszej kłótni oskarżały ją, że nie wierzy w Boga i Pana Jezusa.

Mówi to Pani, jakby nic się pod tym względem nie zmieniło.

Bo zmieniło się niewiele. Dalej prawdziwy Polak to katolik, a nie jakiś protestant, uchowaj Boże żyd, nie mówiąc już o buddyście! Do niedawna buddysta to był nawiedzony odmieniec ćwiczący jogę czy kung-fu.

Wciąż nie mogę pojąć, dlaczego dla protestantki w katolickim kraju zaczyna być bliska kompletnie tu nieznana religia Wschodu.

W pewnym momencie życia straciłam wiarę. To znaczy nie straciłam jej, ale tak mi się wydawało, bo zaczęłam szukać innej ścieżki. Akurat wtedy w Polsce zaczęły być modne wschodnie klimaty, to był taki spadek po dzieciach-kwiatach. Buddyzm zen stał mi się bliski, bo skupia się na najważniejszym pytaniu: kim jestem? Jest równocześnie bardzo osadzony w rzeczywistości, jak i w doświadczeniu głęboko mistycznym.

Chrześcijanina zbawia Bóg. W buddyzmie człowiek zbawia się sam. To Panią też pociąga?

Buddyzm to jest wielka duchowa przygoda z samym sobą. Nie są istotne dogmaty, a praca, którą się wykonuje. Mówiąc krótko, chodzi o to, żeby poznać siebie i odkryć, że jestem Wielką Tajemnicą.

W takim razie buddyzm to ćwiczenie ducha czy religia?

Jedno ściśle wiąże się z drugim. Im więcej praktykuję, tym więcej mam jasności, gdyż poszerza się moja percepcja i świadomość.

Wiem, że istnieje wymiar boski, że jest transcendencja, absolut, nie potrafię go jednak opisać. Gdybym potrafiła, to by nim przestał być, prawda? Więc wiem, że nie wiem.

Po co więc ten cały wysiłek?

Po to, aby być bliżej życia. Tego, co ono niesie: bólu i radości. Poprzez medytację mam lepszy kontakt ze światem i z moim życiem, pozbywam się fałszywych wizerunków i wyobrażeń, które umysł nam narzuca, a my wszelkimi możliwymi sposobami próbujemy dopasować do nich rzeczywistość.

A jak to się ma do prawdziwego stanu rzeczy? Stąd bierze się rozczarowanie i smutek.

Jest Pani nauczycielką buddyjską. Co to w praktyce oznacza?

Stałą gotowość do pomocy i posług osobom praktykującym - prowadzenie odosobnień medytacyjnych, udzielania chrztów, ślubów, prowadzenia uroczystości pogrzebowych. Przede wszystkim trzeba dużo praktykować i mieć świadomość, że nic nie można zatrzymać dla siebie. Że trzeba się dzielić, bo na tym polega życie. Funkcjonujemy w nieustannej wymianie: dostajemy i zwracamy. Jak w oddychaniu.

Buddyzm dla kobiet jest bardziej demokratyczny niż katolicyzm?

Tylko dlatego że wywędrował na Zachód; na Wschodzie jest wciąż bardzo patriarchalny. Przekaz dostawali wyłącznie mężczyźni. Na samym początku Budda w ogóle nie chciał wyświęcać kobiet na mniszki. Ale pamiętam, jak już 25 lat temu mistrz Dae Soen Sa Nim mówił, że nadchodzi era kobiet.

Nadeszła?

Oczywiście. Może nie jest to szczególnie widoczne w formalnych strukturach, ale odczuwa się to podskórnie, w nastrojach, w fermencie. Kobiety stają się teraz prężne i mocne, mężczyźni słabną, zaczynają szukać na nowo swego miejsca. Ale to jest chwilowe zamieszanie, które zmieni się, jestem o tym przekonana. Nadejdzie stan równowagi.

Pani w to wierzy? Struktury patriarchalne mają tysiące lat. A kobiety jeszcze 100 lat temu nie mogły głosować.

Wydaje się to mało prawdopodobne, gdy weźmiemy pod uwagę naszą naturę. W ludziach nie ma równowagi, więc tworzą niedoskonałe społeczności. Niedoskonałością jest też przecież matriarchat. Jednak tak dużo i tak błyskawicznie teraz się zmienia, że wierzę, iż pierwiastek męski i żeński, jak jin i jang, będą kiedyś koegzystować w doskonałej harmonii.

W moim przypadku się nie dało. I dobrze, bo mogłam dzięki temu bardziej skoncentrować się na jednym, czyli na praktyce. A dzisiaj, kiedy już przepracowałam swoje aktorskie uzależnienia, mogę powrócić do tego, co w gruncie rzeczy lubię robić. I dopiero teraz granie sprawia mi prawdziwą przyjemność.

Gdy ogląda Pani swoje stare role, myśli Pani: "to ta kobieta, która kiedyś była mną"?

Jak już mam okazję się oglądać, bo na ogół tego nie robię, to jestem przede wszystkim zdumiona, że minęło od mojego debiutu ponad 30 lat. Tak dużo się w tym czasie wydarzyło, a tak szybko to zleciało. A do siebie ekranowej nie mam żadnego emocjonalnego stosunku, patrzę z dystansem, prawie jak nieznaną osobę. I to mi się nawet podoba!

Małgorzata Braunek (ur. 1947 r.) jako aktorka zadebiutowała w 1968 r. w "Żywocie Mateusza" Witolda Leszczyńskiego, potem wystąpiła m.in. w "Polowaniu na muchy" (1969) i "Krajobrazie po bitwie" (1972) Andrzeja Wajdy, "Lokisie" (1970) Janusza Majewskiego, "Trzeciej części nocy" (1972) i "Diable" (1972, premiera 1988) Andrzeja Żuławskiego. Była Oleńką w "Potopie" Jerzego Hoffmana (1974) i Izabellą Łęcką w "Lalce" Ryszarda Bera (1977). Wystąpiła w "Darmozjadzie polskim" (1997) Łukasza Wylężałka oraz "TuliPanach" (2004) Jacka Borcucha. W roku 1979 wspólnie z mężem Andrzejem Krajewskim rozpoczęła praktykę buddyjską. Jest członkiem Zakonu Pokoju (Zen Peacemakers). Od 1992 r. prowadzi Polską Sanghę Kanzeon. W 1999 r. otrzymała Denkai, stając się kapłanem zen, mającym prawo udzielania ślubów i pogrzebów. W 2003 r. otrzymała Przekaz Dharmy (Shiho) i tytuł Sensei.
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

baba
x 116

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: baba » środa 25 cze 2014, 10:24

Krótka recepta na to jak nigdy się nie czuć staro. 8-)

Obrazek
0 x



Awatar użytkownika
janusz
Administrator
Posty: 15643
Rejestracja: środa 14 lis 2012, 22:25
x 27
x 834
Podziękował: 29214 razy
Otrzymał podziękowanie: 23547 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: janusz » sobota 05 lip 2014, 21:05

Obrazek Można tak....

Obrazek albo i tak.... ;)
1 x



Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » środa 09 lip 2014, 12:40

a myslalam, ze juz mnie zadna podlosc nie zaskoczy :( :(
Wakacje: Jadą na urlop. Porzucają starszych w szpitalach


Obrazek

Wakacje to okres wzmożonego napływu ludzi starszych do szpitalnych oddziałów wewnętrznych. Bynajmniej nie jest to efekt zwiększonej zachorowalności wśród seniorów. Powodem jest... czas urlopów.

Do szpitali starsze osoby są przywożone przez dzieci, wnuki, które nie mają komu powierzyć nad nimi opieki. Tłumaczą, że lepsza opieka w szpitalu niż pozostawienie seniora w domu. Nie trzeba być pracownikiem służby zdrowia, aby wyobrazić sobie potencjalne skutki takich praktyk.

- Musieliśmy zorganizować dostawki i ułożyć pacjentów na korytarzach, bo brakuje nam miejsc w salach. Wiem, że leżenie na korytarzu nie jest zbyt komfortowe, ale nie możemy odmówić kolejnym pacjentom przyjęć na oddział, szczególnie, że rodziny opisują objawy poważnych chorób, które nagle „objawiają” się w okresie wakacji. - mówi Iwona Bednarek, dyrektor szpitala w Łodzi.

Wszystko przez to, że rodziny nie zadając sobie nawet trudu znalezienia innych form opieki dla swoich bliskich, beztrosko robią sobie wakacje.

- To bardzo trudna sytuacja. Rodziny nie odbierają telefonu, nie kontaktują się z nami. Jedną z takich pacjentek chcieliśmy sami odwieźć do domu. Zorganizowaliśmy transport sanitarny, odwieźliśmy chorą pod wskazany przy zapisie adres, ale nikt nam nie otworzył drzwi. Musieliśmy zabrać pacjentkę z powrotem do szpitala. - mówi Bednarek.

Jakie więc mamy opcje?

- Oprócz wysyłania podpopiecznych do różnego rodzaju zakładów opiekuńczo-leczniczych, gdzie na miejsce niejednokrotnie trzeba czekać miesiącami oraz słono za taki pobyt płacić, można wynająć całodobową opiekę domową. Usługi te, poza pomocą w codziennych czynnościach osobie starszej, przede wszystkim umożliwiają starszej osobie pozostanie we własnym domu, gdzie czuje się ona najlepiej. Człowiek starszy bardzo przeżywa konieczność zmiany miejsca zamieszkania i odbiera to jako sygnał, iż stał się niepotrzebnym, uciążliwym balastem. Dlatego domowa opieka indywidualna cieszy się coraz większym zainteresowaniem. – mówi Lidia Cesarz z OpiekaDlaStarszego.pl

Jednak bardzo często czynnikiem decydującym o podjęciu decyzji jest koszt. Wysłanie rodzica czy dziadka, babci do szpitala jest „bezpłatne”. Bariera ta wydaje się często nie do pokonania, jednak wynika to najczęściej ze zwyczajniej niewiedzy.

- Koszt opieki całodobowej w miejscu zamieszkania zaczyna się już od 90 zł za dobę. Czy to dużo? Pomyślmy ile potrafimy wydać na wakacje nad polskim morzem. Obiad dla dwóch osób potrafi kosztować więcej. A zdrowie i samopoczucie naszych najbliższych powinno być rzeczą bezcenną. – dodaje Lidia Cesarz.

www,StarsiRodzice.pl
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

Awatar użytkownika
songo70
Moderator
Posty: 13007
Rejestracja: czwartek 15 lis 2012, 11:11
Lokalizacja: Carlton
x 903
x 326
Podziękował: 12961 razy
Otrzymał podziękowanie: 19682 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: songo70 » piątek 05 wrz 2014, 10:45

:)
0 x


panta rhei

Awatar użytkownika
goratha
Posty: 1102
Rejestracja: środa 16 sty 2013, 20:03
x 20
Podziękował: 1125 razy
Otrzymał podziękowanie: 2674 razy

Re: starosc-jak z nia zyc

Nieprzeczytany post autor: goratha » sobota 06 wrz 2014, 19:48

Obrazek
rozne oblicza starosci ;)
Obrazek
Obrazek

Obrazek
Obrazek
0 x


nie bierz zycia zbyt powaznie. I tak nie wyjdziesz z niego z zyciem:-))

ODPOWIEDZ